arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (1)

Nieopisana Ameryka

  

Znika wszystko, co nieopisane. Pozostają strzępy. Z drugiej strony - pisać, czy żyć w tym czasie?
Nie udało mi się opisać całej amerykańskiej wyprawy, ale i tak więcej niż poprzednio afrykańskiej, więc jest jakiś postęp. Rozjazd czasowy był coraz większy. No trudno.
Nieopisane zostały:
Wyjazd do Arizony i pięćdziesiąt stopni w cieniu.
Mieszkanie w domku kempingowym w Sedonie.
Red Rocks - czerwone góry.
Dzień nad Wielkim Kanionem i ta niezmierna cisza, jaka z niego bije.
Granie w golfa z Jasiem.

Spotkanie z Apaczami.

Spotkanie z Navajo.

Phoenix, wystawa Fridy Khalo w miejskim muzeum. Poza tym indiańskie laleczki, ozdoby oraz wystawa poświęcona przymusowej anglo-amerykańskiej edukacji Indian, trochę odpowiednik naszej germanizacji za Bismarcka.

Nasz wielki wieczór w Los Angeles, czyli wernisaż wystawy obrazów Joanny i Darka oraz mój teatr tekstu. Tekst specjalnie na ten wieczór napisałem i sam przetłumaczyłem, konsultując go tylko potem szybciutko ze znajomą tłumaczką.
Nocleg u Andrew Kolo w Hollywood.
Inna twarz Hollywood, poza bulwarem. Całkiem przyjemna, zielona dzielnica pod górami. Spacerowanie pod napisem. Góry niebezpieczne, bo wyglądają bezpiecznie, a łatwo się z nich ześlizgnąć. Tu się właśnie zabił Krzysztof Komeda.
Polacy w Hollywood. Wspólne palenie papierosów i picie piwa.
Samotny spacer po Hollywood. Duża przyjemność. Cieszę się, że mogłem poznać tę dzielnicę poza deptakiem.
Ostatni raz na plaży. Santa Monica. Wiatr. Dluga rozmowa z panią, która opiekowała się Janem Kottem aż do jego śmierci.
Drugi wieczór u Andiego.
Wizyta pod domem Charliego Chaplina.
Ostatnia kawa z Joanną i z Darkiem koło lotniska w LA.
Powrót. W samolocie we Frankfurcie Jasiek zapomina kapelusza, a ja ciasteczek na prezent. Beata i Mikołaj na lotnisku w Katowicach.

2017-09-18 | Dodaj komentarz
Stały czytelnik tego bloga
2017-09-20 20:58:26
Proszę napisać książkę z wyprawy do Ameryki. Nic straconego. Chętnie przeczytam. Tak jak z ciekawością czytam Pana blog. Trochę tak jak bym tam był.
Komentarzy (3)

Gwiazdozbiory Ingebory

  
Ingebora jest jedną z kobiet pustyni. Była dziennikarką w BBC i nie wiem, kim jeszcze. Dużo się śmieje i opowiada o swoich dzieciach, które jej nie odwiedzają. Mieszka sama w ładnym domu w Joshua Tree. Zaprosiła nas na wieczór do siebie.
Kupujemy wino, robimy zakupy. D. oferuje się, że zrobi jeść. Bo Ingebora zastrzegła, że nie robi nic do jedzenia. Jak chcemy, to możemy u niej w kuchni zrobić. No dobra.
Zrobiliśmy z Jasiem zakupy, uważając, żeby przy kasie nie dotykał butelek z winem i przyjechaliśmy do Joshua ciut wcześniej. Czekamy na resztę, snując się po miasteczku. Klasyczna amerykańska mieścinka z jedną ulicą wzdłuż jedną wszerz. W centrum budyneczki, które wyglądają, jakby pamiętały czas gorączki złota. Podobnie jak specjalne płotki do przywiązywania koni. Na chodniku natykamy się na młodego faceta, który półnagi leży na wznak i śpiewa. Ma wojskowe spodnie i wojskowy plecak. Potem wstaje i chodzi tam i z powrotem, mówiąc głośno do siebie. Chciałem usiąść gdzieś przy kawie, ale jedyny czynny lokal to mała pizzeria. A w pizzerii nie podają kawy. Nie to co u nas, gdzie kawę da się kupić wszędzie. Siedzimy więc przy coke. Bo tak się tu nazywa coca colę. Nie proś o colę, bo nikt nie zrozumie. Proś o coke. Siedzimy w ogródku pizzeri, sącząc coke i patrzymy na przeszkloną salę obok. Kilkanaście osób leży na podłodze na wznak. Identycznie jak ten gość, który dalej chodzi po uliczkach Joshua i gada do siebie. Ale ci tutaj nie są półnadzy. Przyglądam się niedyskretnie. To joga. Ćwiczą jogę.
Półnagi półwojskowy łazi po ulicy, która się nazywa ulicą Weteranów. Idziemy nią kawałek. W tle widać bezdrzewne, pustynne góry. Idziemy ulicą Weteranów w Joshua Tree. Mijamy pojemnik na flagi. Tylko flagi - informuje napis. Flagi państwowe są tu wszechobecne. Powiewają na domach, autach, motocyklach, ozdabiają knajpy, są częścią ubrania. A tu się je wyrzuca. Do pojemnika przy ulicy Weteranów. Na końcu ulicy Weteranów jest knajpka weteranów. Piszą na szybie, że weterani zapraszają na posiłki. O tej porze, pod wieczór posiłków nie ma. Weterani patrzą w telewizor i piją piwo.
To jest pewne, że na brak weteranów tu nie narzekają. Od wojny z Filipinami w początkach XX wieku, ten kraj nieustannie jest na jakiejś wojnie. Weterani patrzą na nas ciekawie. Zapominam! Zapominam, że tu jest inaczej niż w Europie. Normalni ludzie nie spacerują po ulicach. Jak gdzieś idziesz, to podjeżdżasz autem, wysiadasz i wchodzisz. Jedyni spacerujący to my z Jasiem oraz ten półnagi świr. Poza tym chodniki są puste. A weterani podejrzliwi. Wycofujemy się na pozycje. Pojawia się Darek i Joanna i Joe. Idziemy do Ingebory.
Nasze mieszkania i domy są podobne do mieszkań i domów ludzi mieszkających koło nas. To kolejny dom tutaj, w którym jestem i szukam punktów wspólnych. Parterowy, niepodpiwniczony, z gankiem. Z ganku wchodzi się od razu do salonu, który jest w centrum, a po bokach ma sypialenkę, gabinecik a po drugiej stronie kuchnię. I ogród. Jak widzę, ważna rzecz tutaj. Kolejny ogród, którego zasadą jest pomysł. Że chodzisz i widzisz, że ktoś miał pomysł na ten ogród. Trochę zwariowany, trochę dziwny, ale bez przesady. W ogrodzie Ingebory są jakby pokoiki-sektory, którymi można spacerować dookoła. Jest sektor - odpowiednik salonu, z krzesłami, jest w następnym ogrodowym pokoiku łóżko pod gołym niebem. Pościelone. Strasznie mi się to podoba. Wymykam się potem w trakcie imprezy, leżę i patrzę w gwiazdy. I myślą wytyczam linie między nimi, łącząc je w struktury, konstrukcje, gwiazdozbiory.
Jak połączysz w myśli, to już tak potem zostanie - mówi ogród. I rzeczywiście, linie międzygwiezdne, które wytyczyłem na tym łóżku, są tam potem, zostają. I powodują, że nie umiem skupić się na rozmowie. Mam przesilenie.
2017-09-04 | Dodaj komentarz
krystyna
2017-09-04 13:43:11
Panie Arturze,tak nie w temacie ale w rozpaczy... Gdy się już napisze sztukę , to jak nią trafić pod dach teatru? Jak zainteresować potencjalnego dyrektora?, reżysera?
arturpalyga
2017-09-04 14:51:28
Niełatwo :) Proszę wysyłać na konkursy, do sekretariatów teatrów oraz do reżyserów. Jak zawsze...
krystyna
2017-09-07 07:31:18
Dziękuję za odpowiedź.... Czyli...wychodzi na to, że do tego wszystkiego trzeba mieć trochę szczęścia. W zasadzie nie trochę. Wyobrażam sobie ile właśnie tak przesłanych scenariuszy do sekretariatów i reżyserów trafia bez czytania do kosza...
Komentarzy (0)

Przytułek dla koni w Yucca

  
Okazało się, że kilometr od domu Alice jest przytułek dla koni. Podjechaliśmy tam z Jasiem.
Ranczo jest z dwóch stron piaskowej drogi. W skwarze stoją dziesiątki koni.
Nie martw się. Koniom to nie szkodzi - mówi Jasiek. - Konie się świetnie dostosowują do klimatu. Zresztą na preriach świetnie sobie żyły.
Wychodzi do nas pani. W dżinsach, w czapce z daszkiem. Pani rancza-przytułku. Zwożą do niej chore oraz nieprzystosowane konie. I nie tylko konie. Jest trochę osłów, jakaś lama, kozy. II parę alpak, które ponoć są świetne przeciw kojotom. Ale głównie konie. Po prostu kiedyś zaczęła się nimi zajmować, poszła fama i pojawiały się kolejne.
Nie chce pani konia? Nie chcę go oddać na rzeź, a nie mam, co z nim zrobić.
Zaczęli pojawiać się wolontariusze. Dzieci, młodzież, dorośli z całej okolicy. Kilkadziesiąt osób za darmo czyści te konie, dba o nie, karmi je. Pojawili się donatorzy sponsorujący paszę. A koni przybywało. Pojawiły się wreszcie wycieczki i indywidualni zwiedzający, jak my. Przytułek stał się słynny. Kartka informuje, że zwiedzających prosi się o wolne datki. Można też pojeździć. Również za wolne datki. Gospodyni chodzi z nami od konia do konia, od konia do osła, od osła do kozy, od kozy do konia i opowiada o każdym zwierzęciu, tuli je, mówi do nich, czasami grucha jak do dziecka. Widać, że raczej to wszystko wielka amatorka i trochę prowizorka. W zupełnym kontraście do rancha Monty Robertsa.
Chcesz przyjść pojeździć, pomóc? - pyta szefowa Jasia. - Wpadaj, kiedy zechcesz, na jak długo zechcesz.
Zostawiam go tam i idę pobyć pierwszy raz od dawna trochę sam ze sobą. Nic nie robić. Siedzieć w domu Alice, siedzieć na ganku, patrzeć na figurki, myśleć, a trochę nie myśleć. Nic nie musieć. Przez dwie godziny. Rozkosz.
Kiedy wracam po Jasia, jeździ na traktorze z dziećmi i rozrzucają koniom siano.
Świetnie jeździ po angielsku - mówi szefowa. - My jeździmy inaczej. Ale w angielskiej jeździe jest świetny.
Amerykański styl w Polsce nazywany jest westernowym. Są inne siodła, zupełnie inny sposób traktowania konia, kompletnie inne podejście do sposobu jazdy. Angielski styl jest elegancki, ważne jest proste trzymanie się w siodle itp. Jak sądzę, wywodzi się z rekreacji brytyjskiej arystokracji. Amerykański sposób jazdy jest wiejski. Od ranczerów. Od chłopskiego dosiadania konia. Kij tam z elegancją. No i w angielskiej szkole, na co zwraca uwagę Jasiek, konia traktuje się zdecydowanie lepiej. Jeździec po angielskiej szkole jazdy, jakiej powszechnie uczy się w Europie, czuje fizyczny ból, kiedy widzi, jak amerykański jeździec brutalnie poczyna sobie z koniem.
Ona mnie zapytała, czy jeżdżę z ostrogami! - oburza się Jasiek. - W Europie używanie ostróg jest zabronione od lat!
Ale jeździł na siodle westernowym. Jeździł bez siodła i jeździł po angielsku. A potem rozrzucał siano. Ma mnóstwo uwag co do amatorskiej organizacji rancza i traktowania tych koni. Imponuje mi swoją wiedzą.
Kiedy podjeżdżamy pod dom Joe, okazuje się, że na piaskowych drogach spadła nam guma spod zderzaka i wlecze się pod kołami auta. Trzeba odkręcić, przymocować i poprzykręcać na nowo. Żeby ułatwić pracę, Darek wyciąga podnośnik, lewarek i podnosi auto. Joe jest zdumiony. Wyciąga instrukcję do podnośnika. - Trzeba poczytać instrukcję!
W końcu przyjmuje jednak do wiadomości, że tam, na tym Dzikim Wschodzie faceci majstrują przy autach samodzielnie, bez mechaników i bez instrukcji, bo życie mają twarde. I tak pierwszy raz w życiu i może ostatni nie czuję się przy aucie jak kompletny ignorant. Śmiesznie.
Przyjemne popołudnie zakończone kalifornijskim winem z wallmarta. I znów ocean gwiazd.
2017-08-28 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Symulatory

  
Przeprowadzamy się z Jaśkiem do Alice. Też w Yucca Valley, też na pustyni, ale ze dwa kilometry dalej.
Zgodnie z poleceniami po wejściu oglądamy wszystko, czy nie ma jaszczurek, skorpionów, węży, pająków i innych takich. I trzeba pamiętać, żeby zawsze zamykać drzwi, żeby nic nie wlazło.
Dom Alice stoi na skraju zamieszkanej części pustyni. Dalej już tylko piach i pustynna roślinność. Trudno nam zasnąć. Nasłuchujemy.
Alice jest w Los Angeles. Dom na pustyni, jak rozumiem, traktuje jak domek na działce. Teraz jest pusty. J. opowiada, że czasami ludzie chcą, żeby znajomi u nich mieszkali pod ich nieobecność. Nie brakuje włamywaczy, i to niekoniecznie takich, co kradną, ale takich, co chcą pomieszkać. Opowiada, jak ostatnio znajomy wchodząc do domu, wypłoszył takiego dzikiego lokatora. Tak się spieszył, że zostawił wszystkie swoje rzeczy i włączony telewizor.
Dom Alice ogólnie jest niesamowity. Od pierwszego wejrzenia. Przed bramą ozdobioną na sposób westernowy, stoi w piachu pustyni konik na biegunach. Na podwórzu przed domem - masę dziwnych przedmiotów, starych zabawek, pajacyków, kurek, kaczuszek. I wanna kowbojska - znaczy coś w rodzaju balii. W pustynnym, przydomowym ogrodzie zabawki, figurki, domki poukładane w labirynty. W domu mnóstwo lalek patrzących na nas i dziwne pozytywki. Alice jest klownem. Ciekawe, że nie ma żeńskiej odmiany tego słowa. Pracuje jako klown. Wśród lalek jest ta klasyczna, amerykańska lalka brzuchomówcy, nie pamiętam, jak ona się nazywa, ale w nocy jest straszna. Spoglądam na nią i widzę, że ona patrzy na mnie. Wstaję i ostrożnie odwracam ją twarzą do okna. Kładę się znów i wtedy widzę światło z dużego pokoju. Migające, wyraźnie telewizyjne światło. Ale bez głosu. W ciszy migające światło. Tak jakby któraś z lalek włączyła telewizor, ale nie potrzebuje dźwięku, bo i tak nie słyszy. Co robić? Trzeba wstać i zobaczyć. Trzeba być dzielnym. Już mam wstać, kiedy włącza się radio. Muzyczka, prezenter. Szlag! Ale nie słyszę, żeby ktoś chodził, ktoś się ruszał. Wybiegam do dużego pokoju! Nikogo nie ma. Gdzie Jasiek? Gra w kosza za domem. Nie mógł spać i poszedł pograć w kosza. Wyłączam radio i wyłączam lampkę! To nie był telewizor. To lampka! Lampka, która imituje migające światło telewizyjne. Imituje tak dobrze, że omal nie dostałem zawału. Włącza się światło na ganku. Potem w kuchni. Samo! Zafascynowany odkrywam centralkę, która steruje symulatorem obecności. Zaprogramowaną. Centralka włącza co jakiś czas radio, lampkę telewizyjną oraz symulatory chodzenia po domu i włączania i wyłączania światła. Centralnie sterowane duchy. Fascynujące! Gdyby to dostosować do polskich warunków, można by dodać głosy kłócącej się pary, warczącej na siebie nawzajem. W każdym razie jakoś udaje mi się to wyłączyć. Jasiek gra w kosza do świtu.
2017-08-24 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

rytm

  
Więc jadę amerykańskim autem po pustynnej drodze. Z automatyczną skrzynią biegów. Pozycja P - parking, pozycja D - drive. Nie ma sprzęgła. Pod nogą tylko gaz i hamulec, więc parę razy odruchowo chcąc nacisnąć sprzęgło, wciskam hamulec i jest boleśnie. Nie za szybko. Ciągnie, żeby wdepnąć gaz, bo droga prosta, ruchu brak, ale jest zdradliwie. To ubity piach. Są wyrwy, niewidoczne nierówności, można zaryć.
Klimatyzacja, bo na zewnątrz efekt suszarki do włosów. Otwarte szyby to wlot parzącego powietrza. Zasuwamy. Zwiedzamy z Jasiem okolicę. Te domki, przed którymi dla żartu sobie niektórzy powkopywali w piach łodzie. Nikogo nie ma na zewnątrz. Wszyscy w domach albo gdzieś. I nagle widzimy na drodze postać. Ktoś idzie. Wiem z doświadczenia, że długo się tu iść nie da o tej porze dnia. Wiem też, że trzeba się zatrzymać. Wszyscy się tu zatrzymują w takiej sytuacji. To żelazna reguła. Ktoś idzie, jest środek dnia, trzeba się zatrzymać.
To starsza kobieta. Długie, rozpuszczone włosy, t-shirt, dżinsy. Widać, że jest padnięta. Od razu otwiera tylne drzwi i wsiada do środka.
Zawieziecie mnie do Landers? - pyta.
Cholera, nie wiem, czy sam trafię do Landers i czy potem trafię z powrotem. Lekko się dygam.
Podwiozę panią na stację benzynową przy głównej drodze.
OK.
Ona nic nie mówi i ja nic nie mówię, i Jasiu nic nie mówi. Bez słowa dojeżdżamy na stację benzynową, przy której jest sklep i bar. Dziękuje i wysiada. To wszystko.
Musimy zatankować. Płaci się z góry. Kasuje kobieta w sklepie.
Za 20 baksów proszę.
Płacę i teraz dopiero odblokowane.
Jedziemy w przeciwną stronę niż do Landers. Jedziemy do Yucca Valley, gdzie mamy wstąpić do Wallmarta. Po drodze do Yucca zatrzymuję auto pod górą, na której zboczu, pod szczytem jest dziwny znak ułożony z kamieni. Kilkakrotnie już przejeżdżaliśmy koło niego. Chcę zobaczyć. Nie jest wysoko. Dam radę. Samochód zostaje w dole, Jasiek siedzi z włączoną klimą, a ja wspinam się na zbocze. W trakcie orientuję się, że nie wziąłem nic na głowę, i nie wziąłem okularów przeciwsłonecznych. Trudno. Kamienie ciemnobrązowe. Wyglądają jak zastygnięta i pokruszona lawa wulkaniczna. Albo jak wielkie, rozrzucone, czekoladowe crispy. Im bliżej tego wzoru, tym większe wrażenie. To starannie poukładane tony kamieni. Z bliska nie widać oczywiście wzoru widocznego z dołu. Z bliska widać murek z kamieni biegnący dziwnym wężykiem. Można po nim pochodzić, można go dotknąć, można go powąchać, można zobaczyć, że o dziwo, wcale nie jest taki nagrzany. Można z jego perspektywy zobaczyć maleńkie auto w dole, Jasia, który postanowił jednak wyjść z samochodu i wspiąć się do mnie, drogę, ciężarówki i pasma przedziwnych, pięknych, bezdrzewnych gór spalonych słońcem. Ale nie widać wzoru, jaki się układa. Żeby zobaczyć wzór, trzeba zejść na dół. Wzór jest tajemniczy. Żeby wiedzieć, co oznacza, trzeba dojść do tablicy z tekstem i przeczytać. Że to artysta z Australii, Andrew Rogers pozostawił to tutaj. Że nazywa się to Rhytm of life. Rytm życia. Wzór z dołu, dziwny i enigmatyczny, dotyk, zapach, zdziwienie na górze i dojście do wyjaśnienia, które jest w tekście. Rhytm of life.
Schodzę zadowolony z siebie, że dałem radę, że bez problemu. Pewnie. Za pewnie. Noga się ślizga po piachu w dół i spadam kawałek. Porwane spodnie, szrama na nodze, krew. Kulejąc dochodzę do auta. Kogo podwoziliśmy? Co to za kobieta? Z tyłu wyglądała na nastolatkę, kiedy się odwróciła, zdziwienie. Twarz stulatki. Dlaczego nie podwiozłem jej do Landers? Powiedziałaby mi jak jechać. Trafiłbym z powrotem, zapytałbym kogoś najwyżej. Co mi zależało? Dlaczego się tu zatrzymałem pod tym wzorem? Po co? Po co to włażenie? Te kamienie po co? Kto je tam zbierał, układał? Żeby co? Co za rhytm of life? Ciepła krew z rany. Brudna. Piecze. Wulkaniczne crispy. Chłód klimatyzacji.
2017-08-19 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» wrzesień (2)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Stały czytelnik tego bloga]
Proszę napisać książkę z wyprawy do Ameryki. Nic straconego. Chętnie przeczytam. Tak jak z ciekawością...
[krystyna]
Dziękuję za odpowiedź.... Czyli...wychodzi na to, że do tego wszystkiego trzeba mieć trochę szczęścia. W...
[arturpalyga]
Niełatwo :) Proszę wysyłać na konkursy, do sekretariatów teatrów oraz do reżyserów. Jak zawsze...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1423552
Newsów: 692
Komentarzy: 2115
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała