arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

W Teatrze Polskim "Frida K." na początek sezonu, czyli Kasia Skrzypek, Kasia Skrzypek i Kasia Skrzypek i piękny taniec meksykański na koniec w choreografii Ani Iberszer, najlepszej chyba specjalistki w Polsce od iberoamerykańskich tańców. Chciałoby się więcej tego tańca. Zdecydowanie tak. Pytanie: czy rewolucjonista Trocki zakochałby się w Kasi Skrzypek grającej Fridę.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W "Europie" świetny wywiad Michalskiego z Rymkiewiczem o Powstaniu Warszawskim. Rymkiewicz jest bodajże jedynym człowiekiem na świecie, który potrafiłby mnie przekonać do odrodzenia narodu. Narodu, jeśli już, tak jak pojmują go Amerykanie, czy Kanadyjczycy. A ze wszystkim co mówi o Powstaniu Warszawskim zgadzam się w stu procentach.

A te fragmenty wywiadu podkreślam grubo i zamaszyście czerwonym mazakiem:

"Powstanie Warszawskie to było obok chrztu Polski najważniejsze wydarzenie w naszych dziejach. To była nasza Deklaracja Niepodległości. Od tego zaczyna się nowa Polska, nie od Piłsudskiego wracającego z Magdeburga."

Zgoda zupełna. Zgoda absolutna.

"Polska jest naszym najwyższym i jedynym dobrem, ona jest naszym sensem, nadaje sens naszemu istnieniu."

Jestem cały z języka polskiego, z pocztu królów polskich i z całej polskiej historii. Jestem z polskiego buntu i z polskiej wolności. Z Sarmacji i z salonów warszawskich. Z Dziadów i z Kartoteki. Z Zofii Kossak i z Gombrowicza. Z Marii Konopnickiej i z Brunona Schulza. Z Mickiewicza i Tuwima, z Broniewskiego i z Lechonia, z Witkacego i z Miłosza. Z polskiej "Jerozolimy Wyzwolonej" i z innych przekładów. Nie ma mnie poza językiem polskim i poza kulturą, z której jestem. W tym sensie tak. Polska jedynym i najwyższym dobrem nadającym sens.

"Generał Bór-Komorowski i jego oficerowie, nawet jeśli nie wiedzieli, co wyniknie z Powstania, wiedzieli, że Polski nie będzie bez Powstania. Polska to im powiedziała - po cichu. Polacy, jeśli chcieli pozostać Polakami, musieli zdecydować się na taką ofiarę. Mogli oczywiście zrezygnować ze swojego polskiego istnienia, zgodzić się na jakieś dalsze półludzkie półistnienie w granicach Wielkiej Rosji czy Wielkich Niemiec. [...] Powstanie mówiło Polakom, jak mają żyć oraz kim będą w przyszłości. Wobec tego dyktatu Powstania Polacy byli zupełnie bezradni. Tu komuniści mówili im: macie być narodem rozsądnym, ostrożnym i pokornym (narodem baranów), a z drugiej strony to wydarzenie pchało ich w jakąś nieznaną im stronę. [...] Ofiara 200 tysięcy nie poszła na marne [...] Poszła na to, żeby Polska była taka, jaką ją mamy dzisiaj, ze wszystkimi swoimi kłopotami, przywarami i nieprawościami, ale także z całą swoją istnieniową wspaniałością, z taką dobrą pewnością, że będziemy dalej istnieć. I ta dobra pewność jest skutkiem Powstania. [...] Powstanie skończyło się wielkim triumfem Polaków."

Ta myśl, która początkowo wydawała mi się irytująco niedorzeczna, przebijała się coraz mocniej podczas pracy nad "Hamletem" w Muzeum Powstania, podczas tych wszystkich rozmów, lektur, opowieści. Rymkiewicz wypowiedział to, co weszło i we mnie i dojrzewało, ten szept z powstańczych grobów, z gruzów, z nieba: Wygraliśmy! Wygraliście!

"Trzeba uprzytomnić sobie, z jaką łatwością komuniści fałszowali historię Polski, jak ją urządzali na swój nikczemny użytek. [...] A z Powstaniem to się im nie udało - byli wobec tego strasznego wydarzenia, wobec tej krwi przelanej bezradni. I to Powstanie Warszawskie ich stąd zmiotło. Ich resztki, ich pogrobowców też zmiecie."

Nic w historii Polski nie było dla mnie tak przejmującym, tak istotnym i tak niezwykłym odkryciem, jak Powstanie Warszawskie.

"Cokolwiek się tu wydarzy, Powstanie Warszawskie pozostanie już na zawsze fundamentem niepodległego państwa polskiego - fundamentalnym czynem Polaków. [...] Od tego czynu zaczyna się teraz Polska - ta, którą tu mamy. Nie od roku 1918, ale od batalionu "Zośka" broniącego Szpitala Świętego Jana Bożego i od wybuchu czołgu-pułapki na ulicy Kilińskiego."

No tak. To się staje oczywiste.

"Nie żywi pan chyba takich złudzeń, że dzięki temu, iż zawiązaliśmy Unię Europejską, historia przybierze taki kształt, że już nigdy nie będzie wojen i przestaniemy się zabijać. Całe historyczne doświadczenie ludzkości mówi nam, że będą wojny i będziemy się zabijać. Trzeba więc zbudować swój byt narodowy, swoje istnienie na ziemi, na takich wydarzeniach, które będą pouczały nas i naszych wrogów, że więcej się już zabijać nie pozwolimy. Powstanie Warszawskie jest jednym z takich wydarzeń."

Wyjdziemy na ulice, zejdziemy pod ziemię, będziemy ginąć w słońcu i w kanałach ponieważ więcej zabijać się nie pozwolimy!

"My się tym różnimy, że pan uważa Powstanie za samobójstwo [...] a ja uważam, że oni chcieli wywalczyć zbrojnie niepodległą Polskę. I to im się udało, bo rozmawiamy w niepodległej Polsce. To nie było samobójstwo, to była rozumna decyzja, zgodna z tym, czego chciała historia Polski, a inaczej myślą tylko komuniści i endecy."

Ciekawe, warte podkreślenia zrównanie myśli komunistycznej i myśli endeckiej.

"Pan ma ciągle taką perspektywę, że Powstanie skończyło się w październiku 1944 roku. Widzi pan historię w małych kawałkach [...] a ja widzę ją w jej długim trwaniu, w jej powolnych przygotowaniach, w jej milczącym namyśle, w jej upartym wzywaniu Polaków do istnienia."

Rzeczy trwają znacznie dłużej niż się wydaje, że trwają. To też rodzaj odkrycia.

"Jeśli Polacy zaryzykują i zechcą być wolni, będą wolni. Powstanie Warszawskie poucza, że dla wolności warto jest coś zaryzykować."

Gdybym miał wskazać jakąś najważniejszy dla mnie element konstrukcyjny tego czegoś, co się nazywa polskość, to byłaby to wolność niewątpliwie. Jakieś wariackie, szaleńcze, żywiołowe i nieujarzmione poczucie wolności, wolności, za którą warto umierać - w stopniu niespotykanym chyba nigdzie indziej.

"Powstania Warszawskiego nie zrobiła większość Polaków, zrobili je najlepsi Polacy, zawodowi oficerowie wyszkoleni w przedwojennych akademiach i młodzi chłopcy, warszawscy inteligenci, rzemieślnicy, licealiści - ci, którzy wiedzieli, że jest coś ważniejszego niż ich życie. Przecież nikomu nie wpadło do głowy, żeby robić wtedy sondaż i pytać Polaków w lipcu 1944 roku: chcecie tego Powstania czy nie? Prawdopodobnie większość odpowiedziałaby, że nie chce, szczególnie gdyby im przedstawiono jakieś trzy inne ewentualności. [...] O tym, gdzie idzie naród, jaki ma być jego los, decydują najlepsi i najodważniejsi - tak musi być, na to nie ma rady."

Tylko raz, na początku, zadałem sobie pytanie, czy poszedłbym do powstania, czy jak większość ówczesnych mieszkańców Warszawy (a więc również, jak dziś, przyjezdnych z całej Polski), starałbym się przesiedzieć je w piwnicy. I pomyślałem sobie, że to jak z paleniem papierosów. Zacząłem palić w liceum, bo najfajniejsi ludzie palili. Porównanie od czapy, ale tak pomyślałem, nic nie poradzę.

Nie wiem, czy nazwałbym ich najlepsi i najodważniejsi, ale jest jakaś cecha, która ich wyróżnia. I z którą się utożsamiam również. Jest częścią mojej tożsamości.

"W wypadku czegoś takiego jak Powstanie Warszawskie, w wypadku takiego straszliwego fenomenu, rozum nie ma nic do powiedzenia, jego wysiłki zrozumienia są bezowocne. Powstanie było i pozostaje potężną duchową eksplozją, której nie sposób ogarnąć i przeniknąć rozumem. [...] Wybucha wulkan, wylewa się lawa, zatapia miasta i wioski, a potem przez wiek cały ziemia drży, dygocze, pęka i noc oświetlają płomienie. [...] Dzięki temu drżeniu, temu dygotowi z głębokości mamy teraz to, co mamy, to jest wolna Polska."

Amen.

2008-09-07 | Dodaj komentarz
Tyberiusz
2008-09-08 21:18:13
Ma Pan rację, pięknie powiedziane. Ja się nawet zgadzam, ale jednak takiego myślenia się boję. Bo stąd - zdaje mi się - niedaleko już do polskiego mesjanizmu, Chrytusa narodów, megalomanii, wąsów sarmackich itp. Zwłaszcza jak sobie przypomnę, że Rymkiewicz w innym wywiadzie opowiadał, jak to kaczka swoim ugryzieniem pobudziła żubra. A przecież sam poeta, stary żubr, powinien był wiedzieć, że to niemożliwe.
arturpalyga
2008-09-09 19:21:08
Mi się wydaje, że cała ta Towiańszczyzna to był jakiś akt rozpaczy, wytwór jakiejś głębokiej depresji. Na zasadzie: w największej beznadziei największa nadzieja, w największym poniżeniu największy triumf - jakże chrześcijańskiej w istocie. Rzeczpospolita, której jedną z głównych, jeśli nie najgłówniejszą zasadą była wolność i wolności umiłowanie, tyle dziesięcioleci skuta w więzieniu, to musiało na różne sposoby eksplodować. A Sarmacja wąsata, kolorowa, dumna i bez kompleksów, zamaszysta, z błyskiem w oku - to piękne było przecież :)
Komentarzy (1)

Magura czyli samotna

  

Octav Ionescu ze zdziwieniem przyjął wiadomość, iż jego rodacy zasiedlili nasze góry. Piliśmy wino białe jego własnego wyrobu i B. pokazywała na mapie, którędy szli przed wiekami Rumuni w Beskidy. Przez krótki czas wiadomość przekazana wszystkim przez rumuńską dziewczynę o imieniu Junona, iż nasi górale w zasadzie są Rumunami była głównym tematem rozwijającej się imprezy. Wlach, Wałach, Włoch, Wojdyła, Wajda, Baca, Bryndza, Bachleda, Fudala, Haręza, Putyra, Hutyra, Gajda, Foltyn, Sumera, Butor - wszystko to nazwiska wołoskie, a Wołochami nazywano onegdaj Rumunów.

Magura - rumuńskie słowo, które oznacza samotne wzniesienie. Kiczora, Przysłop - też rumuńskie. Przejeżdżaliśmy w Rumunii i przez Magurę, i przez Zlatną, i przez Krasną.

Podobnie rozmaite góralskie, pasterskie określenia, jak redyk, bryndza, koliba, sałasz etc. - rumuńskie.

Octav mieszka już za górami, za imponującym pasmem Fogarasów, za wijącymi się wokół szczytów górskich nitkami dróg, przy których nasza pętla beskidzka wydaje się ledwie pętelką. Rumuńscy kierowcy szaleją na tych wąskich serpentynach, wyprzedzając w najbardziej nieoczekiwanych momentach, a przy drodze włóczą się psy, parami bądź małymi stadkami. Psy są wszędzie w Rumunii. Jeśli tylko zaczniecie coś jeść, pies lub dwa psy pojawią się nie wiadomo skąd i przysiądą w bezpiecznej odległości, obserwując każdy wasz kęs. Spieraliśmy się z B. kilkakrotnie, czy lepiej jest wolnym i swobodnym psom rumuńskim, które jednakże nieraz w widoczny sposób przymierają głodem, czy polskim, które siedzą w schroniskowych klatkach.

Kiedy skończyły się serpentyny i slalom nad przepaścią, zaczęła się Wołoszczyzna, gdzie góry są łagodne i przypominają te, które w BB można zobaczyć przez okno, a zaraz potem Dobrudża i delta Dunaju. Delta zaczęła się dla nas na drodze z Braili do Tulczy, kiedy główna, przelotowa droga nagle zamieniła się w drogę żwirową i skończyła się na brzegu rzeki. Wróciliśmy się. Przejechaliśmy kawałek i pytamy o drogę do Tulczy. Tłumaczą, pokazują. Wróciliśmy się. Nie, to nie tu. Tu jest ta droga nad rzekę. Znów pytamy. Tak, to ta droga. Trzeba dojechać do rzeki, do jednej z odnóg Dunaju, który dzieli się tutaj na setki, jeżeli nie tysiące rzek, rzeczek, kanałów. I trzeba przepłynąć promem. Nie ma innej drogi. Tak tu jest, w delcie Dunaju. Nie ma drogi i już. Całe dziesiątki, setki hektarów ziemi, trzęsawisk, mokradeł, przez które nie ma przejazdu, ani przejścia. Jedynie prom, łódź, motorówka.

Tulcza, miasto portowe na Dunaju. Stąd odpływają statki na wycieczki po Delcie, tu są hotele, restauracje. Dalej już nic. Droga prowadzi jeszcze kilkanaście kilometrów do wioski Murigiol i koniec. Dziesiątki kilometrów bezdroży. Jedziemy tam. Mam z internetu adres rybaka z Nufaru, po drodze do Murigiol. Docieramy już po ciemku. Otwarta knajpa. Pytam o Octava Ionescu. Otoczyły mnie rumuńskie chłopy od kufli z piwem, dyskutują po rumuńsku, gestykulują. Jeden wyciąga komórkę, dzwoni i pokazuje, żeby czekać, że ktoś po nas przyjedzie. Po pięciu minutach nadjeżdża stary dżip. Kierowca każe jechać za nim. To właśnie Octav - człowiek roześmiany, jowialny, lubiący towarzystwo i dobrą rozmowę. Gdyby ktoś szukał noclegu w Delcie, to Octav bierze 50 lei za porządną, dwuosobową przyczepę kempingową, która stoi u niego w podwórzu. Do dyspozycji łazienka z prysznicem, kuchnia, stoły. A na obiad można zjeść złowioną przez gospodarza rybkę.

Więcej osób mieszkało u Octava. Oprócz nas, sami Rumuni na wakacjach. Po nocnych rozmowach przy winie o góralach, o Ceaucescu, o korupcji i o wolności, Octav kazał nam wstać o siódmej, bo między siódmą a ósmą miał nas wszystkich zabrać łodzią na wycieczkę po delcie. Wstaliśmy o siódmej. Żar, skwar. 75 stopni w cieniu, jak sądzę. Snujemy się jak śnięte muchy. Czekamy. Kawa. Prysznic. Kawa. Prysznic. Snucie się. Żar potworny. Octav ojawił się o dwunastej, pokazując, żeby się powoli zacząć zbierać.

2008-09-06 | Dodaj komentarz
Ewa Janoszek
2008-09-08 08:51:35
Po matce jestem Wajda. Z tych wołoskich plemion, które od kilku stuleci siedzą w Beskidach, między innymi w Łodygowicach. W rodzinie krąży legenda o pochodzeniu od Cyganów. Wiem, że taka sama legenda przewija się u reżysera Andrzeja Wajdy, więc coś w tym jest. Zawsze mnie intrygowało rozpracowanie ksiąg parafialnych aby dowiedzieć się skąd oni przyszli, z jakiego regionu Karpat. Może kiedyś się dowiem...
Komentarzy (9)

Mariusz Szczygieł o BB

  
Przeglądając zaległe gazety, zatrzymałem się na reportażu Mariusza Szczygła o rzeźbiarzu czeskim Dawidzie Černym, który ukazał się w "Dużym Formacie" 11 sierpnia, jako tekst wiodący. I już na pierwszej stronie czytam o Bielsku-Białej. Dzieł Černego przestraszono się w Polsce - pisze Szczygieł.

"Bielsko-Biała na przykład zamknęła oczy przed Saddamem Husajnem. Husajn był naturalnej wielkości, w bieliźnie, zanurzony w akwarium twarzą do dołu, z rękoma związanymi z tyłu. David Černy sparodiował sławną pracę "Shark" Damiena Hirsta przedstawiającą rekina w formalinie. U Czecha zamiast martwego rekina tkwi w wodzie prawdziwy rekin-Husajn.

- Rzeźba jest duża, idiotyczna i może chodzi w niej o to, że jak spotykasz się z Saddamem Husajnem twarzą w twarz i on jest w majtkach, to musisz wybuchnąć śmiechem - tłumaczył William Holister z Pragi, amerykański kurator, który zwariował na punkcie czeskiej sztuki.

Jednak dzień po wernisażu do Galerii BWA zadzwonił wiceprezydent Bielska-Białej Zbigniew Michniowski, który niczym nie wybuchnął, tylko kazał natychmiast usunąć rzeźbę, gdyż jej reprodukcję zobaczył rano w gazecie. Obejrzeć pracy w galerii nie chciał, bo (jak opowiadał kurator) wiceprezydent wyznał, że jest drażniąca i budzi nieprzyjemne uczucia."

Nie pierwsza to już wzmianka o tej sprawie, ale pierwsza u Szczygła, który niebawem wyda zapewne "Gotland 2" i jeszcze pan Michniowski wraz z całym Bielskiem-Białą załapie się na Nike.

Oczywiście różne i różniste można mieć opinie na temat sztuki w ogóle. Jedni wolą Rubensa, inni Duchampa, a inni wcale nie. Oczywiście, można rozważać na różne sposoby, czy i ile warte jest takie dzieło, zastanawiać się nad intencjami, nad efektem i roztrząsać sens, czy bezsens wypowiedzi kuratora Holistera. Można w tę i wewtę rozważać, czy bardziej nieprzyjemne są fotografie z World Press Photo, czy manekin w akwarium.

Ktoś mógłby być złośliwy i powiedzieć, że pan wiceprezydent również jest drażniący i budzi w nim nieprzyjemne uczucia, a więc może wypadałoby go natychmiast usunąć. Ktoś inny mógłby gwizdnąć sobie z podziwu, iż w tak trudnych warunkach możemy się szczycić jedną z najlepszych galerii artystycznych w kraju. Można też się zasromać, iż wiceprezydent od kultury tak sromotnie poległ w zderzeniu z panem artystą z Czech i że nazwisko aktualnego bielskiego wiceprezydenta na stałe już będzie kojarzone w Polsce z tą wstydliwą porażką. Ale może warto na tę sprawę spojrzeć od innej strony. Jak mówi stare przysłowie pszczół, źle czy dobrze, ważne, żeby mówili i nie przekręcali nazwiska. I żeby nie przekręcali nazwy miasta - dodajmy. A panu wiceprezydentowi Michniowskiemu należy się w takim razie medal za zasługi dla promocji Bielska-Białej, o który niniejszym wnioskuję!

2008-09-04 | Dodaj komentarz
grzegorzolma
2008-09-04 12:32:15
I ja, choć do pana Zbigniewa czuje sporo sympatii, pod wnioskiem się podpisuję imieniem i nazwiskiem. Pan prezydent jak każdy może mieć własną opinię na temat wartość artystycznej każdej prezentacji. Niech go jednak, jak i innych, wszystkie siły piekielne i niebańskie chronią przed administracyjną ingerencją w sztukę, nawet jeśli notablom wydaje się ona zwykłą hucpą. Wolność, także w sztuce, to wartość bezcenna. A poza tym De gustibus.......
januszokrzesik
2008-09-04 15:01:07
Ja osobiście wolę takich, którzy wolność swą kultywują za swoje pieniądze. Wszystko jedno czy dotyczy to Saddama czy Westerplatte.
arturpalyga
2008-09-04 17:34:06
Panie Januszu, to od czego w takim razie mamy Galerię BWA i po co nam ona?
blazejhalat
2008-09-04 21:50:44
Zburzyć BWA i odbudować synagogę! Ktoś za???
januszokrzesik
2008-09-05 00:03:16
Panie Arturze, BWA jest od wystaw artystycznych oczywiście. I proszę mnie zwolnić z dyskusji, czy Saddam w akwarium jest artystyczny czy nie :-) Osobiście nie przyszłoby mi do głowy interweniowac w sprawie Saddama czy majtek bądź ich braku u podstarzałej artystki, a i to sie przecież zdarzało. Bardzo szanuję bezkompromisowych artystów, którzy w imię wolności sztuki potrafią głodować lub wydawać swoje ostatnie pieniądze (sam znam takich i nawet niektórych wspierałem swoim "wdowim" groszem). Irytują mnie natomiast tacy "nowocześni artyści" którzy z prowokacji uczynili główną bądź nawet jedyną siłę swej sztuki, ale jednocześnie domagają się powszechnej akceptacji, a najlepiej spokojnego i stałego dopływu gotówki z publicznych pieniędzy. Czuję w takiej postawie fałsz - nic na to nie poradzę. Bezkompromisowy artysta i prowokator na państwowym etacie to dla mnie śmieszna figura. I dlatego żałosne wydają mi sie jęki "prześladowanych" artystów. To niech sie naprawdę zbuntują, niech dadzą się wyrzucić z galerii przy fleszach i kamerach, niech odrąbią rękę podniesiona na świętą wolnośc sztuki! Ale cóż, nie zrobią tego, bo nie dostaną zaproszenia na kolejne biennale albo i odbiorą im stypendium z urzędu miasta...Panie Arturze, gdy w poprzednim tysiącleciu wydawałem w podziemiu gazetkę, w której pisałem że komuna jest do d.... to nie szukałem na nią dofinansowania w komitecie PZPR. Wolnym można byc tylko na swój rachunek, a nie gminy.
arturpalyga
2008-09-05 00:43:58
Panie Januszu! Ale tu nikt nie jęczy! Od początku w tej sprawie pojawiało się raczej zdziwienie, potem irytacja mętnymi fałszywymi tłumaczeniami, jakoby taki był plan, że rzeźba miała być przeniesiona do Cieszyna. A potem historia zaczęła funkcjonować w kraju na zasadach anegdoty o sołtysie Wąchocka. I jako taka dostała się też do reportażu Mariusza Szczygła. Ja sobie myślę tak, że jeśli np. mamy klub sportowy, to właściciel klubu zatrudnia dobrego trenera i raczej nie do pomyślenia jest, żeby np. dzwonił do trenera w trakcie meczu i kazał mu zmieniać zawodnika. Szczególnie jeśli trener się sprawdził, co w przypadku trenera oznacza, że drużyna ma sukcesy tzn. że zajmuje wysoką pozycję w rankingu drużyn w kraju. No więc, jeśli mamy klub sportowy to ważne, żeby to był dobry klub sportowy, a jeśli mamy galerię artystyczną BWA, to ważne, żeby to była dobra galeria. Resztę pozostawmy trenerowi. Obecna dyrektor wyniosła bielską BWA do rangi jednej z pierwszych w kraju. Jest nie taka znowu nieistotna grupa mieszkańców tego miasta, dla której to jest ważne, że mamy w mieście taką galerię. I ważne jest, żeby tego nie psuć. Przepraszam za ten przydługi wywód. Pewnie mogłem krócej.
arturpalyga
2008-09-05 00:52:18
A jeśli mowa o wolności, to jestem przekonany, że w przeciwieństwie do ludów zniewolonych, jako społeczeństwo wolne fundujemy sobie wolną sztukę. Wolną, czyli taką, która nie jest uzależniona od tego, czy będzie dla nas przyjemna, rozsądna i wygodna, gdyż nie taka jest jej rola. Co więcej, wydaje mi się, że ten luksus, na który mogą sobie pozwolić jedynie społeczeństwa wolne, jest jednym z podstawowych mierników tejże wolności. Oraz tworzy tę wolność.
januszokrzesik
2008-09-05 14:36:57
Polemika nie ma sensu, bo się z Panem zgadzam we wszystkich ważnych kwestiach. Być może różnilibyśmy się przy dyskusji o tym, czy wolność ma granice i gdzie one leżą. A że wolność (również sztuki) ma takie granice - jestem głęboko przekonany. Ale to już jest temat nie na blog, a na jakąś inną okazję. Zresztą, jest to - że tak powiem, mimo że Pan nie jest Czechem - neverending story, niezależnie od epoki i miejsca spór o granice wolności trwa i trwać będzie. I jeśli BWA wnosi coś nowego do tej dyskusji - chwała za to! Ale przeważnie racje w tym sporze sa podzielone. Przy okazji: zazdroszczę Panu tej Rumunii, szczególnie delty Dunaju. Nie udało mi się tam dotrzeć, ale Maramuresz na północy Rumunii to jedna z moich podróżniczych miłostek (bo na poważny romans miałem za mało czasu). Widział Pan "wesoły cmentarz" w Sapancie? Etnograficzne dziwo i daje do myślenia...
arturpalyga
2008-09-05 15:03:35
Jechaliśmy przez Węgry i północ, niestety, ominęliśmy, a więc i Maramuresz i Bukowinę. Przejechaliśmy Banat, Transylwanię, Dobrudżę, Wołoszczyznę i Oltenię. Okazuje się, że trzy tygodnie to jednak bardzo mało czasu :)
Komentarzy (4)

Romenia loves Polonia

  

- Wojtila! - słyszę, kiedy płuczę zęby po myciu.

Drobna kobietka z miną zatroskanej intelektualistki wskazuje na mnie i mówi głośno:

- Wojtila!

Jest ciepły, rumuński poranek. Sam koniec Rumunii, już przy samej południowej granicy, nad samiutkim morzem. Wieś nazywa się 2 Mai, co się na polski tłumaczy: 2 Maja. Trafiliśmy tu o drugiej w nocy, szukając noclegu. Przejechaliśmy całe wybrzeże, całą rumuńską riwierę, od delty Dunaju, myśląc sobie, że może w następnej miejscowości będzie fajniej, może w następnej, w następnej. Minęliśmy wielką Konstancę, gdzie obległ nas tłum kobiet wołających: "Kazare! Kazare!" Aż jakoś tak dziwnie się zrobiło, jak nas obległy i żeśmy zdecydowali, że nie, że jedziemy dalej. Mamaja! Rumuńskie Los Angeles! Środek nocy, a tu wielkie wesołe miasteczko z domami gry i z lejącym się szampanem, tłumem rozbawionych ludzi i szpanerskimi gablotami ścigającymi się nawzajem po ulicach. Siedzą w tych bezsensownych terenówkach bogaci Rumuni w bielutkich koszulach rozpiętych głęboko na piersiach, które przyozdabia złoty łańcuch, w bielutkich spodniach, w bielutkich bucikach. Wysiadają marynarskim krokiem, żeby kupić najdroższy alkohol, a w ich luksusowych dżipach znudzone panienki piłują paznokcie. Tak wygląda Mamaja. Zwialiśmy stamtąd czym prędzej. Dalej, na południe! Minęliśmy planety.

Proszę sobie wyobrazić, że za czasów tyranii, w Rumunii postanowiono dać czarnomorskie plaże ludziom pracy. W związku z tym wyburzono nadmorskie wsie między starożytnym portem, Konstancą, a Mangalią przy samej granicy. Na tym miejscu zbudowano nowe miejscowości z przeznaczeniem wypoczynkowym. A więc przejeżdża się przez Olimp, Neptun, Venus, Saturn. W połowie lat osiemdziesiątych zaczęto budowę Plutona, ale już nie skończono. Te kosmiczne miejscowości to wielkie blokowiska, duże skupiska brzydkich, betonowych bloków, które od początku przeznaczone były na hotele dla robotników z całej Rumunii, którzy będą tu zażywać nadmorskiego wypoczynku. Oczywiście są planety lepsze i gorsze. Proszę zgadnąć dla kogo był Olimp. Do dziś Olimp jest najdroższą i najbardziej luksusową z kosmicznych miejscowości. Zdesperowani zatrzymaliśmy się przed kilkoma z bloków, żeby pytać o nocleg, bo robiło się coraz później. Ale był piątek, wakacje i chyba połowa całej Rumunii siedziała w tych blokach, bo nie było miejsc. Co za radość znaleźć się na plaży, kiedy oni wszyscy tam wylegną!

I tak minęliśmy stocznię i dojechaliśmy do 2 Maja. Zmęczona kobieta z jakimiś torbami wracała późno w nocy do domu. Spytaliśmy o pokój. Zmęczonym gestem wskazała, żeby jechać za nią. Podwóreczko winogronowe, moskitiery w oknach. Zostaliśmy w 2 Maja. Nikt nie wiedział, skąd ta nazwa. Nikomu się ta data z niczym nie kojarzyła. Mieszkaliśmy przy ulicy 12 Stycznia.

No i drugiego ranka słyszę to: - Wojtila!

- Artur! - przedstawiam się.

- Ana! Anka!

Anka wskazuje na samochód, na którym mamy obowiązkową nalepkę PL i stara się powtórzyć wyraźniej:

- Wojtyla!

- Tak. Jesteśmy z Polski. Polonia!

Anka twierdzi, że Polska to pobożny kraj i że żyją tu uczciwi, bogobojni ludzie. Nie mówię ani tak, ani nie. Płuczę zęby.

- Are you catholic? - pytam, obcierając usta.

- No. But I respect Karol Wojtyla very much.

To jedyna osoba tutaj, która mówi po angielsku.

Późnym wieczorem czekam na nią na naszym podwóreczku, przy stole. Wychodzi z arbuzem. Jemy.

Anka mówi, że jest Bukaresztu. Przyjechała z mężem i z dzieckiem na wczasy. Pracuje w ministerstwie kultury. Takie już mam szczęście.

Świerszcze cykają. Wszyscy już śpią. Rozmawiamy.

- My na was patrzymy z podziwem. Wam się udało - mówi.

- Co się nam udało?

- Rewolucja.

- Rewolucja?!

- Bo wy potraficie się zjednoczyć wokół jednego celu. I wygraliście.

- A wy nie wygraliście? Przecież wygraliście swoją rewolucję.

Opowiadam, że jednym z najbardziej malowniczych obrazków, jakie pamiętam z 89 roku było zaciukanie Nikolaia i Eleny Ceaucescu, co puszczono naówczas również w polskiej telewizji.

Teraz w Bukareszcie, na Placu Rewolucji stoi pomnik i tablice z nazwiskami poległych w 1989 roku. Gmach dawnego Komitetu Centralnego, w którym mieści się teraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, nadal przyozdabiają jakieś fanfalony-świecidełka zgasłe w kształcie gwiazd pięcioramiennych, ale przy wejściu jest tablica, że z dachu tego budynku uciekał tyran przed gniewem wolnego, rumuńskiego ludu. Nawet nie wymienili jego nazwiska.

Anka macha ręką z lekceważeniem.

- Ja też tam byłam, na ulicy, w Bukareszcie, kiedy były walki, kiedy strzelano. Myśmy nic nie mieli. Kamienie w kieszeniach, to wszystko. I dalej nie mamy nic. Inni ludzie się pojawili, potem, nie wiadomo skąd. Nagle się okazywało, że nie wiadomo jak i dlaczego, oni się robią bardzo bogaci. Nagle się okazało, że najważniejsze jest, żeby wyrwać jak najwięcej dla siebie. Teraz wszyscy są przekonani, to wychodzi we wszystkich sondażach, że nikt, kto ma pieniądze, nie ma ich uczciwie. Bo wszyscy widzieli, jak to się odbywało. Kto sprytniejszy, ten się załapał. Sprytni podzielili wszystko, co się dało między siebie. Złodzieje, cwaniacy, oszuści. To oni dziś rządzą tym krajem. U was jest inaczej. Wyście wygrali. My nie.

Anka ma monolog. Punktówka od jakiegoś czasu świeci na nią.

- Kiedy okazało, że naprawdę przyjęli nas do Unii Europejskiej, ludzie zareagowali kpiącym niedowierzaniem. Naprawdę? Nas? Oszaleli? Wiesz już, że pracuję w ministerstwie. Nie spotkałam tam ani jednego człowieka, który by myślał serio o Unii, czy o Rumunii. Każdy myśli o sobie, o tym, żeby jak najwięcej dla siebie zgarnąć, zanim się sypnie. I to, że ja tak narzekam teraz, to też jest charakterystyczne dla tego kraju. Wszyscy tu narzekają. Wszyscy mówią to samo, co ja. A wam się udało! U was nie ma takich podziałów między ludźmi, to dlatego.

Po krótkim biciu się z myślami decyduję się nie prostować, niech świeci ten wyobrażony ideał naszego niepodzielonego ojczystego społeczeństwa, co mi tam! Nawet miło tak jakoś się zrobiło.

Jeszcze o dziennikarzach dwa słowa. Że dla rumuńskich gazet, radia, telewizji istnieje tylko Rumunia i Ameryka, Ameryka, Ameryka, a potem długo, długo nic, i że prawie nic się nie wie, nie mówi o na przykład najbliższych środkowoeuropejskich sąsiadach, w ogóle nie wiadomo, co tam się dzieje, biała plama, daleka Afryka, a że u nas w Polsce na pewno jest inaczej.

Późno się robi, a Anka ma chore dziecko. Rozżalona, rozedrgana, jak po dobrej etiudzie schodzi ze sceny spać. Zostaję z arbuzem.

2008-09-02 | Dodaj komentarz
.
2008-09-03 16:37:38
a mówią, że prawdziwa sztuka krytyki się nie boi....ech...ale chyba za dużo wymagam...
arturpalyga
2008-09-03 18:44:09
Proszę wybaczyć, ale na mnie jednak jeszcze czasem bardzo źle działa taka czysta, bezsensowna i bezinteresowna zjadliwość. Ta notka to są moje osobiste wspomnienia z wakacji, którymi zapragnąłem się podzielić, a to, co Pani czyta teraz, to jest blog. Tyle.
bam
2008-09-03 19:46:19
Moja złośliwość jest równa Pana podłości. Chodzi mi oczywiście o sztukę, która jest ponoć odważna... Nie trzeba żadnej odwagi, przy tak mocnym lobby filosemickim, żeby takie dzieło "wypuścić". Odnośnie bloga, to wiem, że to blog i tylko blog, a Pałyga wielkim artystą jest. Mnie nie zachwyca, ale cóż, nie musi. A Pan nie musi się zniżać, żeby mi odpowiadać. A tak naprawdę boję sie, że zrobi to Pan po angielsku, a nie znam wszystkich idiomów i słaba jestem z phrasal verbs.
arturpalyga
2008-09-03 20:29:50
Na temat sztuki może sobie Pani mieć zdanie jakie bądź. W imieniu lobby filosemickiego oraz filocyklistowego informuję Panią, że może je Pani wyrażać bezpiecznie i bez żadnych obaw. Może sobie Pani nawet napisać własną, całkiem inną sztukę, wolna wola i szczerze życzę powodzenia. Natomiast co do recenzowania blogowych wspomnień, to rzeczywiście coś się Pani pomyliło. Z szacunkiem.
Komentarzy (4)

Paradise's waiting

  

Kiedy wracaliśmy, na rynku w Zwoleniu, gdzieś pod wygasłym wulkanem w środkowej Słowacji, bałkański motyw z "Pulp fiction" odbijał się od zamku, od gór, od kamieniczek błyszczących w zachodzącym słońcu. Chłopacy grali covery dla kilkunastu rozleniwionych końcem wakacji klientów piwiarni. Jakaś para podrygiwała, cygański chłopak kręcił tyłkiem. Nie dojechaliśmy pod wulkan, bo zasiedzieliśmy się przy kolacji i zrobiło się za ciemno.

Zrobiliśmy, z moją żoną i z moim już prawie sześcioletnim dzieckiem ponad 4000 kilometrów. Objechaliśmy wzdłuż i wszerz tę całą Rumunię. Dotarliśmy do Babadag, na górę Ojca, gdzie jest i kościół i stary meczet, a przy nim mały minaret, i restauracja "Paradis", gdzie podają mamałygę. A w "Paradis" jest, proszę państwa, wszystko już przygotowane. Zajrzałem, widziałem. Nakryte stoły, przyozdobione na wesele. Krzesła śliczne, we wstążkach. I miejsce dla Ojca - tron przykryty lśniącym suknem. Przed tronem komputer Ojca, na którym Ojciec pracuje. Zegar tyka. Wszystko czeka.

A z głośnika właśnie - muzyka rumuńskich Romów, której, proszę się na to nastawić, na pewno tam nie zabraknie.

2008-09-01 | Dodaj komentarz
Ewa Janoszek
2008-09-04 12:03:32
W ramach zagadek literackich - z jakiej to książki? (Nie jest to Stasiuk) :-) "Sezon kąpielowy na słynnych plażach między Konstancą a Mamają, z licznymi hotelami i turystami, nie może odczarować magii słowa odnoszącego się "do owych wód, które czasem zdają się czarne, jakby noc miała tam swoją kolebkę", jak pisze Vintila Horia; parne, leniwe i oleiste morze, sztuczny i łudzący pozorem luksus wielkich hoteli odpowiadają ospałemu i mrocznemu urokowi słów oraz archaicznych i barbarzyńskich mitów, jakie one przywołują. (...) "U stóp wzgórza Denis Tepe, trochę bardziej na północ od Babadagu, znajduje się zatoka, gdzie rzekomo zakotwiczyli Argonauci powracający z Kolchidy."
arturpalyga
2008-09-04 13:40:10
Kurcze! Ewa Kuryluk? A może jakiś Cioran?
Ewa Janoszek
2008-09-04 14:15:24
To Claudio Magris, "Dunaj". Włoski pisarz, germanista pochodzący z Triestu, bardzo wyczulony na Mitteleuropę. Książka to wielka podróż kulturowo-literacka z nurtem Dunaju od jego źródeł w Donaueschingen, przez Niemcy, Austrię, Słowację, Węgry... aż po deltę w Rumunii. To byłaby wyprawa!
arturpalyga
2008-09-04 14:33:07
Ha! Wielka szkoda, że nie znałem tego wcześniej! Wszak my drugie wakacje właśnie wzdłuż Dunaju i w okolicach.

Informacje:



SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie. Teatr Galata Perform w Stambule.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
41. Tancerka. Opolski Teatr Lalki i Aktora
42. Uchodź. Krótki kurs uciekania dla początkujących, Strefa Wolnosłowa, Teatr Powszechny w Warszawie
43. Zagubiony chłopiec. Opolski Teatr Lalki i Aktora
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2018
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (3)
» luty (8)
» styczeń (2)

2017
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Mada L]
"- Nie ma rzeczy doskonałych - westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: -...
[Misio]
co więcej, ten zapis książęcy raczej dotyczy Olszówki, Kamienicy a nie Mikuszowic. 'Las pod Bielskiem'...
[Mada L]
Bardzo ciekawy ten wpis. Kiedyś na mądrym wykładzie słyszałam teorię, że człowiek potrzebuje do dobrego życia...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1610037
Newsów: 724
Komentarzy: 2158
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała