arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - grudzień 2013

Komentarzy (2)

Pisanie

  
Mieszkam w bloku na dziewiątym piętrze. W nocy przez ściany słychać pukania i szmery zza ścian, co może świadczyć o tym, że oprócz mnie jest na tej planecie jakieś inne życie. Normalnie się go nie spotyka. Tylko w jakichś ni to widzeniach, ni to dziwnych spotkaniach trzeciego stopnia w windzie, na klatce schodowej z czymś w rodzaju zombie albo ufo.
Mieszkam w kapsule wielkości dwa metry na metr. Mieści się tu łóżko i pod łóżkiem czarna przestrzeń, w której znikają rzeczy. Po statku głównym błąkają się obcy. Mają zamglone, wyłupiaste oczy, ryje i brak mózgu. Lepiej nie wychodzić.
Wstaję i wybiegam. Ludzie, świat, powietrze, cmentarz! Moje ulubione miejsce. Wielka Sklepowość, skarbiec, nieprzebraność, ludzkość i jej wykwity! Najpierw dzisiejsze gazety przeglądam i książki. Wybieram sobie coś, co mnie interesuje, wyryhwam to co dźwięczy na bramce i znikam w hipermarketowych toaletach. Najpierw cofa mnie smród moczu i potu i różnych ludzkich nieprzyzwoitości, ale nos ludzki ma tę przecudowną właściwość, że jak oczy do ciemności, tak on się oswaja ze smrodem. Tak jakby się przestrajał. Po trzech minutach nic już nie czuć. Zastanawiam się, jaki smród poczułby ktoś z innej planety, kto trafiłby do nas. Smród, z którym nasze nosy są pooswajane. Smród, w którym żyjemy.
Robert, lat 15
- - - -

Dobry wywiad w grudniowej „Lampie" z Agnieszką Wolny-Hamkało.
Wypisałem sobie rzeczy, pod którymi się podpisałbym:

AW-H: „Nagle musisz wymyślić narrację dotyczącą książki, którą już napisałeś (podczas spotkań autorskich). Napisać jakby drugą książkę obok niej - na szybko, umiejętnie operując skrótem."
Ćwiczę to od początku, podczas tych wszystkich wywiadów, konferencji prasowych, a także opowiadania o tym, co napisałem reżyserom, dyrektorom etc. Rzecz normalna, ale AWK nazwała to w punkt. Wymyślanie narracji na temat tego, co już napisane. Wymyślanie spontaniczne, na szybko, skrótowo, więc z konieczności operujące trailerowym montażem. Tak naprawdę za każdym razem można to opowiedzieć inaczej, ale lepiej być poważnym i nauczyć się tego, co się raz powiedziało, na pamięć.
AW-H: „Ta obsesja dbania o siebie trochę mnie przeraża. Wiesz, ludzie potem dostają raka i mówią zdziwieni: „Jak to, przecież jadłam brokuły." W ogóle nie wierzę w te bakterie, w te witaminy. W sport. A cały ten kult fit odbieram jako terror i presję. Inną formę kontroli społecznej: to wolno, to jest ładne, a jak tego nie robisz, to wypierdalaj. To jesteś dziwna."
„Ta presja społeczna, żeby być pięknym i młodym, kult młodości i siły są dla mnie okropne. Przecież to faszyzm."
„Czegoś innego uczy literatura - że trzeba się napracować, żeby poznać kontekst zachowań drugiego człowieka. Jak różnie są one motywowane."
Dwa jednoczesne ruchy w kulturze - upraszczający, sprowadzający do jednego wymiaru oraz pogłębiający, przywracający kontekst.
A W-H: „Wielka przyjaźń jest mitem kultury. To legendarne szukanie przyjaciela, przyjaciółki."
„Jest coś w tym, co powiedział Bohdan Zadura, głęboka prawda w tym prostym fragmencie wiersza <> Ci wszyscy ludzie, których widzimy w mieście i którzy wydają nam się niezwykli, bo wpatrują się w klubie Kalambur w płomień świecy przez czterdzieści minut, albo mają dziwne płaszcze, albo się dziwnie ubierają, okazują się dość banalni. A wokół nas, całkiem blisko, są ci tak zwani zwykli ludzie, którzy dopiero mają w głowie rzeźnię!"
„Pisanie to trochę likwidacja wstydu. Nie można się cenzurować."
To było dla mnie jedno z pierwszych ważnych odkryć wpisaniu - że nie pójdzie się ani krok dalej bez likwidacji wewnętrznej cenzury, w tym cenzury wstydu.
A W-H: „Ona się broni przed miłością, nie wierzy w ten kulturowy mit. To też jest zagadka naszych czasów, ten mit miłości spod znaku czerwonego serduszka. [...] Literatura znów uczy czegoś innego: cierpienie, ból, plądrowanie człowiaka od środka - z miłości. Z klęsk, które niesie. Zamiast serduszek ludzie powinni sobie na walentynki dawać trupie czaszki."

Na święta zrobiłem sobie zakaz pisania. Czegokolwiek. Totalny odpoczynek od pisania. Złamałem go dla dwóch esemesów i jednego maila.
Skutek zakazu? Przeraźliwy natłok rzeczy, które już teraz, natychmiast domagają się, żądają zapisania. Krzyczących, popiskujących i pozostających w wyzywającym milczeniu.
Pierwszy przedarł się Robert.

2013-12-28 | Dodaj komentarz
sic
2013-12-30 09:06:56
Aż dziw, że nikt nie skomentował. Robert, rzeczywiście, przedziera się. Aż zastanawiam się, czy prawdziwy.
babcia
2013-12-30 13:45:08
Przywracanie kontekstu to nie jest pogłębianie tylko poszerzanie
Komentarzy (2)

niekoniec

  

Wszystkim, którzy w tym świątecznym czasie myślą sobie, że kanał,

że mroki, beznadzieja, zgorzknienie i banał,

znowu się nie udało i już się nie uda,

znowu tylko wóda nas uratuje przed czarną rozpaczą,

wszystkim, którzy płaczą i tym, którzy nie płaczą, płakać zapomnieli

tym, którzy się kryją w cieniu, próbując zapomnieć o własnym istnieniu,

tym, którzy by chcieli wyskoczyć z okna, tylko żeby nie bolało,

tym, którzy mają dosyć i tym, którym mało,

tym, którym dni i noce bez sensu mijają,

tym, którym się wydawało, że coś mają i którzy się ze złudzeń właśnie otrząsnęli

chciałem tylko powiedzieć, żeśmy dzisiaj mieli

straszliwie, zachwycająco piękny zachód słońca.

Rozdzierający koniec zbyt krótkiego dnia.

Chmury poszarpane, szkarłatnym blaskiem z dołu podświetlane

na zimnym, trupim, sinofioletowym niebie.

Potem zapadła ciemność.

Potem wzeszła gwiazda.

I cóż?

I nic.

Po prostu.

2013-12-22 | Dodaj komentarz
GG
2013-12-22 18:47:58
dziękujemy:)
Agi
2013-12-24 21:26:29
Wrzuciłam na fb. Gdzieś zatracamy się w smutnej codziennej rutynie i nie dostrzegamy jak dzień stroi się w barwy i kolory. Ta "uroczystość" poranka/wieczoru wobec naszego szarego narzekania i ciemnego zrzędzenia.
Komentarzy (1)

nicszczególnego

  

Sławna ranna piąta trzydzieści.

siódmugrudniadwatysiącetrzynaście

próba zapisu świata

. . . . . . . . . .

Ciemny, zimny, zmrożony, przenikliwy przedświt.
Co się ma pod stopami. Bo głowa w dół, bo plecak z tyłu, laptop na ramieniu, uszy zasłonięte, szalik. Pierwsze ślady w prószu śniegowym koło sąsiada płotu niezdeptaną ścieżką.
Z Długiej, z zajezdni wyjeżdżają jeden po drugim autobusy. Żółte napisy świecą w pomarańczowym świetle latarń.
Stoją w kolejce, czekają każdy jeden na sygnał. Jak bogowie-posłańcy wysyłani w dzień, który się już niedługo rozpocznie. Cały dzień będą jeździć, penetrować miasto, przenosić ludzi, myśli, słowa po całym mieście, aż wieczorem zjadą tu z powrotem, każdy o dzień bardziej wysłużony, starszy.
Stoję na przystanku i co pół minuty każdy autobus staje przy mnie, jedynym stojącym tutaj na przystanku i pokazuję, nie, albo pokazuję, jedź, albo nic nie pokazuję i wtedy otwierają się drzwi i kierowca, zawsze facet, zawsze kierowca, patrzy na mnie i czeka.
- Jedzie pan na dworzec?
- Nie.
- Okej.
Zamykają się drzwi z szumem, z sykiem i odjeżdża. I podjeżdża następny. Aż jest, jedenastka, co jedzie na dworzec.
Większość przystanków pusta, na niektórych pojedynczy ludzie. Wprawdzie noc piątkowa, ale mroźno, ostro w płuca daje wiatr, i postraszyli w telewizji, więc nie ma śpiewów, tańców, pokrzykiwań. W ciemności sylwetki ludzkie przy przystankach - pojedyncze, niepasujące do reszty widoku, oderwane. Na dworcu pociąg. Piękny, nówka, luksusowy, druga klasa jak pierwsza, pierwsza jak salonka królewska, biznesowa dla królów w kapciach.
Ptak wlatuje i wylatuje z przejścia podziemnego, widzę przez okno. Potem przysiada na literach LKSO A A GŁ. Szum pociągu. Za pięć minut odjazd.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A w sobotę byłem w Bydgoszczy, a niedzielę w Gdańsku, a wczoraj w Białymstoku, a teraz, dokładnie w tej chwili, na stacji kolejowej w Kutnie. Ciemno, prawie noc, godzina 15.44. Długi, żółty budynek z jakimiś hakami wbitymi w ścianę i z granatowym okrągłym szyldem z trąbką i napisem - poczta polska. Drzwi takie stare, ze starodawnym delikatnym łukiem. Wygląda, jakby miał tędy wyjechać mały, żółty dyliżans. I stare okna zakratowane. Przyszarzała brama, szkielety drzew. Do poczty - zajezdni dyliżansów doczepiony z blachy falistej przydupnik, w środku coś jakby maluch. Żółciutka latarnia rusza się i pociąga za sobą całą stację i całe zażółcone Kutno w tył, za nasze plecy.

2013-12-11 | Dodaj komentarz
GG
2013-12-12 12:49:46
jak Pamiętnik powrotu.Dobrze, ze taka ksiege chwil można zabrać ze sobą...laptop:)
Komentarzy (3)

Opatrzność

  

Legenda mówi, że sześć tysięcy wojska stanęło naprzeciw czterdziestu tysięcy. Francuzi dziś twierdzą, że dziewięć naprzeciw dwunastu.

Natrafiłem na bitwę pod Azincourt, czytając kroniki królewskie Szekspira. Opowieść o idealnym władcy, o Henryku V, to opowieść głównie o tej bitwie.

To rzeczywiście dość niesamowite. A wynik bitwy zdaje się na wieki przesądził o pozycji Anglii wobec Francji.

Rok 1415, 25 października. Armia Henryka V jest wynędzniała, głodna, zmęczona długim marszem, nie na swoim terenie, źle wyposażona i przede wszystkim znacznie mniejsza. Nawet w najbardziej radykalnej wersji francuskiej, o trzy tysiące ludzi mniejsza. Francuskie rycerstwo wydaje się nie mieć powodu do obaw. Dziwią się, że Anglicy się nie poddają. Nie bardzo mają ochotę walczyć z obdartą angielską armią wieśniaków i ciurów. Dowcipkują, że może powinni posłać przeciw nim swoich służących.

- Dobra, załatwmy to szybko - kwitują.

Henryk w swoim obozie dokonuje cudów retoryki, mobilizując ludzi. Szlachectwo i sława przez następne pokolenia dla wszystkich, którzy wezmą udział. Przegrać (nie mówi -zginąć-) przy takiej przewadze wroga to nie hańba, wygrać to wielka rzecz.

Henryk w młodości sporo czasu przesiadywał w knajpie i włóczył się po gościńcach z grubym obwiesiem Falstaffem i gromadką łazęgów i złodziei. Wie, jak rozmawiać z ludźmi.

- Módlcie się! - mówi.

Przez całą noc pada deszcz. Pole bitwy zmienia się w grząskie bagienko. Pole bitwy wygląda tak, że po obu stronach są gęste drzewa. Konni nie mogą więc rozszerzyć szeregów. Francuska jazda musi podążać w rzędach jedni za drugimi, co nieco równoważy siły. Pierwszy rząd Anglików ma przed sobą rząd Francuzów równie liczny.

Mimo to francuscy rycerze nie tracą pewności. Wojska stoją naprzeciwko siebie w bezruchu przez cztery godziny. Henryk postanowił nie atakować pierwszy. Anglicy czekają. Francuzi ich prowokują, wyzywają od łazęgów i tchórzy, kpią. Postanawiają zjeść śniadanie na oczach wygłodniałego angielskiego wojska. Potem wypić kawę. Odpocząć. Podowcipkować. W tym czasie angielscy łucznicy podkradają się lasem z dwóch stron na odległość strzału. Niosą ze sobą zaostrzone pale. Czekają.

Wreszcie najedzona Francja ze śpiewem na ustach rusza do ataku. Konie w grząskim błocie ruszają się wolniej. Łucznicy zdążą wbić zaostrzone pale ostrzem w stronę końskich brzuchów, i zasypują ciężkozbrojnych rycerzy gradem strzał. Francuskie zbroje słyną z wytrzymałości. Większość strzał niewiele im robi. Ale co któraś trafia w słaby punkt a to jeźdźca, a to konia. W zbyt wąskiej przestrzeni robi się chaos. Ranne konie ślizgają się w błocie. Drugi szereg wpada na pierwszy. Nieprzerwany grad strzał z obu stron. Angielska konnica stoi i czeka. Francuzi wycofują się. I to już kompletny bałagan. Pierwsze szeregi zderzają się z ostatnimi, wszystko tonie w błocie. Wtedy angielska piechota z toporami rusza za nimi w pościg. Anglicy biorą tysiąc jeńców. Radość. Ale to nie koniec. Francja postanawia przypuścić drugi szturm. Henryk w obawie, aby jeńcy nie zaatakowali od tyłu, wydaje rozkaz, aby ich wszystkich pozabijać. W 2008 r. francuski profesor ogłosił, że była to zbrodnia wojenna.

Drugi szturm jest totalną porażką. Jeźdźcom w ciężkich zbrojach trudno się przebić przez zmieszane z błotem stosy pociętych toporami trupów. Znów grad strzał, znów chaos i w popłochu odwrót, a potem ucieczka. Henryk wydaje rozkaz - nie ścigać.

KRÓL HENRYK

Dziesięć tysięcy zabitych Francuzów.

W tej liczbie książąt, panów chorągiewnych

narachowano stu dwudziestu sześciu,

a całe osiem tysięcy czterysta

rycerzy, giermków i walecznej szlachty.

Pięciuset było wczoraj pasowanych.

Tak więc z dziesięciu tysięciu poległych

jest tylko tysiąc sześćset jurgieltników,

reszta książęta, panowie, rycerze,

giermki i szlachta starodawnych domów.

[...] Co za królewska drużyna umarłych!

Straty Anglików według Szekspira nie przekraczają liczby trzydziestu osób.

- To, co się stało, było niemożliwe - mówi Henryk. - Co jest najlepszym dowodem, że to nie my wygraliśmy i zabraniam komukolwiek przypisywać sobie to zwycięstwo. To Bóg.

Francja straciła w bitwie całe dowództwo armii oraz najwyższych urzędników administracji cywilnej, inaczej mówiąc, cały rząd, generalicję, oficerów i wszystkich królewskich zarządców. Wybita została połowa francuskiej szlachty! Dla wielu rodów to był ostatni dzień ich istnienia. Ogólnokrajowa katastrofa, której nic nie zapowiadało.

No i jeszcze znalazł szczęściarz, Henryk V, pisarza, dzięki któremu jego zwycięstwo żyje na scenach świata 600 lat po tym wydarzeniu, a ja miałem szansę się nim zadziwić.

- - -

A tymczasem moja kamienica z Białej ożyje w trzeciej już realizacji. Tym razem w teatrze lalek. W warszawskiej Akademii Teatralnej na wydziale sztuki lalkarskiej w Białymstoku Maria Żynel wyreżyserowała "Nieskończoną historię" jako przedstawienie dyplomowe.

Wiktoria Dworniczek wskrzeszona zostanie ponownie, aby umrzeć w Białymstoku. Dziś wieczorem premiera i zarazem egzamin dyplomowy.

PRZEWODNIK CHÓRU
Aniela Dąbkowa wstaje pierwsza z całego domu.
Po niej niechętnie Aza zwleka się z ciepłego koca.
W kuchni cichutko gra Radio Maryja, którego Dąbkowa stara się nie wyłączać nigdy.

CHÓR
Dobrze jest słyszeć w domu jakiś głos przyjazny.

PRZEWODNIK CHÓRU
Wiktoria Dworniczkowa, która mieszka pod Anielą Dąbkową też Radia Maryja nie wyłącza.
Jedno radio gra w kuchni, drugie, małe radyjko na baterie - w łazience.

CHÓR
Dobrze jest słyszeć w domu jakiś głos przyjazny.

PRZEWODNIK CHÓRU
Kiedy Aniela Dąbkowa schodzi po schodach z psem, zatrzymuje się na pierwszym piętrze i puka do drzwi Dworniczkowej, żeby ją obudzić.

CHÓR
Puk puk puk. Puk puk.

PRZEWODNIK CHÓRU
Kiedy wraca...

CHÓR
Ulica jest pusta i cicha, a powietrze rześkie.

PRZEWODNIK CHÓRU
... zatrzymuje się ponownie i puka raz jeszcze.

CHÓR
Puk puk puk. Puk puk.

PRZEWODNIK CHÓRU
Powoli dociera na swoje drugie piętro, odpina ze smyczy Azę, która pakuje się z powrotem do ciepłego kosza. Dąbkowa poprawia na głowie chustkę i do kościoła idzie.

CHÓR
Ulica jest pusta i cicha, a powietrze rześkie.

PRZEWODNIK CHÓRU
Czasem spotka na schodach Dworniczkową. Wtedy idą razem. Idą razem powoli, koło pachnącej świeżutkim chlebem piekarni, przez ulicę, do Kościoła Opatrzności Bożej.

CHÓR
Ulica jest pusta i cicha, a powietrze rześkie.

2013-12-03 | Dodaj komentarz
Grego
2013-12-06 00:03:37
Wypić kawę? W XV wieku? Ci Francuzi są kopnięci. :/
GG
2013-12-07 16:00:11
no taaak, dobrze jest słyszeć w domu jakiś głos przyjazny, a i niemoźliwe staje się możliwym, :)))
Albrecht
2013-12-07 19:59:55
Teraz już wiem, dlaczego wolę angielską wersję śniadania ;)

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» sierpień (5)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Myślę, że jest to bardzo niesamowite być w miejscach w których byli nasi przodkowie. Na...
[Mada L]
Ale napisane! Jakby się tam było i dotykało! Dziękuję
[Duża Ula]
Na początku tak jak bym czytała jakiś dramat. Dobrze , że to się nie dzieje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1326403
Newsów: 688
Komentarzy: 2109
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała