arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (0)

w deszczu

  

Nad porządkowaniem adaptacji do piątej rano. Niby proste rzeczy, ale czasochłonne. Korekta, wypisanie postaci, wyrównanie linijek, numeracja i tytuły scen. Na koniec w nagrodę dziesięciominutowy blitz szachowy z jakimś Amerykaninem. I już się robiło jasno za oknem. Przeddeszczowy przedświt. Sześć i pół godziny snu. Powolne zbieranie się, czytanie prasy: rzut oka na Wyborczą, solidniej Rzepa, New York Times. Zaciekawiła mnie informacja o rubidzie, którego cząsteczki w temperaturze zbliżonej do absolutnego zera zachowują się, jakby miały masę ujemną. Masę ujemną! Popchnięte, lecą w kierunku pchającego. Zachowują się odwrotnie niż zwykłe cząsteczki. Fascynujące! Pogrzebałem w tym. Poczytałem sprostowania, że właśnie nie, jak podaje np. "Rzeczpospolita" odkryto cząsteczki o masie ujemnej, ale że efekt jest, jakby taką miały. To różnica. No ale ciekawe bardzo.

Potem do Katowic, do Teatru Śląskiego, gdzie za parę dni premiera moich "Muzułmanów". Fajny plakat.

Strasznie lubię, że jak się parkuje przy Śląskim na Teatralnej, to od razu jest księgarenka PWN. Cały ten tydzień 25 procent taniej sprzedają PWN-owskie książki. Diogenesa Laertiosa zakupiłem byłem o jedną czwartą taniej i napocząłem od razu w bufecie TŚ i w kawiarni TŚ. Zaczytałem się i za późno wyjechałem do Tychów. Utknąłem w korku. Musieli czekać na mnie w Tychach z rozpoczęciem, cholera, znowu. 17.10. Teatr Mały. Świetny tekst Maliny Prześlugi - "Dziób w dziób". Naprawdę świetny! Potoczysta akcja. Opowieść o podwórkowych gołębiach, o bandzie, ale z pazurem, z sensem. Dobrze zagrana. A drugi spektakl to półpantominiczne wariacje na temat Charliego Chaplina. Akurat niedawno sobie oglądałem znów "Brzdąca", Gorączkę złota" i "Światła wielkiego miasta", więc z przyjemnością mogłem zaprzeczyć tezie, że nikt już dziś Chaplina nie ogląda. Omówienie z zespołami. Potem bezalkoholowe piwo o smaku pomelo w tyskiej jakiejś knajpie koło teatru, z jurorami, Jackiem Mikołajczakiem, Ewą Rysovą i z szefem festiwalu, Łukaszem Drewniakiem. Niekoniecznie wesoła rozmowa o sprawach branżowych.

Klimatyczny powrót w deszczu przez pachnące pszczyńskie lasy, błyszczącą od wody drogą. Nic już dzisiaj nie piszę. Jeszcze trochę Laertiosa i spać. Siedem co najmniej. Chociaż podobno człowiekowi wystarczą cztery godziny snu, i normalnie nie trzeba więcej. Ale nie wiem, czy to prawda. Nie czuję tego tak.

2017-04-27 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

daily life

  

Do 3.40 w nocy kończenie adaptacji "Panny Nikt" dla wrocławskiego Teatru Współczesnego. Udało się. Dziś jeszcze muszę całość poukładać w jednym pliku, uporządkować, wypisać postacie, numeracja stron itp. O siódmej pobudka, żeby zawieźć Mikołaja do przedszkola. Głupie uczucie, kiedy wiesz, że masz trzy godziny dwadzieścia minut snu i nie możesz zasnąć, i przewracasz się z boku na bok, i myślisz, cholera, ile jeszcze, ile jeszcze.

Śniło mi się, że wystąpił jakiś kataklizm, który dotknął wielu ludzi, i jeżdżę na rowerze po mieście i pomagam, i młodzi ludzie rozdzielają jedzenie, jakieś bułki. I na koniec jakieś młode dziewczę daje mi też bułkę, biorę ją i podnosi się krzyk i śmiech tych wszystkich pokrzywdzonych. Wyśmiewają mnie szyderczo i z oburzeniem, że się skusiłem na tę bułkę. Taki sen.

Potem puk puk, S. montował grzejnik. Potem Amerykanka przyjechała obejrzeć swój dawny dom i wyrażać podziw, jak pięknie go odremontowaliśmy. Potem J. przyszedł ze szkoły. Obiad. I trzeba było jechać do Tychów. Jurorem jestem na festiwalu teatrów offowych. Wysypał się worek z jurorowaniem. W tamtym roku się zaczęło. Najpierw cudowne jurorowanie na Kontrapunkcie w znakomitym składzie międzynarodowym, bardzo nam się fajnie obradowało. Potem na Raporcie moim ulubionym. Potem na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu i teraz na offie w Tychach. Chyba na pewno nie mogę nic pisać jako juror o tych spektaklach. W offie fajne jest to, czego nie ma w mainstreamie, tyle. I strasznie fajnie, że w takim Maszewie, które liczy 3000 mieszkańców działa świetny teatr offowy. Maszewianom gratulujemy!

Przepiękne, serdeczne zaproszenie z ukochanego gdyńskiego festiwalu Raport, i że w charakterze VIPa miałbym przyjechać. Tylko że w tym samym czasie miałem jechać do Iranu, cholera. Z jednej strony ciężki dylemat, z drugiej - przyjemnie mieć taki dylemat.

Dobra, trzeba się zabrać za porządkowanie adaptacji...

Chyba jeszcze przez te wszystkie lata nie zdarzyło pisać tego bloga codziennie. Hm.

2017-04-26 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Strefa

  
Siedem i pół godziny w pociągu łącznie tam i z powrotem. Dwu i półgodzinne zebranie w Strefie Wolnosłowej w warszawskim Teatrze Powszechnym. Po drodze - kilka partii szachów w necie, z Iranką, z Włochem, Turkiem i Koreańczykiem, dzisiejsza „Rzepa", artykuły o francuskich wyborach, no ok, a potem Andrzeja Nowaka „Intelektualna historia III RP". Za oknem las, las, las i Jura. Do Warszawy od Katowic jadę pociągiem z Pragi, w czeskim Warsie.
Ale proszę nie kaleczyć czeskiego! - oburza się czeski kelner, kiedy ktoś próbuje zamówić kulajdę.
Co to jest kulajda?
Trzeba spróbować - mówi kelner. - To ulubiona potrawa Karola Wojtyły, waszego papieża. Zawsze ją zamawiał, kiedy jechał tym wagonem.
Kelner staje się gwiazdą wagonu. Rozdaje riposty na prawo i lewo.
To prawda, że Czesi są najszczęśliwszym narodem na świecie?
W porównaniu z Polakami każdy naród jest najszczęśliwszy na świecie - odpowiada kelner.
Cały Wars wesoły. Ganbrinus się leje.
Od tego sadu z jabłkami jeszcze pół godziny do Warszawy - informuje kelner.

W Strefie - Ali, Irańczyk, podaje grzanki, które miały być o smaku pizzy. Zupa smaczna. Grzybowa z czymś tam. Zebranie prowadzi słynna Alicja Borkowska. Nikt tak znakomicie nie prowadzi zebrań, jak słynna Alicja Borkowska. Mówię poważnie. Na zebrania, które prowadzi Alicja, chce się przyjeżdżać i chce się na nich być. Przeróżne zebrania przeżyłem. Mam takie, które są na topie najgorszych zebrań, kiedyś o nich napiszę. To takie zebrania, których wszyscy szczerze nienawidzą i po których chce się wymiotować. Albo jeszcze w trakcie. Są też zebrania robione przez dobrych ludzi, ale przydługie, nudne. Są zebrania, które zmieniają się w pogawędki i nic z nich nie wynika. Są zebrania, na których niby wszystko jest ok, ale potem zdajesz sobie sprawę, że były po nic. Są zebrania pełna napięcia, czasem zdrowego, czasem niezdrowego. Są zebrania, w których nie wiesz, czego w zasadzie od ciebie chcą i po co tu jesteś, choć też nie czujesz się na nich źle. Są zebrania za długie,męczące, zebrania, na których bije się pianę. Są zebrania, które odbywa się w celach rytualnych, na których wszyscy zachowują się rytualnie. Są zebrania organizowane tylko po to, żeby przypomnieć, kto tu rządzi, bo widocznie zapomnieliście. Są zebrania, których szczerze nienawidzę, zebrania, które toleruję, zebrania, podczas których mówię tylko tyle, ile to niezbędne, zebrania, na których się rozkręcam, wkręcam, zebrania, na których ustawiam się w poprzek, zebrania głupie, bardzo głupie, żenująco głupie, śmieszne, poważne, rozsądne, mądre. Są ludzie, któzy nigdy nie powinni prowadzić żadnego zebrania. Alicja Borkowska umie. Potrafi prowadzić zebranie tak, że chce się na nim być, chce się mówić, spierać, czasami uciekać w dygresje, czasami się skupić, czasami odpuścić, mając poczucie, że zebranie jest prowadzone pewną ręką przez dobrego człowieka.
I takie było to zebranie. Dwie i pół godziny minęło owocnie i szybko.
Tym razem robimy ze Strefą warsztatowy spektakl o utopii. Poprzedni, sprzed roku: „Narysowałam więcej niż tu widać" wykonywany przez seniorów z Pragi i imigrantów mieszkających w Warszawie wciąż jest grany i pojechał m.in. do Berlina. A teraz następny. Czy jest możliwa dobra utopia. W której wszyscy mogą się znaleźć. Czy nie. Jak to skonstruować? Jakim językiem? Wiadomo, że ważny jest ruch. Taniec. Ruch, jako język pozasłowny. Oraz ruch w sensie spektakl w przestrzeni pozateatralnej, spektakl przemieszczający się, za którym idą widzowie. Piszemy we troje, z Przemkiem i z Kaśką.
Powrót pendolinem przez las. W strefie ciszy.

2017-04-24 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Czerwonym na Rogacz

  

Długo nic, to teraz częściej krótko.

Z Mikołajkiem czerwonym szlakiem spod szpitala w Wilkowicach na Rogacz. Wchodził dzielnie. Opowiadał, że kamienie są z kosmosu. O trawach rozmawialiśmy i drzewach.

Od początku stromo bardzo i mokro. Woda spływa szlakiem, więc błocko trochę. Ślizgaliśmy się. Zapach wilgotnego lasu piękny. Miejscami trochę zajeżdża grzybnią. Błoto szybko znika, już po pierwszym podejściu. Śmieszny trawers w poprzek zbocza, ostry, krzywo się idzie. I znów mocno pod górę. Choć dużo stromizny, to jakoś dobrze się idzie. Widokowy to ten szlak nie jest. Jak ktoś chodzi dla widoków, to zdecydowanie nie tu. Iglaki i iglaki. Gęsto. Po lewej mijamy ule. Ponieważ jest stromo, więc choć już spory kawałek przeszliśmy, ciągle mocno słychać ulicę, samochody, pociąg.

- Najwięcej na świecie jest liści - mówi Mikołajek.

Wybraliśmy się bardzo późno, bo po 16 wyszliśmy z domu, po graniu w karalucha i niedzielnym powolnym zbieraniu się. Więc doszliśmy pod Rogacz, odpoczęliśmy kapkę i stromo w dół. Po 19 w domu.

Czytanie na głos braci Grimm, potem do snu Mikołajkowi - "Malutka czarownica".

J. recytuje Norwida. Zaczął startować w konkursach recytatorskich. Ma warunki.

W głowie ciągle wczorajszy "Syn Szawła". Wyciągnąłem dawno nie czytane Kalendarium Auschwitz, Danuty Czech. Jutro do Warszawy, do Powszechnego.

2017-04-23 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

kot

  

No i tak.

Postanowiłem robić krótkie przynajmniej notki, żeby ruszyć z blogiem.

Chyba doszedłem do ściany, jeśli chodzi o to, co jest do robienia. Postanowienie zmiany.

Niedobrze robią pisaniu groźby i okładanie batem. To tak nie działa. Oczywiście można się tym nie przejmować, ale coś za coś.

Po obejrzeniu "Syna Szawła" odżyły wszystkie auszwickie tematy, które krążą, czekają od czasu, kiedy byłem wolontariuszem w Muzeum.

Ile to było temu? Zdaje się, że zaraz po "Testamencie". A może przed? Nie pisałem jeszcze wtedy tutaj bloga. Przysłał mi Paweł, uczestnik moich zajęć, wiadomość, że Muzeum w Oświęcimiu szuka wolontariuszy. Zgłosiłem się. Ostatni i jedyny raz byłem tam w szóstej klasie podstawówki. A to przecież 20 kilometrów stąd. Cały świat tam jeździ. Postanowiłem w końcu poznać trochę bardziej to miejsce. Mieszkaliśmy w dawnej komendanturze. Zaraz za oknem mieliśmy obozowe druty, a z drugiej strony wyjście na krematorium i szubienicę, na której powieszono Hoessa, a pod którą raz znaleźliśmy złożone przez koogoś tam kwiaty. W grupie przeważały dziewczyny. Nocami łaziliśmy pomiędzy barakami. Pamiętam spotkaną o północy przed blokiem 11 Niemkę z aparatem fotograficznym na statywie. W ciągu dnia mieliśmy szkolenia, gruntowne zwiedzanie oraz pracę w archiwum. Wpisywaliśmy do komputera relacje byłych więźniów i robiliśmy wywiady z jeszcze żyjącymi. Mi trafił się Braasse, słynny fotograf auszwicki z Żywca. Nagrałem z nim wtedy kilkugodzinną rozmowę.

Ostatniego wieczoru zostałem już w komendanturze tylko ja, Wandzia w cygańskich spódnicach i druga dziewczyna, studentka, której imienia nie pamiętam. Już byliśmy na tyle oswojeni, że odważyliśmy się kupić sobie w sklepie piwo i pić je w pokoju, patrząc na druty za oknem. Siedzieliśmy we troje przy stole, w pokoju, w którym siadywali esesmani, i opowiadaliśmy sobie historie, jakie zostały w nas po tych wszystkich dniach tam spędzonych, a potem też nasze historie się do tego wplotły. Zrobiło się nieswojo, Wanda się bała. Wyszliśmy na powietrze, na obóz. Przed blokiem 10, w którym Clauberg eksperymentował na kobietach, paliła się świeczka. Spotkaliśmy dziwnego kota, najdziwniejszego, jakiego widziałem w życiu. Wyglądał upiornie. Wyglądał jak skrzyżowanie kota z umarłym człowiekiem. Straszny był ten kot. Oczywiście, miejsce, wiadomo, powodowało, że łatwo się było nakręcić na różne dziwne rzeczy, ale ten kot był naprawdę. I naprawdę tak wyglądał.

A potem usiedliśmy za barakami przy basenie. To mały basen. Turystów się tam nie prowadzi. Pod koniec wojny, kiedy zaczęły się bombardowania, firma ubezpieczeniowa Allianz poleciła, aby zbudować na terenie obozu basen przeciwpożarowy. A przy okazji zrobiono małe skocznie i zrobił się przeciwpożarowo-pływacki. Odbywały się tam zawody pływackie o kromkę chleba. No i to właśnie ten basen. Usiedliśmy przy nim. Północ. Czarna woda. Ochroniarz przyszedł zagadać. Pokazał nam: - A widzieliście to?

W kamieniu wyrzeźbiony koci pysk. Koci? Dziwny kot. Jakby ludzki. Skąd tu kot? Dlaczego kot. Przecież to basen. Kot i basen? Czemu basen kotem ozdabiać, pyskiem kocim? W Auschwitz. No i dlaczego, i jak to się łączy z tym przedziwnym kotem napotkanym wcześniej? Zdarzają się takie połączenia, które nie wiadomo, jak tłumaczyć.

Napisałem później po tym króciutką rzecz, od razu tłumaczoną na kataloński, bo to było do Barcelony na warsztaty, więc nie miało polskiego tytułu i nazywało się "Auschwitz cat". Nigdy nie skończone, nigdy nie rozwinięte. I pamiętam, jak zacząłem czuć dziwny związek z tym miejscem. Zagarnęło mnie.

I wróciło to wszystko podczas oglądania tego filmu.

2017-04-23 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Zdjęcie na górze: Strefa Wolnosłowa, spektakl Narysowałam więcej niż tu widać. Na dziedzińcu Teatru Powszechnego w Warszawie.

SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Piotr]
Wracając o 4 rano z czwartku na piątek 13-14 kwietnia 2017 widziałem Borsuka idącego chodnikiem...
[Mada L]
Panie Arturze, dziękuję za wielowarstwową, symboliczną, niełatwą sztukę Dybbuk. Słyszałam różne opinie, rozumiem entuzjastów i...
[Mada L]
To w tym temacie ubolewam ;-). Ale ogromnie się cieszę na marcowego Dybbuka, że współpracuje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1269899
Newsów: 657
Komentarzy: 2087
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała