arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - styczeń 2012

Komentarzy (4)

Czystki w czytelni

  

No i wracam do Bielska-B., wchodzę do czytelni w Książnicy Beskidzkiej zrobić tradycyjny research wśród czasopism, a tu! Masakra jakaś! Cały regał pusty! Z dwóch regałów czasopism ostał się jeden.

- Oszczędności - tłumaczy pani bibliotekarka.

Rany boskie! Ileż można zaoszczędzić na tych czasopismach miesięcznie? 200 złotych? To tak znacząca suma w miejskim budżecie? I tak ich nie było wiele w porównaniu z innymi dobrymi bibliotekami. Te czasopisma służą wszak nie tylko do przeglądania na bieżąco, ale tworzą archiwum, z którego korzysta się potem przez lata. Wyrwy, braki będą później nie do uzupełnienia.

I tak, żeby np. skserować sobie tekst z "Literatury na Świecie" albo z "Teatru" opublikowany po 31 grudnia 2011 roku trzeba będzie jeździć chyba najbliżej do Katowic, do Biblioteki Śląskiej. Zniknęły czasopisma, które były tu zawsze, no! Aż taka nędza?

Pani bibliotekarka tłumaczy, że bacznie obserwowano, które czasopisma kto bierze i notowano. Wypadły ponoć te, z których korzystano rzadziej. Wziąłem więc na stół wszystkie, które jeszcze zostały, na których mi szczególnie zależy, żeby im zawyżyć statystykę.

No i zaczynam chyba prenumeratę, trudno. Także jeśli ktoś będzie zainteresowany, zapraszam do wypożyczania u mnie. Tylko najpierw muszę to załatwić i napiszę, jakie tytuły. Ale katalogować tekstów i autorów nie będę :)

W czytaniu dramaty wielebnego mercederiusza, Tirso de Moliny. Ciekawe, czemu tak nieznany w Polsce. Świetne rzeczy. "Potępiony za niewiarę" - doskonałe i fajne by było do zrobienia tu, teraz, w Polsce - historia świątobliwego ascety, który nie wierzy w miłosierdzie boskie, a religijność buduje na strachu i nieugiętości oraz gangstera, który jest skończonym łotrem, ale wierzy, że Bóg jest miłosierny. Który z nich, według zakonnika-dramatopisarza Tirso de Moliny, pójdzie do piekła, a którego duszę w niebo wzniosą, śpiewając, aniołowie?

Poza tym intensywne dni.

Bardzo dobre spotkanie na UŚ w Katowicach i to pomimo iż zajęci sesją studenci nie dopisali. Dzięki jeszcze raz za zaproszenie!

No i dość niezwykłe uczucie, kiedy jestem na próbie "Nieskończonej" w Powszechnym i wiem, że dokładnie o tej samej porze trwa próba "Nieskończonej" w Zabrzu. Nie miałem tak jeszcze.

A "Testament Teodora Sixta" doczekał się, że na jego podstawie powstała gra rpg. To też się dowiedziałem od studentów UŚ.

2012-01-25 | Dodaj komentarz
Sandor Marai
2012-01-25 19:48:17
No widzisz,a tak utyskiwałeś,że pisany nie na zamówienie dramat nie cieszy się zainteresowaniem reżyserów.Z tych pisanych na zamówienie żadna z realizacji nie była robiona jedna po drugiej jeszcze( chyba,że coś przeoczyłem) a co dopiero równolegle ;) Na premierę mnie zaproś; i tu i tam ;)
j.
2012-01-26 20:32:23
UŚ dziękuje za przyjęcie zaproszenia i za odwiedziny. A ja - za życzliwość. Piłsudski pozdrawia. Odnośnie do czytelni, niedługo zaproszę Cię do nas, zobacz: http://www.ciniba.us.edu.pl/ Zmieciemy wszystkie inne biblioteki:).
Středoevropan
2012-02-01 12:19:34
To chyba dobrze, że Pana dramaty są wystawiane, nawet równolegle. "Oszczędności" w bibliotece nawet nie skomentuję, bo mi słownictwo gwałtownie ubożeje. A ideę prywatnej biblioteki udostępnianej innym lepiej starannie rozważyć, bo "przyjdzie" ACTA i ukarze za "piractwo".... Pozdrawiam z nieodłegłej Północy
damianni
2012-02-16 11:57:29
Polecam Arturze czytelnie w bibliotece ATH na Błoniach, mają tam wiele ciekawych czasopism literackich, pozdr :))
Komentarzy (11)

Bo konie były suche

  

Dziś o 15.00 spotkanie ze studentami na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. A zaraz potem do Warszawy, do pokoju naprzeciw stadionu narodowego. Tymczasem dzień i noc siedzę nad polsko-niemieckimi historiami z 1939.

Ciekawe zresztą, że Bydgoszcz i Bielsko-Biała miały dość podobną sytuację. To były dwa miasta z największą liczbą mniejszości niemieckiej w Rzeczpospolitej. I w obu przypadkach ta mniejszość niemiecka czuła się bardziej u siebie niż w dużej mierze napływowi Polacy. A prohitlerowskie organizacje z obu miast współpracowały ze sobą i wymieniały korespondencję. Więc dlaczego w Bydgoszczy doszło do krwawych wydarzeń przed wkroczeniem armii niemieckiej, a w Bielsku nie? I u nas były sytuacje, że z okien padały strzały w kierunku wycofującego się polskiego wojska, np. w rejonie obecnej ul. Michałowicza. Ale to były incydenty, które nie wywołały masakry, jak w Bydgoszczy. Na czym polega różnica? Czy na czymś polega? Czy to zbieg przypadków?

Dość zaskakujący obraz wyłania się z relacji z bydgoskiej krwawej niedzieli zebranych przez historyków IPN.

Miasto jest pogrążone w anarchii. Wojskowe dowództwo stara się sprawować jaką taką kontrolę, ale jest to trudne w sytuacji, gdy kolejne oddziały są w rozsypce bez oddania choćby jednego strzału i nie wiadomo, kto gdzie jest, kto w jaką stronę się przesuwa. Dowództwo nakazuje wszystkim oddziałom zgrupowanie pod Bydgoszczą. Każdy dociera jak może, rekwirowane są pociągi, samochody, wozy. Sporo żołnierzy maszeruje pieszo wiele godzin, mimo kolejnej nieprzespanej nocy. Kiedy kolejne szeregi ciągną na wyznaczone miejsce zgrupowania, rozkaz zostaje odwołany, zmiana planów. Do jednych odwołanie rozkazu dociera, do innych nie. Ci, którzy pół nocy maszerowali, teraz muszą wracać. Kuchnie polowe gubią swoje oddziały. Tzw. morale spada na łeb na szyję, a większość tych żołnierzy nie zdążyła jeszcze nawet zobaczyć tych Niemców. Po prostu maszerują i jeżdżą tam i z powrotem z pełnym wyposażeniem, aż do wyczerpania.

Kolejne relacje żołnierzy mówią o strzelaninie, jaka wybuchła w Bydgoszczy. - Dywersanci do nas strzelali - opowiadają. IPN twierdzi, że doszło do wzajemnego ostrzelania się polskich oddziałów.

W tym czasie kolejarze i harcerze chodzą po mieście i wyszukują dywersantów. Ludzie np. donoszą, że ktoś strzelał z maszynowca z okna przy Szubińskiej 13. Wpada tam oddział straży obywatelskiej i wywlekają na ulicę kobietę, że to ona strzelała z maszynowca, którego nie znaleziono. Musiała go schować.

Przed restauracją gromadzi się tłum, który krzyczy, że właściciel Niemiec sprzedawał zatrute piwo z beczki. Wycofujący się żołnierze pili to piwo i się potruli. Aktywiści szukają właściciela truciciela, ale nie ma go. Uciekł.

Dwie relacje są bardzo podobne. W pierwszej świadek opowiada, że zobaczył mężczyznę ubranego w mundur polskiego oficera, który patrzył przez lornetkę. Wydało mu się podejrzane, że oficer ów miał na nogach owijacze. - A przecież, do licha - mówi świadek - Nasze wojsko już od dawna nie nosi owijaczy. I dlaczego on patrzy przez lornetkę? Podkradłem się do niego, na wszelki wypadek wziąłem ze sobą gruby pal.

Następnie świadek słyszy, jak ów oficer mówi coś. Świadek jest pewny, że to była mowa niemiecka. - Wtedy podniosłem drąg i z całej siły zdzieliłem go w głowę. Runął, jak rażony piorunem. Co ciekawe, zdający tę relację nie ma żadnych wątpliwości żadnych wahań, nic.

Druga historia. Inny zupełnie świadek opowiada, że zobaczył mężczyznę ubranego w mundur polskiego oficera, ale w owijaczach! I że patrzył przez lornetkę. - Śledził ruch naszych wojsk - stwierdza świadek. - Zaroślami podszedłem bliżej niego. - relacjonuje. - Udał się do budynku portowego, ja za nim. Usłyszałem jego głos, byłem pewien że mówi coś po niemiecku. Znalazłem duży drąg i uderzyłem go tym drągiem, pozbawiając życia. A sam przejąłem radiostację i zacząłem w niemieckim języku kierować niemieckim ogniem artyleryjskim.

Albo taka: harcerze zatrzymali na drodze mężczyznę na rowerze ubranego w mundur polskiego oficera. Ten przekonuje ich, że naprawdę jest polskim oficerem. Nie wierzą mu. Coś wzbudziło ich podejrzenia. Pokazuje im legitymację. Nie wierzą. Mówią, że dywersant, że to polski Niemiec przebrany w polski mundur. Pokazuje im zaświadczenie. Nie wierzą. Uwięzili go, mało nie doszło do linczu. Miał szczęście, że ktoś potwierdził, że to rzeczywiście oficer, który wysłany z dowództwa jedzie z pilnym meldunkiem do szpitala.

Albo złapali faceta w cywilu z biało-czerwoną opaską na ramieniu i z bronią i mówią, że strzelał spod mostu on nic nie odpowiada milczy. Głuchy, albo po polsku nie rozumie. Pod sąd polowy.

Albo krzyczą, że był ogień maszynowy z wieży kościoła ewangelickiego. Wpadli tam ludzie i wyciągnęli pastora z żoną i dwiema córkami twierdząc, że to oni obsługiwali karabin maszynowy. Sąd polowy. Rozstrzelani.

Wruszająco wypada w tym kontekście relacja kapitana saperów, Stanisława Wadlewskiego - Na rogu Gdańskiej i Dworcowej spostrzegłem przystojną pokojówkę Marysię. Podnieconym głosem mówiła, wskazując ręką górne piętro Pe-De-Te że stamtąd strzelali dywersanci. Powiedziałem jej - Marysiu, idź do swojej pracy nie wtrącaj się do spraw, które należą do wojska. Zdziwiona odeszła.

Zaraz potem pan kapitan spotyka na środku ulicy zabitego mężczyznę z wyglądu robotnika rolnego który już zaczynał pęcznieć. Właściciel pobliskiego sklepu powiedział, że to dywersant i że zabili go przechodnie.

Albo: Uciekają łódką na drugi brzeg. Z wikliny wynurzył się do połowy ciała jakiś nagi człowiek z lornetką zawieszoną na piersiach. Wyglądał podejrzanie.

- Panowie - zawołał po polsku - weźcie mnie do łódki.

Bez wahania wycelowano do niego, trzymając na muszce, póki łódź nie odpłynęła.

Albo taka relacja: Dwóch jeźdźców, plutonowy i kapral podjechało do nas konno. Pytam - Jesteście z 8 psk? Tak. Kto został w koszarach? Nie wiemy, bo też przepłynęliśmy Wisłę. Na koniach? Tak. Od razu zorientowałem się, że to kłamstwo. Konie mieli suche. Twarze mieli niespokojne i w oczach złe błyski. Stojący za mną Resler odbezpieczył karabinek. Na odgłos trzasku kapral szybkim ruchem wyciągnął z kieszeni bryczesów pistolet. Strzeliłem do niego z visa, mierząc pod pachę. Rzekomy plutonowy również runął na ziemię.

Wystarczyło, że konie mieli suche.

Niestety dość łatwo na podstawie tych IPNowskich historii byłoby nakreślić obraz polskich żołnierzy i cywili strzelających do siebie nawzajem i oskarżających o to mieszkających tam Niemców, którzy z pewnością nie byli aniołami, ale podejrzewam, że większość z nich starała się siedzieć cicho jak myszy pod miotłą i czekać.

2012-01-18 | Dodaj komentarz
MARS
2012-01-19 21:33:58
Albo że w oczach mieli złe błyski, ale to chyba też zależy kto patrzy.
observer
2012-01-25 15:47:32
Skąd Pan wie (żródło), że strzelano w rejonie ul. Michałowicza do wycofującego się Wojska Polskiego?
arturpalyga
2012-01-25 20:44:54
Niestety nie podam Panu źródła pisanego. Mówiła mi to od pani z Rodzin Katyńskich, która była wtedy dzieckiem.
arturpalyga
2012-01-25 20:55:31
Ale znalazłem teraz coś takiego: W niektórych miejscach (w Katowicach, Bielsku i pod Pszczyną) wystąpiła niemiecka dywersja, która utrudniała rozkazodawstwo, opóźniała ruchy oddziałów, a w Bielsku-Białej np. zadała wycofującym się oddziałom straty.///// http://wpk.p.lodz.pl/~bolas/main/bitwy/slask/slask.htm - - - Na podstawie książki "Bitwy polskiego września" A. Zawilskiego.
arturpalyga
2012-01-25 20:58:00
I to: Na kilka miesięcy przed wybuchem wojny jeden z niemieckich kolegów zaprosił mojego ojca na pokaz "prawdziwego" strzelania z "prawdziwej, solidnej, niemieckiej broni". Takiej, z jakiej prawdopodobnie strzelano potem do wycofujących się przez Bielsko wojsk polskich. ----wspomina Jerzy Murański. http://www.bielsko.biala.pl/2624,artykuly
Szerszeń
2012-02-06 19:02:15
Niemcy mieszkający w okresie miedzywojnia w Bielsku mieli prawo strzelać do polskich żołnierzy. Dla nich to był wróg. Wróg, który okupował ich rodzinne miasto. Walczyli o swoją wolność, czekali na swoje wojsko, będące dla nich wyzwolicielami. Kontrowersyjny pogląd? Zapewne. Ale na historię trzeba patrzeć z perspektywy czasu, w którym się działa, a nie z naszej obecnej perspektywy. Ta nasza perspektywa wypacza sens tamtych działań i spłyca problem. My oceniamy bogatsi o wiedzę na temat skutków, której tamci ludzie z jednej i drugiej strony nie posiadali, bo posiadać nie mogli. Obie strony działały, każda ze swojego punktu widzenia, w dobrej wierze i jak najlepiej pojętym interesie swojego narodu, zarówno Niemcy jak i Polacy.
arturpalyga
2012-02-06 22:20:10
W takim razie panie Szerszeniu, jeśli przyjęłoby się Pańskie rozumowanie za słuszne, Polacy powinni byli powystrzelać mieszkających w Bielsku Niemców wcześniej, od razu 1 września. Albo i jeszcze wcześniej, skoro byli wrogami. Czy tak?
arturpalyga
2012-02-06 22:21:24
Sprecyzuję. Mieli prawo ich wystrzelać wcześniej. Tak?
szerszeń
2012-02-07 21:33:28
Mieli prawo to zrobić w momencie wybuchu wojny. Niemcy byli ich wrogami. Patrz krwawa niedziela w Bydgoszczy, czy bliżej czasowo serbskie zbrodnie przeciw Chowatom, Słoweńcom, Albańczykom i innym na Bałkanach. Wojna rządzi sie swoimi prawami opisanymi przez jej teoretyka i praktyka Carla von Clausewitza w dziele "Vom Kriege". Pan sam próbuje pisać o wojnie. Wojna zmienia ludzi. Wyzwala bestię. Bez względu na czas i przestrzeń. Obecny długi pokój jest tylko "zawieszeniem broni pomiędzy dwiema wojnami. Niewiemy jak on długo potrwa i kiedy obudzi się bestia kolejnej wojny. Sytuacja dzisiejszego świata nie napawa optymizmem. Może już stoimy na krawędzi.
arturpalyga
2012-02-07 21:45:50
Niemcy uznali Krwawą Niedzielę w Bydgoszczy za zbrodnię wojenną. Nieuzasadnione morderstwo na cywilach. Mówią: my popełnialiśmy zbrodnie, ale i wy nie jesteście niewinni. Rozumiem, że pan uważa, że jeśli dziś zaatakowaliby nas na przykład, dajmy na to, Białorusini, to powinniśmy od razu pierwszego dnia wyrżnąć wszystkich Białorusinów polskich.
arturpalyga
2012-02-07 22:04:30
Natomiast jeśli chodzi o literę prawa, która istotnie dla Niemców jest ważna, to tak mieszkańcy Bielska jak i mieszkańcy Bydgoszczy, strzelając do polskiego wojska, działali bezprawnie. Po pierwsze, co dla niemieckich prawników, okazuje się niebagatelne, nie było wypowiedzenia wojny ze strony Niemiec. Po drugie mniejszościowe organizacje niemieckie prawnymi aktami zobowiązywały się do lojalności wobec państwa, którego byli obywatelami. Nie było tu żadnej kontrowersji. I nie było organizacji byłaby w stanie wojny z panstwem polskim, jak polskie państwo podziemne w czasie okupacji było w stanie wojny z Rzeszą. Strzelanie do wycofujących się żołnierzy było bezprawne i w warunkach wojennych sprawcy zasługiwali na sąd polowy i rozstrzelanie. Gdyby byli w prawie, należałoby ich wziąć do niewoli.
Komentarzy (2)

Minus pięćdziesiąt cztery

  

A w Wierchojańsku, proszę państwa, termometr pokazuje w tej
chwili pięćdziesiąt cztery stopnie mrozu. Jest piękna, bezchmurna noc. W dzień zapowiadają ocieplenie do minus czterdziestu.

Mam od niedawna taki wskaźnik pogody na laptopie, który można ustawić na dowolne miejsce na świecie.

Wierchojańsk leży za kołem biegunowym, w dolinie rzeki Jany, po prawej stronie. Miejscowość ta uważana jest za biegun zimny, gdyż mrozy dochodzą tutaj do 70° C. Tak szumnie zwane „miasto", to kupka w nieładzie rozrzuconych jurt; ulic tutaj nie ma, a tylko od jurty do jurty wiodą ścieżki. Dla patrzącego na miasto z góry, wygląda ono jak kupka kretowisk na olbrzymiej przestrzeni; dla patrzącego zaś ze środka miasta na okalające je góry - dolina wygląda jak podwórze więzienne - pisał Wacław Koral, drukarz, jeden z mieszkańców Wierchojańska. Opisuje, że korzystał stale z biblioteki, która w tej mroźnej mieścince była wyjątkowo interesująca. Sporo książek i pism polskich i rosyjskich, a życie intelektualne kwitło, jak mało gdzie, pomiędzy robieniem sobie obuwia i ubrań, polowaniem, przygotowywaniem narzędzi, haczyków do łowienia, oprawianiem zwierząt, robieniem posiłków. Podczas sprawiania jesiotra można było pogawędzić o literaturze, filozofii, polityce. Dyskutantów nie brakowało, a większość z wykształceniem uniwersyteckim. Stale, jak pisze Koral, odbywały się tu „wieczornice z referatami na różne tematy społeczne, na których zajadle dyskutowano, gdyż byli tu przedstawiciele różnych kierunków politycznych i zwolennicy różnych
teorii socjalistycznych".

Pisarz, Wacław Sieroszewski, prowadzi w Wierchojańsku warsztat kowalsko-ślusarski. Ożenił się tu z dwudziestoletnią Jakutką, Ariną, którą nazywał Annuszką. Tu rodzi się jego córka, Marysia Sieroszewska. Pisze powieści z życia Jakutów - jedyne takie powieści w literaturze polskiej. Gdy po raz drugi złapany zostaje schwytany podczas próby wielkiej ucieczki, skazują go na pięć uderzeń knutem. Wyroku nie można wykonać, ponieważ w Wierchojańsku nie ma kata. Z tego powodu kara zamieniona zostaje na wieczne osiedlenie w miejscu oddalonym co najmniej 100 wiorst od rzeki, drogi lub miasta.

Trafiali ci nieliczni inteligenci nasi uniwersyteccy na kilkudziesięciostopniowy mróz, do jurty, do kowalstwa i połowów jesiotra.

W drugiej połowie XIX wieku w całym Królestwie Polskim jest tylko dziesięć mocno przepełnionych i zrusyfikowanych gimnazjów! I jeden uniwersytet. To jest katastrofa! Przepaść rośnie między garstką wykształconych a bliską analfabetyzmu większością. Przepaść do dziś chyba nie zasypana. Przepaść, jak stąd do Wierchojańska, gdzie w 1892 roku odnotowano rekord zimna - prawie że minus siedemdziesiąt stopni. A
Sieroszewski pisał. Czytelników miał na miejscu.

„Mając pośród siebie ludzi z uniwersyteckim wykształceniem z chęcią udzielających wskazówek i wyjaśnień, korzystaliśmy z nich chętnie. Ja wertowałem przeważnie ekonomię polityczną i socjologię, a oprócz tego dużo czytałem ze wszystkich dziedzin
życia" - pisze drukarz Koral.

Ciekawe, czy uchowała się tam jeszcze ta biblioteka. Bo książka Sieroszewskiego „Dwanaście lat w kraju Jakutów" ponoć w co drugim domu.

2012-01-12 | Dodaj komentarz
grzegorzolma
2012-01-15 15:12:11
Zachęcony tym wpisem wybrałem się do Wierchojańska. Właśnie stamtąd wracam. Wyprawa była wirtualna, bo przy wykorzystaniu aplikacji iPhone'a. Rzuciłem satelitarnym okiem na tę mieścinę i pobliską wioskę Boronuk. Niesamowite wrażenie robi poskręcana jak jelita rzeka Jana. Zdjęcia z World Atlas są zielone, pochodzą pewnie z lata lub wiosny. Teraz to pewnie tylko wielka biała plama.
arturpalyga
2012-01-16 01:41:54
Teraz jest tam ciemno. A dwugodzinny dzień to raczej szarówka, więc zdjęcia wyszłyby pewnie kiepsko. Natomiast podobno teraz łatwiej tam dojechać niż latem, kiedy jest błoto. Jana jest zamarznięta i jeżdżą po niej ciężarówki. Tak wyczytałem :)

Prawie cały tydzień na warszawskiej Pradze. Pokoik w Teatrze Powszechnym z widokiem na świecący w nocy nowiutki stadion narodowy. Prawie bez wychodzenia z teatru. W kapciach na próby, które są dziesięć metrów od pokoju. Jest cudownie. Uwielbiam mieszkać w teatrze. W końcu się kiedyś odważę zejść w kapciach na przedstawienie. Jako domownik. Na razie jeszcze, schodząc na spektakl w "Powszechnym", wkładam buty. W Bydgoszczy, w Polskim już niekoniecznie...

Próbujemy „Nieskończoną historię", której pierwsze czytanie, podobnie jak „Żyda", odbyło się tu, w Bielsku-Białej, na Teatrze Tekstu. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że reżyser zainteresował się już gotowym, skończonym i opublikowanym grzecznie w „Dialogu" tekstem. Reżyser nazywa się Piotr Cieplak.

Zmian jest sporo. Skrótów, poprawek, dopisywań. Dlatego jeżdżę na próby i nazwane to zostało adaptacją. Robię więc adaptację własnej sztuki i istotnie, już dość mocno różni się od oryginału. Od początku pracuje z nami kompozytor, Janek Duszyński. Bo aktorzy będą i chórem, i orkiestrą.

Jest pięknie, jest naprawdę pięknie.

Siedzę w sali prób i patrzę przez okno na most przez Wisłę i przejeżdżające pociągi, i słucham umuzycznionego przez Janka czytania tekstu, który powstał kilka lat temu, kiedy mieszkaliśmy jeszcze przy Lipnickiej, w starej kamienicy, gdzie obok mieliśmy Mcdonaldsa i klowna Ronalda patrzącego przez ulicę na modlącego się Chrystusa z Kościoła Opatrzności Bożej. I noclegownię, gdzie ustawiały się codziennie kolejki bezdomnych. I cmentarz przy Cmentarnej, na który przechodziły z Kościoła ulicą Żywiecką procesje pogrzebowe. I tą samą ulicą nocami przejeżdżały ciężarówki z żywymi świniami, po których długo w powietrzu unosił się potworny smród. I szpital onkologiczny za przystankiem. I zagajnik nad Niwką, nad którą przeczytałem masę ważnych rzeczy. I ścieżynka, o której, kiedyś mi jeden stulatek powiedział, że to jest ścieżka Marii Teresy, ale on nie wie, dlaczego. I ten stulatek mi powiedział, że strasznie krótko żył. I trasa, którą chodziłem z Jasiem do przedszkola, między szklarniami i cmentarzem, gdzie Kuba miał wypadek i długo na ulicy były plamy z jego krwi. I zakład pogrzebowy „Żurek", gdzie kiedyś ktoś wykłócał się, że na szarfie było napisane „Jeży" zamiast „Jerzy", a dziewczyna spokojnie odpowiedziała „Człowiek jest omylny". I szklarz. I wypożyczalnia, którą zlikwidowali tuż przed naszą wyprowadzką i można było kupować filmy za bezcen. I piekarnia, z której w nocy i nad ranem - zapachy. I wszyscy pijacy wracający z lumpki pukali po bułki. A ci otwierali cierpliwie i dawali gorącutkie, pachnące, z pieca prosto. I staruszka obrabowana z torebki w przejściu podziemnym, siedząca bezradnie na stacji benzynowej, bo w torebce miała klucze od domu i czekamy na policję, i nikt nie wie, co zrobić, jak ją uspokoić. I człowiek na ciężkim, nieporęcznym wózku, którego pchałem kiedyś ulicą do domu i okazało się, że nie ma domu i kazał się zawieźć na dziesiąte piętro pod zsyp. I mnóstwo. I to wszystko jest gdzieś zamknięte dla mnie w „Nieskończonej historii".

CHÓR

Suka Dąbkowej, Aza jej na imię

brzuchem szoruje po krawędziach gładkich,

kamiennych schodów. Tylko szur, szur ciche

i wiatr się wdziera na kamienic klatki.

Mała Dąbkowa nogi ma olbrzymie,

spuchnięte w kostkach. Głowa chustą w kwiatki

szczelnie zakryta. Musi iść powoli

bo każdy krok ją przeokropnie boli.

Szuka oparcia wolno prawa stopa,

a kiedy znajdzie, obok staje lewa

niczym Uranos naprzeciw Cyklopa.

Płaszczyk z kołnierzem (bo mroźnie zawiewa),

pamięta czasy jeszcze sprzed potopu.

Śpi kamienica. Gdzieś za drzwiami śpiewa

Violetta Villas. Dąbkowa na krótko

przystaje, słucha i puka cichutko.

Tu przyjaciółka mieszka - Dworniczkowa.

Módlmy się! - radio gra w łazience,

a drugie w kuchni. Z obu płyną słowa:

"Pokłońmy mu się za tę noc w podzięce!

Niech się raz jeszcze mrok przed światłem schowa!"

Dąbkowa puka i nie czeka więcej.

Pusta ulica. I cicho jest wszędzie.

I mgła. Bóg wie, co tu teraz będzie.

Premiera - 10 marca 2012 r. Teatr Powszechny w Warszawie

Reżyseria
Piotr Cieplak

Scenografia
Andrzej Witkowski

Muzyka
Jan Duszyński

Obsada

Eliza Borowska

Aleksandra Bożek

Elżbieta Kępińska

Maria Robaszkiewicz

Olga Sawicka

Karina Seweryn

Katarzyna Maria Zielińska

Mariusz Benoit
Cezary Kosiński
Andrzej Mastalerz

Michał Napiątek
Krzysztof Szczerbiński

---------------------------------------

To moje mistrzostwa Europy.

2012-01-09 | Dodaj komentarz
observer
2012-01-10 13:49:54
To..., bardzo ładne!
středoevropan
2012-01-10 17:04:57
Przyjemny w swej melancholijności sentymentalizm.

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Jan Picheta]
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie....
[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1443164
Newsów: 695
Komentarzy: 2118
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała