arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (0)

Chakasja 1

  

Abakan oznacza krew niedźwiedzia. Aba to niedźwiedź, kan to krew. W Chakasji więcej miejscowości zaczyna się od Aba. Dowiedziałem się o tym, kiedy nocowaliśmy pod namiotami w tajdze i żartowaliśmy sobie, że są tu niedźwiedzie.

- Pewnie, że są - powiedzieli poważnie Chakasi. - Dużo niedźwiedzi.

Rozbiliśmy namioty przy górskiej rzeczce zasobnej w ryby, przy brzegu nie porośniętym chaszczami. Można się było spodziewać, że przyjdą do rzeki na rybkę.

- Idź za nim, jesli pójdzie za daleko - powiedziala szamanka do swojego ucznia, kiedy Bartek oddalił się trochę od obozu.

Lepiej nie odchodzić poza zasięg wzroku. Przed niedźwiedziem się nie ucieknie. Szamanka obeszła teren wokół obozu i okadziła go.

- Szamanka załatwiła, że niedźwiedzie nie przyjdą do jutra do 14.00 - powiedzieli Chakasi, którzy od tego momentu nie mieli już żadnego problemu z niedźwiedziami. My natomiast po dowcipkowaniu o misiach, które stoją w blokach gotowe do startu i czekają, aż minie godzina 14.00 wróciliśmy do stanu lekkiej niepewności.

No więc kan to krew, a Abakan to krew niedźwiedzia.

Chakasi są mięsożercami. Jedzą mięsnie i tłusto. Mięso popijają jogurtem i mówią, że to najzdrowsze. W ciągu tygodnia, kiedy podróżowali z nami w kilkanaście osób, zjedliśmy trzy barany. Barana zjada się do ostatka. Nic się nie marnuje. Głowę zjadają psy. Cała reszta jest aż po koniuszek ogona zużytkowana przez człowieka. Jedliśmy flaki z barana, galaretę ze skóry i kopyt barana, wywar z kości barana, krew barana z cebulą i mlekiem, upieczoną i zawiniętą w jelita barana.

W Abakanie, w mieście Niedźwiedzia Krew, po długiej podróży z Bielska przez Warszawę, z postojem w Kaliningradzie, przez Moskwę i nad Uralem, przywitano nas jogurtem i słodkimi kuleczkami z pszenicy. Przywitały nas dwie ubrane w tradycyjne stroje dziewczyny. Jedna grała na tradycyjnym dwustrunowym instrumencie i śpiewała. Działo się to na kostce brukowej przed lotniskiem w Abakanie. Stamtąd pojechaliśmy do mieszkania Marasa, reżysera teatralnego. Abakan to miasto 150-tysięczne, stolica republiki Chakasja, na północ od republiki Tuwa i od granic Mongolii. W Abakanie są 4 teatry, w tym znakomity i utytułowany teatr lalkowy, Pałac Młodzieży, ładny, choć nie obfitujący w drzewa park miejski z pomysłową fontanną, cerkiew, sklep z pamiątkami, bania i bloki, bloki, bloki. Lepsze bloki i gorsze bloki. Wyłącznie bloki. Sklepy są na parterze bloków.

- To była wieś. Od niedawna to jest miasto. Od lat 60 - mówi Maras.

Maras ma z tyłu warkoczyk taki, jaki nosili Kałmucy. Kałmucy byli przednią strażą Dżyngis Chana. Na końcu warkoczyka mieli mały, bardzo ostry nożyk, którym umieli podcinać gardła przez machnięcie głową.

W mieszkaniu u Marasa jest duży telewizor, w którym leci Nat Geo Wild. Pokazują niedźwiedzie, tygrysy, leopardy. Pomyślałem, że to śmieszne, że przyjeżdżamy na Syberię i pierwsze, co widzimy, to dzikie strony świata w Nat Geo Wild.

2018-08-10 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (4)

Tuż przed

  

Jutro, a w zasadzie dziś, bo już jest po północy, wyruszam. Najpierw do Warszawy, stamtąd busem do Kaliningradu i w poniedziałek z Kaliningradu wylot przez Moskwę na Syberię, do Abakanu, republika Chakasja. W lini prostej w dół - Mongolia i Chiny i na wschód od Indii. Nie byłem jeszcze tak daleko na wschodzie.

Po przylocie meldujemy się na policji, robimy zakupy i od razu wyruszamy w tajgę i step. Samochód i namioty. Czterech Polaków i trzech Chakasów, w tym dramatopisarz i poeta chakaski, Aleksiej Sagatajew.

Dziś małe zakupy. Apteczka do plecaka, silny środek na komary, bo ich tam podobno zatrzęsienie w tajdze, maść na ukąszenia, ręcznik szybkoschnący, dres do spania, czapka (na Syberii koniec lata, noce w tajdze już ponoć chłodne) i pozwolilem sobie na jedną małą rozpustę - poduszkę do namiotu. Ach, i karta pamięci do komórki. Choć nie wiem, czy będzie gdzie tę komórkę ładować. W sumie pewnie w aucie się da. Przed nami objazd Chakasji i poznawanie technik szamańskich od chakaskich szamanów. Podobno słowo -szaman- stamtąd się wywodzi.

Nie biorę laptopa, bo zepsuł się w noc zaćmienia Księżyca i dziś ani jutro nie ma już gdzie tego naprawić. Tego modelu nie naprawi od ręki pogotowie komputerowe. No więc trudno.

Powtarzam trochę rosyjski, podczytuję Grotowskiego, sprawdzam w googlach, co zrobić, gdy spotka się niedźwiedzia w tajdze. Odpowiedź: starać się unikać konfliktu albo go zastrzelić. Hm.

Szczerze mówiąc, znacznie bardziej niż niedźwiedzi obawiam się szamańskich mocy, a jednocześnie strasznie mnie ciekawią. Nie jestem zabobonny, na pewno nie. Po prostu widziałem już rzeczy, o których filozofowie nie chcieliby rozmawiać. I szanuję te przekazywane od wielu stuleci, z pokolenia na pokolenie, szamańskie tradycje.

Obiecuję sobie, bez względu na zmęczenie, codziennie robić notatki. Nie zapomnieć długopisu.

Wyjazd nie jest długi, ale intensywny. Do zobaczenia!

2018-07-29 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2018-07-29 12:25:01
Żle, że laptop zepsuł się akurat teraz, bo liczyłam na to, że tutaj na blogu będą się pojawiać wiadomości w trakcie pobytu na Syberii. A może to już szaman odprawia swoje czary. Ha ha ha ! Życzę udanej wyprawy !
Arturpalyga
2018-07-29 12:55:39
Jak się da, to będę pisal tu. Kolega ma mieć laptopa. Ale nie iem, jak w tajdze z Internetem :-)
Marta Fortowska
2018-07-30 12:26:36
Przebieram nogami na samą myśl o szamanach, nie mogę się doczekać, aż wszystko tu opiszesz. Udanej wyprawy!
Gertruda
2018-07-31 14:23:00
Trzymam kciuki z całej siły i czekam na after-stories!!!!
Komentarzy (1)

rozkład

  

Czas rodzinny nad morzem przed wyjazdem do syberyjskiej Chakasji. Nieoczekiwanie przyszedł ten syberyjski wyjazd, dziwnie. Czytam, kończę sprawy przedwyjazdowe, dużo rozmawiam z Mikołajkiem. Jeździmy wspólnie na rowery wzdłuż plaży. Miko ma tysiące pytań typu, gdzie się kończą morza, a gdzie oceany, a co co jest tam, za tym najdalszym punktem, który widać. Jakoś dobrze się dogadujemy, kiedy jesteśmy sami na wspólnej wycieczce. Wczoraj dojechaliśmy do jakiegoś ośrodka wczasowego akurat na kolację, którą można było sobie wykupić. Bufet szwedzki. Miko zrobił kanapkę ze wszystkim. Plus naleśniki. Potem ta chwila wspólnej sytej błogości przed zachodem słońca, w leśnym ośrodku, w przejrzystym powietrzu, z szumiącym morzem za wydmą.

Nadmorskie plaże to miejsca, gdzie ludzie pogrążają się w rozkładzie. U Conrada gdzieś jest obraz ludzi, którzy nic nie robią, tylko jak plankton, dryfują i jedyny proces, jaki w nich przebiega to rozkład. Rozkład jest przyjemny. Pomyślałem sobie, że być może, jeśliby rozkładający się trup miał jakieś odczucia, byłaby to błoga rozkosz.

Maszerowanie plażą i czytanie to innego rodzaju przyjemność. Aktualnie ją preferuję. Obecny rekord to dwadzieścia kilometrów w ciągu 3,5 godziny, czytając "Lorda Jima" Conrada. Plażą można dość szybko iść, czytając. Raczej się o nic nie potkniesz, a jeśli nawet to bez szkody.

Skończyłem adaptację "Mistrza i Małgorzaty". Poprawiam, przestawiam, szlifuję. Piszę pierwsze szkice monodramu o Zofii Kossak które muszę zrobić przed wyjazdem. Znalazłem martwą fokę. Tak myślałem, że znajdę i nagle się na nią natknąłem. Leżała na piasku, w połowie drogi między plażowymi skupiskami ludzkimi, czyli tam, gdzie bezludno. Bo to tak na całym wybrzeżu wygląda, że jest ścisk niemożliwy na plaży, hałas, wiatrochron przy wiatrochronie, potem dość szybko się rozrzedza, a potem długie obszary pustki, zupełnie pustej plaży, aż do następnej małej galaktyki. Plaże nadmorskie są jak wszechświat. No i w obszarze największej pustki, patrzę, leży biały worek. Podchodzę. Na worku napis: "Uwaga, martwa foka! Zgłoszona do utylizacji!". Nie wierzyłem. Ponieważ myslałem o tym wcześniej, że znajdę, tym bardziej nie wierzyłem. Rozchyliłem worek, zajrzałem. Rozkładała się na zapachy i kolory wsączające się w ten biały worek, w piasek, w drobinki powietrza, w brzuchy owadów. Spokojnie i intensywnie.

A jeszcze jedno. Co robi człowiek, który pierwszy raz jedzie w podróż bardzo daleko i w kierunki nieobjęte zainteresowaniem biur podróży? Do tajgi, czy do subsaharyjskiej Afryki? A więc taki człowiek, kompletny amator, żeby się pozbyć uczucia kompletnego amatorstwa, czyni przygotowania, które wydają mu się profesjonalne, a więc idzie do sklepu i wykosztowuje się na drogą survivalową odzież, buty, ekwipunek przetrwania etc. Dużo płaci za poczucie profesjonalnego przygotowania oraz złudzenie większego bezpieczeństwa. I potem przyjeżdża do tej Afryki, czy do tej tajgi i, jeśli nie jest ślepy na takie rzeczy, czuje się jak żałosny pajac w tych swoich superbutach z nubuku za 1600 złotych, w tej swojej niezwykłej kurtce z kosmicznych materiałów, w oddychającym śpiworze przetrwania, pośród miejscowych w łapciach, w starych koszulach, pod wytartymi kocami. Na wejście ma obcość nie do przekroczenia. Nic tylko założyć całkiem już izolujące przeciwsłoneczne okulary, płacić napiwki za usługiwanie i wrzucać zdjęcia, jak to się przetrwywa. Lepiej w sandałach i w starych gaciach, bez gadżeciarskich cudów.

2018-07-23 | Dodaj komentarz
Mada L
2018-07-25 13:31:25
Ty tak piszesz, że się prawie czuje ten leśny ośrodek, przejrzyste powietrze, z szumiącym morzem za wydmą. I martwą fokę :). Skojarzyło mi się, że w Krakowie na parkingu widziałam ciekawy napis: "Tak pisać aby nędzarz myślał że pieniądze. A ci co umierają że to urodziny." Ewa Lipska Przesłanie
Komentarzy (2)

wszczepienia

  

Szczepienia przed wyjazdem na Syberię. Druga porcja. Mówią, że po tajdze będziemy łazić i trzeba przeciw kleszczom się zaszczepić. Wydawałoby się popularna, przecież nieegzotyczna szczepionka na kleszczowe zapalenie mózgu. A niestety, jestem skazany na Centrum Szczepień przy Dworkowej. Najgorzej. Ale sezon urlopowy. Wszędzie indziej robią, co mogą, żebym sobie poszedł gdzie indziej. Obdzwoniłem prywatne centra medyczne w Bielsku.

- Nie ma pielęgniarki. Proszę zadzwonić później. (później też jej nie ma)

- Pielęgniarka jest zajęta. (później też jest zajęta)

- Musiałby sobie pan sam sprowadzić tę szczepionkę. (dzięki!)

- Proszę zadzwonić jutro.

Etc.

Wcześniej, przed takimi wyjazdami szczepiłem się na Broniewskiego w Sanepidzie. Tym razem najpierw był remont i nie przyjmowali, odsyłając do prywatnego Centrum Szczepień przy Dworkowej. Potem nie było pań od szczepień, bo były w terenie, wreszcie, kiedy dołapałem panią, strasznie była niechętna. Bo to trzeba sprowadzać, bo drogo, bo coś tam. Mówię, że na Dworkowej koszmarnie drogo. - Najlepiej niech pan idzie do swojej przychodni rejonowej - mówi.

Pół dnia próbowałem się dodzwonić do mojej przychodni rejonowej bezskutecznie. Wreszcie tam pojechałem.

- No jest problem - mówi pani pielęgniarka. - Bo to trzeba zamówić, sprowadzić. A ja jutro idę na urlop.

- I nikogo nie będzie w przychodni?

- Będzie, ale one tego nie zrobią.

- Ale ja wyjeżdżam dopiero za trzy tygodnie.

- Ale musi pan nabyć odporności. To trzeba zrobić już.

No i wracam do Centrum Szczepień przy Dworkowej. Choć postanawiałem sobie, że już nigdy więcej. Bo kiedy tam byłem ostatnio, cena rosła z minuty na minutę. Przez telefon mówili, że 120 zł. Na miejscu okazało się, że podrożało do 140. Po czym pan doktor, który przed szczepieniem poinformował mnie o innych możłiwych szczepieniach (wszystko to łatwo ściągnąć z internetu, co też wcześniej zrobiłem) doliczył sobie za wizytę, ze to niby była wizyta moja u lekarza, oraz za książeczkę, w której wkleił nalepki. Tyle, że na wychodne mówi, że następnym razem już nic nie doliczy, bo to tylko za pierwszym.

Wychodzi człowiek i myśli sobie: - Jasne! Wszystko bez rachunku! Żadnego kwitka. Nic.

Ale macha człowiek ręką, bo szkoda nerwów. Cholera tam. Niech mu.

No więc znów ta nieszczęsna Dworkowa. Pan doktor najpierw narzeka, że przyjął dziś w zwykłej przychodni rejonowej trzydziestu ośmiu pacjentów. - Wyobraża pan sobie?

Widzę, że oczekuje współczucia, którego nie zamierzam mu dać, nawet grzecznościowo.

- No ale pomógł pan 38 ludziom. To był dobry dzień.

Krzywi się.

- Oni wszyscy tacy roszczeniowi... Żadnego szacunku dla zawodu. Etos lekarski leży w gruzach.

Szybka szczepionka, którą robi pielęgniarka. Pan doktor czeka.

- 150 zł - mówi.

- Jak to? Miało być 140.

Gdzieś w Polsce tę szczepionkę można zrobić za 80 zł. Tak stało w internecie.

- Mówiłem panu, ze 140? Wie pan to wszystko drożeje z dnia na dzień.

- Widzę, że pan sobie tak ustala na szybko tę cenę, patrząc na klienta.

- Nie, nie. No dooobra. Niech będzie.

I znów żadnego rachunku, żadnego kwitka, żadnego dowodu, ile i za co.

I znów strasznie mi się nie chce o to robić afery, gadać z nim o tym, upominać się. Wiem, pewnie źle robię. Trudno.

Ale pomyślałem, że zapiszę. Żeby zostało.

Tymczasem trwa załatwianie formalności wyjazdowych.

No a wcześniej teksty trzeba pokończyć.

Na Klimczoku pan mnie dziś przywitał uśmiechem, że rozpoznał. Nareszcie! Dziewiąty raz tu wlazłem w ciągu ostatnich trzech tygodni.

- Wchodzę po kolei wszystkimi drogami, od każdej strony - wyjaśniam.

- Tak, tak, jest tu sporo tych szlaków.

Dziewięć wejść, w tym dwa razy najtrudniejszym, z Mesznej. Dziś było z Brennej, przez Karkoszczonkę. Grzało mocno. Zostało mi ostatnie, dziesiąte, rekreacyjne, czyli deptakiem z Szyndzielni.

Po drodze book walking.

2018-07-06 | Dodaj komentarz
Gertruda
2018-07-17 15:29:14
Ale ci zazdroszczę tej Syberii, mój tata się urodził w Kamieniu nad Obem. A magisterkę jedną pisałam o Floydzie Favelu Starr, kanadyjskim rdzennym dramaturgu (z plemienia Cree), który pojachal do Tunguski na wyprawę, żeby napisać dramat o ktastrofie tunguskiej i Ewenekach.... ech...
arturpalyga>Gertruda
2018-07-23 23:04:26
Zbierz się i jedź! :) Przeważnie to głównie kwestia postanowień. Pozdrawiam Cię serdecznie!
Komentarzy (4)

Sześciokroć

  

Klimczok sześciokroć zdobyty.

Najpierw zielonym z Bystrej, spod pętli. Potem czerwonym z Bystrej spod baru "Pod źródłem". Potem niebieskim z tego samego miejsca, ale inaczej idącym. Potem żółtym z Wilkowic PKP przez Meszną i Chatę na Groniu. Potem z Beatą i Jasiem znów żółtym z Chaty na Groniu. Potem z Bystrej czarnym i następnie żółtym.

Chcę wejść wszystkimi. Zostały mi jeszcze cztery.

Truman Capote, młodzieńcze opowiadania. John Reed, '10 dni, które wstrząsnęły światem' oraz Józef Conrad 'Jądro ciemności'. W tych książkach pieczątki ze schroniska pod Klimczokiem.

Czerwona woda na Magurze. Musi jakieś żyjątka tam broczą czerwienią.

W deszcz, i w wiatr, i w skwar, i po błocie ślizgając się, i po kamieniach, i po drzewach powalonych.

Pomyślałem, że w schronisku wezmą mnie za wariata, że ciągle tu przyłazi. Ale wygląda, jakby nie zwracali uwagi.

Pomyślałem, że zamiast na siłownię, to wolę to. Dobrze się czuję potem.

Pomyślałem, że jak będę miał czas, to obejdę pieszo Ziemię dookoła z wyjątkiem oceanów, które przepłynę statkiem.

Tymczasem finał szkoły pisania sztuk i rekrutacja na następny rok.

'Mistrz i Małgorzata' mroczne. Nie pamiętałem, że to taka jednak mroczna powieść. Nie pamiętałem, że pod koniec oboje zostają uśmierceni pośród wzniecanych pożarów i zniszczeń. Więc niech będzie mrok. Pokażmy go.

Znów na festiwalu Malta w Poznaniu. Kolejny raz mam wrażenie, że robią go, znaczy organizują, same młode kobiety i stąd też jego specyfika, jego chłonność, otwartość, ciekawość. Tym razem ze Strefą Wolnosłową pokazujemy 'Uchodź! Kurs uciekania dla początkujących' plus dobre spotkanie z publicznością. Z Irańczykami na kebaba.

Włócząc się po centrum natrafiam na towarzystwo przed poznańskim Teatrem Polskim. Jedyne dwa żywe miejsca w centrum Poznania tego wieczoru to miejsca teatralne: Malta i Polski.

Dużo ludzi chodzi na "Zagubionego chłopca" w Opolu. Dużo, dużo biletów się sprzedaje. Na "Himalaje" w Śląskim też trudno dostać bilet, bo full za każdym razem, łącznie z drugim balkonem. Dobra końcówka sezonu.

Zrobiłem szczepienie do tajgi syberyjskiej. Jeszcze będzie jedno. Przypomniał mi się Janek z pierwszego odcinka "Czterech pancernych". Ale nie film, tylko wyświetlany na takich w rolki zwijanych slajdach. Wiele razy ten odcinek na ścianie sobie wyświetlałem dzieckiem będąc.

Ale na razie jeszcze Klimczok.

2018-06-23 | Dodaj komentarz
Mada L
2018-06-25 14:27:44
Nie wezmą Cię za wariata bo tam takich jest więcej. Ja miałam taki czas z pięć lat temu że wciąż chodziłam na Szyndzielnię. Oni przyzwyczajeni :) Nasunęło mi się też pytanie - Czy Ty się na Kukuczkę uczysz? :) :)
Duża Ula
2018-06-25 18:13:25
Nie wiedziałam, że na Szyndzielnię jest tyle szlaków. Gratuluję ! I życzę miłych wrażeń w górach, wspaniałych widoków i dobrej pogody ! I wytrwałości w zdobywaniu innych gór !
arturpalyga
2018-06-26 11:24:52
Magda, mam nadzieję, że wspinać się już nie będę :))
Mada L
2018-06-26 12:09:48
Never say never :) "dokud se zpívá..."

Informacje:


Na zdjęciu na górze: Alina przy kociołku. Fot. Filip Frątczak

SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie. Teatr Galata Perform w Stambule.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
41. Tancerka. Opolski Teatr Lalki i Aktora
42. Uchodź. Krótki kurs uciekania dla początkujących, Strefa Wolnosłowa, Teatr Powszechny w Warszawie
43. Zagubiony chłopiec. Opolski Teatr Lalki i Aktora
44. Himalaje
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2018
» wrzesień (5)
» sierpień (1)
» lipiec (3)
» czerwiec (3)
» maj (1)
» kwiecień (3)
» luty (8)
» styczeń (2)

2017
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Angus]
Z zainteresowaniem poczytam, choć nie wiem, czy mnie to przekonuje. Ostrożny byłbym. Dzięki.
[arturpalyga]
Poważnie i nieironicznie odpowiadam.Żeby obawiać się opętania musiałbym założyć, że ci ludzie są opętani. Nie...
[Angus]
A poza realnymi obawami, że można się utopić, nie obawiał się Pan opętania. Pytam wbrew...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1650425
Newsów: 734
Komentarzy: 2175
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała