arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - wrzesień 2014


Komentarzy (1)

Kryzys

  

Ciężko jest utrzymać regularność afrykanskiej kroniki, kiedy kończę sztukę, przygotowuję i prowadzę warsztaty i wyjeżdżam właśnie na bydgoski Festiwal Prapremier i drugi finał mojej Szkoły Pisania. A jednak bardzo chciałbym to doprowadzić tak daleko, jak to będzie możłiwe.

Ta noc, druga noc w Pobe Mengao dla mnie była nocą kryzysu, przesilenia.

Noc. Wyobraźcie sobie noc czarną zupełnie, absolutnie. Bo nic, ale to nic nigdzie się nie świeci w tych domkach, a na niebie czarne, burzowe chmury. Idzie ulewa. Radość i strach. Wymodlony deszcz, który siłą swoją może przez noc zniszczyć dom. Idę przez tę noc z latareczką. I wiem, że w tej nieprzenikalnej ciemności oddychają ludzie. Wiem, widziałem ich dziś, przechodziłem koło nich, gdy wracaliśmy od zburzonej tamy. Kobiety we wzorzystych sukniach noszące dzieci na plecach, a ciężary na głowie. Dzieci, dużo dzieci patrzących na nas ciekawie, pompujących wodę ze studni, noszących ciężkie kanistry z wodą, pracujących w polu w pięćdziesięciostopniowym upale. Śpią teraz w tej ciemności,niektórzy w swoich wnętrzach wielkości komórki na narzędzia, inni na zewnątrz, nie przykryci nawet niczym, co chroniłoby ich przed insektami.

Gdzie się ułożyć? We wnętrzu, czy na zewnątrz? Oto jest pytanie kluczowe na dzisiejszą noc. Wewnątrz jest duszno, pot oblewa ze zdwojoną siłą. Na zewnątrz. Dopóki się da. Roje insektów. Moskitiera. Zapadanie w sen. Zaczyna kropić. Kurcze! Idziemy do środka. Widzę, że robactwo latające też chroni się w środku. W środku nie rozłożymy moskitiery. Są dla nas łóżka. Mam atak lęku,że nie wiem, co jest w materacu tego łóżka,co jest w tej ciemności pod łóżkiem. Co robić?

- Spryskaj się i wejdź cały do śpiwora. To jedyna opcja - mówi Lidia.

Spocony i spryskany, a więc ociekający podwójnie wślizguję się do śpiwora,do którego staram się schować razem z głową. Zaciskam oczy. Czuję, że pływam w tym śpiworze, jak w maśle. Wszystko swędzi. Mam dosyć. Wychodzę.

Biorę moskitierę. Idę spać na zewnątrz. Wolę zmoknąć od deszczu niż utonąć w pocie. Usiłuję zasnąć. Deszcz kropi coraz mocniej. Na początku chłodne krople nawet są przyjemne. Nawet usypiają, jak chłodniejsza woda w wannie podczas upału. Nawet rozkosznie. Jest już bardzo późno, a raczej pomiędzy późno a wcześnie, a jutro od rana kolejny dzień w Afryce, więc trzeba się wyspać trochę, żeby zachować w dzień przytomność. Leje coraz bardziej. Nie! Nie chcę wracać do zapoconego śpiwora w środku! Trudno, zmoknę całkiem, przemoknę do nitki, ale wolę tu. I wtedy ulewa narasta tak,że czuję, jak zaczynam pływać. Dosłownie mam wrażenie,że karimata,na której leżę, jak tratwa unosi się lekko na wodzie.Kiedy leżę, woda sięga mi nosa. Nie ma wyjścia! Uciekam do środka. Zaduch, śpiwór. I tu był ten kryzys. Albo tu, albo tam.Tu zalewa,tam zaduch. Nie ma trzeciej opcji.

Podobno przyjechała tu raz grupa studentów afrykanistyki. Jeden wpadł w rodzaj nerwowego strachu, wstrętu, histerii, paniki, nie wiem,jak to nazwać,ale rozumiem to. Stwierdził, że nie wytrzyma ani chwili dłużej i musi natychmiast wracać do domu. I gotów jest zapłacić dużo więcej za bilet lotniczy, byle go stąd zabrać.

Kiedy myślę o tej nocy, jestem w stanie zrozumieć studenta.

Najlepszym wyjściem okazała się rezygnacja. Niech gryzą!

Na szczęście pogodny poranek po deszczowej nocy rozwiał kryzys, jak tęcza.

2014-09-27 | Dodaj komentarz
Jovanka
2014-09-30 00:59:24
Czytam Cię. Wiedz.
Komentarzy (2)

40 ton cementu

  

Po co mamy stawiać tamę na afrykańskiej rzeczce? Dlaczego my? Co kogo obchodzi właściwie los jakiejś wioski w podsaharyjskiej sawannie? Tyle jest nieszczęść na świecie, a u nas ile problemów! Czy my nie mamy głodnych dzieci? Do tego wojnę mamy tuż za granicą. Nie bliższa koszula ciału? I wreszcie po co im pomagać przeżyć, skoro i tak jest ich coraz więcej?

To nie są pytania retoryczne. Takie pytania rzeczywiście się rodzą. Ale tu. Nie tam. Tam takie pytania nie przychodzą do głowy. Tam to się wydaje naturalne. Tak naturalne jak u nas, kiedy widzi się, że ktoś zasłabł w upale, i trzeba mu podać wody. I nie zadaje się się sobie pytań, czy warto podać, czy nie i czy to ma sens. Po prostu. Idzie się po wodę.

Ile może kosztować budowa niedużej, solidnej tamy o wysokości trzech metrów? Grzegorz mówi, że miał nadzieję, że da się wykorzystać do budowy tę ziemię. Jednak nie. Za dużo w niej piachu. Rozmyje się. Musi być cement. Ile? Przeliczanie na kalkulatorze.

- Około czterdziestu ton - mówi Grzegorz.

Cement w Burkina Faso okazuje się znacznie droższy niż w Polsce. Bardziej opłacałoby się kupić w Polsce i przewieźć go tutaj. Jak przewieźć do Afryki czterdzieści ton cementu? Można statkiem. Statek dopływa do Wybrzeża Kości Słoniowej. Stamtąd jest jedna linia kolejowa do Burkina Faso, ale tylko na południe. Dalej trzeba by ciężarówkami. Cementowy konwój. Wielka ekspedycja. Więc może lepiej jednak kupić drożej tutaj? Takie dylematy. I teraz, kto to ma robić? Ekipa stąd? Sprowadzać z Polski robotników, których należy zaszczepić nienajtańszymi szczepionkami, opłacić im delegacje i przygotować na afrykańskie warunki życia bez prądu i bieżącej wody? Może lepiej tylko nadzór od nas, a robotników stąd?

Po drodze, wracając z miejsca, gdzie miałaby stanąć tama, mijamy Dom Spotkań, piękny, kolorowy budynek postawiony przez Amerykanów w ramach pomocy Afryce. W ramach pomocy Afryce i wspierania demokracji Amerykanie postawili dwadzieścia dziewięć takich domów spotkań w Burkina Faso. Chodzi o budynki przeznaczone na zgromadzenia publiczne. W Pobe Mengao, jak pewnie i w innych burkińskich wioskach, ludzie co jakiś czas gromadzą się na wiejskich zebraniach. Spotykają się na boisku, na świeżym powietrzu. Idea kogoś pewnie z Waszyngtonu była taka, żeby spotykali się w budynkach zamiast w plenerze i żeby budynki te stały się zalążkiem widocznych i trwałych ośrodków władzy demokratycznej. Rzecz w tym, że w tych temperaturach w budynkach panuje zaduch, jest gorąco i latają muchy. Tłum ludzi zgromadzony we wnętrzu w takich warunkach = jeszcze większy zaduch + opary potu + uczta dla wszystkiego co lata i gryzie. W powabnych i zachęcających natryskach obok Domu Spotkań nie ma wody, bo nie ma tu wodociągów i natryski są atrapą.

- Nic nie mówiliśmy, bo to prezent. Ale wy, w przeciwieństwie do nich, zapytaliście, czego potrzebujemy - powiedział nam potem mer. - Potrzebujemy tamy, która zatrzyma wodę. Potrzebujemy wody, która zatrzyma życie.

Mijamy zwaloną tablicę, na której wypisano, że Polska pomaga Pobe Mengao. Wszyscy tu wiedzą, że Polacy postawili szkołę. Mówi się na nią - polska szkoła. Szkoła powstała w ramach programu Edukacja dla Pokoju. Prowadzący projekt szukali miejsc, gdzie działają organizacje, które znają warunki lokalne i będą mogły mieć potem szkołę na oku. Wybrali Pobe Mengao, bo tu działa CME. Powstała ładna szkoła, z dostosowanym do warunków klimatycznych dachem z dwoma dużymi klasami, którą opiekuje się CME.

Adama, kiedy widzi zwaloną tablicę, przywołuje przyglądających się nam chłopców i każe odnieść tablicę do naprawy.

2014-09-21 | Dodaj komentarz
siostra
2014-09-22 17:04:37
Czy można jakoś pomóc? jakaś zbiórka ? zawsze coś można zrobić...
arturpalyga
2014-09-22 23:10:00
Oczywiście! Dziękuję za to pytanie! :) Odezwę się!
Komentarzy (0)

Hulo

  

Buszujących w zbożu tu nie spotkasz. Ciekawe to słowo -buszowanie-, w którym do wyrażenia ruchu, penetrowania terytorium na granicy zagubienia, używa się porównania z afrykańskim lasem.

Tu, w Pobe Mengao niewysokie drzewa rosną w takie odległości od siebie, że nie da się zgubić. Podczas pory suchej są pozbawione zieleni i wyglądają jak wszystko wtedy. Teraz dają lekki, acz zbawienno wyczuwalny cień. Słońce jest ostre. Dosłownie. Czuje się jego drapiącą ostrość, jakby szkłem ktoś rysował po ciele. Z pewnym wstydem zakładam kapelusz, choć Lidia zachęca, żebym się nie wstydził, bo tu ludzie przeróżne nakrycia głowy noszą. Nie czuję się podróżnikiem i krępuje mnie podróżnicza moda na drogie, w podróżniczych sklepach kupowane szpanerskie ubrania. Dlatego też ani razu podczas tej wyprawy nie założyłem w końcu przeciwsłonecznych okularów. Zresztą ani Lidia, ani Grzegorz też nie. Przeleżały w plecaku przez cały ten pobyt.Jedyną osobą, którą widziałem tam w przeciwsłonecznych okularach, był nasz gospodarz, Adama, który właśnie w nieskazitelnie białym stroju, z kluczykami od auta w dłoni, prowadzi nas w stronę rozwalonej tamy. Idziemy przez pola obsadzone maleńkimi, niskimi roślinkami, każda w odległości mniej więcej 20-30 centymetrów od pozostałych. Rośnie tu proso,sorgo, orzeszki ziemne. Idziemy przez pola, bo teraz w porze deszczowej, poza centrum wsi, pola są wszędzie. Wykorzystuje się każde wolne miejsce, często nie pozostawiając przejścia. Staramy się więc iść ostrożnie, żeby nie niszczyć ciężkiej ludzkiej pracy. Wykopać motyczką ziemię, zasadzić roślinkę, obsypać ziemią, uklepać, przesunąć się krok dalej i znów to samo, i tak przez cały dzień, z niewielką przerwą, kiedy jest największe słońce, w południe, czyli teraz. Pod drzewkami widzimy odpoczywających ludzi. Dużo dzieci. Większość tej wioski to dzieci. Dzieci trzeba mieć dużo, żeby jak najwięcej przeżyło. Więcej dzieci to więcej rąk do pracy w polu i w domu. W ogóle to kraj młodych ludzi. Średnia wieku, w którym się umiera, wynosi 45 lat.Tam, gdzie woda jest dłużej i gdzie jest jej więcej, średnia się podwyższa, dzieci rzadziej umierają, jest generalnie więcej życia.

Patrzą na nas spod drzew, jak idziemy w skwarze.

- Trzeba uważać na te dziurki w ziemi - mówi Lidia. - Tam mogą być węże.

Oglądam rośliny, których nie znam. Początkowo bagatelizuję ich drobne kolce. Po pierwszych bolesnych zadrapaniach, staram się bardziej uważać. Po piaszczystej ziemi idzie jaskrawoczerwony robaczek. Wygląda, jakby jego życiowym zadaniem było zwracać na siebie uwagę.

Jakiś ptak.

- Ten ptak opiekuje się zwierzętami - mówi Adama.

Naprzeciw nas chłopak na rowerze prowadzi na sznurku dromadera. Idzie kobieta z dziećmi, niesie wodę w naczyniu na głowie oraz motyczkę. Adama zatrzymuje ją i bez słowa zabiera jej motyczkę. Kobieta bez słowa zatrzymuje się z dziećmi i czeka cierpliwie.

Adama kopie w ziemi.

- Popatrzcie! - pokazuje kawałeczki skorup subtelnie zdobionych w jakieś ornamenty. - To jest starożytne - mówi. - To może mieć setki lat. Teraz już tak nie zdobią. Pełno tu tego jest. W Europie takie rzeczy są w muzeach, u nas leżą przy drodze.

Wykopuje coś większego drewnianego w kształcie grzybka. To starodawne skoble do zamków w drzwiach domów. Starannie otrzepuje je z ziemi, chowa, oddaje bez słowa podziękowania kobiecie motyczkę i idziemy dalej.

Idziemy wzdłuż koryta rzeki. Nie widać śladu wody. A przecież wczoraj padał deszcz. Lało. Woda była, spłynęła. Koryto jest wilgotne. Grupka dzieci podbiega ciekawie, stają na drugim brzegu. Zastanawiam się, ile z nich przetrwa najbliższą porę suchą.

Kilkakrotnie mijamy porozsypywane w korycie rzeki jakby barykady z gałęzi i kamieni. Próbowali nimi wyhamować rzekę, kiedy płynie, kiedy spada z nieba w darze wyproszonym, kiedy ma impet i porusza wszystko dokoła i wszystkich. Bezradne te wysiłki w opanowaniu żywiołu. Jak te porozrzucane szcząteczki barykad.

Niewidoczna rzeka nazywa się Hulo, w języku kurunfe - nasze źródło.

Jest tama!

Nie, nie chodzi o tamę taką, jak np. zapora w Wapienicy, nie. Chodzi o najprostszą możliwą konstrukcję z betonu o wysokości około trzech metrów. Od dwudziestu lat leży w gruzach. Grzegorz ogląda ją bardzo uważnie. Na pierwszy rzut oka stwierdza, że lali beton nie naraz w całości, ale z przerwą. Na już podstygnięty lali kolejną warstwę i przez to nie połączyło się to należycie. W tym miejscu pękło. Ale chyba nie tylko w tym. Grzegorz ogląda centymetr po centymetrze to miejsce i wypytuje Adana o szczegóły techniczne, a ja siedzę w kolczastym cieniu i obserwuję czerwone robaczki. Powietrze boli. Wracamy przez pola do wsi. Grzegorz przyjdzie tu jeszcze pobrać próbki ziemi.

2014-09-18 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Adama

  

- Wytępić całe to bydło - stwierdza Kurtz w "Jądrze ciemności" Conrada, wysłany do Konga z misją cywilizacyjną. Nieodłącznym atrybutem europejskiej misji cywilizacyjnej w Afryce, jej znakiem, symbolem, godłem jest bicz ze skóry hipopotama. Po dwudziestu uderzeniach człowiek jest okaleczony na całe życie. Cywilizatorzy przekazują sobie rady, wymieniają doświadczenia. Podczas wykonywania kary cielesnej nie okazywać, nie zdradzić się najmniejszym grymasem z jakimkolwiek uczuciem. Bić należy systematycznie i beznamiętnie. Za niedostarczenie odpowiednich ilości kauczuku obcina się ręce. Kosze obciętych dłoni wędrują do gubernatorów. Zyski z kongijskiego kauczuku przeznaczone są m.in. na budowę wielkich pomników do dziś dumnie zdobiących Brukselę.

Jednym z pierwowzorów Kurtza jest belgijski oficer, Rome, który ozdobił przydomowe rabaty głowami miejscowych ludzi.

Budzę się na afrykańskiej ziemi, pod moskitierą, a biel mojej skóry jest jak niezmazywalne Kainowe znamię.

- My Polacy, my nie mieliśmy kolonii. My też byliśmy skolonizowani - wraca potem w rozmowach.

- Wiemy, wiemy, uczyliśmy się w szkole - mówią ze zrozumieniem dzieci i wnukowie Abla.

Nie padało. Noc przeszła spokojnie.

Rano pojawił się Adama. Elegancki, schludnie ubrany, w przeciwsłonecznych okularach, posiadacz jedynego we wsi samochodu, który tam widziałem. Zarządza Domem Przyjaźni. Ma klucze. W domku są dwa pokoje, łóżka i łazienka, czyli miejsce, gdzie stoi duży pojemnik z wodą ze studni i gdzie jest zrobiony odpływ. Jest też malutka kuchnia z gazową kuchenką, europejską umywalką i mniejszy pojemnik z wodą ze studni. Po blaszanym dachu biegają jaszczurki. Dziewczyna, jak się potem okazało, najmłodsza z czterech żon Adama, sprząta przed naszym wejściem cały dom.

Adama Sawadogo jest z rodziny władców ziemi. Są królowie, którzy władają ludźmi i są Sawadogo, władcy ziemi, którzy zarządzają współnym dobrem, jakim jest ziemia. Dziadek Adama był czarownikiem, do którego z całego Burkina przyjeżdżali ludzie po fetysze. Adama jest muzułmaninem. Nie pije z nami porannej kawy, bo jest już dawno po wschodzie słońca, a trwa właśnie muzułmański karem, czyli post, który niedługo zakończy się ramadanem. Podczas trwającego kilka tygodni postu Adama nie może nic jeść, pić, ani nawet zwilżyć ust wodą od wschodu do zachodu słońca. Adama płynnie mówi po francusku. Jest z plemienia Kurumba. Jego rodzinny język to kurunfe, jeden z 67 języków burkińskich. Podkreśla z dużym naciskiem, że nie moore, ale kurunfe. Z tak dużym, że wiem, że nie wolno mi się już pomylić.

Po niespiesznej kawie i niespiesznej pogawędce pod wiatą krytą suszonymi liśćmi, ruszamy się zobaczyć zburzoną tamę na rzece. Adama nas prowadzi. To główny cel tej wyprawy. Stwierdzić, dlaczego poprzednia tama się rozpadła i zbadać możliwości zbudowania nowej. Starą tamę zbudowało państwo około dwudziestu lat temu. Nie wytrzymała pierwszej pory deszczowej. Kiedy CME pytało ludzi tutaj, czego najbardziej potrzebują, zgodnie mówili, że tamy. Tama to życie. Tama to utrzymanie wody w rzece dłużej niż podczas trzymiesięcznej pory deszczowej. Tama to możliwość uprawy pola, to zieleń, to ziarno, jedzenie, picie, większa szansa na przeżycie dla dzieci,dla wszystkich.

Żar wali z nieba. Jest dziesiąta. Niedługo południe. Ruszamy!

2014-09-12 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (5)

W piasku

  

Co było piaskiem, kiedy nie był piaskiem? Co jest w piasku, czego już tu nie ma? W szczątki jakich światów wmieszał swoje trzy grosze europejski kurz z podeszw naszych sandałów, kiedy wysiedliśmy przed wieczorem w afrykańskiej wiosce? Jakie niewidzialne przygląda się nam?

Szeroka, czerwonawopiaszczysta droga ciągnąca na wschód. Chłopacy sprawnie, wspierając się nogami na otwartych oknach wskakują na dach autobusu po nasze bagaże. Autobus odjeżdża w upale i pyle. Nikt na nas nie czeka. Nie ma orkiestry powitalnej, fanfar i wiwatujących tłumów. Pan utykający przystankowy ma do Lidii pretensje, że miała mu coś przywieźć, czego nie przywiozła. Poza tym cisza. W upale i pyle małe domeczki koloru tej ziemi. Wyglądają, jakby z niej właśnie były ulepione. Podjeżdża motocykl. Pan niezadowolony przystankowy sprowadził motocyklistę, który każe najpierw wsiadać Grzegorzowi razem z częścią bagaży. Znikają wśród domków. Potem przyjeżdża po mnie. Mocno skupiam się na tym, żeby nie spaść na nierównej drodze. Jedziemy przez wieś. Podobno mieszka tu jakieś sześć tysięcy ludzi.
Już prawie wieczór, ale ciągle żarzy. Na obrzeżu wioski stoi otoczony murkiem Dom Przyjaźni. Zbudowali go Francuzi, jakieś stowarzyszenie. Niewielki parterowy budynek kryty blachą, po której biegają jaszczurki, przystają i patrzą na nas. Biegają i stają na pionowej ścianie, odchylają głowy, żeby nas obejrzeć i kiwają łebkami: tak, tak, tak, tak, no tak. Przed budynkiem wiata kryta suszonymi liśćmi. Stolik. krzesła. Dojeżdża, podwieziona motocyklem, Lidia. Mówi, że nie ma Adama, który ma klucze od tego domu. Musimy poczekać. Składamy stos bagaży przed zamkniętymi drzwiami. Czekamy. Nie ma go i nie ma. Gdzieś pojechał. Kiedy będzie? - Natychmiast - mówi jego syn. Po jakimś czasie okazuje się, że natychmiast to jutro. Tymczasem synowie Adama, którzy nie mają kluczy, siedzą z nami. Są grzeczni i bardzo grzecznie z nami rozmawiają. - Szkoda - mówią - że nie przyjechaliście wczoraj. Wzięlibyście udział w składaniu ofiar podczas przywoływania deszczu. Udanej. W nocy deszcz spadł.

Dziś w nocy nie będzie padać może - mówimy sobie do siebie nawzajem na głos. - A jak będzie padać,to te suszone liście zatrzymają nad nami krople deszczu może.

Bo rozkładamy moskitiery pod wiatą. Obok kamiennych kulek leżących na ziemi oraz wyrzeźbionego z drewna krokodyla.

- Dziadek był artystą. To on to wyrzeźbił - mówi najstarszy syn Adama, który też chce być artystą. Artysta to bardzo dobry, bardzo szanowany zawód.

Krokodyle mieszkają zaraz za naszym domem, tuż za ścianą, w stawiku. Mieszkańcy Pobe Mengao nie robią im krzywdy, a one nie robią krzywdy mieszkańcom. Są bowiem spokrewnieni. Mają wspólnych przodków. Podobno po północy krokodyle chodzą po wiosce i zjadają to, co się nadaje dla nich do zjedzenia, a jest tu, leży na drodze, wszędzie pełno śmieci. Nie pokazują tego w filmach podróżniczych, tych śmieci, które są tu wszędzie, gdzieniegdzie więcej i gdzieniegdzie mniej.

Najmłodszy z chłopców, Sadik, może pięcioletni, zakłada do góry nogami przeciwsłoneczne okulary. Śmiejemy się wszyscy. Zdjęcia. Szybko robi się ciemno. Chłopcy odchodzą. Dojadamy to, co niedojedzone z podróży. Będzie, czy nie będzie padać? W komórce-ubikacji, która służy nam też za łazienkę, stoi wiadro z deszczówką. Każdemu przysługuje jedna trzecia wiadra. Nie do uwierzenia głośne, ogłuszające dźwięki wydawane przez żaby. Wydaje mi się, że są tu tysiące insektów, które lgną do mojego spoconego ciała. Przysiadają, obijają się o policzki, czoło, uszy. W komórce-ubikacji oglądam w świetle latarki owada, który przypomina dzięsięciocentymetrową mrówkę. Może to jest mrówka. Karaluchy wielkości dłoni czekają niespokojnie, aż zgaszę latarkę. Wyraźnie czuję ich niepokój. Zostawiam je więc. Trzeba teraz rozpiąć moskitierę i wejść do niej tak, żeby wpuścić do środka jak najmniej żywego. Kiedy pod wiatą z liści, jakieś ni to ważki ni to nie wiem co, duże i latające otacza mnie całą chmarą i omal nie wpada do ust, a skóra na której pot zmieszany ze środkiem na komary powoduje lekkie acz dokuczliwe pieczenie, i boję się, co będzie, kiedy będę musiał w środku nocy wyjść do komórki-ubikacji, w której znajdę nie wiadomo jakie nocne życie, a jak w nocy lunie ulewa, to te liście nie dadzą nam żadnej ochrony i nie będziemy mieli, gdzie się schować, myślę sobie coś w rodzaju: miła pościeli, łóżko, dzieci moje, żono, mamo, tato, Boże!

Gaszę latarkę i w ciemności słyszę, jak całe armie próbują przebić siatkę moskitiery, a niewidzialne wypełza,schodzi się z ziemi, z dokoła, i z nieba, przyglądając się nam ciekawie, jak jaszczurki.Tak, tak, tak, tak, no tak.

2014-09-08 | Dodaj komentarz
agda
2014-09-09 12:53:24
Blog zawsze pozostawia jakiś niedosyt.Ale pewnie o to chodzi.Musi być książka!Będzie?
arturpalyga
2014-09-09 14:57:22
Wiesz, to jest zbieranie i zapisywanie wrażeń. Żeby napisać książkę, to by trzeba tam było więcej pojeździć chyba.
Grego
2014-09-19 15:00:25
Tę książkę już napisał Kapuściński.
Jovanka
2014-09-19 16:27:04
G. słyszał gdzieś, że istnieje już jedna książka o Afryce...
test
2014-09-26 09:56:30
test

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Jan Picheta]
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie....
[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1443102
Newsów: 695
Komentarzy: 2118
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała