Zima narodów
Naród jako wspólnota oparta na jakichś półmitycznych więzach krwi jest wymysłem dziewiętnastowiecznego niemieckiego mieszczaństwa, dziś już kompletnie kretyńskim, anachronicznym, obłędnym, utrzymującym się jeszcze silnie na terenach postkolonialnych.
Rozsądniejszy jest model francuski, zgodnie z którym każdy, kto mieszka na stałe na terenie Francji należy do narodu francuskiego i gatunek krwi nie ma tu nic do rzeczy. A jednak i tam pojęcie narodu jest odrzucane, jako przestarzałe, głupie, opresyjne. Pisze o tym Bieńkowska we wczorajszej "Europie". Pisze o obawach związanych z tym, że nie pojawia się nic w zamian, póki co. Nie wierzę w zasadność tych obaw. Mieliśmy półtora wieku narodów i chwatit. Narodom dziękujemy! Zawdzięczamy wam parę porządnych rzezi i sporo kompleksów, ale i parę dobrych zdobyczy, istotnych, pewnie by się znalazło. Chyba.
Nietzsche przewidział to ponad 100 lat temu, w epoce rozkwitu narodów. Schyłek narodów uważał za naturalny skutek demokratyzacji.
Powstanie europejski związek ludów - pisał Nietzsche w 1881 roku. - a Europa podzielona będzie na kantony.
Pietyzm do narodowej historii, pielęgnowanie narodowych relikwii i czczenie narodowych pamiątek w demokracji zostaną gruntownie wykorzenione - prognozuje Nietzsche. A demokratyczną wspólnotą rządzić będzie wspólny pożytek wyzbyty narodowego jadu.
Powstanie i rozwój narodów jako krótkotrwała choroba. Grypa niemiecka. Rzucająca się mocno na mózg.
Bielitz-Bialaer jako szpital.
[}{]
Masę ludzi dziś na Magurce. Tłum wyległ na magurskie polany. Na szczycie Jan Pieczora uszczęśliwia wszystkich turystyczną pieśnią.
\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
"Nic co ludzkie" dostało się do finału konkursu na wystawienie sztuki współczesnej, co je organizuje kulturalne ministerstwo. To druga po "Sikście", która mi się tam dostała.
Z Bielska też "Banialuka" - "W beczce chowany".
Umarła Ala z elementarza Falskiego!
Ala z elementarza była Żydówką z Łodzi. Właśnie zmarła.
Falski Marian napisał był własnoręcznie dedykację na jej egzemplarzu elementarza: Ali z elementarza - autor.
„When I was 7 Mr. Marian Falski gave me a nicely wrapped present.
That was ‘The ABC Book'. The inscription in the top left-hand corner
of the first page was saying:
For Ala from The ABC Book - The Author" - napisała w swojej książce.
A to notka z PAP:
"Urodzona w 1922 roku w Łodzi w rodzinie lekarskiej pochodzenia żydowskiego Alina Margolis stała się pierwowzorem Ali z Elementarza Mariana Falskiego, zaprzyjaźnionego z jej rodzicami. W czasie wojny nastoletnia Alina była pielęgniarką w warszawskim getcie, z którego udało jej się uciec tuż przed jego likwidacją. W czasie niemieckiej okupacji uratowała życie swojemu przyszłemu mężowi, ostatniemu dowódcy powstania w warszawskim getcie, Markowi Edelmanowi.
Lata wojenne opisała we wspomnieniach "Ala z elementarza", które ukazały się w francuskim i niemieckim tłumaczeniu.
Po wojnie została lekarzem pediatrą w Łodzi, poświęcając się szczególnie opiece nad dziećmi chorymi na cukrzycę. Po wydarzeniach marca 1968 i rozpętanej przez ówczesne władze kampanii antysemickiej wyjechała wraz z dziećmi do Francji.Tam zaangażowała się w działalność organizacji humanitarnych - najpierw Lekarzy bez Granic, a po 1980 r., gdy organizację opuścił Bernard Kouchner, współtworzyła wraz z nim organizację Lekarze Świata.
Pracowała m.in. na statkach-szpitalach, wyławiających na Morzu Południowochińskim uciekinierów z komunistycznego Wietnamu (tzw. boat-people), a także w szpitalach w Salwadorze, Czadzie, Afganistanie i Bośni, gdzie podczas wojny domowej współtworzyła m.in. ośrodek wsparcia dla kobiet-ofiar gwałtów.
Była też współzałożycielką francusko-polskiego stowarzyszenia "SOS Aide aux Malades Polonais" (Pomoc Chorym w Polsce), zajmującego się m.in. leczeniem we Francji osób nieuleczalnych w Polsce, a następnie założycielką Fundacji Dzieci Niczyje. W czasach stanu wojennego w Polsce organizowała pomoc dla "Solidarności". Polskie dzieci odznaczyły ją w 1999 roku Orderem Uśmiechu.
Alina Margolis-Edelman spocznie w sobotę na cmentarzu w podparyskim Bagneux."
Komentarz latarnicka z forum judaica: Ciekawe co z murzynkiem Bambo?
Teatr Tekstu - Harold Pinter - OKO
Wróciłem z Pomorza dopiero co. Bardzo chciałbym się z Państwem podzielić tym wszystkim, ale póki co - ogłoszenie:
Ośrodek Kreatywności Obywatelskiej
zaprasza na
Teatr Tekstu
tym razem czytamy dwie jednoaktówki
Harolda Pintera:
Pokój (The Room)
i
Kolekcja (The Collection)
Piątek, 25 kwietnia, godz. 19.00
w siedzibie Ośrodka Kreatywności Obywatelskiej
(ul. Komorowicka 15, na odcinku między Piłsudskiego a 11 listopada, zaraz przy przystanku autobusowym).
- - -
Harold Pinter, który w 2005 r. dostał Nobla, jest w Polsce zaskakująco mało znany. Jego sztuk do 2006 r. nikt u nas nie wydawał, a nieliczne przekłady publikowano jedynie w „Dialogu". Dramaty Pintera nie były też przesadnie często w Polsce wystawiane, jeśli już to najczęściej „Kochanek" i „Urodziny Stanleya". Właściwie nie wiadomo, dlaczego.
About Pinter
Pinter urodził się w roku 1930 w robotniczej dzielnicy Londynu w rodzinie żydowskiego krawca. Jeden z dziadków i obie babcie urodziły się w Polsce, drugi dziadek pochodził z Odessy.
Od szesnastego roku życia, z przerwami na długie wagary, Pinter studiował dramaturgię, najpierw w Królewskiej Akademii Sztuki Dramatycznej w Londynie, potem w Central School of Speech and Drama. Po studiach przez 10 lat był aktorem w wędrownym teatrze, z którym objeżdżał brytyjską prowincję.
W 1957 roku napisał swoją pierwszą sztukę pt. „Pokój" wystawioną w teatrze studenckim w Bristolu. Krytyk Harold Hobson po jej obejrzeniu nazwał Pintera „najbardziej oryginalnym, niepokojącym i fascynującym talentem w teatralnym Londynie".
„Pokój" wystawiony wraz z „Samoobsługą" w Hampstead Theatre w 1960 r. otworzył przed nim sceny wszystkich brytyjskich teatrów.
Pintera zaliczono do pokolenia brytyjskich młodych gniewnych. Ci jednak zarzucali mu brak zaangażowania. Również pakowanie go do jednego worka z Beckettem i Kafką oraz próby przylepienia łatki „teatr absurdu" nie wydawało się przekonujące. W końcu znaleziono na Pintera etykietę: comedy of menace - w wolnym tłumaczeniu: komedia grozy.
Język jest ruchomym piaskiem - z wykładu noblowskiego Pintera:
„Prawda jest taka, że w dramacie nigdy nie ma jednej prawdy. Prawd jest wiele. Zwalczają się, wzdragają przed sobą, odzwierciedlają się, ignorują, wyszydzają, nie dostrzegają. [...] W sztuce język jest więc narzędziem wieloznacznym, ruchomym piaskiem, trampoliną, taflą lodu, która może się pod tobą, autorem w każdej chwili załamać."
O „Pokoju":
Bolesław Taborski: „Pierwsza sztuka Pintera zawiera zalążki wielu wątków rozwiniętych przez niego później: zagrożenia, dezintegracji, trudności kontaktu, wieloznaczności sytuacji i stosunków międzyludzkich. [...] Świetnie ukazany też został podstawowy dla dramaturgii Pinterowskiej fakt, że ludzie nie mówią do siebie, lecz obok siebie, że suma wypowiedzianych słów jest odwrotnie proporcjonalna do stopnia osiągniętego przez rozmówców kontaktu i zrozumienia".
Harold Pinter: „Z zewnątrz napiera na nich świat, a to jest przerażające [...] Wszyscy jesteśmy w pokoju, a na zewnątrz jest świat, który ma wszelkie cechy nam znane, a jednak jest zupełnie niewytłumaczalny i przerażający, dziwny i niepokojący."
„Pokój" nigdy nie był wystawiany w Polsce. Prapremierę miał w 1957 r. w The Drama Studio na uniwersytecie w Bristolu. Ostatnia realizacja miała mejsce w 2001 r. w American Conservatory Theater w San Francisco.
O „Kolekcji":
Bolesław Taborski: „Tutaj wszystko mogło się zdarzyć albo nic się nie zdarzyło. Przedstawione kolejne warianty nie dają pod tym względem żadnej pewności, stwarzając wrażenie, że ludzie pozornie tylko komunikują się ze sobą, a prawda, jeśli istnieje, pozostaje nieuchwytna."
„Kolekcja" napisana została w roku 1961. Prapremiera odbyła się w 1962 r. w Royal Shakespeare Company Theatre w Londynie. Grano ją wielokrotnie na scenach brytyjskich, amerykańskich, kanadyjskich, francuskich, niemieckich, hiszpańskich, japońskich, chińskich itd.
W Polsce „Kolekcję" wystawiono dwukrotnie. W 1968 r. w Teatrze Lubuskim w reż. Jerzego Hoffmana oraz w 1984 w Teatrze Dramatycznym w Słupsku.
Zapewniam Państwa, że to po prostu fajne teksty są. Zapraszam!
Artur Pałyga
| Projekt nr 10277/FOP07/2/MA/1375 - Ośrodek Kreatywności Obywatelskiej (OKO) - został zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych |
|
| Operator - Fundacja Fundusz Współpracy, ul. Górnośląska 4a, 00-444 Warszawa tel.+48 22 45 09 868, fax+48 22 45 09 803, http://www.funduszngo.pl/, fop@cofund.org.pl Projekt realizowany przez Stowarzyszenie Mieszkańców Osiedla im. Wojewody Grażyńskiego SMOG w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Wspierania Działań Kulturotwórczych Uwaga Kultura |
|
Naświetlenie - BB sfotografowane - wystawa. Kontrapunkt
Zbieramy zdjęcia Bielska-Białej z lat osiemdziesiątych, siedemdziesiątych, sześćdziesiątych, pięćdziesiątych, czterdziestych i dalej w przeszłość. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby udostępnić takie fotografie, przynajmniej do zeskanowania, aby zaprezentować je na wystawie, będziemy wdzięczni.
Piszę -my-, albowiem wystawę organizuje Ośrodek Kreatywności Obywatelskiej, który właśnie powstał w BB i ma swoją siedzibę przy ul. Komorowickiej 15. Oficjalne otwarcie - 9 maja. A już wcześniej będą wieszane zdjęcia - na początek ze zbiorów osób zaprzyjaźnionych, potem chcielibyśmy, aby wystawa rozszerzała się o Państwa fotografie, aby zakończyć ją uroczystym finisażem.
Jeśli ktokolwiek chciałby i mógłby pokazać zdjęcia ze swoich archiwów, proszę uprzejmie o kontakt, na razie mailowy na adres: klemens@poczta.onet.pl Bardzo dziękuję!
* * *
Tymczasem znów podróż przez całą Polskę. Tym razem do Szczecina na "Kontrapunkt", gdzie, jak podała dzisiejsza szczecińska "Wyborcza":
O główna nagrodę - grand prix publiczności - rywalizować będzie 14 tytułów: pięć zagranicznych (hiszpańskie, belgijskie, niemieckie) i dziewięć polskich (takie jak spektakl, na który szczecińscy widzowie wykupili bilety na pniu, czyli "Wierszalin. Reportaż o końcu świata" Piotra Tomaszuka. Ciekawie zapowiadają się też "Homo Polonicus", głośne już najnowsze dzieło Janusza Opryńskiego i Witolda Mazurkiewicza z lubelskiego Provisorium, mierzące się z genem "polakowatości", czy "Żyd" Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, w którym elita zastanawia się np., czy można Żyda poczęstować karpiem po żydowsku).
O łapownictwie wśród dziennikarzy śledczych
Właściwie zaraz po pierwszych moich tekstach w "Rzeczpospolitej", zaproponowano mi łapówkę. Sytuacja była o tyle śmieszna, że nie polityk i biznesmen, ale szef jednego z centrów kultury na południu Polski mi ją zaproponował. A o tyle można go potraktować ulgowo, że nie dla siebie prosił, a dla dobra placówki. Propozycja była sformułowana bardzo sprawnie, w luźniejszej rozmowie, gładko, okrągłymi słowami, acz bardzo wyraźnie i jednoznacznie. Cel - napisać dobrze o placówce w "Rzeczpospolitej". Wydawałoby się, być może, że nawet to dość niewinna propozycja, bo żadne kompromitowanie kogoś, żadne szukanie haka, nic z tych rzeczy. Napisać dobrze o placówce. Za pieniądze. Nie wiem jak zaksięgowane, ale jakieś sposoby pewnie są. I od razu, proszę państwa, otworzył mi się cały wachlarz możliwych wydarzeń, które nastąpiłyby, gdybym powiedział -tak-. I dlatego było to ciekawe doświadczenie.
Przyjmując jakiekolwiek pieniądze od tego człowieka, uzależniłbym się od niego na zawsze. Nigdy nie miałbym pewności, ile i w jaki sposób opowiedział o tym swojej żonie, przyjacielowi, psu. Nigdy nie miałbym pewności, czy nie skorzysta z wiedzy, jaką o mnie w tym momencie posiadł był. A jest to wiedza kompromitująca mnie całkowicie jako dziennikarza - że jestem łapówkarzem, biorę pieniądze za korzystne dla kogoś naświetlenie sprawy. Nigdy nie wiedziałbym, czy ten człowiek, który nie wahał się zaproponować mi łapóweczki, nie zawaha się zażądać czegoś jeszcze, za miesiąc, za rok, za dziesięć lat. Czy nie zawaha się sprzedać posiadanej o mnie wiedzy. Wiedzy, że jestem przekupny.
Rezultat był taki, że popadałem stopniowo w obsesję niezależności odo kogokolwiek, żeby nawet cienia nie było, żeby się nawet słowem nikt nie mógł przyczepić. Co prowadziło prostą drogą do obłędu, więc był to jeden z powodów, dla których wypadłem z tzw. dziennikarstwa śledczego, choć cieszę się, że go liznąłem i bardzo się cieszę, że z takimi ludźmi, jakich dzięki temu spotkałem. I po tym doświadczeniu mam do nich, do tego właśnie gatunku dziennikarzy szczególny szacunek i, jak mawia Witt-Michałowski, Panie, Panowie, szapokla!
Dlatego nie wierzę i nie uwierzę w to, że szanowany dziennikarz śledczy dużej, ogólnopolskiej gazety zdecydował się tak się podłożyć jakiemuś urzędnikowi, jakiemuś lokalnemu prezydentowi, komukolwiek. Oddać mu się w ręce. Wziąć pieniądze za artykuł i na zawsze uzależnić się od lokalnego włodarza, lokalnych urzędników, od osób, które w jakiś sposób dowiedziały się o tym. Nawet, gdyby znalazł się taki dziennikarz śledczy, który w życiu prywatnym byłby straszną szują i kanalią, musiałby by być potwornie naiwny, żeby w tak głupi sposób wystawiać całą swoją karierę zawodową, całą swoją reputację dziennikarską na szwank. Nie wierzę, że ktokolwiek tak naiwny mógłby utrzymać się dłużej i zbierać nagrody, jako dziennikarz śledczy, w którejkolwiek ze znanych gazet.
Tyle na ten temat. Jeśli ktokolwiek zagląda tu po to, żeby czytać o "Super-nowej" uprzedzam, więcej nic na ten temat w żadnej notce na tym blogu nie będzie. Dalej już same nudy tylko, jak wcześniej.
Informacje:
Fotka moja z Kubą: JAGODA PICTURES STUDIO
----------------------------------------------------------------
Guma balonowa
Testament Teodora Sixta
Nic co ludzkie
Żyd
Wodzirej. Koszalin Kulturkampf
Hamlet'44
Turyści
Wszystkie rodzaje śmierci
Ostatni taki ojciec
V(F) ICD-10
Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami
Już się ciebie nie boję, Otello
Idź w noc, Margot
Auschwitz Cat
Bitwa o Nangar Khel
Szwoleżerowie
Obywatel K
Nieskończona historia - Warszawa
Nieskonczona historia - Zabrze
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Archiwum:
2012
2011
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)
2010
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)
2009
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)
2008
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)
Linki polecane:
www.jacekproszyk.blog.bielsko.pl
www.poewiki.org/index.php/Strona_osobista:Artur_Pałyga
www.nieszuflada.pl
www.januszlegon.bielsko.pl
www.heniekurban.salon24.pl
www.e-teatr.pl
www.powszechny.art.pl
Ostatnie komentarze
Gratuluję. Szczerze się cieszę :-)
Pozwolę sobie podzielić się wrażeniami (impresjami) na bazie oglądanych sztuk: "Ikaria". Refleksja nad starością. Starzy...
ja wrocilem z bielska do korzeni czyli do mesznej i na szczescie ni chuja zadnego...
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 322711 |
| Newsów: | 334 |
| Komentarzy: | 1178 |


