arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - październik 2010

Komentarzy (0)

Umarł miłośnik teatru

  

- Kim ja byłem? Panie Arturze, przez całe życie byłem miłośnikiem teatru. Co więcej?

Tydzień temu rozmawialiśmy o czytanym Teatrze Propozycji, który działał kiedyś w Galerii Bielskiej BWA i którego, jak się okazało, kontynuatorem jest nasz Teatr Tekstu. Bardzo mu zależało, żeby to nie zostało zapomniane.

- Nikt o tym nie wie, że coś takiego było, a to ważny fakt dla bielskiej kultury - mówił, leżąc sparaliżowany, pod kroplówką, w szpitalnym łóżku. Zależało mu, żeby znaleźć w jego komputerze w domu, w folderze "duperele" zestawienie premier Teatru Propozycji. Krótko omówiliśmy te premiery i całą historię tego teatru. Chciał rozmawiać o teatrze w ogóle.

- Wie pan, dzień premiery w teatrze to był u nas w domu zawsze dzień świąteczny. Od rana było trochę jak w Wigilię, krzątanie się, przygotowywanie na wieczór - opowiadał. Mówił wyraźnie, żartował. Rozmawialiśmy o naszym Teatrze Polskim, o jego złotych latach i o tym, co pan Andrzej nazywał ostro, jego upadkiem, stoczeniem się w farsy i błahostki. Nie żalował nigdy ostrych słów pod adresem tego teatru i niejednemu dopiekł, mi też. Krytykował to, co było dla niego ważne. Walczył o coś, na czym mu zależało.

- Wie pan, jestem załamany, tyle rzeczy mam niedokończonych - mówił, kiedy już miał świadomość, że to koniec. - Ja już wiem, że już stąd nie wyjdę - powiedział. Ale chyba ani on, ani na pewno ja, nie spodziewaliśmy, że tak szybko. Umówiliśmy się na następną rozmowę o teatrze i na odczytanie mu tego wywiadu z nim. Wywiad, jak wierzę, przeczyta, a dokończymy rozmowę już tam.

Mam wrażenie, że z odejściem Andrzeja Jakubiczki skończyła się jakaś epoka.

2010-10-29 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

Teatr podległy

  


To, co, jak sądzę, w istotny sposób różni teatr polski od teatru niemieckiego to totalne, absolutne, zniewalające podporządkowanie większości polskich teatrów bieżącej polityce lokalnego samorządu, a konkretnie grupom i osobom, które akurat stoją na czele tychże samorządów - pisze Artur Pałyga.

Częściowo wynika to z ustawy o samorządzie, która pozwala aktualnemu prezydentowi czy burmistrzowi miasta, pomimo organizowanych konkursów, praktycznie bez żadnych przyjętych kryteriów i bez jakiejkolwiek kontroli społecznej mianować dyrektorem teatru kogo on tylko uzna za stosowne, oraz skutecznie zablokować objęcie przez kogoś stanowiska dyrektora teatru, jeżeli tylko zechce i bez żadnych konsekwencji i konieczności tłumaczenia swojej decyzji. Kontrakt z tak powołanym dyrektorem podpisywany jest zwykle na krótko, a następnie przedłużany bądź nie, zależnie od woli burmistrza bądź prezydenta. Skutek jest oczywisty. Dyrektor, nie chcąc stracić nienajgorszej wszak posady, musi zadowolić burmistrza/prezydenta, aby ten był łaskaw znów przedłużyć z nim umowę. Zadowalanie burmistrza/prezydenta to rzecz niełatwa, szczególnie jeśli ktoś jest w tym względzie dziewicą. Choć są i tacy, którzy potrafią to robić latami. Wśród dyrektorów teatrów krążą różne przezabawne opowieści o tym, jak to dali się posuwać burmistrzom/prezydentom, a nawet przewodniczącym rady, bądź biskupom, i w ostatniej chwili na przykład zrobili unik i zamiast wystawić tyłek, po prostu wzięli do buzi. Bywają to opowieści bardzo niewinne, jak ta o jednym burmistrzu/prezydencie, który grał na saksofonie i zlecił dyrektorowi, żeby ten zorganizował mu koncert w teatrze, a dla pewności, wszak burmistrz/prezydent nie może fałszować, żeby za kurtyną grał prawdziwy saksofonista-muzyk i żeby się nie wydało. Bywają opowieści mniej zabawne, kiedy burmistrz/prezydent naciska dyrektora, aby teatr stwarzał burmistrzowi/prezydentowi więcej okazji do ekspozycji burmistrza/prezydenta i np. organizują obchody, które inauguruje uroczyście burmistrz/prezydent wraz z aktorem przebranym za cesarza czy króla. Albo bez aktora. Bywają wreszcie powszechnie spotykane historie ponure, w których burmistrz/prezydent bezpośrednio wpływa na repertuar teatru dysponuje, aby w teatrze grano więcej klasyki, przez co zwykle rozumie on popularne sztuki rozrywkowe, lub też żeby repertuar ustalać według trzech złotych, klasycznych zasad: jedna lektura, jedna bajka i farsa. Na coś więcej dyrektor, jeśli chce, musi sobie sam zarobić, czyli chodzić i żebrać u lokalnych biznesmenów, których teatr interesuje głównie wtedy, jeżeli gra tam Żebrowski. Najtrudniej jest wtedy, gdy burmistrz/prezydent jest w sojuszu z biskupem i dyrektor a wraz z nim cały zespół nie nadążają z zadowalaniem. W jednym z polskim miast biskup zaprosił dyrektora teatru oraz dyrektorów innych instytucji kulturalnych na obiad z biskupem, podczas którego zapytał, czy przygotowali już coś na jego jubileusz - rocznicę objęcia przezeń biskupstwa - i co to będzie, po czym dyrektorzy instytucji na wyprzódki zaczęli się licytować w propozycjach. Głośno było o historii w Poznaniu, kiedy jeden z włodarzy miasta wezwał na dywanik Teatr Ósmego Dnia, żeby ich opieprzyć za to, że ośmielają się wypowiadać na tematy polityczne. - Kultura nie jest od tego, żeby się zajmować polityką. Kultura ma nam dostarczyć przeżyć estetycznych - tłumaczyła wówczas rzeczniczka magistratu. O sprawie zrobiło się głośno, bo Teatr Ósmego Dnia nie da sobie trąby zatkać. Znamienne było, iż szefowie wszystkich pozostałych instytucji kulturalnych w Poznaniu pospieszyli z publicznymi zapewnieniami o swojej lojalności wobec władz miejskich Poznania. Wszystko to było szeroko dyskutowane w całej Polsce i jak zwykle dyskusja w końcu ucichła, sprawa wygasła. Ale przecież sprawa poznańska nie jest wyjątkiem. Urzędnik, który postanowił przypomnieć teatrowi, kto tu rządzi i że morda w kubeł, bo zamknie kurek z kasą, nie do końca zdawał się rozumieć, co mu się zarzuca i o co chodzi. Przecież był w prawie. Przecież to jest właśnie normalna sytuacja w Polsce, a nie jakaś wyjątkowa, więc czemu nagle taki dym. Przecież jak Polska długa i szeroka słychać plask wazeliny i mlaskanie teatrów w pozycji na klęczkach robiących nieustanną minetę władzom miasta. Takie rozmowy na dywaniku jak tego pana urzędnika z Poznania z Teatrem Ósmego Dnia słyszy się w Polsce codziennie w obwieszonych kiczowatymi obrazami gabinetach. I nikt nie protestuje, bo to norma. Przecież to jest ręka, która nam jeść daje. Ręka burmistrza/prezydenta. Więc jak uderzy, to z pokorą trzeba przyjąć i przemyśleć, czemu zły. I się poprawić. To może pogłaszcze. I kość rzuci. Proszę popatrzeć na wszelkie inauguracje, czy ceremonie otwarcia, zamknięcia, czy wręczanie nagród. Na te spojrzenia dyrektorów teatrów i organizatorów kulturalnych imprez, na uniżenie i cześć i oddanie i nieustająca, niewysłowiona wdzięczność, bo za chwilę wejdzie na scenę otworzyć, zamknąć, wręczyć nasz ojciec, nasz dobrodziej, sponsor, prawodawca, patriarcha nasz, bóg nasz miejscowy, stwórca, aby, korzystając z okazji, ponownie utwierdzić, okazać swą władzę. Padre, czy teraz? Mam publicznie klęknąć? Ukorzyć się? Chcesz, żebym tu, przy wszystkich, zrobił ci to, co tak lubisz w zaciszu gabinetu? Masz, rozdzielaj dobro i zło, razy i słodycze, dysponencie nasz, nasz Santosubito. I to jest różnica, jak sądzę, między teatrem polskim i niemieckim. Pamiętam to zdziwienie, jakie przeżyłem w Dreźnie podczas finału projektu "After the fall" na festiwalu kończącym ten projekt i międzynarodowym spotkaniu dramatopisarzy, oraz na festiwalu w Wiesbaden. Kurcze? Jak to? Gdzie burmistrz/prezydent? Nie wręcza? Nie otwiera? Nie zamyka? Zlekceważył? Znaczy gniewa się, aha, za rok już nie zrobicie. A tu nie. A tu koledzy z Niemiec się dziwią. A po co oni? Urzędnicy? Jak chcą, to sobie mogą kupić bilet, jak każdy obywatel, a co, nie stać ich? A ręka, która jeść daje, to co? No ale to nie są ich pieniądze - dziwią się nadal przyjaciele z Niemiec. - Przecież oni tylko mają je dobrze rozdzielać. Ich rola jest taka jak zwrotnicowego na stacji. Ten pociąg w tą, ten w tą, to duża odpowiedzialność. Ale nikomu nie przychodzi do głowy obwoływać zwrotnicowych ojcami kolei i całować po rękach za to, żeśmy się nie rozpiździli. - To co? Nie ma tu nikogo z urzędu miasta? - pytam w Wiesbaden na jednym bardzo ważnym spotkaniu tego ważnego festiwalu. - Może są. Skąd mam wiedzieć. Nie znam ich - odpowiada pani organizująca ten festiwal. Mamy więc dwa modele zarządzania teatrem: a) taki, w którym o teatrze decydują osoby, które zajmują się teatrem, gdzie teatr, jak i cała kultura uznawane są za dobro społeczne samo w sobie, nie wymagające uzasadnień, b) taki, w którym o teatrze decydują znający się na wszystkim urzędnicy za pośrednictwem podległych im dyrektorów, gdzie teatr pełni funkcję służebną i np. służy promocji miasta lub kształtowaniu wizerunku rządzącej miastem koalicji. Różnica między tymi dwoma modelami jest gigantyczna i posiada daleko idące konsekwencje. I proszę się nie dać zwieść pozornym podobieństwom. W pierwszym modelu sztuka wydaje się celem, w drugim - efektem ubocznym. Aczkolwiek trzeba podkreślić, iż ów efekt uboczny jakimś sposobem ma się w Polsce całkiem nieźle, co również warto by było rozważyć. ** Tekst wygłoszony przez autora na I Europejskim Sympozjum Teatralnym - polsko-niemiecki terminal artystyczny w Kołobrzegu, 23 października 2010.

Ukazało się dziś na portalu e-teatr.pl jako temat dnia. :)

2010-10-26 | Dodaj komentarz
Jaro Ciolo
2010-11-22 20:58:50
Tekst prawdziwy :) Jakie były reakcje podczas wygłaszania tego tekstu? Pozdrawiam Jarek Ciołek
Komentarzy (0)

Króliczki w Zabrzu

  

Różowe króliczki z V (f) ICD-10 przykicały do Zabrza, gdzie była też Ania Hazuka, która napisała tak:

Brak tradycyjnej sceny. Widzowie aktywnie uczestniczący w spektaklu. Bardzo dobry tekst. I pełne pokory aktorstwo. Być może właśnie to trzeba mieć na uwadze, by przedstawienie okazało się być warte obejrzenia?

Paweł Łysak nadał tekstowi „V (F) ICD-10. Transformacje" dużo dynamizmu. Kolejne monologi, a potem kilkuosobowe sceny układają się w rytmiczną całość. Spektakl nie buduje jednoznacznej fabuły, ale opowiada historie poszczególnych osób z różnymi dysfunkcjami. Tworzy się zbiorowy portret wykluczonych. Ale wreszcie o niepełnosprawnych mówi się bez patosu. „V (F) ICD-10. Transformacje" demaskują większość stereotypów. Ośmieszają to, jak zaburzonych postrzegają tak zwani „normalni". Paweł Łysak w swojej inscenizacji ubiera bohaterów w stroje otyłych zajączków i karze im „rwać kelnerkę". Okazuje się, że niepełnosprawny ma takie same, a może nawet większe potrzeby seksualne. Świetna scena pogadanki higienistki z rodzicami dorosłych osób z zaburzeniami osobowości lub zachowania, otwiera oczy na fakt istnienia napięć seksualnych w ciele każdego człowieka, które, jak mówi jedna z postaci, można „niwelować ręcznie z pomocą gumowych rękawiczek". Scen z ciekawymi formalnymi rozwiązaniami w bydgoskich „V (F) ICD-10. Transformacje" jest więcej. Proste zabiegi, polegające między innymi na włączaniu widzów w akcję, a także oszczędna scenografia sprawiają, że widz nieustannie musi angażować swoja wyobraźnię.

I po raz kolejny Artur Pałyga (autor tekstu „V (F) ICD-10. Transformacje") prowokuje do zabrania głosu w publicznej dyskusji. O prawach osób niepełnosprawnych, o sposobie ich traktowania i wreszcie o ich miejscu w demokratycznym społeczeństwie. Spektakl nie stawia jednoznacznych tez. O sprawach trudnych opowiada w zabawny, ale inteligentny sposób. Pozwala śmiać się z perypetii niepełnosprawnych bohaterów, uświadamiając tym samym, że oni w gruncie rzeczy niewiele się różnią od tych tak zwanych „normalnych". Tęsknią za tym samym, mają podobne marzenia i tak samo, jak ci „normalni" zwiedzają centra handlowe.

„V (F) ICD-10. Transformacje" są pod każdym względem wyważone. Zwłaszcza zadanie aktorskie polegające na wcielaniu się w role osób niepełnosprawnych mogło stanowić pokusę, by stworzyć za pomocą prostych schematów komiczne, nadekspresyjne postaci. Tu jednak zespół aktorski przyczynił się do tego, by spektakl nie był jednowymiarowy. Każda z postaci (choć trochę groteskowa) nabrała realnych kształtów.

Na półtorej godziny artyści oswoili świat osób niepełnosprawnych i chorych psychicznie bez odnoszenia się do litości, współczucia czy sentymentalizmu. Takie perełki jak bydgoskie „V (F) ICD-10. Transformacje" pozwalają wierzyć, że dobry teatr potrafi zaciekawić widza, a poruszanie trudnych tematów nie musi oznaczać moralizowania.

  • Anna Hazuka
  • Dziennik Teatralny
  • 25 października 2010

Paweł Łysak dostał w Zabrzu na X festiwalu Rzeczywistość Przedstawiona nagrodę za reżyserię tego spektaklu, Paweł Wodziński za scenografię, a Michał Czachor nagrodę aktorską!
Ściskam króliczki!
2010-10-26 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Bunt gryzipiórków

  

Nie mogłem być na spotkaniu w Bydgoszczy, w Teatrze Polskim z Katalończykami i z Victorem Munoz, z Sali Beckett, więc napisałem tekst, który został tam odczytany, jak mi powiedziano na początku tego spotkania. Umieszczam go też tu, w tej mojej prywatnej gazecie, która trochę obumiera i wartoby ją z powrotem ożywić.

---------

To był wielki, niezwykle ważny wyjazd. A najważniejsze było to, że się spotkaliśmy: dramatopisarze z Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Kanady, Urugwaju, Turcji i ja. Każdy z jakiejś stolicy, tylko Samuel Gallat z Lyonu i ja z Bielska-Białej. Razem mieszkaliśmy, razem szliśmy codziennie na zajęcia z Simonem Stephensem, razem jedliśmy, razem piliśmy i nocami przy alkoholu, kawie i papierosach snuliśmy projekty teatralnych rewolucji. To było cudowne! To było nawet ważniejsze niż kurs pisania dramatów, który prowadził z nami Simon Stephens i tak samo ważne, jak czytania naszych sztuk przygotowane przez genialny zespół Sali Beckett pod kierunkiem Victora Munoza i Lidii Gilbert, którzy są tytanami pracy organizacyjnej i gdyby przygotowywali wraz z nami rewolucję, z pewnością byłaby to rewolucja znakomicie zorganizowana. Niestety, na rewolucję już nie mieli czasu, więc, bez dobrych organizatorów, trochę nam się rozlazła. A może nawet całkiem. Pozostały idee. I niedokończony manifest. I jeszcze utrzymująca się energia we krwi wytworzona podczas tego spotkania.W teatrze są granice międzypaństwowe. Granice zamknięte i strzeżone i bardzo trudno się przez nie przedostać - głosił nasz manifest. Skutkiem tego zamknięcia granic jest, że prawie kompletnie nic nie wiemy, co się dzieje w teatrze we Francji, w Hiszpanii, nie mówiąc już o Turcji, Kanadzie, czy, rany boskie, Uruguwaju! Wiemy co nieco o Londynie, a najwięcej o Niemczech. Notabene to było ciekawe, jak bardzo różnił się tekst i sposób myślenia o teatrze Olivera Klucka z Niemiec od pozostałych, i jak wszyscy stwierdzili, aha, niemiecki teatr. No i dobrze, znamy niemiecki, znamy Londyńczyków, a reszta? Francuzów szlag trafił, kiedy usłyszeli, że w polskich teatrach francuski dramat reprezentuje Yasmina Reza i, co wywołało wiązankę francuskich obelg, Eric Emanuel Schmidt.

- Żebyście poznali, co ja piszę, musiałabym przejść przez Royal Court i zostać zatwierdzona przez nich, przyjęta do reprezentacji brytyjskiej - mówiła Dżerana z Istambułu. - To jest nowa kolonizacja!

I nagle się okazało, że prawie wszyscy się z nią zgadzają.

- Royal Court to wielka, bardzo sprawnie działająca maszyna, narzucająca własny styl, własne myślenie o teatrze, własne schematy. Na sztandarze mają Sarę Kane, a są teatralną fabryką Walta Disneya - takie padały na przykład nocami sentencje, z pewnością dość przesadzone, ale oddaje to energię, jaka się na tym spotkaniu zrodziła.

Bunt umiejętnie i niejako na przekór podsycał Simon Stephens, który jako reprezentant Royal Court uczył nas w punktach, jak komponować historie, jak budować narrację, jak pisać dialogi. Więc w dzień grzecznie uczyliśmy się tych wszystkich reguł i punktów, jak angielscy uczniowie, a w nocy darliśmy je na strzępy, wykrzykując anarchistyczne hasła.

- Po co on nas tego uczy? Przecież każdy z nas napisał już po 5-10 sztuk - pytali Francuzi, którzy jak zwykle, zaczynali rewolucję.

- Bo nas kolonizuje - mówiła Dżerana.

A Ella Hickson, Szkotka, wykłócała się, że Simon ma rację. I pękały stoły, ziały ogniem wulkany i trzęsła się ziemia.Oczywiście trochę przesadzam i ubarwiam, bo jestem dramatopisarzem, ale no, tak było.Do czego to wszystko zmierzało? Manifestu nie odczytaliśmy, bo po pierwsze nie skończyliśmy go, po drugie, stwierdzilśmy, że Simonowi może się zrobić przykro już jak usłyszy pierwszy punkt, który brzmiał:

"Brytyjski teatr skonał wraz z Sarą Kane, a psy roznoszą po świecie jego martwe szczątki."

A nie chcieliśmy mu robić przykrości, bo wszyscy się polubiliśmy i w ogóle stwierdziliśmy, że to strasznie fajny facet.Więc co? Więc do czego zmierzało?

- Musimy stworzyć ośrodek konkurencyjny dla Royal Court - stwierdziliśmy jednej z ostatnich nocy, opróżniając do reszty napełnioną dla nas przez Salę Beckett lodówkę.

- Niech to nie będzie ośrodek stacjonarny. Niech nie ma centrum. Niech nie kolonizuje. Niech nie narzuca jednego modelu. Mówimy różnymi językami i to jest właśnie atut, a nie przeszkoda. Ale powinniśmy się porozumiewać. W tym celu musielibyśmy kontynuować to, co tu, w Barcelonie się nam teraz narodziło, a więc czytanie swoich tekstów, które, niestety, i tu pierwszy problem finansowo-organizacyjny, trzeba najpierw poprzetłumaczać, po drugie - bieżąca wymiana informacji na temat dramatopisarstwa i teatrów w swoich krajach, czyli odblokowanie granic i budowa kanałów informacyjnych, po trzecie - dyskusje nie tylko o teatrze, ale np. dyskusje pod hasłem: O czym trzeba mówić i jak to można robić, co się sprawdziło, co nie, uczenie się wzajemne na własnych błędach, po czwarte - regularne spotkania w poszczególnych krajach na warsztatach, które są nastawione na poznanie dramatu i teatru gospodarza, po piąte - udrożnienie przepływu tekstów pomiędzy teatrami na świecie.Naprawdę wyjeżdżaliśmy z Barcelony z taką dawką energii, że nie wiem co. Wszyscy zadeklarowali, że chcą się spotykać dalej i poszerzać grono, i poszerzać, i poszerzać. No ale potem, jak zwykle, każdy wrócił do swoich spraw, jeszcze parę gorących maili, wpisów na facebooku, jeszcze ktoś coś obiecał, że postara się zorganizować, i już się rozłazi, już znika, rozbraja się ten ładunek. To, co zostaje, to takie poczucie, taka wiedza, że to jednak wydawało się realne i możliwe, i potrzebne, i ważne. I to jest piękne, że się coś takiego przeżyło. I bardzo dziękuję za to wszystko! Naprawdę!

----

2010-10-20 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» sierpień (5)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Myślę, że jest to bardzo niesamowite być w miejscach w których byli nasi przodkowie. Na...
[Mada L]
Ale napisane! Jakby się tam było i dotykało! Dziękuję
[Duża Ula]
Na początku tak jak bym czytała jakiś dramat. Dobrze , że to się nie dzieje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1326408
Newsów: 688
Komentarzy: 2109
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała