arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (1)

razgawory

  

Po jurorowaniu na Katowickiej Rundzie Teatralnej spacer z dziećmi i Beatą z Bystrej zielonym w stronę Klimczoka. Trochę grząsko. Doszliśmy do granicy śniegu i powrót w zapadającym powoli zmroku.

Tymczasem trzeba by coś jeszcze o Rosji.

Po premierze "Miss HIV" mieliśmy mały bankiet, Kolada skoczył po koniaki. Koniaków się dużo pije w Jekaterynburgu. Postanowiłem spokojnie i bez napinki przeprowadzić pierwsze rozmowy na trudne tematy.

A zatem:

1. Ludzie, jeżeli w ogóle się interesują mają świadomość, że stosunki polsko-rosyjskie są tak złe, jak dawno nie były. - To wina władz - mówią.

2. Nie mają poczucia, że ludzie teatru są represjonowani. Przypadki zamykania w więzieniach tłumaczą indywidualnie, że każdy siedzi za innego rodzaju malwersacje czy afery. I generalnie, że to sprawy nie związane z polityką. Są to, wedug tego, co mówią, nieliczne przypadki. Teatry poza tym działają normalnie i grają bez przeszkód krytyczne sztuki polityczne.

3. Wojna na Ukrainie jest według nich wojną domową. Być może rosyjskie władze w tej wojnie mieszają, ale Zachód też w niej miesza. Poza tym między Rosjanami i Ukraińcami wsjo w parjadkie. Mnóstwo Ukraińców przyjeżdża tu do pracy, również do Jekaterynburga. Osobiście spotkałem kilkoro (w tym jedną w teatrze Kolady) i z dwoma rozmawiałem. Oni również nie uważają, żeby to była wojna ukraińsko-rosyjska i w ogóle miałem wrażenie, że razi ich słowo -wojna- w odniesieniu do tej sytuacji. Natomiast komunikują, że pogarsza się sytuacja ekonomiczna. Mówią, że nie czują żadnych napięć z racji, że są Ukraińcami w Rosji.

Temat ukraińskiego konfliktu podobno teraz wśród ludzi tam prawie w ogóle nie istnieje.

- Nie bardziej niż dla Polaków tląca się wojna w Afganistanie - tłumaczy mi Denis.

- Ale Afganistan jest bardzo daleko od Polski - mówię.

- Dla większości Rosjan Ukraina też jest bardzo daleko - mówi jekaterynburżanin.

- Ale graniczy z Rosją?

- A kto nie graniczy z Rosją?

4. Sprawa Krymu. Tu chyba jest silny podział. Nierówny podział.

- Wielu ludzi protestowało przeciw aneksji Krymu - mówią. - Ale część dopiero przy tej okazji dowiedziała się, że Krym należał do Ukrainy, bo byli przekonani, że do Rosji.

Dla większości to tak naturalne, że Krym jest rosyjski, zawsze był rosyjski i tyle. Chruszczow coś namieszał, Putin naprawił.

W sklepie można kupić koniak "Russkij Krym". Nie kupiłem.

Krótko mówiąc, poruszanie trudnych tematów i zabieranie stanowiska nie stanowiło problemu, ale na wszystko jest odpowiedź.

To trzeba inaczej. Trzeba sztuką.

2017-11-13 | Dodaj komentarz
Angus
2017-11-15 08:09:10
Bardzo ciekawe takie informacje o nastrojach z pierwszej ręki. Trochę to zmienia obraz świata. Ten komentarz oczywiście miał być tu. Pod Krymem ;-)
Komentarzy (0)

Lot glonojada

  

Teatr Nikołaja Kolady znajduje się w centrum Jekaterynburga. Dochodzimy tam z Kasią szybkim marszem z Jelcyn Center. Idziemy szerokimi chodnikami prospektu Lenina. Mijają nas tramwaje, autobusy, samochody w śniegu. Przechodzimy obok zamarzającego jeziora, obok kaczek i wróbli. Po drugiej stronie jeziora widać Cerkiew na Krwi stojącą na miejscu zabójstwa ostatniego cara i jego rodziny. Mijamy duży teatr muzyczny ze świecącym ekranem, na którym migają zdjęcia ze spektakli, potem wojskowy sztab generalny ze stojącym przed wejściem pomnikiem marszałka Żukowa na koniu i wreszcie Politechnikę Uralską zbudowaną, jak głosi napis na frontonie, w 1942 roku! Zastanawiam się, kto wtedy tu studiował. No tak, pewnie potrzebowali na gwałt inżynierów. Ale że budowali budynek zamiast wszystkie siły na front? Ciekawe.

I jest! Dawniej było tu kino, teraz Kolada Teatr. Imponujący repertuar przed teatrem. Grają po kilka spektakli dziennie! Codziennie! W niedzielę grają spektakl co dwie godziny!

- Tutaj jest tradycja chodzenia do teatru - tłumaczą mi potem. - Po pracy idzie się coś zjeść i do teatru.

Przypominam sobie, że podobnie mówiono mi w Niemczech o niemieckiej tradycji chodzenia regularnie i często do teatru.

Premiera, okazuje się, nie o 17.30 ale o 18.30. Mamy jeszcze półtorej godziny. Zdążymy zjeść w całkiem przyzwoitej włoskiej restauracji koło teatru. Zdążymy jeszcze pogadać o naszych życiach, naszych dzieciach, naszych mieszkaniach i chlusnąć po lampce czerwonego wina. I już. Jeszcze bufet teatralny. Jeszcze mamy czas. Całe 20 minut. Proszę o małe piwo.

- Nie ma piwa. Tu jest Rosja - mówi barman i nalewa wódkę do szklanki.

Dni Polskiej Dramaturgii rozpoczynają się premierą sztuki Maćka Kowalewskiego pt. "Miss HIV" w reżyserii Maćka Wiktora z Koladowymi aktorami. Oklaski. Owacje. I? Nie ma bankieciku ani nic w tej chwili ponieważ za chwilę drugi spektakl! Ten sam, ale w innym składzie. Grają podwójną premierę! Dwa składy aktorskie do jednej sztuki! Nigdy się z tym nie spotkałem w Polsce.

Nie znam na tyle rosyjskiego i czuję senność. Jestem po nieprzespanej nocy i po całej dobie podróżowania i czekania na lotniskach. Do rana byłem w niebie nad Rosją. Pół dnia włóczyłem się po muzeum, potem szybki marsz przez całe centrum. Czuję zjazd i boję się, że zasnę drugi raz na tym samym. I mimo zachęt reżysera (-Chodź! Drugi skład jest lepszy!) rezygnuję. Wolę przysnąć, czekając na nich przy stoliku w bufecie niż na widowni.

Przechodzi Kolada.

- Dajcie mu wódki! - dysponuje.

Barman sprawnie wymienia mi pustą szklankę na pełną.

Siedzę naprzeciwko akwarium z rybkami i sączę. Półtorej godziny. I powiem Państwu, pozornie takie akwarium strasznie nieciekawe, bo niby cóż by tam nas mogło zaskoczyć. Ale jak się siedzi, i siedzi, i siedzi naprzeciw akwarium, sącząc kolejną szklankę rosyjskiej wódki, to rybki odkrywają swoje tajemnice. Najpierw im współczułem. Ta jarzeniówka cały czas, ten brzęczek, te bulki z filtra. Jak można tak żyć? Potem zacząłem obserwować, o co tam w ogóle kaman. Że duża złota zajmuje solo prawy rewir, a srebrne - lewy. Pomiędzy śmigają maleńkie szare. Duże nie wchodzą sobie w rewiry. Duża złota stoi. Macha tylko płetwami, żeby równowagę trzymać i stoi. Półtorej godziny tak stała i nic. Srebrnych jest więcej i między nimi dzieją się relacje. Największa rządzi i rozdaje karty. Największej się podlizuje trochę mniejsza, pływa za nią i robi to, co ona. Ale najciekawsze jest między dużą srebrną i glonojadem. Glonojady są dwa. Jeden czarny i jeden rudy. Rudy ma spokój. Czarny przez dużą srebrną jest prześladowany. Co jakiś czas a to go skubnie, a to go przegoni, a to dość mocno nawet pogoni, agresywnie. Czarny schował się w najwredniejszym miejscu, pomiędzy szybką a filtrem, w lewym rogu, gdzie najbardziej wali bąbelkami i skwierczy, buczy ten brzęczek. Nikt tam nie pływa. I tam się gnębiony zaszył. I tu było dziwne, bo duża srebrna wiedziała, że on tam jest. Trochę się czaiła, trochę niby dała spokój, trochę się zajęła relacjami w swojej srebrnej grupie i patrzeniem przed siebie i nagle jak nie zaatakuje! Wbiła się między ten filtr a szybkę tak gwałtownie, że aż podskoczyłem prawie na tym krześle. Zamęt się zrobił, kurz, bo żwirek z dna się zakłębił. Czarny glonojad przerażony smyrgnął jak łódź odrzutowa na drugi koniec akwarium, do rewiru Złotej, gdzie srebrne nie wpływają. Złota lekko drgnęła, lekko zirytowana,ale dała spokój. Za to Duża Srebrna! Szał! Lizała szybę! Lizałaby, gdyby miała język. Tymczasem muskała pyszczkiem gwałtownie, nerwowo, szybko. I nagle dotarło do mnie, że ona naśladuje glonojada! Że jest cholernie głodna, a ten pieprzony glonojad ciągle coś żre i przeżuwa.

Zgasiłem im światło. Wyłączyłem tę jarzeniówkę. Wyłączyłem brzęczek. Zniknęły granice rewirów. W ciemności srebrne wpływały Złotej, Złota srebrnym. Jest ciemno i cicho. Ktoś wyłączył brzęczącą harmonię sfer i słońce.

Pomyślałem sobie, że gdyby jedna z tych rybek, na przykład czarny glonojad, nagle w tym momencie nadzwyczajnej ciszy zyskała możliwość zrozumienia, gdzie się znajduje, czy istnieje życie poza akwarium i czym jest, to najpierw musiałoby dotrzeć i dać się ogarnąć glonojadowym rozumem, że to akwarium, potem, że stoi w bufecie teatralnym dla ozdoby. Że ich całe życie, od narodzenia do śmierci, ich wszystkie pogonie, walki, choroby, problemy, wszystko dla ozdoby bywalców bufetu, którzy w zasadzie i tak na to nie patrzą. Potem, że to jest bufet w teatrze Kolady, gdzie właśnie się odbywa premiera polskiej sztuki "Miss HIV", więc o jest etap, w którym glonojad próbuje ogarnąć różnicę pomiędzy życiem, a sztuką i dowiaduje się o istnieniu teatru. Kiedy już to ogarnie, idzie dalej i widzi Jekaterynburg, miasto za Uralem, półtora miliona ludzi, ileś tysięcy akwariów w teatrach, restauracjach oraz prywatnych mieszkaniach. Dowiaduje się, czym jest Ural i co to są ruchy górotwórcze. Potem dociera do niego, że jest w głębi Rosji i co to znaczy, jakie ze sobą niesie treści i konteksty. Dowiaduje się, czym jest Azja, wchłania całą mitologię azjatycką i jej znaczenie w Europie. Ogarnia całą Ziemię i patrzy w niebo, w kosmos. Po czym wraca do akwarium. Lot się skończył. Premiera się skończyła. Oklaski. Standing. Dziękujemy!

2017-11-08 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

+++

  
W tę świąteczną noc zamiast pisać kolejną notkę z Rosji, chciałbym przywołać moją babcię. Babcię Władysławę, która zmarła tej jesieni.
To było dziwne, bo czytałem właśnie „Zamojszczyznę" - wspomnienia doktora Klukowskiego, ordynatora szczebrzeszyńskiego szpitala. Gruba księga wspomnień i dzienników. Czytałem, jak był lekarzem najpierw w Krasnobrodzie. I wtedy pomyślałem sobie, że z tamtych okolic pochodziła babcia Władzia. I że jej rodzice, moi pradziadkowie musieli słyszeć o tym, jak się ksiądz proboszcz z Krasnobrodu w lesie na stosie podpalił, co, jak opisuje Klukowski, stało się tuż przed jej narodzeniem. Zacząłem szukać w sieci jakichś danych, jakichś powiązań nazwisk i faktów rzucanych przez doktora z nazwiskiem babci. Siedziałem nad tym do świtu, a w dzień dowiedziałem się, że babcia zmarła. Zmarła tuż przed tym, zanim zacząłem myśleć o niej intensywnie, szukając jej śladów. Albo inaczej to powiedzmy: kiedy zmarła, nie wiedząc jeszcze o jej śmierci, zacząłem intensywnie o niej myśleć i szukać jej śladów w sieci i w książce, którą sprowadziłem sobie dokładnie w dzień jej śmierci.
Takie wspomnienie:
Jest wielkanocna niedziela, poranek. Babcia się szykuje do kościoła. Nie wiem, gdzie jest wtedy dziadek, nie widzę go w tym wspomnieniu, widzę tylko ją. Wszystko wysprzątane, obrusy, serwety białe, wykrochmalone. Cały dom w Starej Wsi pachnie Zmartwychwstaniem. Biegamy z bratem przez wszystkie pokoje, które łączą się amfiladowo. Babcia ubiera odświętną, kolorową chustę. Słońce za oknem. Jasno. I w domu jasno od słońca. Małe koty łażą koło płotu. Gonię jednego, ścigam. Jest mały i niezdarny. Wskakuje na cembrowinę i kiedy wydaje mi się, że już go dopadłem, ześlizguje się i wpada do studni. Krzyczy przeraźliwie. Z głębokości krzyczy. Nie widać go, tylko słychać. Nie widzę go, bo się boję tam zaglądać. Babcia w chuście wybiega. Mówię, że to nie ja, że mi się nic nie stało, że kot wpadł do studni. I tu przychodzi dziadek. Jednak jest w tym wspomnieniu. Tu przychodzi i wiadrem wyciąga kota z wody. Babcia uspokaja, że nic się nie stało na szczęście. A potem robi mi śmietanę z cukrem. Świeżą, samorobioną śmietanę, gęstą. Obżeram się tą śmietaną. Jeszcze to popamiętam nazajutrz. Ale na razie jest bosko!
Idę z nią obejść kurnik, stajnię, oborę. Dziadek spuszcza psa z łańcucha.
Potem babcia szykuje mi łóżko. Ile mam lat? Osiem? Dziewięć? Dziesięć? Śpię sam w dużym łóżku. Wydaje mi się duże wtedy. Ale to, co w nim największe, to pierzyna. Wielka, pachnąca pierzyna. Tonie się w niej, jak w głębokim śniegu. Babcia gasi światło. Słyszę zegar z kukułką, jak stuka, jak się waha wahadło. Ciemność absolutna. Ale wiem, że wszyscy tam są, w tej ciemności. Babcia wstanie najwcześniej.
2017-11-02 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2017-11-03 22:56:48
Piękne wspomnienie o babci.
Komentarzy (0)

Jelcyn Centrum

  

Przebudzenie w Rosji. Południe. Przedszkole w śniegu. W najbliższym oknie za szybą - model żaglowca. Maciek skoczył do sklepu kupić coś na śniadanie dla naszej trójki. Dni Polskiej Dramaturgii w Jekaterynburgu rozpoczynają się o 18.30. Na otwarcie - rosyjska premiera sztuki Maćka Kowalewskiego pt. "Miss HIV". Mamy masę czasu. Po kawie wychodzimy na miasto. Jesteśmy w samym centrum. Szerokie chodniki, szerokie ulice i rzeka Iset. W niezamarzniętej części jeziora pływają kaczki. Dużo wróbli w śniegu. Oswojone, śmiałe sprawdzają, czy czegoś nie mamy, czym moglibyśmy się podzielić. Na ścianie piękne, duże graffitti z głową tygrysa. Łazimy trochę nad jeziorem i dochodzimy do wielkiego, nowoczesnego budynku z napisem: Jelcyn Center.

Borys Jelcyn urodził się w pobliżu, w obwodzie swierdłowskim. W Swierdłowsku robił karierę partyjną, a w 1977 został I sekretarzem swierdłowskiej KPZR. Swoją kadencję zaczął od tego, że kazał lub pozwolił zburzyć dom, w którym zabito ostatniego cara.

Trochę się śmiejąc, trochę nie dowierzając, decydujemy się wejść. W Polsce Jelcyn kojarzy się głównie z pijaństwem i jest zdecydowanie w cieniu Gorbaczowa. No ciekawe.

Budynek jest ciekawie zaprojektowany i naprawdę robi wrażenie. Tak w środku jak i na zewnątrz. Nie powstydziłoby się go Los Angeles. Na dole - duża księgarnia. Miłe zaskoczenie. W dziale teatralnym znajduję antologię dramatu polskiego, a tam? Dworniczkowa, Kościół Opatrzności Bożej i stara kamienica czyli "Nieskończona historia" po rosyjsku.

Ozdobą holu jest czarna czajka, którą jeździł Jelcyn. Na parterze - dzieciństwo. Środkiem idzie szlak - dorastanie Borysa, czyli zdjęcia, świadectwa ze szkoły, zeszyty szkolne. Po bokach - historia kraju: dokumenty, zdjęcia, gazety i fragmenty filmów. Liczba eksponatów jest przytłaczająca, ale kiedy się w to wczytać, wpatrzeć, wsłuchać to rzeczywiście buduje się jakiś świat. Nie ma zaskoczenia. Cała ta historia jest nam znana i punkt widzenia, z jakiego jest opowiadana, nie różni się zanadto od naszego. Trochę nostalgii, trochę śmiesznie, propaganda, świadectwa zbrodni i toczące się w tym wszystkim życie. Ciekawsze jest pierwsze piętro, czyli Borys zdobywa władzę.

Bardzo starannie i przejrzyście jest to przemyślane. W holu na piętrze - zwykła, dostępna ludziom rzeźba przedstawiajaca Jelcyna. Całkowicie w konwencji modnych w ostatnich latach figur z ławeczek w parku. Można sobie przy Jelcynie usiąść i zrobić z nim zdjęcie. Jest przyjazny i bliski. Patrzy w duży ekran. A na tym ekranie wyświetlają się zdjęcia z jego życia. Dzień po dniu patrzy na swoje życie. Dookoła w salach - szczegóły jego życia podzielone na kilka etapów. I tu już opowieść różni się od polskiej.

Przede wszystkim wychodzi w niej rywalizacja między Jelcynem i Gorbaczowem. Punktem centralnym jest salka z inscenizacją obrad Rady Najwyższej ZSRR z 1987 roku z odtwarzanym przemówieniem Jelcyna, w którym zarzucił Gorbaczowowi połowiczność reform. Postulował pójście dużo dalej. Po tym przemówieniu usunięto go z władz. W gablotach - mnóstwo listów od ludzi z tego czasu, z poparciem dla niego oraz kasety magnetofonowe z nagranym przemówieniem, które jakimś cudem krążyły wtedy po całym ZSRR.

Mamy więc los bohatera, który odważa się wystąpić sam przeciwko wszystkim i przegrywa. Zostaje skrytykowany, odsądzony od czci i wiary, potępiony. Po czym po jakimś czasie powraca. Powraca dzięki temu, że pamięta się, co zrobił. A czas się zmienił i zaczęło to inaczej brzmieć. Taka opowieść.

Następna sala: Jelcyn z kolegami z Ukrainy i Białorusi podpisują dokument o rozwiązaniu Związku Radzieckiego. Borys zostaje prezydentem Federacji Rosyjskiej.

- Jesteśmy wolni! - ogłasza.

- Odzyskaliśmy wolność! - mówią Rosjanie. Co dla nas brzmi egzotycznie. Rosjanie? Odzyskali wolność? Tu nie. Tu brzmi ok.

No i sala puczu moskiewskiego z 1991. Bardzo dramatyczna. Ze słynną sceną wejścia Jelcyna na czołg.
Z nagrań i zdjęć wynika, że nie bał się ludzi. Wchodził między nich, dyskutował.

Potem zamieszki na ulicach - kryzys konstytucyjny. Ludzie, którzy wcześniej go kochali i popierali, teraz się odwracają. Bo w sklepach pusto. Ale Borys wychodzi i z tego zwycięsko. Wolne wybory. Kampania telewizyjna. Wygrywa z komunistą Ziuganowem. Potem cały kraj żyje problemami z sercem Borysa Jelcyna i operacją wszczepienia bajpasów. Potem kryzys ekonomiczny. Duże wykresy wyglądają jak przyspieszona akcja serca.

Z tyłu, pod jedną ścianą załatwiono sprawę Czeczenii. Wreszcie rezygnacja i przekazanie władzy Władmirowi Putinowi.

Atrakcją przedostatniej sali jest zrekonstruowany gabinet Jelcyna. Otwarty notes, niedokończone zapiski, marynarka na oparciu krzesła. Kamera wymierzona w fotel, z którego powiedział do niej pamiętne: "Odchodzę".

I tu niespodzianka! Z gabinetu wychodzi się do sali finałowej, a jest to Sala Wolności.

Na wielkich ekranach różne osoby mówią o wolności. Na wielkich tablicach napisano, czym jest wolność. Że jest wolność słowa i myśli, wolność wyznania, wolność zrzeszania się itd. Całą ścianę przy wyjściu z Sali Wolności zajmuje wielkie lustro. To ty jesteś wolny! - taki przekaz kończy Jelcynowską wystawę. Przy wyjściu można kupić jego książki. Po rosyjsku i po angielsku.

Kilka godzin tam spędziliśmy z Kaśką. Słuchaliśmy radzieckich płyt, oglądaliśmy wywiady, teledyski, archiwalne wiadomości. Potem jeszcze szybko na dole dodatek - galeria sztuki. I prezenty, jakie Jelcyn dostawał w różnych krajach.

I już jest ciemno. W życiu bym nie pomyślał, że tyle godzin spędzę w muzeum Borysa Jelcyna. Ale naprawdę jest dobrze zrobione. No i ciekawa, niepolska perspektywa, inny, nieznany mi punkt widzenia.

Myśląc o tym wszystkim i łącząc to z włąsnymi wspomnieniami z tych lat, pędzimy Prospektem Lenina do Teatru Kolady na polską premierę.

2017-10-31 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

Miasto carycy

  

Trzeba trochę nadgonić, bo ucieka.

W Helsinkach lądujemy z półtoragodzinnym opóźnieniem. Zima! Śnieg!

- Zdążę na samolot? - pytam fińskiego funkcjonariusza lotniskowego. Wygląda jak z fińskiej części "Nocy na Ziemi" Jarmuscha. Uśmiecha się.

- Zdąży pan, bo to ten sam samolot.

Okazuje się, że ten embraer, który przywiózł mnie tu z Warszawy, leci do Jekaterynburga, tylko muszą posprzątać. A ja muszę wyjść z tej części terminalu, przejść przez odprawę paszportową i wejść innym wejściem.

- Powodzenia! - mówi Fin łamaną polszczyzną.

Fajny ten język fiński na tablicach.

Nie ma nas dużo. Samolot zapełnia się w połowie. Lecimy. Pod nami Rosja. Dużo Rosji. Próbowałem dojrzeć Ural, ale za ciemno było.

Zamiast o 4:35 przyleciałem do Jekaterynburga po szóstej. Środek zimy. Mróz. Dużo śniegu. Czekali. Filip i Swietłana. Swietłana, która przyjechała o tej nieludzkiej porze po mnie swoim samochodem, zrobiła to dobrowolnie. Nikt jej za to nie płaci. Mówi, że jest miłośniczką teatru. Kolada poprosił, to pojechała. Po drodze gadamy o zimie. Dotąd był lekki mróz i śnieg prószył. Teraz spadł na całego. Jeżdżą odśnieżarki. Jest ślisko.

- To już tak będzie do maja - mówi Swietłana. - Pół roku zimy.

Swietłana i Filip mówią, że Jekaterynburg rywalizuje z Nowosybirskiem o miano trzeciej największej metropolii rosyjskiej. Mijamy zakłady przemysłowe. To był tak ważny i wielki ośrodek przemysłowy, rozwinięty podczas II wojny, kiedy całą produkcję przenoszono za Ural, że zdecydowano o zamknięciu miasta. W ZSRR nie można było tu przyjechać ani stąd wyjechać bez specjalnego pozwolenia. Wjeżdżamy do centrum. Efektowne wieżowce. Gdybym zobaczył ich zdjęcie, nie wiedząc, co to za miejsce, chyba wskazywałbym, że jakieś wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. O tym, że to dawny Swierłowsk, przypomina duży pomnik Lenina przy Prospekcie Lenina przecinającym całe centrum. Przepiękne jezioro w środku miasta! Częściowo zamarznięte. Przez środek miasta przechodzą tory kolei transsyberyskiej. Idą wiaduktem nad ulicą. Tu jest pierwsza stacja w Azji. Następna to, zdaje się, właśnie Nowosybirsk. 20 kilometrów na zachód od miasta, przy drodze stoi słup wyznaczający granicę między Europą a Azją.

Jekaterynburg nazywa się tak od imienia carycy Katarzyny, tej samej, która nam zrobiła zabory. W czasach ZSRR nazywał się Swierdłowsk od nazwiska dygnitarza partyjnego. W latach 90 przywrócono starą nazwę.

Maciek Kowalewski i Kasia Tokarska-Stangret już dojechali. Są na miejscu. Śpią. Mamy wynajęte mieszkanie na osiedlu w centum. Blok. Siódme piętro. Przyjechałem ostatni, więc dostaje mi się duży pokój, bez drzwi. Z okna widok na duże przedszkole pośrodku osiedla i na migające kolorowym oświetleniem wieżowce w centrum. Chociaż wciąż ciemno, jak w środku nocy, jest już siódma rano zauralskiego czasu. Idę spać.

2017-10-30 | Dodaj komentarz
Angus
2017-10-31 08:47:15
Nazwa miasta pochodzi od cesarzowej Katarzyny I, żony imperatora Piotra I Wielkiego. Ciekawy przykład awansu przez łózko. Czyli nie ta Katarzyna Wielka od rozbiorów. Przyjemnego pobytu życzę.
arturpalyga
2017-10-31 11:06:05
A widzi Pan, jak usłyszałem, że od carycy Katarzyny, to jest od razu tak silne i natychmiastowe skojarzenie, że nawet nie pofatygowałem się sprawdzić... Dzięki!

Informacje:


Na górze: Fabula mundi, Warszawa, Teatr Dramatyczny. Dyrektorzy i dyrektorki teatrów europejskich, dramatopisarki i dramatopisarze.

SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» grudzień (3)
» listopad (5)
» październik (6)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Danka]
Dziękuję ! Mam nadzieję, że uda mi się kupić. Te w sieci czytałam.
[arturpalyga]
W Polsce niewiele się wydaje sztuk teatralnych, bo i grono czytelników jest niewielkie. Jest szacowny...
[Danka]
Przeczytałam o Panu w Wikipedii. Imponujące !!! Skromny człowiek z pięknym życiorysem. GRATULUJĘ...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1484256
Newsów: 707
Komentarzy: 2137
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała