arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

2. Volksbühne, Rene Pollesch, Żony dyktatorów.

Przejeżdżamy słynny Alexanderplatz, potem Plac Róży Luksemburg. Obok enerdowska wieża telewizyjna. Wielki szary, klocowaty gmach Volksbühne - tu m.in. dzieje się akcja "Życia na podsłuchu". Tu Erich Honecker i jego drużyna zasiadali, aby oglądać reprezentacyjne widowiska.

P. od dwóch dni mi mówi, że pójdziemy w Berlinie do Turka na kebab. Że zawsze tam chodzi. No to biegniemy. Do tego słynnego Turka. Turek jak Turek. Ma budę i sprzedaje kebaby.

Co rzuca się w uszy, to że, czy to Chińczyk, czy to Turek, czy to Niemiec, czy Brytyjczyk (temu ostatniemu zapewne najłatwiej), w Berlinie swobodnie posługuje się angielszczyzną. Nie spotkałem nikogo, kto nie mówiłby po angielsku. To jak drugi urzędowy język niemal.

Szamając kebaby pod budką, obgadujemy niemieckie aktorstwo. Że inaczej mówią ze sceny niż w Polsce. Polscy aktorzy głos mają ustawiony, aktorski - taka szkoła. Niemcy nie. Krzyczą z tej sceny te monologi zupełnie krzykliwym krzykiem.

Dojadamy kebaby już pod Volksbühne, bo są wielkie. Tak wielkie, że już nie daję rady i wyrzucam do kosza. Syty sadowię się na wielkiej, ogromnej widowni. Styl imperialno-socrealistyczny, ale już ciut przykurzony. Nad widownią imponujący żyrandol, jak z carskiej sali balowej. Dokładna kopia tegoż żyrandola zwisa nad sceną, jako część dekoracji.

Dekoracje są monumentalne. Nad miarę masywne biurko, krzesła, którymi można zabić, sofa tak długa, że przypomina amerykański krążownik szos z lat sześćdziesiątych obity tapicerką w kwiaty. Ściany wielkie, tapetowane, do obrzydzenia mieszczańsko-dziewiętnastowieczne. I jak w klasycznym rodzajowym dramacie mieszczańskim - dwoje drzwi. Czekamy. Na żony dyktatorów.

Muzyczka jak z filmu Tarantino. Skoczna, a la Mexico.

Wpada kobieta w XIX-wiecznej sukni z rewolwerem. Etiuda do muzyczki - gdzie schować rewolwer. Wypadają dwie następne. Na wielkiej sofie zasiada ubrana po cywilnemu suflerka z plikiem kartek. Ta sofa to tylko dla niej, jak się okazuje.

Trzy tak samo ubrane kobiety prowadzą filozoficzno-socjologiczno-ekonomiczny dialog, który wydaje się bełkotem, ale z perełkami sensu. Jedna to Elena Ceaucescu, druga - Imelda Marcos, trzecia - służąca. Ale to nie ma znaczenia. Podobnie jak meczet za oknem też nie ma znaczenia. Wchodzi gruby dyktator w dyktatorskim mundurze. Okazuje się, że to ich mała córeczka, Oliwka. Córeczka tych trzech kobiet.

Oliwka drze się:

- Przeliczyłem dokładnie wszystkie kwestie. Mam ich za mało. To ja miałem być głównym bohaterem!!! - to główna kwestia tego aktora. Będzie ją powtarzał przez cały spektakl.

Kobiety zastanawiają się, czy bardziej się opłaca Oliwkę wychowywać, czy rozstrzelać.

Potem następuje ciąg zaskakujących scen, których nie da się opowiedzieć - część dzieje się na telebimie. Aktorów dłuższy czas nie ma bowiem na scenie. Krążą w garderobach i narzekają, że kiedyś nie było tu tych kamer. Oliwka usiłuje znaleźć miejsce bez kamery w toalecie.

Nie da się tego opowiedzieć, ale nie pamiętam, kiedy i na czym ostatni raz tak zaśmiewałem się, jak tutaj. Nie było ani pół minuty tego spektaklu, żeby nie trzęsły mi się uszy ze śmiechu. Przy czym jest ta miła świadomość, że to nie takie głupie. Że poza beztroską, radosną zabawą w teatr i zabawą teatrem jest tu coś bardzo, bardzo niegłupiego, czego jednak nie potrafię Państwu przekazać. Jeszcze nie.

Przezabawny gag, kiedy jedna z pań kładzie się na stole z pilotem i okazuje się, że ten żyrandol nad sceną jest sterowany tym pilotem. 10 minut obserwujemy panią w XIX-wiecznej bieliźnie bawiącą się żyrandolem na pilota. Do tego mamy tekst o kosmitach. O tym, że nieodmiennie spodziewamy się, że w kosmosie, jeśli istnieją cywilizacje, to wyższe od naszej i że nawiążemy z nimi kontakt, jeśli są. I nie spodziewamy się, że najprawdopodobniej, bo nie ma powodu, żeby tak nie było, jeśli rzeczywiście i jeśli wyższe, to będziemy dla nich, jako dla nas żaby.

W końcu żyrandol rozświetlony ląduje przy muzyce z "Bliskich spotkań" i pani z pilotem wyjmuje z niego schowany tam batonik.

Potem mamy gag z lustrem z "Kaczej zupy" i jeszcze parę zabawnych rzeczy z niegłupim, choć nieostrym w treści tekstem. Wreszcie trzy panie zabijają Oliwkę. Kopią jej zwłoki i już wiemy, po skojarzeniu z wypowiadanym przez nie tekstem, że ten dyktator to zły Modernismus, oby już nigdy nie ożył.

Wesoła muzyczka. Koniec. Gromkie oklaski.

Kompletne i niezwykle radosne rozwalenie, rozstrzelanie XIX-wiecznego teatru, który snuje się jeszcze dziś po europejskich scenach.

Potem rozmowa z mądrą i przemiłą M.: - Ten niemiecki mieszczuch właśnie tego się dzisiaj spodziewa. On przychodząc do teatru spodziewa się właśnie tego, co robi Pollesch, niczego innego. Taki teatr chce oglądać i na taki teatr jest nastawiony.

Ciekawe.

Rozmawiamy o tym, że w Polsce takie "Żony dyktatorów" Pollescha trzeba by było zdjąć ze sceny po dwóch spektaklach. Z braku widzów.

Ciekawa ta różnica.

Dla mnie bardzo mocno otwierające. Kolumbowe wręcz doświadczenie nowego świata.

2008-05-06 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Trzy berlińskie teatry - 1

  

1. Deutches Theater, Elfriede Jelinek, O zwięrzętach, reż. Nicolas Stemann.

Bertolt Brecht był tu kierownikiem literackim i reżyserował. Wielki budynek w stylu imperialnym. Obsługują nas młodzi chłopcy i dziewczęta w teatralnych mundurkach. Na ulicy dwumetrowej długości młodzieniec oksfordzką angielszczyzną tłumaczy mi, gdzie jest najbliższy bankomat. Na słupach plakaty - Marzec'68 ze zdjęciem Che Guevary. Szybki posiłek w czymś w rodzaju chińskiego McDonaldsa.

Widownia i scena z przedwojennym smaczkiem. Rzędy jeden nad drugim, bardzo wysoko. Widownia nienapuszona. W strojach dziennych. Czekamy.

Na proscenium wychodzi mężczyzna. Siada za stolikiem, otwiera brulion, czyta: Elfriede Jelinek, O zwierzętach. Lekki śmiech na widowni. Mężczyzna czyta nam książkę. Polskie napisy na prompterze nad sceną, pod sufitem. Z pierwszych rzędów kompletnie ich nie widać. Uff, siedzę w środku.

Po, powiedzmy, kilku akapitach kurtyna rozsuwa się. Scenografia widowiskowa. Lśniąca biel podłogi wyścielonej nie wiem, chyba czymś styropianopodobnym, ale mocniejszym, skoro chodzą po tym swobodnie.

Tekst Jelinek jest trudny. Trudno skupić się na zawiłych, wielokrotnie złożonych zdaniach szybko wyświetlanych pod sufitem. Sceny są niepowiązane ze sobą żadną akcją, żadnym logicznym wynikaniem. Wiadomo, że chodzi o kobiety ze wschodniej Europy zmuszane w Niemczech do prostytucji, o skandal z udziałem jakichś tam najwyższych polityków.

Faceci grają te kobiety. Faceci przebrani za prostytutki. Efekty specjalne - styropianopodobna podłoga zapada się. Pod spodem jest woda.

Scena, w której dwaj mężczyźni w garniturach opowiadają sobie o kobietach. Oceniają ich nogi, biust, pośladki itp.

Potem długi, długi, bardzo długi monolog starzejącej kobiety.

Spektakl męczący, długi, niewygodny.

- Ja nie wiem, o co chodziło - mówi P.

- Wiesz, ona nie chce opowiadać wprost. Po co opowiadać wprost? - rozmowa z M.

2008-05-05 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (5)

Notka Trzeciomajowa

  

Rzeczpospolita - to moja duma i chwała. Rzeczpospolita, jaka mogłaby być, gdyby nie te dwieście lat, kiedy byliśmy kolonią (z dwudziestoletnią przerwą).

Niemniej, jeśli szukam jakiejś ciągłości, jakiegoś -skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy-, to omijam smutny i trujący czas państwa podbitego, w którym wszystko płynie inaczej i wszyscy są z niewoli, i wracam do Sarmacji. Sarmacja mityczna - radosna i anarchiczna, rozdyskutowana i pijana, wolna i zadziorna.

W tej wyśnionej Sarmacji, słowo -patriota- nie ma jeszcze w sobie tego nieznośnego patosu, tych wszystkich nieudanych niewolniczych buntów, tych świętych trupów, do których trzeba się modlić, tego fetyszyzmu symbolicznego. Jest lekkie i użyteczne. Brzmi trochę jak -wolontariusz-.

Vivat Rzeczpospolita, w której wzrasta sto kultur i mówi się językami! Vivant wszystkie stany!

Rzeczpospolita - rzecz publiczna. Umawiamy się. Przestrzegamy takich i takich praw, to mamy wspólne, a to prywatne, tak rozstrzygamy spory, a tak bronimy tego, co wspólnie wypracowaliśmy. Nie żaden ein volk, bo to w ogóle nie jest ważne.

Mamy tradycje Rzeczpospolitej, urwane w trakcie, przerwane. A później, owszem - walka, patrioci, wdowy, powstania, święta krew, symbolika, kostniejący naród w beczce chowany. I dobrze. I dosyć. Wojna się skończyła w roku 1989? W 1991? W każdym razie już ponad 15 lat temu. Model wojenny, partyzancki nie sprawdza się w czasie pokoju. Weterani mają specyficzne spojrzenie na świat - wystarczy pooglądać "Rambo". Bielik-Robson mówi o syndromie postkolonialnym.

Rzeczpospolita rozszerzająca się. Rzeczpospolita Europejska, a w niej lud Sarmatów :) - tak to widzę. Z tym się utożsamiam. A nie z narodowymi gazetkami partyjnymi z XIX wieku.

A flaga? Jeżeli ta obecna powstała w tym 1831 roku, tak? z połączenia barw Królestwa Polskiego (biała) i Litwy (czerwona), tak? no to dla mnie ona może być w kolorowe paski od jutra, proszę bardzo. Po 180 latach możemy dodać parę innych kolorów.

I nie chodzi tu o żadną lewicowość, czy prawicowość, ani o entuzjazm, czy sceptycyzm, ale o wolność. Po prostu.

Właśnie przeczytałem, że aktualnie flaga Polski nie jest wcale biało-czerwona, a szaro-czerwona. Używanie innych barw jest sprzeczne z prawem. Więc już zmieniliśmy i nikt nie protestuje.


Z Wikipedii:

Według ustawy kolor biały na fladze polskiej przypomina bardziej kolor "srebrnobiały" czy "szary" niż "biały [...]

Według raportu "Informacja o wynikach kontroli używania symboli państwowych przez organy administracji publicznej" Najwyższej Izby Kontroli dostępne w sprzedaży, a także używane oficjalnie symbole narodowe (godło i flaga) w wielu przypadkach rażąco różnią się od wzorców opisanych w Konstytucji i ustawie.


http://adas.jogger.pl/2007/06/25/jaki-kolor-ma-polska-flaga-szaro-czerwony/

2008-05-03 | Dodaj komentarz
reeperbahn
2008-05-03 13:26:18
Panie Arturze, z przyjemnością czytam, że jest Pan niepogodzony z duchem dzisiejszej Polski. Eksploatuje Pan to, co jest w nim mniej lub bardziej tabu, by odnaleźć ludzki pierwiastek w „Polaku”. Chwała Gombrowiczowi! W tym zdjęciu powyżej zawiera się symbolika Pańskiego bycia pomiędzy: towarzystwo, most, wschód-zachód. Nawiasem mówiąc, miarą tego, ile jest człowieka w dzisiejszym Polaku, jest stosunek Polaka do nie-Polaka, większości do mniejszości, silniejszego do słabszego. Z tym bywa różnie. Zwłaszcza, że najtrudniejszy egzamin, tak mi się wydaje, dopiero czeka Polskę i wiąże się z rodzącą się tożsamością narodową Ślązaków. Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
michalradwan
2008-05-04 12:17:30
Fetyszyzowanie symboli, coćby narodowych, powoduje tylko tyle, że obumierają śmiercią naturalną. Nie wolno padać na twarz, nawet przed największymi świętościami, w imię dogmatu - brak wewnętrznego rozwoju powoduje obumarcie! A co do budzącej się tożsamości, czy Ślązacy są aż tak zagrożeni, że muszą się od kogoś, czegoś oddzielać, zamykać w swojej małej ojczyźnie ?
arturpalyga
2008-05-04 17:55:02
Przykro mi, ale nacjonalizm śląski irytuje mnie tak samo, jak każdy inny, pomimo całego zrozumienia dla tej przedziwnej, niezwykłej krainy, jaką jest Śląsk w całej swojej rozciągłości. Bo to trochę wygląda tak, że kiedy już osłabły i powoli odchodzą na tamten świat te wielkie nacjonalizmy, to budzą się małe, które leżały ściśnięte i uśpione pod tymi gigantami. Ale nie są one w niczym lepsze od tamtych. I drzemie w nich ten sam demon.
Hania
2008-05-05 15:36:15
Po pierwsze, wkurza mnie w tym kontekście słowo kolonia. Po drugie, szkoła krakowska się w grobach przewraca, a szkoła warszawska ma bardzo głupie miny.
arturpalyga
2008-05-05 19:54:03
No wybacz mi Hania, jeśli, jak rozumiem, z punktu widzenia historyka, jest to nierozsądne, niepoważne czy jakie tam. Nie muszę.
Komentarzy (20)

Mimi

  

Zmaterializowała się nam Myriam Halberstam, prawnuczka bialskiego chasydzkiego rabbaj, Arona Halberstama. Urodzona w Nowym Jorku, mieszka w Berlinie. Robi filmy.

Jacek przywiózł ją z lotniska niemal prosto do teatru na swoją Fabrykę Sensacji poświęconą tym razem dwóm Halberstamom - bialskiemu i bielskiemu. Z pewną taką satysfakcją odnalazłem tam swoje własne myśli i słowa zamieszczone m.in. na tym blogu.

Trudno było to sobie wyobrazić wtedy, kiedy nagle pojawił się ten wątek - Arona Halberstama, który był rabinem w tym mieście, na rubieżach chasydyzmu przeszło 50 lat - że odnajdzie się jego prawnuczka i że przyjedzie tutaj.

Myriam przyjechała z kamerą.

- Nigdy jeszcze nie zrobiłam filmu o swojej rodzinie, o sobie - mówiła na spotkaniu w teatrze. Przy tym uparcie wymawiała nazwę miasta: Biała-Bielsko :)

Pierwszy raz w ogóle jest w Polsce. I tylko tutaj. Tylko w BB.

Pierwszy raz, jak wyznaje, jest w kraju, w którym trudno się porozumieć po angielsku.

Po teatrze poszliśmy na kolację. Chcieliśmy pójść.

Szanowni państwo! Wypraszano nas z kolejnych restauracji. Było parę minut po 22.00. Proszę mi wierzyć, chodziliśmy z nią od jednego lokalu do drugiego i nigdzie nie chciano nas obsłużyć z powodu, że już zamykają. Strasznie dziwne, prawda? Dziwny kraj, ta Polska. Dziwne miasto. W końcu z wyraźną łaską pozwolono nam usiąść w dawnej koszernej restauracji, obecnie pizzerii Margerita. W widoczny sposób jednak dawano nam do zrozumienia, że najlepiej, żebyśmy sobie szybko poszli.

Lęk. Ludzie, którzy mieszkają w domu, w którym Halberstam przeżył pół wieku. Nie chcieli wpuścić jego prawnuczki za próg. Pan się pochwalił, że hebrajskich liter na suficie za cholerę nie dało się zamalować i w końcu musieli skuwać. Wpuściła sąsiadka. W jej mieszkaniu nie mieszkał, więc lęk mniejszy.

Strach, czy nie przyjadą, nie odbiorą.

- A co ja bym miała z tym robić? - mówi Myriam. Filmuje dziedziniec, stare, pochylone domy, kobietę niespokojnie wyglądającą przez okno.

Staruszka. Akurat wychodzi. Mówi, że pamięta, jak tu Żydzi mieszkali, jak modlili się w tym pomieszczeniu na dole. Pamięta, że ostatnia kobieta żydowska z dziećmi mieszkała tu jeszcze w 1941 roku. Pamięta, jak przyszło po nią gestapo. Pamięta, jak przyjeżdżało tu "wojsko z Oświęcimia". Chodzi o esesmanów z waffen, z KL Auschwitz, którzy przyjeżdżali tu do pralni. Więźniowie rozładowywali pasiaki do prania, a potem esesmańską bieliznę.

Hauptstrasse, ulica Główna, Herman Goeringstrasse, ulica Dzierżyńskiego, ulica 11 Listopada - Myriam notuje wszystkie te nazwy, jakie nadawano tym kocim łbom.

W prywatnej synagodze Arona Halberstama nikt nie był od lat. Pan urzędnik otwiera kłódkę. Myriam wchodzi pierwsza. Jacek mówi, że to jedyna żydowska świątynia, która zachowała się w Bielsku-Białej do dziś.

Cmentarz przy Cieszyńskiej. Jak trójka dzieci ortodoksyjnego Arona Halberstama znalazła się na cmentarzu liberalnej gminy w Bielsku. Rok 1968. Obwieszczenie władz miejskich o likwidacji cmentarza żydowskiego w Białej. Na grobach ma stanąć "Polsport". Gmina żydowska protestuje. Na cmentarzu wciąż są pochówki. Zostają zmuszeni do ekshumacji. Nocami, przez trzy miesiące szczątki z Białej są przenoszone do Bielska. Gmina zdążyła przenieść ledwie część grobów, zanim weszli robotnicy i wjechały buldożery.

Myriam słucha tej historii, kiedy wchodzimy na część cmentarza, gdzie leżą ci przeniesieni z Białej. Jacek odnajduje groby dwóch synów i córki Arona Halberstama. Nie ma nagrobków. Pośrodku rośnie wiśnia. Myriam zmawia kadisz.

Chcę napisać to wszystko. Coraz więcej się zbiera rzeczy, które chciałbym napisać. Opowieść o Myriam znajdzie się pewnie w czasopiśmie naszym, tym, co ma je OKO wydawać. Tu tylko Boże skrawki.

2008-05-01 | Dodaj komentarz
urbas92
2008-05-01 15:21:42
Witam serdecznie! Bardzo podoba mi się Pański blog i z zaciekawieniem czytam wszystkie artykułu pisane przez Pana. Co do najnowszej notatki mam jedno pytanie... Gdzie znajduję się ta prywatna synagoga Arona Halbestrama, ta która zachowała się do teraz?? Byłbym wdzięczny za odpowiedź. Pozdrawiam
arturpalyga
2008-05-01 18:36:07
Miło mi panie Urbasie! Synagoga Halberstama znajduje się w jednym z budynków na dziedzińcu pod adresem 11 Listopada 63, tam gdzie pralnia. Jest zamknięta na kłódkę. Podczas wojny i po wojnie były tam magazyny pralni. Teraz króluje tam śmierć, czyli grzyb, jak mówi Jacek, silnie rakotwórczy. Pozdrawiam serdecznie!
zet
2008-05-05 11:55:08
To nieodpowiedzialne, co tutaj napisano. Nie rozumiem dlaczego autor wywołuje jakieś demony lęku. Tylko dlatego, ze ktoś kogoś nie wpuścił do mieszkania? Może nie miał ochoty. Może nie posprzątał. Bądźmy poważni. Nie róbmy z igły wideł.
arturpalyga
2008-05-05 12:37:49
Ja się z tym lękiem spotykam od dawna. Nie tylko tutaj, ale wszędzie, gdzie ludzie wprowadzili się do opuszczonych przez innych ludzi domów. Jest to lęk naturalny i nie jest winą tych ludzi, a raczej niezałatwienia pewnych spraw. I to w jaki sposób tych spraw nie załatwiano jest w najwyższym stopniu nieodpowiedzialne! To, że ludzie do dziś w wielu domach, w wielu miejscowościach (proszę pojeździć po wioskach w gorzowskim) żyją jak nie u siebie, bojąc się wciąż, że przyjedzie właściciel i ich wygoni, to jest wina całego łańcucha potwornych nieodpowiedzialności. Taką nieodpowiedzialnością jest m.in. zamiatanie tematu pod dywan. Kładziemy paluszek na usta i cichutko - nic nie mówimy. Żadna bomba nie tyka, tylko się nam wydaje, nie ma tematu. Tak?
arturpalyga
2008-05-05 12:43:19
Nieposprzątane! Niech pan się zastanowi chwilę, co pan mówi! Przyjeżdża ktoś z daleka, chce tylko zobaczyć mieszkanie, z którego wyrzucono jego rodzinę przed jej zamordowaniem, a pan go nie wpuszcza, bo nie ma pan ochoty, bo nieposprzątane??? I nie mówi pan -"Proszę przyjść jutro, jak posprzątam", tylko opowiada pan, stojąc w drzwiach, jak sie pan męczył usuwając ślady po tej rodzinie. To jest zupełnie normalne, tak?
zet
2008-05-07 22:22:49
Tak, to zupełnie normalne. W dobie oszustów chadzających po domach, przed którymi ostrzega co chwilę policja i magazyny kryminalne, to zupełnie normalne. Nie ma się co obrażać na tych ludzi. Mają święte prawo nikogo nie wpuszczać. To tylko pan wie, że ta osoba przejechała pół świata. Oni nie! Nie ma pan prawa tego oceniać. Proponuję zejść na ziemię.
arturpalyga
2008-05-08 00:29:18
Ma pan rację. Z pewnością ten mężczyzna wystraszył się tej pani, że to oszustka, przed którą co chwila ostrzega go policja i magazyny kryminalne. O tym skuwaniu śladów hebrajskich powiedział tylko grzecznościowo, bo chciał być miły. Teraz, dzięki panu, jesteśmy na ziemi. W parterze.
zet
2008-05-08 19:02:41
Ocho! To jeśli Pan pozwoli i poda mi swój adres, to ja odszukam dawnych właścicieli Pańskiego mieszkania (o ile nie mieszka Pan w domu przez sieie wybudowanym) i będę urządzał wycieczki. Proszę Pana, jeszcze raz - ten człowiek nie musiał nikogo wpuszczać, tak? Tak. Być może był niegrzeczny i ma Pan prawo subiektywnie odbierać jego intencje. Niech Pan jednak przestanie myśleć schematami i nie doszukuje się wszędzie przejawów nienawiści.
arturpalyga
2008-05-08 21:21:24
Pana komentarz jest, proszę wybaczyć, dość schematyczny i nie sądzę, żeby dotyczył mojej notki. Ani o nienawiści, ani o urządzaniu wycieczek po mieszkaniach Pan u mnie nie czytał.
zet
2008-05-08 22:26:32
Widzę, że zdolność myślenia staje się Panu powoli obca. Jest to tym bardziej przykre, że aspiruje Pan do miana osoby, która chce nie tylko biernie, ale i czynnie brać udział w życiu idei w Bielsku-Białej. Pan wybaczy. Jeśli nie zauważa Pan analogii, przepraszam. Przeceniłem...
arturpalyga
2008-05-08 22:28:18
Przecenił Pan swoje analogie. Powtarzam, ani o nienawiści ani o urządzaniu wycieczek nie pisałem. I proszę nie uprawiać taniej demagogii. Z pozdrowieniami!
2008-05-08 22:43:04
Demagogia? A w którym miejscu? Panie Arturze. Pomyśl Pan raz, nie wymagam cudów, naprawdę tylko raz! Przypisujesz Pan Bogu ducha winnemu człowiekowi, że bał się odebrania własności. A kto Pana natchnął do takiej konstatacji? To jest właśnie myślenie schematami. Naczytał się Pan tkliwych historyjek i już wie, że ten wstrętny człowiek to pewnie potencjalny bohater książek - skądinąd świetnego - JT Grossa. Dlaczego? Bo skuwał hebrajskie napisy. Cholera. A może chciał mieć ściany na żółto. czy nie ma do tego prawa??? Może ja jestrem demagogiem, ale Pan jesteś fanatykiem zamkniętym na opinie innych.
zet
2008-05-08 22:43:34
wyżej to zet
zet
2008-05-08 22:57:24
ps. jeśli waffen SS to nie KL Auschwitz. Przykry błąd. Waffen tłukło się na frontach i nie stanowiło załóg obozowych. Dziwne, prawda?
arturpalyga
2008-05-08 23:24:14
Ależ Pan się uwziął. Zarzucił mi Pan: nieodpowiedzialność, wywoływanie demonów, bujanie w obłokach, doszukiwanie się wszędzie nienawiści, brak zdolności myślenia i myślenie schematami i fanatyzm. To dosyć, żebym nie miał ochoty z Panem rozmawiać. Proszę docenić, że jednak to robię. Ja Panu nie zabraniam intepretować tej sytuacji po swojemu i proszę mi dać prawo do własnych opinii, tym bardziej, że w przeciwieństwie do Pana, byłem tam na miejscu. I na tym proponuję poprzestać. A jeśli chodzi o esesmanów, to w skład Waffen SS wchodziły oddziały Totenkopf, czyli wartownicy w obozach koncentracyjnych. Za szybko się Pan dziwi.
zet
2008-05-09 00:19:08
Ależ nikt nie nakazuje Panu ze mną debatować. Żadna łaska.Tak samo jak Pan ma swoje zdanie, może mieć i inna osoba. O tym pozwoliłem sobie napisać. Zwróciłem tylko Pańską uwagę na inną interpretację zachowania pana Y. Pan tam byłeś i odebrałeś go negatywnie. Osądziłeś przykładając swoją miarę, a ona może być fałszywa. To wszystko. Po wtóre zwracam honor w sprawie Waffen SS. Moja pomyłka bierze się z faktu, że pierwotnie załgi obozowe rekrutowane były z Allgemeine SS, a to nie to samo co Waffen. Życzę spokojnej nocy i miłego pławienia w przeświadczeniu o własnej niezwykłości. Serdeczności. zet.
arturpalyga
2008-05-09 00:47:44
Cieszę się, że przyznał się Pan do błędu. Miło też, że pozwala mi Pan mieć swoje zdanie. Kolejną obelgą (widać taki ma Pan styl, szkoda) jakoś nie czuję się trafiony, więc nie ma za co.
zet
2008-06-06 00:04:41
po obejrzeniu pańskiego Żyda nabieram pewności - coś się Panu uroiło, potem pan palnołeś sztukę, a teraz chcesz za wszelką cenę naciągnąć rzeczywistość, by pasowała do zaserwowanej przez siebie fikcji.
zetzer
2008-06-06 00:19:13
och, urżnęło mnie. A chciałem dodać, bez obrażania się wzajemnego, że strasznie się Pan bojowy zrobił. Te epistoły o Żydówce, BCK i vipach. Ho ho. Czapki z głów. Ostre, stanowcze, ale jak zwykle - nie zbyt przemyślane. Jak te niegdysiejsze kwadraty i mydełka lądujące na łbach samorządowych. Pewnie Pan nie pamięta, ale niektórzy i owszem, pamiętają. A jakże. Szkoda, że próbuje Pan łapać fale, który są u szczytu (niestety, zapewne dopiero wtedy je Pan zauważa) i lada moment zaczną opadać. Oby tylko wskoczyć na szczyt fali. Spóźnia się Pan. Zwykle o jakieś dwa sezony. (żywię nadzieję, że nie było to zbyt enigmatyczne. Wszak mądrej głowie dość dwie słowie)
arturpalyga
2008-06-06 02:17:55
E tam, frustrat z Pana.
Komentarzy (7)

Zima narodów

  

Naród jako wspólnota oparta na jakichś półmitycznych więzach krwi jest wymysłem dziewiętnastowiecznego niemieckiego mieszczaństwa, dziś już kompletnie kretyńskim, anachronicznym, obłędnym, utrzymującym się jeszcze silnie na terenach postkolonialnych.

Rozsądniejszy jest model francuski, zgodnie z którym każdy, kto mieszka na stałe na terenie Francji należy do narodu francuskiego i gatunek krwi nie ma tu nic do rzeczy. A jednak i tam pojęcie narodu jest odrzucane, jako przestarzałe, głupie, opresyjne. Pisze o tym Bieńkowska we wczorajszej "Europie". Pisze o obawach związanych z tym, że nie pojawia się nic w zamian, póki co. Nie wierzę w zasadność tych obaw. Mieliśmy półtora wieku narodów i chwatit. Narodom dziękujemy! Zawdzięczamy wam parę porządnych rzezi i sporo kompleksów, ale i parę dobrych zdobyczy, istotnych, pewnie by się znalazło. Chyba.

Nietzsche przewidział to ponad 100 lat temu, w epoce rozkwitu narodów. Schyłek narodów uważał za naturalny skutek demokratyzacji.

Powstanie europejski związek ludów - pisał Nietzsche w 1881 roku. - a Europa podzielona będzie na kantony.

Pietyzm do narodowej historii, pielęgnowanie narodowych relikwii i czczenie narodowych pamiątek w demokracji zostaną gruntownie wykorzenione - prognozuje Nietzsche. A demokratyczną wspólnotą rządzić będzie wspólny pożytek wyzbyty narodowego jadu.

Powstanie i rozwój narodów jako krótkotrwała choroba. Grypa niemiecka. Rzucająca się mocno na mózg.

Bielitz-Bialaer jako szpital.

[}{]

Masę ludzi dziś na Magurce. Tłum wyległ na magurskie polany. Na szczycie Jan Pieczora uszczęśliwia wszystkich turystyczną pieśnią.

\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\

"Nic co ludzkie" dostało się do finału konkursu na wystawienie sztuki współczesnej, co je organizuje kulturalne ministerstwo. To druga po "Sikście", która mi się tam dostała.

Z Bielska też "Banialuka" - "W beczce chowany".

2008-04-28 | Dodaj komentarz
januszokrzesik
2008-04-28 14:41:39
Panie Arturze, nie podzielam Pańskiego "optymizmu" co do schodzenia narodów ze sceny dziejów. Z kilku powodów. Po pierwsze, wystarczy troche pjeździć po świecie żeby się przekonać, że Europa to zakątek świata i procesy tu zachodzące, szczególnie w sytej i bezpiecznej zachodniej części kontynentu, zupełnie nie oddaja dynamiki zmian światowych. Niech Pan popatrzy na Chińczyków i ich reakcję na protesty wobec olimpiady - toż to nacjonalizm w stanie czystym! A jest ich przecież więcej niż cała Europa z przyległościami... Po drugie, narody sa oskarżane o zło wszelakie w ostatnich stuleciach, ale proszę zauważyć że najgorsze totalitaryzmy nie miały źródeł nacjonalistycznych, raczej posługiwały sie nacjonalizmem dla celów ideologicznych (a to rasizm, a to komunizm). Po trzecie wreszcie, są kontynenty (jak np. Afryka) gdzie pojęcie narodu w ogóle niewiele znaczy a rzezią zajmują się dobrotliwe plemiona, które jeszcze nie zdążyły się w "krwiożercze" narody przekształcić. A Bliski Wschód i problem fundamentalizmu islamskiego: trzeba niezłej gimnastyki by udowodnić, że swoje źródło ma w narodach a nie w religii... Nie jest zatem ten naród taki zły, a jego ewentualny upadek niekoniecznie przyniesie światu aż taką ulgę. Ostrzegam zatem przed takim tanim "antynacjonalistycznym" entuzjazmem, by nie upodobnić się do międzynarodówki ateistów, oczekującej spełnienia się proroctw Dawkinsa i uwolnienia się świata od religijnej zarazy.
arturpalyga
2008-04-28 15:57:37
Panie Januszu! Chętnie dojrzałbym w Pana wypowiedzi jakiś argument w obronie narodów. Zamiast tego jednak dostrzegam obawę przed narodem w wydaniu chińskim oraz usprawiedliwienie narodów, iż oprócz jadów narodowych są także i inne jadowite rzeczy. Daleki jestem od optymizmu, iż teraz nastanie raj na ziemi etc. Uważam po prostu, że zmierzch narodów w Europie to krok w dobrym kierunku. Narody w Europie spełniły już swoją dziejową rolę i nic ciekawego ani pożytecznego już nie mają do powiedzenia ani do zaoferowania. Przeciwnie. Są kulą u nogi. I nie uratują nas przed Chińczykami.
zet
2008-04-28 16:47:32
Matko święta!!!
arturpalyga
2008-04-28 17:59:13
Szczerze mówiąc nie wiem, czy Chińczycy, mówiący wszak różnymi językami, uważają się za naród. Czy istnieje pojęcie narodu chińskiego. To trochę jak naród indyjski.
januszokrzesik
2008-04-28 20:50:27
Panie Arturze, ale ja wcale nie chciałem argumentować na rzecz narodów, jedynie - co sam Pan zauważył - ostrzegałem przed naiwną wiarą, że zmierzch narodów (w który zresztą wątpię) rozwiąże jakiekolwiek problemy świata. Tak - może mylnie - odebrałem pański wpis. Co do "narodu indyjskiego" - nie wiem, czy Pan wie, ale najsilniejszą partią polityczną w Indiach są właśnie nacjonaliści, a najpoważniejszym problemem politycznym - nacjonalizm hinduski w starciu z muzułmanami (gdzie muzułmanie są stroną prześladowaną). Odpowiadam więc Panu: tak, jest nacjonalizm hinduski. I jest nacjonalizm chiński, związany akurat z dominującym w Chinach (i coraz częściej utożsamianym z chińskością w ogóle) narodem Han. Proszę pamiętac, że nacjonalizm niemiecki też rodził się z potrzeby zjednoczenia wielu oddzielnych państewek i na początku nie dysponował nawet jednym językiem.
grzegorzolma
2008-04-29 13:12:34
Nie lubię podziałów narodowościowych, bo od nich tylko krok do krzywdzących stereotypów i fałszywych uogólnień. Jednak zbyt wcześnie chyba wieścić zimę narodów. Może raczej wczesną jesień? A i to zależy od geografii. W Belgii, gdzie trochę pomieszkiwałem, nie udał sie eksperyment stworzenia belgijskiego związku ludów, choć moi znajomi, poprawni politycznie Belgowie (tu w znaczeniu obywateli Belgii) za nietakt uznawali już wiele lat temu pytanie o narodowość. Nie wiele to dało, bo ostatnie animozje między Walonami i Flamandami skutecznie sparaliżowały na niemal rok funkcjonowanie rządu. Daleka od "zmrożenia" jest też świadomość narodowa Katalończyków, Basków czy Węgrów w Rumunii i na Słowacji. Na marginesie - nie próbuj Arturze tłumaczyć moim katalońskim kolegom, że są Hiszpanami...(model francuski Cię nie obroni). Stary Fryderyk, wielkim wizjonerem był, w wielu miejscach ma rację, ale ... ze zmierzchem narodów to trochę jeszcze potrwa. Choć zgadzam się, że już jest z górki....
arturpalyga
2008-05-01 02:24:25
Ale to już takie archaiczne się wydaje, jak ktoś narodem szermuje. Takie upiorne poniekąd.

Informacje:


Na górze: Jekaterynburg

SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» listopad (4)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[arturpalyga]
Dziękuję, Marta i Mada L.! Bardzo!
[Mada L]
Wszystkiego dobrego z okazji urodzin! A po cóż Pan by chciał do tej młodzieżówki?? ha...
[Marta Fortowska]
Artur, cieszę się, że twoje teksty krążą po świecie! Mam nadzieję, że niedługo się gdzieś...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1468307
Newsów: 703
Komentarzy: 2131
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała