arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - maj 2013


Nie było jeszcze wtedy Gierkowskiej magistrali i pociąg z BB do Warszawy jechał osiem godzin. Teraz, dzięki inwestycjom Gierka, które właśnie dopiero co skończyliśmy spłacać, jedzie się dwa razy krócej. Ścisku, takiego jak wtedy, nie ma. Ale na poranny ekspres trzeba rezerwować bilety wcześniej, bo potem nie ma już miejsc. Nie było tak, a znowu jest. I się pogarsza.

Notkę z dziennika Stachury warto przytoczyć w całości:

"14 grudnia 1975

0.01 Katowice (poc os. z Bielska-Białej przez Częstochowę, Piotrków Trybunalski, Koluszki, Skierniewice]. Do W-wy Wschodniej. Planowany przyjazd 5.19. byliśmy na miejscu o 6.

Niesamowity tłok. W Częstochowie ludzie zostali na peronie. No po prostu jak śledzie w beczce. Cudem uratowałem gitare od zmiażdżenia. Stałem niezłomnie to na jednej, to na drugiej nodze. Obok, z jednej i drugiej flanki, zmęczenie łamało podróżników jak łodygi kwiatów.

Stałem i patrzyłem w ciemną szybę, w tę twarz, co po drugiej stronie. Ile tysięcy razy patrzyłem na nią w tych samych sytuacjach? Przez ile już lat? Z podziwem ciągle patrzę na ciebie, arcydzielny wojowniku. I zawsze prosto w oczy. i oby tak nieskończenie.

Przepychała się kobieta bardzo wielka i cycata.

- Z taką to by człowiek od razu odżył.

- Jak to jest z taką wielką babą?

- Pewnie jak na wyspie - powiedział Michał Kątny.

Taki tłok, bo przysięga w jednostkach (w Modlinie) i mamusie, i tatusiowie jechali do swoich latorośli. No i kolezanki. Spite wszystko dokumentnie. Taki tłok był, że kto stanął na palcach, już na pięty nie opadł,a komu udalo się podskoczyć, już tak wisiał."

20 lat temu to od niego miałem to patrzenie sobie w oczy w szybie pędzącego pociągu.

2013-05-30 | Dodaj komentarz
psenk
2013-06-01 23:31:40
to był projekt. ile Katowice straciło w ostatnim czasie dobrej architektury.......
Komentarzy (6)

Tłuste frytki

  

Ulicą Dzierżyńskiego chadzała wtedy Kasandra, cała w czerni, gromkim głosem wykrzykiwała, że kończy się świat. No ale kto kiedykolwiek na świecie w jakimkolwiek miejscu wierzyłby Kasandrze?

- Nie wprowadzajcie tego, co wygląda na dar, w mury miasta! - krzyczą Kasandry zawsze bezskutecznie i zawsze odpowiada im śmiech oraz drwiny.

Minęliśmy ją z A. 17 stycznia 1989 roku, po drodze na frytki.

Nie pamiętam, gdzie na Dzierżyńskiego sprzedawano frytki. Albo gdzie w centrum miasta. Mam tylko zapisane, że byliśmy z A. na frytkach. Nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że to była w miarę świeża rzecz, frytki sprzedawane na mieście, w zatłuszczonych torebkach. I jedyna taka. Hot dogi, hamburgery zaczęły się pojawiać dopiero potem. A frytki sprzedawano wtedy tłuściutkie, ociekające tłuszczem. Papierowa torebka czasem przeciekała. Można być pewnym, że z racji oszczędności na tym samym tłuszczu smażono cały dzień, więc to był dobrze wysmażony tłuszcz. I frytki miały swój ciężar gatunkowy.

Może sprzedawali je przy starej, popękanej ułożonej z betonowych kwadratów fontannie za mostem na Białej. A może w najnowocześniejszym domu handlowym w województwie bielskim, któremu nadano imię na cześć beskidzkiego zbója?

Na pewno drobna,osiemnastoletnia A. nie miała żadnych wyrzutów sumienia z powodu żarcia strasznie tłustych frytek, bo też nikt wtedy przed tym nie ostrzegał. Nie było w młodzieżowych gazetach, czyli w „Świecie Młodych" i w „Na Przełaj" artykułów o konieczności zachowania zdrowej diety.

Szliśmy na te frytki ulicą Dzierżyńskiego nie po kostce brukowej, bo jej wtedy nie było, tylko właśnie po czym? To chyba takie płyty były jakieś.

Pewnie znów zarwaliśmy jakieś lekcje, skoro tak łaziliśmy. Wieczorem mieliśmy jechać na kwadrans do Aleksandrowic, ale jest zapisane, że nie poszliśmy. Widocznie dobrze się gadało.

W szkole, zdaje się, puszczali przez megafony umieszczone w każdej klasie jakiś program artystyczny w wykonaniu młodzieży szkolnej poświęcony przypadającej tego dnia 44 rocznicy wyzwolenia Warszawy przez Armię Czerwoną. W telewizji po dzienniku na pewno był tego dnia jakiś film wojenny.

W areszcie przesłuchiwanych jest siedem osób, które około piętnastej tego dnia stały przed gmachem KC w Warszawie z transparentem: EKIPA STANU WOJENNEGO NA ŚMIETNIK HISTORII.

Tymczasem w Pradze - walki na ulicach.

2013-05-26 | Dodaj komentarz
babcia
2013-05-28 13:52:19
Była kostka, tylko mniejsza. Za to Klimczok dopiero na dniach otworzyć. A frytki sprzedawało w kilku budach w okolicach mostu. I było wiadomo, że tłuste niezdrowe. Filipinka pisała. A dla starych Przyjaciółka. Siusiek jesteś, nic nie pamiętasz.
arturpalyga
2013-05-28 14:54:09
No Filipinki to u nas już nikt nie czytał, fakt. "Przyjaciółka" w domu była, przeglądałem. I "Kobieta i Życie". "Klimczok" - słusznie!
Albrecht
2013-06-10 20:00:21
17 stycznia 89 walki w Pradze? Panie Arturze w Pradze było gorąco w listopadzie 89 r.
arturpalyga
2013-06-10 23:21:36
W styczniu 1989 r. mijała 20 rocznica śmierci Jana Palacha, który dokonał aktu samospalenia w proteście przeciw inwazji m.in. Polski na Czechosłowację. Z okazji tej rocznicy w Pradze odbywały się tłumne uliczne demonstracje brutalnie tłumione przez milicję. Dochodziło również do walk ulicznych.
http://www.janpalach.cz/pl
2013-06-11 00:09:39
Na niedzielę 15 stycznia 1989 r. kilka grup opozycyjnych zorganizowało spotkanie wspomnieniowe pod pomnikiem Św. Wacława w centrum Pragi. Za sprawą anonimowego listu, który 9 stycznia 1989 r. otrzymał reprezentant ówczesnej opozycji Vaclav Havel sytuacja stała się dramatyczna. Nieznany autor oświadczał w nim, że 15 stycznia 1989 roku zapali się na Placu Vaclava na wzór Jana Palacha w proteście przeciwko sytuacji politycznej. Havel poprosił Telewizję Czechosłowacką o możliwość wystąpienia w programie, by móc przekonać potencjalnego następcę Palacha do zaniechania jego czynu. Po odmowie zwrócił się do zagranicznych stacji radiowych (od grudnia 1989 r. sygnał Radia Wolna Europa nie był już zakłócany), które wyemitowały jego apel. Z podobnym apelem wystąpiła ówczesna rzeczniczka Karty 77 Dana Němcova. Spotkanie wspomnieniowe na Placu Wacława było zakazane przez urzędy, zaś przedstawiciele grup opozycyjnych zostali zatrzymani. Mimo tego ludzie przyszli na plac a demonstracje odbywały się także w ciągu kilku następnych dni. W większości zostały gwałtownie rozpędzone z pomocą armatek wodnych i jednostek specjalnych. Na koniec Tygodnia Palacha 21 stycznia 1989 r. urzędy we współpracy z jednostkami bezpieczeństwa uniemożliwiły odbycie się uroczyści ku czci Palacha przy jego grobie we Vsetatech. Havel i Němcova, w związku ze swoimi apelami wyemitowanymi w zachodnich stacjach radiowych, zostali oskarżeni o wzniecanie buntu i ograniczanie kompetencji czynników publicznych. Havel został skazany bezwarunkowo na karę 9 miesięcy więzienia. Razem z nim skazani zostali także inni działacze opozycji zatrzymani na Placu Wacława. Demonstracje przeciwko reżimowi w styczniu 1989, w czasie których jednostki bezpieczeństwa zatrzymały ponad 1400 osób, stały się zapowiedzią upadku komunistycznego reżimu.
Albrecht
2013-06-11 13:51:32
Przyznaję, mea culpa. Czechy i niepokoje, kojarzą mi się z defenestracją, inwazją w 68 i właśnie aksamitną rewolucją 89. Dzięki za informację, jestem o kolejne fakty mądrzejszy.
Komentarzy (2)

Rakowski

  

Kolejny wywiad rzeka z jednym z twórców III Rzeczpospolitej. Umierający Mieczysław Rakowski jeszcze w szpitalu, w grudniu 2008 r. odpowiada na pytania do książki, której dano tytuł: "Nie bądźcie moimi sędziami".

Naiwnością byłoby sądzić, że ostatnie słowa to te najbardziej szczere, no bo już przecież o nic się nie walczy i wszystko można powiedzieć bez obaw. Ale właśnie wtedy chyba walczy się najbardziej. Nawet nie o pamięć, nawet nie tyle o dobre imię dzieci i wnuków, ale o usprawiedliwienie swojego życia. I jak oskarżony w sądzie nie może być sądzony za to, że skłamał w obronie własnej, podobnie nie można mieć o to pretensji do umierającego.

Co innego więc jest ważniejsze, niż fakty, do których wypada podchodzić w takim wywiadzie szczególnie ostrożnie. Mianowicie sposób, w jaki się o tym mówi, sposób myślenia, w jakich kliszach się poruszamy, w jakim języku, w jakim widzeniu świata i historii. I chyba taki głównie sens ma dla mnie czytanie tych wszystkich rozmów.

Przykład. Rakowski opowiada o konieczności wprowadzenia stanu wojennego, rozpoczynając w ogóle tę rozmowę od starożytnej figury retorycznej z opowieści o dobrych i potężnych władcach. Poddani, ci najgorsi i najtrudniejsi w rządzeniu, ci którzy sami się przyczynili, przychodzili i prosili: - zaprowadź porządek, panie! I władca ubłagany niechętnie się zgadzał. Prastara to opowieść, którą chętnie posługiwali się tyrani i dyktatorzy wszystkich czasów od Czyngis Chana przez Hitlera, Stalina po Saddama Husajna. Przyszli i prosili, najedź nas, zrób porządek. I dał się ubłagać. Wysłał te bombowce.

I zaczynam czytać tego Rakowskiego i na samym początku, w pierwszej wypowiedzi widzę ten chwyt z podręczników retoryki dla dyktatorów. Kto, według Rakowskiego, przyszedł prosić o stan wojenny? Działacze katoliccy. Dokładnie brzmi to tak:

"Oczywiście o stanie wojennym dyskutowano wśród aktywu partyjnego, na spotkaniach z ludźmi, których obdarzaliśmy zaufaniem - również ze środowisk katolickich. Przychodzili do mnie już w październiku i pytali, dlaczego nie wprowadzamy stanu wojennego: Polska się kończy, następuje rozkład aparatu państwowego, a my milczymy."

I zastanawiasz się, czytelniku, kto przychodził, bo nie do końca jasne. Kto przychodził i prosił, bo Polska się kończy, a wy milczycie? Środowiska katolickie? No tak by wychodziło, ale niejasne do końca. Bo sprytnie sformułowane. Bo to też sposób myślenia, nie tylko mówienia. Żeby nie powiedzieć wprost, a rzucić tylko podejrzenie.

No ale Rakowski potem, nie wiadomo, precyzuje, czy podaje przykład.

"Przypominam sobie rozmowę z nieżyjącym już działaczem katolickim, który odwiedził mnie w październiku 1981 roku i powiedział, że w episkopacie liczą się z dwoma tysiącami ofiar, ale że stan wojenny jest konieczny, bo inaczej..."

Być może nic innego nie było. Być może jeden tylko działacz katolicki, np. z PAXu podczas przypadkowej rozmowy wspomniał coś w rodzaju: "Czy to się nie skończy stanem wojennym? Może powinno." Ale nie wiemy, bo działacz już nie żył, kiedy Rakowski to mówił, więc nie do sprawdzenia. Ale może tak. I z tego cała ta myśl o środowiskach, które przychodziły i prosiły, bo Polska się kończy, ratujcie, towarzysze!

I dali się uprosić.

Ciekawie też musiało wyglądać to posiedzenie episkopatu, gdzie ustalano, ile ludzi ma zginąć podczas stanu wojennego.

Dziwny stosunek Rakowskiego do Jaruzelskiego. Z jednej strony jakaś cicha rywalizacja, żal, że go generał odsunął w pewnym momencie, że go nie słuchał. Z drugiej strony niewątpliwa fascynacja tym szlacheckim, polskim inteligentem. Bo tak o nim pisze. Podkreśla to. Generał to była inteligencja szlachecka - mówi.

To chyba rys wspólny większości twórców III RP - fascynacja szlachecką inteligencką, rodowodami, arystokracją, szlachetną krwią. Taki klub fascynatów rodowodami. Te wszystkie dwory, familie, bale i wersale. To samo jest u Rakowskiego, któremu należy się tytuł jednego z Ojców Założycieli Klubu.

- Gdyby nie moja obecność w rządzie, nie doszłoby do Okrągłego Stołu - mówi z przekonaniem. I tego też nie należy traktować, jako fakt, ale jako sposób mówienia o rzeczywistości, w której Okrągły Stól przedstawiany jest jako bezkrwawa rewolucja i epokowe osiągnięcie. -Podpinam się pod Okrągły Stół. Okrągły Stół jest mój. Okrągły Stół jest wielki. Okrągły Stół to ja - komunikuje w ten sposób Rakowski, o którym wtedy Geremek mówił, że Rakowski na czele rządu jest zamiast legalizacji Solidarności. -Zamiast- zmieniło się z czasem w -Gdyby nie ja-.

Stan wojenny mieliśmy zatem na skutek próśb środowisk katolickich, a wolną Polskę dzięki Mieczysławowi Rakowskiemu.

2013-05-21 | Dodaj komentarz
gość55
2013-05-25 18:56:03
O tamtych czasach niech komentuja ludzie którzy te czasy przeżyli na studiach ,w pracy lub w w wojsku na SPR-rze po Filii PŁ w BB /pozdrowiennia dla ludzi z JW Chełmna,Morąga itd/ a nie ówcześni licealisci.
arturpalyga
2013-05-25 23:23:23
A o średniowieczu niech opowiadają sześćsetlatkowie. A o ptakach ptaki. Tere fere.

Skąd się wziął syf w Polsce? Wyjaśnia to Michał Dymitr Krajewski, proboszcz w Końskich, a później kanonik lwowski, w powieści "Podolanka" wydanej w 1784 roku. Hrabia tłumaczy to dziewczynie wychowanej w zamknięciu, w piwnicy, takiej dokładnie, jak u Josefa Fritzla, tradycja to prastara, takie piwnice.

Otóż syfa przywiózł do Europy, według Krajewskiego, Krzysztof Kolumb, ten odważny szaleniec.

"- Cóż robił ten błąkacz po morzu? Po co się tam puszczał?" -pyta dziewczyna.

" - Szukał pieprzu i złota.

- Pieprzu? Tego brzydkiego proszku, który ty kładziesz na stół, abyś sobie nim palił wnętrzności? Jakże? Toż trzeba było dla pieprzu zarażać tyle ludzi? [...]

- Powróciwszy, przywiózł z sobą zarazę, którą z złotem zarwał i dał ją tym, którzy ją wysyłali. Od nich dostały bliższe narody, a nam dewotka powracając z Rzymu przyniosła do Krakowa."

Tu następuje przypis dokonany ręką autora o treści następującej:

"Za Jana Olbrachta 1493, jak świadczy Miechowita i po nim Bielski".

I dalej:

"Nie ma teraz kraju, gdzie by to nieszczęście nie było już znane, jednakże w państwach chrześcijańskich najbardziej się rozszerzyło. [...]

- A kiedy zarażone dziewczęta zarażają swego kochanka, cóż im za to robią?

- Nic, bo wiele słusznych kobiet trzeba by także karać. Czasem je ochłoszczą za to, że się nieprzystojnie sprawują, a pospolicie mniej dbamy o to. Największa kara jest wzgarda, którą pokazujemy nierządnym kobietom.

- A ci mężczyźni, którzy przyprowadzają dziewczęta do takiego nierządu, bywają także karani?

- Nie, nam mężczyznom wolno zarażać, jak nam się podoba."

2013-05-19 | Dodaj komentarz
januszlegon
2013-05-19 19:27:42
"nam mężczyznom wolno zarażać, jak nam się podoba" :) Przywiózł kto przywiózł, ale kto rozpowszechnił? Królowie, arystokraci, szlachta... Inspirujący cytacik, dla wygody - z wikipedii:
januszlegon
2013-05-19 19:28:08
Zjadło cytacik: Kiła występowała dawniej pod wieloma różnymi nazwami: syfilis, choroba francuska (łac. Morbus gallicus)[5] (w Rosji "choroba polska", we Francji "choroba angielska", w Polsce "choroba niemiecka"[5]), franca, choroba dworska, przydomek dworski, choroba sekretna, choroba hiszpańska, przymiot, pudendagra, pani franca, świerzba, dziki świerzb, syf, weneria, katar kanalicowy, ospa miłosna, niemoc kurewników i cudzołożników[6]. Nazwa choroby francuskiej, morbus gallicus, wywodzi się od wybuchu epidemii w armii francuskiej. Nazwa "syphilis" zostawała ukuta przez włoskiego lekarza i poetę Girolamo Fracastoro w jego epickim poemacie napisanym po łacinie, o tytule Syphilis sive morbus gallicus (łac. "Syfilis albo choroba francuska") z 1530[7]. Protagonistą poematu był pasterz zwany Syfilusem (być może odpowiednik postaci z "Metamorfoz" Owidiusza, Sipylusa). Syfilus jest przedstawiony jako pierwszy człowiek, który zachorował na tę chorobę, którą zesłał bóg Apollo jako karę za nieposłuszeństwo, jakie okazał mu Syfilus i jego stronnicy. Poprzez dodanie przyrostka -is do tematu Syfilus, Fracastoro utworzył nową nazwę choroby, która została także użyta w medycznym tekście De Contagionibus ("O chorobach zaraźliwych")[8]. Do tego czasu, jak podaje Fracastoro, kiłę nazywano "chorobą francuską" we Włoszech i Niemczech, a "chorobą włoską" we Francji[9]. Dodatkowo, Holendrzy nazywali ją "chorobą hiszpańską", Rosjanie "chorobą polską", Turcy "chorobą chrześcijan", a Taitańczycy "chorobą brytyjską"[10]. Druga łacińska nazwa kiły lues pochodzi od łacińskiego czasownika luere – "pokutować".
januszlegon
2013-05-19 19:37:13
I jeszcze jeden cytacik: Ludwik Andegaweńczyk umarł w wyniku dziedzicznej kiły, a jego córka Jadwiga - w wyniku gorączki połogowej. Od Ludwika kiła rozpowszechniła się zresztą wśród monarchów, gdyż chorowali na nią Jan Olbracht, Aleksander, Zygmunt August, Henryk Walezy, Władysław IV, Jan Kazimierz i Jan Sobieski. Protokół sekcyjny Sobieskiego zawiera na przykład informację, iż "król miał dwie gangreny koło jajec". - http://www.ruinyizamki.pl/spisy%20tresci/artykuly/monarsze-przypadlosci.html
arturpalyga
2013-05-20 00:41:39
Trudniej byłoby zrobić listę królów, którzy na to nie chorowali.
babcia
2013-05-23 14:56:04
A ja myślała, że królewska choroba to ganc co inszego.
Komentarzy (0)

Skrawki z Moskwy

  

1. Biurokracja umożliwia człowieczeństwo.

Mija czas na lotnisku Szeremetiewo.Nadzieja na to, że bagaż jednak dotarł, umarła. Mija czas na lotnisku Szeremietiewo przed kontuarem, gdzie zgłasza się nieprzybycie bagażu.

- A ile czasu było na przesiadkę w Warszawie? - pyta nieuśmiechnięta pani.

- No mało. Biegliśmy. Bo mgła była w Krakowie i później wystartował.

- Mgła, mgła. No to wszystko jasne.

Wszystko jasne. Z powodu mgły i opóźnienia samolotu z Krakowa, nie zdążyli na Okęciu przeładować naszych bagaży.

- No i co teraz?

- Proszę to wypełnić.

Dostajemy do wypełnienia trzy kwestionariusze. Na każdym trzeba wypisać to samo. I jeszcze czwarty, gdzie wypisuje się te same dane. I jeszcze wypisać sztuka po sztuce wszystko, co było w plecaku i oszacować wartość każdej rzeczy. I podliczyć wartość ogólną. Potem pani przepisuje to do komputera. Potem dostajemy podpisane przez nią kartki i mamy z tym iść na drugą stronę lotniskowego hallu po pieczątki. I potem wrócić tu z opieczętowanymi. Pan z pieczątkami ogląda papier uważnie. Niedobrze. Napisałem wartość w złotówkach. Nie może być. Musi być w dolarach albo w euro. No i co teraz? Przekreślić nie można. Musiałbym powtarzać wszystko od początku. Cholera!

Pan z pieczątkami daje mi znak, żebym po prostu dyskretnie poprawił -zł- na -S- (dolar). Faktycznie jest tak napisane, że się da. -z- na S, a -ł- na pionowe kreski. Ale wtedy skrupulatnie wyliczona wartość się nie zgadza. Moje parę starych ubrań i książek nie jest aż tyle warte. Pan z pieczątkami macha ręką, że będzie ok. I wbija sześć takich samych pieczątek. Ulga. Jestem mu wdzięczny za okazane serce i zrozumienie.

Bagaże dojechały ledwie dwa dni później.

2. Najdroższe miasto świata.

W Moskwie mieszka dziesięć milionów ludzi. To więcej niż jedna czwarta mieszkańców całej Polski. Większość z nich, jak mówi P., zarabia mniej niż przeciętnie zarabia się w Polsce. Ceny za to są powalające. Bochenek chleba to w przeliczeniu - 15 złotych. Herbata w kawiarni - 30 złotych. Obiad w barze - 100 zł.

- Moskwa to teraz najdroższe miasto świata - twierdzi chłopak jednej dziewczyny.

Tradycyjnie, w porównaniu z resztą, wódka jest tania, bo kosztuje tyle, co wódka w Polsce. I papierosy, które są o jedną trzecią tańsze niż w Polsce

Na szczęście znajdujemy "Czebureczną", która przyciąga radzieckim wystrojem. Na ścianie - Lenin, Trocki, Stalin w sterowcu nad Wenecją. Na stołach popielniczki. W okienku sprzedają tanie czeburaki, kawę w szklankach i wódkę. Gosia prosi o cztery pięćdziesiątki. Pani chce jej lać cztery do jednej szklanki.

3. Dyskusja i krytyka.

Dyskusja po czytaniu. Studentki z MChAtu. Bardzo żywa rozmowa, bardzo energiczna. Ciekawią się, nie boją się pytać i krytykować.

- Połowa zespołu to imigranci - mówią po czytaniu tekstu Magdy o imigrantach.

Myślę sobie, że w Niemczech taka dyskusja byłaby niemożliwa.

Poczucie, że jest tu jakaś energia, chęć, żywioł, którego tam nie ma.

4. Uprzejmość i drzwi.

W metrze w kółko powtarzają komunikat, żeby ustępować miejsca osobom starszym, inwalidom i brzemiennym kobietom. Drzwi od wagonów natomiast zatrzaskują się boleśnie, nie czekając aż wszyscy wsiądą. Deklarowana w komunikatach uprzejmość i drzwiowa przemoc.

5. Bazar.

Duże centrum handlowe w dzielnicy Fili. Obrośnięte budami, straganami. W środku, w sklepie - bazar.

- Co potrzeba? Ajfon? Ajpad? Komórka? - zaczepiają nas.

Masę tu tego sprzętu. A na górze płyty. Ciasne, małe stoiska, jak na targu. Setki, tysiące płyt. Niedrogo. Czego potrzeba? Wszystko jest. A wszystko pirackie.

6. Luksus na codzień.

Luksusowy sklep w centrum Moskwy, niedaleko Kremla. Samoobsługowy, z kasami, wózkami. Ale wnętrza, jak sala balowa. Obrazy, zdobienia, kandelabry. Na zewnątrz za szybą śmigają luksusowe auta.

7. Put wsiegda.

Bulwar kwietny. Noc z ósmego na dziewiątego maja.

- U was to nie jest święto? Naprawdę? - dziwią się. - Przecież razem faszystów pokonaliśmy.

Wszystkie ławki obsadzone ludźmi. Wino, piwo, wódka ze sklepu. W knajpie drogo, tu - po ludzku.

- W Polsce nie można pić na ulicy? To ja bym nie chciał żyć w Polsce.

Śpiewamy wspólnie w ciemną tę majową noc: Put wsiegda budiet sonce.

8. Trup turystyczny.

- Lenin w mauzoleum. Nigdy go nie widziałam, nie miałam i nie mam ochoty - mówi nasza opiekunka rosyjska. - Mam trupa oglądać? Moja koleżanka była. Ale jak dochodziła, to zamknęła oczy, bo się brzydziła.

Lenin głównie interesuje turystów.

9. Niemcy w podziemiach.

Wycieczka niemieckich emerytów zwiedzająca dziewiątego maja rosyjskie metro to widok czegoś komiczny.

10. Dwa tłumy.

Tłum ludzi w gigantycznym McDonaldsie przy Twerskiej (ceny dwa razy wyższe niż w Polsce). W tym samym czasie kilkunastotysięczna manifestacja antyputinowska przy placu Błotnym.

11. Latający torreadorzy.

Dziewiątego maja małe estrady w różnych częściach miasta. Zespoły dziecięce śpiewają i tańczą "Katiuszę".

- Wszyscy żałujemy, że nie ma już Związku Radzieckiego, gdzie narody żyły razem w zgodzie i przyjaźni - mówi pani w pobliżu Małej Gruzińskiej do mikrofonu, zapowiadając gruziński zespół. Po Gruzinach - chłopcy przebrani za torreadorów i dziewczęta tańczące flamenco. Ole!

Pół godziny później jestem na Arbacie, gdzie pod Wachtangowskim występuje ten sam ispańskij zespół torreadorów. Weteran z medalami apeluje do młodzieży, żeby pamiętała o zabitych. Ale widownię stanowią głównie zagraniczni turyści, którzy go filmują i robią mu zdjęcia, a potem siadają je oglądać w którejś z kawiarni na Arbacie, gdzie uwijają się grzeczni kelnerzy.

12. Chronione wszystko.

Ochroniarze. W każdym sklepie, w każdym barze, przed każdą instytucją, wszędzie. To chyba najłatwiej osiągalny zawód dla faceta w Moskwie - ochroniarz.

13. Remedium.

Dużo ludzi ma tatuaże.

- Jakoś trzeba przeżyć w tej Moskwie. Gdyby nie tatuaże, trudniej by było wytrzymać.

2013-05-14 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....
[Stały czytelnik tego bloga]
Proszę napisać książkę z wyprawy do Ameryki. Nic straconego. Chętnie przeczytam. Tak jak z ciekawością...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1440219
Newsów: 695
Komentarzy: 2117
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała