arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - październik 2012

Komentarzy (4)

Jake Sanders i ZSMP

  

Powiem szczerze, po dwóch trudnych premierach międzynarodowych, polsko-niemieckiej 13.10 i polsko-ukraińskiej 15.10, po dwóch debatach po spektaklach, po bydgoskim festiwalu prapremier, po pierwszych zajęciach szkoły pisania, i po zajęciach z gimnazjalistami, i po zajęciach z licealistami i po spotkaniach z grupą od "Pamiętnika gapia" i po przejechaniu Polski wzdłuż (do Bydgoszczy) i wszerz (do Lublina) wraz z żoną i kilkutygodniowym dzieckiem - padłem. Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, a może i pierwszy raz w ogóle czułem się jak zużyta bateryjka. Gdyby nie remont domu, szkoła starszego syna i kolejne terminy i prace, najchętniej wsiadłbym z całą rodziną na barkę i popłynął bydgoskim kanałem do tego Amsterdamu - tak sobie myślałem jeszcze parę dni po. Ale już przeszło. Nowe boje, nowe spory, nowe semafory i Tuptusiu walcz!

A za chwilę niemiecka premiera "Truskawkowej niedzieli" po drodze do Amsterdamu, bo tuż przed granicą holenderską, opodal Bremy, w nadmorskim Wilhelmshaven. Z drugiej strony - ukraińska w Charkowie. Rozpięło mnie na osi. Trzeba dla odprężenia zejść w głąb. Do zielonego terminarzyka z roku 1989. Nie jest to nic sensacyjnego, bulwersującego, prowokującego do jakiejś wielkiej liczby odsłon, więc mniemam, że Ewa nie zrobi z tego przeklejki do "Wyborczej", która pomnoży liczbę moich wrogów.

9 stycznia 1989 roku były imieniny Marcjanny i Juliana, poniedziałek. Wpis w terminarzyku brzmi:

Klasówa z historii - ujdzie. Socjalizm. Lało mi się wodę wyjątkowo dobrze.

Nie mam pojęcia, nie pamiętam o czym się lało wodę na temat socjalizmu w styczniu 1989 w ostatnich miesiącach PRL. Pamiętam, że było to potwornie nudne. Nie było to śmieszne, nie myślało się też o tym, że to kłamstwo czy coś w tym stylu. Po prostu było to nudne, drętwe śmiertelnie, beznadziejnie nic nikogo nie obchodzące.

Stefan Kisielewski przepięknie pisze o tym w swoich "Dziennikach". Gierkowskie plenum, siedzą dziady drętwe, sztywne i sposób w jaki mówią i to, co mówią to drętwa, zabijająca, lodowata, przeraźliwa w całej swej rozciągłości nuda, totalny brak życia - oto zwycięska rewolucja w swoim pełnym rozkwicie - komentuje Kisiel.

I tak się czytało ten materiał w podręczniku o historii ruchu robotniczego i socjalizmie. Straszny, ale to straszny kawał nudy. Nie znałem nikogo, kogo by to ciekawiło, choćby na przekór, choćby jako pretekst do sprzeciwu, w żaden, ale to żaden sposób. Nauczycielka nasza chyba nawet nie zrobiła nam na ten temat lekcji, tylko kazała wykuć z podręcznika te wszystkie odłamy socjaldemokracji itd. Ale nie wiem, może zrobiła, a mnie na niej nie było. Pamiętam, że zamiast opowiedzieć w jakiś pasjonujący sposób, co było możliwe!, o bandach ideowców, którzy, zdawało się, nie mieli najmniejszych szans na powodzenie, o całej wielkiej chlubnej historii polskich socjalistów z PPS, o legionach socjalistów polskich z genialnym Piłsudskim na czele, musieliśmy wkuwać coś o jakichś odłamach i frakcjach i kto się jak podzielił. Ciekawe, czy oni zdawali sobie sprawę jak są niesamowicie nudni. Pamiętam naszego starego peowca zbowidowca, który grzmiał, żebyśmy się zapisywali do ZSMP. - I nie bać się księdza! - pohukiwał. Ale nie umiał, choć się po swojemu starał, powiedzieć ani zrobić nic, co by spowodowało, że to ZSMP przestałoby na odległość śmierdzieć nudą i drętwotą. Jakoś wtedy zresztą ten nasz peowiec umarł i całą szkołę zapędzono do kościoła św. Mikołaja na jego pogrzeb, co było jakąś przedziwną manifestacją nie wiem do końca czego. Ten przymusowy dla nas, jeśli chodzi o uczestnictwo, kościelny pogrzeb faceta, który najbardziej chyba z całej szkoły kojarzył mi się wtedy z partyjnym, antyklerykalnym betonem, wydaje mi się dziś jakiś symboliczny.

Po jego śmierci naborem do ZSMP (przypomnę - Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, jak się za chwilę okaże - kuźnia kadr III RP) zajął się młody nauczyciel historii, fajny i lubiany szczególnie przez dziewczyny. On też raczej nie ukrywał, że robi to, bo musi, bo mu taką rolę przydzielono. I chyba nawet nie zachęcał, tylko informował, że jest możliwość. Nazywaliśmy go Sanders z powodu jego podobieństwa do Dżejka Sandersa, bohatera ówczesnego hitu serialowego, który leciał w niedziele po Dzienniku i nazywał się "Powrót do Edenu". Podobizny Sandersa, cioteczki Jilly, Grega Marsdena oraz głównej bohaterki - Tary Wells można było zakupić w kioskach i sklepikach w postaci breloczków do kluczy. Jake Sanders z breloczka, przystojny, atrakcyjny, amerykański intrygant był ostatnim opiekunem koła ZSMP w naszym czwartym liceum.

---

Na deser - czołówka z "Powrotu do Edenu".

http://www.youtube.com/watch?v=vMXpI5i-cYw

2012-10-27 | Dodaj komentarz
karoltomecki
2012-10-29 14:03:57
super! już chciałem przekleić na fb, ale wtedy rzeczywiście pojawiłoby się trochę wrogów. Zatytułowałbym - "o czasach, gdy PO - znaczyło Przysposobienie Obronne". Przyznam się, że w pierwszym momencie skrótu "peowiec-zbowidowiec" nie zrozumiałem :) Był jednak poczciwy :)
siostra:)
2012-11-02 21:35:39
pamiętam Sandersa.....i te lekcje historii,nudne raczej niż porywające...a ..o ironio byliśmy klasą humanistyczną....
ania z czwórki
2013-04-21 11:48:06
Mało kto wie o tym, że pomysł przeniesienia czwórki do obecnego budynku na ul. Słowackiego to był pomysł Sandersa i niewiele brakowała aby stracił przez to pracę. Było kiedyś spotkanie w Cieszynie ,na Uniwersytecie spotkanie lokalnych władz z nowym ministrem edukacji (już był nowy z Solidarności). Ktoś ze związków zawodowych (chyba Bożena R.) zaprosił Sandersa, że jest miejsce w przydzielonym autobusie. Tam, podczas pytań i uwag do ministra zgłosił sie Sanders i przedstawił problemy ciasnoty szkoły w siedzibie przy Mickiewicza, proponując jednocześnie: "komitet PZPR przy Słowackiego kurczy się a budynek jest duży, zamieńmy się budynkami..." etc. Minister zaciekawiony poprosił o szczegółowe spisanie sprawy i spotkał sie krótko z Sandersem po imprezie, zabrał zapiski i machina ruszyła. Podczas tego spotkania na sali siedziały w pierwszych rzędach całe władze polityczne i szkolne, również nasz dyrektor WJ od którego o tym wiem. Wszyscy byli raczej wystraszeni tym wystąpieniem i pomysłem. Potem było dużo nacisków aby pozwolić PZPR pozabierać dowolne rzeczy z budynku, pikiety uczniowskie przyspieszyły wykonanie decyzji zapadłej w Warszawie ale i tak dawni użytkownicy dość mocno całość zdewastowali, zrywając nawet boazerie. Sanders chciał przejęcia budynku bez zniszczeń i ze sprzętem, żeby partia zabrała tylko swoje papiery i wpuściła tam czwórkę ale był duży opór, również dość wystraszonej tym wszystkim rady pedagogicznej. To było przedmiotem długich przetargów, czas leciał a z budynku znikało wszystko co miało jakąkolwiek wartość.
arturpalyga
2013-04-21 11:59:12
Cenny wpis. Może ktoś, kto będzie pisał historię Czwórki na pięćdzięsiolecie Czwórki, z tego skorzysta. :)

No i wybuchła dyskusja o miejskości i wiejskości Bielska-Białej. I może dobrze, tym bardziej, że jak na internetowe fora, spory procent głosów rzeczowych i ciekawych. Tylko Podbeskidzianie skorzystali z okazji, żeby mi przyładować, bo nienawidzą mnie z całej swojej mocy, od kiedy napisałem, że Ślązacy mają prawo żyć w tym mieście. No trudno. Na szczęście nie jestem politykiem i nie muszę mówić rzeczy popularnych ani chuchać, dmuchać na ewentualny elektorat. Po to m.in. mamy pisarzy, żeby mówili nam rzeczy, których nie chcemy usłyszeć, a i ja skromnie drepcząc, podążam tym tropem. Nikt, kto widział „Testament Teodora Sixta", „Tak wiele przeszliśmy..." czy ostatnio „Nieskończoną historię" nie powie, że w nosie mam to miasto. Związek mój z Bielskiem-Białą (podkreślam, z miastem, nie z góralskim Podbeskidziem) jest intymny, obfitujący i nieskończony. Właściwie wszystko, co piszę, z tego miasta wyrasta. Przy czym nie tyle mam na myśli architekturę, na której wdzięki mniej jestem wrażliwy, co ludzi, sytuacje, historie, przeżycia.

I nie architekturę mam na myśli, kiedy piszę o ośrodku bardziej wiejskim. Podkreślam też, że nie ma w przymiotniku -wiejski- pogardy z mojej strony i nie lubię tego, że -wieśniak- jest w Polsce obelgą. Nawiązując do góralskości nawiązujemy wszak do wiejskości. Nikt nie powie, że góralszczyzna to kultura miejska, co nikomu nie przeszkadza mieć do górali szacunek. Natomiast osobiście wolę mieszkać w mieście.

Kultura wiejska, o czym też już tu pisałem, ale co w kontekście ostatniej dyskusji chcę przypomnieć, charakteryzuje się między innymi tym, że jedną z najważniejszych rzeczy określających człowieka jest jego pochodzenie. Z jakiej rodziny. Z których Gąsieniców. Gdzie rodzony. W kulturze miejskiej te informacje nie mają ŻADNEGO znaczenia. Możesz bracie być nie wiadomo skąd, jak Sixt, a możesz być siódmym pokoleniem, które nosa stąd nie wyściubiło, z punktu widzenia miasta nie ma między wami różnicy.

W kulturze wiejskiej najważniejsza jest rodzina i robota, a porządny człowiek spędza czas w domu z bliskimi. Fundamentem kultury miejskiej jest życie publiczne, pozadomowe, ponadrodzinne, forum, dyskusja, agora, miejsce wspólne.

W kulturze wiejskiej ogromnie ważna jest tradycja, w kulturze miejskiej bez porównania ważniejsza jest wymiana myśli tu i teraz.

W kulturze wiejskiej ważne jest trwanie i żeby nie było gorzej. Kultura miejska jest ekspansywna i w ciągłym ruchu.

Jak jest w Bielsku-Białej i dlaczego jest jak jest? Zacytuję klasyka: warto rozmawiać. Rzecz nie jest oczywista. A jest to, być może, jedna z podstawowych spraw dla myślenia o przyszłości tego miejsca.

Tymczasem wrogów i przyjaciół pozdrawiam z teatralnej Bydgoszczy, z Festiwalu Prapremier! Ostatnich niezdecydowanych zachęcam do zgłaszania się do bydgoskiej Szkoły Pisania. Zaczynamy 12 października w Teatrze Polskim przy ul. Mickiewicza w Bydgoszczy. Zapraszam!

2012-10-05 | Dodaj komentarz
Dziamgot
2012-10-05 07:17:44
Panie Arturze, skoro nieodpowiada Panu wiejskość naszego miasta, bardzo proszę zmienić adres internetowy na blog.bydgoszcz.pl i nie pojawiać się więcej w naszym...przepraszam naszej pięknej wsi !!!
arturpalyga
2012-10-05 11:13:08
Dziękuję, ja przeciwnie, zapraszam do pozostawiania tu kolejnych cennych wpisów. Będę kolekcjonował te przejawy otwartości na drugiego człowieka. Pozdrawiam!
Maciej
2012-10-05 11:41:20
Bielską zatęchłą atmosfer(k)ę trzeba przewietrzyć. Nakłuć balonik. Co do dychotomii: miejskość - wiejskość, pełna zgoda. Sam się łapię na ocenianiu innych pod kątem, od którego pokolenia mają przodków bielszczan. Zatem: wiejskość. Krytyka jest nam potrzebna.
babcia W.
2012-10-05 13:45:50
Ostatnio się dowiedziałam, że mój pradziadek był kołodziejem :)
arturpalyga
2012-10-06 03:14:20
>>babcia A wołali go Piast?
bogdanbo
2012-10-07 13:22:36
Charakterystyka kultur miejskiej i wiejskiej nad wyraz trafna. Ja jednak nie skreślę, nie wartościuję czy bardziej to ośrodek wiejski czy miejski. Bo takie Bielsko-Biała jakie jest akceptuję.Nie znaczy to, że nie dostrzegam ułomności, elementów które rażą. Pana razi natomiast wiejskość, małomiasteczkowość Bielska-Białej. Pisze Pan, cyt: " ...że jedną z najważniejszych rzeczy określających człowieka jest jego pochodzenie.... ... Gdzie rodzony. W kulturze miejskiej te informacje nie mają ŻADNEGO znaczenia. Możesz bracie być nie wiadomo skąd...". Przybysze tworzą nowe, cyt : "...sytuacje, historie, przeżycia...". Czasem odchodzą jak Pan, pozostawiając nam i miastu pozytywną wartość dodaną. Niekiedy pozostają i tworzą miejskość wg. własnych, przyniesionych wzorców trudno akceptowalnych dla tutejszych, wrosłych od pokoleń "wieśniaków" ( jak ja). Przykładowo - miejskość wg przyniesionych wzorców tworzą Prezydent i jego zastępcy, którzy nie są stąd. Góry są dla nich zjawiskiem obcym i potrzeba sporo czasu aby zaakceptowali, że narciarstwo i saneczkarstwo było od pokoleń ulubionym spokrtem miejscowych. Był też w B-B boks. Nawiązując do góralskości - las, drzewa, dla tutejszych były miejscem pozyskiwania surowca, zarówno do budowy, rzeżby, mebli, opału. Zwolenników Natury 2000 wyganiających narciarzy z gór, przykuwających się do drzewa i obrońców żabek miejscowi traktują co najwyżej z politowaniem. I jeszcze słowo na temat architektury miasta. W przeciwieństwie do Pana jestem wrażliwy na uroki architektury mojego miasta ale w pełni podzielam pogląd, że nie wpływa ona zupełnie na ocenę współczesną: wiejski/miejski ośrodek. Tym bardziej, że jest spuścizną wielonarodowej, wielowyznaniowej miejskości, która przeminęła.
Dziamgot
2012-10-07 18:34:23
Panie Arturze, ocenianie wszystkich i wszystkiego swoją miarą jest niestety w naturze ksenofobów...co prawda do niedawna oceniałem pańskie życie zawodowe inaczej...właśnie zmieniam zdanie przez tak proste zwroty. " Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" - Pozdrawiam
arturpalyga
2012-10-07 22:13:36
>Dziamgot - Cnotą nie jestem, krytyki już się nie boję. Bałem się, kiedy byłem cnotą. Natomiast wypraszanie kogoś z bloga i z miasta to już nie jest krytyka.
ef
2012-10-08 23:54:20
..." jedną z najważniejszych rzeczy określających człowieka jest jego pochodzenie. Z jakiej rodziny. Z których Gąsieniców. Gdzie rodzony.... W kulturze miejskiej te informacje nie mają ŻADNEGO znaczenia"...nie wiem z jakimi ludźmi autor blaga miał styczność w Bielsku ale chyba nie ma pojęcia o tym że 75% ludzi tam mieszkających jest "przyjezdna", a większość ludzi w wieku 30 lat i młodszych jest dziećmi FSM/Fiata (powinien wiedzieć o co chodzi)- sam się do nich zaliczam i jakoś nigdy na spotkałem się z tym ani nie słyszałem od znajomych żeby ktoś w tym mieście wytykał mi albo im pochodzenie albo fakt, że nie jesteśmy Bielszczanami z dziada i pradziada-ale może Pan jest wyjątkiem i przypominali Panu skąd jest ze względu na to co sobą reprezentuje
Dziamgot
2012-10-09 08:40:03
to rzeczywiście Pana blog...i może Pan robic tutaj co zechce. Mam jednak wszak prośbę...proszę się nie obrażać ludzi w mieście, w którym się Pan nawet nie urodził, a tak podobno na nim Panu zależy.
arturpalyga
2012-10-09 11:22:51
Panie Dziamgot, rzecz w tym, że moim zdaniem to Pana wypowiedzi obrażają ludzi w tym mieście. I proszę, niech Pana nie obchodzi gdzie i jak się rodziłem. Nie Pana sprawa.
Dziamgot
2012-10-09 15:20:00
Jakoś dziwnym trafem sam Pan nie zauważa, że obraża innych. Acha rozumiem. Tutaj Pan moze obrażać wszystkich, ale Pana nikt?!! Życzę dobrego samopoczucia w tym swoim wirtualnym świecie. Mam nadzieję, że mimo wszystko to tylko gra pozorów z pańskiej strony.
Jo
2012-11-07 16:03:18
Bardzo dobre polaczenie Bielsko- Biala z Bydgoszcza , Bardzo fajni ludzie! Zarzucajcie sieci na inne miasta , wiecej swobody i dystansu jest zdrowe i rozwojowe! Panie Arturze , lubie TO!
Góralka
2012-11-27 14:22:22
Panie Arturze Ja chciałabym troszkę inny temat poruszyć. Używa Pan stwierdzenia "góralskie Podbeskidzie", zatem proszę o rzetelność dziennikarską. Skoro przytacza Pan nazwiska to niech będą one zbieżne z tematem. Ród Gąsieniców i owo nazwisko jest bezsprzecznie połączone z Podhalem, proszę mi wskazać ród Gąsieniców na Żywiecczyźnie czy w Beskidzie Śląskim? Nie powielajmy stereotypów. Góral Podhalański, Żywiecki, Śląski... my również chcemy zachować naszą odrębność, nie tylko Ślązacy...
arturpalyga
2012-11-27 18:19:56
No właśnie. Odrębność. Zachowywanie odrębności w mieście nie służy miastu. Zachowywanie odrębności to getto, dzielnica chińska albo wieś. Użyłem nazwiska Gąsieniców, bo jest powszechnie rozpoznawalne i tylko dlatego. Nie znam tak rozpoznawalnych nazwisk górali żywieckich czy śląskich, których rody byłyby tak szeroko rozgałęzione. Pewnie znawcy znają. Ja nie jestem znawcą wiejskich kultur, choć bardzo je szanuję.
Góralka
2012-11-27 21:03:22
Odrębność być może nie służy miastu, mnie jednak chodziło o zachowanie rzetelności informacji. Wiem, że to blog i forma jest bardziej felietonowa niż reporterska, dlatego postanowiłam napisać powyższego posta w celach informacyjnych dla laików. Dla mnie jako góralki, jest to bardzo istotna sprawa. Dziękuję za odniesienie się do mojego postu.
arturpalyga
2012-11-27 21:40:12
No dobrze! Ja też dziękuję, bo tak naprawdę cieszy mnie prawie każda opinia tutaj (z wyjątkiem może tych naprawdę wrednych). Ale niech Pani mnie sprostuję, bardzo proszę. Jakie nazwisko zamiast Gąsienicy?
Góralka
2012-11-28 10:45:15
Na Podchalu określeniem przynależności był ród, nazwisko rodowe oraz przydomek.Na Żywiecczyźnie, w Beskidzie Śląskim ważniejszy był przydomek tworzony od imienia, nazwiska, zawodu, lub jakiejś cechy charakteru lub wyglądu:"Krawieckula", "Jancik", "U Kudłatego", "U Sorka", lub od nazwy placu "zarębka" w którym dana osoba mieszkała "Hanka od Suławów (plac Suławów) Marysia Przegibcanka (przysiółek Przegibek). Najpopularniejsze nazwiska to Bułka,Sporek, Zaremba, Maślanka, Zawada, Szczotka. Pozdrawiam
Góralka
2012-11-28 10:46:54
Podhalu* - przepraszam, cóż za faux pas.
Zett
2012-11-29 14:20:42
Pragnąłbym się odnieść do kilku treści zaprezentowanych w samym poście, jak i w komentarzach. Jednak nim to zrobię, pozwolę przedstawić siebie, co umocuje poglądy w jakimś konkretnym położeniu. Urodziłem się w Bielsku, dom mam w Białej, w jednej z dzielnic położonych w bezpośrednim sąsiedztwie gór, gdzie ostały się elementy zaprezentowanej przez Pana wiejskości, ale gdzie bez wątpienia istnieje myślenie miejskie - czy to przez uczestnictwo w kulturze, czy przez udział w życiu towarzyskim, czy przez naturę prowadzonych rozmów, czy przez inne fakty. Od trzech lat studiuję w Warszawie i mam na co dzień do czynienia z miastem w Polsce największym, kosmopolitycznym, "nowocześnie" wielonarodowym - obecnością i wielkich korporacji, i gastarbeiterów. Bielsko-Biała to mój Dom, chociaż tylko część rodziny stąd pochodzi (ale za to z dziada pradziada). Jest to jednak mój Dom tak z natury, bo w tym mieście się urodziłem, jak i z wyboru, zainteresowań, zwyczajnej troski. Przede wszystkim pragnąłbym zapytać, czy wziął Pan pod uwagę możliwy synkretyzm? Paradoksalny, być może, ale zrozumiały w regionie, którego przeszłość, wyraźnie oddziałująca na teraźniejszość - czy za pośrednictwem pozostałości materialnych, czy niematerialnych - była wieloetniczna i wielonarodowa. Tutaj wszystko było paradoksalne. Pozwolę sobie odwołać się do znanej Panu z pewnością "Cieszyńskiej" Nohavicy, idealnie opowiadającej o tym paradoksie. To trudno zrozumiałe dla osób przyjezdnych, nie rozumieją tego w ogóle ludzie z "homogenicznych" części Polski - zawsze, gdy opowiadam, że przed wojną na Boże Ciało podczas procesji śpiewano na zmianę: jedną stację po polsku, następną po niemiecku, i śpiewali wszyscy, tak Polacy jak i Niemcy, w obydwóch językach, to znajomi z jednolitych etnicznie regionów Polski nie są w stanie tego zrozumieć. Paradoksów było więcej - jak pisze prof. Kadłubiec, już od najdawniejszych czasów zwykli, prości ludzie, operowali przynajmniej polskim i niemieckim, często także czeskim, którym porozumiewali się w zależności od pochodzenia drugiej strony kontaktu. Ponadto bliskość granic - czynnik zawsze budujący rozbudowaną tolerancję i akceptowanie rozwiązań pozornie niewyobrażalnych. Co pragnę zaznaczyć swoim wywodem - być może prezentowane przez Pana rozróżnienia, postulowana nomenklatura, nie pasuje do tego regionu? Wszystkim znane jest pojęcie globalizacji - ale niewiele osób ma pojęcie o czymś, co nazywa się "glokalizacją": jest to umacnianie własnej, indywidualnej świadomości w zuniformizowanym świecie, nawrót do klasycznej dla liberalizmu różnorodności; umacnianie poprzez afirmację przeszłości (afirmację w stopniu "życiowym" - to znaczy nie przez dewocję, ksenofobię, etc.), czerpanie z jej bogatego dorobku w celu aktywnego działania na gruncie współczesności. Ponadto żyjemy w epoce pośpiechu, gdzie tempo dezaktualizacji różnych spostrzeżeń jest czasem zatrważające. Znając dobre ten region, znając Dwumiasto, które kocham i na którym bardzo mi zależy, odcinam się od Pańskiego pytania. Nie jest to ośrodek ani bardziej wiejski, ani bardziej miejski. Jest to ośrodek jednocześnie taki i taki. PS: Stosunkowo dużo spostrzeżeń na ten temat, jak i inne, znajduje się u mnie, zapraszam: www.gangztalife.blog.onet.pl
arturpalyga
2012-11-29 22:34:23
A które części Polski, Pana zdaniem, były homogeniczne? Endecki sen, czyli Polska narodowo jednolita spełnił się dopiero w PRL. Cała Polska. Wcześniej w żadnej części Polski tak nie było.
Komentarzy (2)

Munich-Lviv

  

- Z Krakowa przez Monachium do Lwowa? - zapytał poprawną polszczyzną niemiecki strażnik na bramce paszportowej monachijskiego lotniska.
Nie chce mi się tłumaczyć, że muszę wracać w sobotę, a w sobotę akurat nie lata bezpośredni na trasie Lwów-Kraków i zostaje tylko lufthansa z przesiadką w Monachium albo inne, dziwniejsze i znacznie droższe kombinacje. A muszę wracać w sobotę, bo trzeba się przepakować i jechać do Bydgoszczy. Nie chce mi się też wyrażać zdziwienia, że niemiecki strażnik tak ładnie mówi po polsku, choć miałem wrażenie, że on na to zdziwienie moje czeka.
- No taki mi bilet kupili - mówię tylko. Kiwa głową, można iść. Gate G83. Idę, idę, idę, zasuwam ruchomymi chodnikami, a tu dopiero G14. A na lewo wejścia H też z dwucyfrową numeracją.
Ogromny jest port lotniczy w Monachium i kojarzy mi się z najsławniejszymi starożytnymi portami morskimi. Pireus, Efez, Sewilla. Najgłębsze wody, statki z najdalszych stron, tłum portowy z ludźmi z całego znanego świata. Pireus zniszczyli Spartanie, zostawili zgliszcza. Od Efezu i Sewilli morze oddaliło się z powodu nanoszących muł rzek, co w pierwszym przypadku skutkowało totalnym upadkiem miasta, w drugim - gwałtowną degradacją.
Biegnąc, bo czas mija, ruchomymi chodnikami lotniska w Monachium, przypominam sobie kamieniste, równiutkie uliczki Efezu i jego imponujące ruiny. Kwestia czasu. Czas, czas, boarding, boarding. Nie patrzeć, nie rozglądać się. Wypatrywać tylko drogowskazów. G83 schodami w dół. Jest! Zdążyłem. Kiedyś też tu, na tym samym lotnisku, nie zdążyłem.
Zasypiam, czytając "Nanę", kiedy samolot żegluje po chmurach. To niesamowite wrażenie, że tu szaro i pada, a w górze zawsze słońce.
Na lwowskim lotnisku czeka Witalij, ukraiński mój anioł stróż. Festiwal Drama UA. Czytanie nowych sztuk niemieckich, brytyjskich, polskich, skandynawskich. Wszystko to robi grupa młodych ludzi pod wodzą niepozornej takiej, nikt by nie powiedział że to ona tu jest mózgiem i głównodowodzącą, dziewczyneczki o wyglądzie uczennicy gimnazjum, Oksany Dudko. Oksana to drugi łemkowski intelektualista we Lwowie, którego poznałem. Jakiś potencjał, energia w tych Łemkach. Energia tej młodzieży, tych czytań na zrujnowanej małej scenie dziecięcego teatru. Przypomina się piwnica w Białej, w której przed laty mieliśmy punkowe próby. Czytanie na ukraiński przełożonej "Nieskończonej historii". Opowieść wysnuta z bialskiej kamienicy, która rozbiła bank i teraz rozkwita we Lwowie. Widać, że im się wszystkim chce. Że to dla nich ważne. Zadają potem masę pytań, takich zasadniczych, fundamentalnych. Po co jest teatr itp. Mam wrażenie, że strasznie uważnie słuchają, że chłoną, ale może to wrażenie wywołane ogólnym świetnym klimatem całości. Aż się nie chce wierzyć, będąc tu, że ta Ukraina teraz w takiej fatalnej sytuacji.
- Razkoł. Będzie razkoł - mówią. - Rozpadnie się Ukraina. Wschodnią część przygarnie matuszka Rosja.

Co gorsza, nie wiadomo, czy rozpad z dwojga bardzo złego (również dla nas) nie byłby lepszy niż opcja białoruska, gdy Janukowycz wyraźnie podąża drogą Łukaszenki.

Duży wywiad do gazety. Dziennikarka pyta o cenzurę w Polsce! No i teraz weź, tłumacz. Mechanizmy dzisiejszej polskiej cenzury. Jak mam jej szybko wytłumaczyć, że w zasadzie straciłem pracę w BB, ponieważ władzom miasta nie podoba się to, co piszę. Jak jej krótko wytłumaczyć aferę z "Nieskończoną" w Zabrzu i zakusy i ciągotki do nieformalnej cenzury prewencyjnej. Że już nie wspomnę o skazywaniu za satyrę na prezydenta. Jak to opowiedzieć ukraińskiej dziennikarce za rządów Janukowycza?

A jednocześnie wiem, że ona pyta o to dlatego, że właśnie dla niej tu i teraz ta kwestia jest bardzo ważna.

Powtarzam słowa Tino Caspanello:
- Jeżeli w ogóle pojawia się kwestia, co wolno, a czego nie wolno w teatrze, to znaczy że jest problem z demokracją.

Każdy z rozmaitych ruchów cenzuralnych w teatrze pokazuje precyzyjnie, w którym miejscu jest ten problem - dodaję od siebie, myśląc m.in. o zapaści demokracji w moim osobistym mieście.

Dużo już mam tych początków dzienników podróży...
Teraz do Bydgoszczy!

2012-10-01 | Dodaj komentarz
psenk
2012-10-01 12:46:16
wczoraj sztuka "bitwa o nangar khel" na małej scenie w BB sie nie odbyła.powstaje pytanie czy to rzeczywiście choroba aktora, czy choroba demokracji...
Kaśka
2012-10-03 20:10:30
aby w jakimś kraju była demokracja to muszą też być obywatele a u nas co najwyżej naród.

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....
[Stały czytelnik tego bloga]
Proszę napisać książkę z wyprawy do Ameryki. Nic straconego. Chętnie przeczytam. Tak jak z ciekawością...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1440216
Newsów: 695
Komentarzy: 2117
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała