[...]
Moja cegiełka do internetowej antologii poezji Wisławy Szymborskiej w dniu jej śmierci.
Dnia 16 maja 1973 roku
Jedna z tych wielu dat,
które nie mówią mi już nic.
Dokąd w tym dniu chodziłam,
co robiłam - nie wiem.
Gdyby w pobliżu popełniono zbrodnię
- nie miałabym alibi.
Słońce błysło i zgasło
poza moją uwagą.
Ziemia się obróciła
bez wzmianki w notesie.
Lżej by mi było myśleć,
że umarłam na krótko,
niż że nic nie pamiętam,
choć żyłam bez przerwy.
Nie byłam przecież duchem,
oddychałam, jadłam,
stawiałam kroki,
które było słychać,
a ślady moich palców
musiały zostać na klamkach.
Odbijałam się w lustrze.
Miałam na sobie coś w jakimś koloerze.
Na pewno kilku ludzi mnie widziało.
Może w tym dniu
znalazłam rzecz zgubioną wcześniej.
Może zgubiłam znalezioną później.
Wypełniały mnie uczucia i wrażenia.
Teraz to wszystko
jak kropki w nawiasie.
Gdzie się zaszyłam,
gdzie się pochowałam -
to nawet niezła sztuczka
tak samej sobie zejść z oczu.
Potrząsam pamięcią -
moe coś w jej gałęziach
uśpione od lat
poderwie się z furkotem.
Nie.
Najwyraźniej za dużo wymagam,
bo aż jednej sekundy.
Rany rozdrapane
Skończyłem tekst o Krwawej Niedzieli. Jest piąta rano. Noc boryka się z dniem. Osiemnaście stopni mrozu. Tekst ma tytuł: "Pokaż rany!". Do niego dokładamy część napisaną przez Katherinę Goericke, autorkę niemiecką. I, jeśli wszystko pójdzie dobrze, jesienią będzie grany w Polsce i w Niemczech.
MIESZKO Wszystko mi jedno, czy jesteś Niemką, czy Polką.
DORA Mi nie.
MIESZKO Jakie to ma znaczenie?
DORA Ma.
MIESZKO Szlag niech trafi te wszystkie narody.
DORA Poczekaj.
MIESZKO Jesteś fajna.
DORA Czekaj, chcę ci coś powiedzieć.
MIESZKO Lubię cię i jest mi wszystko jedno z jakiego jesteś plemienia. Mam to w dupie.
DORA Poczekaj, Mieszko. Chcę ci coś ważnego powiedzieć.
MIESZKO Teraz?
DORA Tak. Teraz. Zanim cokolwiek się stanie.
MIESZKO No to mów.
DORA To dla mnie naprawdę bardzo ważne.
MIESZKO Chcesz wyjść za mnie. Zgoda.
DORA Nie żartuj teraz, proszę.
MIESZKO Nie żartuję. Od początku jest chemia.
DORA Mieszko, ja cię chciałam przeprosić.
MIESZKO A co przeskrobałaś?
DORA Poczekaj. Ja cię chciałam najmocniej przeprosić. I czuję całą nieadekwatność tego słowa. Ja cię proszę o wybaczenie. Z całego serca. Całą sobą. Proszę cię, żebyś mi wybaczył.
MIESZKO Ale co?? Na Boga!
DORA Wojnę, okupację.
MIESZKO Osz, kurwa!
DORA Proszę!
MIESZKO Czy ciebie totalnie pogięło?
DORA Mieszko, to dla mnie naprawdę ważne. Wybacz mi wojnę. Inaczej nic się dalej nie potoczy. Nic nie będzie.
MIESZKO Dora! Co ty gadasz?!
DORA Palmiry, Auschwitz, Majdanek, gestapo, Powstanie Warszawskie, zburzenie Warszawy, wywózki, rozstrzelania, trzy miliony zabitych...
MIESZKO To w ogóle nie jest ważne, rozumiesz?! Kurwa, to w ogóle nie jest ważne! Co ty gadasz? Co ty myślisz? Że ja naprawdę żyję tym Majdankiem? Że sen z powiek spędza mi gestapo? Tego nie ma! Kobieto! Obudź się! Są kompletnie inne rzeczy. Świat jest gdzie indziej, hej! Dzień dobry!
DORA Westerplatte, prowokację gliwicką, masakry cywili,
nur fur dojcze, einsatzgruppen, brygady SS, Hansa Franka, Rudolfa Hessa,
Luftwaffe przebacz mi!
MIESZKO A ty mi przebacz bitwę pod Cedynią. Daliśmy wam naprawdę straszny wpierdol.
I wiesz co? W tej krwawej niedzieli też nieźle oberwaliście.
Za sto pięćdziesiąt lat zaborów! Za permanentne poczucie wyższości! Za kulturkampf! Za ciągłe obniżanie nas, żebyście wy mogli czuć się tym lepsi. Za pierwszą wojnę i za drugą wojnę. Za to, że nie umieliśmy się tak ładnie ubierać jak wy. Że nie umieliśmy tak ślicznie tańczyć i tak ładnie śpiewać, i mieć tak ślicznie w domach i ogródkach, i budować takich fajnych aut i takich wypasionych czołgów i wozów pancernych, i takich dużych samolotów. Za waszą pogardę! Pomiędzy bombardowaniem nas, a rozstrzeliwaniem nas, spuściliśmy wam jeden naprawdę straszny wpierdol.
I to było dla was tak przerażające, że niektórzy z was do dziś nie mogą dojść do siebie.
I dzięki temu ja też mam za co prosić cię o wybaczenie.
I potem Ruscy, których zabiliście lekką ręką dwadzieścia pięć milionów, a wcześniej podrzuciliście im Lenina, wygnali was. Ale to już nie jest moja sprawa.
Więc co? Wybaczysz mi? A teraz chodź zatańczyć! Słyszysz, co grają? No chodź!
MAŁPIA ORKIESTRA
Czerwone maki na Monte Cassino
Zamiast rosy piły polską krew.
Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
Lecz od śmierci silniejszy był gniew.
Przejdą lata i wieki przeminą,
Pozostaną ślady dawnych dni.
I tylko maki na Monte Cassino
Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosły krwi.
Czystki w czytelni
No i wracam do Bielska-B., wchodzę do czytelni w Książnicy Beskidzkiej zrobić tradycyjny research wśród czasopism, a tu! Masakra jakaś! Cały regał pusty! Z dwóch regałów czasopism ostał się jeden.
- Oszczędności - tłumaczy pani bibliotekarka.
Rany boskie! Ileż można zaoszczędzić na tych czasopismach miesięcznie? 200 złotych? To tak znacząca suma w miejskim budżecie? I tak ich nie było wiele w porównaniu z innymi dobrymi bibliotekami. Te czasopisma służą wszak nie tylko do przeglądania na bieżąco, ale tworzą archiwum, z którego korzysta się potem przez lata. Wyrwy, braki będą później nie do uzupełnienia.
I tak, żeby np. skserować sobie tekst z "Literatury na Świecie" albo z "Teatru" opublikowany po 31 grudnia 2011 roku trzeba będzie jeździć chyba najbliżej do Katowic, do Biblioteki Śląskiej. Zniknęły czasopisma, które były tu zawsze, no! Aż taka nędza?
Pani bibliotekarka tłumaczy, że bacznie obserwowano, które czasopisma kto bierze i notowano. Wypadły ponoć te, z których korzystano rzadziej. Wziąłem więc na stół wszystkie, które jeszcze zostały, na których mi szczególnie zależy, żeby im zawyżyć statystykę.
No i zaczynam chyba prenumeratę, trudno. Także jeśli ktoś będzie zainteresowany, zapraszam do wypożyczania u mnie. Tylko najpierw muszę to załatwić i napiszę, jakie tytuły. Ale katalogować tekstów i autorów nie będę :)
W czytaniu dramaty wielebnego mercederiusza, Tirso de Moliny. Ciekawe, czemu tak nieznany w Polsce. Świetne rzeczy. "Potępiony za niewiarę" - doskonałe i fajne by było do zrobienia tu, teraz, w Polsce - historia świątobliwego ascety, który nie wierzy w miłosierdzie boskie, a religijność buduje na strachu i nieugiętości oraz gangstera, który jest skończonym łotrem, ale wierzy, że Bóg jest miłosierny. Który z nich, według zakonnika-dramatopisarza Tirso de Moliny, pójdzie do piekła, a którego duszę w niebo wzniosą, śpiewając, aniołowie?
Poza tym intensywne dni.
Bardzo dobre spotkanie na UŚ w Katowicach i to pomimo iż zajęci sesją studenci nie dopisali. Dzięki jeszcze raz za zaproszenie!
No i dość niezwykłe uczucie, kiedy jestem na próbie "Nieskończonej" w Powszechnym i wiem, że dokładnie o tej samej porze trwa próba "Nieskończonej" w Zabrzu. Nie miałem tak jeszcze.
A "Testament Teodora Sixta" doczekał się, że na jego podstawie powstała gra rpg. To też się dowiedziałem od studentów UŚ.
Bo konie były suche
Dziś o 15.00 spotkanie ze studentami na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. A zaraz potem do Warszawy, do pokoju naprzeciw stadionu narodowego. Tymczasem dzień i noc siedzę nad polsko-niemieckimi historiami z 1939.
Ciekawe zresztą, że Bydgoszcz i Bielsko-Biała miały dość podobną sytuację. To były dwa miasta z największą liczbą mniejszości niemieckiej w Rzeczpospolitej. I w obu przypadkach ta mniejszość niemiecka czuła się bardziej u siebie niż w dużej mierze napływowi Polacy. A prohitlerowskie organizacje z obu miast współpracowały ze sobą i wymieniały korespondencję. Więc dlaczego w Bydgoszczy doszło do krwawych wydarzeń przed wkroczeniem armii niemieckiej, a w Bielsku nie? I u nas były sytuacje, że z okien padały strzały w kierunku wycofującego się polskiego wojska, np. w rejonie obecnej ul. Michałowicza. Ale to były incydenty, które nie wywołały masakry, jak w Bydgoszczy. Na czym polega różnica? Czy na czymś polega? Czy to zbieg przypadków?
Dość zaskakujący obraz wyłania się z relacji z bydgoskiej krwawej niedzieli zebranych przez historyków IPN.
Miasto jest pogrążone w anarchii. Wojskowe dowództwo stara się sprawować jaką taką kontrolę, ale jest to trudne w sytuacji, gdy kolejne oddziały są w rozsypce bez oddania choćby jednego strzału i nie wiadomo, kto gdzie jest, kto w jaką stronę się przesuwa. Dowództwo nakazuje wszystkim oddziałom zgrupowanie pod Bydgoszczą. Każdy dociera jak może, rekwirowane są pociągi, samochody, wozy. Sporo żołnierzy maszeruje pieszo wiele godzin, mimo kolejnej nieprzespanej nocy. Kiedy kolejne szeregi ciągną na wyznaczone miejsce zgrupowania, rozkaz zostaje odwołany, zmiana planów. Do jednych odwołanie rozkazu dociera, do innych nie. Ci, którzy pół nocy maszerowali, teraz muszą wracać. Kuchnie polowe gubią swoje oddziały. Tzw. morale spada na łeb na szyję, a większość tych żołnierzy nie zdążyła jeszcze nawet zobaczyć tych Niemców. Po prostu maszerują i jeżdżą tam i z powrotem z pełnym wyposażeniem, aż do wyczerpania.
Kolejne relacje żołnierzy mówią o strzelaninie, jaka wybuchła w Bydgoszczy. - Dywersanci do nas strzelali - opowiadają. IPN twierdzi, że doszło do wzajemnego ostrzelania się polskich oddziałów.
W tym czasie kolejarze i harcerze chodzą po mieście i wyszukują dywersantów. Ludzie np. donoszą, że ktoś strzelał z maszynowca z okna przy Szubińskiej 13. Wpada tam oddział straży obywatelskiej i wywlekają na ulicę kobietę, że to ona strzelała z maszynowca, którego nie znaleziono. Musiała go schować.
Przed restauracją gromadzi się tłum, który krzyczy, że właściciel Niemiec sprzedawał zatrute piwo z beczki. Wycofujący się żołnierze pili to piwo i się potruli. Aktywiści szukają właściciela truciciela, ale nie ma go. Uciekł.
Dwie relacje są bardzo podobne. W pierwszej świadek opowiada, że zobaczył mężczyznę ubranego w mundur polskiego oficera, który patrzył przez lornetkę. Wydało mu się podejrzane, że oficer ów miał na nogach owijacze. - A przecież, do licha - mówi świadek - Nasze wojsko już od dawna nie nosi owijaczy. I dlaczego on patrzy przez lornetkę? Podkradłem się do niego, na wszelki wypadek wziąłem ze sobą gruby pal.
Następnie świadek słyszy, jak ów oficer mówi coś. Świadek jest pewny, że to była mowa niemiecka. - Wtedy podniosłem drąg i z całej siły zdzieliłem go w głowę. Runął, jak rażony piorunem. Co ciekawe, zdający tę relację nie ma żadnych wątpliwości żadnych wahań, nic.
Druga historia. Inny zupełnie świadek opowiada, że zobaczył mężczyznę ubranego w mundur polskiego oficera, ale w owijaczach! I że patrzył przez lornetkę. - Śledził ruch naszych wojsk - stwierdza świadek. - Zaroślami podszedłem bliżej niego. - relacjonuje. - Udał się do budynku portowego, ja za nim. Usłyszałem jego głos, byłem pewien że mówi coś po niemiecku. Znalazłem duży drąg i uderzyłem go tym drągiem, pozbawiając życia. A sam przejąłem radiostację i zacząłem w niemieckim języku kierować niemieckim ogniem artyleryjskim.
Albo taka: harcerze zatrzymali na drodze mężczyznę na rowerze ubranego w mundur polskiego oficera. Ten przekonuje ich, że naprawdę jest polskim oficerem. Nie wierzą mu. Coś wzbudziło ich podejrzenia. Pokazuje im legitymację. Nie wierzą. Mówią, że dywersant, że to polski Niemiec przebrany w polski mundur. Pokazuje im zaświadczenie. Nie wierzą. Uwięzili go, mało nie doszło do linczu. Miał szczęście, że ktoś potwierdził, że to rzeczywiście oficer, który wysłany z dowództwa jedzie z pilnym meldunkiem do szpitala.
Albo złapali faceta w cywilu z biało-czerwoną opaską na ramieniu i z bronią i mówią, że strzelał spod mostu on nic nie odpowiada milczy. Głuchy, albo po polsku nie rozumie. Pod sąd polowy.
Albo krzyczą, że był ogień maszynowy z wieży kościoła ewangelickiego. Wpadli tam ludzie i wyciągnęli pastora z żoną i dwiema córkami twierdząc, że to oni obsługiwali karabin maszynowy. Sąd polowy. Rozstrzelani.
Wruszająco wypada w tym kontekście relacja kapitana saperów, Stanisława Wadlewskiego - Na rogu Gdańskiej i Dworcowej spostrzegłem przystojną pokojówkę Marysię. Podnieconym głosem mówiła, wskazując ręką górne piętro Pe-De-Te że stamtąd strzelali dywersanci. Powiedziałem jej - Marysiu, idź do swojej pracy nie wtrącaj się do spraw, które należą do wojska. Zdziwiona odeszła.
Zaraz potem pan kapitan spotyka na środku ulicy zabitego mężczyznę z wyglądu robotnika rolnego który już zaczynał pęcznieć. Właściciel pobliskiego sklepu powiedział, że to dywersant i że zabili go przechodnie.
Albo: Uciekają łódką na drugi brzeg. Z wikliny wynurzył się do połowy ciała jakiś nagi człowiek z lornetką zawieszoną na piersiach. Wyglądał podejrzanie.
- Panowie - zawołał po polsku - weźcie mnie do łódki.
Bez wahania wycelowano do niego, trzymając na muszce, póki łódź nie odpłynęła.
Albo taka relacja: Dwóch jeźdźców, plutonowy i kapral podjechało do nas konno. Pytam - Jesteście z 8 psk? Tak. Kto został w koszarach? Nie wiemy, bo też przepłynęliśmy Wisłę. Na koniach? Tak. Od razu zorientowałem się, że to kłamstwo. Konie mieli suche. Twarze mieli niespokojne i w oczach złe błyski. Stojący za mną Resler odbezpieczył karabinek. Na odgłos trzasku kapral szybkim ruchem wyciągnął z kieszeni bryczesów pistolet. Strzeliłem do niego z visa, mierząc pod pachę. Rzekomy plutonowy również runął na ziemię.
Wystarczyło, że konie mieli suche.
Niestety dość łatwo na podstawie tych IPNowskich historii byłoby nakreślić obraz polskich żołnierzy i cywili strzelających do siebie nawzajem i oskarżających o to mieszkających tam Niemców, którzy z pewnością nie byli aniołami, ale podejrzewam, że większość z nich starała się siedzieć cicho jak myszy pod miotłą i czekać.
Minus pięćdziesiąt cztery
A w Wierchojańsku, proszę państwa, termometr pokazuje w tej
chwili pięćdziesiąt cztery stopnie mrozu. Jest piękna, bezchmurna noc. W dzień zapowiadają ocieplenie do minus czterdziestu.
Mam od niedawna taki wskaźnik pogody na laptopie, który można ustawić na dowolne miejsce na świecie.
Wierchojańsk leży za kołem biegunowym, w dolinie rzeki Jany, po prawej stronie. Miejscowość ta uważana jest za biegun zimny, gdyż mrozy dochodzą tutaj do 70° C. Tak szumnie zwane „miasto", to kupka w nieładzie rozrzuconych jurt; ulic tutaj nie ma, a tylko od jurty do jurty wiodą ścieżki. Dla patrzącego na miasto z góry, wygląda ono jak kupka kretowisk na olbrzymiej przestrzeni; dla patrzącego zaś ze środka miasta na okalające je góry - dolina wygląda jak podwórze więzienne - pisał Wacław Koral, drukarz, jeden z mieszkańców Wierchojańska. Opisuje, że korzystał stale z biblioteki, która w tej mroźnej mieścince była wyjątkowo interesująca. Sporo książek i pism polskich i rosyjskich, a życie intelektualne kwitło, jak mało gdzie, pomiędzy robieniem sobie obuwia i ubrań, polowaniem, przygotowywaniem narzędzi, haczyków do łowienia, oprawianiem zwierząt, robieniem posiłków. Podczas sprawiania jesiotra można było pogawędzić o literaturze, filozofii, polityce. Dyskutantów nie brakowało, a większość z wykształceniem uniwersyteckim. Stale, jak pisze Koral, odbywały się tu „wieczornice z referatami na różne tematy społeczne, na których zajadle dyskutowano, gdyż byli tu przedstawiciele różnych kierunków politycznych i zwolennicy różnych
teorii socjalistycznych".
Pisarz, Wacław Sieroszewski, prowadzi w Wierchojańsku warsztat kowalsko-ślusarski. Ożenił się tu z dwudziestoletnią Jakutką, Ariną, którą nazywał Annuszką. Tu rodzi się jego córka, Marysia Sieroszewska. Pisze powieści z życia Jakutów - jedyne takie powieści w literaturze polskiej. Gdy po raz drugi złapany zostaje schwytany podczas próby wielkiej ucieczki, skazują go na pięć uderzeń knutem. Wyroku nie można wykonać, ponieważ w Wierchojańsku nie ma kata. Z tego powodu kara zamieniona zostaje na wieczne osiedlenie w miejscu oddalonym co najmniej 100 wiorst od rzeki, drogi lub miasta.
Trafiali ci nieliczni inteligenci nasi uniwersyteccy na kilkudziesięciostopniowy mróz, do jurty, do kowalstwa i połowów jesiotra.
W drugiej połowie XIX wieku w całym Królestwie Polskim jest tylko dziesięć mocno przepełnionych i zrusyfikowanych gimnazjów! I jeden uniwersytet. To jest katastrofa! Przepaść rośnie między garstką wykształconych a bliską analfabetyzmu większością. Przepaść do dziś chyba nie zasypana. Przepaść, jak stąd do Wierchojańska, gdzie w 1892 roku odnotowano rekord zimna - prawie że minus siedemdziesiąt stopni. A
Sieroszewski pisał. Czytelników miał na miejscu.
„Mając pośród siebie ludzi z uniwersyteckim wykształceniem z chęcią udzielających wskazówek i wyjaśnień, korzystaliśmy z nich chętnie. Ja wertowałem przeważnie ekonomię polityczną i socjologię, a oprócz tego dużo czytałem ze wszystkich dziedzin
życia" - pisze drukarz Koral.
Ciekawe, czy uchowała się tam jeszcze ta biblioteka. Bo książka Sieroszewskiego „Dwanaście lat w kraju Jakutów" ponoć w co drugim domu.
Informacje:
Fotka moja z Kubą: JAGODA PICTURES STUDIO
----------------------------------------------------------------
Guma balonowa
Testament Teodora Sixta
Nic co ludzkie
Żyd
Wodzirej. Koszalin Kulturkampf
Hamlet'44
Turyści
Wszystkie rodzaje śmierci
Ostatni taki ojciec
V(F) ICD-10
Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami
Już się ciebie nie boję, Otello
Idź w noc, Margot
Auschwitz Cat
Bitwa o Nangar Khel
Szwoleżerowie
Obywatel K
Nieskończona historia - Warszawa
Nieskonczona historia - Zabrze
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Archiwum:
2012
2011
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)
2010
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)
2009
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)
2008
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)
Linki polecane:
www.jacekproszyk.blog.bielsko.pl
www.poewiki.org/index.php/Strona_osobista:Artur_Pałyga
www.nieszuflada.pl
www.januszlegon.bielsko.pl
www.heniekurban.salon24.pl
www.e-teatr.pl
www.powszechny.art.pl
Ostatnie komentarze
Gratuluję. Szczerze się cieszę :-)
Pozwolę sobie podzielić się wrażeniami (impresjami) na bazie oglądanych sztuk: "Ikaria". Refleksja nad starością. Starzy...
ja wrocilem z bielska do korzeni czyli do mesznej i na szczescie ni chuja zadnego...
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 322710 |
| Newsów: | 334 |
| Komentarzy: | 1178 |


