arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - wrzesień 2008


Ide sobie tu raz do ciebie... ide sobie, ide sobie... i patrze, a tu na drodze - wróbel. Patrze się lepiej, a on krzywo siedzi i po glinie dziubem w te i we wte szura. A pod dziubem, tłuściutka rosówka aż się zwija! A różowa! A twarda! Tak on - pik! Dziubem - i nie trafił. I pik! I znowu nie trafił. I widzi, że ide, tak na mnie patrzy spoza tego Dziuba umurdzanego w glinie. I nijak dziubnąć nie może. I znowu patrzy. A ja krok naprzód. Tak on frr! Poderwał się dziurawo i pokusztykał w powietrzu. A rosówka przy moim sandale. I skręca się. I wyłamuje. Tak ja za wróblem patrze, a on tam na kamieniu siedzi osowiały. Tak ja sandałem glizde dusze a ona pęcznieje, puchnie i puchnie, aż gównem sikła. Tak ja ide dali. I słysze frr-fruwaj! A to ten haładryga już tam pokalikował. Już tam siedzi i dławi się flakiem dziurawym.

Jakież to cudne jest, prawda?

To Marian Pankowski, „Biwak pod gołym niebem" - jasełka w jedenastu scenach.

Pod urokiem tego tekstu. Jego subtelności, jędrności języka. I to, co niby takie oczywiste, jasełkowe, tu się staje niepokojące jakieś, niepewne, niejednoznaczne bynajmniej.

No bo co? Ludzie gadali: Józefie, czemużeś puścił tę dziewczyną samą przed śłubem w drogę do Elżbiety? Nie wiesz ty, czym się takie wędrówki dla młodych dziewcząt kończą? A Józef się męczy z tym, no ale, za późno, bo już poszła. A ona faktycznie z brzuchem wraca. A na pytanie, kto ci to zrobił, mówi, że Duch Święty. Wszystko to u Pankowskiego takie zwykłe jest, ale delikatne.

No i ci pasterze - grubi, prymitywni, jak to faceci, co z owcami sypiają. Józek srał pod płotem, kiedy pod szopką stali.

Trzej mędrcy dali już dary i męczy ich wątpliwość. To już? To miał być cel ich wędrówki? Ten chłopek i ta jego chłopska żona? I ta dzidzia? Wobec Boga czuć wyrozumiałość?

I trzej podróżnicy, którzy idą w drugą stronę - na wschód, że tam ich gwiazda prowadzi, nad Ganges, że tam ma się narodzić. I mędrcy idą z nimi.

Niby wszystko się zgadza, ale za dużo w tym przypadku, brudu, zwykłości takiej prostej, zaskakująco zwykłej.

No i to niepokojące zakończenie.

Józef z Marią uciekają przed rzezią niemowląt w Betlejem. Miasteczko śpi jeszcze. Józef ostrzeżony we śnie przez anioła chce wrócić.

JÓZEF: Tam wszystko śpi. Jak siepacze zajdą w osadę, to wybiją maluchy, co do jednego. Stój ty, ja skoczę, żeby choć do pierwszego opłotka i krzyknę im, niech się ratują. Niech jedni drugich budzą!

Ale Maria go zatrzymuje. - Nie! - krzyczy. - Sama tu z dzieckiem nie zostanę!

JÓZEF: Puść ty mnie! U biednego Klopasa dwu młodzianków, a on śpi i nie wie, że ich we krwi zobaczy!

Maria go zatrzymuje. Nie pozwala. Oni sobie poradzą - mówi. My się musimy troszczyć o nasze dzieciątko.

Józef zawraca. Maria wznosi modlitwę dziękczynną, a Betlejem budzi się we krwi niemowląt, wśród których nie ma małego Jezusa. Uciekł z rodzicami, zostawiając miasto na pastwę, bez ostrzeżenia, bezbronnych. Chociaż mógł przecież. Jeśłi mogli aniołowie we śnie ostrzec Józefa, to mogli i pozostałych. Mógł Józef choć krzyknąć, kiedy uciekali, braci rodzonych choć ostrzec, z malutkimi dziećmi. Sprawiedlwość Boga.

Takie są te jasełka Pankowskiego. Stary tekst. Sprzed 50 lat. Z jednym, jedynym wyjątkiem, w teatrach polskich nie wystawiany.

2008-09-30 | Dodaj komentarz
jakubandrzejewski
2008-09-30 18:54:04
Polecam łaskawej uwadze Pana jasełka krakowskiego malarza i poety międzywojnia, Tytusa Czyżewskiego. Dawno temu wystawiał je J. Zitzman w "Banialuce" - perełka!
arturpalyga
2008-09-30 19:14:55
Przyszło mi na myśl, że to zakończenie rymuje się z finałem "Matki Courage", kiedy Katarzyna bije w werbel, żeby obudzić śpiące miasto, do którego zbliżają się żołnierze. Katarzyna ginie z rąk żołnierzy, ale ocala miasto przed rzezią. Tu odwrotnie. Czyżewskiego kiedyś, kiedyś czytałem, ale ledwo pamiętam, niestety. Za polecenie dziękuję.
Glizda Minelli
2008-10-01 20:26:57
Ja bym chciała więcej takich notek.
arturpalyga
2008-10-03 01:55:00
To sobie, Glizdo, napisz!
Komentarzy (3)

O drugiej pięćdziesiąt dwie

  

Skandal w teatrze! Trzeba powołać radę, która teatr podniesie z upadku. Takie są najnowsze doniesienia na temat Teatru Zagłębia w Sosnowcu.

No bo jak tak można! W teatrze gra się tylko lektury szkolne, składanki piosenek i banalne komedyjki i społeczeństwo Sosnowca ma tego raz na zawsze dosyć! A ostatnia premiera, coś z miłością w tytule, to była już w ogóle wyjątkowo denna i społeczeństwo Sosnowca się zbuntowało. Wzburzony tłum zebrał się na placu przed ratuszem, domagając się głów.

- Teatr nasz powinien grać więcej prapremier! - wykrzyknął pełnomocnik prezydenta ds. kultury, co tłum przyjął entuzjastycznym spazmem. - Miałem sen - mówił pełnomocnik. - Śniło mi się, że o Teatrze Zagłębia w Sosnowcu głośno jest w całej Polsce. Że Sosnowiec znany jest z tego, że tu jest znakomity teatr! Że do tego teatru się jeździ! Że się o nim mówi! Że jest znaczącym punktem na teatralnej mapie Polski - a głos jego przeszedł w śpiew. A tłum akompaniował mu narastającym, wzniosłym murmurando. - A nie tak jak dziś! Teatralnym zadupiem! Skansenem! Tancbudą!

Murmurando przeszło w głuchy, gniewny pomruk. Wzniosły się w górę zaciśnięte pięści.

Odśpiewano Pieśń Kozła.

Ludzie rozchodzili się do domów, trzymając się za ręce i głośno rozprawiając, do cna poruszeni. Zapomniano o kryzysie, o bankrutujących bankierach, o lamentach Habermasa nad upadkiem Unii. Wszystko to stało się niczym przyćmione przez to, co rzeczywiście szarpało najgłębsze struny ich jaźni.

2008-09-28 | Dodaj komentarz
robertzawadzki
2008-09-28 12:00:59
Fantastyka rodem z Tolkiena.
2008-09-28 15:17:41
Trzeba Pana Pałygę powołać na dyrektora! Kilka wybitnych sztuk za miejskie pieniądze na pewno postawi teatr na nogi!
Stefan
2008-09-28 16:02:01
Pan Pałyga nie musi na szczęście być dyrektorem w Sosnowcu, żeby pisać :)

Nie wszyscy stąd zaglądają tam, więc chciałem się pochwalić, jakiego bluzga dostałem.

jakubandrzejewski 2008-09-24 20:58:50 Nie od dziś wiadomo, że tematy blogowe stanowią doskonały pretekst dla różnych harcowników, by skręcić na manowce, a skoro tak, to ja też... Rozbawił mnie Artur Pałyga pokpiwający z rankingu SN, a równocześnie na swoim blogu z narcystycznym samouwielbieniem trąbiący o tym, że znalazł się na czele prywatnego rankingu, który ogłosił pewien dziennikarz, wcale nie opiniotwórczy. Rankingów ci u nas dostatek, to się załapał i tyle! Reżyser Kazimierz Dejmek powiedział kiedyś o aktorze Ignacym Gogolewskim, iż ten jest tak zarozumiały, że mu stoi do środka. Myślę, że przypadłość ta dopadła nie tylko owego aktora.

Chyba powinienem kolekcjonować te ordery.

Z moich ulubionych, już z wyższej półki, to np. ten:

"O czym napisze kolejną sztukę Artur Pałyga? O tym, że Polacy żywcem zjadają Żydów, feministki lub homoseksualistów? Rozplątują im czaszki młotkiem, a potem aluminiową łyżeczką spożywają mózgi? Proszę bardzo, w tym kraju wolno wszystko. Po "Żydzie" pozostaje mi jednak wrażenie, że ktoś wyjadł mózg samego Pałygi. Albo co gorsza - zakażając go głodem sukcesu, zżarł równocześnie całe jego poczucie uczciwości i przyzwoitości. I to nie tylko artystycznej.»

""Żyd" dorabia gębę"
Marcin Hałas
Gazeta Polska nr 35/27.08

Jeśli ktoś jest ciekawy, o czym napisał kolejną sztukę Artur Pałyga, niech przyjdzie dziś do Teatru Polskiego na salę prób czytanych (tylnym wejściem do głównego budynku), na godz. 19.00. Zapraszam!

2008-09-25 | Dodaj komentarz
goj
2008-09-26 09:01:06
Takiego wpisu jeszcze nie ma na osławionej Liście Żydów, ale proszę się przygotować na najgorsze. Pozdrawiam serdecznie!

Pamiętam dworzec, duży elektroniczny zegar, potem dźwigi, błoto, rozkopaną ziemię. Nasze meble, książki, żołnierzyki i pluszowe misie tłukły się jeszcze ciężarówką przez pół Polski. Pierwszą noc przespaliśmy na materacach w gołych betonowych ścianach. Ulica nazywała się Jesionowa. Równie dobrze mogłaby się nazywać Kokosowa, bo palm kokosowych rosło tam mniej więcej tyle samo. Osiedle oficjalnie nazwano Kopernika, ale wszyscy mówili - siódmy zor.

Bałem się, że w szkole będzie się mówiło po góralsku i nic nie zrozumiem. Myślałem o wietrze halnym i próbowałem sobie wyobrazić, jak bardzo jest silny. O siusiającym diabełku, który stoi pod zamkiem w środku miasta i o górach, które stoją w tle i wyglądają jak przysypane zwierzęta, porośnięte lasem.

Od początku próbowałem sobie miasto jakoś poukładać, stworzyć w głowie mapę, plan, według którego mógłbym się poruszać.

Jadąc "czwórką" lub "dwójką" z błota i z budowy wysiadało się przy "Prezydencie" i tam było centrum. Ponieważ nosiłem okulary, jeździliśmy z mamą jeszcze przystanek dalej do pana Kulki. Tam kończyło się moje pierwsze miasto.

Kopernika i Wojska Polskiego, Polskich Skrzydeł, Beskidzkie, Karpackie, Złote Łany - dziesiątki brudnych, byle jak skleconych z żelbetonu bloków, pod szumnymi nazwami. Śmierdzące zsypy, w których co jakiś czas wybuchał pożar, karaluchy, szczury w piwnicach, błoto, rozkopana ziemia, stojące koparki, nieruchome dźwigi, robotnicy w gumiakach rzucający pety, dzieci zbierające pety, żeby je dopalić, porzucone rury, leżące bezładnie w przypadkowych miejscach betonowe kręgi, w których siadało się i się udawało, że to czołg, strzępy brunatnej trawy z tabliczkami, że nie wolno chodzić.

Mówiło się tu "dziecka" zamiast "dzieci" i "na pole" zamiast "na dwór" i jeszcze "kto może mi pomóż". Prawie wszyscy w mojej klasie babcie i dziadków mieli na wsi albo w innych miastach. Halny nie porywał. W górach nie było żadnych dzikich zwierząt. W sklepach zoologicznych zaczynała się moda na chomiki.

Przed blokiem nie wolno było się bawić, bo to był plac budowy. Nie znałem nikogo, do kogo mógłbym iść. Tam, w dawnym domu, pół Polski stąd, można było iść przez całe miasteczko do babci. Można bylo iść do Mariusza z bloku obok, albo do parku, gdzie na pewno kogoś by się wcześniej, czy później spotkało. Tu nie. Nastroszone metalowe pręty i betonowe płyty pilnowały nas i naszego bloku.

Mama ładnie mnie ubrała i zaprowadziła do biblioteki. Na ławeczkach przed blokiem siedziały staruszki i cichutko pomrukiwały. Słońce, które jak zwykle kręciło się wokół Ziemi, akurat tego dnia wyszło oświecać ten żelbetonowo-błotnisty teren. Gdzieniegdzie pałętały się jakieś czarne koty. Moja mama już dawno zauważyła, że tu nie ma w ogóle ptaków na tym osiedlu. Staruszki wystawiały kotom całe masy miseczek z wodą, z mleczkiem i z kawałkami wysmoktanych drobiowych kosteczek i skórek. Koty zżerały kosteczki i wyjadały ptaki, więc na osiedlu było cicho.

Szliśmy więc przez to ciche osiedle, w pomruku babć, w szeleście kocich grzbietów. Doszliśmy do czarnego pawilonu z blachy i metalu. Szerokimi schodami wspięliśmy się na betonowy taras. Mama z trudem pchnęła ciężkie drzwi z czarnej blachy. W środku był taki zapach, jakby w drewnianej chatce na kurzej nóżce w środku wielkiego lasu. Był tam stół, przy którym można było sobie usiąść i przeglądać zalegające wszystkie ściany dookoła książki i książeczki.

- To jest część dla ciebie - pani zza wielkiego biurka pokazała mi kilka półeczek z bajkami i książkami typu "Jacek, Wacek i Pankracek", które dawno już miałem obcykane.

- A tamte nie - wskazała pozostałą część biblioteki.

Szperałem w Rumcajsach i Cypiskach z poczuciem, że dostępuję jakiegoś wtajemniczenia, że jak przejdę ten stopień, to czekają mnie kolejne, większe, głębsze, prawdziwsze, straszniejsze. Częstym przychodzeniem i prawidłowymi odpowiedziami na pytania zdobywałem kolejne półki.

Czytałem więc książki. Od rana do nocy. O wielbłądach, żyrafach, czternastu fajerkach, kowbojach, indianach, eskimosach, murzynach i cudownych ptakach w cudownych ogrodach, o końcach świata i o lotach w kosmos, o zbójach i rycerzach, o księciu Godfrydzie, o królach i księżniczkach, mówiących zwierzętach, mówiących drzewach, mówiących kamieniach i mówiącym niebie. To było moje Bielsko i Biała, które zaczęło mówić. Osiedle Kopernika, Jesionowa, Dziki Zachód, Stumilowy Las, Dolina Muminków, Góry Czarne...

Tak mi się przypomniało dzisiaj po wywiadzie dla Radia Katowice, gdzie pytano mnie o książki, o czytanie, czym jest i po co.

2008-09-23 | Dodaj komentarz
januszokrzesik
2008-09-25 22:09:26
Dobre. A te pół Polski stąd, to gdzie, panie Arturze?
arturpalyga
2008-09-25 23:51:25
Z Hrubieszowa. Wtedy to było województwo zamojskie, teraz lubelskie.
marcin
2008-09-30 07:47:28
oj ładnie napisane. to ten styl, jak z "kołchozu..." to lubię:)
Marek Sternalski
2008-10-07 15:09:45
Arturze, dlaczego ja nie pamiętam z dzieciństwa takiego Bielska ? Przecież na Beskidzkim były ptaki, lasek i górka, na której zjeżdzaliśmy na sankach. A z Beskidzkiego było tak samo blisko na lotnisko jak z Kopernika. Nie bywałeś tam ? Pozdrowienia
arturpalyga
2008-10-08 12:35:29
Na Beskidzkim mieszkałem później. Sam początek to jest osiedle Kopernika, nowe bloki, w jakimś samym środku budowy. Wiesz, z tymi ptakami to jest subiektywne oczywiście bardzo. To było takie silne wrażenie ciszy tutaj, bo tam, na wschodzie, te ptaki były wszędzie, więc zapewne w porównaniu tak to brzmiało tu. Beskidzkie to cała epopeja, kurcze. Znów w środku budowy zresztą, bo przez lata budowali tę wielką szkołę między dolnym a górnym osiedlem. Z górki korzystałem niejednokrotnie :) I graliśmy mecze dolne na górne Beskidzkie i pamiętam też jak raz dolne miało bić się z górnym, ale w końcu do tego nie doszło. A jednym z najsilniejszych wspomnień jest film "Imperium kontratakuje" wyświetlany na ścianie dziesięciopiętrowca przy Sterniczej jakoś w środku lat 80.

Sklep dość odpychający. Szarobury. Surowo w środku. Kolejka do kasy. Jestem jedynym facetem. Szarobure kobiety cierpliwie czekają w kolejce. W koszykach chleb, mleko, makaron, porcje rosołowe i piwo dla mężów. Stoimy cicho, pokornie. Pokorna kasjerka z pokorą w oczach. Z przodu - kwiat. Włosy starannie ufarbowane na kruczą czerń, czerwona pelerynka, całość dobrana z dbałością o szczegół. Nie piwo w koszyku, lecz wino czerwone i nie zwykły makaron, a spaghetti i nie najtańsza kawa, ale ta po 18,50 za 500 gram. A do tego ciasteczka, fizdrygałki, bumbelki, koronkowe misie. Czekamy. Czekamy bo krucza w pelerynce sprawdza paragon. Kobiety stoją cierpliwie, ja stoję. Pokorna kasjerka. Krucza sprawdza paragon i się nie zgadza.

- Nie kupowałam malinowego ciasta - mówi. - Jest na paragonie.

Kasjerka się peszy. Mąż trochę pije, ale nie za często. Najstarszy syn pracuje na budowie w Anglii. Wychowała trójkę dzieci. Przyjdzie do domu wieczorem, musi zrobić pranie, wyprasować. Najmłodszemu śniadanie do szkoły. Zupę, coś na drugie, żeby sobie jutro podgrzali, jak jej nie będzie. Peszy się, bo to ona jest podejrzana o kradzież. Wzywa jakąś swoją szefową. Dzwonek na cały sklep. Wszyscy czekają, patrzą. Wszyscy na kasjerkę. Przerwa w ruchu. Korek. Przychodzi szefowa.

- Malinowe ciasto? To pączki. Kupowała pani pączki. Wstukujemy malinowe ciasto, bo takie mamy uzgodnienia.

Zgadza się. Pączków na paragonie nie ma. W koszyku są. Krucza czyta dalej. Ma twarz przyjemną, nie wygląda na taką dokładną. Pewnie lubi porządek w kuchni. Przychodzą mi na myśl wszystkie kobiety, jakie znałem, które wyrzuciły swoich facetów z domu bo coraz bardziej nie mogły znieść tego, że robili syf w kuchni, syf w łazience, syf na środku pokoju, a kto to potem ma sprzątać? I zostały same. Nocami siedzą na gg. Spaghetti, czerwone wino i pączki kupiła sobie na dzisiejsze popołudnie. Dla siebie, dla męża. A tu w koszykach kasza, makaron, piwo. W kolejce zaczyna szumieć. Kpina się zaczyna. Z Kruczej. Że pańcia. Że piesek przywiązany pewnie czeka na zewnątrz. Ciche kpiny, szeptem. Krucza już czuje ten rów, jaki powstaje między nią, a resztą i brnie dalej. Podkreśla. Pokazuje, że ma w nosie napór rosnącego tłumu.

- Ta cena jest za wysoka. Na półce pisze, że ta kawa kosztuje 17,99, a nie 18,50.

Szefowa sprawdza. Krucza ma rację.

- Zwróć pani 51 groszy! - mówi do kasjerki. Kasjerka pokornie nabija na kasie. Pewnie jej potrącą. Pewnie miała wiedzieć. Albo komuś, kto nie zmienił wywieszki z ceną. Może tej przeraźliwie chudziutkiej dziewczynce, co mieszka koło mnie, a która, jak się okazuje, porządkuje tu półki.

Jest mała komplikacja, bo Krucza płaciła kartą. Szefowa rozstrzyga, że to nic nie szkodzi. Kolejka rośnie. Zbiera się na lincz.

- Co się stało? - pytają ci z tyłu.

- Pani się wykłóca o 51 groszy! - mówi głośno jedna z kobiet z kaszą. Tak, żeby wszyscy słyszeli. Pogardliwe śmiechy. Ale jeszcze czekają. Za chwilę mężowie, synowie, ojcowie będą dzwonić na komórki, wypytywać, co się dzieje, czemu jeszcze ich nie ma. Już się niecierpliwią.

A Krucza z miną esesmanki. Już zacięta, zawzięta krok po kroku analizuje paragon. Następna wpadka z ceną. 23 grosze. Do zwrotu. Następna. Tu się szefowa nie zgadza. Pokazuje Kruczej, że pomyliła sobie etykietki z ceną.

- Skoro tak, to tego wina nie biorę - decyduje Krucza. - Myślałam, że jest tańsze.

Jest czas, więc myśli pracują. Przypominam sobie tę kobietę ze Starego Bielska, która otruła dzieci, a potem siebie. Mieszkali w takim dużym, nowym domu, jakich pełno na obrzeżach miasta - wszystkie z tego samego projektu, spod jednej sztancy, dokładnie w tych samych kolorach pastelowych. Pewnie szarpnęli się na kredyt na 20 lat. Takie kobiety, co popełniają samobójstwa, zwykle są chyba bardzo uporządkowane. Szczególnie te, co z dziećmi. Trzeba to zaplanować, przygotować, wymyśleć, jak podać. Nie do wykonania dla bałaganiary.

Szefowa odkłada wino na półkę i widać, że to już nienawiść. Iskrzy, ale tłumi w sobie. To jest najgorsze. Z tego rak, przerzuty i wszystkie nieszczęścia. Kasjerka stuka w kasę, wystukuje, żeby wycofać wino. Nie taka prosta operacja w dobie kas fiskalnych. Teraz Krucza musi wytrzymać pogardę, rosnącą agresję i wszystkie osobiste problemy tych kobiet, które patrzą na nią, i patrzą, i patrzą. Żadna z nich by tego nie zrobiła. Żadna z nich nie pozwoliłaby sobie na coś takiego. Może jeszcze te pierwsze 51 groszy, ale te 23? To wino? Wstrzymywać cały ruch? Skupiać na tak długo uwagę na sobie? I wiedzą, że ona specjalnie. Że pokazuje, że sobie pozwala. Podkreśla różnicę. A ona przecież nic nie robi. Upomina się o swoje. Walczy z tymi babami ze sklepu, z tym sklepem oszkliwym, cuchnącym. Więcej tu nie przyjdzie. Ukarze ich tak, że zobaczą, że więcej tu jej noga nigdy nie postanie. Kurczy się liczba sklepów, w których jej noga postaje. Myślała, że tu. Ale nie. Wychodzi dumnie, ale jakby nigdy nic. Z siatkami zakupów. Ze spaghetti, bez wina. Ciągnie za rękę córkę. Odprowadzana spojrzeniem. Spojrzeniami. Zmęczonym szeptem: - A niech cię szlag trafi!

Podchodzę teraz ja. Pokornie patrzy kasjerka na mnie z nadzieją, że jestem po jej stronie. Kolejka ruszyła.

2008-09-19 | Dodaj komentarz
jamilka
2008-09-20 00:24:52
Ludzie nie potrafią czekać. Zawsze ta złość i przepychanki. Czekają bez godności, bez dystansu. Nie czekają. Spieszą się. Do niczego. W poczekalni w przychodni gryzą się jak psy. Nie lubię tego, nie lubię bezmyślnego pośpiechu po nic. Tak jakby ten czas się nie liczył, jakby nie żyli w tym momencie.
BB
2008-09-21 21:46:10
przerost formy nad treścią - zbyt wiele uogólnień i stereotypów, żeby było prawdziwe=indywidualne. Kobiety aż tak proste nie są, na szczęście.
arturpalyga
2008-09-23 04:00:44
Podział na formę i treść nie istnieje. Wymyślono go, żeby straszyć dzieci. Zdanie: "kobiety aż tak proste nie są" jest najlepszym i najprostszym przykładem uogólnienia. Postawienie znaku równości między prawdziwe, a indywidualne jest modnym, acz wyjątkowo fałszywym stereotypem.
BB
2008-09-23 23:18:12
Kto wymyślił ten podział, aby straszyć dzieci, konkretnie? Ależ i owszem, istnieje i ma się dobrze. Np ten blog. Forma taka sobie, treści nie podejmuje sie oceniać. Kobiety aż tak proste nie są, to nie uogólnienie, ale prawda. A równość między prawdziwe a indywidualne wcale nie jest modnym stereotypem, bo to 2 inne wartości, na siebie oddziałujące.
arturpalyga
2008-09-24 00:14:09
Podejrzewam, że ten sam, który wymyślił, co poeta chce przez to powiedzieć. Ten blog nie jest podziałem na formę i treść, cokolwiek by to miało znaczyć. Ciekawy byłbym jednak, skoro już tak sobie gawędzimy, co jest Pana zdaniem formą, a co treścią. ---- Zdanie -kobiety aż tak proste nie są- jest modelowym uogólnieniem, ponieważ pisze Pan o kobietach ogólnie. To zdanie ma taką samą wartość, jak zdania: Kobiety są proste. Mężczyźni są głupi. Murzyni są sprytni. --- Jeśli to różne wartości, to nie są to równe wartości, prawda?
BB
2008-09-25 12:26:22
Podejrzewam, że ten sam, który wymyślił, co poeta chce przez to powiedzieć. - jeśli się coś stwierdza, wypadało by podeprzeć się konkretami a nie podejrzeniami. ***** Ciekawy byłbym jednak, skoro już tak sobie gawędzimy, co jest Pana zdaniem formą, a co treścią. - forma graficzna a treścią słowa słowa słowa ***** Jestem kobietą :)
arturpalyga
2008-09-25 13:25:05
:) Nie wiem personalnie, kto to wymyślił. Przyjęło się. Na studiach tego oduczają. Forma graficzna tekstu na blogu to krój czcionki i układ linijek, co jest mało zależne ode mnie. Podejrzewam, że chodzi Pani o styl raczej, a więc o słowa.
z
2008-10-11 21:46:57
Krucza ćwiczyła asertywność. Według podręczników tak to się robi.

Informacje:


Na górze: Fabula mundi, Warszawa, Teatr Dramatyczny. Dyrektorzy i dyrektorki teatrów europejskich, dramatopisarki i dramatopisarze.

SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» grudzień (3)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Danka]
Dziękuję ! Mam nadzieję, że uda mi się kupić. Te w sieci czytałam.
[arturpalyga]
W Polsce niewiele się wydaje sztuk teatralnych, bo i grono czytelników jest niewielkie. Jest szacowny...
[Danka]
Przeczytałam o Panu w Wikipedii. Imponujące !!! Skromny człowiek z pięknym życiorysem. GRATULUJĘ...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1484262
Newsów: 707
Komentarzy: 2137
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała