arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - luty 2015

Komentarzy (1)

Klątwa w Hollywood

  
Pamiętam "Pociąg do Hollywood" z przerysowaną, karykaturalną Kasią Figurą. Oglądałem to w kinie bodajże Apollo. Cała żałosna śmieszność tych bohaterów budowana była na tym, że to było kompletnie nierealne. Że ktoś z Polski, mieszkający w Polsce mógł do tego Hollywood zawodowo pojechać. No może Wajda kiedyś.
Ale nie o „Idzie" chcę napisać. Wystarczająco dużo już o niej.
Na czerwony hollywoodzki dywan wkroczyła Magda Hueckel, koleżanka z teatru, z którą się spotykamy na próbach, gdzie przyjeżdża jako fotografka teatralna. Oraz Tomek Śliwinski, jej mąż, który dopiero co skończył studia reżyserskie. To twórcy „Naszej klątwy" nominowanej do oskara w kategorii -krótki film dokumentalny-.
Objawiła się Leorodzina całemu światu. I to jest niezwykłe.
Z Magdą siedzieliśmy pewnego razu w korytarzu Teatru Polskiego w Bydgoszczy, koło portierni, podczas prób generalnych do, zdaje się, "Burzy". Rozmowa zeszła na Afrykę. Magda sporo jeździła po Afryce. Przygotowywała wystawę i album o magii afrykańskiej. Jeździła i tropiła tę magię.Nie jestem wyznawcą kościoła rozumu i wierzę w istnienie rzeczy, w które ludzie mocno i niezachwianie od pokoleń wierzą. Więc zareagowałem, jak zareagowałem. Na co Magda powiedziała,że raczej też nie chciałaby już do tej magii wracać. Że wystawa i album są zamknięciem tego rozdziału. I opowiedziała...
Napisałem i wykasowałem, co opowiedziała.
Robi się ten błąd i przytacza się czasem na blogach, nawet w dobrej wierze, prywatne rozmowy zupełnie bez sensu. A to delikatne rzeczy. I nieodwracalne potem.
W każdym razie Magda i Tomek mają dziecko. Synka. Nazywa się Leon. Leoś jest wyjątkowy. Cierpi na chorobę, która nazywa się Klątwa Ondyny i choruje na nią na całym świecie około stu osób. Ondyna to piękna bogini, w której zakochał się śmiertelnik, który chciał ją posiąść i za to rzuciła na niego klątwę: - Będziesz musiał pamiętać o każdym oddechu. Tak jak inni ludzie muszą pamiętać, żeby jeść i pić. Tak obłożony klątwą musiał pamiętać, żeby oddychać.
Leoś, kiedy zasypia, musi mieć aparat, który oddycha za niego. Z tym, jak zwykle, wiąże cały szereg innych problemów.
Jego rodzice założyli bloga, który się nazywa Leoblog. Piszą tam o przygodach Leorodziny. Jest Leomama i Leotata. Ich postaci, ich życie określa się poprzez Leo, poprzez dziecko. Blog ma coraz więcej czytelników. A teraz jest też w wersji angielskiej.
Zrobili o nim film. I o sobie. I o klątwie. Dokument. I film dostał nominację do oskara. I pojechali do Hollywood na oskarową galę.
I objawiła się Leorodzina całemu światu.
I strasznie mnie to porusza.
Jakby ktoś chciał, to tu jest adres bloga:
http://leoblog.pl/

2015-02-24 | Dodaj komentarz
loczdog
2015-02-25 21:02:22
To świetnie, że 'Nasza klątwa' została doceniona. Widziałam film i sądzę, że jest świetny technicznie i przekazuje niesamowitą, poruszającą historię. Leorodzice zasłużyli sobie na Oscara. I nawet jeśli go nie dostali, to i tak są zwycięzcami.
Komentarzy (3)

Represje były

  

Na konferencję o Bielsku-Białej gnałem z Katowic. Tzn. najpierw na luzie,słuchając debaty, czy sprzedawać broń Ukrainie, czy czekać. Ale w Pszczynie ugrzęzłem w korku, bo był wypadek. Godzina z czapy. Broń sprzedawać. Gnać! Nie ma już czasu zatankować. Każda minuta stała się ważna. O 17.30 miałem mieć wystąpienie. O 17.15 przejechałem granicę miasta. Wskaźnik pokazuje, że koniec rezerwy. Jadę na oparach. Nic, najwyżej porzucę auto i wezmę taksę. Ale czekanie na taksę to 10 minut, więc może lepiej zatankować. A może dojadę. Wybrałem odpowiedź c.

Udało się. Biegnę do budynku L. Drugie piętro. Aaaa! Ufff! Jak zwykle jest opóźnienie. Można się było spodziewać. Jeszcze nie było półgodzinnej przerwy. A po przerwie jeszcze o architekturze i dopiero potem ja. Trzeba było tankować.

Grono przezacne. Jerzy Polak, Piotr Kenig, Chorążowie, Magda Legendź, Janusz Legoń, Sabina Muras, Jan Picheta, Kaśka z Psio Crew z mężem. A także polonistyka bielska, profesor Stępień, no i sprawca, Marek Bernacki. Pomyślałem,że taki w sumie skromny mój referacik, obrazek właściwie, jak na to grono. No ale dobra.

20 minut przeszło jak z bicza strzelił. Nawet połowy tego, co zapisałem, nie zdążyłem powiedzieć. No ale dobra. Cieszę się, że jakoś ten "Autyzm" zaistniał, że odgrzebany został w tzw. publicznej świadomości.

A zakończyłem tak:

Wielu bielszczan do dziś rozpoznaje się oraz identyfikuje się, jako ludzie z „Autyzmu", wspominając ten czas, jako niezwykłe i w dużym stopniu formacyjne doświadczenie. Na czym polegała ta formacja? Myślę, że przede wszystkim na pojmowaniu kultury. Dla pokolenia Autyzmu kultura zdecydowanie nie była ozdobnikiem, dodatkiem ani sposobem spędzania wolnego czasu. Kultura, żywa i pełna energii, była główną treścią życia i ściśle wiązała się z myśleniem wspólnotowym, jako główna siła sprawcza w społeczeństwie i z tym się z Autyzmu wychodziło.

Acha, no i muszę sprostować poprzednią notkę. Że po pochodzie z Marzanem w 1989 r. nie było żadnych represji.

Kaśka z Psio Crew, która też brała udział w tym pochodzie wtedy, powiedziała mi to po konferencji. Cała czwarta klasa mat-fiz z LO IV, w której uczył się organizator happeningu, Paweł Szatkowski, i która w dużej części uczestniczyła w tym, została dyscyplinarnie rozwiązana. Brzmi groźnie, ale rozwiązano ją na 5 dni przed zakończeniem roku szkolnego, kiedy klasy czwarte i tak już nie miały zajęć. Podejrzewam, że mógł to był efekt kompromisu między krwiożerczą Lady, wicedyrektorką, a dobrym dyrektorem Jakubcem.

Przy okazji rozmawialiśmy o wyjątkowości LO IV. Istnieje wrażenie, że z żadnej innej szkoły tyle osób nie angażowało się w życie publiczne, co właśnie z "Czwórki". Jest koncepcja,że w dużej mierze to była zasługa dyrektora Jakubca i klimatu, jaki za jego sprawą, stworzył się w tej szkole. Klimatu przyzwolenia i nieprzeszkadzania.

Strategia prowadzenia bitwy przez generała Kutuzowa z "Wojny i pokoju": wszystko idzie swoim trybem, byle nie przeszkadzać.

2015-02-18 | Dodaj komentarz
Gosia, przew.3d IV LO 1988/89
2015-04-19 20:21:50
MAŁE sprostowanie ;) Paweł Szatkowski w marcu'89 był uczniem 3 kl. MAT-FIZ, a rozwiązano, po sławnym marszu, klasę 3d (angielską-wych. był nasz słynny Sanders :) ) i był to horror - wiem, co mówię bo byłam wtedy przewodniczącą ;) Artur, Ty byłeś w 3C HUM. Rozwiązali naszą klasę zanim zdążyliśmy wrócić z marszu do domów (wcześniej urwawszy się całą klasą z lekcji). W domach już rodzice zostali poinformowani telefonicznie (tam, gdzie był telefon ;)) przez dyrektora Jakubca osobiście o naszych wagarach i że szkoła nie ponosi za nas odpowiedzialności i że naszej klasy już nie ma :( wtedy byliśmy przerażeni perspektywą kontynuowania nauki w wieczorówce. Od samego rana dnia następnego okupowaliśmy z kwiatami gabinet dyrektora szkoły, przekonując Go, że może na nas liczyć, że nie jesteśmy zepsuci i zdemoralizowani i na marsz poszliśmy z ciekawości i nikomu nie zrobiliśmy krzywdy, nawet kukli Jaruzelskiego. Nie pamiętam jakich jeszcze argumentów użyliśmy, ale po KILKUDZIESIĘCIU minutach negocjacji ;) przekonaliśmy naszego kochanego dyrektora Jakubca, aby dał nam jeszcze jedną szansę. Nie zawiedliśmy Go - walczyliśmy,dzielnie pikietując,o nową siedzibę szkoły, zdaliśmy pięknie ;) maturę, zostaliśmy dyrektorami, nauczycielami, prawnikami, urzędnikami, animatorami kultury etc. i wciąż mamy w naszych sercach kochanego, dbającego o nas wszystkich i zawsze dyrektora Jakubca, nigdy Go nie zapomnimy! Dziękujemy! Gosia, anglistka
Gosia
2015-04-19 20:29:43
Kasia z Psio Crew też była w naszej klasie 3d :) Pozdrawiam serdecznie!
Gosia
2015-04-19 21:05:10
Kukle Jaruzelskiego nie urwaliśmy głowy, chociaż mogła być rozszarpywana bo każdy chciał być tym, który wrzuci ją do rzeki...a było nas sporo, niektórzy nawet ubrani w białe prześcieradła, przebrani za duchy (minionej może epoki ;)) 21.03.1989
Komentarzy (2)

Notatki do referatu

  

No to trzeba by było przygotować się na tę konferencję.

Dziś zamiast na nocne, tygodniowe zakupy do Tesco, wynotujemy sobie punkty kluczowe.

Stan przed.

Zanim powstał klub "Autyzm", istniało w Bielsku-Białej środowisko tak zwanej młodzieży alternatywnej. Piszę tak zwanej, ponieważ nikt z nas tak by się w życiu nie nazwał. Ani młodzieżą. Ani alternatywną. Słowo -młodzież- brzmiało sztucznie. Używała go oficjalna prasa i partia. Zresztą do dziś ono w Polsce nie brzmi dobrze i kojarzy się oficjalnie. Nikt normalny nie mówi o sobie -młodzież-, może tylko członkowie partyjnych młodzieżówek.

Rzecz w tym, że w ogóle się nie określaliśmy i żadne określenie nam nie bardzo pasowało. Punki? Był jakiś wzór punka, zresztą intensywnie lansowany przez bardzo dobre, harcerskie czasopismo "Na Przełaj", gościa z kolorowym irokezem na głowie, trochę intelektualisty tworzącego piękne i mądre teksty piosenek, kontestującego z fantazją, namysłem i elegancją.Ten wizerunek punka, kolorowego rimbauda, był atrakcyjny i mocno oddziaływujący i dziś zastanawiam się, kto go stworzył i co nim kierowało. W opozycji do szlachetnego wizerunku punka, stał obraz durnego, tępego skina. Metale nie liczyli się w tej rozgrywce.

W rzeczywistości bielskiej, a jak się potem okazało, kiedy pojechaliśmy do Jarocina, nie tylko bielskiej, po pierwsze te grupy były dość płynne i do pewnego stopnia się przenikały tzn. byli tacy, którzy przepływali od bliżej punków do bliżej skinów, różnica nie była diametralna. Po drugie takich irokezowców było malusieńko i oni nie chodzili do szkoły. Pozostali mieli, powiedzmy, fryz niedbały. Rzadko kto miał skórę, bo skóry były drogie. Kombinowało się buty wojskowe, to się dało skombinować. Dzisiaj w każdym sklepie z butami można kupić przepiękne glany za 500 złotych, o jakich w złotych czasach punkrocka w BB nawet się nie marzyło. Świat przeminął, pojawiły się atrybuty, tak to jest. Jestem przekonany, że podobnie było z Dzikim Zachodem.

No ale jakieś ciężkie, trudno sznurowane buciory, każdy skądś tam miał. Ja nie miałem trudno. Tata mi dał. W końcu był zawodowym wojskowym. W ogóle w miastach z jednostką wojskową młodzieży alternatywnej łatwiej było o buty.

Buciory fajnie jak miały niepodopinane sprzączki. Dzwoniło się wtedy, idąc. Byla moc.

Elementy militarne w ogóle były w cenie. Bajeranckie torby po maskach przeciwgazowych, wojskowe pasy, plecaki. Biorąc pod uwagę, że pójście do wojska, do czynnej służby, uznawane było za obciach i frajerstwo, była to dziwna moda.Wiadomo, cały mundur wyglądał głupio, ale jego elememty zestawione np. z dżinsami, czy ze znaczkami przypinanymi, które się robiło własnoręcznie, to było super, fajnie wyglądało, spoko się człowiek w tym czuł, szczególnie w pogo.

Pogo odchodziło w klubie Best. Tam Jacek Bednarczyk robił pogo potańcówki. Regularnie. Co sobotę. Mam wrażenie, jak to wspominam, że to było dość grzeczne. Tzn pogo, jak to pogo, szaleństwo, ale na pewno nie było tam żadnych narkotyków, nawet lekkich, no dobra, ja tam nawet śladu tego nie spotkałem, ani się nawet specjalnie alkoholu nie piło. Większość z nas przecież o ludzkiej porze musiała wrócić do domów i powiedzieć mamie i tacie, dobranoc. Papierosy paliliśmy przed wejściem, to pamiętam. Yugo.

No więc Best. Gdzie też się koncerty odbywały. Pamiętam wspaniały koncert bielskiego zespołu Pere la Chaise i byłem strasznie szczęśliwy, kiedy Paweł Szatkowski wziął do śpiewania mój tekst pt. "Mały Mahometanin". To było wielkie! Szatkowski śpiewał, a właściwie melorecytował, Pyton grał na basie, Dymion na gitarze solowej i na skrzypcach. Kto tam był na bębnach? Maciek Trzopek?

Nie miałem pojęcia o Sex Pistols, czy o White Stripes. Gdzieś w wielkim świecie istniała wielka Armia, Dezerter, Aya RL,Siekiera i inni wspaniali giganci. Nasz punkrock, a punkrock musi być nasz, na wyciągnięcie ręki bliski, bo tym się różni od całej tej kultury wielkich gwiazd rocka i popu, więc nasz był Pere la Chaise, przed którym były legendarne dla mnie Szorstkie Banany, których lider, Jacek Bednarczyk robił te pogotańcówki.

No i mialy być notatki do referatu o Autyzmie. Hm.

Kultura punk była wtedy żywa i silna w BB. I oddziałująca. Po różnych miejscach ćwiczyły kapele, które chciały wystąpić w klubie Best którejś soboty, a może i dostać się do Jarocina. Też założyłem taką grupę. Ale to inna historia.

Ćwiczyło się w mieszkaniach, w piwnicach, w jakichś pomieszczeniach w szkołach, jeśli wyjątkowo zgodził się dyrektor i dopóki nie usłyszał, co to za muzyka.

My załapaliśmy się w pewnym momencie na próby w domu kultury w Kamienicy. To było super! Nareszcie jakieś ludzkie warunki, a nie partyzantka w mieszkaniu z podłączaniem się do Kasprzaka. Niestety w tej Kamienicy króciusieńko to trwało, bo kazali nam wystąpić przed jakąś komisją, której przewodniczył znany bielski muzyk, Janusz Kohut,który nam powiedział, że on spotkał się już z tym rodzajem muzyki, który uprawiamy i wie, o co chodzi i radzi nam, żebyśmy poszli do lasu posłuchać ptaków. Potem już nie mieliśmy prób w Kamienicy.I generalnie się rozlazło i rozpadło. Poszliśmy do lasu.

No i 23 października 1989 roku odbyła się słynna pikieta.

Nie byłem tam. Byłem grzeczny i nie poszedłem pikietować. Zresztą nie znałem tych ludzi, którzy to zorganizowali. Pewnie z widzenia, z potańcówek i z koncertów, ale nie spotykaliśmy się, nie zmawialiśmy. Ja zresztą nie byłem nikim znaczącym w tym świecie. Wiedziałem, że jest, że trwa. Nawet mi się to wtedy trochę wydało śmieszne, że głodówka. Jaka głodówka? My? Przed Urzędem Miasta? Nie wiem zresztą, może to była plotka z tą głodówką. Ale pikieta była, trwała, śpiewali piosenki. Cała moja radość po dziś dzień, że śpiewali moją piosenkę. Mały Grzesiu mi powiedział, który grał wtedy na basie w moim zespole Kompania K. Stąd potem nie byłem taki anonimowy tam. Śpiewali moją piosenkę. Rany! Nie mogłem w to uwierzyć. Jacyś ludzie, których nie znam, o których ocieram się podczas pogowania,którzy nigdy nie słyszeli mojego zespołu, bo jedyny występ w historii mieliśmy przed speckomisją Kohuta. Śpiewali ją!

Pikieta trwała, jak wyczytałem, 40 godzin. W końcu władze miasta, jeszcze pezetpeerowskie, potraktowały ich na tyle poważnie, że wyszli z nimi rozmawiać. Czego chcecie? Chcemy mieć własny klub w mieście, miejsce, gdzie zespoły mogą mieć próby, gdzie można się stale spotykać, robić koncerty itp.

Prezydent miasta, Kazimierz Kalisz, wysłał ich do BCKu, którym rządził, tak jak i dziś, tenże sam Władysław Szczotka, tylko 26 lat młodszy. Zadzwonił prezydent do Szczotki, żeby tej młodzieży jakiś lokal przydzielić. Szczotka poprosił o czas, złożył obietnicę i dotrzymał jej. W grudniu 89 przydzielił miejsce w filii MDK w Kamienicy na zasadzie zajęć w domu kultury. Po prostu 3 razy w tygodniu przez 3 godziny po południu można było siedzieć sobie w jednej z nienajwiększych salek domu kultury. No to był przyczółek przyszlego Autyzmu, który w tym miejscu nosił jeszcze nazwę Anarchos.

Pamiętam, że odbyła się tam długa i poważna dyskusja, którą prowadził Misiek, czyli Andrzej Kapcia, czy wojska radzieckie powinny jak najszybciej opuścić Polskę. Dyskusja była ostra, a zdania radykalnie podzielone. O ile pamiętam, przysłuchiwałem się jej, w ogóle się nie odzywając. Dyskusja spolaryzowała się wokół Andrzeja, który był za natychmiastowym opuszczeniem Polski przez jednostki radzieckie i zamierzał wysyłać petycję w tej sprawie, pamiętam,że argumentował m.in. że ci żołnierze też już woleliby być w domu,i wokół Izy Lewickiej, która reprezentowała stanowisko, że boimy się Niemców, którzy będą chcieli odzyskać ziemie zachodnie, i że z Rosjanami jesteśmy bezpieczniejsi. Dyskusja miała moment kulminacyjny z krzyczeniem na siebie, ale skończyła się ugodowo.Misiek chyba wysłał petycję.

W salce w Kamienicy odbywały się też wieczory poezji. Pamiętam jeden taki, w którym brałem udział. Największy aplauz wzbudził tekst, który wykonywałem razem z Aśką Korzewską, podczas recytacji którego oboje zapychaliśmy się bułką, którą pluliśmy na wszystkie strony.

Mam wrażenie, że w myśleniu o wieczorach poezji, w klimacie, w idei, w stosunku do polityki bliscy byliśmy jakoś awangardzie francuskiej z końca XIX wieku, czyli Alfredowi Jarry i innym, choć wtedy kompletnie tak o tym nie myślałem.

Ani te dyskusje, ani punkowcy, ani Jarry, nie pasowali do domu kultury w Kamienicy i jego zajęć plastyczno-muzyczno-edukacyjnych. To tam nie miało perspektyw. W końu 14 stycznia 1991 roku otwarty zostal klub Autyzm w Starym Bielsku w budynku opuszczonym przez Bielską Szkołę Tańca przy ul. Sobieskiego 130.

Otwarcie wpisało się w karnawał. To było wielkie święto i ludzie do dzisiaj pamiętają noc z 14 na 15 stycznia, kiedy pojawiły się tam dziesiątki młodych dziwnie poubieranych, legenda głosi, że wypożyczono stroje z teatru, tańczących na dachach okolicznych domów.

No dobra. Referat ma trwać 20 minut. Już chyba czas mi się kończy. A zatem. Złoty czas Autyzmu trwał krótko, bo 1,5 roku. Poważnym ciosem była Wlachmania,czyli wielki festiwal latem 1992 r., który się totalnie posypał i po którym organizator, jeden z twórców Autyzmu, pitnął za granicę. Przez te 1,5 roku przewinęło się tam mnóstwo ludzi. Przez długi czas bywałem tam codziennie. Po prostu zrobiło się swoje w domu i szło się do Autyzmu.Tam były dyskusje, tam była energia, tam było życie. Szło się tam siedzieć, gadać, chociaż nie było żadnej kawiarni, nawet żadnego sklepu tuż obok. Nie ma takiego miejsca dziś w mieście. Po upadku Autyzmu, co ostatecznie nastąpiło w 1995, drugie takie miejsce się nie narodziło.

2015-02-15 | Dodaj komentarz
Jarek P.
2015-06-14 00:42:07
Wlachmania do był spory kant. Bilety na koncert były sprzedawane do samego końca. Do dziś pamiętam gościa, blondyna w okularach z długimi piórami, który siedział na bramce i sprzedawał te bilety, a ludzie walili, bo przecież skład miał być mocny. Posiedzielismy na Błoniach, potem poszuraliśmy w okolice centrum. Policja spisała kilka osób, bo zrobiło się głośno. Potem tego Wlacha (?) szukaliśmy i nawet mieliśmy adres, ale był nieuchwytny. Nie kojarzyłem Autyzmu z tym festiwalem. Autyzm pamiętam z wszystkich miejsc, o których piszesz. Koncerty dobre były na 1 maja. Z piwnicy pamiętam ciekawą bielską kapelę Violent Exstasy (?), taki wygar jak mało gdzie. A z większego formatu to np. SKTC. To tez była niesamowita energia. Teraz niestety słabizna
Tomek
2017-06-27 09:09:19
A propo Wlachmanii, przyjechałem do Bielska-Białej razem z zespołem Credon z Kluczborka. Największą atrakacją dla nas to było to że ma się pojawić Misty In Roots. W mieście były plakaty, Credon załatwiał możliwość zagrania. Udało się jedziemy, był mega klimat, zespół One Two Free przygrywał na kongach rozgrzewając się do koncertu. Miałem identyfikator i możliwość wchodzenia do każdej strefy i nie musiałem płacić nic za bilet :-). Po północy kumple z innych zespół Z Bakszyszu i Stage Of Unity (oba również były z Kuczborka, co prawda Stage Of Unity miał wokalistę i basistę z Wrocławia to jednak trzon kapeli to Kluczbork) zaczeli mówić że jest jakiś wałek z kasą. Były pomysły że za niezapłecenie będą brać ze sceny sprzęt jak się koncert skończy. Generalnie pierwszy dzień się odbył i była spora frekwencja. Było masę znajomych z Kluczborka i Wrocławia. Koncert zakończył się około 7 rano. Pierwszy dzień to było Reggae, Następny to miałby folk, rock a trzeci to bodajże metal. Odbył się tylko jeden dzień. O 7 rano po koncercie organizator był już daleko w drodze nikomu z nas do dziś nieznanej....
Komentarzy (1)

W piwnicy początek

  

Przygotowuję wystąpienie na konferencję o Bielsku-Białej na ATH, więc ponownie wygrzebałem z szuflady zielony kalendarzyk.

A było tak. Pana Marka Bernackiego spotkałem w sklepie, w Klimczoku, w kolejce po chleb.

- Dostał pan maila ode mnie?

- Dostałem! Rzeczywiście! Przepraszam, że nie odpisałem. Dużo spraw, rzeczy... - standardowe tłumaczenia.

- Musi pan szybko podjąć decyzję, czy bierze pan udział w konferencji. Będzie miał wystąpienie m.in. Jerzy Polak, ale też Janusz Legoń, Jacek Proszyk, Magda Legendź.

- No w takim towarzystwie chętnie.

Temat. Temat.

A akurat kafelki u nas kładł Artur, z którym wspominaliśmy czasy klubu "Autyzm". Żona to słyszała i mówi:

- A opowiedz na tej konferencji o tym waszym "Autyzmie". Tego chyba nikt jeszcze nie opowiedział.

No dobra, podałem temat - Młodzieżowy Ośrodek Kultury Niezależnej "Autyzm" w Bielsku-Białej, 1989-95.

I się przestraszyłem. Bo nie znalazłem nigdzie żadnego tekstu na ten temat, a pamięć jest zawodna i z natury skrajnie subiektywna. Dodałem więc do tematu - relacja świadka.

Potem znalazłem, jak pogrzebałem w necie, jeden artykuł z "Gazety Prowincjonalnej", ale to malutko.

I dwie relacje na temat Wlachmanii - legendarnej wtopy festiwalowej "Autyzmu".

I opowieść o tym, jak to się rzekomo zaczęło. Że od happeningu z obcięciem głowy Marzanowi w 1989 r., za co organizatorów spotkały ponoć represje.

Pamiętam tego Marzana, bo byłem w tym pochodzie. To wymyślił Paweł Szatkowski z LO IV, z mat-fizu oraz niejaki Komuna, którego imienia nie pamiętam. Pamiętam tylko, że Komuna jako jeden z pierwszych w BB sprzedawał hot-dogi z budy. Handlował nimi przy przejściu podziemnym pod Piastowską, koło dworca PKS. I się chodziło na hot dogi do Komuny. No ale to potem. Bo wcześniej ten Marzan.

Marzan to była kukła w jakimś niby mundurze z orderami, i wszyscy wiedzieli, że to Jaruzelski. to najpewniej był pierwszy dzień wiosny. Pochód przeszedł z placu Chrobrego przez most na Białce pod fontannę przy Dzierżyńskiego, koło budki z lodami. W pochodzie nas szło najpierw ze 20-30, potem z kilkadziesiąt osób. Pamiętam, że od fontanną cisnął się tłumek. Komuna wygłaszał jakieś nonsensowne przemówienie i zaczęliśmy krzyczeć, żeby skończył: Precz z Komuną! Co się wydawało strasznie śmieszne. Paweł zaczął nas uciszać, że spokojnie, spokojnie i wtedy dopiero się ludzie zaczęli reflektować, że to może dla kogoś poważnie brzmi.Grzecznie się uciszyliśmy.

Nie pamiętam tylko, czy rzeczywiście Marzanowi ucięto głowę, czy po prostu został utopiony. To znaczy miałem w pamięci, że wrzucony do rzeki, spłynął, jak zima, bo wiosna miała przyjść przecież. Ale jak przeczytałem w relacji po latach o tej glowie, to nie jestem pewny. Może rzeczywiście... Ale z tymi represjami to jakaś bujda.

No i to nie był początek Autyzmu.

To znaczy, jeśli ktokolwiek mógł to uznać za prapoczątki Autyzmu, to nie, to takie prapoczątki były już wcześniej, bo w piwnicy, o której już tu pisałem. W bialskiej części ul. Dzierżyńskiego, prawie naprzeciwko księgarni Oświata.

I tu kalendarzyk. 23 stycznia 1989. Zapis brzmi: Jestem chory. Wypiłem sobie i zakurzyłem. Słowem, kończymy piwnicę.

Czy byłem chory po, czy przed, nie mam pojęcia, zapis jest nieprecyzyjny. Ale to kończenie pamiętam dość dobrze. Ten pył i ten zapał. Taka straszna duma, że zrobiliśmy sobie coś swojego. Pamiętam noszenie cegieł, które ktoś skądś skombinował, potem układanie podwyższenia z cegieł, murowanie, sprzątanie. I siedzenie w tym pyle z poczuciem, że pierwszy raz w życiu mam, zrobiłem też ja, jakąś swoją, wspólną przestrzeń. Tam był też Paweł w tej piwnicy, który wprawdzie sam z "Autyzmem" miał potem niewiele wspólnego, ale tam byli też, jak mi się wydaje, ludzie, którzy potem współtworzyli Autyzm. A przede wszystkim była energia, która domagała się swojego miejsca i tam na chwilę się skumulowała. Tak.

2015-02-11 | Dodaj komentarz
(B)
2015-11-10 20:50:31
"Autyzm" istniał do 1997 r. - ostatni koncert w "piwnicy" odbył się 12.02.1997 ZAKAZ, BABEL, ENOGH!, ale to już był totalnie schyłkowy okres.
Komentarzy (1)

Będzie wojna

  

Lada chwila może wybuchnąć wojna, w której zostaną rozstrzygnięte bardzo, ale to bardzo ważne sprawy.
Tym razem będzie na pewno, będzie niezawodnie.
Mówią mi, że ja co roku zapowiadam wojnę i nigdy się nie sprawdziło.
Głupcy.
Co innego w tamtych latach, co innego dziś.
Pytanie tylko, kiedy. Pod koniec czerwca, czy w lipcu?
No, jeżeli w tym roku nie będzie wojny, to nie wiem.
Nie chce mi się nic.
Jak sobie człowiek pomyśli, że niedługo nic już nie będzie znaczył w sklepie.
Nie warto żyć.
Gdyby nie Stach i czekanie na wojnę, to już bym sobie coś zrobił.
Jaki ja jestem zmęczony.
Pojechałbym gdzieś.
Dwadzieścia lat nigdzie nie wyjeżdżałem.
A tak mi czasami tęskno.
Wtedy, podczas wojny, jak wtedy zielono było i jak nam świeciło słońce...
Dwadzieścia lat nie widzieć ani zboża, ani lasu.
Myślałem, że przygotowania do wyjazdu zabiorą sporo czasu, ale wmieszał się Wirski.
Jednego dnia kupił mi podróżny kufer, drugiego spakował mi rzeczy i mówi: „Jedź!"
Czemu oni, do diabła, chcą się mnie pozbyć?!

Kazałem na złość rozpakować rzeczy i kufer przykryć, bo mnie drażnił.
No ale w końcu pojechałem.
Kupiłem bilet do Krakowa. Wsiadłem do wagonu i w ostatniej chwili wyskoczyłem.
Rzeczy odebrałem na drugi dzień, gdyż pojechały beze mnie do Piotrkowa.
Będzie wojna. Musi być wojna.

- - - -

Kończę adaptację "Lalki" dla Bielska.

2015-02-05 | Dodaj komentarz
Katarzyna Maciaszek
2015-02-08 18:40:56
Bielsko - Biała czeka i się ciekawi...:-) :-)

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» sierpień (5)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Myślę, że jest to bardzo niesamowite być w miejscach w których byli nasi przodkowie. Na...
[Mada L]
Ale napisane! Jakby się tam było i dotykało! Dziękuję
[Duża Ula]
Na początku tak jak bym czytała jakiś dramat. Dobrze , że to się nie dzieje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1326444
Newsów: 688
Komentarzy: 2109
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała