arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (0)

Chakasja. Obyczaje

  
Społeczność chakaska, w której centrum jest szaman,wydała mi się bardzo moralna, konserwatywna obyczajowo, przestrzegająca zasad, bezsprzecznie uczciwa i, trudno mi znaleźć inne słowo, czysta. Nie jestem pewny, czy dogadaliby się z naszymi, zachodnimi wyznawcami szamanizmu. Sądzę, że prędzej znaleźliby wspólny język z charyzmatycznymi wspólnotami chrześcijańskimi. Oczywiście jest to inny rodzaj duchowości, bardziej związany z miejscem, w którym się żyje i z przyrodą, gdzie wszystko jest powiązane ze wszystkim, i też bardziej bezpośredni. Masz pytanie do duchów? Zadaj je przez szamana. Odpowiedzą. Masz problemy rodzinne? Porozmawiaj z szamanem. Szaman jest autorytetem, przewodnikiem duchowym, lekarzem, sędzią oraz pomocą społeczną. Wie, komu jak się powodzi. Jeśli poprosi o pomoc dla kogoś, nikt mu nie odmówi. Twój grzech jest sprawą całej społeczności. Cała społeczność jest narażona na niebiezpieczeństwo przez to, że ty naruszyłeś porządek. Jeśli jesteś chory, trzeba najpierw ustalić twoją sytuację życiową. Bo choroba nie bierze się znikąd. Wszystko działa na wszystko. Masz problemy z sercem? Opowiedz szamanowi o twoich relacjach z żoną i z dziećmi. Obozowały z nami dwie dziewiętnastolatki, piękne dziewczyny chakaskie. Mam wrażenie, że były pod dyskretna, acz wyraźną opieką całej społeczności, jako bardziej może narażone na zbłądzenie.

Poza wszelkimi wątpliwościami jest istnienie świata duchowego. Istnieją duchy dobre i duchy złe. Dobre walczą ze złymi. Przyjdzie czas, kiedy złe prawie zwycięży. Będzie go tak dużo, ze zaleje świat i wydawać się będzie, że to jego ostateczny triumf. Wtedy Stwórca świata, który jest dobry, zakończy historię, i osobiście pomoże Dobru. Czara się przepełni i nastąpi koniec świata, czyli triumf Dobra. Kiedy to usłyszałem, powiedzialem szamance, że to samo mówi nasza Apokalipsa św. Jana. Pokiwała głową, że ludzie wierzący wszystkich wiar mają więcej wspólnego niż im się wydaje. Dlaczego mamy różne wiary? Dusza poszukuje. Dusza zawsze dąży do prawdy. Dusza moze zbłądzić, jeżeli jest chora. Niewierzący to ludzie o chorej duszy.

Pojęcie grzechu jest dla nich bardzo ważne. Istnieją grzechy powszednie, ciężkie i najcięższe. Raz rozmawiałem z Lidią o kobiecie, która ma problem. Ma początkujący, ciężki nowotwór. Lidia pyta mnie, czy możemy jej jakoś pomóc, może w Polsce.

- My? - dziwię się. - Przecież twoje duchy, Lidia, umieją wyleczyć nowotwór. Słyszałem, jak to mówisz podczas obrzędu. Widziałem, jak postawiłaś diagnozę i jak powiedziałaś, że duchy mogą to wyleczyć.

- Tak, ale jej moje duchy nie mogą wyleczyć.

- Dlaczego?

- Bo popełniła najstraszniejszy grzech. A wtedy duchy, z którymi ja rozmawiam, nie mogą jej wyleczyć.

- Jaki to grzech?

- Aborcja. To najcięższy grzech.

- Tak? U was to tak straszny grzech, że uniemożliwia twoją pomoc? - upewniam się i myślę o znajomych z Polski fascynujących się szamanizmem, których poglądy w tym temacie są diametralnie odmienne.

- A jaki może być cięższy grzech, niz kiedy matka zabija swoje dziecko? - pyta Lidia, patrząc mi w oczy.

Pytałem też o używki. Kiedy w Polsce rozmawiam o szamańskich transach, od razu pojawia się pytanie, co się bierze, jakie narkotyki. Otóż nie. Żadnych. Tam, na Syberii, gdzie szamanizm jest żywy i praktykowany od tysięcy lat, nie stosuje się tego. Co więcej marihuana tam rośnie. Nie nazywa się marihuana. Ale łatwo ją poznać, bo kształt liści znany i rozpoznawalny od razu. Chakasi wiedzą o jej właściwościach, ale śmieją się i mówią tylko:

- U nas to chwast. My tego nie używamy.

Co ciekawe, ci znawcy ziół, którzy używają ich na codzień i którzy pytali mnie: "Po co kupujesz herbatę? Przecież ci nazbieramy ziół, które lepiej smakują", nie słyszeli i nie wiedzą nic o leczniczych właściwościach konopii.

Jedyne co piją to zioła typu rumianek, szałwia i inne, rozmaite łąkowe mieszanki.

Owszem - przyznaje Lidia. - Szaman, ale tylko szaman i to bardzo rzadko może zażyć zioło dozwolone tylko dla szamanów.

Szaman nie może brać pieniędzy za swoje szamaństwo. Jeżeli przyjąłby pieniądze, straciłby dobrą moc. To jest surowo przestrzegane. Szaman, który bierze pieniądze czy to za zioła, które zbierze, czy za pomoc medyczną, za poprowadzenie obrzędu, czy za cokolwiek innego związanego z jego pracą szamańską, przestaje być szamanem. Staje się szamanem fałszywym. Łże-szamanem. Łże-szamani gubią innych ludzi, dlatego też po śmierci czeka na nich złe miejsce. Najgorzej po śmierci będą mieli fałszywi szamani.

Dawniej szamani żyli z tego, co im ludzie przynieśli. Szaman może poprosić o jakąś rzecz w zamian. Spełnienie tej prośby nie jest obowiązkowe. Nas szamanka poprosiła np. o pomoce szkolne dla dzieci. Poprosiła też mnie indywidualnie o srebrną miseczkę.

- To jest prośba - zaznacza potem Sasza, jej uczeń. - Nie musisz jej spełnić. Jeśli chcesz, to kup i jej daj, ale nie musisz.

Lidia poza szamaństwem pracuje. Jest pielęgniarką w szpitalu. I z tego żyje.

Lidia ma dużo dzieci i wnuków, bo adoptuje je z domu dziecka. Mówi, że sześcioro już wzięła z domu dziecka. Starsze już poszły na studia. Dumna jest z córki, która robi karierę uniwersytecką i bada stare chakaskie inskrypcje. Choć wie o tym, że też jest szamanką. Zdolności szamańskie się dziedziczy. Przechodzą z pokolenia na pokolenie. Lidia mówi o sobie, że jest szamanką w trzynastym pokoleniu. Pomimo przerwy na Związek Radziecki, w którym szamanizm tępiono, szamanów zsyłano do łagrów i odbierano im dzieci. Z tego powodu Lidia wychowała się w domu dziecka. I dlatego chce jak największej liczbie dzieci tego oszczędzić.

Oczywiście gościnność jest dla nas uderzająca. Wszelkie gadanie o naszej polskiej gościnności tam wydaje się niepoważne i nieprzystające zupełnie do tego, co nas spotkało. Gość jest święty. Poświęca mu się cały swój czas, wszystkie siły, obdarowuje się go prezentami i robi dobre niespodzianki, które przerastają jego oczekiwania. Gość ma się znakomicie czuć, ma się dobrze bawić, ma być wypoczęty, nakarmiony, ale też, co ważne i dostrzegalne, trzeba mu zapewnić samotność, kiedy jej potrzebuje, i nie wtrącać się, nie byc nachalnym. Gościa nie można w żaden sposób zawstydzić, urazić, ale też nie można mu się narzucać. Gość ma się czuć swobodnie, a zadaniem gospodarza jest domyśleć się, co gościowi sprawi przyjemność. Wszystkie te wysiłki połączone z radością goszczenia nas oraz z dyskrecją, widziałem i podziwiałem.

2018-09-18 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (3)

Obrzęd

  

Rano ruch. Szybkie mycie się w zimnej rzece. Szybkie śniadanie - kawały pieczywa z baraniną. Szybka kawa.

Chakasi przebierają się w tradycyjne stroje.

- Idziemy, idziemy!

Przeskakujemy mały rów. Prowadzą nas na polanę. Ustawiamy się w kręgu, mężczyźni obok siebie, kobiety obok siebie, wspólnie tworzymy jeden krąg wokół paleniska. Szamanka szepcąc coś, rozpala ogień. Obchodzimy ogień dookoła. Stajemy z rękami wzdłuż ciała, z dłońmi w stronę ognia. Boso. Uczniowie szamanki, Sasza, Sierioża, Andżela podają jej miseczki z jedzeniem. Część jest wrzucona do ognia, dla duchów, część idzie w krąg, żeby każdy skosztował. Niektóre potrawy są przeznaczone wyłącznie dla mężczyzn, inne tylko dla kobiet. Patrzę w słońce, w dym idący ku słońcu. Widzę krążącego nad nami ptaka. Nagle coś się dzieje. Andżela zaczyna spazmatycznie płakać. Płacz przeradza się w jęk. Jęk w krzyk. W krzyki rozpaczy. Ta niska kobieta w pięknej, tradycyjnej sukni krzyczy rozpaczliwie i wstrząsa nią płacz. Szamanka każe jej podejść, a nas odsyła. Obrzęd przerwany. Zostają same. Nie wiem i nie dowiem się, co tam się stało. Nie był to ostatni raz, kiedy zobaczyłem taki atak w trakcie obrzędu. - Nie wiem, czemu tak się stało - potrafiła jedynie później powiedzieć inna kobieta.

- Andżela się oczyszcza - usłyszałem tylko.

Dość tym jednak wstrząśnięty idę na spacer wzdłuż rzeki. Po drodze nawołuję Filipa, który gdzieś zaginął. Nagle przybiega do mnie Sasza. Z daleka mnie woła.

- Artur! Szamanka cię woła!!! Szybko! Szybko!

Kiedy przychodzę, Andżeli już nie ma. Lidia, szamanka siedzi przy ogniu sama. Sasza przyprowadza mnie tylko i odchodzi. Siadam koło niej.

- Miałeś sprawę - mówi.

Przypominam sobie, że faktycznie, wczoraj podczas długiej kolacji i późniejszych rozmów przy baranie i wódce, powiedziałem, że miałbym do niej pytanie. I że powiedziała, żebym nie mówił jej teraz, tylko później.

- Teraz powiedz - mówi, patrząc w ogień.

- Chodzi o pisanie - mówię. Opowiadam jej o świecie, który widziałem, o różnych rzeczach, miejscach, ludziach w całym wielkim i szerokim świecie, o rzeczach strasznych i pięknych, o potwornej krzywdzie i niesprawiedliwości nieprawdopodobnej, trudnej do zniesienia. I że nie umiem tego wszystkiego opisać, a wiem, że powinienem. To pokrótce tak. Tyle pokrótce mogę powiedzieć, że jej powiedziałem.

Lidia milczy i patrzy w ogień. A w zasadzie widzę po chwili, że nie w ogień, tylko w dym, który idzie z ognia. I zaczęła mówić. Mówi, ze potem nie pamięta, co mówiła. Ale kiedy mówi, to mówi normalnie. Nie brzmi to w żadnym wypadku jak trans, nie jest nawiedzone. Mówi mi rzeczy, których chyba nie powinienem pisać na blogu, nie wiem. I mówi:

- Przeprowadzę cię drogą. Przeprowadzę cię przez silne miejsca. I zobaczysz.

Woła Sieriożę. Każe mu przynieść mleka. Dużo mleka. Zamieszanie w obozie. Słyszę okrzyki. Mleko! Mleko dla szamanki! Dużo mleka!

Lidia, patrząc w dym, mówi mi jeszcze, co duchy o mnie mówią. Dziwnie się czuję. Sceptyczny, trzeźwo myślący, rozsądny Europejczyk na tej syberyjskiej polanie, obok szamanki z dymu czytającej słowa duchów. Z tym obozem w lesie, za plecami, gdzie szukają mleka. Biegnie Sierioża z dzbankiem mleka.

Lidia wylewa mi powol część tego mleka na ręce, aż do łokci oraz na głowę.

- A teraz idź się wykąp w rzece - mówi. - Cały.

Co też próbuję uczynić, ale powiem szczerze, trochę się dygam. Prąd jest silny, a ja nie jestem najlepszym pływakiem. Obmywam się, stojąc na brzegu, kiedy woła mnie Filip, który się właśnie odnalazł. Maras zaprowadzi nas w miejsce nad rzeką, gdzie łatwiej się wykąpać. I idziemy 500 metrów dalej. Dziewczyny, Ajana i Alina patrzą na nas, jak wchodzimy do tej lodowatej, syberyjskiej rzeki, więc trzeba się spiąć, wciągnąć brzuch i się nie dygać. Maras nam pokazuje, jak to działa. Tu jest lekkie zakole. I wystarczająco głęboko. Nie ma co się marasić kroczek po kroczku, żadnych długich zabaw w oswajanie z wodą. Trzeba podjąć decyzję. A nawet nie podjąć. Ciało ją musi podjąć, nie głowa. I po prostu wskoczyć, a cechą tego zakola jest, że prąd zniesie nas 50 metrów dalej na brzeg, gdzie trzeba się złapać konaru. To proste. Próbuję po staremu. Głową. Więc kroczek po kroczku. Straszne! To niemożliwe, żeby kroczek po kroczku oswoić się z tą wodą. Jest za zimna. Od razu wychodzę.

- Nie bój się! Jak nie złapiesz konara, to spłyniesz niżej i na wysokości naszego obozu ktoś cię wyłowi! - żartują panowie.

Filip i Maras skaczą. Dziewczyny patrzą. No dobra. Wyłączam głowę. Skaczę. Moment i łapię konar. Już. Starczy. Zrobione. Ci skaczą drugi raz. Dzięki! Wystarczy. Wystarczająco jestem z siebie dumny. No i przyjemne bardzo w sumie. Polecam1

2018-09-16 | Dodaj komentarz
Angus
2018-09-17 13:59:20
A poza realnymi obawami, że można się utopić, nie obawiał się Pan opętania. Pytam wbrew pozorom poważnie i nieironicznie. I nie oczekuję odpowiedzi.
arturpalyga
2018-09-18 01:18:09
Poważnie i nieironicznie odpowiadam.Żeby obawiać się opętania musiałbym założyć, że ci ludzie są opętani. Nie miałem takiego założenia. Albo też, że jest tu złe, które chce czynić zło we mnie. Nie miałem takich sygnałów. Wręcz przeciwnie. Postaram się to wytłumaczyć w kolejnych relacjach.
Angus
2018-09-18 08:12:06
Z zainteresowaniem poczytam, choć nie wiem, czy mnie to przekonuje. Ostrożny byłbym. Dzięki.
Komentarzy (0)

Rzeka pełna duchów

  

Dziś:

Salmopol - Chata Grabowa. Spacerówka. Nietypowe, bo do schroniska luz i spacerek, natomiast krótkie, ale ostre podejście jest w drodze powrotnej. Na szlaku sami emeryci. Również w schronisku. Po drodze: przewodnik, Kossak-Szczucka, Michałowska.

W nocy - "Maria Candelaria" - meksykański laureat Złotej Palmy z 1945. Czysty melodramat. Pierwowzór "Niewolnicy Isaury". Aż sobie przypomniałem, jak Lucelia Santos i Ruben de Falco omal nie zostali zmiażdżeni w Łodzi i Skierniewicach, oglądając swoje sobowtóry.

Dolores del Rio, meksykańska gwiazda, superzamożna z bogatego domu, rozczarowana Hollywood. Nędzę widziała przez szybę cadlillaca. Ubóstwiana, kochana, złota bogini. Gra żyjącą w nędzy prześliczną Indiankę zaszczutą przez głupi tłum. Rola artysty, który chce ją mieć nagą na obrazie. Znakomicie skomponowana sklejka najprostszych wyobrażeń. Ale działa. Może prostotą swoją działa. To dobry film. Coś jest w nas, co potrzebuje historii o biednych, zaszczutych z każdej strony, pięknych Indiankach, nędzarkach, niewolnicach. Możliwe, ze to wcale nie jest nic dobrego, ani mądrego, to coś. Ale ulegam temu.

- - - - - - - -

Syberia - cd.

Wszystko to było oszałamiające. To szybkie rozłożenie obozu w lesie. Nurt tej rzeki. Szybko przyrządzone baranie mięso na ogniu. Szamanka w szamańskim stroju okadzająca i dająca nam jakieś rzeczy na łyżce do przełknięcia. Krew i jelita baranie w misce. Nic się nie marnuje. Cały baran zostaje użyty. Leje się wódka, ale nie po rosyjsku raz za razem. Chakasi to nie Rosjanie i mają silne, bardzo silne poczucie swojej odrębności, że to Rosjanie zamieszkali u nich, w ich kraju. Szamanka prosi duchy, aby jej lud nie wpadał w alkoholizm. Przypomina to bardzo nasze polskie modlitwy o trzeźwość narodu.

Jedzenie pierwszych przyrządzonych kawałków barana. Bartek wegetarianin ma problem.

- My mięsojady - mówi Maras. - Wegetarianom u nas trudno.

Przy stole siadają najpierw faceci. Kobiety stoją za nami i czekają. Ale, jakkolwiek to zabrzmi, nie czuję, żeby to był dla kogokolwiek tutaj problem. W Afryce czulem i nie było to ok. Tutaj w ogóle nie. Tylko szamanka siedzi z nami, z facetami. Ma specjalny status. Kobiety śmieją się, żartują, rozmawiają. Faceci nie przeciągają za bardzo jedzenia, żeby dopuścić szybciej kobiety. Chcę umyć po sobie talerz i kubek.

- Zostaw! Jesteś mężczyzną. Znaj swoje miejsce! - mówi mi kobieta.

Potem jedzą kobiety. Potem wszyscy już siedzimy razem. Ściemnia się. Las dookoła gada, szumi i szeleści. Las pełen duchów. Rzeka pełna duchów.

- Kim są duchy? - pytam Sierioży, który jest uczniem szamanki i jej pomocnikiem. - To są zmarli?

- Też, ale nie tylko - mówi, patrząc na ciemną wodę. Mamy ze sobą porozumienie, czuję je. - Każde miejsce ma swoje duchy - mówi. - Ten fragment rzeki z tymi zaroślami, i tym brzegiem, i tymi drzewami ma swoje duchy. Tamta łąka ma swoje duchy. Góry mają swoje duchy.

Opowiada mi o ludziach, którzy mieszkali w górach i byli lepszymi ludźmi niż my. A kiedy ród ludzki się zepsuł, tamci stali się niewidzialni i dla nas są dzisiaj duchami.

Stara opowieść, obecna w przeróżnych małych i wielkich kulturach. Że kiedyś było dobrze, potem się zepsuło i kiedyś znowu będzie dobrze, ale najpierw będzie strasznie źle.

Przy stole w półmroku szamanka opowiada o Chakasach. O małym narodzie, tak to opowiadają.

Chakasi to lud turecki. Najdalej może na wschód wysunięty lud turecki. Sami siebie nazywają: tadar.

Mówią, że Dżyngis Chan był z matki Tadarki, czyli z Chakaski. Dżyngis Chan był mądrym władcą. Przyłączał ziemie i ludy, a nie podbijał ich. Szanował kultury i tradycje oraz odrębność tych ludów. Miłował ludzi i pokój. Chciał świata, w którym wszyscy będą żyli zgodnie. Niestety po jego śmierci wszystko się zepsuło. Taką mają o nim opowieść.

Maras nosi warkoczyk taki, jaki nosili Kałmucy. Kałmuk - brzmi dumnie. Kałmucy byli przednią strażą Dżyngis Chana. Sama awangarda. Najdzielniejsi. Na końcu warkoczyka mieli superostry nożyk. Umieli zrobić taki zamach głową, że uzbrojonym w taki nóż warkoczem podcinali przeciwnikowi gardło. Taka opowieść.

- Przyjdzie czas - mówi szamanka. - Że na świecie nie będzie już wody do picia. Tylko u nas jeszcze będzie. I wszyscy zejdą się do nas i będą nas chcieli wyprzeć z naszej ziemi.

Żołądek pełen mięsa i wódki. Jedliśmy zupę z barana, pieczone baranie mięso, duszone baranie mięso, baranie kiszki i krew. Filip gra na ukulele. Wziął z Polski na Syberię ukulele i to jest bardzo dziwne.

Nie siedzimy długo. Powoli odchodzą do namiotów. Nikt nie upił się tak, żeby się zataczać, bełkotać, czy mówić androny. Po prostu jeden po drugim odchodzą spać. Co i ja czynię. Usypia mnie szum rzeki.

2018-09-14 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

Nad rzeką Abakan

  

Po poczęstunku i kąpieli u Marasa w Abakanie, po spacerze między blokami, bo Abakan to wielkie blokowisko ze sklepami w blokach, biurami w blokach i z dużym parkiem w centrum, spakowaliśmy się do dwóch samochodów i ruszyliśmy 100 kilometrów na południe, wzdłuż rzeki Abakan. Jeszcze dopiero co, w nocy, byliśmy w samolocie. Dzień się skrócił o pięć godzin, bo lot na wschód. A tu już w głąb. Z namiotami. Ale nie chciało się spać.

Pierwsze spostrzeżenie. Zieleń jak u nas. Rzucających się w oczy różnic nie widzę. Szerokość geograficzna podobna. Jest ciepło. Po drodze spotykamy czekającą na nas nad rzeką szamankę i jej uczniów. Szamanka ma piękną czerwoną suknię, korale z amuletami i nazywa się Lidia. Jej uczniowie to Siergiej, zawsze w moro, i Andżela. Jadą z nią osobnym autem. Jedziemy w miejsce wyznaczone przez nią. Cała nasza trasa przebiegać będzie przez silne miejsca, czyli miejsca, w których jest silna obecność duchów, czy też czegoś, co szamanka nazywa duchami.

Zjeżdżamy z asfaltówki, i pod stepowymi górami jedziemy nieasfaltową drogą, przez łąki, między kurhanami. Nikt nie wie, ile lat stoją tutaj te kurhany. Może 300, może 3000. Nikt nie umie przeczytać wyrytych na nich inskrypcji. Ale Chakasi otaczają je szacunkiem tak jak szanuje się groby swoich przodków. Kurhany to kopczyki, obok których stoją wbite w ziemię,omszałe głazy z inskrypcjami. Często nie ma już śladu po kopczykach, zostały same głazy wbite na sztorc. Zatrzymujemy się w lesie, tuż nad rzeką. Chakasi błyskawicznie rozbijają obóz. Próbuję policzyć, ilu nas jest. Wychodzi mi, że piętnaścioro. Jednocześnie stawiają namioty, z plastikowej butelki i metalowego prętu robią kran, wykopują dziurę kloaczną przykrytą specjalnym namiotem, rozpalają ogień i przygotowują mięso barana na ruszt. Alina, dziewiętnastolatka z Abakanu, gra na chakaskim instrumencie, którego nazwy nie udało mi się zapamiętać. Pięknie gra. Szamanka pali kępki jałowca i okadza teren wokół obozu, ogień i wszystkich nas. Duchy tego miejsca wiedziały, że przyjdziemy. Czekały.

2018-09-05 | Dodaj komentarz
Tomek
2018-09-07 11:12:00
Jeśli dobrze kojarzę fabułę "Muzulmanów" to chyba podobna sprawa tam była.... Przerażające jeśli dzieło literackie wyprzeda rzeczywistość... http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114883,23872879,planowali-odpalenie-bomby-w-pasazu-handlowym-w-bialymstoku.html#Czolka3Img pozdrawiam

Nie pisałem, bo od razu po powrocie z Syberii zapakowaliśmy się z Beatą i z dziećmi w podróż autem do Kapadocji w środkowej Turcji. Teraz postanowiłem w celu ożywienia bloga pisać częściej, a krócej.

Po powrocie z Turcji wczoraj od razu rzuciłem się w góry i po drodze z Karkoszczonki do Brennej zlało mnie potwornie, siecząc gradem. Z plecaka podręcznego wylewałem wodę jak z wiadra. No i był w nim zeszyt z zapiskami z Syberii. Próbuję teraz odszyfrować rozmazany wodą atrament, uratować, domyśleć się, póki pamiętam.

To luźne zapiski, impresje, materiał do ewentualnych innych tekstów:

ZAPISKI Z PRZEMOCZONEGO SYBERYJSKIEGO ZESZYTU

Szum samolotu jest rytmem. Teatr stewardess jest rytmem. Start, zgaszenie świateł, zapalenie świateł, rozdanie menu, roznoszenie posiłków z powtarzanymi określoną ilość razy pytaniami stewardess są rytmem. Ich czerwień jest rytmem. Szum rozlewanych napojów jest rytmem. Dzieci są rytmem. Powolne zapadanie w sen na razie w planach. Bo rytm musi mieć swoje plany.

[tu osobiste]

Żadne powtórzenie nie jest powtórzeniem. Każde uderzenie bębna jest czymś innym, bo świat jest gdzie indziej, więc czymś innym. [nie pamiętam, o co mi chodziło z tym światem gdzie indziej i po co to powtórzenie -czymś innym-, na tym polega problem z tego rodzaju zapisywaniem myśli, że potem samego siebie się nie rozumie. na pewno myślałem o bębnie szamańskim. ale czemu świat gdzie indziej???]

[tu robione w samolocie zapiski z drogi z warszawskiego Dworca Centralnego do ZASPu, gdzie zaczyna się podróż, i z drogi do Kaliningradu]

Kaliningrad. Katedra. Kant. Kantyczki. Budeczki jarmarczne pod Kanta katedrą. Kawiarnia. Dopiero co przecież czytałem Lehndorfa, tego lekarza zapiski. Dopiero co tutaj, w Koenigsberg zdarzył się koniec świata i sceny dantejskie, mroczne apogeum rytmu, szaleństwo, aż do rozbicia, do końca. Pregola. Kaczki. Anatolij wiezie nas do fortu, do twierdzy Koenigsberg. Radzieckie pieśni z głośników. Twarze tych żołnierzy, żołnierek, plakaty.

Lotniska z ich życiem pomiędzy życiami.

Przeszkadzajki - krew wysysają, uwagę zabierają.

[a to już z Syberii]

Zawsze jest inaczej niż się spodziewasz.

Rzeczy, czynności, rytmy powodują, że myślisz i że tworzysz swoją przestrzeń w całkowicie obcej przestrzeni. Obcej, obcej, obcej, nieogarnialnej, nieludzkiej. Trzeba w nieludzkim wyżłobić sobie ludzką jamę. Okrążanie miejsca wokoło tworzy to miejsce.

Nie mam powodów powątpiewać w istnienie duchów.

Eastern był przed westernem. Kowboje, orły, galopujące konie. I wszędzie nagrobki, które mają ile lat?

- Wiele tysięcy - mówią. - Nikt już nie rozumie tych znaków.

Czas się zbiesił.

Tader. Jesteśmy Taderami - mówią. - Nie jesteśmy Rosjanami.

Pierwszego dnia widzisz krowy i kurhany, wow! Krowy i kurhany! Drugiego dnia widzisz krowy i kurhany, ech, krowy i kurhany. Trzeciego dnia widzisz, aha, krowy i kurhany. Czwartego dnia nic nie widzisz, krowy i kurhany.

Chodzi o nowość, nie o żaden powrót, dzikość czy cokolwiek równie medialnego.

I nagle naprawdę wjeżdżamy do tajgi, takiej z wyobrażeń. Z jedną bardzo złą drogą. Drzewa, góry i potoki rwące. I oprócz nas na drodze tylko ciężarówki, ciężkie, podobne do amerykańskich.

I ludzie, którzy się okazują. Z boku staczają się kamienie. Droga zdradliwa jak los. Już ci się wydaje, że możesz się rozpędzić i bach, wyrwa za zakrętem. I nagle w tych widokach pięknych, w tych cudownych górach z tą ich niezwykłą zielenią czujesz realność, która jest nieludzka. Wyrwa, która przerywa. Nie znaczy, że wroga. Po prostu nieludzka.

Góra cała w kamieniach połupanych, obsypujących się.

[a to znad Jeniseju, po przeżyciach]

Ubodzy posiadą Ziemię. Świat dla Kalibana.

Wyjść poza siebie. Co to jest, co tam jest?

Długa rozmowa z szamanką. Jej życie. Perła z ognia.

Istotą jest godność każdego człowieka, która związana jest z godnością świata.

Powiedziała mi, że żyję dziewiąty raz. Jeszcze raz przede mną.

Żyję nieskończoność. Żyję we wszystkim. Wszystko żyje we mnie. To się po prostu ujawnia krok po kroku. Nie ma rozkładu. Jest stawanie się wszystkim.

Chce się pisać słowa, kiedy się chce. Jak świerszcz grać. Dużo dróg wcale nie ukrytych, tylko trzeba krok dalej zrobić.

Zmarli patrzą na ciebie.

Widoki. Żal, że ich nie umiem opisać.

Trawy są jak tęcza zielona. Step jak kosmos z galaktykami kwiatów, ze słońcami, gwiazdami, drogami mlecznymi. Kosmos w kosmosach.

Kosmos kosmosów czy jest?

Hałaśliwy, głupi bóg sprawca, który ma szacunek do tego, co stworzył, bo to dla chwały jego.

Woda dobrodziejka. Woda krew. Woda życie. Gdyby nie ta woda, byłaby tu śmierć. Cudowność wody.

Kocham cię, wodo ekstatyczna, wodo zapalna, wodo, która gasisz i wzniecasz, i gasisz, i wzniecasz, do nieba i na ziemię, w ciągłym ruchu po anielsko-diabelskiej drabinie. Oto aniołowie niebiescy prawdziwi. I w sobie także anioła masz, wodę, który z tych samych, co deszcz, który z mórz, które z deszczów, które z mórz.

Kocham cię wodo niegasnąca. Kocham twoją miękkość i twój chłód, w którym jest śmierć, śmierci posmak w ustach, czyli stawania się wszystkim w wodzie, pokarmem aniołów. Wstań, wodo, mówię ja, pokarm.

Mgło unosząca się nad wodą, która jak japoński superpoduszkowiec przewiercasz nas arterią do serca i przez wszystkie stacje od nieba do ziemi, do środka, gdzie usta mówiące, przez zapach, do nieba, gdzie najwyższe oczy. W ułamku sekundy lub przez tysiąclecia, bo czas, bo czas. Czas to słowo rzucone w pociągu, które tworzy słowa nowe, jedne,drugie, jak bańki. One tworzą powietrze, którym oddychamy, które zmienia się w wiatr. Nie tędy, nie tędy! Wypróbuj, bo prędkość jest niesamowita! Naucz się prowadzić!

Mgło nad jeziorem, która zmieniasz kształty, która unosisz ze sobą, rozwiewając po świecie, po nieświecie wszystkie nasze słowa. Wstań, mgło! Nazywam cię mgłą. Używam tego słowa, w którym mrok i góra, i łagodność i ach! I zapach twój. Zapach życia. Wstań i mów1 Ja daję ci słowa, które sam dostałem. Mów, proszę!

- Musisz poprosić!

- Wstań, proszę, mów!

Mgło, która nie jesteś wodą, nie jesteś powietrzem, jesteś. Wznosisz się, więc jesteś.

Niebieskość, spokój, oddech.

Oddychaj! Oddychaj! Wymieniaj się ze mną! Wymieniaj się z mgłą! Wdychaj mnie! Wdychaj mgłę! Mgle oddychaj siebie! I siebie sobą wznoś nad taflę wody górą w górę. Nie po to, aby się uwznioślić, ale by podróżować. Bo podróż jest światem.

Płaczesz? Płacz jest wodą. A woda jest płaczem. Płacz nad śmiercią, nad niczym, płacz nad piaskową pustynią, płacz nad drzewem, drzewami, prerią, galaktykami, kwiatami, gwiazdami, płacz nad Drogą Mleczną. Z tego płaczu wodo jesteś. Jesteś łzami, które są krwią, krwawymi łzami, krwawymi, niebieskimi łzami. Nie istnieje życie poza łzami i krwią. Pustynia nie płacze. Śmierć nie umie łez. Jest sucha jak piach. Słońce jest śmiercią, naszą śmiercią. Jeśli się zastanawiasz, jak wygląda śmierć, spójrz w Słońce. Ale jeszcze nie. Jeszcze przed tobą góry, kamienie, ścieżki, masę żywych żyć, jeszcze szczyty, chmury, niebo, niesłychane sfery. Jeszcze dużo wszystkiego.

Wstań, góro! Ja mówię do ciebie! Nazwałem cię górą. Masz w sobie grób, masz oko otwarte, które się zamyka, jak sezam, przed którym jest znak, mała kreska. Tutaj się otwiera, masz rozkosz i ach, co łączy się z mgłą.

Śmierć wyszła zza chmur. Wstań mgło, wodo! Teraz zmartwychwstajesz! Jeszcze przez chwilę będziesz miała nas, po czym wniebowstąpisz, jeść cię będą, aby zstąpić ponownie na jałową ziemię.

- - - - - - - - -

Urywam. Co to za notatki?! Nigdy jeszcze takich nie robiłem. I nie do końca rozumiem to wszystko. Gdybym cokolwiek chciał z tego zrobić, musiałbym oczyścić z patosu, ze śmieszności, dziwactw. Chyba. Pisałem je siedząc nad rzeką Jenisej, przy naszym obozowisku chakaskim, po długiej rozmowie z szamanką, która mówiła, że ten korszun, co krąży nad nami, to duch tego miejsca.

2018-09-02 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Na zdjęciu na górze: Alina przy kociołku. Fot. Filip Frątczak

SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie. Teatr Galata Perform w Stambule.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
41. Tancerka. Opolski Teatr Lalki i Aktora
42. Uchodź. Krótki kurs uciekania dla początkujących, Strefa Wolnosłowa, Teatr Powszechny w Warszawie
43. Zagubiony chłopiec. Opolski Teatr Lalki i Aktora
44. Himalaje
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2018
» wrzesień (5)
» sierpień (1)
» lipiec (3)
» czerwiec (3)
» maj (1)
» kwiecień (3)
» luty (8)
» styczeń (2)

2017
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Angus]
Z zainteresowaniem poczytam, choć nie wiem, czy mnie to przekonuje. Ostrożny byłbym. Dzięki.
[arturpalyga]
Poważnie i nieironicznie odpowiadam.Żeby obawiać się opętania musiałbym założyć, że ci ludzie są opętani. Nie...
[Angus]
A poza realnymi obawami, że można się utopić, nie obawiał się Pan opętania. Pytam wbrew...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1650409
Newsów: 734
Komentarzy: 2175
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała