arturpalyga.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
arturpalyga.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - arturpalyga.blog.bielsko.pl

Komentarzy (6)

Wiatr we włosach

  

Luźne strzępy tu wrzucę notatek, zapisków w biegu między pisaniem a próbą:

Cmentarz polski w Teheranie. Ponad 2000 grobów. Na pomniku ktoś przyczepił polską flagę z orłem, podpisał się z imienia i nazwiska i dopisał na fladze: "Bez bileta, na waleta".

Grób z napisem na płycie: Dziewczynka. 1938-1942

Cmentarz zadbany. Stróż mieszka tu. Ma kurę, króliki. W stawiku między grobami pływają kolorowe rybki. Stróż częstuje nas herbatą. Cukier do ust i popijać.

Co jakiś czas łapię się na tym, że się odnoszę do obrazów, motywów, metafor biblijnych, których oni w ogóle nie czają ni w ząb. Pytam, to nie czytacie w szkole, na studiach fragmentów Biblii? No nie, a wy czytacie Koran?

Impreza, urodziny. Dziewczyny przychodzą okutane w hidżaby, witają się i znikają na 45 minut. Gdzie one są - pytam. W pokoju. Robią się. Wychodzą w miniówach, w pończochach, z fryzurami, w prześwitujących bluzkach i potem przed wyjściem znów w hidżaby.

Na stołach arak w dużych plastikowych butelkach.

Trzeba być dogadanym z sąsiadami. I jak leci muzyka, to zamykają okna, żeby nie było słychać na zewnątrz.
Mówią, że jeżeli ktoś doniesie, że pije się alkohol, to wpada policja i bije ich na miejscu, znaczy pałowanie. Gospodarz dostaje oficjalne baty. Podobno za alkohol w domu jest 80 batów.

A to jest tekst napisany przez Fejdżi, naszą młodą aktorkę:

FAEGHE SHALALVAND

MOJA MAMA PAMIĘTA

Moja mama pamięta wiatr we włosach.
Moja mama pamięta, jak kąpała się w morzu i nikomu nie przeszkadzały jej piersi i jej piękne nogi.
Moja mama pamięta, jak w naszym domu bywało dużo gości.

Pamięta podróże do Europy.
Pamięta inżynierów z Korei Południowej i Japonii przyjeżdżających do Iranu, żeby się uczyć przemysłu i produkcji aut.
Pamięta, jak latem nosiła krótką sukienkę i pończochy.
Pamięta kobiety i mężczyzn razem na koncercie.
Pamięta bal na zakończenie studiów.
Pamięta miłość.
Pamięta, jak całowała się z ojcem na ulicy Shahyad.
Pamięta szacunek i szczęście.

2016-12-17 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2016-12-17 18:57:27
Biedne kobiety. Trudno mi uwierzyć, że dały się tak zniewolić. Tym bardziej , że matki obecnych dziewczyn miały dużo lepiej. Dlaczego tak dobrowolnie poszły do "szmacianej" niewoli, zrobioną przez ich mężów, ojców i braci ?
arturpalyga
2016-12-17 22:01:59
Nie poszły dobrowolnie. Są aresztowane, więzione i osądzane, jeśli tego nie zrobią. Osiem lat temu wyszły na ulice Teheranu w proteście i wojsko do nich strzelało.
2016-12-18 18:18:51
Współczuję bardzo tym zniewolonym kobietom ! I życzę dużo sił w walce o wolność i godne życie ! Żeby Ich mężowi, ojcowie i bracia zrozumieli jaką krzywdę wyrządzają swoim matkom, żonom i córkom !!!
moksis@op.pl
2016-12-19 17:59:00
Moja praprababcia leży na tym cmentarzu wTeheranie, chciałbym ją kiedyś przenieść do Bielska, jak będzie mnie tylko na to stać.
arturpalyga
2016-12-28 01:51:07
To ładny, zadbany cmentarz, ważny też dla Teherańczyków. Może nie trzeba przenosić...
Tomek
2017-01-03 10:50:52
"Bez bileta na waleta" to możliwe, że to ten jegomość, on chyba ostatnio był w krajach wschodnich - https://pl-pl.facebook.com/nawaletabezbileta/ :)
Komentarzy (3)

A ściana między nami...

  

Przedziwne odkrywanie identyczności. Niby banał, a jednak nie. Nie widzi się tego raczej, jak się jest turystą. Turysta jest nastawiony na inność, na egzotykę. Identyczność turystycznie nie jest interesująca. Natomiast, kiedy się pracuje z tymi ludźmi, spędza się z nimi parę godzin dziennie, gada się, dość szybko przychodzi to olśniewające odkrycie, że są identyczni, jak ludzie, których znasz na codzień. Rozpoznajesz typy, rozpoznajesz sposoby myślenia, zachowania i dziwisz się, że się dziwisz. NIby zupełnie inna kultura, daleko daleko od nas, a tu identyczność. Oczywiście warunki życia są inne. Cały czas skojarzenia z późnym PRLem. Z takim PRLem czasów końca stanu wojennego i potem, z PRLem w stanie rozkładu.

Kiedy chłopak z Teheranu płacze, kiedy podczas próby opowiada o swojej matce, przypominasz sobie identycznego chłopaka z Bielska-Białej. Kiedy dziewczyna z Teheranu opowiada o swoich rozterkach związanych z sensem życia, przypominasz sobie takie same opowieści takich samych dziewcząt z Bydgoszczy, czy z Warszawy. Krok po kroku, odkrywasz, że mają takie same problemy, takie same przemyślenia, taką samą wrażliwość mniejszą lub większą, tak samo się śmieją z takich samych rzeczy, mają takie same obawy i takie same nadzieje. I zaczynasz sobie myśleć, acha, a jakby to było, jakby u nas pojawił się taki Chomeini i dyktatura religijna, to przecież wyglądałoby podobnie. Tacy sami ludzie tak samo by się zachowywali. Tak samo by reagowali, tak samo obchodziliby reguły i tak samo staraliby się prowadzić w tym wszystkim normalne życie.

Dzisiaj, siadając do pisania, pomyślałem, że w zasadzie tak samo mógłbym opisać dzień pracy warsztatowej w Katowicach, w Warszawie, w Bydgoszczy, w Gdańsku, w Bielsku-Białej. I tak samo znalazłyby się jakieś ciekawostki w rodzaju, że przy teatrze jest park, w którym spotykają się teherańscy geje. A wieczorem i jeszcze w nocy można spotkać na chodniku sprzedawcę herbaty, który nosi na plecach termos, a w plastikowym koszyku ma jednorazowe kubeczki i cukier.

Ułożyliśmy plan, strukturę pokazu warsztatowego. Dobre zmęczenie. Jest 3:49 czasu teherańskiego. Hodafez!

2016-12-15 | Dodaj komentarz
a.
2016-12-16 15:22:08
ciekawe, jakby pan w jednym zdaniu opisał spotkanie z takim samym gościem jak pan (komentarz życzliwy)
arturpałyga
2016-12-16 18:26:30
Że ciekawe, co sobie myśli ten gość, co się tak patrzy na mnie.
a.
2016-12-16 21:55:36
prawdopodobnie by pan z nim rozmawiał: "Kiedy chłopak z Teheranu płacze, kiedy podczas próby opowiada o swojej matce, przypominasz sobie identycznego chłopaka z Bielska-Białej. Kiedy dziewczyna z Teheranu opowiada o swoich rozterkach związanych z sensem życia, przypominasz sobie takie same opowieści takich samych dziewcząt z Bydgoszczy, czy z Warszawy. "
Komentarzy (1)

Ostatni bastion Rewolucji

  

Ajatollahowie wychowali sobie pokolenie ateistycznej młodzieży, która szczerze ich nienawidzi. Religijna Rewolucja zmieniła się w swoją parodię, w pustą wydmuszkę strzeżoną przez armię i policję. Więzieniem i pałą wymusza się stosowanie zasad, w które nikt już nie wierzy. A zasady, wiadomo, można obejść. Każdy, kto żył w PRL, pamięta z własnego doświadczenia, że inwencja ludzka w obchodzeniu idiotycznych praw i reguł, nie ma granic. Dostaniesz pałą, albo trafisz do więzienia nie za to, że łamiesz zasady, ale za to, że je łamiesz nieudolnie albo że masz pecha. Irańczycy mają mnóstwo sposobów na obchodzenie restrykcyjnych zasad. Z wyjątkiem jednej.

- Powiedz mi - proszę moją przewodniczkę - dlaczego kobiety nie boją się, wbrew surowym zakazom, iść z facetem za rękę, a nawet przytulać i całować na powitanie, a boją się zdjąć hidżab, nawet podczas próby na sali teatralnej?

- Prawo dopuszcza dotyk, jeżeli kobieta i mężczyzna są rodziną: rodzeństwem, kuzynami bądź małżeństwem. Ale wszyscy wiedzą, że trzymający się za rękę ludzie wcale nie muszą być rodziną. Z reguły nikt tego już nie sprawdza. Z reguły władza przymyka oczy, jak w przypadku wielu innych zasad. Ale na tę jedną zasadę nie może przymknąć oczu. Tę jedną traktuje z całą surowością: hidżab.

Hidżab ma zakrywać włosy, szyję, piersi. Restrykcyjnie przestrzegane po Rewolucji zasady z czasem zardzewiały, zmurszały. Życie i upór ludzi wymusiły ich obluzowanie. Kobiety odsłaniają czoła, grzywki, zsuwają chusty dalej i dalej na tył głowy, czasami aż do formy zupełnie niemal symbolicznej, kiedy niewielka chusta trzyma się na warkoczu z tyłu. Ale musi być. Podczas prób w teatrze spadają im te chusty, muszą je nieustannie poprawiać, bo się zsuwają. Ale nie ściągają. Ten znak uległości musi być. Dlaczego?

- To jest fundament Rewolucji i jej ostatni bastion. Od tego się zaczęło i to tylko pozostało, jako bezwzględnie egzekwowane - tłumaczy dziewczyna. - Jeśli zniknie hidżab, będzie to znak, że Rewolucja kompletnie przegrała. To byłby koniec.

Dlatego pilnują tych chustek na kobiecych głowach duchowni i generałowie. Bo na tych chustkach trzyma się jeszcze ich władza.

Możesz nie chodzić do meczetu, możesz się nie modlić, możesz nie przestrzegać postów (tylko nie rób tego ostentacyjnie, publicznie), możesz nielegalnie spożywać alkohol, możesz w zaciszu domu mieć zakazanego psa, możesz załatwić sobie nielegalny dostęp do fejsbuka i youtuba, możesz nie za głośno grać i śpiewać i zatańczyć sobie w domu lub w zamkniętej sali, możesz się nawet przytulić do chłopaka na ulicy, no trudno, ale tego jednego nie możesz. Nie możesz zdjąć chusty. To twój znak uległości, poddaństwa, lojalności.

- My o was wiemy znacznie więcej niż wy o nas - mówi Andżelika. - Dlaczego?

Pytała mnie, co wiem o Iranie, jaki obraz Iranu mają ludzie w Polsce. Wyszło, że dość wąsko stereotypowy. Wtedy zacząłem mówić o Stanach, o Teksasie i zanim ugryzłem się w język, było już za późno.

- No powiedz! Chcę usłyszeć!

Opowiadam więc, jak w teksańskim domu posiadaczy ropy naftowej, w przyjemnej atmosferze, popijając piwo, rozmawialiśmy o tym, że córka, Brenda chce iść na uniwersytet, a te studia bardzo drogo kosztują, a tymczasem cena ropy spada i może się okazać, że będzie problem ze sfinansowaniem studiów Brendy. I wtedy teksańska starsza pani mówi:

- Jakbyśmy zbombardowali wreszcie ten Iran, to cena ropy wzrośnie...

- I Brenda będzie mogła pójść na studia - kończy Andżelika.

- Tak.

Chwila ciszy.

Przychodzi mi na myśl impreza w irańskim mieszkaniu, na której byliśmy i na której bawiliśmy się przy amerykańskiej muzyce. Tak jak było w PRL tak i tutaj, wbrew oficjalnemu hasłu: Śmierć Ameryce, ludzie kochają Amerykę, oglądają amerykańskie filmy, słuchają amerykańskiej muzyki.

Jakbyśmy zbombardowali wreszcie ten Iran...

2016-12-13 | Dodaj komentarz
Mada L
2016-12-14 10:19:42
Nic nowego nie odkryję, ale wszystko co robimy, na coś wpływa.
Komentarzy (0)

Rozpacz i rozkosz

  

- Opowiedzcie nam o nas - poprosiłem nasze irańskie aktorki i aktorów. - O Zachodzie, o Europie, o Polsce. Jak nas widzicie?

Podzielili się na pięć grup. Każda grupa przygotowała etiudę.

Etiuda pierwsza.

Baletnica tańczy. Zachód, jako baletnica. Przychodzi dyktator, który kończy ten taniec.

Etiuda druga

Mężczyzna wypija wodę z butelki, po czym przykłada butelkę do krocza. Butelka imituje penisa. Mężczyzna onanizuje się. Przed nim pochylona, zgarbiona, powłócząca nogami kobieta ugina się coraz bardziej. W tle rozpaczliwy, chrapliwy wokal-jęk. Kobieta przewraca się, krzycząc z bólu, mężczyzna dochodzi, krzycząc z rozkoszy. Krzyk rozpaczy i krzyk rozkoszy łączą się w jeden.

Mężczyzna to Zachód, kobieta - Wschód.

Etiuda trzecia

Dwóch mężczyzn. Pierwszy mężczyzna wyznacza linię na podłodze, po czym staje na podwyższeniu-krześle, wcina jabłko i popija wodę z butelki. Drugi mężczyzna chce do niego podejść, ale oddziela ich linia, której drugi mężczyzna nie może przekroczyć. Pierwszy go odgania, nie pozwala mu przejść. Drugi prosi, wyciąga błagalnie dłonie. Pierwszy kpiąco wylewa mu na głowę trochę wody z butelki i odgania od wyznaczonej linii. Pierwszy syty i zadowolony stoi dumnie na krześle, żre jabłko i popija wodą. Drugi leży za wyznaczoną granicą. Nagle pierwszy słabnie, spada z krzesła, przekracza linię i upada. Drugi mu pomaga, podnosi go i cuci.

Pierwszy to Zachód, drugi - Wschód.

Etiuda czwarta

Duża grupa dzieli się na dwie. Pierwsza siada w kręgu i rżnie w karty, popija coś, śmieje się. Druga stoi. W pewnym momencie jedna osoba z pierwszej grupy idzie w odwiedziny do drugiej. Jest ugoszczona, dostaje prezent. Wraca i pokazuje ten prezent swoim. Wybucha entuzjazm. Wszyscy z pierwszej grupy idą do drugiej. Wszyscy dostają prezenty. Entuzjazm. Rżną w karty, zachwycają się prezentami. Idą po jeszcze. Tym razem nie czekają na prezenty, wydzierają je siłą. Wracają. Zachwycają się, przeliczają, rżną w karty, jedzą, piją. Wracają po jeszcze. Tamci nie chcą oddać. Zostają powaleni siłą, zostają rozbici. Pierwsza grupa wraca z łupami. Jedna kobieta w chuście z tej drugiej, powalonej na ziemię grupy, czołga się do tej pierwszej, wczołguje się między nich, między rozbawionych, rżnących w karty, wczołguje się do środka i wstaje, budząc przestrach, przerażenie, krzyk.

Pierwsza grupa to Zachód, druga to Wschód.

Etiuda piąta

Dziwni samotni ludzie zatopieni w wirtualnym świecie.

To Zachód.

Tak nas widzą.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Po próbie spotkanie z Endżi.

Urodziła się tuż po Rewolucji, w pierwszym roku ośmioletniej wojny z Irakiem. Jej matka najpierw żyła w kraju, w którym prawo, pod karą, zakazywało noszenia hidżabu, a od Rewolucji w kraju, w którym prawo, pod karą, nakazywało noszenie hidżabu.

Endżi pamięta gruzy, zniszczenie, atmosferę wojny. Od kiedy przestała być dziewczynką, musiała nosić chustę, przestrzegać Ramazanu, uczestniczyć w muzułmańskich świętach religijnych. Jest niewierząca, jak wielu Irańczyków, jak większość jej znajomych.

Prowadzi mnie na Plac Rewolucji. Zrobiła tu graffitti. Przedstawiało rumianą, uśmiechniętą twarz Irańczyka z podpisem: Zawsze się czerwienię i uśmiecham, kiedy mnie policzkują.

Złapała ją policja. Została aresztowana. Miała proces.

W 2009 brała udział w Green Movement, w masowych demonstracjach antyrządowych, największych od czasu Rewolucji Chomeiniego, kiedy wojsko strzelało do ludzi, wielu zabijając. W demonstracjach szło wiele kobiet, dziewcząt. Do nich strzelano.

Przy uniwersytecie spotykamy na ulicy znajomego Endżie. Padają sobie w ramiona, całują się w policzki.

- Gdyby to zobaczył policjant, aresztowaliby mnie za to - mówi. Przywitanie się ze znajomym, jako akt oporu.

Idziemy do kawiarni koło uniwersytetu. Wszystko, jak w Europie. Dużo młodych ludzi przy stolikach. Tylko kobiety w chustach, których nie wolno zdjąć, chociaż jest tu ciepło.

- Nie przeszkadza ci ta chusta? - pytam.

- Jasne, że przeszkadza. Najbardziej przeszkadza w teatrze, na próbie. Za zdjęcie chusty - areszt.

Za nami, przy stoliku ktoś ma urodziny. Wnoszą tort. Okrzyki, śmiech. Obok - mężczyzna z kobietą patrzą sobie w oczy. Wszystko, jak u nas, i ludzie, jak u nas. Tylko nie da się zamówić wina.

Endżi opowiada mi historię Iranu od XIX wieku, przez Rewolucję Konstytucyjną z początku XX wieku po Green Movement.

Nie zamierza stąd wyjeżdżać. Nie jest z tej generacji, co Natalia. Nie chce na nowo urządzać sobie życia gdzie indziej. Tu ma znajomych, przyjaciół, rodzinę, swoje miejsca. Ma nadzieję, że nie będzie wojny. Sądzi, że nie będzie wojny. Wierzy, że wszystko w końcu zmieni się na lepsze. Liczy na to, że jeszcze za jej życia.

Płaci za mnie i za siebie. Stanowczo nie pozwala, żebym ja zapłacił. Odprowadza mnie pod hotel, żebym się nie zgubił w Teheranie i nie wpadł pod samochód podczas przechodzenia przez ulicę, co łatwo może się tu zdarzyć, jak nie jest się przyzwyczajonym do teherańskiego ruchu ulicznego. Tłum ludzi! Wieczorem Teheran żyje! Uliczni sprzedawcy, sklepy, masę samochodów. Zatrzymujemy się przed hotelem.

- To może wstąp do nas - proponuję. - Mieszkamy wszyscy razem w pokoju, w apartamencie. Zapraszam! Pogadamy ze wszystkimi.

- Nie wpuszczą mnie - mówi. - Do jutra!

Poprawia chustę, przeskakuje przez ogrodzenie odzielające ulicę od chodnika i znika między autami.

2016-12-13 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (1)

Przed wojną

  

= Cała moja generacja chce uciec z tego kraju. Cała. Ja właśnie uciekam i nie zamierzam tu nigdy wracać. Tu będzie wojna. Ten rząd doprowadzi do wojny. I przegramy ją, bo ludzie nie chcą iść walczyć - mówi Natalia. Pomyliłem się. Wziąłem ją za wzorową, propaństwową. Pozory mylą. Naprawdę nie nazywa się Natalia, ale pasuje do niej to imię. Nie ma powodu, żebym podawał tu prawdziwie imiona. Jedyny pożytek z tego mogliby mieć tylko ci, którzy by chcieli tym ludziom zaszkodzić.

Trzeci dzień w Iranie. Komunikat na moim laptopie mówi, że brak dostępu do internetu. Ale jest. Pierwszy raz tak, że można coś napisać i opublikować. Na dole, przy recepcji w hotelu Reza w Teheranie, koło parku przy Teatrze Miejskim. Według irańskiego czasu jest pół godziny po północy, kiedy zaczynam to pisać. W Polsce - dwudziesta druga. W holu sami faceci. W lodówce piwo - wyłącznie bezalkoholowe. Popijam. Delster, irańskie. Zimne, słodkawe, z dziwnym, nieokreślonym posmakiem.

Nie ma fejsbuka, ani youtuba. Zablokowane. Zamiast polskich stron czasem otwierają się irańskie.

Od dziś śpimy w tym hotelu, przed którego wejściem powiewa na ogromnym maszcie wielka flaga irańska. Strefa Wolnosłowa w Teheranie. Wszyscy mamy jeden apartament przystosowany dla małżeństwa z czwórką dzieci. W telewizji wyłącznie irańskie stacje. W recepcji na ścianie portret Chomeiniego.

Wróciliśmy właśnie z teatru, ale nie tego naszego, miejskiego, w którym pracujemy, ale z teatru przy teherańskim Art Centre. To duży, w nowoczesnym klimacie kompleks budynków.

- Przed Rewolucją stacjonowała tu armia brytyjska - mówi dziewczyna, która nas oprowadza.

- A po Rewolucji? - pytam.

- Po Rewolucji to, co tu jest teraz. Centrum Sztuki. Kilka galerii, muzeum sztuki, dwa teatry.

Pisana z dużej litery Rewolucja to Chomeini, 1978 rok. Nie bardzo coś w to wierzę, żeby za Chomeiniego kazano zrobić w tym miejscu galerie sztuki współczesnej, ale nie dopytuję. Dziewczyna wygląda jak bardzo pilna uczennica. Starannie pozakrywana. Okulary. Powaga na twarzy.

Oglądamy zdjęcia reporterskie z Rewolucji. Barykady na ulicach, tłum przeciw policji, zwłoki niesione przez tłum. Wygląda trochę, jak zdjęcia z polskiego Grudnia'70.

Właśnie ucichło. Rozgadani faceci wyszli. Zrobiło się pusto. Został recepcjonista, barman się zwija, i strażnik, który się właśnie uśmiechnął do mnie, kciuk podniósł do góry, pyta: - Everything's ok?

Zamieszczę to i będę dodawał po kawałku. Nie wiadomo, czy net znów nie zniknie.

Po drodze z galerii na spektakl zatrzymują nas dwaj młodzi faceci, obaj brodaci, w kapeluszach, jeden wyraźnie zrobiony na Michaela Jacksona. Niosą sprzęt, z którego leci ten genialny kawałek Jacksona "Nobody care's about us".

- Poświęćcie nam trzy minuty! - nalegają. - Chcemy dla was zatańczyć.

Zatrzymujemy się. Oprócz nas zbiera się niewielka grupa. Wszystkie kobiety oczywiście w chustach, zasłonięte ramiona, niektóre w czadorach. Stoimy i patrzymy, jak dwaj panowie do muzyki pop bardzo sprawnie jadą z breakdancem, moonwalkiem i wariacjami własnymi.

Panie w czadorach leciutko podrygują do rytmu.

Przypomina mi się obraz rzucony przez młodą gniewną Irankę na dzisiejszej naszej próbie - Marylin Monroe w czadorze podwianym od dołu przez wiatr.

Przerwa. Za chwilę dalej.

Spektakl. Coś z chmurami w tytule. Duża scena, duży zespół. Na widowni razem z nami około trzydziestu osób. Dziwnie.

Podobno lubią teatr. Podobno chętnie i często chodzą. Na poprzednim spektaklu, na którym byliśmy, było więcej ludzi na widowni, chociaż był na małej scenie. A to podobno znany w Iranie reżyser, więc nie wiem.

Na scenie aktorki w chustach, z zasłoniętymi szyjami i łokciami oraz w bluzach zasłaniających talię. Nie wolno im wykonywać żadnych ruchów, które mogłyby się kojarzyć erotycznie. Żadnych ruchów biodrami na przykład.

Spektakl teatralny przechodzi trzystopniową cenzurę. Osobno cenzurowany jest tekst, osobno wizual, a jeszcze inny cenzor sprawdza ścieżkę dźwiękową, czy aby na słuch coś się nie kojarzy, coś niepoprawnego nie zostało przemycone. Cenzorzy dają obszerne i szczegółowe wskazówki, w której minucie spektaklu co trzeba poprawić. Dopiero wtedy można grać.

I co? Wiadomo. Wtedy wszystko ma znaczenie, wszystko się kojarzy. Spektakl był o fabryce. Bardzo ładny wizualnie, ze smakiem zrobiony, dźwiękowo też, rytmiczny. Rozmowy przy pracy w fabryce, śmiechy tłumione, słowa, których nie wolno wypowiadać, wtedy wszyscy mówią: ciiiii i kładą palec na ustach. Wprawdzie w sztuce chodzi o słowa kojarzące się z upływem czasu. No ale wiadomo.

Na koniec wszyscy oddają, zostawiają za sobą to, co każdy miał swojego, tylko swojego. A to wisiorek, a to kamyczek, a to coś tam. Zostawiają to i wracają do stanowisk pracy już zautomatyzowani, bezmyślni. No i wiadomo. Nie kojarzy się? Kojarzy. Ale żaden cenzor nie ma się do czego przyczepić.

To jak z chustami. Kobiety muszą mieć chusty na głowach. Za brak chusty mogą zostać aresztowane na ulicy. No i owszem, można spotkać takie zakutane, którym ledwo nos wygląda spod czarnej chusty, ale są i takie, które mają do warkocza z tyłu przypięte coś w rodzaju chusteczki do nosa. Jest chusta? Jest.

Po spektaklu idziemy z naszą przewodniczką do restauracji wegetariańskiej. Rzeczywiście żarcie niezłe. Ser imitujący krwisty stek to mistrzostwo! Ale ciekawsza jest rozmowa. Niesamowita jest rozmowa. Dziewczyna, którą brałem za wzorową uczennicę szkoły koranicznej, bez skrępowania rozmawia o polityce, jak wszyscy tutaj, z którymi gadałem. Ale po niej się tego nie spodziewałem, że ona też.

- Mam psa - zaczyna.

Posiadanie psa w Iranie jest sprawą polityczną. Irańscy strażnicy wiary i moralności nie znoszą się z psami. Albo psy, albo oni. Podobno chodzi o to, że pies pogryzł Mahometa. Więc posiadanie psa jest znaczące. Masz psa, znaczy albo ci zwisa fakt, że pies pogryzł Mahometa, albo wręcz sprawia ci to satysfakcję. Cholera wie, zresztą, dlaczego masz psa, ale na pewno jest to podejrzane.

- Mam psa - mówi Natalia. I pokazuje nam jego zdjęcie na komórce. Poczciwa psina wpatruje się w nas dużymi czarnymi oczami. - Nie mogę z nim chodzić na spacery - mówi Natalia. - Bo nie wolno w Iranie chodzić z psami na spacery. W razie spaceru z psem właściciel i pies mogą być aresztowani. Właściciel posiedzi, a pies - kara śmierci.

- Od siedmiu lat wychodzę z psem tylko na szybkie siku koło domu - mówi Natalia.

Pies jako znak protestu. Posiadacze psów pozdrawiajacy się nawzajem tajemnymi znakami.

Przypomina mi się scenka z naszych warsztatów. Panowie ułożyli się w piramidkę w kształcie kota stojącego na czymś. - Tak wygląda Iran - powiedzieli. - Popatrzcie na mapę!

Iran wygląda jak kot stojący na czymś. I nienawidzi psów.

Natalia szykuje się do ucieczki. Chce do Ameryki, do Stanów. I zamierza tam być jeszcze w tym roku. I nigdy nie wracać do Iranu. Raczej nie weźmie psa, bo mama też go kocha. Natalia jest przygotowana. Po angielsku, z amerykańskim akcentem mówi znakomicie. Pieniądze uskładane, miejsce załatwione. Chce studiować. Ma być pierwszą Iranką na tym uniwersytecie. Uczelnia czeka.

- Natalia! Ale ja mam wrażenie, że to jest schyłek, rozpad, że ten system już nie ma zębów! - mówię. - Wszyscy, z którymi gadam, jadą na to państwo, na ten system. Nikt się nie boi. Mówią odważnie, otwartym tekstem. Wszyscy! Wszyscy szukają dziur w systemie i znajdują jakoś. To jest nieszczelne, to się rozpada! To jest jak późny Gierek w Polsce! Za chwilę ludzie wyjdą na ulice i się rozpęknie!

- Osiem lat temu wyszli na ulice - mówi spokojnie Natalia. - Od razu zaczęli do nich strzelać. Od razu. Masę ludzi zginęło. To nie jest system bez zębów. Rząd prowadzi program nuklearny i z tego będzie wojna. Którą przegramy. Bo nikt nie pójdzie za nich walczyć.

Endżi (jej imię też jest inne, ale Andżelika, Angie, Endżi jest ok, zgodziła się, żeby ją tak nazwać) brała udział w Green Movement w 2009 roku, kiedy ludzie w wyborach zagłosowali na Musawiego i władze unieważniły ten wybór. To o tych wydarzeniach mówiła Natalia.

- To wszystko nie jest czarno-białe, uważaj! - mówi Endżi. - Ludzie chętnie krytykują, skarżą się, ale to nie jest do końca wszystko takie oczywiste.

Endżi chce się spotkać, żeby zrobić mi kontekst i skomplikować trochę zbyt prosty obraz. Umówiliśmy się na jutro po próbie.

- Wolno ci będzie spotkać się ze mną w publicznej kawiarni? - upewniam się.

- Bez problemu.

Mamy mocną grupę warsztatową. Kobiety i faceci fajni. Mówili o Grotowskim, Staniewskim, że bardzo. No i o Kieślowski. Kieślowski, Kieślowski, tak.

Ale bardzo dobrzy są, bardzo fajni teatralnie. I, niektórzy nieźle, piszą. Dziś, gdybym siedział na krześle, spadłbym.

Dałem im proste zadanie: napiszcie dla nas krótko, na pół strony wypracowanie na temat: Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Iranie, ale boicie się zapytać.

Przeczytaliśmy dzisiaj siedem tekstów. Niesamowite! Ostre, szarpiące, krytyczne!

Wymiotła wszystkich Baśka. Opisała dzień dziewczyny w Iranie. Dziewczyny, która bez swojej woli może zostać czwartą żoną jakiegoś grzyba. Dziewczyny mądrej, przebojowej, odważnej, która mimo to nie przebije się przez system. Opisała znakomicie. Bez zbędnych słów. Mocno, ostro, bojowo! I jaka siła w tym była, pomimo tłumaczenia, bo napisała w farsi.

- To jest faszystowski kraj - mówi Endżi.

- Faszystowski? Jesteś pewna?

- Tak. Jestem pewna. Faszystowski.

- Dziewczyny, uwaga! Odwiedzi nas dyrektor artystyczny! To dla nas wielki zaszczyt, ale pozakrywajcie się szczelnie! - ostrzega Paulina.

Przyszło ich kilku. Poważni faceci. Nie przywitali się, stali pod ścianą z założonymi rękami, poważnie, bez uśmiechu, popatrzyli, posłuchali i bez słowa wyszli. Ufff.

Miałem potrzebę powiedzenia na koniec dzisiejszej próby czegoś patetycznego, kurcze. I powiedziałem.

- Widzę tu silne kobiety i wrażliwych mężczyzn. (śmieją się) Pamiętajcie, że teatr jest starszy niż nasze religie, nasze narody i nasze zasady.

Oczywiście nie będziemy mogli pokazać w spektaklu, który mamy pokazać tutaj na koniec warsztatów, tego, co dzieje się na próbach. Nie ma szans.

Udało się zamieścić całą notkę. Dochodzi 2.30 czasu irańskiego. Jutro rano trzeba wstać. Dobranoc.

2016-12-11 | Dodaj komentarz
Duża Ula
2016-12-12 17:29:34
Serdecznie pozdrawiamy z kraju !

Informacje:


SZTUKI:

1. Guma balonowa. Klub Osiedlowy Widok, BB
2. Testament Teodora Sixta. Teatr Polski w Bielsku-Białej
3. Nic co ludzkie. Scena Prapremier Invitro. Lulblin.
4. Żyd. Teatr Polski w Bielsku-Białej. Teatr Rampa w Warszawie. Kompania Teatr w Lublinie. Skene Szinhaz w Budapeszcie. Teatr Telewizji.
5. Wodzirej. Koszalin Kulturkampf. Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie.
6. Hamlet'44. Muzeum Powstania Warszawskiego. Warszawa.
7. Turyści. Teatr Polski w Bydgoszczy.
8. Wszystkie rodzaje śmierci. Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.
9. Ostatni taki ojciec (Tato). Scena Prapremier Invitro. Lublin. Teatr Bagatela w Krakowie.
10. V(F) ICD-10 Transformacje. Teatr Polski w Bydgoszczy.
11. Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
12. Już się ciebie nie boję, Otello. Scena Prapremier Invitro. Lublin.
13. Idź w noc, Margot. Kompania Teatr. Lublin.
14. Auschwitz Cat. Sala Beckett. Barcelona.
15. Bitwa o Nangar Khel. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
16. Szwoleżerowie. Teatr Polski w Bydgoszczy.
17. Obywatel K. Teatr Nowy w Zabrzu.
18. Nieskończona historia. Teatr Powszechny w Warszawie. Teatr Nowy w Zabrzu. Akademia Teatralna w Białymstoku. Teatr 59 w Warszawie. Teatr Horzycy w Toruniu.
19. Nangar Khel. Postscriptum. Festiwal Malta w Poznaniu.
20. Truskawkowa niedziela. Teatr Polski w Bydgoszczy. Landesbhune Theater w Willhelmshaven.
21. Aporia 43. Scena Prapremier Invitro w Lublinie. Teatr Arabeski w Charkowie.
22. Love. Cieszyńskie Studio Teatralne.
23. Morrison/Śmiercisyn. Teatr Lalki i Aktora w Opolu.
24. w środku słońca gromadzi się popiół. Teatr Stary w Krakowie. Wrocławski Teatr Lalek. Polskie Radio.
25. Historie bydgoskie - osiem historii. Teatr Polski w Bydgoszczy.
26. Niech nigdy w tym dniu słońce nie świeci. Teatr Fredry w Gnieźnie.
27. I nikt mnie nie poznał. Violetta Villas. Teatr Capitol we Wrocławiu. Teatr Nowy w Łodzi.
28. Lalka. Adaptacja. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
29. Western. Teatr Śląski w Katowicach.
30. Y. Teatr Capitol we Wrocławiu.
31. Znak Jonasza. neTTheatre. Polskie Radio. Warszawa. Lublin.
32. Psubracia. Teatr Śląski w Katowicach.
33. Exodus 2.0. Teatr Węgierki w Białymstoku.
34. Narysowałam więcej, niż tu widać. Strefa Wolnosłowa. Warszawa.
35. Klątwy. Teatr Osterwy w Lublinie.
36. Rewizor. Będzie wojna. Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
37. Dybbuk. Teatr Polski w Bielsku-Białej.
38. Muzułmany. Teatr Śląski w Katowicach.
39. Panna Nikt. Wrocławski Teatr Współczesny.
40. Dada z łasiczką. Teatr Śląski
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W sprawach wszelakich proszę pisać do mnie na adres:
appalyga@gmail.com

Archiwum:


2017
» sierpień (5)
» lipiec (18)
» czerwiec (6)
» maj (2)
» kwiecień (5)
» marzec (1)
» styczeń (2)

2016
» grudzień (7)
» listopad (2)
» październik (3)
» wrzesień (2)
» sierpień (10)
» lipiec (9)
» czerwiec (7)
» maj (2)
» kwiecień (4)
» marzec (4)
» luty (4)
» styczeń (2)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (3)
» wrzesień (3)
» sierpień (2)
» lipiec (2)
» czerwiec (4)
» maj (8)
» kwiecień (10)
» marzec (4)
» luty (5)
» styczeń (2)

2014
» grudzień (5)
» listopad (2)
» październik (2)
» wrzesień (7)
» sierpień (9)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (2)
» kwiecień (6)
» marzec (8)
» luty (7)
» styczeń (5)

2013
» grudzień (4)
» listopad (5)
» październik (3)
» wrzesień (9)
» sierpień (9)
» lipiec (7)
» czerwiec (4)
» maj (10)
» kwiecień (11)
» marzec (10)
» luty (6)
» styczeń (9)

2012
» grudzień (6)
» listopad (9)
» październik (3)
» wrzesień (11)
» sierpień (13)
» lipiec (7)
» czerwiec (9)
» maj (11)
» kwiecień (7)
» marzec (4)
» luty (8)
» styczeń (4)

2011
» grudzień (4)
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)

2010
» grudzień (4)
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)

2009
» grudzień (9)
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)

2008
» grudzień (8)
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)

Ostatnie komentarze


[Duża Ula]
Myślę, że jest to bardzo niesamowite być w miejscach w których byli nasi przodkowie. Na...
[Mada L]
Ale napisane! Jakby się tam było i dotykało! Dziękuję
[Duża Ula]
Na początku tak jak bym czytała jakiś dramat. Dobrze , że to się nie dzieje...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 1326426
Newsów: 688
Komentarzy: 2109
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Artur Pałyga, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała