arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (3)

notka przelotowa

  

Powrót z kilkudniowego pobytu w Warszawie. Strefa Wolnosłowa. Próby do spektaklu polsko-irańskiego. Premiera ma być 15 grudnia. Mieszkanie na Czerniakowie u Alicji i Łukasza. Spotkania w Kulturalnej. Warszawski Festiwal Filmowy. Próbujemy Independence Party. Wieczorami wspaniałe rozmowy z Pawłem, z Anetą, z Julianną. Julianna, która chodziła do mnie na bydgoską szkołę pisania, a teraz studiuje na MISHu na UW, mówiła mi takie rzeczy, że pomyślałem, że to mogłaby być wspaniała mowa pogrzebowa nad moją trumna kiedyś.

Wracam więc w nastroju: "Dzięki! Jakie to wszystko było świetne!" W pociągu czytam "Spór o początki państwa polskiego". Fascynujące! Od razu pomysły na sztukę.

Telefon z Moskwy w sprawie przekładu monodramu o Skłodowskiej-Curie. To prawda, mylę numerację scen, niestaranne te teksty wysyłam. W przyszłym tygodniu będzie czytanie w Jekaterynburgu. Ciekawe jak przyjmą ten fragment, jak Marysia nie cierpi Ruskich i przeciw Ruskim wymyśla nazwę - polon.

A dziś nagywali ten monodram w Polskim Radiu. Będzie leciał w Jedynce. Magda Górska i Jadwiga Jankowska-Cieślak będą moją Marią, Manią, Marysią Skłodowską. Wojtek Urbański - reżyseria.

Monodram mój o Skłodowskiej, który się nazywa "W promieniach" i wcale nie musi być monodramem, bo to Marie w różnym wieku, grany jest w teatrach szkolnych w różnych miejscach w Polsce, co cieszy mnie szczególnie.

Telefon ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Od Ani. W sprawie spektaklu polsko-irańskiego i historii polskich uchodźców do Iranu.

Świat coraz mniejszy.

Nie opisałem wyjazdu na Zamojszczyznę na pogrzeb babci Władzi. Zaznaczam tylko, że był. Kiedyś opiszę.

2017-10-17 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2017-10-17 22:41:15
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie w świat i to daleki. GRATULUJĘ ! Życzę przy tym dużo sił i dobrej weny twórczej.
Jan Picheta
2017-10-20 07:46:43
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie. Niestety zmarł w 1991. Żyje jego rodzina, jak mniemam. Porozmawiej z P. Aleksandrą Kulakową. Może zechce podzielić się tymi przyjemnościami, które uchodząc z ZSSR przez Persję i Indie do Nowej Zelandii przeżyła. Czytałeś Krzyż południa J. Krzysztonia? Dużo zdrowia podczas pisania. Jan
Artur Pałyga
2017-10-23 23:05:03
Dziękuję za informacje! Korzystam z relacji, które są zarchiwizowane w warszawskim Domu Spotkań z Historią. I z tego, co tam widziałem.
Komentarzy (0)

Pamiątka

  

Nie wiem, czy to znak zdecydowanego już przejścia na drugą połowę życia, czy co, ale nieustannie przypływają, pulsują zapisane w głowie obrazy, chwile sprzed lat. Ten pierwszy zapisałem w głowie świadomie i dobrze to pamiętam. Sam w sobie nie ten obrazek nie ma wielkiego znaczenia. Jest jak pierwsze użycie kamery filmowej, sprawdza możliwości. Ale ten następny z upływem czasu rośnie w głowie i wciąż jest żywy.
Więc najpierw idziemy na wieżę. Patrzę na nich. Są po mojej lewej ręce. Gosia, Łukasz, Szymon. Białoruś. Mścisław. Lato. Patrzę na nich. Są na tle jakiejś zrujnowanej chatki. Idziemy marszowym krokiem po asfalcie. Szosą I myślę sobie, że chcę zrobić zdjęcie w głowie swojej. Że chcę tę migawkę zatrzymać. Nie, że akurat to jest jakieś szczególnie istotne na tle pozostałych obrazów, ale chciałem spróbować, czy się da. Czy umiem robić takie zdjęcia, które są tylko w głowie i które potem w głowie mogę sobie oglądać, kiedy zechcę. I czy będą trwałe. Ze dwadzieścia lat już minęło. Jest. I nieraz samo się pojawia, jak w samouruchamiającej się przeglądarce. Jest jasno. Gosia jest uśmiechnięta. Łukasz pozornie poważny, ale w głowie układa coś zabawnego, co za chwilę powie. Szymon patrzy gdzieś w bok.
Nie pamiętam, jak są ubrani. Nie pamiętam szczegółów krajobrazu. Za to utrwaliły się w tej migawce relacje między nimi, między nami oraz dróżki w przeszłość i przyszłość. To jak punkt, którego dotykasz i ukrytymi podskórnymi żyłami tłoczy się krew we wszystkie miejsca. I łączy się z pierwszym dniem na Białorusi, kiedy nas Karol położył w jakimś pokoju, w jakimś bloku, gdzie były bardzo stare materace i generalnie bałagan straszny i surowo. I jak się Gosia rozpłakała. Byliśmy zmęczeni po długiej, niewygodnej podróży. Znam to uczucie, kiedy już sobie marzysz o tym, jak się wygodnie ułożysz, zrobisz sobie gorącej herbaty i poczytasz książkę i będzie ekstra. A tymczasem jest beton, brudno i materac śmierdzi. Ale świat jest raczej taki właśnie niż inny. Choć często umiejętnie stwarza pozory, że nie. Potem oswoiliśmy te materace i ten beton.
I wieża! Największy strach w życiu przeżyłem pod tą wieżą. To był monastyr. Zakonników aresztowano, jeden zwariował i mieszkał tam sam. Nie wiadomo, co się tam działo, kogo tam trzymali, czy co. Monastyr rozwalony teraz. Zostały strzępy ściany. Bardzo wysokie strzępy. Tak jakby wyburzyć dziesięciopiętrowy blok na Beskidzkim tak nieumiejętnie, że zostanie tylko kawałek jednego boku, bez dachu, kąt prosty i kawałek drugiego, krótszego. I schody na górę zostały. Spiralnie kręcone w wieży. Zakurzone. Trzeba uważać, bo się sypie. Stąpniesz, a nadłamany schodek pęka i gruz się sypie, i kurz. Ale da się wspiąć dość bezpiecznie. Korytarzyk schodowy jest wąski i jak w tych starych wieżach, imponująco kręcony. Wszedłem tam z nimi, spojrzeć z góry. Schodzę, oni zostali. Nie pamiętam tej rozmowy, nie pamiętam „Idź, zaraz przyjdziemy!".
Pamiętam, jak stoję pod tą wieżą i patrzę, jak wychodzą z niej i idą po murze. Jak linoskoczkowie idą, tylko, że po pojedynczej warstwie cegieł, a nie po linie. Z jednej strony lepiej niż po linie, bo szerzej, noga się lepiej mieści, z drugiej - cegły obsypują się. Gosia idzie ostatnia. Jest zakochana w Łukaszu, więc idzie, żeby mu pokazać, że się nie boi, że jest zuch dziewczyna. Łukasz nie chce wyjść na starego, który jej zakazuje, więc tylko ją uspokaja, żeby ostrożnie.
Patrzę z dołu i nie chcę patrzeć. Tak, to jest największa możliwa brawura, i głupota i coś niesamowicie idiotycznie wyzywającego. Jedna cegła, która się zachwieje pod nogą, jeden krok nieostrożny. Widzę już w swojej głowie, jak Gosia spada, jak leży pod tą wieżą, jak muszę do niej podejść, sprawdzić to, co wiem i jak potem muszę pojechać do tej Istebnej do jej mamy, wejść do mieszkania, powiedzieć. Bo nawet nie miałem numeru telefonu.
To trwało i trwało, to spadanie w głowie. Dalej trwa.

Byłem starszy, ja ten wyjazd zorganizowałem. Formalnie nie byli pod moją opieką, ale oczywiście to ja byłem odpowiedzialny.

Bałem się ruszyć, bałem się odezwać. Miałem ochotę krzyczeć, drzeć się na nich, jacy są niesłychanie głupi w tym momencie. Ale bałem się, że jakakolwiek moja reakcja, nie daj Boże okrzyk, wywoła zawahanie, niepewność nogi, potknięcie.

Roznosiła mnie wściekłość i strach, więc przestałem patrzeć. Skuliłem się i schowałem twarz w dłonie. I czekałem.
Zeszli cali i zdrowi i to było moje pierwsze w życiu, jakie osobiście przeżyłem, zmartwychwstanie.

2017-10-03 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

Nieopisana Toskania

  

Ponieważ zależało mi, żeby jak najwięcej opisać ze Stanów, nie napisałem ani słowa o późniejszym wyjeździe, którego ślad również chciałbym tu zostawić. Tak się stało, że po latach ten blog okazuje się publiczno-prywatnym archiwum, w którym szukam czasem różnych rzeczy. Więc i o Toskanii powinno być odnotowane.

Daniela Scarpari, aktorka brazylijska, którą poznałem w Iranie, mieszka z rodziną właśnie w Toskanii, konkretnie w Pizie. W Teheranie dużo gadaliśmy o naszych dzieciach.

- Przyjedź z rodziną do nas, do Pizy. Mamy dużo klocków lego. Dzieci się ucieszą - powiedziała Daniela.

Okazało się, że wtedy, kiedy mógłbym pojechać, Daniela z dziećmi wyjechała akurat do rodziny swojej, do Brazylii.

- Przyjeżdżajcie, jak nas nie ma. Alex, mój mąż będzie. Ugości was - powiedziała.

A zatem zaraz po powrocie ze Stanów z Jasiem przepakowaliśmy się, i z Beatą i Mikołajkiem wyruszyliśmy autem do Pizy. Jechaliśmy spokojnie, nie spiesząc się, wyspani, bez stresu, więc wypadł nam nocleg jeszcze w Austrii, i tu już pamięć koroduje i nie pamiętam nazwy miejscowości. Gdzieś w małej mieścince pomiędzy Grazem a granicą z Włochami. Niskie Alpy. Nazajutrz przejechaliśmy przez wysokie tymi wszystkimi imponującymi tunelami.

W Pizie okazało się, że ulica San Martino, przy której mamy mieszkać, znajduje się w samiutkim centrum Pizy, na starówce, kilkaset metrów od słynnej Wieży. Nie wolno więc tam wjeżdżać samochodem.

Alex zostawił nam mieszkanie i poszedł mieszkać z ojcem. Drugi raz spotykam się z taką postawą. W tamtym roku poznana w internecie Bretonka użyczyła nam bezpłatnie swoje mieszkanie i poszła mieszkać z mamą. A teraz tu. Ludzie są niesamowici.

Mieszkanie niezwykłe, bo niezwykle stare. Kamienica z XIII wieku!!!!!! Wtedy był czas świetności mieszczańskiej, kupieckiej Pizy. W mieszkaniu niesamowicie wysokie sufity. charakterystyczne sklepienia. Ile pokoleń pizańskich mieszczan tu żyło! Dorobiono łazienkę i nowoczesną bardziej kuchnię. Codziennie miałem intensywne sny związane z poprzednimi mieszkańcami tego domu.

W sumie byliśmy tam dwa tygodnie z hakiem, objeżdżając całą zachodnią i środkową Toskanię.

Lukka, Viareggio, Florencja, Alpy Apuańskie i Carrara, Pietrosanta, Vinci, San Gimignano, Siena, plaże z niewiarygodnie ciepłym morzem w Marina di Pisa, biała plaża poniej Livorno i wyprawa na wyspę Elbę. Jedliśmy pizze i lasagne, piliśmy wino, zwiedzaliśmy i kąpaliśmy się całą czwórką.

Jeśli miałbym coś wyróżnić szczególnie i osobiście to nocne moje, samotne spacery po Pizie, włóczenie się tymi wąskimi uliczkami oraz Vinci, malutka, ogromnie malownicza miejscowość, do której trafiliśmy przypadkiem, a która szczyci się, że tam się urodził Leonardo.

Pięknie było.

Grazie, Daniela!

2017-09-25 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2017-09-26 22:02:38
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg. Pozdrawiam !
Komentarzy (1)

Nieopisana Ameryka

  

Znika wszystko, co nieopisane. Pozostają strzępy. Z drugiej strony - pisać, czy żyć w tym czasie?
Nie udało mi się opisać całej amerykańskiej wyprawy, ale i tak więcej niż poprzednio afrykańskiej, więc jest jakiś postęp. Rozjazd czasowy był coraz większy. No trudno.
Nieopisane zostały:
Wyjazd do Arizony i pięćdziesiąt stopni w cieniu.
Mieszkanie w domku kempingowym w Sedonie.
Red Rocks - czerwone góry.
Dzień nad Wielkim Kanionem i ta niezmierna cisza, jaka z niego bije.
Granie w golfa z Jasiem.

Spotkanie z Apaczami.

Spotkanie z Navajo.

Phoenix, wystawa Fridy Khalo w miejskim muzeum. Poza tym indiańskie laleczki, ozdoby oraz wystawa poświęcona przymusowej anglo-amerykańskiej edukacji Indian, trochę odpowiednik naszej germanizacji za Bismarcka.

Nasz wielki wieczór w Los Angeles, czyli wernisaż wystawy obrazów Joanny i Darka oraz mój teatr tekstu. Tekst specjalnie na ten wieczór napisałem i sam przetłumaczyłem, konsultując go tylko potem szybciutko ze znajomą tłumaczką.
Nocleg u Andrew Kolo w Hollywood.
Inna twarz Hollywood, poza bulwarem. Całkiem przyjemna, zielona dzielnica pod górami. Spacerowanie pod napisem. Góry niebezpieczne, bo wyglądają bezpiecznie, a łatwo się z nich ześlizgnąć. Tu się właśnie zabił Krzysztof Komeda.
Polacy w Hollywood. Wspólne palenie papierosów i picie piwa.
Samotny spacer po Hollywood. Duża przyjemność. Cieszę się, że mogłem poznać tę dzielnicę poza deptakiem.
Ostatni raz na plaży. Santa Monica. Wiatr. Dluga rozmowa z panią, która opiekowała się Janem Kottem aż do jego śmierci.
Drugi wieczór u Andiego.
Wizyta pod domem Charliego Chaplina.
Ostatnia kawa z Joanną i z Darkiem koło lotniska w LA.
Powrót. W samolocie we Frankfurcie Jasiek zapomina kapelusza, a ja ciasteczek na prezent. Beata i Mikołaj na lotnisku w Katowicach.

2017-09-18 | Dodaj komentarz
Stały czytelnik tego bloga
2017-09-20 20:58:26
Proszę napisać książkę z wyprawy do Ameryki. Nic straconego. Chętnie przeczytam. Tak jak z ciekawością czytam Pana blog. Trochę tak jak bym tam był.
Komentarzy (3)

Gwiazdozbiory Ingebory

  
Ingebora jest jedną z kobiet pustyni. Była dziennikarką w BBC i nie wiem, kim jeszcze. Dużo się śmieje i opowiada o swoich dzieciach, które jej nie odwiedzają. Mieszka sama w ładnym domu w Joshua Tree. Zaprosiła nas na wieczór do siebie.
Kupujemy wino, robimy zakupy. D. oferuje się, że zrobi jeść. Bo Ingebora zastrzegła, że nie robi nic do jedzenia. Jak chcemy, to możemy u niej w kuchni zrobić. No dobra.
Zrobiliśmy z Jasiem zakupy, uważając, żeby przy kasie nie dotykał butelek z winem i przyjechaliśmy do Joshua ciut wcześniej. Czekamy na resztę, snując się po miasteczku. Klasyczna amerykańska mieścinka z jedną ulicą wzdłuż jedną wszerz. W centrum budyneczki, które wyglądają, jakby pamiętały czas gorączki złota. Podobnie jak specjalne płotki do przywiązywania koni. Na chodniku natykamy się na młodego faceta, który półnagi leży na wznak i śpiewa. Ma wojskowe spodnie i wojskowy plecak. Potem wstaje i chodzi tam i z powrotem, mówiąc głośno do siebie. Chciałem usiąść gdzieś przy kawie, ale jedyny czynny lokal to mała pizzeria. A w pizzerii nie podają kawy. Nie to co u nas, gdzie kawę da się kupić wszędzie. Siedzimy więc przy coke. Bo tak się tu nazywa coca colę. Nie proś o colę, bo nikt nie zrozumie. Proś o coke. Siedzimy w ogródku pizzeri, sącząc coke i patrzymy na przeszkloną salę obok. Kilkanaście osób leży na podłodze na wznak. Identycznie jak ten gość, który dalej chodzi po uliczkach Joshua i gada do siebie. Ale ci tutaj nie są półnadzy. Przyglądam się niedyskretnie. To joga. Ćwiczą jogę.
Półnagi półwojskowy łazi po ulicy, która się nazywa ulicą Weteranów. Idziemy nią kawałek. W tle widać bezdrzewne, pustynne góry. Idziemy ulicą Weteranów w Joshua Tree. Mijamy pojemnik na flagi. Tylko flagi - informuje napis. Flagi państwowe są tu wszechobecne. Powiewają na domach, autach, motocyklach, ozdabiają knajpy, są częścią ubrania. A tu się je wyrzuca. Do pojemnika przy ulicy Weteranów. Na końcu ulicy Weteranów jest knajpka weteranów. Piszą na szybie, że weterani zapraszają na posiłki. O tej porze, pod wieczór posiłków nie ma. Weterani patrzą w telewizor i piją piwo.
To jest pewne, że na brak weteranów tu nie narzekają. Od wojny z Filipinami w początkach XX wieku, ten kraj nieustannie jest na jakiejś wojnie. Weterani patrzą na nas ciekawie. Zapominam! Zapominam, że tu jest inaczej niż w Europie. Normalni ludzie nie spacerują po ulicach. Jak gdzieś idziesz, to podjeżdżasz autem, wysiadasz i wchodzisz. Jedyni spacerujący to my z Jasiem oraz ten półnagi świr. Poza tym chodniki są puste. A weterani podejrzliwi. Wycofujemy się na pozycje. Pojawia się Darek i Joanna i Joe. Idziemy do Ingebory.
Nasze mieszkania i domy są podobne do mieszkań i domów ludzi mieszkających koło nas. To kolejny dom tutaj, w którym jestem i szukam punktów wspólnych. Parterowy, niepodpiwniczony, z gankiem. Z ganku wchodzi się od razu do salonu, który jest w centrum, a po bokach ma sypialenkę, gabinecik a po drugiej stronie kuchnię. I ogród. Jak widzę, ważna rzecz tutaj. Kolejny ogród, którego zasadą jest pomysł. Że chodzisz i widzisz, że ktoś miał pomysł na ten ogród. Trochę zwariowany, trochę dziwny, ale bez przesady. W ogrodzie Ingebory są jakby pokoiki-sektory, którymi można spacerować dookoła. Jest sektor - odpowiednik salonu, z krzesłami, jest w następnym ogrodowym pokoiku łóżko pod gołym niebem. Pościelone. Strasznie mi się to podoba. Wymykam się potem w trakcie imprezy, leżę i patrzę w gwiazdy. I myślą wytyczam linie między nimi, łącząc je w struktury, konstrukcje, gwiazdozbiory.
Jak połączysz w myśli, to już tak potem zostanie - mówi ogród. I rzeczywiście, linie międzygwiezdne, które wytyczyłem na tym łóżku, są tam potem, zostają. I powodują, że nie umiem skupić się na rozmowie. Mam przesilenie.
2017-09-04 | Dodaj komentarz
krystyna
2017-09-04 13:43:11
Panie Arturze,tak nie w temacie ale w rozpaczy... Gdy się już napisze sztukę , to jak nią trafić pod dach teatru? Jak zainteresować potencjalnego dyrektora?, reżysera?
arturpalyga
2017-09-04 14:51:28
Niełatwo :) Proszę wysyłać na konkursy, do sekretariatów teatrów oraz do reżyserów. Jak zawsze...
krystyna
2017-09-07 07:31:18
Dziękuję za odpowiedź.... Czyli...wychodzi na to, że do tego wszystkiego trzeba mieć trochę szczęścia. W zasadzie nie trochę. Wyobrażam sobie ile właśnie tak przesłanych scenariuszy do sekretariatów i reżyserów trafia bez czytania do kosza...

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie. Teatr Galata Perform w Stambule.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie. Akademia Teatralna w Warszawie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
41. Tancerka. Opolski Teatr Lalki i Aktora
42. Uchodź. Krótki kurs uciekania dla początkujących, Strefa Wolnosłowa, Teatr Powszechny w Warszawie
43. Zagubiony chłopiec. Opolski Teatr Lalki i Aktora
44. Himalaje
45. W promieniach. Zupełnie nieznane listy Marii Skłodowskiej-Curie. Teatr Nikołaja Kolady w Jekaterynburgu - czytanie. Czytanie w Moskwie. Monodram Angeliki Sokólskiej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2018
» listopad (5)
» październik (1)
» wrzesień (5)
» sierpień (1)
» lipiec (3)
» czerwiec (3)
» maj (1)
» kwiecień (3)
» luty (8)
» styczeń (2)

2017
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Angus]
Polecam Beskid Mały. O tej porze roku nabiera uroku dla koneserów.
[Danka]
Gratuluję ! I życzę powodzenia w zdobywaniu - pokonywaniu dalszych szczytów górskich !
[arturpalyga]
Dziękuję, że wciąż tu jesteście!

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1687958
Newsów: 740
Komentarzy: 2181
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała