Nadchodzą jeźdźcy!
Szwoleżerowie - Artur Pałyga
tytuł realizacji: Szwoleżerowie
miejsce premiery: Teatr Polski im. Hieronima Konieczki
data premiery: 15-07-2011
reżyseria: Jan Klata
scenografia: Mirek Kaczmarek
muzyka: Błażej Gawliński, Sławek Szudrowicz, Maciej Szymborski, Kuba Ziołek
kostiumy: Mirek Kaczmarek
reżyseria światła: Justyna Łagowska
konsultacje choreograficzne: Maćko Prusak, Aneta Jankowska
Obsada:
- Karolina Adamczyk
- Dominika Biernat
- Michał Czachor
- Mirosław Guzowski
- Marta Nieradkiewicz
- Roland Nowak
- Mateusz Łasowski
- Marta Ścisłowicz
- Małgorzata Witkowska
- Piotr Żurawski
uwagi: prapremiera
Gadajmy podczas jedzenia!
Myślę, że powinniśmy więcej wspólnie jeść.
Taki mam wniosek po powrocie z Francji, konkretnie z Grenoble, gdzie przez tydzień byłem na festiwalu dramatopisarzy Regard Croises.
Różnica kolosalna, jeśli chodzi o poziom udyskutowienia między nami, a nimi. Naprawdę, proszę mi wierzyć, bardzo daleki jestem od jakiegoś myślenia o Polsce, jako o jakimś gorszym, zapóźnionym kraju. Nie mam kompleksów, jako Polak i chętnie jestem Polakiem we Francji, więc nie o to chodzi. Ale naprawdę, daje się odczuć bardzo, bardzo wyraźnie, jak strasznie głęboko mamy gdzieś, co się dzieje na świecie, kiedy się jest tam, przecież na francuskiej prowincji w końcu, i się bierze udział w tamtych dyskusjach. I się widzi, jak gorąco i z zainteresowaniem omawiają wydarzenia w Hiszpanii. Kiedy w Polsce spytałem o wydarzenia w Hiszpanii, spytano, czy chodzi o ogórki. Nie, nie chodzi o ogórki. Chodzi o wielotysięczne demonstracje, o ruch 15 maja, który domaga się całkowitej przebudowy systemu politycznego, którego głównym hasłem jest - Prawdziwa demokracja natychmiast!
No ale nie tylko Hiszpania. Dyskutują cały czas o polityce na świecie i we Francji, o kulturze, o ekonomii, o filozofii. To jest niesamowite! Dlaczego u nich tak się da, a u nas nie? Przecież nie jesteśmy jakimiś milczkami i podyskutować sobie też lubimy. Ale u nas jakoś o ogórkach chętniej, i nie tak intensywnie, raczej w międzyczasie.
No więc doszedłem do wniosku, że to kwestia sposobu jedzenia. W Polsce przeważnie każdy coś tam wtrąbi szybko przed pracą, potem w pracy cichutko zje swoją kanapkę, a po pracy do domu. Tam natomiast o godzinie dwunastej wspólnie z pracy udają się na posiłek, który trwa do 14.00. A ponieważ niegrzecznie jest nie mówić przy jedzeniu, szczególnie, jeśli trwa to dwie godziny, więc rozmawiają, rozmawiają. A trudno tyle czasu gadać o ogórkach. Rozmawia się więc i o rzeczach poważnych. I o Hiszpanii, i o Indiach, i o Ameryce, i o Rosji, i o Polsce, i o teatrze, i o kinie, i o Alanie Badiou itd. Następnie się wraca do pracy, myśli się o tym, o czym się rozmawiało przez te dwie godziny, po czym po pracy idzie się do restauracji, gdzie podczas wspólnego jedzenia rozmawia się o tym, co się przez ten czas przemyślało.
Dlatego ze zrozumieniem przyjmowana jest antyrządowa odezwa dyrektora teatru wygłoszona przed spektaklem (głos w dyskusji), dlatego w sobotę na ulice Grenoble wyszły trzy demonstracje ludzi domagających się czegoś, co przez ten tydzień wspólnie przedyskutowali. I jest to traktowane jako normalne uczestniczenie w demokracji.
Myślę, że wspólnego rozmawiania z pełnymi ustami moglibyśmy się od Francuzów nauczyć.
Kwaszenie zabija!
Kiszony ogórek i kwaszony ogórek to ten sam ogórek! - pokrzykiwałem. I oczywiście, B. miała rację! To nie to samo.
Od pewnego czasu nie uświadczysz w sklepach kiszonych ogórków, ani kiszonej kapusty, a jedynie kwaszone ogórki i kwaszoną kapustę. Jakby z dnia na dzień ktoś pozmieniał etykietki. Nawet pomyślałem, że to może jakieś ustalenia Rady Języka Polskiego... Tymczasem proszę:
"Kwaszenie jest dużo prostsze od kiszenia. Wystarczy poszatkować kapustę, ubić ją odpowiednim tłuczkiem, a następnie doprawić octem i cukrem - tak, tak - kapusta kwaszona jest doprawiana octem i cukrem - nikt na handlel nie będzie się bawił w długi proces fermentacji kapusty, który zwykle trwa 2 tygodnie zanim bakterie mlekowe rozprawią się z surową kapustą. Kwaszenie przy pomocy octu daje nam jeszcze jedną przewagę nad kapustą kiszoną - dużo wiekszą skuteczność jeśli chodzi o powtarzalność smaku - stali klienci za każdym razem dostaną swój ulubiony smak, a nie tak jak w przypadku kapusty kiszonej, gdzie podczas 2 tygodniowego procesu fermentacji mogą różne rzeczy wpływać na ostateczny smak." - wyczytałem w necie. (http://gramzdrowia.pl/jedzenie/diety/kapusta-kiszona-czy-kwaszona.html)
Na czym polega różnica? Otóż w kiszonej kapuście są też same bakterie kwasu mlekowego, które w laboratoriach ładuje ponoć do swoich buteleczek actimel. W kwaszonej znajduje się wyłącznie kwas octowy, który zabija czerwone krwinki, co powoduje bóle głowy, zmęczenie, przyspieszony rytm serca, zaburzenia pamięci, pękanie kącików ust, bladość skóry, łamliwe paznokcie, ciągłe uczucie zimna. Taką to podają nam dzisiaj kwaśnicę.
Następnie zacząłem szukać w sklepach prawdziwego żółtego sera. Niesamowite! Zniknął również! Wszystko to, jak wynika z podanego na etykietkach składu, produkty seropodobne robione z utwardzonego oleju i farbki. Przy czym, jak ostrzegają mamy w necie, te farbki powodują alergię. Natomiast utwardzony olej, co jest wiadome od dawna, powoduje miażdżycę, choroby serca, cukrzycę, zanik mięśni i raka. (http://www.sfd.pl/T%C5%82uszcze_,_ukryty_zab%C3%B3jca!-t540307.html)
W związku z tym postuluję stanowczo i poważnie umieszczać na kwaszonych ogórkach, kwaszonej kapuście i żółtych seropodobnych serach etykiety z dużymi napisami: "Jedzenie tego zabija", "Powoduje raka", "Może spowodować zanik mięśni" itd. Bądźmy konsekwentni!
Słowo o higienie
To jest niesłychane, jak lekko ludzie wyzbywają się czytania, a więc i pewnego specyficznego rodzaju myślenia połączonego ze skupieniem, z podążaniem za czymś, z wyobraźnią, z abstrakcją. Nawet znajomi, którzy, jak sądzę, czytali kiedyś, pokończyli szkoły itd. itp. traktują to jak rzadką, nieco przykurzoną przyjemność, do poduchy raz na pół roku. Tępota wtórna. Za tym idzie to smutne podejście do sztuki, jak do przyjemności. I to takiej właśnie do poduchy, do relaksu. I do polityki, jak do igrzysk. Na pierwszy rzut oka i ucha widać różnicę między czytającymi i nieczytającymi. Między czytającymi dla przyjemności i czytającymi nie dla żadnej jakiejś tam przyjemności, kura stać, ale z obowiązku! 20 minut dziecku, dorosłemu godzina dziennie. Godzina dziennie to absolutne, niezbędne minimum. Podczas mycia zębów, podczas jedzenia, w drodze, jakkolwiek, jak nie da się inaczej, ale dla zwykłej higieny godzina dziennie musi być. Bo inaczej śmierdzi, zaśmierduje się i nie ma co się łudzić, że tego nie czuć. Powie ktoś - dlaczego mam czytać z obowiązku? A dlaczego mam się myć codziennie? W tym powszechnym dość zatęchłym smrodzie? A dlaczego mam myśleć? Nie sprawia mi myślenie przyjemności - powie ktoś i będzie miał rację. Myślenie bywa, kurcze, nieprzyjemne. Przyjemne i błogie jest pogrążanie się w stanie tępego niemyślenia, wpatrywanie się, kilk klak, pudełko nicości. No tak jest, no. Któż z nas tego nie zna. Chyba święci tylko. Potrzeba wysiłku, potrzeba zmuszenia się do tego, bo inaczej dupa. Organizm naturalnie ciągnie ku nicości, opada w bezruch i bezmyślność, w pracę, jedzenie, wczasy, czekanie na emeryturę, ciekawe po co.
Kirył Bułyczow napisał opowiadanie o wyzbywaniu się czasu. W Wielkim Guslarze pojawia się możliwość skracania czekania. Czekasz na coś, nudzisz się, chciałbyś, żeby już była sobota, chciałbyś, żeby już byl wieczór, proszę bardzo. Możesz się tego czasu pozbyć, odciąć go, jak zbędną część. I hop, już jest wieczór, myk, już jest sobota, aniś się obejrzał, siup, już święta, proszę bardzo, chciałeś. Ludzie są zachwyceni! Korzystają z tego na potęgę! Nagle ktoś się orientuje, że jest jeden minus. Nikt nigdy tego czasu nie będzie miał z powrotem. Tak jest też z wyzbywaniem się czytania. Tak jest też z wyzbywaniem się myślenia.
Ostrożnie z tym cyrkiem
Moje dziecko po raz drugi już w tym tygodniu przyniosło ze szkoły ulotkę reklamową cyrku Warszawa, który przyjechał właśnie do Bielska. Ulotka ma formę darmowego biletu dla dziecka z adnotacją, iż dziecko może wejść tylko z opiekunem, który musi kupić bilet (nie piszą za ile). Wkurza mnie oczywiście, że szkoła na to pozwala, żeby małym dzieciom wciskać taki kit i że wykorzystuje się szkołę, jako narzędzie reklamy. Niemniej sprawdziłem ten cyrk, czy warto iść z dzieckiem, bo złapało się na reklamę i chce. Podejrzewam, że nie tylko moja szkoła stała się dźwignią cyrkowego handlu, więc dzielę się z Państwem tym, co znalazłem.
Osobiście nie jest mi obojętne, że jest to cyrk z tresurą zwierząt, w którym dziwnym krzyżówkom tygrysa z lwem każe się huśtać na huśtawce, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Państwa ta informacja akurat nie ma znaczenia, albo wręcz jest zaletą. Z natury subiektywne są opinie widzów z innych miejscowości, którzy już ten cyrk widzieli i piszą na forach o nudzie i żenadzie (najmodniejsze słowo w polskim internecie!) tego pokazu. "Dzieci w wieku ponadprzedszkolnym będą się nudzić i pytać, na co ty mnie przyprowadziłeś, tato?" - ostrzega forumowicz z Czeladzi. Mało interesujące mogą być dla zwykłego widza uwagi odnośnie wynędzniałego taboru, co kiepsko świadczy m.in. o warunkach życia tresowanych zwierząt. Również ranking, który sporządził przed dwoma laty jeden z internetowych portali cyrkowych (arenacyrkowa.eu.interia.pl/raport.html) może być dla Państwa nieprzekonujący, jako swego rodzaju dokument wewnętrzny. Według tego raportu Cyrk Warszawa jest najgorszym z większych cyrków polskich. Cytuję:
"W rankingu braliśmy pod uwagę dosłownie wszystko począwszy od taboru na programie kończąc. W ocenę braliśmy wygląd ogólny cyrku wewnętrzny jak i zewnętrzny, całkowity program cyrku, wygodę dla gości, kulturę osobistą pracowników, warunki życia zwierząt, cennik, reklamę cyrku i inne. Oto nasz wynik. Obecnie w Polsce jeździ 8 większych cyrków. Ocenie nie podlegają małe cyrki. Na ósmym miejscu naszego rankingu wylansował się cyrk Warszawa. Pomimo dużego namiotu cyrk przedstawia najsłabsze widowisko ze wszystkich wymienionych cyrków. Jeżeli chodzi o namiot, to cyrk Warszawa ma w bardzo złym stanie. Namiot na zewnątrz nie wygląda najlepiej, także wewnątrz prezentuje się bardzo nieestetycznie. Jeśli chodzi o program, to jest to najgorszy ze wszystkich programów cyrkowych jakie prezentowano w 2008 roku na arenie. [...] Wyżej wymieniona trójka należy do najsłabszych cyrków w kraju. Ich pokazy prezentowane są głównie w małych miastach od 200 do 50 tysięcy mieszkańców. [...]
Cyrk Warszawa w naszym rankingu zdobył 2 pkt,. 2 pkt, zdobył dzięki kulturze pracowników z pozostałych dziedzin otrzymał 0 pkt."
Zdając sobie sprawę, iż wszystko to są rzeczy mało przekonujące dla rodziców złaknionych cyrkowej rozrywki dla swoich pociech, zachęcam tylko do wzięcia ze sobą większej ilości gotówki. Na watę cukrową po 5 zł, na badziewne świecidełka, na przejażdżkę na zmęczonym, starym zwierzęciu wokół areny, na zdjęcie z małpką (20 zł) i pewnie na moc innych atrakcji. Jeszcze raz dziękuję szkole!
Informacje:
Fotka moja z Kubą: JAGODA PICTURES STUDIO
----------------------------------------------------------------
Guma balonowa
Testament Teodora Sixta
Nic co ludzkie
Żyd
Wodzirej. Koszalin Kulturkampf
Hamlet'44
Turyści
Wszystkie rodzaje śmierci
Ostatni taki ojciec
V(F) ICD-10
Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami
Już się ciebie nie boję, Otello
Idź w noc, Margot
Auschwitz Cat
Bitwa o Nangar Khel
Szwoleżerowie
Obywatel K
Nieskończona historia - Warszawa
Nieskonczona historia - Zabrze
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Archiwum:
2012
2011
» sierpień (1)
» lipiec (5)
» czerwiec (1)
» maj (2)
» kwiecień (2)
» marzec (3)
» luty (3)
» styczeń (4)
2010
» listopad (6)
» październik (4)
» wrzesień (8)
» sierpień (7)
» lipiec (6)
» czerwiec (5)
» maj (6)
» kwiecień (9)
» marzec (3)
» luty (12)
» styczeń (9)
2009
» listopad (9)
» październik (11)
» wrzesień (10)
» sierpień (3)
» lipiec (3)
» czerwiec (8)
» maj (8)
» kwiecień (8)
» marzec (12)
» luty (10)
» styczeń (12)
2008
» listopad (7)
» październik (8)
» wrzesień (14)
» sierpień (4)
» lipiec (8)
» czerwiec (7)
» maj (11)
» kwiecień (13)
» marzec (9)
» luty (7)
Linki polecane:
www.jacekproszyk.blog.bielsko.pl
www.poewiki.org/index.php/Strona_osobista:Artur_Pałyga
www.nieszuflada.pl
www.januszlegon.bielsko.pl
www.heniekurban.salon24.pl
www.e-teatr.pl
www.powszechny.art.pl
Ostatnie komentarze
Gratuluję. Szczerze się cieszę :-)
Pozwolę sobie podzielić się wrażeniami (impresjami) na bazie oglądanych sztuk: "Ikaria". Refleksja nad starością. Starzy...
ja wrocilem z bielska do korzeni czyli do mesznej i na szczescie ni chuja zadnego...
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 322712 |
| Newsów: | 334 |
| Komentarzy: | 1178 |


