Ciemna jasność
Kiedy piszę, wszystko mam nastawione na odbiór. Samo się nastawia. Jak sięsamowłączające radyjko. Jak filtr, który się uruchamia i wyławia. Piszę o Krwawej Niedzieli w Bydgoszczy. Dziwna, drażliwa, niemożliwa do opowiedzenia rzecz. Tysiące stron napisano, jak to się mówi, na ten temat.
Jest 3 września 1939. Bydgoszcz przeżyła już bombardowanie. Nadciąga pancerna nawała. W zasadzie nie wiadomo, co nadciąga. Nikt sobie tego nie potrafi wyobrazić. Nikt nie wie, co będzie. W mieście już nie ma policji. Więzienia otwarte. Mnóstwo dezerterów i żołnierzy, którzy zgubili swoje oddziały i którzy opowiadają o jakimś totalnym chaosie, w jakim pogrąża się polska armia. Opowiadają straszne rzeczy. Wyolbrzymione jeszcze. Jeden z oficerów mówi, że powinno się do dezerterów strzelać.
Nie wiadomo kto i gdzie pierwszy wystrzelił. Ludzie twierdzą, że strzelają Niemcy - cywile, mieszkańcy Bydgoszczy. Jest mnóstwo świadków, którzy twierdzili, że strzelali Niemcy-dywersanci. Po co? Jeżeli byliby dywersantami w łączności z centralą, wiedzieliby, że wojsko niemieckie nie będzie zdobywać Bydgoszczy, że plan jest taki, żeby pruć na Warszawę, zostawić Bydgoszcz z tyłu. Więc jeśli byliby to dywersanci mający kontakt z centralą, wiedzieliby, że długo jeszcze, co najmniej kilka dni, będą w tym polskim mieście zdani sami na siebie. Ale nie wiadomo. Zeznania są sprzeczne.
Jedno, co wiadomo na pewno, to że gdzieś padły strzały. Potem drugie, trzecie. Ludzie zbierają się, żeby zrobić z tym porządek. Grupy cywili, a także żołnierze chodzą po domach, wyciągają niemieckie rodziny na ulice. Zaczyna się. Jak to nazwać? Lincz? W takiej sytuacji? Ludzie są spanikowani, jest koniec świata, idzie groźne. No w każdym razie bitwa z niemieckimi cywilami wygrana. Trupy pływają w kanałach.
Pytanie, jak identyfikowano, kto niemiecki, kto polski. Czytałem nazwisko po nazwisku listę ofiar. Są polskie nazwiska i niemieckie imiona, wyznanie ewangelickie. Albo niemieckie imiona i polskie nazwiska, wyznanie ewangelickie. Albo polskie nazwiska i niemieckie imiona, wyznanie katolickie. Albo niemieckie imiona i polskie nazwiska, wyznanie katolickie. Historyk pisze, że w zasadzie decydujące jest wyznanie. W zasadzie, patrząc na listę ofiar, powinno się uznać, że katolicy to Polacy, ewangelicy Niemcy. Ale są i tacy, których matka była katoliczka, ojciec ewangelik, brat ewangelik, siostra katoliczka. Ślązacy też to znają. Tak samo było w Bydgoszczy. Jak wtedy decydować? Kto Niemiec, kto Polak? Komu się należy kula w łeb?
Oficerowie polscy piszą w raportach, że tłumienie niemieckiej dywersji w Bydgoszczy wymknęło się spod kontroli.
Wkracza niemieckie wojsko i od pierwszego dnia odbywa się krwawa zemsta. Masowe rozstrzelania, więzienia gestapowskie pełne podejrzanych o udział w Krwawej Niedzieli. Goebbelsowska propaganda krzyczy na cały świat o bestialskich polskich hordach, które wymordowały bezbronne niemieckie kobiety i dzieci. - Nie dziwcie się - mówią - że musieliśmy wkroczyć na te barbarzyńskie ziemie, aby chronić swoich obywateli. Widzicie, co się dzieje.
Propaganda umiejętnie rozgrywa tę sprawę wśród żołnierzy.
Wiadomo, jak to w powszechnej mobilizacji, nie każdy poszedł na tę wojnę przekonany, może nawet tak, powiedzmy, co drugi, przekonany nie był. Ludzie wyrwani od roboty, od rodzin swoich. To nie jest takie proste iść i strzelać do innych. Zadbano o to, aby każdy niemiecki żołnierz usłyszał o polskich mordercach z Bydgoszczy, o tym, co Polacy zrobili z kobietami i dziećmi. - Jeśli jeszcze ktoś z was czuł jakąś litość dla tych barbarzyńców, to czas, żeby się jej pozbył - mówiono, szermując bydgoskim przykładem. A w Bydgoszczy trwała rzeź podejrzanych o udział. Przez całą wojnę Niemcy mścili się na Bydgoszczy za Krwawą Niedzielę. I wiedzieli, że nie ma co czekać na Armię Czerwoną i Polaków. Uciekli najdalej jak się dało, na sam koniec Niemiec, pod holenderską granicę. W Wilhelmshaven mieszkają byli bydgoszczanie. Do dziś mają w swoim małym muzeum porcelanowe filiżanki ze ślicznymi maluneczkami, na których teatr w Bydgoszczy, spalony ponoć przez radzieckie wojsko. Uciekając w nieznane, na wędrówkę nie wiadomo jak długą, pakowali do manatków porcelanę.
Kiedy chciałem się spotkać ze starszym panem z Wilhelmshaven, bydgoszczaninem, który pamięta Krwawą Niedzielę, bo był wtedy wystarczająco już świadomy, usłyszałem, że nigdy więcej nie chce mieć do czynienia z Polakami.
A w Bydgoszczy chodzi się na grób młodej dziewczyny rozstrzelanej przez Niemców za Krwawą Niedzielę. Tyle lat, a wciąż chodzą.
Jestem w Bielsku. Idę przez Cygański Las, któremu nazwę wymyślili Niemcy i brzmiała ona Kozi Las, ale że -kozi- po niemiecku Polakom brzmi podobnie do -cygański-, teraz przez językową powierzchowność, przez niezrozumienie, nazywa się Cygański. I dobrze. Idę z moim psem. Jest ciemno, bo po północy. Pod latarniami czytam „Tryb symboliczny" Eco. O symbolu. Który jest u podstaw wszelkiej myśli ludzkiej, bo wszelka myśl ludzka jest symboliczna. Że symbol jest niejasny. Jego znaczenie się zaciera, rozmywa, a czasami w ogóle nie wiadomo tak naprawdę, czy w ogóle jest. Dochodzimy do miejsca, w którym nie ma już latarni. Księżyc za chmurami, więc znikają kształty. Wiem, że coś jest, tylko wtedy, kiedy mogę tego dotknąć. I idę za psem, który ślepnie, więc brak światła nie jest dużą zmianą. I budzi się taki dawny, dawny strach z jednego ze snów, że za chwilę nie będzie już czego dotknąć, czego się złapać, czego się trzymać, tylko ciemność i nic.
Życzę Państwu w Nowym Roku, żebyście się zawsze mieli czego złapać.
Zanim nas zeżre nieskończoność
Z psem u weterynarza.
U którego jak zwykle nowe, młode lekarki.
I taka nowa, młoda lekarka powiedziała, że mój pies przeżyje jeszcze góra dwa-trzy lata, jeśli dobrze pójdzie.
- A może pięć? Może dożyje dwudziestu? - mówię, myśląc o tablicy, która wisi w tej lecznicy, gdzie górną granicą wieku psa takiego, jak Kuba, jest dwadzieścia lat.
- Jeszcze pięć? To fantazja - z uśmiechem rozwiewa złudzenia lekarka.
Ma bardzo chore serce. Gdyby był człowiekiem, kwalifikowałby się do przeszczepu. A tak, dostał leki, które ma brać do końca życia.
J. się popłakał. Powiedziałem coś o nieuchronności śmierci, przytuliłem J., przytuliłem psa. Jego oddech, jego ślepnące oczy, jego ciepło, którym nas ogrzewa - zniknie to wszystko za chwilę na zawsze, na nieskończone zawsze. Które czeka też na nas. I będzie, jakby z nieskończonego przedtem nigdy się nie wyłonił.
Biorę książkę, idę z nim na długi spacer, od latarni do latarni. On wącha, ja czytam, w zasadzie robimy to samo. Bardziej się czuje w takich sytuacjach, że to ma jakiś sens. Chrzanić sens! Że to jest dobre.
A! Okazało się przy okazji, że Kuba jest rasowy. Dwanaście lat temu znaleźliśmy go na ulicy (a w zasadzie on nas) i dopiero teraz się to okazało. Nowa młoda lekarka poznała. Rzadko spotykana w Polsce rasa - jagdterrier, pies myśliwski, do polowań na lisy. Poczytałem opisy tej rasy w necie, gdzie się dało. Że zacięty, waleczny, uparty, trudny do ułożenia, choć bystry, uczuciowy, związany ze swoimi ludźmi na życie i śmierć. Wszystko się zgadza.Ot, ciekawostka.
W czytaniu: Umberto Eco „Tryb symboliczny". Na razie grzęźniemy z Eco w definicjach symbolu, które, jak monsignore Umberto wykazuje, od początków swoich były niejasne, rozmyte, a czasami sprzeczne, a jednocześnie jakimś przedziwnym sposobem, pomimo wyjątkowej swojej niedefiniowalności i rozmyciu, a może dzięki niej, słowo -symbol- jest jednym z najczęściej używanych w naszym świecie, tak teraz, jak i przed wiekami.
Dróżki
W siedemnastą rocznicę ślubu zrobiliśmy sobie wycieczkę na dróżki kalwaryjskie, z Jasiem i z psem. Pomyślałem sobie - każdy próg, każda stacja, to jeden rok. 1994 - początek, ślub, mnóstwo znajomych, wesele, 2000 - wydawało mi się, że już taki stary jestem, 2001 - skończyła się stabilna, ułożona praca dziennikarska, 2002 - wielki świat dziennikarski, 2005 - zaczyna się teatr... no i tak dalej. Każdy rok można by opisać w dwóch do pięciu tomach, tylko po co.
Niefrasobliwe wpasowywanie lat małżeństwa w dróżki budzi skojarzenia...
Zaskoczył mnie cały ten z gruntu niesprawiedliwy, zawzięty, manipulatorski atak na mnie, jako autora „Człowieka i karpia". Od zdziwienia, od rozdziawionej w zdziwieniu japy, przez próby rozmowy, tłumaczenia, żal po -w nosie do mam, pora wracać do „Tygodnika Powszechnego"-.
W klasztorze w Kalwarii obraz z opisem, że sprośni Turcy i brzydcy Żydzi do nieba nie wejdą, bo by całe niebo zasmrodzili. A dalej szopka piękna, ruchoma, ludzie pracujący, pastuszkowie, kowale, gospodynie, karciarze w gospodzie, no śliczne to, a pośrodku Jezus mały. Powinien być napis jeszcze, że to Galilea, żydowska prowincja Cesarstwa Rzymskiego i że wszystkie te postacie z Betlejem umieszczone w szopce, to są brzydcy Żydzi oraz sprośni Arabowie.
Żart, żart, nie gorzki nawet.
Do snu czytam Jasiowi „Patyki i patyczki" ks. Twardowskiego. Akurat trafiamy na rozdział, w którym ksiądz tłumaczy dzieciom, kim jest bliźni. Że pies to też bliźni. I wiewiórka. Idą czasy radykalne, podziały określone, a kto nie z nami, ten jest przeciw nam - to hasło, jak odwrócony na wspak krzyż przyświeca dziś specom od diabła. Ksiądz Twardowski musi się określić. I nie ma, że nie żyje.
W czytaniu - Molier, Don Juan. Molier zrobił bohaterem łotra. Ale nie miłego łotrzyka. Łotra. Gnoja. Sukinsyna, który niszczy ludziom życie i drwi z nich. I okazuje się, że ten zły człowiek wypowiada i robi rzeczy, które inni pragnęliby robić, pragnęliby jak on, a on robi to, czego oni tylko w cichości, w tajemnicy pragną. I musi zginąć. I dobrze. I to jest happy end. Zabija go posąg Komandora. Zabijają go pomniki umarłych, których w beztrosce swojej zaprosił na ucztę. Don Juan jest antyAntygoną.
1234
Informacje:
Fotka moja z Kubą: JAGODA PICTURES STUDIO
----------------------------------------------------------------
Guma balonowa
Testament Teodora Sixta
Nic co ludzkie
Żyd
Wodzirej. Koszalin Kulturkampf
Hamlet'44
Turyści
Wszystkie rodzaje śmierci
Ostatni taki ojciec
V(F) ICD-10
Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami
Już się ciebie nie boję, Otello
Idź w noc, Margot
Auschwitz Cat
Bitwa o Nangar Khel
Szwoleżerowie
Obywatel K
Nieskończona historia - Warszawa
Nieskonczona historia - Zabrze
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Archiwum:
2012
2011
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)
2010
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)
2009
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)
2008
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)
Linki polecane:
www.jacekproszyk.blog.bielsko.pl
www.poewiki.org/index.php/Strona_osobista:Artur_Pałyga
www.nieszuflada.pl
www.januszlegon.bielsko.pl
www.heniekurban.salon24.pl
www.e-teatr.pl
www.powszechny.art.pl
Ostatnie komentarze
Gratuluję. Szczerze się cieszę :-)
Pozwolę sobie podzielić się wrażeniami (impresjami) na bazie oglądanych sztuk: "Ikaria". Refleksja nad starością. Starzy...
ja wrocilem z bielska do korzeni czyli do mesznej i na szczescie ni chuja zadnego...
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 322706 |
| Newsów: | 334 |
| Komentarzy: | 1178 |


