arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - grudzień 2012


Komentarzy (4)

Bóg wieśniacki

  

Serwuje się nam co roku świąteczny skansen. Opowieści o potrawach i obyczajach. Śpiewa się ludowe pieśni w strojach, w których normalnie nikt już dziś nie chodzi. Że to jest ważne. Że to jest tradycja. OK, istnienie skansenów i muzeów jest ważne. Dobrze, że są miejsca, gdzie można zobaczyć, jak wygląda dzieża, gdzie się można zapoznać, jaki kolor sprzączek noszono w jakim regionie itd. Jakoś tak się utarło, że przy okazji Bożego Narodzenia tego skansenu jest najwięcej, a w rezultacie napiera na te święta z jednej strony Szał Zakupów, z drugiej strony Skansen. Aha, no i rodzinność, jako element konieczny, w zasadzie niemalże istota tych świąt. OK, nie ma w tym przecież nic złego, ale.

Ale nie ma takiego ani podobnego święta w żadnej innej religii, w żadnej innej kulturze. Święta, w którym w centrum świata stawia się to, co wieśniackie, nędzne, byle jak sklecone, brudne i z pewnością nieładnie pachnące. Pachnące krwią i bólem rodzącej kobiety i odchodami zwierząt w jakiejś nędznej szopie. Pachnące chłopskimi łachmanami - najniższej grupy społecznej, pastuchów, którzy odeszli od swoich zwierząt, bo im się z nieba anioł zjawił. To nie są śliczne stroje skansenowego zespołu. To są łachy niezmieniane przez całe dorosłe życie. Bezdomni na dworcu trochę tak pachną, jak ci pasterze z szopy.

To odwrócenie obowiązującej hierarchii jest jednym z fundamentów całej naszej kultury. Nie ma tego w Chinach, nie ma tego w Indiach, nie ma tego u Majów, nie ma tego w buddyzmie, nie ma tego w ruchach new age.

25 grudnia to święto Boga niewolników i pastuchów, Boga pariasów, Boga wszystkiego co najlichsze, najbiedniejsze i najbardziej pogardzane, Boga tych, o których, jeśli mówi się przy stole, to z zażenowaniem, Boga, który ostrzega, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż zamożnemu dostać się do Nieba. A z wszystkich wielkich tego świata najbardziej znany pozostanie król Herod, tylko dlatego, że żył akurat w tym czasie, gdy ta odpędzana przez wszystkich, bez dachu nad głową, rodziła w tej szopie, w tej podłej mieścinie na peryferiach wielkiego cesarstwa.

I teraz, jeśli jesteście Państwo w stanie pomyśleć o czymś, co dla was jest najbardziej wieśniackie, pogardy godne, najlichsze, to istnieje prawdopodobieństwo, że to właśnie jest środek, samo epicentrum waszego, naszego Bożego Narodzenia. Tam dziś się rodzi Bóg. I nie my jesteśmy blisko, ale te wieśniaki. O tym opowiadają wszystkie jasełka. Z tego jest nasz tutaj świat.

Wszystkim czytającym mnie życzę więc tej zbawiennej bliskości!

2012-12-25 | Dodaj komentarz
gooral
2012-12-25 19:28:07
czyż Bóg wybierając taką drogę przyjścia na świat nie uświęcił naszej prostoty i nie wskazał jej jako obrazu naszego człowieczeństwa? Pozdrawiam Pana w tym wspaniałym dniu, nie ma to jak spacer po 'Cyganie' : )
damianni
2012-12-26 15:48:46
Święta Bożego Narodzenia są dla mnie świętem przyjścia na świat człowieka, nowego życia, w którym to jest coś niezwykłego, "świętego" duchowego. Natomiast mitologia chrześcijańska w powiązaniu z ludową wyobraźnią stworzyły ciekawe, czasami wzruszające dzieła estetyczne jak kolędy, jasełka, obrzędy, w których to ludzie prości "ubodzy duchem"wyrażali potrzebę bliskości sfery sacrum. Jest to często piękna tradycja estetyczna, której trudno byłoby się wyzbywać, nawet jeśli chrześcijaństwo nie sposób traktować inaczej jak zestaw interesujących, "symbolicznych" mitów.
arturpalyga
2012-12-27 00:01:28
Damian, zdecyduj się, zestaw mitów, czy nie zestaw mitów. Gooral, dziękuję i pozdrawiam uprzejmie również. Warto jednak zauważyć, że tych prostych, jak Pan pisze, ludzi z rutyny -prostego- życia wyrywał, i sam w niej nie pozostał.
gooral
2012-12-27 08:25:46
przy czym pamiętajmy, że i tak ostatecznie 'staniemy przed Nim boso' (jak to pięknie ujął Bartek Kudasik), a nasze 'wieśniactwo' czy też 'wielkopaństwo' będzie bez znaczenia w obliczu tego co uda nam się zgromadzić po stronie naszego 'człowieczeństwa'
Komentarzy (3)

Wigilijne dzieło Fiata

  

Słynna już w kraju wypowiedź blogera A. Listowskiego oraz sposób jej nagłośnienia przez "Gazetę Wyborczą" porównać można do kopania leżącego.

Tym leżącym są tu pracownicy Fiata, a między nimi związkowcy, których w świątecznej atmosferze Merry Christmas i Udanych Zakupów, wylewa się na bruk. Są wśród nich zapewne osoby, które lata przepracowały w tym zakładzie i którym trudno będzie w czasie postępującego powoli kryzysu, znaleźć nową pracę. Bloger i radny Listowski daje im na drogę przedświątecznego kopa, bo dobrze im tak, sami sobie winni. A "Wyborcza" robi tak, że kopniak bardziej bolesny, bo nagłaśnia tę wypowiedź Listowskiego bez żadnego komentarza, bez żadnej wypowiedzi drugiej strony, bez choćby zdania wyjaśnienia. Rozumiem, że i tak wielogłos pojawi się w komentarzach. Rzecz w tym, że ludzie komentują to, co przeczytali, przeważnie, nie wiedząc nic więcej na ten temat i nie podejmując wysiłku, aby się czegoś więcej dowiedzieć. Mamy więc przekaz na poziomie: "źli związkowcy" albo "zły Listowski", zależnie, jaki kto ma akurat dzień i nastrój.

W tej informacji nie ma informacji! Gołe, bez niczego więcej przekopiowanie fragmentu czyjegoś bloga nie jest informacją. Coś tu jest nie halo.

Listowski ma w nosie fakty i posługując się nadarzającym się newsem, używa go, aby wyrazić swoje proste neoliberalne poglądy, które najpiękniej streścić można w haśle: "Chciwość jest dobra". Gdyby poświęcił dwie minuty czasu sprawie zwolnień w Fiacie i zerknął tylko, co na ten temat jest w necie, znalazłby na przykład wielokrotnie cytowaną wypowiedź jednego z bossów tej firmy, że z ekonomicznego punktu widzenia przeniesienie produkcji z Tychów do Włoch jest nieracjonalne. Robotnikom we Włoszech trzeba płacić znacznie więcej. I bardziej trzeba liczyć się z włoskimi związkami zawodowymi niż z polskimi. Fabryka w Tychach, jak czytamy po dwuminutowym researchu w necie, jest najbardziej wydajną i ekonomicznie opłacalną fabryką w Europie. Przeniesienie produkcji, zwolnienie 1500 ludzi w Tychach i nie wiadomo jeszcze ilu ludzi w firmach kooperujących oraz wygaszanie tyskiego zakładu jest sprawą polityczną i związane jest z nastrojami opinii publicznej we Włoszech i z sugestiami i polityką włoskiego rządu.

Taż sama "Wyborcza" tylko kiedy indziej i w innym dziale pisała, że rząd polski nie podjął żadnych działań w tej sprawie, która jest polityczną, międzynarodową rozgrywką. Po cóż szefowie Fiata publicznie podkreślaliby ekonomiczną nieracjonalność wygaszania zakładu w Tychach, jeśli nie po to, aby dać sygnał, że nie robią tego ani chętnie, ani dobrowolnie. Ten sygnał trafił w próżnię.

Polityk w systemie demokratycznym to ktoś, kto reprezentuje jakąś grupę ludzi, działa i przemawia w ich imieniu, jako ich przedstawiciel. Jeśli chodzi o polityków z naszgo regionu, w większości albo nie wiem nic o ich istnieniu, albo nie wiem, kogo reprezentują. Nie mam na przykład pojęcia, kogo, jaką grupę reprezentuje radny Listowski.

Związkowcom, w których Pan uderza, udało się obronić przed zwolnieniem 50 osób. A co się Panu udało, Panie Listowski?

2012-12-23 | Dodaj komentarz
bogdanbo
2012-12-26 19:11:30
Niesposób nie zgodzić się z pańską krytyczną oceną neoliberalnych wywodów Listowskiego. Popełnia błąd za błędem; w założeniach, dowodzie, tezie. Wiąże ze sobą fakty, które wzajemnie nie wywarły na siebie żadnego wpływu. W tej konkretnej, politycznej decyzji Marcione i kumpli wspieranej przez "bunga-bunga-soniego" udziału ani winy związków zawodowych nie ma ani na jotę.Natomiast przyrównanie postawy pana Listowskiego do "Greed is Good" Gordona Gekko uważam za zbyt daleko idące; ja poprzestałbym na "Wall Street: Money Newer Sleeps". Liberalizm też ma różne odcienie, dużo bardziej przekonuje mnie Hayek niż Keynes czy Fridman. A pan Andrzej, póki co, nie odpowiedział na zadane przez gospodarza pytania to pozwolę sobie wtrącić: podczas sprawowania mandatu radnego w Bielsku-Białej był też pan Listowski przewodniczącym koła PO Śródmieście. Co do jego inicjatyw i osiągnięć - wystarczy spytać wujka googla o interpelacje i wnioski pana radnego w minionej kadencji RM. Lub posłuchać ploteczek o słynnym przejęzyczeniu dotyczącym stowarzyszenia Ga(e)ja podczas obrad RM.
arturpalyga
2012-12-27 01:39:14
Bogdanbo/ A słyszał Pan, co powiedział Gekko po wyjściu z więzienia? Today greed is legal! :) Oczywiście, ma Pan rację. Andrzej Listowski to nie Gordon Gekko. Blogi i lunch są dla frajerów.
bogdanbo
2012-12-27 14:06:00
panie Arturze, oczywiście słyszałem. Nie ma darmowych lunchów o czym powinni politycy i samorządowcy wiedzieć i pamiętać. Pozdrawiam :)
Komentarzy (1)

11.01.1989

  

Ronald Reagan słynął już wtedy z roztargnienia. Zapominał. Mylił. W środę 11 stycznia 1989 r. wygłosił pożegnalne przemówienie do narodu. Wyraził w nim satysfakcję, że podczas dwóch jego kadencji „komunizm nie zdobył ani piędzi ziemi". Niedługo później zdiagnozowano u niego Alzheimera. Ostatnie lata życia ten człowiek, który w schyłkowym PRL był w oficjalnej propagandzie uosobieniem zła, potworem, demonem, Frankensteinem, spędza wypowiadając dla nikogo niezrozumiałe słowa i dźwięki.

W notatniku tego dnia jedynie kilka słów o dziewczynach, których nie warto już dziś przytaczać, bo ani ciekawe, ani istotne. Wtedy było. Wtedy nie Reagan był istotny, ale to. Prawie wszystko, co się robiło, robiło się wobec nich, jak zawsze, we wszystkich miejscach i we wszystkich czasach się robi, kiedy się kończy osiemnaście lat.

Do szkoły mieliśmy na drugą zmianę. Przychodziliśmy w południe. Stara „Czwórka", przy Mickiewicza, gdzie dziś jest sąd. W przerwach wystawało się na schodach przed albo z tyłu, tam gdzie dziś jest parking. Na papierosy chodziło się pod Banialukę, na tę schowaną część placyku, która teraz częściowo jest zabudowana. Palenie w toaletach było ryzykowne. Woźny, którego nasza wychowawczyni, nauczycielka francuskiego, nazywała monsieur Kazimir, lubił wpadać znienacka do męskich toalet, szukając palaczy i nielegalnych gazetek, które na początku 1989 roku zaczęły wyraźnie częściej pojawiać się w naszych ubikacjach. Monsieur Kazimir miał swoje centrum dowodzenia dokładnie naprzeciwko wejścia. Prosto ze schodów wchodziło się na jego budkę. Po lewej był sekretariat i dyrektoriat, ze słynnym duetem - dyrektor Jakubiec, który był dobry, łagodny i nikomu nie szkodzący i pani wicedyrektor nazywana Lady, która odgrywała w tej szkole rolę złego policjanta. Po prawej była klasa, w której mieliśmy matematykę i toalety dla nauczycieli uczniom zakazane, przy których jeden z naszych kolegów oberwał kluczami po plecach od słynnej pani Władzi. Pani Władzia bowiem słynęła z tego, że, jak miała dobry humor, potrafiła przyłożyć kluczami, albo czym miała pod ręką. Taki był jej urok. Centrum dowodzenia można było wyminąć schodami w górę lub schodami w dół. Schody w dół prowadziły na stołówkę słynącą z klusek na parze oraz do sali, gdzie miał próby zespół Alert. Na schodach spiralnie zmierzających w górę było gęsto od ludzi. Od nas. Na schodach zabraniano siedzieć, ale wszystkie podłogi na piętrach podczas przerw były zajęte i przechodziło się ostrożnie, żeby nie nadepnąć na nogę. Już się zastanawiam, czy moja pamięć nie przesadza, ale tak pamiętam tę starą Czwórkę. Gęsty tłum na małych korytarzach. Pamiętam, że Jurek L. ze swoimi długimi nogami, jak siedział pod ścianą i ktoś przechodził, to zamykał na jego nogach swoje nogi jak kleszcze. Chyba że szedł nauczyciel. Wtedy trzeba było wstać albo przynajmniej się cofnąć.

Kiedy wchodzi się teraz do sądu przy Mickiewicza, to trudno uwierzyć, jak bardzo te korytarze były zatłoczone i żywe. Siedzimy tam pod ścianami, niektórzy już nieżyjący, w tym dziwnym czasie, w styczniu 89 roku i rozmawiamy o nowych ulotkach z ubikacji, tym razem KPN. Nie pamiętam treści tej ulotki, ale pamiętam, że wydawała ona nam się wtedy bardzo radykalna. Na tyle radykalna, że była chyba jedyną ulotką z tych wszystkich, która wzbudziła jakąś dyskusję pod ścianami, na przerwie. Dyskusja dotyczyła tego, czy rzeczywiście jest tak strasznie, jak piszą i czy zgadzamy się, że tak radykalne działania, jakie proponują są ok. I pamiętam, że konkluzja była taka, że nie. Że przesadzają.

A na temat pożegnalnego przemówienia Ronalda Reagana nikt nie miał zdania, gdyż nie mieliśmy o nim pojęcia.

2012-12-09 | Dodaj komentarz
siostra :)
2012-12-12 20:45:05
Taką : czwórkę" dokładnie pamiętam... i jeszcze lekcje w piwnicy ,gdzie nudząc się niestety np. na historii oglądaliśmy przez okienko nogi przechodniów :), bo na tej wysokości były okna lub dla odmiany j .rosyjski w sali na poddaszu ....
Komentarzy (4)

Jeszcze o dziadku Szeli

  

Kiedy Jaś Chełmecki wrócił do swojej galicyjskiej wsi i powiedział, że jest Polakiem, został pobity i wyparła się go rodzina. Tak jakby dziś powiedział po powrocie, że jest gejem.

Tak się złożyło, że w ostatnim "Plusie Minusie" jest tekst dokładnie o tym, czego dotyczyła notka poniżej o Jakubie Szeli. O ile Demirskiemu istotnie bliżej do "Krytyki Politycznej" to autor tego tekstu, Michał Łuczewski jest kierownikiem Centrum Myśli Jana Pawła II i redaktorem konserwatywnego, mesjanistycznego czasopisma "44". Wydał właśnie książkę pt. "Odwieczny naród". A rzecz dotyczy galicyjskich chłopów i pamięci o rabacji 1846 roku.

Poniżej moje notatki z tego tekstu.

Jak relacjonuje Franciszek Bujak w zapiskach z przełomu XIX i XX wieku, galicyjski chłop zapytany, jakiej jest narodowości, mówi, że jest katolikiem, a po namyśle dodaje, że -cysarski-. Kiedy Bujak im mówił, że na polskiej ziemi mieszkają i po polsku mówią, więc są Polakami, obruszali się. Dyć łoni inaczej godoją niż Poloki. A ziemia nie polska, tylko ojcowizna. Za przekonywanie galicyjskiego chłopa, że jest Polakiem, pod koniec XIX wieku można było dostać po mordzie - twierdzi cytowany przez Łuczewskiego Bujak. Odnotowuje wypadek, gdy młody galicyjok zaczął czytać miejscowym chłopom historię Polski i mówić w zachwycie, że jest Polakiem, a tych "porwał szał nieopisany, ze wściekłością drapieżnych zwierząt przypadli do czytającego chłopca i kilka ciężkich pięści padło od razu na głowę dziecka [...] Gdy chłopiec upadł na ziemię pod razami pięści, kopali go obcasami, bili kijami dotąd, aż widzieli, że ich ofiara nie pokazuje znaku życia".

Jaś Chełmecki wyjechał ze Żmiącej uczyć się na księdza. Gdy wrócił i oświadczył, że jest Polakiem, zelżono go, z ubrania odarto, a ojciec i rodzina się go wyparła. Stał się obcy. Więcej. Dla nich on przeszedł do obozu wroga. Łuczewski snuje analogie do dzisiejszego chłopaka ze wsi, który wraca ze studiów "nawrócony" na homoseksualizm i próbuje uświadamiać innych, że są gejami.

Polacy na galicyjskiej wsi budzili paniczny strach i nienawiść - pisze Łuczewski. Polok był potworem. Był gorszy od diabła. Kiedy austracka administracja ogłosiła, że za każdą polską głowę zapłaci jak za nos wilka, trafiła na wielce już podatny grunt. Krótko mówiąc, wiedzieli, że mogą bez ryzyka coś takiego ogłosić i zostaną zrozumiani, a obwieszczenie przyjęte zostanie radośnie i wykonane ochoczo. Porównanie do wilków było sugestywne i zgadzało się galicyjskim chłopom, przodkom naszym z ich wizerunkiem Polaka.

Później nieraz, jak wspominał Witos, żałowano na galicyjskiej wsi, że w 1846 Polaków "nie wymordowano do jednego". Zapisano, jak niejaka Dyrkowa z Limanowej w 1910 r. zwróciła się fo księdza Stojałowskiego, naówczas posła do parlamentu, aby zrobili wszystko, żeby Polska nie powstała z powrotem, bo Polacy pańszczyznę przywrócą.

W 1914 r. pod Sandomierzem chłopi rzucili się do ucieczki na wieść, że nadchodzą Polacy. Jeszcze w 1932 r. przyczyną wybuchu powstania leskiego były plotki, że Poloki chcą przywrócić pańszczyznę.

Tuż przed wybuchem II wojny Kazimiera Zawistowicz-Adamska z Uniwersytetu Łódzkiego, pomieszkując w celach badawczych na galicyjskiej wsi, przeżyła chwile strachu, gdy jej w nocy pod oknem chłopcy zaśpiewali:

Pamiętasz ty pani, rok czterdziesty szósty,

Jak cię chłopi bili cepami w zapusty.

Wszystko zmieniła wojna i powojnie, kiedy okazało się, że wróg jest wspólny i że wieśniacy są zabijani za polskość.

Według Łuczewskiego po raz pierwszy naprawdę galicyjscy chłopi zaczęli z własnej woli (nie na skutek przymusowej mobilizacji) walczyć i ginąć za niepodległą Polskę w 1946. I to te lata powojenne dopiero doprowadziły do sytuacji, że zaczęto mówić na galicyjskiej wsi, że tu odwieczny naród polski. A Jasiowi Chełmeckiemu ufundowano tablicę pamiątkową, jako wielkiemu Synowi Ojczyzny i wsi polskiej...

2012-12-05 | Dodaj komentarz
Angus
2012-12-05 08:19:28
No bardzo ciekawe. Tylko mało odkrywcze, bo wiadomo, że chłop określał się przede wszytkim jako tutejszy. Ja mam trochę inne rodzinne świadectwa. W chałupie mojego dziadka w jednej z wsi w Beskidzie Małym okoliczni gospodarze spotykali się na czytaniu Trylogii i zeszytowych wydań "Grobów sybirskich", a zaangażowanie musiało być duże, bo po lekturze dawali na msze za duszę Podbipięty. Rzecz się działa przed II wojną światową, a dziadek do żadnej elity wiejskiej nie należał, był małorolnym rzemieślnikiem -chałupnikiem. Prawda jest więc jak zwykle bardziej skomplikowana...również regionalnie.
galicjok
2012-12-05 10:23:43
Rzeczywiście mało odkrywcze, zważywszy na to iż naród w nowoczesnym tego słowa rozumieniu rodzi się w całej właściwie Europie właśnie w XIX w. Wszędzie, dosłownie wszędzie w Europie było podobnie. To nie polska specjalność i rozmowa na tej kanwie o polskości właśnie jest obarczona grzechem zaściankowości. Natomiast nie ma zgody co do wieku XX - tu świadomość narodowa była już powszechna, może poza terenami Polesia. Szela i jego powstanie to historyczny ważny fakt, ale robienie z tego - jak Demirski a za Demirskim powtarza autor blogu - mitu założycielskiego współczesnej Polski to albo nieuprawniona polityczna manipulacja albo - mam nadzieję - tylko artystyczna kreacja pozwalająca ukazać na scenie coś istotnego także dla nas współcześnie. Ale dystans warto zachować
sceptyczny
2012-12-06 11:36:15
panie Arturze, pisze pan pod tezę i próbuję ja pan udawadniać, jednak małowiarygodnie, i skąd te 'Poloki' pod Sandomierzem, czyzby historię opowiadał Panu 'Ślązok' ?
arturpalyga
2012-12-06 12:12:04
Sceptyczny/ Gdyby Pan przeczytał tę notkę, zobaczyłby Pan, że jest w niej napisane, z jakiego tekstu to są wypisy.
Komentarzy (2)

Źle się dzieje w sklepach

  

Koledzy i koleżanki dziennikarze, którzy zaglądacie na tego bloga! Zdając sobie sprawę, że coraz mniej od was zależy, proponuję, żeby te resztki mocy jaką jeszcze dysponuje dziennikarstwo czasami choćby wykorzystać w dobrej sprawie. Napiszcie o warunkach pracy w bielskich sklepach! Tak się stało, że jesteśmy w dużym stopniu miastem pracowników sklepów. Problem dotyczy więc ogromnej liczby mieszkańców tego miasta. Ludzie naprawdę są upokarzani. Prawa naprawdę są łamane. I nie trzeba tu jakichś wielkich detektywów. Wystarczy trochę pogadać choćby z którąś z dziewczyn z kasy. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Państwowa Inspekcja Pracy jak gdyby zanikła. W zasadzie nikt na nią nie liczy. Co robią związki zawodowe w sprawie zdziczenia warunków pracy w sklepach?

Pomijając już konieczność pracy w niedzielę, bo tę sprawę haniebnie i bez szacunku do ludzi rozegrano, inaczej niż np. w Niemczech, Belgii, Danii, Holandii, Francji itp., gdzie jest zakaz otwierania sklepów w niedziele i w związku z tym ludzie mają jeden dzień w tygodniu, kiedy mogą się razem, całą rodziną spotkać, ale ok, tę sprawę odpuściliśmy, mamy w nosie. Wali nas los tych rodzin, niech sobie radzą, life is brutal, sorry.

Zostały sprawy, które jawnie łamią panujące prawo i wydaje się, że właściciele sklepów czują się bezkarni. Ludzie pracują dłużej niż mają w umowach i nie mają za to płacone, pracują w związku z tym ileś godzin w miesiącu za darmo. A nie zarabiają wcale tyle, żeby 100 złotych nie stanowiło dla nich znaczącej różnicy. Kończą zmiany o dwudziestej drugiej albo o północy, a na kolejną zmianę wstają o czwartej rano, bo mają od szóstej. A dziecko się samo wychowa, proszę się nie dziwić, jeśli was potem pobije i okradnie. Będzie miało powód.

Pracują też na czarno, bez żadnych praw. Traktowani są podle. Jak więźniowie. I proszę nie mówić, że jest wolność i każdy może iść na bruk i głodować, jeśli chce, i głodzić dzieci. Mówię o łamaniu prawa. Nie tylko w tzw. sklepach wielkopowierzchniowych, ale także np. w Żabkach, gdzie kobiety-ekspedientki zmusza się np. do dźwigania ciężkich palet z towarem etc i gdzie pracuje się dłużej niż w umowach, w tym godziny za darmo, a jak nie to won! Co to jest, kurcze? Dziewiętnasty wiek? Jeśli dziewiętnasty wiek, to za chwilę wybuchnie rok 1905, hej!

2012-12-02 | Dodaj komentarz
bogdanbo
2012-12-02 17:35:14
Tak, panie Arturze, to jest XIX wiek i śmiało zmierzamy do 1984 roku orwellowskiego. Mobbing i inne wykroczenia przeciwko pracownikom nie dotyczą wyłącznie sklepów. Za bramami firm, gdzie nie porozmawia się swobodnie tak jak z ekspedientką sklepu, nabrzmiewa ten sam wrzód. PIP nie rozpatruje skarg napisanych anonimowo a pracownicy boją się podpisać domniemując, że pouwność danych skarżąceko możę być iluzoryczna. Apel skierowałbym przede wszystkim do ustawodawcy, aby zgodnie z konstytucyjną zasadą równości zrównał prawa i obowiązki PIP i zobowiązał ją do rozpatrywania anonimowych skarg pracowniczych powołując się np. na casus urzędów i izb skarbowych, które anonimowe donosy sprawdzają tym chętniej im więcej spodziewają się uzyskać dutków do zasypywania dziury budżetowej.
Kaśka
2012-12-03 17:11:28
W latach dwudziestolecia międzywojennego mój ojciec zakładał związek zawodowy drukarzy i udało się wywalczyć 8-godzinny dzień pracy. Tyle, że prawie wszyscy do związku się zapisali a ojciec jako sekratarz generalny był opłacany ze składek związkowców. Ludzie stali murem za soba, składali się na pomoc dla zwolnionych i wygrali. A teraz solidarność zmieniła się w SOLIDARNOŚĆ i koniec współpracy .

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» sierpień (5)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Myślę, że jest to bardzo niesamowite być w miejscach w których byli nasi przodkowie. Na...
[Mada L]
Ale napisane! Jakby się tam było i dotykało! Dziękuję
[Duża Ula]
Na początku tak jak bym czytała jakiś dramat. Dobrze , że to się nie dzieje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1326440
Newsów: 688
Komentarzy: 2109
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała