arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (3)

Route 101

  
To było pragnienie Jasia. Pojechać na ranczo Monty Robertsa. Dwie i pół godziny autostradą na północ od Los Angeles. Monty Roberts to zaklinacz koni. Wydał kilka książek o jeździectwie naturalnym, o ujeżdżaniu dzikich koni bez przemocy. Na całym świecie uczy się jego metody. Od niedawna i w Polsce jest kilkoro instruktorów. Dla koniarzy Monty Roberts to postać legenda. No i on właśnie tu mieszka i tu ma ranczo. Pojechaliśmy.
Route 101 biegnie zachodnim wybrzeżem, wzdłuż Pacyfiku.
Odcinek Los Angeles - San Francisco jest uznawany za jedną z najpiękniejszych dróg świata - mówi Joanna.
Jedziemy wzdłuż tych wszystkich słynnych plaż i miejscowości znanych z amerykańskich seriali. Santa Monica, Santa Barbara, Malibu... To od nazwy tej miejscowości pochodzi drink malibu.
W Malibu widzimy samochody surferów, te w których mieszkają i podróżują, szukając długiej fali. I samych surferów, których jest tu mnóstwo, bo fala jest piękna.
Z prawej strony - góry, których szczyty są w chmurach, z lewej - ocean, w którym skaczą delfiny. Naprawdę! Widziałem skaczące delfiny! Patrzę w lewo - szczyty w chmurach, w prawo - delifny, w lewo - brązowo-zielono-sepiowe góry, w prawo - błękitny Pacyfik. Niesamowite są te kolory, niespotykane zupełnie w Europie.
W oddali, w górach płonie ogień. O tej porze roku zdarzają się pożary. Zdarza się, że dochodzą do domów.
Wszystko to dość niesamowite.

Przerywam. Padam. Skończę jutro. Chciałem napisać cokolwiek, żeby zachować dyscyplinę i regularność, bo już wiem, że jak nie, to wszystko się to rozlezie. Ale mroczki w oczach.

2017-07-18 | Dodaj komentarz
Danka
2017-07-18 21:17:01
Bardzo dziękuję, że pomimo potwornego zmęczenia jednak zmusił się Pan do napisania ciekawego opowiadania. Panie Arturze powinien Pan pisać książki. Tym czasem życzę odpoczynku i żeby Pan się wyspał !
arturpalyga
2017-07-18 22:40:12
Cieszę się, że ktoś to chętnie czyta. Dziękuję!
stala czytelniczka z czecha
2017-07-19 21:57:15
To wspaniale ze Jas mial okazje zobaczenia rancha i porozmawiania z samym mistrzem to bedzie wspomnienie na cale zycie.Arturze zazdroszcze tych wspanialych widokow i zycze dalszych ciekawych wrazen. Sciskam WAS
Komentarzy (0)

Venice

  
Miliarder Kinney zamiast jeździć do Wenecji, postanowił ją zbudować. W 1905 roku dewelopper, Abbot Kinney otworzył nową Wenecję, miasteczko nad oceanem, tuż przy Los Angeles. Z kanałami, gondolami, z piękną plażą oraz licznymi atrakcjami typu Latający Cyrk, które miały ściągnąć tu ludzi z LA. Po wojnie Venice przyłączono do Los Angeles. Część zamulających się kanałów zasypano. Gondole były ponoć jeszcze niedawno. Ale Venice zasłynęła nie z tego, czego spodziewałby się jej twórca. Posyła się w świat coś, co potem żyje własnym życiem. Legendę Venice Beach stworzyli hippisi. Stała się miejscem dzieci-kwiatów i do dzisiaj żyje w tej aurze.

Na tej plaży spotkali się Ray Manzarek i Jim Morrison i tu odbył się sławetny dialog: - Załóżmy grupę, która podbije cały świat.
Tu tworzyli pierwsze kawałki i tu dali pierwszy koncert.
Z pewnym nabożeństwem więc na tę plażę wstępowałem. Jest szeroka. Piaszczysta. Zero glonów. Łagodniejsze fale niż w Lagunie, ale i tak mocno kołyszą, i w ogóle przyjemniej. Jasiek zachwycony, że to najlepsza plaża, na jakiej był. Dotarliśmy tu wieczorem, ale woda nadal ciepła. Obok nas bawią się punkowcy, dwaj chłopcy i dziewczyna, odważnie ubrani. Kąpią się w tych ubraniach. Czuć zapach marihuany. Można ją też tu kupić w sklepie. Marihuana w Kaliforni jest legalna pod warunkiem, że się ją dostało na receptę. W sklepie przyjmuje więc lekarz, który bada i przepisuje recepty do realizacji na miejscu. Na plaży jest więc pełno kurujących się chorych. Po zachodzie słońca ratownik jeździ quadem i informuje wszystkich grzecznie, że plaża pozostaje bez opieki i dalej zostajemy na własne ryzyko. Żadnych uwag, komentarzy, wypędzania z wody. Grzeczna informacja. Idziemy na spacer aleją wzdłuż plaży. Mnóstwo deskorolkowców, boiska do gry we wszystko, masę klasycznie nadmorskich sklepików, restauracji, barów. Słynny tu placyk ze sprzętem do ćwiczeń. Nie pamiętam z czego jest słynny, pewnie, że jakieś gwiazdy go odwiedzają. W Venice nad kanałami mieszka Julia Roberts, Nicolas Cage i wielu innych aktorów hollywoodzkich. Domy są bardzo blisko kanałów, chodniczki przebiegają między kanałem a domami. Holenderskim zwyczajem w domach nie ma firanek, więc pokoje wychodzące na chodnik to pokoje wystawowe. Szczególnie wieczorem przechodzi się, jak obok akwariów i wypatruje się rybek.
Jemy u Hindusa. Hindus w turbanie. Sikh. Śmieje się, żartuje. Robi pyszne samosy, które dostajemy na przekąskę w gratisie. Pyta, skąd jesteśmy. Polska? Kojarzy. Był kiedyś w Niemczech. W korytarzyku na ławeczce szamamy pyszne hinduskie potrawki za parę dolarów i wracamy jeszcze pochodzić bo bulwarze Venice, gdzie zaczyna się nocne życie. Jesteśmy trochę padnięci. Poza tym nie wpuszczą nas z Jasiem do żadnego miejsca, w którym sprzedaje się alkohol, a o tej porze głównie takie miejsca są tu otwarte. Amerykanie są tu diabelnie restrykcyjni. Jeśli to bar z alkoholem, to nie wejdziesz, dopóki nie skończyłeś 21 lat. Jeśli wejdziesz i cię nie wyrzucą od razu, ktoś doniesie i bar straci licencję.
Są na to bardzo wrażliwi. W sklepie, w hipermarkecie Walmart robiliśmy duże zakupy. Kupiliśmy m.in. wino i zgrzewkę piwa. Jasiek wykładał zakupy na ladę przy kasie. Kiedy wyłożył piwo, kasjerka przestała kasować, spojrzała na niego:
Chłopcze, ile ty masz lat?
On jest ze mną - mówię.
Nieważne - mówi kasjerka. - Dotknął piwa.
Okazało się, że przed ukończeniem 21 lat nie wolno nawet dotknąć publicznie alkoholu, nawet w hipermarkecie przy wykładaniu zakupów. Nie wolno i już. Grozi to wezwaniem ochrony i kłopotami. Po grubych tłumaczeniach i przeprosinach, kasjerka puszcza nas.
- Gdybyście byli czarni, nie skończyłoby się tak łatwo - mówi Joanna, która tu mieszka od lat. - Wiem, co mówię. I już nieraz widziałam.

2017-07-17 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

LACMA

  
Dzielnica etiopska pełna jest pozamykanych etiopskich restauracji w kolorach rasta. Miasto żyje, modne miejsca się zmieniają życie się przenosi, potrzeba zmiany. Ludzie przestali tłumnie odwiedzać etiopskie kafejki, lokale, sklepiki. Za to ożywiło się pustawe jeszcze niedawno downtown, dzielnica biurowców. Ale o downtown innym razem. Bo teraz jedziemy z Culver przez Małą Etiopię do LACMA, Los Angeles County Museum of Art. LACMA geograficznie jest w środku Los Angeles. To pokaźny kompleks połączonych ze sobą kilkupiętrowych budynków. Oczywiście niemożliwością jest zwiedzić je całe za jednym razem. Trzeba wybierać i w dużej mierze zdać się na los. Percepcja jest ograniczona. Po dwóch godzinach choćby i największe arcydzieła przestają wchodzić. A odhaczanie nie ma sensu. Moja metoda polega na długim trwaniu. Lubię zatrzymać się przed czymś i trwać. Lubię, jak prowadzi los i intuicja. Nie idę więc na lep wielkich nazwisk i arcydzieł. Trafiam do części pogardzanej - sztuka amerykańska od początków brytyjskiej kolonizacji. Nieznane obrazy i nazwiska. Słabe naśladownictwa sztuki europejskiej. Ale ciekawe to strasznie. Bo jednak widać te amerykańskie rodziny, te salony u swoich początków, jeszcze w zasadzie nieamerykańskie, jeszcze europejskie salony na innym kontynencie. I jak to się zmienia z dziesięciolecia na dziesięciolecie, jak nabiera powoli własnego charakteru, jak się zaczyna różnić, jak miejsce oddziałuje, przestrzeń, ludy, które tu mieszkały i ich sztuka, te miliony ludzi z Afryki, które tu przywieziono, jak wszystko zaczyna na siebie oddziaływać, łączyć się, miksować i tworzyć coś nowego, zupełnie innego od europejskiej sztuki, europejskiego myślenia, europejskich wyobrażeń.
Nie warto wpatrywać się w to tak długo - mówi Joanna. - Dalej są dużo bardziej wartościowe rzeczy.
Dalej jest dwudziestolecie, trzydziestolecie, kryzys, wojna, po wojnie już wyraźnie sztuka amerykańska idzie totalnie swoją drogą, kompletnie inną niż w Europie. No i Andy Warhol. Fotografia przy sławetnej puszce zupy Cambell. I kolekcje. Wszystkie te obrazy, które tu przywieziono, kupiono, te Cezanny, Renoiry, Picassa, La Toury. Fajnie. Pewnie. Fajnie zobaczyć oryginały tych klasycznych arcydzieł. No i współczesna sztuka amerykańska. Bardzo ciekawa. Ale szybko, szybko, bo już nie ma czasu. Muzeum jest gigantyczne. A jak zaczynamy lecieć, to już przestaję zwracać na cokolwiek uwagę tak naprawdę. Fotografuję co ciekawsze, żeby potem zgłębić. Jeszcze widok na LA z tarasu muzeum. Jeszcze oglądamy przy muzeum bardzo ciekawą rzecz, czyli wypływającą spod ziemi smołę, cuchnącą smołą smołę. Wypływają źródełka, bulgocą. Zostało smoliste jeziorko, w którym odnaleziono szczątki mamutów.
Jedziemy do galerii Krakart, gdzie mamy mieć występ 28 lipca. Darek i Joanna długo oglądają przestrzeń. Janek znudzony idzie na spacer. Nie ma go i nie ma. Cholera! Zgubiłem dziecko w Los Angeles! Czuję powiew paniki. I wtedy wraca Jasiek z wielkim jogurtem.
Tam jest super sklep! - mówi zadowolony. - Zamrożone jogurty w różnych smakach i z różnymi dodatkami. Sam sobie nakładasz, jakie chcesz. Tylko cztery dolary.
I sam się obsłużyłeś i kupiłeś?
No.
Dziecko mi się usamodzielnia w Ameryce. No tak.
2017-07-14 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

Laguna Beach. Culver City

  
Laguna to plaża i miejscowość przy plaży, część metropolii LA. Jeśli ktoś marzy o kalifornijskiej plaży, to to jest spełnienie. Czyściutko, schludnie. Na nabrzeżu, przy wąskiej uliczce, wśród zieleni luksusowe wille. W ogóle reguła jest taka, że im bogatsze, im bardziej luksusowe miasto, miasteczko, tym więcej zieleni, tym więcej drzew, im biedniejsze, tym mniej. Bujne drzewa i trawniki Laguny dobrze pasują do luksusowych samochodów zaparkowanych w miłym cieniu, przy plaży. Obrazu dopełniają imponujące, wysokie palmy o długich gołych pniach i kępce liści w górze, jak z obrazków. Wśród zieleni wiją się ładne chodniki, co jakiś czas czyste toalety publiczne, placyki zabaw dla dzieci, zadaszone punkty widokowe. Leżąc na piasku pod skałkami stwierdziliśmy, że do Laguna Beach najlepiej pasuje zespół Kombi, który Darek niezwłocznie odtworzył z komórki. Tradycyjnie, jak na wszystkich tutejszych plażach, tłumu nie ma, a ludzie usadawiają się jeden od drugiego w odległości co najmniej dwudziestu metrów. Woda ciepła. Sporo wodorostów plącze się między nogami. Dzieci się pluskają przy brzegu. Największą atrakcją są fale. Nie doceniliśmy ich siły. Sponiewierały mnie i Jasia, poszorowaliśmy po dnie. Pierwszy raz przeżyłem rzucenie falą o dno. Strach, jak sobie wyobraziłem, że bylibyśmy bliżej skał. Człowiek się uczy całe życie.

Artur, czy tobie dużo potrzeba do szczęścia? - pyta Darek, kiedy, słuchając szumu oceanu oraz zespołu Kombi leżymy sobie w LA-słoneczku, po meksykańskim piwie.
Kawałek dalej na plaży - ratownicy, boiska do gry w kosza i w siatkówkę, punkty gastronomiczne W miasteczku - sklepy i sklepiki. Pamiątki znad morza takie same jak w Ustce. Nawet widokówki podobne. Robi na nas wrażenie nadmorska galeria z cudownie kiczowatymi obrazami morskich stworzeń, pośród których pływają animowane postacie z Disneya.
W restauracji spotkanie z dziewczyną z Iranu. Mieszka tu i pracuje od kilku lat. Wygrała zieloną kartę. Łatwo nie jest, ale sobie radzi. Zaczyna od tematu polskich emigrantów Iranie w latach 40 dwudziestego wieku. Mówię, że przypadkowo znam temat, gdyż właśnie o nim piszę i właśnie w grudniu w tym celu byłem w Teheranie. No proszę, proszę. Gadamy trochę o polityce, jedząc spaghetti. Nie, to nie Iran jest na drugim biegunie świata. Na drugim biegunie świata jest Burkina Faso.
No i mam okazję poszpanować irańskimi słówkami, jedząc włoskie spaghetti w kalifornijskim nadmorskim miasteczku.

Nocą wjeżdżamy do Los Angeles.

W zasadzie są dwa Los Angeles. Pierwsze jest małe, właściwie, miasto Los Angeles, 4 miiony mieszkańców. Drugie to metropolia, którą też się nazywa tą nazwą. W skład metropolii LA wchodzi m.in. Laguna i wiele innych. Metropolia liczy 11 milionów mieszkańców.

Tymczasem wjeżdżamy do małego, czteromilionowego LA. Wąskie uliczki, niskie budynki, morze jednorodzinnych domów. Żadnego wrażenia wielkiego miasta. Raczej połączone w jedno przedmieścia.

Mieszkamy w Culver City. To dzielnica studiów filmowych. Tu mają swoje siedziby MGM, Universal, Sony i inne. Konkretnie mamy mieszkanko przy ul. Keystone. Od tej ulicy wzięło swoją nazwę Keystone Studio, które produkowało pierwsze filmy Chaplina. Długo szukamy adresu, bo gps wariuje. Spokojnie, pusto o tej porze. Wszędzie trawniki, drzewa. Jest! Wejście na podwórko przyozdobione amerykańską flagą. Na podwórzu stół, krzesełka, jakieś stare coś. Jest tu chyba kilkanaście małych mieszkań. Po schodkach wchodzimy na górę do naszego. Moskitierowe siatki na drzwiach. Słychać telewizory z mieszkań. Niektórzy mają otwarte całkiem drzwi i tylko siatki. Jest gorąco i duszno. Po wejściu od razu włączamy wentylatory i nawiew.

2017-07-13 | Dodaj komentarz
Magda
2017-07-14 12:17:09
Czyli jednak chill na plaży? Należał się Panu po owocnym roku i szaleńczej pracy.Liczę na dalsze relacje.Czy w Iranie, czy w Bielsku, czy w Burkina Faso Pan zawsze taki sam. Miło mieć takiego swojaka w sieci.Błękitnego nieba, słońca a może...chłodu życzę.Ameryka czeka, a na każdym rogu tyle inspiracji.Coś się wykluje?
Duża Ula
2017-07-14 18:52:59
Już nieraz słyszałam, że pamiątki nad morzem w całej Europie są takie same - chińskie. To samo w Polsce czy to Ustka czy Kołobrzeg to muszelki i inne pamiątki są identyczne. Tylko naklejka na pamiątce mówi gdzie ją kupiliśmy. Ale , że i w Ameryce takie same pamiątki to mnie trochę zaskoczyło. DZIĘKUJĘ !!! za piękne relacje z podróży ! I proszę o jeszcze. Życzę dalej miłego wypoczynku i samych miłych wrażeń !!!
Komentarzy (0)

Morongo. Orange County

  
W połowie drogi między Yucca Valley a Los Angeles zatrzymujemy się na stacji benzynowej. To duża stacja obrośnięta restauracjami, barami, sklepami, w tym obowiązkowo - starbucks i taco bell. Całość należy do Indian. Pośrodku stoi budynek zarządu autonomicznego terytorium Indian Morongo. Kawałek obok - wysoki budynek kasyna. W całych Stanach w ramach rekompensaty za wszystko, Indianie na preferencyjnych warunkach prowadzą kasyna gry. Pieniądze z kasyna idą na utrzymanie rezerwatu. Dyskretnie rozglądam się za czerwonoskórymi wojownikami, ale może śpią w tym upale, w swoich wigwamach. Powietrze drży od gorąca. Na horyzoncie wysokie góry, z dominującym szczytem San Jacinto, na którym byliśmy wczoraj.

Orange County to zakątek republikanina. Republikańska oaza pod Los Angeles. Do LA jedzie się stąd autostradą (pięć do ośmiu pasów ruchu w każdym kierunku) półtorej godziny (jeśli nie ma korków większych niż zwykle) i sporo ludzi codziennie dojeżdża tak do pracy. Wstaje się o szóstej, o siódmej się wyjeżdża, żeby na dziewiątą zdążyć do pracy. Jest spory problem z parkowaniem w LA, więc jak się nie ma opracowanego sposobu, tajnego miejsca etc. warto wyjechać jeszcze wcześniej. Do czasu pracy nie jest wliczana obowiązkowa przerwa na lunch, więc kończy się, jeżeli praca trwa przepisowe osiem godzin plus przerwa, o osiemnastej i o dwudziestej jest się w domu.
W Orange przystanek w Starbukcs Cofee. Kawiarnie starbukcsa to przypadek zwycięskiej korporacji. Sieć starbucks jest wszędzie. Ludzie nie pamiętają, czy starbaksy rozpowszechniły się tak, dlatego, że brakowało innych kawiarni i korporacja wyczuła lukę, czy też dlatego nie ma innych kawiarni, bo starbaks je wykosił. Faktem jest, że, jak mówią, trudno znaleźć inną kawiarnię, gdzie chce się spożyć kawę i ciastko i posiedzieć, jak w kawiarni. Do starbaksa przychodzi się trochę jak do świetlicy osiedlowej, posiedzieć, pogawędzić z sąsiadami, poczytać gazety. Nauczycielka opowiada mi, że dzieci w szkole dają jej zamiast kwiatów, karty promocyjne do starbaksa. A promocje są warte tego, żeby z nich korzystać.
Brama jak na strzeżone osiedle. Dzwonimy. Wpuszczają. Tylko, że to strzeżone osiedle jest wielkości małego miasteczka. A każdy domek w Polsce uchodziłby za zamożny lub bardzo zamożny. No i oczywiście te równiutko przystrzyżone trawniki. Na domu, do którego wchodzimy, nad drzwiami wisi flaga Marines. Mieszkają tu ludzie, którzy przed laty wyjechali z Bielska-Białej. Niedawno najmłodszy ich syn, osiemnastolatek zaskoczył rodzinę informacją, że dostał się do szkoły kadetów Marines. Najpierw szok i niedowierzanie, potem jednak duma i radość. Szkoła Marines to bardzo dobre wykształcenie, prestiż i pewność zatrudnienia dożywotnio.
Wnętrze domu takie, jakie odwiedzałem w Teksasie, ze scianami pokrytymi fotografiami rodziny, z dużą przestrzenią nie podzieloną na pokoje, z tarasem z tyłu domu. Rozmawiamy o naszej podróży, trochę o Bielsku. Najmłodsze pokolenie nie mówi już po polsku w ogóle. Jemy słodkie amerykańskie ciasto, palimy papierosy na tarasie. Tak, pali się, pali, tylko papierosy w Kaliforni są trzykrotnie droższe niż w Chicago - mówi młody.
Miłe pożegnanie i wyruszamy do Laguna Beach, w stronę LA.

2017-07-12 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:




SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» październik (2)
» wrzesień (3)
» sierpień (7)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Jan Picheta]
Drogi Arturze, w Teheranie w 1943 r. ur. się Boguś Kunda. Opowiadał mi ciekawe historie....
[Duża Ula]
Super. To cieszy, że praca Twoja Arturze nie idzie w zapomnienie. A wręcz przeciwnie. Idzie...
[Duża Ula]
Ha ha ha. A ja pamiętam. W Austrii nocleg mieliście w Alpach. W miejscowości Hartberg....

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1443114
Newsów: 695
Komentarzy: 2118
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała