arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - wrzesień 2013


Komentarzy (0)

Policzkowanie posła

  

Śmiechy i radość widowni towarzyszy biciu posła na Sejm RP, które ma miejsce na scenie w spektaklu Strzępki/Demirskiego pt. Firma.

- Jestem posłem! - mówi. I dostaje w twarz. - Jestem posłem! - I jeszcze raz w twarz. - Jestem posłem! - na ziemię i jeszcze raz.

Poseł spotyka się nieformalnie na stacji benzynowej, bo tam nie ma podsłuchów, aby omówić interesy, więc jest w sytuacji nieparlamentarne. A rzecz dotyczy Polskich Kolei Państwowych, bo o tym jest ten spektakl. Katastrofa pod Szczekocinami. Wiadomo, że skazany zostanie dróżnik. Dziecko zamarzło na nieogrzewanym dworcu. Wiadomo, że winna była matka. - Odebrać jej prawa rodzicielskie! - domaga się poseł. Posłowie chodzą z krwią na rękach.

Spektakl jest nierówny i może być nużący (część osób wychodzi w przerwie), ale momenty są świetne.

Demirski, były dziennikarz, przeprowadził rodzaj obywatelskiego śledztwa. Posłowie są oskarżeni o doprowadzenie do katastrofy polskich kolei, a także konkretnie o śmierć ludzi w kolejowych katastrofach. Na koniec, kiedy przenosimy się w czasie w najbliższą przyszłość, widzimy byłych posłów popełniajacych samobójstwa przez powieszenie.

Polska 2020 r. W całym kraju pozostało dziesięć połączeń kolejowych, za to superszybkimi, luksusowymi pociągami, na które bilety kosztują Bóg wie ile.

Scena przemówienia w sejmie, gdy poseł, który potem zostanie, ku uciesze ludzi, zbity, ogłasza podział Polskich Kolei Państwowych na 186 spółek, które niech ze sobą konkurują, walczą, rozszarpują się na strzępy.

Podawane są fakty dotyczące defraudacji na kolei od 1989 roku, w tym bardzo konkretne, jak sprzedawanie tanio podkładów kolejowych, które zaraz potem spółka odkupuje po zawyżonej cenie. Inspektor NIK, który w latach 90 prowadził dochodzenie w sprawie gigantycznych malwersacji, sprzeniewierzeń i zaniechań na PKP, ginie w wypadku samochodowym, a parę miesięcy później umiera kierowca, który go wiózł.

Podawany jest czas przejazdu pociągów w roku 1989 i 2013. Przykładowo: Warszawa - Gdańsk w 1989 - 6 godzin, w 2013 - 9 godzin. Podawane są takie informacje, jak że od 1989 roku w Polsce zbudowano 1 kilometr linii kolejowych, a zlikwidowano ileśset kilometrów, ileśset połączeń, zamknięto ileśset stacji.

W tym wszystkim miotają się i załatwiają interesy posłowie powiązani interesami -rodzinnymi-, bo Polska to -kraj firm rodzinnych-.

- To sięga tak wysoko, że nie ma o tym w telewizji - mówi jedna z postaci.

Staruszka, która wychodzi co noc na stację, na której nic już nie jeździ, siedzi na ławce na peronie i czeka do rana. Przyłączają się do niej kolejni. W końcu na nieczynną stację przychodzi koło setki osób, które czekają. Ochrona szykuje akcję, żeby ich wypędzić. - Ale my się nie damy - mówi staruszka.

Na spektakl przyszło czterdziestu posłów z Ruchu Palikota, cały klub.

- No tak, PKP to jest problem - mówił Janusz Palikot w przerwie.

Po spektaklu to oni, jako pierwsi wstali do owacji na stojąco.

- Jak pan myśli, co by było, gdyby ten spektakl zagrać w sejmie, dla wszystkich partii - zadał pytanie ktoś z publiczności na spotkaniu z twórcami po spektaklu.

- Przypuszczam, że byłyby niemilknące owacje - odpowiedział Piotr Kruszczyński, dyrektor Teatru Nowego w Poznaniu, gdzie grana jest "Firma". Śmiech na sali.

A dziś, za chwilę na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy nasz "Morrison/Śmiercisyn" z Teatru Lalki i Aktora w Opolu.

2013-09-30 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Drodzy Moskale! Przyjaciele Moskale, opiekunowie Moskale, bracia Moskale! Bodaj was syfilis jadł, a cholera zamykała powieki, bodaj każde dziecko wasze rodziło się bez mózgu, bodaj wasze żony szczenięta rodziły! - pisze Stefan Żeromski w Dziennikach. Ten Stefan Żeromski, przyhołubiony przez PRL, wykastrowany Żeromski.

Nowy numer "Pamiętnika Literackiego" otwiera tekst Beaty Utkowskiej o zajadłej, kipiącej emocją, wściekłej nienawiści Żeromskiego do Rosji. Styl tych barwnych kawałków kojarzy się jako żywo z dzisiejszym Rymkiewiczem. I wygląda na to, że podpisałby się Żeromski pod zdaniem Rymkiewicza, że cała nadzieja dla Polski w tym, że Rosja wymrze.

W PRLu mówiono, że nienawidził caratu. Ale on taki sam miał stosunek i później do Rosji porewolucyjnej. Słowa -Rosjanie- nie używa. Zamiast tego pisze: mongołowie, kacapy, plugawcy, wszawcy. Pisze, że trzęsie go, gdy słyszy ten psi język. Powołuje do życia czasownik - zmoskalić się -, który jest synonimem słowa - spodleć -.

Kto chce zrozumieć, czym są Moskale, trzeba zwiedzić Drohiczyn albo Białą - inaczej nie pojmie się tego narodu chodzącego na czworakach - pisze Żeromski po wizycie w Drohiczynie. - Owe cztery kościoły, jakie widać z daleka, przedstawiają się tak: jeden jest cerkwią. Na szczycie gotyckiej wieży architekt mongolski przylepił banię azjatycką w kształcie piguły ze śniegu. Dwa pozostałe sypią się w gruzy. Jest to widok obrażający naturę ludzką, coś, co tylko mongoł może zrobić kopytami. Wieża na wspaniałym, czysto gotyckim olbrzymie - kościele pijarskim, krzywi się na bok, krzyż żelazny wisi już tylko, wybite okna, czarne, przerażające mury, zielska... Stoi to w środku miasta. W byłym klasztorze pobernardyńskim - koszary, w byłej szkole pijarskiej - zakład dla nauczycieli wiejskich. Trzeci kościół i klasztor benedyktyński w gruzach. Zwiedziłem go. Marmurową posadzkę wydarto do cerkwi, złupiono, ale złupiono tak, jak wieprze tylko umieją łupić. W podziemiach leżą kości zakonnic w porozbijanych trumnach, gdzie sołdaci szukali pieniędzy, rozwłóczone, rozmiecione...

Andrzej Mencwel pisze na podstawie tych zapisków: Rosja Żeromskiego jest Rosją zła demonicznego. [...] Gdyby Żeromskiemu przyszło wybierać między Polską a prawdą, wybrałby Polskę. Zwłaszcza gdyby prawda przychodziła z Rosji. Rosja może być tylko przedmiotem totalnego odrzucenia i odrzucenia takiego Żeromski dokonuje stale zarówno w swej twórczości, jak i w życiu osobistym.

Z wiekiem antyrosyjskie poglądy Żeromskiego jeszcze bardziej się radykalizują. Wyśmiewa idee słowianofilstwa i panslawizmu, które są, jak pisze, przykrywką nacjonalizmu rosyjskiego.

Wy rosyjscy panslawiści, wy podłe, jaszczurcze plemię, polipie straszny, jeszcześ nie syty? Mało ci trupy palić i w ziemię wlec, gdzie północne błękity?

Wyśmiewa rosyjski socjalizm. Socjalistów w Rosję wpatrzonych nazywa stadem baranów.

Bawcie się, dzieci, marzcie o niedoli robotniów całego świata, łączcie się z Moskalami i moskalcie się sami. Nie będziemy was ścigać nawet uśmiechem wzgardy. Jesteście naiwni.

Pisze Żeromski, że woli despotyzm i tyranię niż wolność w spółce z Rosjanami. Bo Rosja jest siłą piekielną, która dławi żywioły dobre na gnój.

Rosja znieprawia podłością, przygniata łapami, degraduje ludzi do poziomu bezrozumnych zwierząt. Żeromski opisuje swój wstręt do sztuki rosyjskiej, do-mongolskiej- architektury, także do prawosławia, które prześladuje unitów. Odnotowuje młody Stefan prześladowania i martyrologię unitów na Podlasiu.

Beata Utkowska tropi niekonsekwencje rusofobii Żeromskiego. Pierwsze pęknięcie następuje, gdy młody Żeromski zarabia jako guwerner i jeździ po polskich, szlacheckich dworkach. Widzi w nich podłą szlachtę, głupią, samolubną, brutalną, a z drugiej strony nędzę, wyzysk i ciemnotę wsi przez tę szlachtę bezmyślnie gnębioną. I tu z trudem przyznaje, że car i rosyjskie prawo staje się dla chłopów polskich dobrodziejstwem i jedyną obroną przed najokrutniejszym, tępym, bezwzględnym wrogiem wsi polskiej - polską szlachtą. Sugeruje w zapiskach, że zaakceptowałby nawet w tym wypadku ten ruski socjalistyczny wymysł pod nazwą walki klas, ale tylko po to, żeby całą tę durną polską szlachtę wybić (!!!). Przez nich znikniemy jako rasa - pisał o szlachcie.

Dodam, że podobną głęboką niechęć, choć nie tak obelżywie i agresywnie wyrażaną, miała Curie-Skłodowska, gdy jako nauczycielka domowa wynajmowała się w, jak sama pisze pańskich domach, gdzie rachunki od roku nie płacone, a służby pięcioro.

Zauważa też Utkowska, analizując zapiski Żeromskiego, że dwa istotne wyjątki robił w swojej do Rosji i wszystkiego co rosyjskie, nienawiści. Po pierwsze - piękne Rosjanki, z którymi chętnie flirtuje i pisze o nich z podziwem i pasją. Raz tylko przeżywa frustrację z tego powodu, gdy zakochuje się w Helenie Skierskiej, Rosjance, która jest córką wysokiej rangi urzędnika carskiego. Ja Polak mam kochać córkę zbrodniarza? - łamie się. Łamie się tak przez cały rok i wciąż kocha.

I drugi wyjątek - dla literatury rosyjskiej, którą czyta oczywiście w oryginale. Z pełną świadomością niechęci Turgieniewa i Dostojewskiego do Polaków, i pomimo deklarowanej nienawiści do rosyjskiego języka, przepisuje do notesów całe fragmenty po rosyjsku, cyrylicą z Lermontowa, Puszkina, Gogola. Turgieniewa wielbi i pisze, że to najwybitniejszy pisarz europejski. Dostojewskiego podziwia i z nim polemizuje.

Pisze - namiętny Lermontow, pisze - wstrząsający Dostojewski, pisze - kochany Turgieniew, i pisze - kacapy, kacapy, kacapy.

Polecam "Pamiętnik Literacki", najnowszy numer dostępny na półce w czytelni Książnicy Beskidzkiej.

A! I muszę odnotować z radością, że wróciła do czytelni "Literatura na świecie"!!! Gdybym był lokalną gazetą, napisałbym: po naszych publikacjach! :)))) W ostatnim numerze - poezja i proza z Madagaskaru!

2013-09-25 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (8)

Piwnica

  
Piwnica była... Gdzie była ta piwnica? Z Dzierżyńskiego się wchodziło, po tej stronie, co biblioteka i księgarenka na rogu, tylko kawałek dalej. Gdzieś naprzeciwko księgarni Oświata. Tak, tak, to był taki książkowy odcinek ulicy Dzierżyńskiego. Księgarenka mała, biblioteka i wielka księgarnia Oświata.
Księgarenka na rogu to był taki punkt -górna półka-. W porównaniu z Oświatą była malutka. Zaraz po wejściu stawało się więc w dość bliskiej odległości, przeważnie sam na sam z panem Ponurym Księgarzem, który wtedy przerywał czytanie. Mógłby być żywą ilustracją starodawnego powiedzenia -patrzy spod byka-. Część książek wyłożona była na ladzie, ale większość na półkach za jego plecami. Czuło się jego wzrok na swoich dłoniach wertujących jedną z książek na ladzie.
- Czegoś konkretnie szukasz? - pytał znienacka złowrogo tak, że plątał mi się język i nie wiedziałem, co powiedzieć. Pamiętam, jak brutalnie zrugał jedną klientkę, która chciała coś, co określił, jako -byle co-.
- Takich rzeczy niech sobie pani szuka po drugiej stronie! - krzyczał, mając na myśli Oświatę. Uciekała w popłochu.
Pamiętam też, jak byłem świadkiem raz, kiedy był zadowolony. Rozmawiał z kimś o jakichś autorach, o których istnieniu nie miałem pojęcia, wymieniali opinie o przekładach i wyższości wydania drugiego nad trzecim. Był absolutnie na drugim biegunie od jednej serdecznej i uśmiechniętej pracownicy dzisiejszej księgarni Matras w Sferze, która nie chciała mi uwierzyć, że książki Dostojewskiego raczej nie powinny stać na półce z literaturą polską.
Księgarnia Oświata natomiast dzieliła się na księgarnię Import, księgarnię zwykłą i księgarnię z podręcznikami. Rytuałem było (zresztą zostało mi to na zawsze, aż do jej niedawnego zamknięcia) zatrzymywanie się na dłużej przed kolejnymi oknami wystawowymi tej księgarni i oglądanie okładek. Pani Dworniczek (na jej cześć otrzymała nazwisko jedna z bohaterek „Nieskończonej historii", Wiktoria Dworniczek, którą w Warszawie gra pani Elżbieta Kępińska) zawdzięczam pierwsze wtajemniczenie w Marka Hłaskę. Hłasko był wtedy towarem spod lady, a historia była taka, że tato poprosił o prezent dla osiemnastoletniego syna i dostał cztery opowiadań i powieści Marka Hłaski. Cztery, bo cenzura nie pozwalała wtedy jeszcze na wydanie „Pięknych dwudziestoletnich". I czytałem to z zadziwieniem. No nie były to książki przygodowe. Czytałem jednym tchem wszystko. To było odkrycie nieznanego lądu. Silne to było strasznie i ważne. Później mieliśmy od niej wiersze poetów emigracyjnych, dwa znakomite tomy antologii współczesnej poezji polskiej w wyborze Drozdowskiego i Urbankowskiego, „Dzieci Arbatu", Sołżenicyna i jakieś demaskatorskie pozycje o Stalinie. Wszystko w takiej aurze, że to trudno dostępne, nie wystawiane na wystawy, spod lady. Ale wydania oczywiście już legalne.
O pani Marii Dworniczek chciałem też powiedzieć, że kiedy później, później potrzebowało się z jakichś okazji książki na nagrody, to po prostu szła na zaplecze i przynosiła kupkę książek. W dzisiejszych empikach tak by się nie dało.
No dobra, i tam, na książkowym odcinku Dzierżyńskiego.. wchodziło się na podwórze, i na końcu podwórza się skręcało w prawo... tak, i tam potem było przejście na Koniewa, do KMPiKu, gdzie też były książki... no więc na końcu podwórza schodami dół schodziło się do niczyjej piwnicy. Wtedy bywały takie niczyje piwnice. Od nie wiadomo jak dawna nie używane. Z rozwalającymi się drzwiami, zgniłe w środku, śmierdzące, rozsypujące się.
Pojęcia nie mam, kto tę piwnicę znalazł. Ale było nas tam więcej, chłopaków mających nadzieję, że zrobimy sobie tu miejsce. Miejsce, gdzie można COŚ robić. To znaczy my, z Pyką i z Damianem wiedzieliśmy konkretnie co. Chcieliśmy tam mieć próby zespołu punkowego Kompania K. Dlatego 19 stycznia 1989 roku, w czwartek, wieczorem, po lekcjach, przyszliśmy tam do roboty. Trzeba to było oczyścić z syfu, odgruzować, ktoś już gdzieś kombinował jakieś cegły, mieliśmy murować podwyższenie pod scenę. Tego czwartku się zaczęło. Więc wtedy głównie sprzątaliśmy. I na koniec ciężkiej roboty, w kurzu, w gruzie, w ciemności, bo już wieczór był, a tam nie było jeszcze światła, ktoś wyjął wino. Siarkowe, tanie. Nie pamiętam, żeby były wtedy w sklepach jakieś inne wina. Wino to wino, wiadomo. Za dużo nie można było, bo trzeba było do domu przyzwoicie wrócić, więc raczej poczęstunkowo. Ktoś wyciągnął papierosy. Paliło się wtedy Mocne, Extramocne, Klubowe, Popularne (bez filtra), a z bardziej luksusowych - Carmeny lub Yugo. Sądzę, że wtedy w piwnicy musiały być Popularne. Byliśmy w naszym, znalezionym przez nas miejscu, po ciężkiej robocie w książkowej dzielnicy. Większość z nas w tym roku miała skończyć osiemnaście lat. Był środek zimy. Był Hłasko i była Baza Sokołowska. I tak to zostało w kalendarzyku z roku 1989. Czwartek, 19 stycznia. Zaczęliśmy robić piwnicę. Wypiłem trochę wina i zakurzyłem sobie.
2013-09-23 | Dodaj komentarz
efendi
2013-09-23 09:36:03
Pan nazywał się Polanowski, świętej pamięci Polanowski, w obcisłych jeansach, z rozwianymi włosami, prawdziwy księgarz i filozof. Teraz jest tam bank...
arturpalyga
2013-09-23 10:17:56
Tak! Dziękuję za przypomnienie! Waldemar Polanowski. Znalazłem o nim taki fragment w necie: Zdecydowanie nie będę tego zamawiał. To sensacja wydawnicza, na którą popyt nagle wzrósł, ale równie szybko spadnie - mówi Waldemar Polanowski, jeden ze znanych bielskich księgarzy. Jego zdaniem Biała Księga nie ma żadnego związku z prawdziwą literaturą, którą poleca swoim klientom.
Angus
2013-09-23 10:53:43
Prawda, Waldemar Polanowski. Najpierw miał księgarnię w budce pod przejściem koło dworca PKP, potem przeniósł się na róg Dzierżyńskiego pod biblioteką. Ciekawy człowiek, ale oferta była chyba jak na BB zbyt ambitna i specjalistyczna - filozofia, socjologia, religioznawstwo. Prawda, klientów wartościował i niektórych przekreślał na wejściu, oceniając, iż w jego księgarni i tak niczego nie kupią. Malownicza postać. Załatwił mi brakujące tomy Eliadego. Pod koniec działalności księgarni zajęty był kopiowaniem obrazów i nie lubił, gdy ktoś mu w tym przeszkadzał, pytając o książkę... Ot, pozamiatało takie miejsca z miasta...
ANia
2013-09-23 18:52:57
A ja kupiłam tam Pana książkę i piękne wydanie Dostojewskiego.teraz jest tam chińszczyzna...
Artur Palyga
2013-09-24 02:52:32
Pani Aniu, to niech Pani kupuje teraz w księgarni "Pod Klimczokiem", jeśli mogę zachęcić. Żeby i tu nie wyrósł sklep z tandetą albo pięćsettysięczny bank. Empiki są wygodne i przestronne, ale to w istocie wredne miejsca. A Pani Stenia spod "Klimczoka" trzyma poziom. Pozdrawiam!
bogdanbo
2013-09-24 22:59:03
Panie Arturze, noblesse oblige więc prawnuczka Karola Korna trzyma poziom...
GG
2013-10-17 03:18:47
Tak, księgarnia w Klimczoku trzyma poziom, tam sa listy Lem-Mrożek :)
GG
2013-10-17 03:18:47
Tak, księgarnia w Klimczoku trzyma poziom, tam sa listy Lem-Mrożek :)
Komentarzy (0)

Arkadelfia

  

To gwoli zachęty, notatki z "Arkadelphia news".

Arkansas, miasteczko Arkadelfia
10 000 mieszkańców. Przez miasteczko przechodzi autostrada międzystanowa nr 30. Główną atrakcją jest wieża ciśnień.

"Arkadelphia news"

Członkowie kilku kościołów w Arkadelfii od poniedziałku do piątku zajmowali się pomocą ludziom z sądziedztwa. Ramiona wokół Arkadelfii to projekt, który rozpoczął się 10 lat temu. Rozpoczął go Pierwszy Kościół Baptystów. Co roku członkowie kościołów pomagają w przeprowadzaniu remontów domów i w naprawach domowych ludziom, którzy nie są w stanie wykonać tego sami. Baptyści, metodyści i prezbiterianie organizują robotników i finansują projekt. W pracach biorą też udział indywidualne osoby z innych kościołów w miasteczku. Osoby z tak daleka jak Illinois i Californii przyjeżdżają w tych dniach do Arkadelfii, aby wziąć udział w projekcie.
- W tym roku wyremontujemy nasz setny dom - mówi Jeff Root z Uniwersytetu Baptystów.
- W takiej społeczności jak Arkadelfia setny dom to nie bagatela.
McAllister wziął tydzien urlopu z pracy, żeby wziąć udział w projekcie.
Bierze udział jako jeden z 10 mężczyzn w remoncie dachu na domu Jackie Goshen.
- W zasadzie kładziemy nowy dach - mówi członek ekipy, Justin Isenhoer.
Isenhoer jest profesorem puzonu w szkole muzycznej.
- Kiedy padało, miałam pięć galonów wiader i pojemników, które ustawiałam w domu - mówi pani Goshen. - Dziękuję Bogu i tym mężczyznom za nowy dach.
Jackie Goshen mieszka tu z mamą, siostrą i kuzynką.
- Próbowałyśmy łatać dach, jak się dało, ale to nie wystarczało - mówi. Koszt nowego dachu szacuje się na 3000 dolarów. Kościół Baptystów zapewnia wolontariuszom biorącym udział w projekcie lunch i obiad. Oraz gościnę.
- Dziś mamy kanapki z tuńczykiem i sałatkę z kurczakiem - mówi Robert Long, szef Służby Żywnościowej. Wieczorem na obiad mamy dla każdego posiłek mięsny. Około 100 ludzi codziennie przychodzi na lunch i 60-75 na obiad. Po południu wolontariuszom roznosi się napoje i drinki energetyzujące.Tydzień rozpoczął się bankietem, a kończy się wspólnym grillem. Pastor, Tim Martin mówi, że w Arkadelfii jest jeszcze dużo domów poniżej standardu. Po zakończeniu tygodnia będziemy szykować listę domów na następny rok.

- - - -

Znam jedną osobę w naszej okolicy, która potrafiłaby podobną akcję tutaj zorganizować. Ewa wie, kto to. :))

2013-09-19 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (3)

Co nowego w Twin Peaks?

  

Na zdjęciu pani Sue Bahleda z miejscowości Juneau na Alasce. Jak podaje "Alaska Dispatch" do jej domu włamał się młody niedźwiedź, który zaczął zjadać chodzące po tarasie kurczęta. Pani Sue na ten widok niezwłocznie skoczyła po aparat i samowyzwalaczem zrobiła sobie z misiem zdjęcie.

Kawiarnia Filozoficzna

Czwartek, 19.09, godz. 19.30.

Pub Shakespeare!

(Dąbrowskiego 5 - ul. łącząca Mickiewicza i Krasińskiego)

Temat: Co nowego w Twin Peaks?

Wypisy z prasy codziennej małych amerykańskich miasteczek

Wprowadzenie - Artur Pałyga

___

Małe amerykańskie miasteczka są duszą tego kraju. Sarah Pallin.

Dlaczego liberałowie nienawidzą małych amerykańskich miasteczek? - tytuł forum na yahoo.

Mieszkańcy małych amerykańskich miasteczek to ci, którzy w nich zostali. Richard Russo.

To małe amerykańskie miasteczka decydują o losach tego kraju, a zatem w dużej części i o losach świata. [...] Ucieczka młodych z małych miasteczek w XXI wieku osiągnęła punkt krytyczny, czego efektem jest wielki "brain drain" (drenaż umysłów) na niezmierzonych przestrzeniach Ameryki. Patrick J. Karr.

Amerykańskie małe miasteczka nie są już ani senne, ani niewinne. Gus van Sant.

Jedną z wielu rzeczy zwracającą moją uwagę były amerykańskie domy. Każdy, słownie: k a ż d y obity jest sidingiem i posiada ganek. Z gankami to ciekawa sprawa, ponieważ każdy szanujący się mieszkaniec amerykańskiej prowincji musi takowy posiadać. Nawet domki na campie je miały. Domy są niemal identyczne, różnią się tylko kolorem i przywodzą niekiedy na myśl domki z piernika. Słowem - dla Europejczyka są przesłodzone. Z zewnątrz sprawiają wrażenie niezbyt solidnych i nieco kiczowatych (są z drewna), lecz wnętrza zazwyczaj są przytulne. Ponadto nawet najmniejsza „rezydencja" posiada tylne drzwi wychodzące do ogródka. Muszę jednak przyznać, że nie ma nic bardziej urokliwego niż małe amerykańskie miasteczka. Niekiedy zdaje się, że czas się w nich zatrzymał, a spacerując po nich mija się malutkie sklepiki, ręcznie malowane szyldy i równo przystrzyżone trawniczki.

Jeśli jest coś na prowincji, co bije na głowę wielkie metropolie, to zdecydowanie knajpy. Większość z nich ma klimat jak z filmów Tarantino - zadymione, nieco mroczne, obowiązkowa szafa grająca oraz - w przypadku tych „tru" przydrożnych spelun - ganek. Nierzadkie są też totalnie oldschoolowe kraciaste ceraty na stołach.

Ludzie z małych miasteczek są w większości mili i uprzejmi. Podobnie jak na polskiej wsi. Prawdą jest, że irytują tym wiecznym „How are you?", a do twarzy mają przyklejone przerażające uśmiechy. Jednak mimo wszystko podziwiam ich za tę energię. Wydają się być niezwykle silni, choć moim zdaniem większość Amerykanów w ogóle cierpi na dziwne połączenie paranoi i nerwicy natręctw. Nie przypomnę sobie, ile razy wysłuchiwałam wystąpień na temat seksualnego molestowania dzieci, a w związku z tym, że 4 dziewczynki miały alergię na orzechy, nikt na terenie kilkuhektarowego obozu nie mógł posiadać i spożywać produktów z orzechami. Są też zimnokrwistymi biznesmenami i niezbyt litościwymi pracodawcami.

Joanna Kulik, Zapiski z podróży po Ameryce (blog)

Prowincja USA nie ma najlepszej opinii w Europie. W filmach zamieszkują ją brutalni szeryfowie, farmerzy nocami przywdziewają tam białe prześcieradła, a stopa łapią seryjni meksykańscy zabójcy. Tymczasem wieloletni korespondent z USA, Bartosz Węglarczyk przekonywał, że na prowincji jest nie tylko ciekawe, ale też zupełnie bezpieczne.
- Nigdy nic złego mnie tam nie spotkało - mówił gość audycji "4 do 4". - Mieszkają tam ludzie konserwatywni, religijni, związani ze społecznością lokalną i bardzo mili. Przykładowo Teksas to jedyne miejsce na świecie, gdzie widziałem powszechne otwieranie drzwi kobietom i uchylanie kapelusza - opowiadał.

„W Stanach najciekawiej jest na prowincji". Informacja ze strony Polskiego Radia.

Jednym słowem: w Ameryce koleje otwierają nowe kraje. Przy tym zachodzi jeszcze jedna okoliczność. Oto rządy stanowe w chęci popierania tak pożytecznych przedsiębiorstw nadają kolejom ogromne przestrzenie gruntów drogom przyległym. Następnie, gdy kolonie wychodźców przybywają z Europy z zamiarem osiedlenia się w Nowym Świecie, oczywiście wolą nabywać ziemie kolejowe niż wszelkie inne, najprzód bowiem można je nabyć tanio, a po wtóre ziemie te, leżąc wzdłuż linii, mają zapewnioną łączność z wielkimi ogniskami handlowymi, a tym samym i zbyt swoich produktów. Toteż zarządy kolejowe sprzedają rokrocznie setki tysięcy akrów koloniom niemieckim, irlandzkim, duńskim, szwedzkim, norweskim, a nawet i polskim. Koloniści osiadając gromadnie po kilkadziesiąt i więcej familii śmiało zapuszczają się w nieznane strony nie lękając się ani Indian, ani odległości, byle znaleźć ziemię urodzajną, dostatek wody i drzewa. Z czasem też dochodzą do zamożności i prowadzą życie spokojne. W ten sposób na pustyniach Wielkiego Zachodu powstają miasta, które przez swą odległość stanowią jakby zawiązki państw nowych; w ten sposób także ściąga się ludność w krainy puste, a "terytoria" zmieniają się z wolna w stany.

Pustynia zaczyna się tu nieraz zaraz za miastem. Na płaszczyznach, czyli preriach, lasów nie ma, ze zwierząt żyją w nich miliony zajęcy, miliardy kuropatw, królików, kujotów, czyli małych wilczków nieszkodliwych, i wreszcie trochę antylop.

Bezpieczeństwo wszędzie wielkie. Nikt nic nie kradnie. W miastach panują prawa U.S. (United States - Stanów Zjednoczonych) - poza dystryktem miast lynch, nigdy zresztą prawie nie stosowany. Awantury trafiają się tylko między górnikami w złotodajnych okolicach, ale i tam ludno już - znoszą się wsie, miasta, a dzielna policja, której na pozór nie znać, czuwa nad każdym.

Wszyscy umieją czytać i pisać. Nauka stoi nisko, ogólna oświata wysoko. Kobiety nic nie robią (prowadzą tajemne życie rozwiązłe), grywają La prière d'une vierge Bądarzewskiej. Emancypacji mniej niż gdziekolwiek.

Henryk Sienkiewicz, Listy z podróży do Ameryki

-----------------

Tekstów tym razem nie ma. Wypisy z prowincjonalnej prasy amerykańskiej robiłem sobie, przez cały ostatni rok, sam, i nie chciałbym tych amatorskich, nieudolnych przekładów rozpowszechniać. Notatki z nich zaprezentuję na spotkaniu.

2013-09-18 | Dodaj komentarz
Robert Talarczyk
2013-09-18 21:40:47
Fantastyczne! Chcę taki spektakl!
arturpalyga
2013-09-18 22:14:50
To przydałoby się na rekonesans pojechać : ))
babcia
2013-09-19 13:16:38
Proponuję Sulejów nad Pilicą

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Jan Picheta]
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie....
[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1443162
Newsów: 695
Komentarzy: 2118
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała