arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (0)

Bujanie

  

Jest pięknie. Jest słonecznie. Jest przejrzyście. Złościście. Przejesiennie.
Slalom chodnikami, raz jedną, raz drugą stronąj jezdni. Teraz znów na prawą. Przystanek Długa Zajezdnia MZK (74). Znaki i symbole pośród więdnącej zieleni.
Mnóstwo autobusów odjeżdża stąd po czwartej rano. Wieloniedobudzenie. Wielopółsen. Wielochęć wielopowrotu do wieloniebycia. Do niewyruszenia. Sen cię trzyma. Sen ci mówi: nie odchodź, nie trudź się. I jeśli tylko znajdzie maleńkie -nie musisz- uczepia się tego z siłą wodospadu i ciągnie w dół ze sobą do snu, do snu, do potoku snu.
Nieliczne na przystanku po czwartej ochoty, nieliczne wyruszenia awanturnicze, nie z musu, ale z ochoty, z pragnienia, nieliczne żądne.
Prywatne przedszkole. Chodzą tu dzieciaki rodziców z aspiracjami, którym nie żal, a może nawet którzy lepiej się czują, wydając duże pieniądze na dziecko. Spłacają swoje zobowiązanie wartościom tradycyjnym oraz inwestują w swoje poczucie dobrze wypełnionego obowiązku i synowskiej, córczanej lojalności, wdzięczności kiedyś. Kiedyś rozmowa moja tutaj, czy można zapisać Mikołaja, bo było najbliżej. Podejrzaność takich elitarnych miejsc. Pamiętam jakieś czające się nieszczęście, może stres, napięcie tych kobiet, które tam pracują. Dyrektorka wymaga, żeby były super. Bo drogo, bardzo drogo, bardzo małe grupy. Nie ma wyboru dzieci do zaprzyjaźnienia się. Bogaci od dzieciństwa nie mają wyboru. Funduje im się brak wyboru. Nie! Jonatan. Jak jabłko. Tęcza i motylki. Brak symboli ludzkich. W tle bardzo przyjemnie widać szczyty gór, jesienne, więc rdzawozłote.
Trzecia wieża bazy. Zieleń i karetki.
Pierwsi ludzie. Kobieta, blondynka z córką, ewidentnie z córką, pcha wózek, w którym małe dziecko płci nieokreślonej.
Domek. Huśtawka - bujanka. Niedzielne bujanie starszych właścicieli posesji. Życiowe spełnienie. Mercedes C200 przed bramą. Widok na szczyty gór. Polska, złota jesień. Niedziela. Bujanie. Nic nie trzeba robić. Siedzieć posród swojego i husiać się leciutko, w górę i w dół. Na trawniku równo przystrzyżonym. Zasłużone. Zasłużona. Zasłużony. Zasłużone bujanie zasłużonych ludzi.

- - - - -

A teraz w Nowej Hucie. Obudziłem się w Nowej Hucie. W internacie dla pielęgniarek. Obok Teatru Ludowego, gdzie mamy próby do "Mistrza i Małgorzaty". Trudna, wielka adaptacja, w której trochę namieszałem, namieszałem, namieszałem. Diabelskie sprawki.

2018-11-08 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Geometria chodnikowych płyt

  
Geometria chodnikowych płyt. Pola i linie. Pola i linie. Kwadraty. Kwadraty. Duża niesymetria. Brak płytek. Wypiera je ziemia. Płyty się zapadają i pękają. Dużo, dużo pęknięć. Dużo obłamanych. Dużo krzywych, grzęznących jak stare nagrobki. Studzienka w asfalcie, a w niej tajemnica. Zapewne cuchnąca, jak to z tajemnicami bywa. Zapewne mroczna. Zapewne w efekcie wcale nieciekawa.
Przystanek żółto-czerwony. 1, 11, 14 i 21. Bussiness Consulting. Żółć i czerwień pojemnika na śmieci. Symbole liczbowe. Cyfry, napisy, obrazki, godziny, dni tygodnia. Kalendarz, zegar. Czas wpisany w przystanek. Czas i niecierpliwość w tych betonowych płytkach, w tych nagrobkach. I dużo czekania, czekania, czekania. Tony czekania wciekły w beton. Nie dziwne, że ciągnie go w dół.

- - - -
Nieraz sobie myślałem, nie sztuka książkę podróżniczą napisać o Afryce, czy o Ameryce, czy o Syberii, bo to samograje. Sztuka napisać o podróży z Olszówki do Hałcnowa, z Hałcnowa do Janowic, z Janowic do Starej Wsi.
Powiedzmy, że to byłyby notatki do takiej książki.

2018-11-06 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Na sam skraj północy - baza

  
Żeby dojść na Sam Skraj Północy, trzeba wyjść przez bramę (starą, dobrą bramę) i skierować się w lewo, w stronę przeciwną do gór, w stronę sąsiada rzeźnika, który zarzyna świnie i w ich jelita pakuje kawałki ich ciała, wędząc je następnie u siebie w ogródku. Przyszedł raz, przyniósł na spróbowanie. - A czy to badane? Czy to inspektor weterynaryjny osądził, że można? - spytała moja żona. Nie pamiętam, co się stało potem z tą kiełbasą. Są rzeczy nieistotne, które pakują się pod nogi, do głów, do nosa i uszu, utrudniając drogę już na samym wstępie, nie pozwalając przesunąć się z punktu A do punktu B. Czepiają się nóg, rąk, oplatają usta. - Po co idziesz dalej? Dokąd leziesz? Stój! Mu tu jesteśmy! Tu jesteśmy! Ej!
Tu jestem! - krzyczy w ogrodzie u rzeźnika jabłoń. - Strasznie mi ciężko!
Jęczy, ugina się pod nieracjonalną liczbą jabłek. Zmodyfikowana genetycznie przez ogrodnicze krzyżówki, próby i eksperymenty ludzkiej wyobraźni oraz pracy rąk. Nie, że sąsiad coś modyfikował. On zbiera owoce. Jego działka to rzeź.
Zmodyfikowana po to, aby rodzić, jabłoń u rzeźnika, matka tysięcy niepoczętych żyć, tysięcy nasionek, tysięcy niezaistniałych jabłoni, które gną ją do ziemi, jak ciężkie choinkowe bombki w chorobliwej nadobfitości.
Zostawmy! Bo nie pójdziemy! Wyrwijmy się z objęć starej matki jabłoni, opętanej rodzeniem, wmanewrowanej w hiperpłodność, bezużyteczną, bo zgniją te jabłka, bo komu, po co, na co tyle jabłek? Puść mnie! Setki opowieści, wiem, masz! Z wnętrza jabłoni, z ziemi, z chlorofilu, więc z fotosyntezy, wszystkie te procesy, które w efekcie rodzą niepotrzebne jabłka, jak Szeherazada chcą się opowiadać. Dość! Stara brama z metalu. Nigdy nie odnawiana, rdzą przeżarta. Rzeźnikowi starczy brama, jaka jest. Wiatr wieje. Wiatr uderza w bramę, kołysze jabłkami, które nigdy jeszcze nie dotknęły ziemi.
Słup elektryczny układa się w A. Kiedyś, kiedyś trzeba było przechodzić albo nie wolno było przechodzić pod takim podpierającym prąd A. Nie pamiętam. Zakaz, czy obowiązek. Jedno z dwojga.
A pod stopami kamyki, kawałki kataklizmów sprzed milionów lat: szczątki morskich stworów, pogubione muszle i zastygła lawa. Idę po nich w sandałach. Jak się kiedyś chodziło po tej świętej ziemi, z kosturem, z instrumentem, śpiewało się dziadowskie pieśni. Chrzęst kości skamieniałych słyszę. Ziemia grzechocze mi dziadowską pieśń. Wzdłuż płotów te ozdobne krzewy, drzewka skarlałe, przycięte do potrzeb. Żeby zasłaniały. Drzewka pełne igieł ludzkiej prywatności ludzkiej. Po lewej dzika jabłoń, pozostałość po czymś, zdziczała, zdziwaczała. Tu chodziłem z Kubą. Tu czekałem, aż pogrzebie w ziemi, pochodzi po trawie, tu myślałem, że kiedyś będę tu bez niego myślał o nim i to, co realne zamieni się w mgłę.
Droga koło samotnej jabłoni wysypana szczątkami domu, może dachu. Na tej drodze Kuba oberwał łopatą. Stąd wrócił cały we krwi, z rozciętym bokiem.
Droga do kościoła i droga do szpitala, w którym urodził się Jasiek i Mikołaj. Droga tysiąca spacerów z Kubą oraz z Kubą i z wózkiem. Droga tysiąca książek. Pies szczeka. Po prawej sąsiad, który dał nam kiedyś pomidory, wielkie, pomarszczone.
Tu się zatrzymywało taksówkami.
- Proszę przed tym zakazem.
A to nie jest prawdziwy zakaz.
Znak był nienormalnie duży i łuszczący się.
Droga pijanych powrotów, czasem z zamkniętymi oczami. Droga przez śnieg. Droga „mokro w butach". Droga „Uwaga, błoto!".
Brak przejścia dla pieszych. Z tego zaułka nie ma wyjścia. Elżbieta Lohman, pielęgniarka. Zmarła w 1988 r. Z pięciometrowej uliczki jej imienia nie przewiduje się wyjścia pieszo. Szczególnie, prowadząc wózek, z psem na smyczy, ryzykowało się. Było nerwowo.
Po prawej mechanik. Wiatr się wzmaga. Chłopcy u mechanika, pijany facet raz. Wymiany opon.
Liście migoczą na tle białych pni.
Drogi, które udają, że dokądś prowadzą, a kończą się zaraz za zakrętem. Jesień. Zbrązowiałe, postrzępione liście. Starsi ludzie. On i ona wolno jadą Długą na rowerach. Niedzielne, wczesne popołudnie. 47 lat temu w takie popołudnie rozglądałem się po szpitalu hrubieszowskim. Jakiś parking po lewej. Nie widziałem go tutaj nigdy wcześnie. Rzeczy pojawiają się, kiedy się patrzy. Opisywanie odkrywanie. Kostka brukowa i wzorki na kostce. Chmury, wzory chmur. Białe drzewa i zielone liście. Rytm szumu silników z rzadka, lecz regularnie przejeżdżających aut. Jakiś sygnał niezidentyfikowany. Jak syrena albo elektryczna piła, albo jakiś przeciągły, długi jęk. Uwaga! Brama zamyka się automatycznie. Uwaga! Obiekt monitorowany.
Podziurawione ogłoszenie na starym, czarnym słupie telefonicznym. Duża odzież damska i męska.
Kobieta z psem, lekko kulejąca. Z nią chyba jej córka, jakaś dwudziestolatka dojada zapiekankę i szura nogami.
Po lewej baza przy Długiej. Autobusy. Stąd rozjeżdżają się po całym mieście. Wzory na asfalcie ciemne, smołowate. Smugi samolotów na krzyż. Samolot, czy drogowskaz?
Kierowca, tam w bazie, tam za ogrodzeniem wsiada do autobusu i zamyka drzwi.
Odjeżdża. Przejedzie przez bramę? Minie mnie? Czy go już nigdy w życiu nie zobaczę? Czy będzie jednym z tych cieni, które ci migną raz w życiu na chwilę i tyle? Czy mignie dwa razy i bardziej się wryje w myśl.
I ta wieża w bazie. Po co ona jest? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Po co w bazie MZK wieża obserwacyjna?
Wieże, wieżyczki, drabinki prowadzące w górę.
Kawałek dalej druga wieża, taka sama. Na nich reflektory. W nocy jasnym światłem oświetlają bazę. Żeby nikt nie uciekł. Żeby żaden autobus nie odjechał sam.
Naprzeciw niewiadomego przeznaczenia komin z czerwonej cegły, za płotem, na którym ktoś ułożył proste wzory z szarych prostokątów. Otacza nas geometria wyznaczająca ludzki świat.
Drzewa patrzą na nas.
Nie wyjechał przez bramę. Nie minie.
Za to idą ludzie chodnikiem. On i ona. Z psem.
Inny autobus przejeżdża. Jedynka. Podstawowa linia. Linia pierwsza łącząca wszystkie moje punkty w mieście: osiedle Beskidzkie, Kopernika, Piastowską, Dworzec, koło Prezydenta, Żwirki Wigury, Szpital i Cygański Las.
Świat obficieje w zdarzenia, a do zdarzeń się przyczepiają wspomnienia, myśli, jak na drucie powiewające kolorowe flagi. Nadążenie z opisem przerasta ludzkie możliwości.
Jabłka, jabłka, jabłuszka. Drzewa upstrzone jabłkami w ilości, która się wydaje monstrualnie nienaturalna. Po co tyle jabłek?
Samochody na parkingu przed bazą. Pewnie tych kierowców. Oto marki aut: ford, skoda, nissan. Lusterka, kształty felg, znaczki firmowe, geometria, gwiazdki unijne na niebieskim tle na rejestracjach oraz narodowe flagi. Cała prywatność we wnętrzach tych aut, dostępna wzrokowo, na wyciągnięcie ręki. Pluszaki, aromaty, różańce. Pluszaki, aromaty, różańce. Na przedniej szybie dynda ukrzyżowany Pan Bóg. Ochroniarz przy bramie. Stary, wysoki facet w umundurowaniu.
Dwóch facetów w białych koszulach, pod krawatem, w ciemnych spodniach idzie w jego stronę, w stronę bazy. Komentują coś niechętnie. To chyba kierowcy. Na pewno kierowcy. Tak ładnie ubrani. Jak na akademię. Białe koszule, ciemne spodnie zawsze, od przedszkola. Jasne na górze, a ciemne na dole. Bo niebo i ziemia? Niebo i ziemię się odtwarza w odświętnych ubrankach?
Jest niedziela. Wiatr wieje. Fruwające liście.
2018-11-05 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Niedziela, przed południem

  

Zawsze pasuje.

Coś się dzieje, biorę jakieś wiersze, jakie tam są na kolejce, otwieram i pasuje.

Za 40 minut pociąg do Bydgoszczy. Od kiedy skończyła się dla mnie praca w teatrze w Bydgoszczy, nie byłem tam. To już ze trzy lata. Albo cztery. I teraz znów. Na Festiwal Prapremier. Będą grali "Uchodź".

Spakowałem się. Mam chwilkę. Otwieram Świetlickiego.

Niedziela, przed południem

Nie wiem, przestałem się bać. Wizyta nudnawych

świadków Jehowy. Pokazują w książce

wydanej w Stanach kolorowe, strasznie

kolorowe obrazki - dziecko bawi się z lwem,

przyszłe Królestwo na ziemi, niezwykle

bujna roślinność, biali - czarni - żółci

przy jednym stole - i tak dalej, nie wiem,

przestałem się bać. Czytają tytuły

rozdziałów. Potem, tendencyjnie

cytują Bibilę. Mówię, że wyjeżdżam

i że na razie nie chcę od nich niczego pożyczać,

niczego, żadnych broszur. A czy można spytać

- gdzie pan wyjeżdża? Daleko. Daleko.

Czy za granicę? No - powiedzmy - tak...

Zamykam drzwi za nimi i z ulgą wyjeżdżam,

mijając kolorowe i ograniczane

drutem kolczastym domki

świeżo umyte wozy milicyjne,

urny wyborcze pełne prochu,

uniesione stadiony,

kościoły w budowie,

które przypominają bunkry.

Przedzieram się,

aby się zamknąć

z kilkoma przedmiotami

na strychu - i myślę,

że będę tam przed deszczem.

2018-10-07 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Chakasja. Obyczaje

  
Społeczność chakaska, w której centrum jest szaman,wydała mi się bardzo moralna, konserwatywna obyczajowo, przestrzegająca zasad, bezsprzecznie uczciwa i, trudno mi znaleźć inne słowo, czysta. Nie jestem pewny, czy dogadaliby się z naszymi, zachodnimi wyznawcami szamanizmu. Sądzę, że prędzej znaleźliby wspólny język z charyzmatycznymi wspólnotami chrześcijańskimi. Oczywiście jest to inny rodzaj duchowości, bardziej związany z miejscem, w którym się żyje i z przyrodą, gdzie wszystko jest powiązane ze wszystkim, i też bardziej bezpośredni. Masz pytanie do duchów? Zadaj je przez szamana. Odpowiedzą. Masz problemy rodzinne? Porozmawiaj z szamanem. Szaman jest autorytetem, przewodnikiem duchowym, lekarzem, sędzią oraz pomocą społeczną. Wie, komu jak się powodzi. Jeśli poprosi o pomoc dla kogoś, nikt mu nie odmówi. Twój grzech jest sprawą całej społeczności. Cała społeczność jest narażona na niebiezpieczeństwo przez to, że ty naruszyłeś porządek. Jeśli jesteś chory, trzeba najpierw ustalić twoją sytuację życiową. Bo choroba nie bierze się znikąd. Wszystko działa na wszystko. Masz problemy z sercem? Opowiedz szamanowi o twoich relacjach z żoną i z dziećmi. Obozowały z nami dwie dziewiętnastolatki, piękne dziewczyny chakaskie. Mam wrażenie, że były pod dyskretna, acz wyraźną opieką całej społeczności, jako bardziej może narażone na zbłądzenie.

Poza wszelkimi wątpliwościami jest istnienie świata duchowego. Istnieją duchy dobre i duchy złe. Dobre walczą ze złymi. Przyjdzie czas, kiedy złe prawie zwycięży. Będzie go tak dużo, ze zaleje świat i wydawać się będzie, że to jego ostateczny triumf. Wtedy Stwórca świata, który jest dobry, zakończy historię, i osobiście pomoże Dobru. Czara się przepełni i nastąpi koniec świata, czyli triumf Dobra. Kiedy to usłyszałem, powiedzialem szamance, że to samo mówi nasza Apokalipsa św. Jana. Pokiwała głową, że ludzie wierzący wszystkich wiar mają więcej wspólnego niż im się wydaje. Dlaczego mamy różne wiary? Dusza poszukuje. Dusza zawsze dąży do prawdy. Dusza moze zbłądzić, jeżeli jest chora. Niewierzący to ludzie o chorej duszy.

Pojęcie grzechu jest dla nich bardzo ważne. Istnieją grzechy powszednie, ciężkie i najcięższe. Raz rozmawiałem z Lidią o kobiecie, która ma problem. Ma początkujący, ciężki nowotwór. Lidia pyta mnie, czy możemy jej jakoś pomóc, może w Polsce.

- My? - dziwię się. - Przecież twoje duchy, Lidia, umieją wyleczyć nowotwór. Słyszałem, jak to mówisz podczas obrzędu. Widziałem, jak postawiłaś diagnozę i jak powiedziałaś, że duchy mogą to wyleczyć.

- Tak, ale jej moje duchy nie mogą wyleczyć.

- Dlaczego?

- Bo popełniła najstraszniejszy grzech. A wtedy duchy, z którymi ja rozmawiam, nie mogą jej wyleczyć.

- Jaki to grzech?

- Aborcja. To najcięższy grzech.

- Tak? U was to tak straszny grzech, że uniemożliwia twoją pomoc? - upewniam się i myślę o znajomych z Polski fascynujących się szamanizmem, których poglądy w tym temacie są diametralnie odmienne.

- A jaki może być cięższy grzech, niz kiedy matka zabija swoje dziecko? - pyta Lidia, patrząc mi w oczy.

Pytałem też o używki. Kiedy w Polsce rozmawiam o szamańskich transach, od razu pojawia się pytanie, co się bierze, jakie narkotyki. Otóż nie. Żadnych. Tam, na Syberii, gdzie szamanizm jest żywy i praktykowany od tysięcy lat, nie stosuje się tego. Co więcej marihuana tam rośnie. Nie nazywa się marihuana. Ale łatwo ją poznać, bo kształt liści znany i rozpoznawalny od razu. Chakasi wiedzą o jej właściwościach, ale śmieją się i mówią tylko:

- U nas to chwast. My tego nie używamy.

Co ciekawe, ci znawcy ziół, którzy używają ich na codzień i którzy pytali mnie: "Po co kupujesz herbatę? Przecież ci nazbieramy ziół, które lepiej smakują", nie słyszeli i nie wiedzą nic o leczniczych właściwościach konopii.

Jedyne co piją to zioła typu rumianek, szałwia i inne, rozmaite łąkowe mieszanki.

Owszem - przyznaje Lidia. - Szaman, ale tylko szaman i to bardzo rzadko może zażyć zioło dozwolone tylko dla szamanów.

Szaman nie może brać pieniędzy za swoje szamaństwo. Jeżeli przyjąłby pieniądze, straciłby dobrą moc. To jest surowo przestrzegane. Szaman, który bierze pieniądze czy to za zioła, które zbierze, czy za pomoc medyczną, za poprowadzenie obrzędu, czy za cokolwiek innego związanego z jego pracą szamańską, przestaje być szamanem. Staje się szamanem fałszywym. Łże-szamanem. Łże-szamani gubią innych ludzi, dlatego też po śmierci czeka na nich złe miejsce. Najgorzej po śmierci będą mieli fałszywi szamani.

Dawniej szamani żyli z tego, co im ludzie przynieśli. Szaman może poprosić o jakąś rzecz w zamian. Spełnienie tej prośby nie jest obowiązkowe. Nas szamanka poprosiła np. o pomoce szkolne dla dzieci. Poprosiła też mnie indywidualnie o srebrną miseczkę.

- To jest prośba - zaznacza potem Sasza, jej uczeń. - Nie musisz jej spełnić. Jeśli chcesz, to kup i jej daj, ale nie musisz.

Lidia poza szamaństwem pracuje. Jest pielęgniarką w szpitalu. I z tego żyje.

Lidia ma dużo dzieci i wnuków, bo adoptuje je z domu dziecka. Mówi, że sześcioro już wzięła z domu dziecka. Starsze już poszły na studia. Dumna jest z córki, która robi karierę uniwersytecką i bada stare chakaskie inskrypcje. Choć wie o tym, że też jest szamanką. Zdolności szamańskie się dziedziczy. Przechodzą z pokolenia na pokolenie. Lidia mówi o sobie, że jest szamanką w trzynastym pokoleniu. Pomimo przerwy na Związek Radziecki, w którym szamanizm tępiono, szamanów zsyłano do łagrów i odbierano im dzieci. Z tego powodu Lidia wychowała się w domu dziecka. I dlatego chce jak największej liczbie dzieci tego oszczędzić.

Oczywiście gościnność jest dla nas uderzająca. Wszelkie gadanie o naszej polskiej gościnności tam wydaje się niepoważne i nieprzystające zupełnie do tego, co nas spotkało. Gość jest święty. Poświęca mu się cały swój czas, wszystkie siły, obdarowuje się go prezentami i robi dobre niespodzianki, które przerastają jego oczekiwania. Gość ma się znakomicie czuć, ma się dobrze bawić, ma być wypoczęty, nakarmiony, ale też, co ważne i dostrzegalne, trzeba mu zapewnić samotność, kiedy jej potrzebuje, i nie wtrącać się, nie byc nachalnym. Gościa nie można w żaden sposób zawstydzić, urazić, ale też nie można mu się narzucać. Gość ma się czuć swobodnie, a zadaniem gospodarza jest domyśleć się, co gościowi sprawi przyjemność. Wszystkie te wysiłki połączone z radością goszczenia nas oraz z dyskrecją, widziałem i podziwiałem.

2018-09-18 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie. Teatr Galata Perform w Stambule.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie. Akademia Teatralna w Warszawie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
41. Tancerka. Opolski Teatr Lalki i Aktora
42. Uchodź. Krótki kurs uciekania dla początkujących, Strefa Wolnosłowa, Teatr Powszechny w Warszawie
43. Zagubiony chłopiec. Opolski Teatr Lalki i Aktora
44. Himalaje
45. W promieniach. Zupełnie nieznane listy Marii Skłodowskiej-Curie. Teatr Nikołaja Kolady w Jekaterynburgu - czytanie. Czytanie w Moskwie. Monodram Angeliki Sokólskiej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2018
» listopad (3)
» październik (1)
» wrzesień (5)
» sierpień (1)
» lipiec (3)
» czerwiec (3)
» maj (1)
» kwiecień (3)
» luty (8)
» styczeń (2)

2017
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[siostra]
Twoje opowieści są fascynujące..:) czekam na dalszy ciąg syberyjskiej przygody !
[Angus]
Z zainteresowaniem poczytam, choć nie wiem, czy mnie to przekonuje. Ostrożny byłbym. Dzięki.
[arturpalyga]
Poważnie i nieironicznie odpowiadam.Żeby obawiać się opętania musiałbym założyć, że ci ludzie są opętani. Nie...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1675510
Newsów: 738
Komentarzy: 2176
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała