arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - kwiecień 2014


Komentarzy (1)

Wspominek ciąg dalszy

  

22 stycznia 1989, niedziela, Anastazego Wincentego. w sł. 7.31 - z. sł. 16.05. Długopisem zaznaczone dwa plusiki - czerwony i zielony. Z czego ja to miałem? Te biorytmy. Chyba po prostu z kiosku Ruchu kupioną książeczkę. Wtedy się pojawiały takie rzeczy. I Cing można było w kiosku kupić i potem sobie wróżyć. I te biorytmy. Specjalna mała książeczka, w której opisywano jak ważne są cykle, no właśnie jakie, nie pamiętam, ale były trzy. Intelektualny? I jakieś dwa jeszcze. Emocjonalny i fizyczny??? Książeczka wyjaśniała jak to obliczać i że to nie takie hop siup. Podstawą była data urodzenia. Można też było mierzyć biorytmiczne pokrewieństwo z innymi, których datę urodzenia się znało. A daty urodzenia większej części osób z klasy miało się w Złotych myślach. No dobra, w 89 już Złotych myśli się nie robiło, bo byłoby to śmieszne, ale w pierwszej klasie ogólniaka jeszcze jakieś krążyły i miałem zdaje się taki zeszyt z pierwszej klasy. Złote myśli to były zeszyty, które krążyły po klasie, w których odpowiadało się na różne pytania typu: Kiedy masz urodziny, imieniny? Twój ulubiony zespół. Jaki kolor lubisz? Kogo w klasie lubisz najbardziej i za co? W podstawówce pod koniec był szał na Złote myśli. Prawie wszyscy je mieli i prawie wszyscy tworzyli w nich swoje kolekcje znajomych lepszych i gorszych. W ogólniaku to już rzadkość była i bardziej no, że się śmiejemy tak naprawdę, że to robimy, ale to robimy, ale bardziej na jaja, ale robimy. No więc z tych Złotych myśli miało się daty urodzin i przy pomocy książeczki z kiosku Ruchu robiło się pokrewieństwa. To byla jakaś teoretyczna wskazówka, z kim, gdyby się chodziło, byłoby może dobrze, bo byśmy do siebie pasowali.

Wyrysowałem sobie te biorytmy na cały styczeń, żeby wiedzieć, kiedy w którym cyklu mam wyż, a kiedy niż, a kiedy dni krytyczne. Pamiętam, że pisali tam, że jak się zbiegają dni krytyczne z dwóch, trzech cykli biorytmicznych, to lepiej w ogóle nie wychodzić z domu, a znów, jak się zbierają wyżowe punkty, to trzeba hulać, wykorzystać pełnię możliwości organizmu.

No i 22 stycznia wypadły dwa plusy - zielony i czerwony, znaczy dwa wyże. Za to niebieski był tuż przed dniem zerowym, więc krytycznym, jeśli dobrze pamiętam. Ale nie pamiętam, który kolor oznaczał który cykl, cholera. No dobra. I jak wykorzystałem dzień dwóch niezydentyfikowanych wyżów? Notka brzmi:

Oczy mnie bolą od czytania. Cały dzień przeczytałem.

No więc tak. No więc nie wychodziłem pewnie w ogóle z domu. Cóż ja wtedy mogłem czytać tak, żeby przez cały dzień, bez odrywania?

To był czas, kiedy powoli powolutku zaczęło być tak, że można było już kupić normalnie w księgarni albo na stoisku na ulicy książki, których wcześniej nie dało się normalnie kupić. I to było niesłychanie ekscytujące dla nnie wtedy, więc może to. Zresztą nie minął jeszcze miesiąc od Gwiazdki, więc mogłem czytać nadal cztery tomy Marka Hłaski, gwiazdkowy prezent od rodziców u progu 89 r. Cztery, bo cenzura nie puściła jeszcze wtedy "Pięknych dwudziestoletnich". A może dwutomową antologię współczesnej poezji polskiej Drozdowskiego i Urbankowskiego, którą też jakoś w tym czasie jednym tchem wchłonąłem. A może "Dzieci Arbatu", już wtedy były?? Albo jeden z hitów tamtego czasu - "Paragraf 22" Josepha Hellera. Albo drugi hit tamtego czasu - "Świat według Garpa" Johna Irvinga.Albo "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya. Albo "Buszujący w zbożu" Salingera, czy też wydana wtedy w Polsce jego urocza książeczka o tygrysie. Albo wszystko Cortazara. Hit, czyli książka, którą czytali w tym samym czasie różni ludzie, których znałem. I opowieści, sytuacje, powiedzenia z nich zaczynały w jakimś, ograniczonym oczywiście obiegu, krążyć.

I wreszcie mogłem też czytać Biblię, którą jakoś w tamtym czasie dostałem w prezencie od koleżanki z klasy, która dziś, jako siostra zakonna, czytuje czasem tego bloga. Postanowiłem wtedy przeczytać całą Biblię, od Genezis do Apokalipsy, co mi się udało i zrobiło wielkie wrażenie, żeby nie powiedzieć, piorunujące, i zassało mnie ogromnie, wciągnęło strasznie, nie mogłem się oderwać. Na tapczanie, na krześle, przy biurku, leżąc na podłodze, w kuchni przy stole, w wannie podczas kąpieli, znów przy biurku, w łóżku połykałem, chłonąłem, żarłem Biblię, księga po księdze. I puszczałem sobie do tego muzykę z płyt pożyczanych z Biblioteki Pedagogicznej - Izrael, Dżem, Beethovena. Oraz nagrywaną na kasety z Rozgłośni Harcerskiej, z Programu IV Polskiego Radia: Dezerter, Armia, Brygada Kryzys. Jakoś to się uzupełniało. Płyty oddałem, kaset z nagraniami już nie mam, gdzieś się pogubiły podczas przeprowadzek. Biblię mam. Rozlatującą się, z wypadającymi kartkami, miejscami trochę podartą, poklejoną, z dyskretnymi notateczkami w środku. Notatki zacząłem robić, kiedy czytałem drugi raz. Ale doszedłem już tylko do Księgi Przysłów. Co jakiś czas wyjmuję i jadę dalej. Ma 25 lat. W tym roku kończy 25 lat. Niedużo. Mgnienie oka, jak na Biblię.

2014-04-23 | Dodaj komentarz
siostra K:)
2014-04-26 14:42:52
cieszę się,że czytane Słowo gdzieś wyrasta w Tobie Twoim pisanym też Słowem..
Komentarzy (0)

Świątecznie

  
Krystus z martwych wstał jest,
Strzelecki zdrajca jest.
Kyrieleison.
- odśpiewał ksiądz Wincenty z ambony Kościoła Najświętszej Marii Panny w Lubiniu pod Kościanem w roku 1483. Jego słowa wytrzymały próbę wieków i przetrwały do dzisiaj zapisane w kronikach, czyniąc z niego pierwszego znanego polskiego hejtera (wolałbym polską nazwę, np. opluwacz), potencjalnego patrona hejterów (opluwaczy) polskich.
O co poszło? Nikt już nie wie. Nie zostało odnotowane, nie uznane za ciekawe, nie uznane za ważne, nie zachowało się. Więc pewnie o nic godnego uwagi.
Życzę na święta, żeby to, o co szło, było ważniejsze niż późniejsze komentarze!
No i radości! I jak mówił jeden bielski ksiądz salwatorianin spowiadającym się w Wielki Piątek: cieszcie się życiem!
2014-04-19 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

Delete

  
No dobra, no. Tu była pierwsza notka na tym blogu, którą skasowałem. Niepotrzebna była. Chwila słabości.
2014-04-17 | Dodaj komentarz
Asia
2014-04-17 22:03:41
Czy mam przez to rozumieć, że można nadsyłać do Ciebie teksty różne do poczytania, ot tak?
arturpalyga
2014-04-17 22:33:22
Nie wiem.
Komentarzy (0)

Budżet obywatelski

  

Głosujcie, ludzie! Nie przegapcie! Za chwilę będzie za późno.

https://obywatelskibb.pl/informacje/12/glosowanie_na_projekty.html

Zagłosowałem. Rozdzieliłem głosy na dwa projekty. Miałem ochotę na więcej, ale pomyślałem, że zbytnie rozdrabnianie tej skromnej puli jest bez sensu.

Zagłosowałem na Kawiarnię obywatelską. Lokal, z którego mogłyby korzystać wszystkie formalne i nieformalne grupy i stowarzyszenia działające w mieście. Miejskie miejsce spotkań. Niezbędne dla życia miejskiego, uważam. Kawiarnia dyskusji i spotkań, gdzie nie jest się zagłuszanym obowiązkową amerykańską muzyką popową.

Zagłosowałem na hospicjum, w którego budowę mocno zaangażowana jest Beata i dlatego widzę trochę od środka, jak to wygląda i ile wysiłku ludzkiego i energii może się zmarnować, jeśli nie uda się dokończyć szybko tej budowy.

Głosowanie trwa krótko, jutro ostatni dzień. Zrobił się trochę smród, kiedy się okazało, że zasady głosowania nie do końca są jakby przemyślane, a potem, kiedy okazało się, że system przez jeden dzień nie działał, więc czas skrócił się jeszcze bardziej. No ale powiedzmy, pierwsze koty za płoty. Sam fakt, że dołączyliśmy do miast, które mają budżet obywatelski, to już duża wartość.

Do rodzielenia jest 2 miliony złotych.

W Bielsku-Białej na budżet obywatelski przeznaczono dokładnie tyle samo co w podlubelskim Kraśniku (36 tysięcy mieszkańców). W Kraśniku wygrał projekt - sfinansowanie dachu na budowanym kościele Matki Bożej Bolesnej. Zagłosowało na to 1100 osób.

Na pocieszenie dodam, że w Sochaczewie, który liczy około 37 tys. mieszkańców, więc o tysiąc więcej niż Kraśnik, na budżet ob. przeznaczono tylko milion zł. Rozdzielono go między budowę boiska, kino plenerowe i street workout park.

W Gdańsku głosowanie zakończyło się 24 lutego. Trwało dwa tygodnie. Głosowano w sześciu okręgach wyborczych. W sumie rodzielono prawie 10 milionów złotych. Głosowało 13,6 procent uprawnionych, co prezydent Adamowicz uznał za fantastyczny wynik. Przeszło do realizacji 27 projektów! Najwięcej głosów - możliwe, że podobnie będzie u nas - dostały projekty sportowe: siłownia pod chmurką, boisko, drugie boisko, skatepark. Ale, jak można się domyśleć, w wyniku mobilizacji rodziców, przeszły też takie projekty, jak remont podłóg w szkole podstawowej i gimnazjum. Sporo głosów dostał projekt - lepsze chodniki. Z projektów, które przeszły, najmniej miał - Park nad Jaśkowym Potokiem - o wartości 400 000 zł. Wystarczyło 1164 głosy. Jak na Gdańsk to malutko. Ale można się spodziewać, że u nas też nie będą to jakieś wielkie liczby i parę głosów więcej, parę mniej może być rozstrzygające.

W Łodzi do rozdzielenia było 20 milionów złotych! Przeszło do realizacji 47 projektów.

Co ciekawe, tu już niekoniecznie faworytem był sport. Najwięcej głosów zdobył (nie uwierzyłbym!) remont schroniska dla bezdomnych zwierząt oszacowany na milion złotych! Głosowały na to 12 432 osoby! Niesamowite!

Na drugim miejscu - świetna rzecz - uruchomienie bezpłatnej miejskiej sieci WiFi za 500 tys. złotych. Ten projekt wskazało 12 127 łodzian.

Wystarczyły 32 głosy, żeby przeszedł do realizacji jeden z najmniejszych projektów, za 5 tys. zł - zainstalowanie progu zwalniającego na ul. Waryńskiego.

No dobra, zerknąłem na mniejsze miasto. Płock (około 124 tys. mieszkańców). Tu do rozdzielenia w ramach budżetu obywatelskiego przeznaczono 5 milionów złotych. Ale wybrano do realizacji tylko dwa projekty, które ten budżet wyczerpały. Mianowicie: budowa krytego boiska dla dzieci za ponad 3,5 mln zł. Głosowały na to 10 144 osoby.

Drugi wybrany przez płocczan projekt to budowa Centrum Terapeutyczno-Rehabilitacyjnego dla niepełnosprawnych za 2 mln zł. Głosowało na to 7321 osób.

No ale jeszcze ciekawy byłem Wrocławia. Tu wybrano w tamtym roku osiem projektów do realizacji. Wygrała - poprawa bezpieczeństwa i atrakcyjności terenu wokół Szkoły Podstawowej nr 118 za 300 tysięcy zł. Głosowało na to 3438 osób. Co ciekawe, spośród wybranych do realizacji najmniej głosów zdobył projekt najdroższy: zabezpieczenie kolekcji zabytkowych tramwajów, w tym remont wagonu z 1901 r. - za 500 tys. zł. Wystarczyły 1834 głosy, żeby tramwaje dostały te pieniądze. Na tramwaje głosowało tylko o 41 osób więcej niż na budowę skateparku.Wystarczyło, żeby skatepark przepadł.

Pamiętajcie Państwo o tym, jeśli wahacie się jeszcze, czy zagłosować i na co.Niewielka liczba głosów może zdecydować, co powstanie w mieście, a co nie.

Tylko do jutra!

Do dzieła!

2014-04-10 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

Kirkut

  

- Idziesz zobaczyć kirkut?
Mieliśmy trochę czasu przed trzecią generalną Kupca weneckiego w teatrze Osterwy w Lublinie.
- Prowadź!
Krakowskim Przedmieściem przez bramę, teatr Gardzienice, Plac po Farze, teatr NN, druga brama, zamek.
W Lublinie na zamku jest unikalna w Europie kaplica. Wykonana na polecenia Władysłąwa Jagiełły, pod jego dyktando. Ściany i sklepienie w całości gęsto pokryte freskami. Chrystus w mandorli. Mandorla - ten niezwykły znak, prastary, starszy niż znak aureoli. Mandorla ma kształt migdału ustawionego w poprzek. Kształt migdału w poprzek obrócony to bardzo znaczący, widoczny i bardzo, bardzo pradawny sposób przedstawiania kobiecego narządu intymnego, z którego wszyscy wyszliśmy na świat. Mandorla ma kolor błękitny, którego średniowieczni malarze używali, żeby wyrazić nieskończoność. Inaczej mówiąc jest to Chrystus w waginie, którą wypełnia nieskończoność. Kaplicę oprócz fresków pokrywają ruskie napisy cyrylicą przypominające o tym, jakim językiem posługiwał się Władysław Jagiełło.
- Daleko?
- Nie. Za dworcem PKS, do ronda i kawałek dalej. Próbowałam tam wejść, ale było zamknięte. Możemy spróbować przez mur - mówi Kaśka.
Za dworcem - cerkiewka. Czynna. W środku jakiś facet porządkuje świece. Z serca Chrystusa na sklepieniu zwisa długi żyrandol. Gazety, czasopisma Polskiej Cerkwi Autokefalicznej. Reklama prawosławnego radia lubelskiego.
Idziemy dalej. Stacja benzynowa, Lidl. Skręcamy w lewo, w brukowaną kocimi łbami uliczkę. Pod murem młodzi piją alkohole. To jest mur kirkutu. Najstarszy cmentarz żydowski w Polsce. Pierwsze zapisy o nim pochodzą z początków XVI wieku. Przez kilkaset lat chowano tu żydowskich mieszkańców Lublina. Brama jest zamknięta. Obchodzimy całość dookoła. Zamknięte. W jednym miejscu mur jest ukruszony. Miejsca po brakujących cegłach dają możliwość włożenia tam nogi, żeby się wspiąć. Dłonią chwycić się wystających znad muru gałęzi. I już. Jesteśmy za murem. Pierwsza myśl, że oj, nie my pierwsi tędy weszliśmy. Masę śmieci. Stare butelki po napojach, jakaś połamana, plastikowa wanna, opakowania po jakimś jedzeniu. Dużo tego. Wspinamy się stromo w górę, na wzgórze, przez kłujące chaszcze po obsypującej się ziemi. W pewnym momencie robi się nierówno. Charakterystyczne pagóreczki jeden przy drugim. Tyle zostało w tym miejscu po grobach. Dalej - dziury w ziemi, jak po ekshumacji. Kaśka mówi, że podczas wojny rozstrzeliwano tu ludzi. Na szczycie wzniesienia - kilkanaście ocalałych macew. Tyle zostało z tych kilkuset lat. Większość połamana, ale kilka stoi niemal w całości. Wizerunki wzniesionych do modlitwy dłoni oraz zwierząt. Rozpoznaję jelenie oraz jednorożca. Ogrodzony, zamknięty grób Widzącego z Lublina - ocalał w całości. W szpary wetknięte karteczki z prośbami, modlitwami. Na całym bożym świecie ludzie piszą podobne rzeczy na takich karteczkach. Najstarszy ocalały nagrobek pochodzi z XVI wieku. Stoi tu już pół tysiąca lat i przetrwał wszystkie katastrofy. Dotykam kamienia.
- Trzeba dotknąć? - pyta Kaśka.
- Nie wiem. Musi być trzeba?
Niedopalone świece. Próbuję zapalić, ale wiatr je gasi. Kiedy kolejny raz próbuję, widzę, że Kaśka znika w chaszczach, na stromiźnie.
- To chyba są kości - mówi potem.
- Żartujesz.
- Nie. Tam leżą kości.
- Ludzkie?
- Chyba tak.
- Żartujesz!
Cofamy się. Wpuszczam się w chaszcze, zsuwając się nieco po zboczu. W krzakach leży długa kość, którą z daleka można by wziąć za gałąż, bo trochę ściemniała.
- Kaśka, to jest ludzka kość.
- Też mi się tak wydaje.
- Chyba udowa.
- No. A patrz, tam druga.
- Też ludzka?
- Nie wiem. Masz tu patyk. Sprawdź!
Biorę patyk i próbuję odwrócić to coś. Kość!
- To chyba z kręgosłupa.
- Ona się nazywa lędźwiowa - mówi Kaśka.
Zsuwamy się w dół, patrząc uważnie pod nogi. Czy to, co wygląda na gałęzie, to rzeczywiście gałęzie. Znajdujemy jeszcze kilka ludzkich kości. Wszystkie zostawiamy dokładnie tak, jak je zastaliśmy.
- Patrz! - Kaśka, która schodzi za mną, wskazuje na ziemię. - To jest... tu jest... to szczęka.
Wracam się ten kawałeczek pod górę. Na ziemi, między patyczkami, kamykami, ściółką, obok muszelki ślimaka leży ludzka szczęka. Konkretnie dolna jej część, czyli żuchwa, w któtej wciąż trzyma się mocno jeden tylny ząb.
- Jezus Maria!
- Co? - pytam przestraszony trochę jej tonem.
- Ósemka.
- Jaka ósemka.
- Ząb. Ósemka. Widzisz? Zawiązek. Tu. Popatrz. Obok tego jedynego który został, zawiązuje się ósemka.
Zastanawiam się przez chwilę, czemu akurat ósemką jest tak przejęta.
- No nie wiem - mówi. - Tak jakoś.
To dziwne - myślę sobie. - Dziwne, naprawdę dziwne są te łączące się z sobą zdarzenia.
W naszym „Kupcu weneckim" mamy scenę, w której Żyd Szajlok szuka śladów po lubelskich Zydach i wyjmuje spod ziemi kości ludzkie. Dziś wieczorem będziemy znów oglądać to na scenie. W naszym spektaklu. Dopiero co próbowaliśmy tę scenę i widzieliśmy te wyciągane przez Szajloka kości, za chwilę znów je będziemy oglądać. A w przerwie trafiliśmy tu. I tu są prawdziwe. Leżą. Po prostu. Leżą.


SZAJLOK: Czy Żyd jest ślepy? Czy Żyd nie ma rąk, jak człowiek, nóg, jak człowiek, nie je, nie ma ciała? Co? Czy Żyd nie czuje? Czy Żyd nie ma uczuć? Nie można go zranić? Nie ma tych samych chorób, tych samych kłopotów? Czy nie powraca do zdrowia dzięki tym samym lekarstwom? Czy, jak jest zima, Żyd nie czuje zimna? Nie czuje ciepła latem? Zupelnie jak chrześcijanin? Czy krew mu nie leci, gdy chrześcijanin nakłuje go nożem? Nie śmieje się, gdy go coś rozbawi? Nie umiera, kiedy wypije truciznę?


Przechodzimy obok. Zostawiamy wszystko tak, jak było. Idziemy ostrożnie, żeby na nic nie nadepnąć, niczego nie zniszczyć.
Jakieś 30 metrów od leżących luzem kości stoją przygotowane, przykryte folką cegły. Robotnicy naprawiają mur. Chyba. Kawałek dalej sterty śmieci, puszki po wypitym piwie, butelki po wódce. Ciekawe, ile takich kości, kawałków dawnych ud, głów, twarzy, ramion znaleźli ci imprezujący tutaj i zostawiający tu te śmieci.
Doszliśmy do zakątka ślimaków, mnóstwo muszelek ślimaczych, obok których jest ten ukruszony mur, przez który tu weszliśmy. Kiedy schodzimy, kobieta i mężczyzna z domu naprzeciwko patrzą na nas. Bez zdziwienia. Kocie łby pod nogami.

2014-04-05 | Dodaj komentarz
jacob
2014-04-07 23:36:08
O tych Żydach to strasznie Pan utrwala stereotypy. Jeśli wyląduje Pan w Tel Awiwie na lotnisku Bena Guriona alias Dawida Gruena z Płońska to pytania Szajloka, zaraz po pojawieniu się ślicznej aszkenazyjskiej agentki Mosadu z niezliczoną ilością pytań, po co przyjechał Pan do Kanaan?, stają się nieaktualne. Np. Teodor Herzl głosił taki pogląd, że "kiedy jest sie zdrowym, a interes przynosi zyski, wszystko inne jest do wytrzymania", ciekawe prawda? Albo taki pogląd, naszego Bena G. "jeśli ktoś ocalał z holocaustu, co wydaje się niemożliwe, to musi mieć coś na sumieniu".
Artur Pałyga > jacob
2014-04-08 03:35:30
- Przypuszczam, że jeśli był to cytat, nie będzie trudno dla cytującego podać nam dokładne źródło tego twierdzenia. W każdym razie ja nie znam zdań tego rodzaju u Ben Guriona, ale znam dużo twierdzeń, które się mu przypisuje bezpodstawnie. Jesli ten wykształcony kolega chciałby się czegoś nauczyć o Ben Gurionie i Holokauście (Szoa), pozwalam sobie odesłać go do książki Strzała we mgle – Dawid Ben Gurion, kierownictwo jiszuwu i próby ocalenia podczas Holokaustu, która została opublikowana po hebrajsku w 1998 roku i w wersji angielskiej Tuvia Friling Arrows in the Dark, University of Wisconsin Press, 2005. Wszystkiego dobrego, Tuvia Friling, w latach 1993-2001 szef Instytutu Ben Guriona, członek zespołu Eliego Wiesela ds. Holokaustu.

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» sierpień (5)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Myślę, że jest to bardzo niesamowite być w miejscach w których byli nasi przodkowie. Na...
[Mada L]
Ale napisane! Jakby się tam było i dotykało! Dziękuję
[Duża Ula]
Na początku tak jak bym czytała jakiś dramat. Dobrze , że to się nie dzieje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1326406
Newsów: 688
Komentarzy: 2109
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała