arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (2)

Wycieczki. Podsumowanie

  
W tym roku wznowiłem wyjścia w góry. Postanowiłem przejść po kolei wszystkie szlaki. Opuściłem tylko te, którymi niedługo wcześniej już szedłem. Podliczyłem. Zrobiłem dwadzieścia jeden szlaków z dojściem do schroniska. W tym jeden raz w zasadzie się nie liczy, bo to wyjazd gondolą i malutkie podejście na Szyndzielnię. Raz powtórzyłem tę samą trasę z Beatą i z Jasiem. Ze trzy razy zdarzyło się, że cofnąłem się w trakcie i później wchodziłem tą samą drogą jeszcze raz.

1. Regularne, samodzielne wyjścia zacząłem od zielonego szlaku z Bystrej Górnej przez Kołowrót na Szyndzielnię. Pamiętam radość, że spełniłem swoje postanowienie i doszedłem do końca. Herbatka na górze.
2. Rekreacyjnie kolejką linową i stamtąd dziesięciominutowy spacer do schroniska na Szyndzielni.
3. Na Klimczok. Z Wilkowic niebieskim. Solidny kawałek. 2 godz. 45 minut na szczyt.
4. Na Klimczok. Z Wilkowic zielonym 3 godziny. Mieszczę się w czasie. Ani dłużej, ani krócej. Robię takie czasy, jak są wypisane. Idę bez przerwy, bez odpoczynku, spokojnie.
5. Klimczok. Z Bystrej przez Kołowrót zielonym. Po deszczu.
6. Klimczok. Z Wilkowic przez Meszną żółtym. 3 godz. 15 min.
7. Klimczok. Z Bystrej czarnym. Przez Chatę na Groniu stromizną. Tę drogę, dość wyczerpującą, powtórzyliśmy z Beatą i Jasiem. 3 godziny na szczyt.
8. Klimczok. Ze Szczyrku niebieskim. Miło i przyjemnie.
9. Klimczok. Ze Szczyrku zielonym. We mgle.
10. Klimczok. Z Brennej Bukowej żółtym przez Karkoszczonkę.
11. Klimczok. Z Szyndzielni. Spacerówka.
12. Karkoszczonka z centrum Szczyrku żółtym. Przyjemna godzinka.
13. Karkoszczonka. Ze Szczyrku Biłej żółtym. Krótko acz intensywnie.
14. Karkoszczonka. Z Brennej Bukowej żółtym. Tłumnie uczęszczany szlak. Z powrotem porządnie mnie zlało i stłukło gradem.
15. Karkoszczonka. Z Przełęczy Salmopolskiej przez Kotarz czerwonym. Bardzo fajna, malownicza, urozmaicona trasa na 2,5 godziny w jedną stronę.
16. Grabowa. Z Przełęczy Salmopolskiej czerwonym. Spacerówka. Szlak emerycki.
17. Grabowa. Z Brennej Leśnicy zielonym, a potem czarnym. Spoko. To już coś. Fajne przejście szczytami.
18. Grabowa. Z Brennej centrum przez Stary Groń zielonym, potem czarnym. Pokrywa się częściowo z powyższym, tylko o ponad godzinę dłuższy.
19. Błatnia. Z Wapienicy Górnej niebieskim. Przez Dolinę Luizy. Długie, strome podejście, potem przyjemniutko.
20. Z Jaworza Górnego żółtym. Jesiennie.
21. Z Jaworza Nałęża czerwonym. Jesiennie. Powrót w ciemnościach.

Jeśli się uda, jeszcze w tym roku odwiedziłbym schronisko na Błatniej dwa razy. Zobaczymy.
Za każdym razem było z czytaniem. Zupełnie inaczej się czyta i przyswaja, i rozmyśla o tym, idąc. Czasami przystawałem na chwilę, czytałem i szedłem dalej. Czasami, gdy droga była równa, szczytami, szedłem, czytając. Znacznie lepiej zapamiętuję wszystko, co czytałem, idąc. Nie spieszyłem się z tym czytaniem. Jedna książka starczała na kilka wycieczek.
Podczas tych wędrówek przeczytałem:
opowiadania Trumana Capote
opowiadania Josepha Conrada
„Z miłości" Zofii Kossak
„Średniowiecze" Teresy Michałowskiej.

Bardzo jestem z siebie dumny.

2018-11-15 | Dodaj komentarz
Danka
2018-11-16 19:54:31
Gratuluję ! I życzę powodzenia w zdobywaniu - pokonywaniu dalszych szczytów górskich !
Angus
2018-11-20 09:18:58
Polecam Beskid Mały. O tej porze roku nabiera uroku dla koneserów.
Komentarzy (3)

47

  

W swoje 47 urodziny postanowiłem wejść na Błatnią 2,5 godzinnym czerwonym szlakiem z Jaworza Nałęża. Ściemnia się szybko, więc chciałem wyjść w miarę wcześnie. Cóż, kiedy skończyłem pracę na dziś nad adaptacją "Mistrza i Małgorzaty" o godz. 4:46, położylem się i nie mogłem zasnąć. I nie mogłem, i nie mogłem, i nie mogłem. W tym wieku zdarzaja się już takie problemy.

Słyszałem, jak o szóstej Beacie dzwoni budzik. Słyszałem jak wstaje Jasiek i Mikołaj. Udawałem, że śpię, bo było mi głupio, że jeszcze nie zasnąłem. Słyszałem jak wychodzą. Tylko Miko z zapaleniem oskrzeli został ze mną. I w zasadzie pomyślałem, że już mi się nie chce spać. Zjedliśmy z Miko śniadanie. Kawa. Po kawie mnie wzięła sennośc. Kiedy dziadek przyszedł po Miko, położyłem się na chwilkę, na chwileczkę, bo to dzień urodzin i nie chcę go przespać, bo miałem iść na Błatnią. Obudził mnie telefon z życzeniami. Uff! Strząsam senność. Wyjeżdżam. Po drodze przypominam sobie, że nie wziąłem portfela. I nie mam ani grosza. Nawet sobie wody nie kupię do picia. Wracam. Przed domem stoi samochód kurierski DPD. Przesyłka z Australii!!! Naprawdę przyszła!!! To jest historia!!!

Pewnego razu przeczytałem artykul w gazecie o badaniach prowadzonych przez uczonych nad porozumiewaniem się roślin. I że odkryto, że zwykłe kukurydze komunikują się ze sobą. Zaciekawiło mnie to. Pogrzebałem. Okazało się, że owi uczeni to konkretnie pani dr Monica Gagliano z Western University of Australia. Z Sidney. Potem zwracałem uwagę na kolejne doniesienia o jej niezwykłych badaniach. O tym jak uczyła mimozę zapamiętywać swój dotyk. Poszukałem, kim jest ta kobieta. I znalazłem jej profil na fejsbuku. Napisałem do niej. Odpisała. Potem się okazało, że napisała książkę i wydawnictwo North Atlantic Books wydaje tę książkę teraz właśnie. Jej premiera będzie 23 listopada. Książka pt. "Thus Spoke the Plant" (To powiedziała roślina). Przy okazji podczas jednej z rozmów o kolejnej realizacji, zaraziłem reżysera tymi roślinami. - Napisz mi o tym sztukę - mówi. - Ale ja już ją sobie szkicuję od dawna - mówię.

Napisałem Monice Gagliano, że chcę napisać sztukę inspirowaną jej badaniami. I wysłała mi książkę. Jeszcze przed premierą. I przyszła akurat dzisiaj. W urodziny.

Uszczęśliwiony euforycznie jechałem do Nałęża. Ale było już przed 13, kiedy dojechałem. Ryzykownie. Trudno. Hop hop, na skrzydłach euforii wdrapałem się cały spocony na Małą Cisową, potem Wielką Cisową, koło rancza Dorotki, do schroniska. Pusty szlak. Nikogo zupełnie! Tylko w schronisku napatoczył się jeden rowerzysta. Wypiłem sobie urodzinowy barszczyk, zjadłem urodzinową kaszankę z urodzinową zasmażaną kapustą i urodzinowymi ziemniaczkami, patrząc na zimno zachodzące słońce. Aż mnie oprzytomniło! Nie mam latarki! Jest pochmurno. Będzie bardzo ciemna noc w lesie. Już za chwilę. Pędem wypadłem. Zatrzymały mnie te niesamowite soczyste kolory, jakie są w lesie, w górach, o zachodzie słońca. To jest naprawdę nie do opisania. Są rośliny, które jakby wydają wtedy z siebie jakieś dziwne światło. Igly opadłe z iglaków, które tworzą na ścieżce gruby, miękki dywan, kiedy szedłem w górę, były złote, teraz purpurowe. Schodzę po ciemnopurpurowym dywanie, który ciemnieje, ciemnieje. Pnie drzew zaczynają żyć. W krzakach zaczyna szeleścić. Zastanawiam się, czy nie uzbroić się w kij albo kamień, gdyby jakiś dzik na mnie wypadł. Bez sensu. Uspokajam się. Światła miasta w dole. Za małą Cisową jest już całkiem ciemno. Ale oczy ludzkie są cudowne! Normalnie zapomina się o tym, z jaką ciemnością ludzkie oczy są w stanie się oswoić. Bez latarki, pomimo gęstej warstwy chmur na niebie, bez gwiazd, bez księżyca, jestem w stanie dojrzeć szlak na drzewie. Podświetlam tylko czasem komórką, czy na pewno czerwony.

Wychodząc z lasu w światła Nałęża, oglądam się i widzę za sobą blok gęstej czerni. Szedłem w niej przez godzinę. Pod koniec wyraźnie słyszałem zwierzęta gdzieś obok. Jasne, podchodzą w nocy bliżej domów ludzkich. Głaszczę leżacą na siedzeniu auta książkę. W domu kwiaty od Beaty i dzieci, i masę słodyczy. Za chwilę zacznę to czytać.

2018-11-14 | Dodaj komentarz
Angus
2018-11-15 08:55:55
Najlepsze życzenia.
Marta Fortowska
2018-11-15 13:28:48
Artur! Spóźnione ale najszczersze - wszystkiego! Niech się spełnia, niech się dzieje :)
arturpalyga
2018-11-15 18:46:12
Dziękuję, że wciąż tu jesteście!
Komentarzy (0)

Bujanie

  

Jest pięknie. Jest słonecznie. Jest przejrzyście. Złościście. Przejesiennie.
Slalom chodnikami, raz jedną, raz drugą stronąj jezdni. Teraz znów na prawą. Przystanek Długa Zajezdnia MZK (74). Znaki i symbole pośród więdnącej zieleni.
Mnóstwo autobusów odjeżdża stąd po czwartej rano. Wieloniedobudzenie. Wielopółsen. Wielochęć wielopowrotu do wieloniebycia. Do niewyruszenia. Sen cię trzyma. Sen ci mówi: nie odchodź, nie trudź się. I jeśli tylko znajdzie maleńkie -nie musisz- uczepia się tego z siłą wodospadu i ciągnie w dół ze sobą do snu, do snu, do potoku snu.
Nieliczne na przystanku po czwartej ochoty, nieliczne wyruszenia awanturnicze, nie z musu, ale z ochoty, z pragnienia, nieliczne żądne.
Prywatne przedszkole. Chodzą tu dzieciaki rodziców z aspiracjami, którym nie żal, a może nawet którzy lepiej się czują, wydając duże pieniądze na dziecko. Spłacają swoje zobowiązanie wartościom tradycyjnym oraz inwestują w swoje poczucie dobrze wypełnionego obowiązku i synowskiej, córczanej lojalności, wdzięczności kiedyś. Kiedyś rozmowa moja tutaj, czy można zapisać Mikołaja, bo było najbliżej. Podejrzaność takich elitarnych miejsc. Pamiętam jakieś czające się nieszczęście, może stres, napięcie tych kobiet, które tam pracują. Dyrektorka wymaga, żeby były super. Bo drogo, bardzo drogo, bardzo małe grupy. Nie ma wyboru dzieci do zaprzyjaźnienia się. Bogaci od dzieciństwa nie mają wyboru. Funduje im się brak wyboru. Nie! Jonatan. Jak jabłko. Tęcza i motylki. Brak symboli ludzkich. W tle bardzo przyjemnie widać szczyty gór, jesienne, więc rdzawozłote.
Trzecia wieża bazy. Zieleń i karetki.
Pierwsi ludzie. Kobieta, blondynka z córką, ewidentnie z córką, pcha wózek, w którym małe dziecko płci nieokreślonej.
Domek. Huśtawka - bujanka. Niedzielne bujanie starszych właścicieli posesji. Życiowe spełnienie. Mercedes C200 przed bramą. Widok na szczyty gór. Polska, złota jesień. Niedziela. Bujanie. Nic nie trzeba robić. Siedzieć posród swojego i husiać się leciutko, w górę i w dół. Na trawniku równo przystrzyżonym. Zasłużone. Zasłużona. Zasłużony. Zasłużone bujanie zasłużonych ludzi.

- - - - -

A teraz w Nowej Hucie. Obudziłem się w Nowej Hucie. W internacie dla pielęgniarek. Obok Teatru Ludowego, gdzie mamy próby do "Mistrza i Małgorzaty". Trudna, wielka adaptacja, w której trochę namieszałem, namieszałem, namieszałem. Diabelskie sprawki.

2018-11-08 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Geometria chodnikowych płyt

  
Geometria chodnikowych płyt. Pola i linie. Pola i linie. Kwadraty. Kwadraty. Duża niesymetria. Brak płytek. Wypiera je ziemia. Płyty się zapadają i pękają. Dużo, dużo pęknięć. Dużo obłamanych. Dużo krzywych, grzęznących jak stare nagrobki. Studzienka w asfalcie, a w niej tajemnica. Zapewne cuchnąca, jak to z tajemnicami bywa. Zapewne mroczna. Zapewne w efekcie wcale nieciekawa.
Przystanek żółto-czerwony. 1, 11, 14 i 21. Bussiness Consulting. Żółć i czerwień pojemnika na śmieci. Symbole liczbowe. Cyfry, napisy, obrazki, godziny, dni tygodnia. Kalendarz, zegar. Czas wpisany w przystanek. Czas i niecierpliwość w tych betonowych płytkach, w tych nagrobkach. I dużo czekania, czekania, czekania. Tony czekania wciekły w beton. Nie dziwne, że ciągnie go w dół.

- - - -
Nieraz sobie myślałem, nie sztuka książkę podróżniczą napisać o Afryce, czy o Ameryce, czy o Syberii, bo to samograje. Sztuka napisać o podróży z Olszówki do Hałcnowa, z Hałcnowa do Janowic, z Janowic do Starej Wsi.
Powiedzmy, że to byłyby notatki do takiej książki.

2018-11-06 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Na sam skraj północy - baza

  
Żeby dojść na Sam Skraj Północy, trzeba wyjść przez bramę (starą, dobrą bramę) i skierować się w lewo, w stronę przeciwną do gór, w stronę sąsiada rzeźnika, który zarzyna świnie i w ich jelita pakuje kawałki ich ciała, wędząc je następnie u siebie w ogródku. Przyszedł raz, przyniósł na spróbowanie. - A czy to badane? Czy to inspektor weterynaryjny osądził, że można? - spytała moja żona. Nie pamiętam, co się stało potem z tą kiełbasą. Są rzeczy nieistotne, które pakują się pod nogi, do głów, do nosa i uszu, utrudniając drogę już na samym wstępie, nie pozwalając przesunąć się z punktu A do punktu B. Czepiają się nóg, rąk, oplatają usta. - Po co idziesz dalej? Dokąd leziesz? Stój! Mu tu jesteśmy! Tu jesteśmy! Ej!
Tu jestem! - krzyczy w ogrodzie u rzeźnika jabłoń. - Strasznie mi ciężko!
Jęczy, ugina się pod nieracjonalną liczbą jabłek. Zmodyfikowana genetycznie przez ogrodnicze krzyżówki, próby i eksperymenty ludzkiej wyobraźni oraz pracy rąk. Nie, że sąsiad coś modyfikował. On zbiera owoce. Jego działka to rzeź.
Zmodyfikowana po to, aby rodzić, jabłoń u rzeźnika, matka tysięcy niepoczętych żyć, tysięcy nasionek, tysięcy niezaistniałych jabłoni, które gną ją do ziemi, jak ciężkie choinkowe bombki w chorobliwej nadobfitości.
Zostawmy! Bo nie pójdziemy! Wyrwijmy się z objęć starej matki jabłoni, opętanej rodzeniem, wmanewrowanej w hiperpłodność, bezużyteczną, bo zgniją te jabłka, bo komu, po co, na co tyle jabłek? Puść mnie! Setki opowieści, wiem, masz! Z wnętrza jabłoni, z ziemi, z chlorofilu, więc z fotosyntezy, wszystkie te procesy, które w efekcie rodzą niepotrzebne jabłka, jak Szeherazada chcą się opowiadać. Dość! Stara brama z metalu. Nigdy nie odnawiana, rdzą przeżarta. Rzeźnikowi starczy brama, jaka jest. Wiatr wieje. Wiatr uderza w bramę, kołysze jabłkami, które nigdy jeszcze nie dotknęły ziemi.
Słup elektryczny układa się w A. Kiedyś, kiedyś trzeba było przechodzić albo nie wolno było przechodzić pod takim podpierającym prąd A. Nie pamiętam. Zakaz, czy obowiązek. Jedno z dwojga.
A pod stopami kamyki, kawałki kataklizmów sprzed milionów lat: szczątki morskich stworów, pogubione muszle i zastygła lawa. Idę po nich w sandałach. Jak się kiedyś chodziło po tej świętej ziemi, z kosturem, z instrumentem, śpiewało się dziadowskie pieśni. Chrzęst kości skamieniałych słyszę. Ziemia grzechocze mi dziadowską pieśń. Wzdłuż płotów te ozdobne krzewy, drzewka skarlałe, przycięte do potrzeb. Żeby zasłaniały. Drzewka pełne igieł ludzkiej prywatności ludzkiej. Po lewej dzika jabłoń, pozostałość po czymś, zdziczała, zdziwaczała. Tu chodziłem z Kubą. Tu czekałem, aż pogrzebie w ziemi, pochodzi po trawie, tu myślałem, że kiedyś będę tu bez niego myślał o nim i to, co realne zamieni się w mgłę.
Droga koło samotnej jabłoni wysypana szczątkami domu, może dachu. Na tej drodze Kuba oberwał łopatą. Stąd wrócił cały we krwi, z rozciętym bokiem.
Droga do kościoła i droga do szpitala, w którym urodził się Jasiek i Mikołaj. Droga tysiąca spacerów z Kubą oraz z Kubą i z wózkiem. Droga tysiąca książek. Pies szczeka. Po prawej sąsiad, który dał nam kiedyś pomidory, wielkie, pomarszczone.
Tu się zatrzymywało taksówkami.
- Proszę przed tym zakazem.
A to nie jest prawdziwy zakaz.
Znak był nienormalnie duży i łuszczący się.
Droga pijanych powrotów, czasem z zamkniętymi oczami. Droga przez śnieg. Droga „mokro w butach". Droga „Uwaga, błoto!".
Brak przejścia dla pieszych. Z tego zaułka nie ma wyjścia. Elżbieta Lohman, pielęgniarka. Zmarła w 1988 r. Z pięciometrowej uliczki jej imienia nie przewiduje się wyjścia pieszo. Szczególnie, prowadząc wózek, z psem na smyczy, ryzykowało się. Było nerwowo.
Po prawej mechanik. Wiatr się wzmaga. Chłopcy u mechanika, pijany facet raz. Wymiany opon.
Liście migoczą na tle białych pni.
Drogi, które udają, że dokądś prowadzą, a kończą się zaraz za zakrętem. Jesień. Zbrązowiałe, postrzępione liście. Starsi ludzie. On i ona wolno jadą Długą na rowerach. Niedzielne, wczesne popołudnie. 47 lat temu w takie popołudnie rozglądałem się po szpitalu hrubieszowskim. Jakiś parking po lewej. Nie widziałem go tutaj nigdy wcześnie. Rzeczy pojawiają się, kiedy się patrzy. Opisywanie odkrywanie. Kostka brukowa i wzorki na kostce. Chmury, wzory chmur. Białe drzewa i zielone liście. Rytm szumu silników z rzadka, lecz regularnie przejeżdżających aut. Jakiś sygnał niezidentyfikowany. Jak syrena albo elektryczna piła, albo jakiś przeciągły, długi jęk. Uwaga! Brama zamyka się automatycznie. Uwaga! Obiekt monitorowany.
Podziurawione ogłoszenie na starym, czarnym słupie telefonicznym. Duża odzież damska i męska.
Kobieta z psem, lekko kulejąca. Z nią chyba jej córka, jakaś dwudziestolatka dojada zapiekankę i szura nogami.
Po lewej baza przy Długiej. Autobusy. Stąd rozjeżdżają się po całym mieście. Wzory na asfalcie ciemne, smołowate. Smugi samolotów na krzyż. Samolot, czy drogowskaz?
Kierowca, tam w bazie, tam za ogrodzeniem wsiada do autobusu i zamyka drzwi.
Odjeżdża. Przejedzie przez bramę? Minie mnie? Czy go już nigdy w życiu nie zobaczę? Czy będzie jednym z tych cieni, które ci migną raz w życiu na chwilę i tyle? Czy mignie dwa razy i bardziej się wryje w myśl.
I ta wieża w bazie. Po co ona jest? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Po co w bazie MZK wieża obserwacyjna?
Wieże, wieżyczki, drabinki prowadzące w górę.
Kawałek dalej druga wieża, taka sama. Na nich reflektory. W nocy jasnym światłem oświetlają bazę. Żeby nikt nie uciekł. Żeby żaden autobus nie odjechał sam.
Naprzeciw niewiadomego przeznaczenia komin z czerwonej cegły, za płotem, na którym ktoś ułożył proste wzory z szarych prostokątów. Otacza nas geometria wyznaczająca ludzki świat.
Drzewa patrzą na nas.
Nie wyjechał przez bramę. Nie minie.
Za to idą ludzie chodnikiem. On i ona. Z psem.
Inny autobus przejeżdża. Jedynka. Podstawowa linia. Linia pierwsza łącząca wszystkie moje punkty w mieście: osiedle Beskidzkie, Kopernika, Piastowską, Dworzec, koło Prezydenta, Żwirki Wigury, Szpital i Cygański Las.
Świat obficieje w zdarzenia, a do zdarzeń się przyczepiają wspomnienia, myśli, jak na drucie powiewające kolorowe flagi. Nadążenie z opisem przerasta ludzkie możliwości.
Jabłka, jabłka, jabłuszka. Drzewa upstrzone jabłkami w ilości, która się wydaje monstrualnie nienaturalna. Po co tyle jabłek?
Samochody na parkingu przed bazą. Pewnie tych kierowców. Oto marki aut: ford, skoda, nissan. Lusterka, kształty felg, znaczki firmowe, geometria, gwiazdki unijne na niebieskim tle na rejestracjach oraz narodowe flagi. Cała prywatność we wnętrzach tych aut, dostępna wzrokowo, na wyciągnięcie ręki. Pluszaki, aromaty, różańce. Pluszaki, aromaty, różańce. Na przedniej szybie dynda ukrzyżowany Pan Bóg. Ochroniarz przy bramie. Stary, wysoki facet w umundurowaniu.
Dwóch facetów w białych koszulach, pod krawatem, w ciemnych spodniach idzie w jego stronę, w stronę bazy. Komentują coś niechętnie. To chyba kierowcy. Na pewno kierowcy. Tak ładnie ubrani. Jak na akademię. Białe koszule, ciemne spodnie zawsze, od przedszkola. Jasne na górze, a ciemne na dole. Bo niebo i ziemia? Niebo i ziemię się odtwarza w odświętnych ubrankach?
Jest niedziela. Wiatr wieje. Fruwające liście.
2018-11-05 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie. Teatr Galata Perform w Stambule.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie. Akademia Teatralna w Warszawie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
41. Tancerka. Opolski Teatr Lalki i Aktora
42. Uchodź. Krótki kurs uciekania dla początkujących, Strefa Wolnosłowa, Teatr Powszechny w Warszawie
43. Zagubiony chłopiec. Opolski Teatr Lalki i Aktora
44. Himalaje
45. W promieniach. Zupełnie nieznane listy Marii Skłodowskiej-Curie. Teatr Nikołaja Kolady w Jekaterynburgu - czytanie. Czytanie w Moskwie. Monodram Angeliki Sokólskiej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2018
» listopad (5)
» październik (1)
» wrzesień (5)
» sierpień (1)
» lipiec (3)
» czerwiec (3)
» maj (1)
» kwiecień (3)
» luty (8)
» styczeń (2)

2017
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Angus]
Polecam Beskid Mały. O tej porze roku nabiera uroku dla koneserów.
[Danka]
Gratuluję ! I życzę powodzenia w zdobywaniu - pokonywaniu dalszych szczytów górskich !
[arturpalyga]
Dziękuję, że wciąż tu jesteście!

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1687957
Newsów: 740
Komentarzy: 2181
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała