arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - listopad 2015

Kiedy wzywam taksówkę w BB, proszę teraz, jeśli to możliwe, o tę samą, co zawsze. To taksówka pani P. Wsiadam, a pani P. podaje adres, pod który chcę jechać.

- Jak to jest, że pani ma tyle kursów, tyle ludzi tu się przewija w tej pani taksówce, a pamięta pani adres, pod jaki chcę jechać.

A pani P. pamięta nie tylko adres, ale i miejsce, z którego mnie ostatnio odbierała, i o czym rozmawialiśmy.

- Ludzie łączą mi się z miejscami i adresami. Widzę twarz i wyświetla mi się w głowie adres - mówi spokojnie.

Wiemy już trochę o swoim życiu, co kto i dlaczego robi, więc ostatnio gadaliśmy o książkach. Dla pani P. praca na taksówce to czytanie książek na postoju, a przy okazji wozi klientów.

Kiedy wysiadłem, pomyślałem o panu B., który pracuje w jednym barze w Bydgoszczy, z którym rozmawialiśmy sporo o teatrze, o świecie i o losach ludzkich. Potem, kiedy jadłem, przysiadał się, jeśli mógł, i opowiadał.

I pomyślałem, że tak jak pani P. ludzie łączą się z miejscami, tak u mnie odwrotnie - miejsca to ludzie. Szczerze mówiąc nigdy nie byłem zbyt wrażliwy na piękno architektury. I jeśli miałbym kogoś naprawdę, ale to tak naprawdę pooprowadzać po moich miastach, to odwiedzalibyśmy ludzi. Albo wspomnienia po nich.

Zawsze, kiedy przejeżdżam koło stacji Bielsko-Biała Wschód, widzę twarz mężczyzny, który tam mieszkał, z całym swoim życiowym dobytkiem w torbie. A miał w tej torbie, pokazywał mi, głównie parę starych, postrzępionych książek i to był ten dobytek. Bo ubrania wszystkie miał na sobie. Był piekarzem. Nie chciał spać w noclegowni, bo bał się innych jej bywalców. Bezpieczniej się czuł na stacji. Napisałem o nim wtedy do "Kroniki Beskidzkiej". I prawie stał się cud. Bo zgłosili się ludzie, którzy chcieli zainwestować swoje pieniądze i po przeczytaniu tekstu wymyślili, że otworzą piekarnię, a jej szefem będzie mój rozmówca z dworca BB Wschód. Pojechaliśmy go szukać. Na Wschodnim go nie było. Pojechaliśmy na główny. Jeszcze był przed remontem. Jeszcze sporo ludzi znajdowało tam schronienie. Jeszcze ich tak nie gonili. Pytam o niego innych bezdomnych. Zaprowadzili nas do niego. Spał na ławce z dobytkiem pod głową. I jakby stracił mowę. Jakby cała moja rozmowa z nim była zmyślona.

- Ci państwo chcą panu zbudować piekarnię. I pan będzie jej kierownikiem - mówię. Patrzy na mnie, jak na kosmitę i milczy. Jedyne co chce, to żebyśmy sobie już poszli, żeby mógł spać dalej.

A kiedy pisałem "Sixta", chodziłem na przykład po Parku Słowackiego i miałem wrażenie, że mnóstwo ludzi mnie mija, nachodzą na siebie, przechodzą przez siebie, przeze mnie, jakby ludzie wszystkich czasów byli ty naraz. W tym ja sam, sprzed iluś lat, siedzący tam na tej ławce.

A teraz przyjechało do mojego Teatru Śląskiego pięcioro włoskich aktorów. Dostaliśmy zadanie, żeby ich oprowadzić trochę po Katowicach. Przypadł mi pod opiekę Stefano. Pośmialiśmy się trochę ze Spodka, obok którego rozbierają budynek i wygląda, jakby obcy wylądowali i wysadzili ten budynek. No i co? No to go wziąłem do muzeum, żeby zobaczył Marlenę i z nią porozmawiał. Marlena to jedna z niezwykłych postaci spośród pracowników Muzeum Śląskiego. No i pomyślałem, rzeczywiście, oprowadzam po ludziach. Tak jak sam pewnie bym wolał. Marlena mówi: - Idźcie na Bogucice!

Poszliśmy. Po drodze patrzymy, facet grzebie w śmieciach.

- Chcesz z nim pogadać, Stefano?

- Jeśli chcesz.

K. rozmawia chętnie. Opowiada o życiu swoim, o tym, że rodzice mu umarli i jest sam. Że za kilo puszek dostaje 2 zł 50 groszy. Że zbiera półtora kilo dziennie. I śmieje się. Że rozmawia z Włochem.

- U nas taki ktoś przypuszczalnie nie chciałby w ogóle z nami gadać - mówi Stefano. - I raczej byłby agresywny. A ten nie dość, że chętnie sobie pogada, to jeszcze się śmieje, pogodny jest.

No i następne miejsce dostało twarz. Bogucice. W ich czerwonoceglastą, górniczą architekturę wpisały się dwie twarze: śmiejącego się, bezzębnego K. od puszek i włoskiego aktora, Stefano.

----

Przyszła pocztą rosyjska "Antologia współczesnej polskiej dramaturgii" wydana właśnie w Moskwie. A w niej "Nieskończona historia" po rosyjsku. I w tym samym czasie ta sama "Nieskończona historia" wyszła w antologii w Sofii, po bułgarsku.

2015-11-28 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

Praga

  

Wciąż rzeźbię "Y". Próby w toku, ale jest jeszcze czas. Jeszcze nie zastygło. Więc szlifuję, zmieniam, dopisuję. Oddycham pomiędzy. Tymczasem w Toruniu trwają próby do "Nieskończonej historii", a w Istambule w tym tygodniu - pierwsza próba "Taty" w tureckim teatrze. Tata po turecku brzmi baba. 2016 zacznie się niesamowicie! Bo wszystkie trzy premiery: Wrocław, Toruń i Istambuł szykują się w styczniu.

Weekend w Pradze. W Dejvickim Divadle w nocy z soboty na niedzielę cztery razy zagrali miniaturkę "Mięso", bo była w Pradze noc teatrów, a w Dejvickim - Nagroda Ferdynanda Wańka. Pokazywali oprócz "Mięsa" mojego, trzy jednoaktówki - węgierską, słowacką, czeską.

Śmieszna sprawa w sumie z tą jednoaktówką, bo zupełnie zapomniałem, że się zgodziłem ją napisać, i kiedy jakiś czas temu zadzwonili i alarmowali, że już jest deadline, że do jutra, byłem w jakimś młynie totalnym. Więc znalazłem szybko szkic, który zrobiłem w Bydgoszczy z wydarzenia na ulicy. Szedłem mianowicie do teatru i mijałem kobietę siedzącą na ulicy. Spieszyłem się do tego teatru i nie za bardzo miałem ochotę wdawać się w pomaganie, tym bardziej, że była dość mocno pijana i na pierwszy rzut oka bardzo ciężka do podnoszenia. No ale poprosiła o pomoc. I żebym nie dzwonił na policję ani po karetkę, bo i tak już wstyd. No i były kołomyje. Sam nie dałem rady. Nikt się jakoś nie miał ochoty dołączyć. Zasuwałem więc pod wskazany przez nią adres zawiadomić jej córkę. To nie były przyjemne rejony, ten adres. Córka się nie ucieszyła i odesłała mnie do jakiegoś faceta na parterze silnego. I on poszedł ze mną. I żeśmy panią podnosili.Teatr poszedł się paść. A pani płakała, że jakby syn żył, to by inaczej wyglądało. I ukochała mnie, że jestem ludzki człowiek, co było owszem miłe. No i wtedy sobie to naszkicowałem i nic. To teraz, jak był deadline, wyjąłem ten szkic i szast prast zrobiłem z niego elegancką jednoaktóweczkę, lekko absurdalną, z człowiekiem-koniem i tańczącą Anetką. Trochę za krókie, więc dokleiłem takie kawałki o zwierzętach. Już mam wysyłać, kiedy czytam w mailu, że to miała być sztuka polityczna.Cholera! Czasu nie ma! Raz dwa pozmieniałem bohaterów na premiera rządu i byłego premiera. I że nie do teatru idzie bohater, ale na posiedzenie rządu. I już! Poszło! Do Pragi. No i wysyłają mi ileś tygodni potem zaproszenie do Pragi. Na Nagrody Ferdynanda Wańka. Na rozdanie nagród. Ha! Przedziwne!

Jedenaście jednoaktóweczek powstało dla nich, na zaproszenie pisanych. Z tego wybrali cztery.

Sześć i pół godziny pociągiem z Pszczyny do Pragi, z przesiadką w Hranicy na Morave. Kiedyś przez Bielsko ten pociąg wiedeński jechał. Teraz w Pszczynie zjeżdża na Zebrzydowice. No ale luz. Przez ten czas zdążyłem przeczytać całą "Uległość" Houllebecqa. I pod jej wrażeniem jeszcze, i pod wrażeniem piękna Europy rządzonej przez Bractwo Muzułmańskie, gdzie wszystkim jest dobrze, wszyscy są zadowoleni i zaczyna się nowy rozdział w historii świata, wysiadam w tej Pradze, na tym dworcu, który wygląda jak lotnisko, między tych kloszardów czeskich. I idę między tymi katedrami, w tłumie turystów z tym obrazem z Houllebecqa przed oczami, rozsypującej się cywilizacji, na której gruzach już powstaje coś nowego.

Piwo i knedliki na praskim rynku. Magic. Wow. I co tam się jeszcze pisze przy takich okazjach.

Classical middle-European style. Czesi mówią po angielsku. Dobrze. Przynajmniej ci, z którymi rozmawiałem. Ci młodsi w ogóle nie chcą nawet próbować wchodzić w układ - ty mów po polsku, ja po czesku i się dogadamy.

- To jest mit, że Polacy nie muszą się uczyć czeskiego, bo i tak rozumieją - mówi mi Andrzej Jagodziński, dyrektor Instytutu Polskiego w Słowacji. - Za to niektórzy Polacy żyją w przekonaniu, że rozumieją po czesku.

Po piwie i knedlikach piechotą maszeruję sobie przez tę Pragę, myśląc jeszcze o francuskich intelektualistach z Sorbony przechodzących na islam. Zatapiam się w myślach i przez chwilę muszę sobie przypomnieć, gdzie jestem. Budapeszt? Co ja robię w Budapeszcie? Jakiś za wąski ten Dunaj. A to Wełtawa, Wełtawa! Hradczany się świecą. Po schodach w górę, przez ciemny park - na Dejvice. Tu i tam jakiś jogging. W sam raz zdązyłem do Dejvickiego na swój spektakl. Jeszcze mi Jirzi, mój tłumacz, zdążył szybciutkie piwo wlać.

Spektakl ślicznie zrobiony! Niby czytanie, a spektakl! Powaliło mnie, że to zrobili lalkami, że klasyczny czeski teatr lalek, z takimi czeskimi pięknymi chwytami, sposobami. No i że potem dolny plan, dolna scenka się odsłania i jest kosmiczny teatrzyk zwierzątek, roślin i bakterii. To było cudowne! Aż żałowałem, że tak mało tego napisałem i że się tak szybko skończyło.

- Przepraszam, nie czytałem twojej sztuki - zakłopotał się uroczo Petr Zelenka, któremu kazali wręczać mi pamiątkowy kufel.

Wyróżnionko. Nagrodę główną dostał Sceba Szekely, Węgier rumuński.

Ludzie w Dejvickim i klimat miejsca taki trochę, jakby dalej trwała swetrowa opozycja z lat 80. No w końcu uczta Wańka.

Z tą różnicą, że pani z czeskiego radia robi ze mną wywiad po angielsku. Nawet nie pyta, czy umiem, czy nie potrzebuję tłumacza. Jakby to było oczywiste, że w Pradze Czeszka z Polakiem robi do radia wywiad po angielsku.

No a potem w knajpie przy Dejvickim, wcale nie piwo, ale whisky i wino popijając, kultywowaliśmy tradycję rozmów ludzkich. W trzech językach.

2015-11-24 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2015-11-25 18:10:42
GRATULUJĘ !!!
Komentarzy (0)

44

  

O północy trzynaście osób w górskiej chacie krzyczy mi życzenia, toast, zabawa. Czterdzieści i cztery. Grzegorz Ciechowski na cały regulator śpiewa: "Paryż płonie!". Krzyczymy z nim, pijąc i tańcząc. Wychodzę na papierosa, łapiąc na chwilę miejsce, gdzie jest zasięg. I przychodzi wiadomość o masakrze w Paryżu. Sprawdzam wiadomości, fejsy. Znajomi z Paryża tagują się, że są bezpieczni. Pewnie ich wszyscy pytają. Patrzę z ciemności na oświetloną chatę, głosy, słyszę Ciechowskiego. Przedziwne i niezbadane są te nici. Przerwać im zabawę, czy nie? Nie. Gadamy tylko sobie w mroku z Grzegorzem o tej wojnie, o Houellebecu etc. Dopiero wyciągany do tańca, mówię, że nie chcę i dlaczego. Paryż płonie. Dopiero co płonęła Ankara. Po Ankarze mówiono - największy zamach od WTC, po Paryżu mówią - największy zamach od WTC. Po Ankarze zdjęcia profilowe na fejsbuku zmieniali tylko znajomi z Turcji. Po Paryżu - wszyscy.

Rano po śniadaniu Andrzej Stasiuk wiezie nas swoją super terenówką przez góry na Słowację. Jedziemy do Doliny Śmierci. Prujemy dróżkami przez las, przez potoki.

- Ten las tu nie rósł zawsze - mówi Stasiuk.

Nie ma starych drzew. Tu były wsie łemkowskie. Po wysiedleniu Łemków Polacy zasadzili drzewa na miejscu rozebranych do reszty chat, domów, cerkwi. Żeby śladu nie było. Zostały krzyże, kapliczki, które stały w tych wioskach, a teraz znienacka w lesie. W jednym miejscu stoją w pobliżu drogi same drzwi. Bez domu, bez wioski. Zamknięte. Na Słowacji Łemkowie są. Nikt ich nie wyganiał.

- Oni nie mieli Wołynia - mówi Stasiuk.

Dojeżdżamy do czołgów. Radzieckie T-34 w polu. Jeden miażdży niemiecką panterę.

- Te pantery jeździły potem w Syrii - mówi Piotr.

Mikroregion Dolina Śmierci. Witamy.

Zaorane pole. Pośrodku, rolnik musiał obchodzić, czołg z czerwoną gwiazdą. Przed nim następny. I następny. Dwa w lesie. I jeszcze, i jeszcze. Kto je tu wniósł? Czy zostały tu po bitwie? Czy wjechały ostatni raz, a potem je pospawano? Stasiuk gra na czołgu jak na bębnie, echo się niesie w dolinę. Długo ściągano stąd trupy. I długo potem dzieciaki wybuchały na niewypałach.

Muzeum wojenne w kształcie miny ppanc. Jesteśmy jedynymi zwiedzającymi. Na poglądowych tablicach m.in. słowacka kampania przeciwko Polsce z 1939, zdobycie Zakopanego, Nowego Sącza, Sanoka. Potem Ukrainy. Na zdjęciu uśmiechnięci słowaccy żołnierze wieszają radzieckich partyzantów. W gablotach manekiny, które wyglądają jak ze sklepu, poubierane w mundury. Cudownie! Salka kinowa z malunkami na ścianach batalistycznymi oraz sztucznymi okopami. Naprzeciw okopów - fotele. Nad okopami ekran. Znajduję pilota. Tomkowi udaje się odpalić film. I ożywa Dolina Śmierci. Jadą czołgi, chłopaki kładą się trupem.

Największe wrażenie zrobiły na mnie prawdziwe armaty, samolot i wozy pancerne postawione przed czteropiętrowymi blokami. Plac zabaw. A obok cerkiew, cmentarz i miasteczko. Stasiuk mówi, że woli takie miasteczka niż śliczny, odrestaurowany Bardejów.

Jeszcze do Billi po serki i alkohol i wracamy przez cygańskie wsie, na północne stoki tych gór, do lasu bez starych drzew.

- Trzeba by włączyć wiadomości. Udało się zapomnieć.

2015-11-14 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (4)

Nota dziadowska

  

Rozkwitły "Dziady" w teatrach polskich. A trochę ich mamy w repertuarach. Tu Passini, tam Rychcik, tam Zadara, a wcześniej Wodziński, a wcześniej Głomb. To chyba najczęściej realizowany polski tekst ostatnio.

To dziś w nocy. Dziady.

A parę dni temu jechałem blablacarem z Bielska do Wrocławia na próby w Capitolu. Wiózł mnie radny z Żywiecczyzny. Rozmowa zeszła na teatr i on mówi nagle: - Ciekawe, czy ktoś kiedyś wystawi III część "Dziadów" Mickiewicza w teatrze, bo ja sobie nie wyobrażam...

No więc wyskoczyłem z Wrocka do Opola zobaczyć "Dziady" w opolskim Teatrze Lalki i Aktora, w reżyserii Pawła Passiniego, z pochodzącym z Bielska, Bogusławem Kiercem w roli Konrada. Grali o 11.00 dla gimnazjów.

Powiem Państwu, nigdy jeszcze nie przeżyłem po porannym spektaklu takich owacji! Przedziwna sprawa! Wydaje mi się, że dochodzi w Polsce, wzrasta niesamowicie interesujące pokolenie. Dopiero co wróciłem z podobnymi przemyśleniami z Wałbrzycha, z warsztatów dla gimnazjalistów.

A same "Dziady"! Dzięki Ci, szlachetny Zespole Teatru Lalki i Aktora i dzięki Wam cudowni realizatorzy, że pozwoliliście wybrzmieć całej niesłychanej wywrotowości tego tekstu!

Nie znam drugiego tak wywrotowego teatralnego tekstu polskiego. To jest dynamit! Bomba, która może odpalić wszędzie tam, gdzie się źle dzieje. Niesamowite, że to jest wywrotowe w każdą stronę. "Dziady" są ostro antylewicowe i ostro antyprawicowe, antyreligijne i antyświeckie, antyracjonalne i antyirracjonalne. A jednocześnie są zaangażowane, lewicowe, prawicowe, religijne, świeckie, racjonalne i irracjonalne. Na wszystko to jest materiał w "Dziadach" i nic się nie wyklucza!

I olśnienie z nieba, że tak! Że Bóg Mickiewiczowi odpowiedział, stanął do pojedynku, podjął wyzwanie Konrada, słusznie biorąc ją za prośbę-wyzwanie Mickiewicza. Dał Adamowi rząd dusz. I teraz co z tym zrobisz?

Serdeczne przywitanie z dyrektorem opolskich Lalek. Wspomnienia z niezwykłej pracy nad "Morrisonem", który tak wystrzelił w niebo! Teatr Lalki i Aktora w Opolu to dobre miejsce. Wjeżdżam do Opola i myślę sobie - dobre miejsce.

Wjeżdżam do Wrocławia i myślę sobie - dobre miejsce, bo Wrocławski Teatr Lalek, który robi świetną robotę, od czasu, kiedy są w nim Jakub Krofta i Marysia Wojtyszko. No i wspaniała Agata Kucińska ze "Słoneczkiem"! Teatr Capitol - zaskakująco dobre miejsce. Zaskakująco, bo to ogromny gmach, posępny, bo to teatr muzyczny z gigaprodukcjami za milion złotych. Po takich megainstytucjach raczej się człowiek nie spodziewa takiego klimatu do pracy nad raczej trudnym i, przepraszam ale zdecydowanie niekomercyjnym tekstem, jakim jest Y. A jednak! Sala prób płonie od zapału!

A potem - stać na tarasie, na czwartym piętrze Capitolu, jarać szlugi, gadać z Pawłem i patrzeć na Wrocław.

Dużo wszystkiego.

W czwartek w Toruniu pierwsze czytanie "Nieskończonej historii" - trzecia realizacja historii korzenie mająćej w pewnej bialskiej kamienicy pomiędzy Mcdonaldem, noclegownią, klęczącym Chrystusem z Opatrzności i zakładem pogrzebowym o śmiesznej nazwie. Młodziutka reżyserka, Gosia Warsicka. Dzięki niej Aniela Dąbkowa ze swoim radyjkiem Maryja obudzi się w Toruniu.

Wszystkiego najlepszego wszyscy święci!

2015-11-01 | Dodaj komentarz
Dziad
2015-11-04 17:22:53
A "Dziady" w Bielsku ? :) Powtarzają spektakl ponownie :)
arturpalyga
2015-11-04 20:15:14
"Dziady" w Bielsku wyjątkowe, bo na cmentarzu! Proszę napisać, kiedy znów.
Dziad
2015-11-05 10:32:49
14 i 15 listopada o 18:00 i 20:00
Artur Pałyga
2015-11-05 12:14:53
Niestety, aktualny tryb życia, uniemożliwia mi uczestniczenie w wielu rzeczach, choćbym bardzo chciał. Chodzę tam, gdzie akurat jestem. Do 15 listopada będę w Bieszczadach. Natomiast czytelnicy tego bloga, którzy chcą i mogą, bierzcie i idźcie! Dom Pogrzebowy na cmentarzu żydowskim w Bielsku-Białej. Bardzo ciekawie zapowiadające się "Dziady" w wykonaniu znakomitego zespołu bielskiego Teatru Polskiego!

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Jan Picheta]
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie....
[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1443123
Newsów: 695
Komentarzy: 2118
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała