arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - luty 2016

Komentarzy (0)

Atlas

  

Kilkudziesięcioro starszych ludzi, uchodźców i obcokrajowców, którzy osiedli w Polsce przyszło na warsztaty w Teatrze Powszechnym na warszawskiej Pradze. Zaczęło się w tym tygodniu. Projekt Atlas.

Tak. Chciałem w tym być.

Strefa Wolnosłowa to wymyśliła i zrobiła. Połączenie w jednej grupie praskich seniorów, cudzoziemców pracujących w Warszawie uczących się polskiego oraz uchodźców z ośrodka na Targówku.

Pociąg spóźniony, spóźniam się. Zajęcia już trwają. Patrzę i zastanawiam się, którzy są którzy. Bo chyba w większości przyszli Polacy. Jakieś podskórne nastawienie, że ONI muszą wyglądać inaczej. A tu raptem dwie, trzy osoby o azjatyckiej urodzie. A jednak nie. Zawsze jest inaczej niż się wydaje. Oprócz grupki seniorów są ludzie z Ukrainy, w tym Tatarzy z Krymu, z Białorusi, z Indonezji, z Chin, z Japonii, z Maroka, z Kolumbii, z Grecji, z Niemiec, z Serbii. Nie każdemu łatwo powiedzieć, skąd jest.

- Najłatwiej byłoby mi powiedzieć, że ze Związku Radzieckiego - mówi kobieta. - Mieszkałam w różnych rejonach. Ostatnio na Białorusi.

Krótkie rozmowy o domu, podróżach, pierwszych miłościach, pracy. Potem rysowanie. Alicja prosi, żeby każdy narysował wspomnienie z dzieciństwa. Uderzające, jak podobne są te rysunki. Niezależnie, z jakiej części świata, przedstawiają podobne rzeczy: dom, rodzice, babcia.

- Tu jedziemy nad morze, na Krym. To blisko. To tata, mama w samochodzie. Zawsze śpiewamy piosenki.

- To moja babcia. Nie widziałam jej od dwóch lat, nie wiem, co się z nią dzieje.

- To piłka. Leży na stole. Piłka była ważna.

Okazuje się, że piłka jest lajtmotiwem tych rysunków oraz opowieści o nich. Czy to Afryka, Ameryka, Europa, czy Azja, w każdym dzieciństwie jest jakaś piłka.

- Biegnę tutaj w stronę horyzontu. Zawsze byłem ciekawy, co jest za horyzontem i co się stanie, kiedy się do niego dobiegnie - mówi Indonezyjczyk.

- I dobiegłeś do Polski - śmieje się seniorka z Pragi.

- Wesołe miasteczko. To tata. A to ja i siostra. Byłyśmy wtedy chude, jak szkielety. Zresztą tata też - opowiada dziewczyna z Serbii.

Mnóstwo dzieciństw z całego świata wypełnia stary bufet w Powszechnym.

- Plaża, morze, dom. A tu ja gram w piłkę. Nie chodziłem do szkoły, więc upływało mi dzieciństwo między plażą a domem i piłką - mówi Marokańczyk.

Idylla, sielanka dzieciństw, szczęśliwych obrazków pękająca czasami, gdy ktoś, jak kobieta z Chin opowiada, jak ostatni raz widziała matkę.

Lody popękały. Wszyscy rozchodzą się pouśmiechani.

Z Alicją w mieszkaniu koło narodowego stadionu długo, długo rozmawiamy jak i od której strony, i co.

Uciekający ludzie. Wyjeżdżający. Zostawiający wszystko. Idący na nowe, w nieznany sobie świat.

Bieżeńcy 1915. Polacy 1939. Grecy 1949. Kosowo 1999. - okładka najnowszej "Karty".

Akurat piszę dla Białegostoku o bieżeńcach. Ale ma sens, duży sens być może, żeby tam wpuścić wszystkich uciekinierów świata wszystkich czasów.

Uciekamy z Homs. Uciekamy z Pjongjang. Uciekamy z Chełmszczyzny. Spod Biłgoraja. Spod Białegostoku. Ze zburzonej Warszawy. Z Kaukazu. Z Libii. Z Grecji na północ, przed wojną domową. Z Macedonii. Z Rumunii. Z byłej Jugosławii. Z zachodu na wschód. Ze wschodu na zachód. Z Czeczenii uciekamy. Z Afganistanu. Z Iraku. Z Indii, z Pakistanu. Z Europy do Stanów, bo mówią, że tam da się żyć. Uciekamy przed Czyngis Hanem, przed Hitlerem, przed Napoleonem, przed bombowcami Asada, przed Państwem Islamskim, przed komunistami, przed Rosjanami, przed Kim Dzong Unem. Uciekamy przed ogniem, przed powodzią, przed huraganem, wulkanem, tsunami, trąbą powietrzną, przed nędzą, przed życia zmarnowaniem. Przed ogniem. Przed powietrzem morowym. Przed głodem. Przed wojną.
Mamo, drżą mi nóżki.

Ludzie płaczą, nieustannie płaczą, kłócą się, ciągle się kłócą, klną, bez przerwy klną.
Każdy podrażniony, uczulony na wszystko, co niesprawiedliwe. Czemu tym dają, a tamtym nie dają. Czemu wśród tych, którym dają, jednym mniej dają, innym więcej dają. Agresja, agresja.
Dzieci bez rodziców. Zgubione. Osierocone. Zwłoki dzieci.
Córeczka mi zmarła. Brzuch ją bolał.
Matki nie chcą oddać ciał dzieci. Wyrywać trzeba, na drodze zostawiać, może ktoś pochowa.
Ocean dzieci. Falujący, krzyczący i, na zmianę, cichy. Pisk dzieci, płacz matek, krzyki mężczyzn, skowyt psów, żałobne dźwięki zwierząt. Wózek dziecięcy, w wózku parę naczyń, złamany parasol, brudna bielizna i palto.

Jakie rzeczy się zabiera? Zaskakująco mało jest relacji o zabieranych rzeczach. Przypadkowe graty, jakieś pieniądze, zdjęcia, garnek, kubek, ubrania. Potem się porzuca te rzeczy, kiedy nogi puchną.

Relacje z 1915, z 1939, z 1949 z 1999 niby różne, a podobne. Powtarza się u obserwujących spostrzeżenie, że te masy ludzkie uciekające kojarzą się z Dantem i z piekłem.

2016-02-26 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

1V2

  

Znajdująca się u początków miasta, jeśli patrzeć z alfabetycznej perspektywy, ulica 1 Maja, jest na mojej mapie jedną z ulic głównych. Przecina je wzdłuż. Ulica z viktorią w nazwie. Jej patronem jest Apollo, który z dachu teatru obserwował te pochody pierwszomajowe maszerujące obok, ulicą Lenina. Lenina wiatr halny historii rozwiał w strzępy, przywiał w jego miejsce Trzeciomajową Konstytucję, 1 Maja zostawił.
1 Maja to plac przed teatrem, teatr, poczta, skwerek za teatrem, kiosk z papierosami, kino Apollo i Rialto, Regionalny Ośrodek Kultury, punkt ksero, gdzie kupowałem papier na Teatr Tekstu, klub garnizonowy, dom kultury z piwnicą Kontrastu, potem długo nic, potem sklepy jakieś z czymś do domu, Aqua, pierogi, zmywarki, pralki i wreszcie dawny klub Autyzm, jego ostatnia siedziba. Za dużo, żeby ogarnąć na jednej stroniczce atlasu. Po kolei więc.
Stoję przed budynkiem poczty. M. śpi w samochodzie. Mam godzinę, żeby w myślach nanieść na mapę wszystkie te rzeczy. Stoję przed pocztą, więc poczta, poczta. Zapach. Stąd odbierało się znaczki pocztowe do klaseru. Stało się w kolejce, pani wydawała nowiusieńkie znaczki. Nie tak ciekawe jednak, jak te z placu Smolki. - Kiedyś to będzie miało dużą wartość - mówiło się, wszyscy mówili. Pożyteczne hobby. Pożyteczne, bo daje miraż wielkich zysków, udanego życia. Dzięki znaczkom. Dzięki obrazkom na maleńkich kawałkach papieru. Znaczki to opowieść o innym miejscu, więc zostawmy. To co najlepsze w miejscu Poczta Główna, to odbieranie pieniędzy. Wchodziło się na górę, stało się w ogonku, dawało się kwitek i się odbierało pieniądze, te najprzyjemniejsze, honoraria oraz nagrody literackie. Pierwsza była z „Na Przełaj". Boże, co to było! Co to było za niezwykłe wydarzenie! Pierwsze zarobione pieniądze. I to od razu za pisanie!
„Na Przełaj" ogłosiło konkurs na opowiadanie. Miałem 17 lat. Albo 18. Albo 17 i pół. Nazywało się to „Proza 2". Bo postanowiłem wtedy nie dawać tytułów opowiadaniom ani wierszom i do końca życia tylko je numerować. Więc to było drugie numerowane. Bardzo wtedy się zaczytywałem Hłaską i Stachurą oraz Bursą. Więc to był taki miks Hłaskowo-Stachurowo-Burski plus mój. Bohater jechał pociągiem i się zakochał w dziewczynie z pociągu, a ona się okazała samowystarczalna i jego Stachurowe marzenia się rozprysły. No nieważne. Wstydziłem się potem tego opowiadania. Gazeta z wydrukowanym krążyła z rąk do rąk i w końcu gdzieś zaginęła, ale wcześniej starannie zamazałem momenty najbardziej wstydliwe. No bo tak. Wydrukowali. I dali już nie pamiętam, drugą nagrodę?? Cholera, nie sądziłem, że to zapomnę. No w każdym razie sensacja największa, że druk w gazecie! Nowiutkie „Na Przełaj" przyniosłem do szkoły, bo kupiłem po drodze. Pamiętam jak siedzę na matematyce, w tej sali na dole i jak próbuję przed nauczycielką, panią Słonimską, ukryć, że nic mnie lekcja nie obchodzi, bo czytam ukradkiem swoje własne opowiadanie. I mina rzednie, w piersiach rośnie gorzkie. Bo pozmieniali! Poskracali! Dużo zmian, a nikt nie pytał. To nie jest moje! Aaaa! Tak dużo zmian! JP wtedy radził mi, żeby pozwać „Na Przełaj" do sądu za te zmiany bez pytania. No ale gdzie, no! Jak! Jednak pod moim nazwiskiem. Nagroda. Jednak rozpoznaję swoich bohaterów, pociąg itd. W sumie może nie tak dużo tych zmian. No i jednak duma rozpiera. Mimo wszystko. - Weź ich pozwij do sądu! - radzi JP. Wracał do tego kilkakrotnie. No ale przyszedł przekaz pocztowy. Jechać autobusem przez całe miasto do centrum, na Pocztę Główną. Gdzie się odbiera pieniądze? Na górze. Na górze kolejka. Do końca trudno mi uwierzyć, że za chwilę będę miał pierwsze moje, przeze mnie zarobione pieniądze. Za zrobienie jednak tego, co uważam za świetną rzecz, za pisanie! I to było tak silne, że, okazało się, rzutuje na całą Pocztę Główną na tej mapie, że nadaje jej kształt i kolor, i zapach przekazu pocztowego z wydrukowaną sumą honorarium autorskiego.
Choć przypominam sobie teraz jeszcze starsze, też silne.
Zamawianie rozmów telefonicznych. Do Warszawy. Tam były przecież kabiny telefoniczne. Wróciłem z kolonii, z Wrocławia. Tak, to były kolonie we Wrocławiu. Kolonijna fascynacja - Emma. Tak się nazywała. Emma. To było chyba pierwsze lato, kiedy grali „Suzannę" na dyskotekach. Nie wiem, czemu, miałem tam ksywkę Dżezmen. I tak funkcjonowałem dla Emmy. Jako Dżezmen. I ta „Suzanna". Pisaliśmy do siebie masę listów potem. I przyszedłem na pocztę, żeby do niej zadzwonić do Warszawy. W okienku zamówiłem rozmowę i czekałem, aż pani zawoła. I pani woła na całą pocztę:

- Pan Dżezmen! Warszawa!

No i nieudolna jakaś rozmowa. Bo gadanie bez porównania gorzej szło niż pisanie.
Więc nanoszę cię, Emma, na mapę, u początków miasta, przy 1 Maja. I chociaż to 1 Maja 2, to tu się zaczyna ta ulica. Od poczty.

- - - - -

Tymczasem wczoraj do Warszawy i wieczorem z powrotem. Wizyta w Powszechnym, w Strefie Wolnosłowej, gdzie m.in. pracują z uchodźcami z ośrodka na Targówku. Włączam się.

2016-02-10 | Dodaj komentarz
marcinwie
2016-02-11 12:22:52
Ja, jednak o tych znaczkach i ułudzie bogactwa, jaką dawały. Rzeczywiście to była ułuda. Kilka miesięcy temu, przyciśnięty sytuacją usiłowałem sprzedać klasery z tamtych lat. Zadem sklep filatelistyczny nie chciał ich przyjąć. Wyprodukowano tych znaczków tyle, że w tej chwili, z finansowego punktu widzenia, to makulatura.
antonina
2016-02-14 10:28:51
ale to ładne... trudno uwierzyć, że kiedyś chłopcy o miłości pisali a u nas na kabinę telefoniczną mówiło się "rozmównica" - nie wiem dlaczego, ale lubię to słowo
Komentarzy (0)

I DP

  

To jak Wschód i Zachód. Osiedle starych bloków z ul. Pierwszej Armii Wojska Polskiego i krajobraz ulicy Pierwszej Dywizji Pancernej. Wiadomo, patron pierwszej idzie z ZSRR, patron drugiej z Zachodu.

Piękne słoneczko udające wiosnę. Parking przed przeszklonym budynkiem. To hotel. W życiu bym nie powiedział, że w tym miejscu w mieście jest hotel. No ale tak. W tym samym budynku jest centrum konferencyjne, a z tyłu Hutchinson. Widok na dwupasmówkę i nieustanny szum samochodów. Nie ma w tym miejscu ekranów, choć kawałeczek dalej, przy tej samej ulicy jest dom, z ogrodem. Jakieś dzieci tu ten ołów wdychają, bo zabawki rozrzucone. Ulica I Dywizji Pancernej kończy się nieoczekiwanie zamkniętą bramą oczyszczalni ścieków. Nie ma jak zawrócić, trzeba wracać tyłem.

Jedynym żywym człowiekiem jest pan na portierni hotelu.

- To bistro jest otwarte?

- Nie. Ale jak piwo, to mogę podać - mówi uprzejmie.

Powiewają flagi. Biało-czerwona i unijna. Pusto. Tylko śmig śmig samochody na dwupasmówce. Widać, jak droga wryła się tu w łąkę. Reszteczki tej łąki rosną między I DP a dwupasmówką. Trawy pochylone, rachityczne drzewka. Na jednym drzewku opuszczone gniazdo ptasie. Niziutko. Na wysokości człowieka. Co za ptak zadał sobie trud, żeby tu, w tym hałasie, przy hotelu, prawie na parkingu, na tych biedniutkim drzewku uwić tak nisko gniazdo? Jakieś nowe życie przyszło tu na świat? W tym dziwnym miejscu? Siedzisz na ławce i możesz liczyć samochody, nie otwierając oczu.

Nie wziąłem nic do czytania, zapomniałem. M. śpi w samochodzie. Jestem pierwszy dzień po powrocie z Lublina. Nieustająće wrażenie robi na mnie lubelskie Centrum Kultury, tak diametralnie inne od naszego. W tym tygodniu były tu dwie premiery teatralne. Oraz nasze próby, w Nettheatre, u Pawla Passiniego.

Mierzymy się z najstarszym nowożytnym dramatem europejskim. W zasadzie nie nazywa się tego dramatem, tylko dramatyzacją liturgiczną. Chodzi o Visitatio Sepulchri (Nawiedzenie Grobu). Piszę je na nowo, ożywiam. Trzy Marie w drodze do pustego grobu.

MARIA MAGDALENA
W ciemności, kiedy niebo czarnym blaskiem płonie,
Na zamarzniętej ziemi wyciągniętą dłonią
Możesz, zdaje się, dotknąć horyzontu świata,
Który właśnie się domknął. Koniec. Żadna strata,

ból żaden, żadna rozpacz, nic ich nie wyrazi.
I już w żaden się inny kształt nie przeobrazi
Potworność, odrętwienie. Jest tak, jak się wydaje.
Nic się tu nie wydarzy. Nigdy. Koniec bajek.

Wielka noc, co odwiecznie i nieustępliwie
Wielkim nic świat ogarnia i wszystko przykrywa,
Zapadła ostatecznie. Nic jej nie udźwignie.
Bezżywa, w bezproch ściera. Bezmiar w bezdech stygnie.

Pamiętasz, kiedyś światło. Kiedyś się coś zdarzyło.
Kiedyś coś pamiętało, coś było, coś się łudziło.
Coś się do czegoś rwało, gdzie to jest, gdzie to jest?
Idziesz, idzie się, idzie. Ale gdzie, ale gdzie?

Gramy to 4 marca w studiu Polskiego Radia przy Myśliwieckiej w Warszawie. Z transmisją radiową. Z muzyką na żywo graną przez Pawła, z pieśniami dziadowskimi na lirze korbowej granymi przez Jacka Hałasa, z niezwykłym głosem Justyny Antoniak i z 50-osobowym chórem.

Brakuje mi jeszcze finału.

Stoję więc przy I Dywizji Pancernej, patrzę na opuszczone gniazdo i myślę, jak napisać zmartwychwstanie, jak napisać zmartwychwstanie, jak je ugryźć? I nie wiem. Nie przychodzi.

2016-02-07 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

IAWP1

  

Tu rozpoczyna się miasto. Według porządku alfabetycznego tutaj jest początek. I AWP 1. Tak zaszyfrowano tabliczki adresowe na bloku. Obok na ścianie dziesięciopiętrowca - wielkie litery: I AWP 2. Trzeba wiedzieć, żeby wiedzieć. Albo się dowiedzieć. Że A to armia, W to wojsko, P to polskie, I z przodu to rzymskie jeden, a 1 z tyłu, wiadomo, arabskie jeden. I tak między Rzymem a Arabami mamy wojsko polskie. Na czteropiętrowcu.

IAWP1 brzmi w sumie ciekawiej niż Pierwszej Armii Wojska Polskiego jeden. Osobiście wolałbym mieszkać przy IAWP1, co brzmi jak wyrwany środek jakiegoś komunikatu o czymś. Jakby ktoś chciał coś zakomunikować, ale nie miał czasu, wystukał tylko na klawiaturze te pięć znaków i wyrwano mu ją. Albo jakby komunikat został okaleczony, ocenzurowany. Zastanawiałbym się, dopóki by mi się nie znudziło, co to mógłby być za komunikat, za każdym razem, gdybym wychodził ze śmieciami do wyrzucenia. Co to za komunikat rozpoczyna to miasto? I A W P 1. A obok I A W P 2. Jakich literek brakuje?

m I A sto W ą T P 1.

o n I t A m W r ó c ą P o 1

k I s z k A W o ł u P o 1 z ł

Ulica IAWP to w zasadzie kłącze małych uliczek rozgałęziających się między blokami.

Klasyczna przestrzeń blokowa, gdzie tak samo, jak trzydzieści lat temu, ruch robią wychodzący z rzadka faceci w wypierdzianych dresach, ze śmieciami do wyrzucenia oraz pojedyncze dzieci, które snują się samotnie bądź małymi grupami. Jest zimno. Zimny wiatr. Dlatego pustawo. M. śpi w samochodzie, na parkingu przed IAWP1. Kiedy się obudzi, pójdziemy na AWuPowski placyk zabaw. Czekam. Czytam sobie wiersz Naruszewicza, epitalamium weselne dla Michała Radziwiłła opłacanego wspólnie przez trzech zaborców, aktywnego działacza na rzecz rozbiorów Polski oraz jego przepięknej małżonki, która za chwilę zajdzie w ciążę z Repninem, faktycznym carskim namiestnikiem Polski, nie pierwsza i nie ostatnia z ówczesnych wielkich dam polskiej arystokracji matka Repninowskich bękartów. Biskup smoleński, Naruszewicz - piewca Polski zgnojonej.

Na wprost mnie - śmietnik z napisem: ŚMIETNIK WYŁĄCZNIE. Coś chyba jest poniżej, ale niewidoczne. Pod względem natężenia ruchu śmietnik to centralny punkt przy tej ulicy. Obok, pod nadgryzionym grafitti, przewrócony, wysiedziany, zużyty fotel biurowy na kółkach. Graffi przedstawia tort, kawałek tynku odleciał. W kompozycji z fotelem, wygląda to, jakby ktoś ugryzł kawałek tortu i padł.

Ludzie wychodzą z pieskami. Same małe pieski. Na IAWP pokutuje widać to strasznie błędne przekonanie, że w blokach lepiej małym pieskom niż zwykłym. Idzie w moją stronę misiowaty pan w dresach z maleńką psiuńcią na smyczy. Gwałtownie zatrzymuje się przy lśniącej renóweczce. Pochyla się i trze, wyciera jakieś zabrudzenie. Zaniepokoił się, że rysa. Ale nie. Ulga. Już spokojny. I nagle poznaję go! Znałem go ćwierć wieku temu. I nie mam dobrych wspomnień, sorry. Bratał się ze skinami. Była zima, wracałem z gitarą. Miałem już wtedy brodę. Skini bielscy każdego z brodą uważali za Żyda.Stanąłem, pogadałem z nim, jego koledzy skini (dziś mówi się, narodowcy) nagle, bez powodu i bez uprzedzenia, w centrum miasta podcięli mi nogi i sprawnie zglanowali, po czym wsiedli do autobusu. A mi było wstyd. To może jest dziwne, ale człowiekowi jest wtedy przede wszystkim wstyd i ma ochotę się schować. Potem go spotkałem i przeprosił. - Przepraszam za moich kolegów - powiedział.

Ćwierć wieku go nie widziałem. A teraz patrzę, jak poleruje zabrudzonko na aucie przy okazji wysikania psiuńci. Misio taki łysiejący. Ciekawe. Że jego akurat spotkałem na tym alfabetycznym początku. Przy tej militarnej, dzisiaj już niesłusznej, zaszyfrowanej ulicy.

M. budzi się. Zaliczamy plac zabaw. Huśtawka, karuzela, domek. Przy IAWP 2. Ale króciutko, bo zimno.

Wąskimi uliczkami, między pastelowymi blokami, wyjedżamy z mikroświata IAWP. Czołem!

2016-02-01 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Jan Picheta]
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie....
[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1443128
Newsów: 695
Komentarzy: 2118
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała