blog.bielsko.pl arturpalyga.blog.bielsko.pl | Artur Pałyga arturpalyga.blog.bielsko.pl | Artur Pałyga http://www.blog.bielsko.pl/ pl-pl Wed, 16 May 2012 22:00:00 +0000 Wed, 16 May 2012 22:00:00 +0000 5 Taniec z Żydem http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2560.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2560.html Wed, 16 May 2012 22:00:00 +0000 <p>Słowo tylko o poniedziałkowej premierze &quot;Żyda&quot; w Warszawie. A właściwie o tym, co po premierze. A właściwie tylko o jednym wystąpieniu zaraz po, we foyer Teatru Rampa.</p><p>Szewach Weiss, wieloletni ambasador Izraela w Polsce poprosił o głos. Cytuję z pamięci, niedokładnie.</p><p>- Moja rodzina wyjechała z Polski po pogromie kieleckim. I jestem mocno poruszony, widząc, jak to trzecie pokolenie powojenne zaczyna rozprawiać się z tym tematem. Podkreślam, że my tego nie oczekujemy. Ale kiedy to się dzieje, to jest dla nas, uwierzcie, bardzo ważne. To jest pokazane w tej sztuce, że to jest sprawa między wami, Polakami. To nie jest nasza sprawa. I to, że o tej sprawie mówi się w Polsce publicznie, to jest dowód dojrzałości Polaków, i odwagi, szczególnie na tle innych państw i narodów, gdzie o tym w taki sposób się nie mówi. Dlatego, proszę wybaczyć, ale mam ochotę zatańczyć z wami i zaśpiewać wspólnie.</p><p>No i tańczyliśmy i śpiewaliśmy.</p><p>A ponieważ padły jeszcze z ust Szewacha Weissa słowa pod moim adresem o odwadze, które to słowa słyszę ostatnio jakoś tak dziwnie często, odważyłem się również dwa zdania powiedzieć, mniej więcej następujące:</p><p>- Chciałbym dożyć czasów, kiedy nikt o takim spektaklu nie powie, że jest on odważny i kiedy nikt nie pomyśli o kimś, kto takie tematy porusza: &quot;Aha, odważny człowiek&quot;. I mam nadzieję, że to, co robimy tutaj, do tego się przyczyni.</p> O czytaniach młodej bielskiej dramaturgii http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2558.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2558.html Tue, 15 May 2012 22:00:00 +0000 <p>Warto wyeksponować ten wpis z komentarza.</p><p>Damianni pisze:</p><p>Pozwolę sobie podzielić się wrażeniami (impresjami) na bazie oglądanych sztuk: </p><p>&quot;Ikaria&quot; Anny Hazuki. Refleksja nad starością. Starzy ludzie, którzy pragną jak młodzi być atrakcyjni, potrzebni, ulegać idolom. Starają się ale ten lot ku słońcu młodości nie może się udać. Zamknięci w swym utraconym czasie, wzajemnie się demaskują i ośmieszają. Czasem miałem wrażenie, że sztuka jest nazbyt drastyczna, że obraża ludzi starszych, że starość jest bardziej pogodna i może być piękna jak złota jesień. Interesujaca wydaje się takze dialektyczna opozycja duchowości i seksualności. Natomiast raziły mnie zabawy motywami religijnymi - Czy chodziło tu o ośmieszenie religii, która nic ważnego nie proponuje poza ogłupieniem? W starości najbardziej podoba mi się, jeśli starsza osoba ma autohumor, jeśli ma dystans, bo wiele rzeczy z bliska jest tragicznych a z dystansu nabiera wymiaru bardziej ulotnego (czasami komicznego-zabawowego). Może tu jest szansa na pewną udaną &quot;ulotność&quot; starości, kiedy będąc bliżej tamtego świata, możemy po demokrytejsku uśmiechać się z większej ilości przypadków w tym życiu, rozumiejąc to, co młodości jest zakryte; może tu jest szansa Ikarii, że bez polotu żyć nie sposób, że mimo tragiczności upadków trzeba cieszyć się ostatnimi promieniami słońca, jak dzieci.</p><p>Sztuka Anny Czulak o Międzybrodziu &quot;Święta krowa&quot; urzeka humorem, regionalizmem, nawiązaniem do autentycznych wydarzeń. Trochę razi fakt, że ukazani tam ludzie mimo dobrodusznej prostoty są tak pazerni na pieniądze, ale rozumiem, że sztuka ma wymowę antykonsumpcyjną. Brakuje mi jednak w całości utworu przesłania ogólnego - można tu było zrobić ciekawą wariację na temat świętości we współczesnej wiejsko-miejskiej społeczności; za wzór tak skonstruowanej sztuki z tezą polecam autorce przeczytanie dramatu Adama Bunscha &quot;Święta czereśnia&quot;.</p><p>Sztuka Sabiny Łukawskiej &quot;Efemeryda&quot; zawiera interesujące i mocne monologi przeplatane ciekawymi modulacjami słownymi. Szczególnie zdominował sztukę monolog kobiety - ofiary molestowania seksualnego, chociaż ten temat wydaje się już nazbyt eksploatowany. Żal mi było małej dziewczynki, która siedziała z tatą przede mną na widowni, sztuka stanowczo dla niej zbyt okrutna. Zdziwiło mnie, że sztuki (nie liczę farsy o Międzybrodziu) były miejscami tak brutalne, ukazujące piekło relacji toksycznych, że to akurat było głównym tematem inspiracji. Tej fascynacji ciemną stroną zycia jestem przeciwny, bo życie z natury jest dialektyczne, raczej sugerowałbym, by pisać sztuki z tezą i żeby szukać trudnego optymizmu metafizycznego.</p><p>Oczekuję na sztukę o wzrastających i wszechstronnie rozbudzonych kobietach, które dojrzewając szukają swej nowej tożsamości, - kim właściwie chcą być i co w tym życiu jest dla nich ważnego, z czym sobie nie radzą i o co chcą walczyć, starać się - chcę takich portretów kobiet w sztukach, które ukazują meandry wzrastającej kobiecości w całej gamie relacji społ-kult, damsko-męskich, duchowo-cielesnych, tradycyjno-ponowoczesnych; szukajacych mimo pustoty sensu. Oczekuję sztuki dzięki której będziemy lepsi, gotowi, by ten świat starać się uczynić lepszym.</p><p>Szczególne podziękowanie i uznanie dla aktorów Teatru Polskiego, proponowałbym tylko, aby na przyszłość czytanie tekstów odbywało się przy bardziej łagodnym świetle, którego ostrość nie drażniła by nadmiernie oczu czytających. Dzięki Arturze za nocne Polaków rozmowy. </p><p><em>Dodałem nazwiska autorek. Dzięki za tę recenzję!</em></p> Żyd po warszawsku http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2551.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2551.html Sun, 13 May 2012 22:00:00 +0000 <p><a href="http://www.bip.teatr-rampa.pl/" target="_blank"><img src="http://www.teatr-rampa.pl/images/stories/BIP/biplogo.gif" alt="biplogo" width="36" height="22" /></a></p><table border="0"><tbody><tr><td valign="top"><p>Teatr Rampa w Warszawie zaprasza na sztukę Artura Pałygi pt.</p><p> </p><p><strong>ŻYD</strong></p><p>14 maja (PREMIERA) godz. 19.30</p><p>15, 16, 17, 28, 29 maja godz. 19.30</p><p> </p><p> <iframe src="http://www.youtube.com/embed/-4D0r7_e7Dg" frameborder="0" width="560" height="315"></iframe> </p><p> </p><p> </p><p>reżyseria, scenografia - <strong>Witold Mazurkiewicz</strong></p><p>muzyka - <strong>Mariusz Bogdanowicz</strong></p><p>asystent reżysera -<strong> Brygida Turowska</strong></p><p>reżyser światła<strong> - Jacek Kaczmarczyk</strong></p><p>realizator światła<strong> - Andrzej Kulesza<br /></strong></p><p>solo na kontrabasie gra <strong>Mariusz Bogdanowicz</strong></p><p> </p><p><strong>Występują:</strong></p><p>Anglistka<strong> - Kamila Boruta-Hycnar</strong></p><p>Polonistka - <strong>Brygida Turowska</strong></p><p> Ksiądz Krzysiek -<strong> Mieczysław Morański / Piotr Furman<br /></strong></p><p> Wuefista - <strong>Konrad Marszałek</strong></p><p>Dyrektor - <strong>Grzegorz Mrówczyński</strong></p><p> </p></td></tr></tbody></table> Młoda bielska dramaturgia! http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2547.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2547.html Thu, 10 May 2012 22:00:00 +0000 <font size="2"> Weekend z młodą bielską dramaturgią!<br /><br />Czytania sztuk nowych bielskich autorek na Małej Scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej:<br /><br />piątek, godz. 21.00<br />Sabina Łukawska, Efemeryda<br /><br />sobota, godz. 21.00<br />Anna Czulak, Święta krowa<br /><br />niedziela, godz. 21.00<br />Anna Hazuka, Ikaria<br />-------------------------------------<br /><br />Zapraszam Państwa na trzy wieczory z młodą bielską dramaturgią. Trzy nowe sztuki młodych autorek czytać będą aktorzy Teatru Polskiego.<br /><br />Od lipca 2011 odbywały się warsztaty dramatopisarskieprowadzone przeze mnie w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Zaczynało się od &shy;szkiców, rozmów, ćwiczeń na rozpisanie, pojedynczych scenek. &shy;Uczestnicy zajęć sami dla siebie byli pierwszymi słuchaczami. W ciągu tego roku powstały trzy pełne sztuki, które zostaną zaprezentowane podczas czytań aktorskich. <br />Wszystkie czytania odbywają się na Małej Scenie. Po każdym z czytań - dyskusja.<br />-----------<br /><br />Sabina Łukawska pracuje jako sprzedawczyni w hipermarkecie Tesco. Ukończyła Kurs Twórczości Scenicznej w Teatrze Polskim w BB i roczne warsztaty dramatopisarskie u mnie. Statystuje w spektaklu &quot;Mistrz i Małgorzata story&quot;.<br /><br />Fragment &quot;Efemerydy&quot;:<br /><br /><em>nienawidziłam jak dawał mi kieszonkowe, wtedy znaczyło, że przyjdzie. Przychodził.<br />Za te pieniądze kupowałam mamie prezenty na urodziny. Zresztą to i tak były jej pieniądze, bo on nie<br />pracował. Od dwóch lat nie brali go już nawet na budowę. Po tym jak nietrzeźwy spadł z rusztowania.<br />Od dwóch lat przychodził częściej. Resztę zanosiłam do kościoła, jakbym miała poczucie...<br /><br />czy kundel suka to też kundel?<br /><br />bez zarzutu<br />bezbarwna<br />bez trudu<br />bezsilna<br />bez winy<br />bezgłośna<br />bez względu na<br />bezkształtna<br />bez przerwy<br />bezpowrotna<br />bez umiaru<br />bezradna<br />bez oporów<br />bezużyteczna<br />bez dna<br />bezpłatna<br />bezrybie<br /><br />wiedziałaś mamo, od początku wiedziałaś prawda?<br /><br />dlaczego mamo?<br />DLACZEGO?<br /><br />- nie wiem, dlaczego nie lubisz pelargonii, to takie ładne kwiatki?<br /><br />wlewałam do nich co się dało, siki, herbatę, płyn do naczyń, na razie, to była moja jedyna kara jaką<br />potrafiłam im wymierzyć. Jedyna, na jaką było mnie stać.</em><br /><br />----<br /><br />Anna Czulak mieszka w Międzybrodziu Bialskim. Właśnie zdaje maturę w LO im. Wyspiańskiego. Ukończyła Kurs Twórczości Scenicznej i przez rok chodziła na warsztaty do mnie.<br /><br />fragment &quot;Świętej krowy&quot;:<br /><br /><em>KOBIETY: Choć tyle jest w świecie miejsc<br />pewnie piękniejszych niż to<br />to zawsze powracać chcesz<br />do międzybrodzia<br /><br />gdzie góry woda i las<br />tak przyciągają wciąż nas<br />tutaj nam mieszkać tu żyć<br />przez wszystkie dni<br /><br />(ref)<br />przyjedź tu, do międzybrodzia<br />tu przywita pięknie cię słońca blask<br />stary żar kłania się co dzień<br />i jeziora srebrny blask kusi nas<br /><br />DYRYGENT: Chwila przerwy drogie panie i zaraz druga część.<br /><br />KRYŚKA: Maryśka co żeś taka nie wyspana?<br /><br />MARYŚKA: Jo niewyspana ?<br /><br />KRYŚKA: Trochem żem jest zmęczono , bo Staszek mi chrapoł w nocy .<br /><br />MARYŚKA: Ty też żeś jest jakoś niemrawo.<br /><br />KRYŚKA: Ja zmęczona robotą , to się nazywa kobieta pracująco, remanent w sklepie wczoraj miałam.<br /><br />MARYŚKA :A Stworowej czemu dziś nie ma?<br /><br />KRYŚKA: Staszka czemu Stworowej dziś nie ma?<br /><br />ZOŚKA: A no nie wiem.<br /><br />MARYŚKA: Może jej się co stało?<br /><br />KRYŚKA: Co by się Stworowej mogło stać?<br /><br />MARYŚKA: Bo ja żem ją widziała wczoraj w nocy na działce Kadubickich.<br /><br />KRYŚKA: A co żeś ty tam wczoraj w nocy robiła?<br /><br />MARYŚKA: Staszka żem szukoła bo popił wieczorem.<br /><br />KRYŚKA: Popił i żeś go na działce Kadłubickich szukała ? Coś Pani Błasiakowa tu kombinuje.<br /><br />MARYŚKA: Ja nic nie kąbinuje. Nie bede sie wam tłumaczyć,bo tłumaczą się winni.<br /><br />(wszystkie kobiety spoglądają na maryśke)<br /><br />KRYŚKA: My pani o nic nie podejrzewamy przecież.<br /><br />KOBIETY: Właśnie, właśnie.<br /><br />KRYŚKA: Na naszej wsi się przecież nic nie dzieje w końcu ,Polska wieś zaciszna ,polska wieś<br /><br />spokojna . O co by my mogły panią tu podejrzewać?<br /><br />KOBIETY: Właśnie, właśnie.<br /><br />DYRYGENT: No no koniec przerwy zaczynamy. Później będzie czas na pogaduszki.<br /><br />(kobiety zaczynają śpiewać)<br /><br />KOBIETY: Dziewczynę za rękę weź<br /><br />brzegiem jeziora się przejdź<br />bo jak już zakochać się<br />to w międzybrodziu<br /><br />latem przyciąga żagli szum<br />zimą cię kuszą stoki gór<br />i wszystko to możesz mieć<br />gdy tylko chceeeeeeeeesz<br /><br />(ref)<br />przyjedź tu, do międzybrodzia<br />tu przywita pięknie cię słońca blask<br />stary żar kłania się co dzień<br />i jeziora srebrny blask kusi nas<br /><br />(wchodzi ksiądz kobiety przestają śpiewać)</em><br />------------------------<br /><br />Anna Hazuka pisywała recenzje teatralne, pracowała jako kasjerka w kinopleksie, a teraz jest pracownicą administracyjną Teatru &quot;Banialuka&quot;. Sztukę zaczęła na warsztatach z Pawłem Demirskim, kontyunowała przez rok u mnie.<br /><br />fragment &quot;Ikarii&quot;<br /><br /><em>J&Oacute;ZEFA: Nie wiem, nie wiem jak to będzie. Takie to głupie czasy. Że babcie zostają<br /><br />matkami własnych wnuków. Córka nie ma czasu na macierzyństwo. Tak pędzi. Jak zajdzie<br /><br />w ciążę, wyrzucą ją z pracy. Zresztą teraz nikt już dzieci nie rodzi. Co to za świat? Poza<br /><br />tym i tak jest już za stara na naturalne macierzyństwo. A mi się nudzi. Tak mi mówi. Że nie<br /><br />mam nic do roboty. I że ciąża dla mnie to żaden problem. Że pochodzę z brzuchem dziewięć<br /><br />miesięcy i przypomnę sobie, jakie to miłe uczucie. Że mnie to odmłodzi. Tak mi mówi. Że<br /><br />stanę się młodsza. No to jadę. Do tego Białegostoku. A wcześniej miałam kurację u takiego<br /><br />jednego bioenergoterapeuty. Jest naprawdę świetny. Miał mnie podreperować od środka.<br /><br />Żeby dzieciątko, które zaraz będzie we mnie, miało się dobrze. I żeby mnie nie wyssało za<br /><br />bardzo. Wiedzą państwo, że dzieci w brzuchach to pasożyty? To stąd te wszystkie anemie<br /><br />u kobiet w ciąży. A ja nie mogę se pozwolić na żadne anemie. Czy inne choróbska. Za bardzo<br /><br />kocham życie.<br /><br />TRUPKI MŁODYCH:<br /><br />Bo na dziecko to nie czas<br /><br />Dziecko spycha w ciemny las<br /><br />I z wyścigu się wypada<br /><br />No i co? I dupa blada.<br /><br />A więc babciu proszę cię<br /><br />Zajdź mi w ciąże - wybaw mnie!<br /><br />J&Oacute;ZEFA: No i wiecie państwo, co mnie najbardziej martwi? Że jak będę w ciąży, to ta<br /><br />ciąża będzie zagrożona. Ja już nie jestem najmłodsza. I nie wiem, jak wytrzymam leżąc całe<br /><br />dziewięć miesięcy. Ja tak uwielbiam wychodzić do ludzi. Jeździć na dancingi. Pić malutkie<br /><br />drinki. Od czasu do czasu zapalić papieroska. Ale co? Nie poświęcisz się dla mnie - się<br /><br />mnie pyta. No to co mam powiedzieć? Że mam ją w dupie. Że za mnie nikt nie rodził dzieci?<br /><br />Że najchętniej sprałabym ją na kwaśne jabłko za takie durne pomysły? Żebym ja miała se<br /><br />robić na stare lata in vitro?! Teraz - właśnie teraz, kiedy nareszcie mam czas na własne<br /><br />przyjemności? Nie powiem jej tak. Oczywiście, że jej tak nie powiem. To moja córka. Jakby<br /><br />nie dawała mi pieniędzy nie miałabym za co żyć.</em><br /><br /><br />Zapraszam! </font> Dla odmiany notka o niczym http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2544.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2544.html Wed, 09 May 2012 22:00:00 +0000 <p>Piszę jak maszyna. Ciągle coś. Kiedy ktoś mnie pyta, co piszę teraz, nie mam pojęcia, co powiedzieć. Bo jest tego tyle.</p><p>A jednocześnie opieram się, zwalniam jak mogę.</p><p>Spór był bezsensowny, naprawdę szkoda czasu, aż przykro. Postanowienie - na drugi raz nie wikłać się w dialogi w komentarzach!</p><p>Notka miała sens. Jedyny pożytek z tego wszystkiego to utwierdzenie się. Ale to nie jest aż tak istotne. Istotne jest wtedy, kiedy ktoś konkretnie jest krzywdzony. Sorry, ale to jest też moje zadanie.</p><p>Śmieszne i smutne, że to ja ich w rezultacie opiszę. Należy zrobić co się da, żeby tej przewagi nie nadużyć.</p><p>Spotkanie w ogrodzie. Wszyscy doszliśmy do wniosku, że P. nie jest nikomu z nas do niczego potrzebne i nikt się nie poczuwa. BB jest sprawą, jest problemem, jest Miejscem.</p><p>Deifinitywnie przestałem nadążać z odpisywaniem na maile. Co w sumie jest niemoralne, bo na głupią notkę blogową czas się znajdzie. Przepraszam, nie jestem święty.</p><p>Są takie notki, jak sny - o niczym, w postaci fleszy, strzępów, niby porządkujące coś, jakieś wrażenia.</p><p>3.01. Kapie. Nie ma gwiazd. Pies właśnie zasnął.</p> BB podwójnie w finale http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2543.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2543.html Tue, 08 May 2012 22:00:00 +0000 <p>Warto zauważyć, że południową Polskę reprezentują <strong> </strong>w finale trzy teatry - krakowska Łaźnia Nowa, wałbrzyski Teatr Dramatyczny i Teatr Polski w Bielsku-Białej.</p><p>Pozwolę sobie też nieśmiało zwrócić uwagę, że Bielsko-Białą oprócz Teatru Polskiego reprezentuje warszawska &quot;Nieskończona historia&quot; - oratorium z życia bialskiej kamienicy przy Kościele Opatrzności Bożej, McDonaldsie i Centrum Pogrzebów.</p><p> </p><p><strong>Finał 18. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej</strong></p><p>W dniach 4-6.05.2012 r. odbyły się obrady Komisji Artystycznej 18. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej w składzie: Jacek Sieradzki (przewodniczący), Joanna Jopek, Agnieszka Michalak, Kalina Zalewska, Piotr Grzymisławski, Andrzej Lis, Marcin Zawada.</p><p>Do I etapu Konkursu zostały dopuszczone 104 inscenizacje teatralne.</p><p>Do finałowego II etapu Konkursu Komisja Artystyczna zakwalifikowała 12 spektakli:</p><p>1. Apokalipsa Agaty Dudy-Gracz, reż . Agata Duda-Gracz, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi,</p><p>2. Ciała obce Julii Holewińskiej, reż. Kuba Kowalski, Teatr Wybrzeże w Gdańsku,</p><p>3. Generał Jarosława Jakubowskiego, reż. Aleksandra Popławska, Marek Kalita, Teatr IMKA w Warszawie,</p><p>4. Joanna Szalona; Królowa Jolanty Janiczak, reż. Wiktor Rubin, Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach,</p><p>5. Komornicka. Biografia pozorna Weroniki Szczawińskiej i Bartka Frąckowiaka, reż. Bartek Frąckowiak, HOBO Art Foundation, Scena Prapremier InVitro w Lublinie, Teatr Polski w Bydgoszczy,</p><p>6. Nieskończona historia. Oratorium na 30 Postaci, Chór, Orkiestrę i Sukę Azę. Artura Pałygi, reż. Piotr Cieplak, Teatr Powszechny im. Z. H&uuml;bnera w Warszawie,</p><p>7. Sprawa operacyjnego rozpoznania Zbigniewa Brzozy, reż. Zbigniew Brzoza, Teatr Wybrzeże w Gdańsku,</p><p>8. Świadectwa wzlotu upadku wzlotu wzlotu wzlotu upadku i tak dalej Antka Kochanka pilgrim/majewski, reż. Sebastian Majewski, Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, Wydział Aktorski wrocławskiej filii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie,</p><p>9. W imię Jakuba S. - Pawła Demirskiego, reż. Monika Strzępka, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy im. G. Holoubka w Warszawie, Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie,</p><p>10. Wnyk - Roberta Jarosza, reż. Bogusław Kierc, Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki,</p><p>11. Zbrodnia - Michała Buszewicza, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Polski w Bielsku-Białej,</p><p>12. Życie seksualne dzikich - Marcina Cecko, reż. Krzysztof Garbaczewski, Nowy Teatr w Warszawie.</p><p>oraz 3 teksty dramatyczne:</p><p>1. Zaginiona Czechosłowacja Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk,</p><p>2. Allegro moderato Szymona Bogacza,</p><p>3. Łzy Ronaldo Pawła Kamzy.</p> Twarz podbeskidzkiego goorala http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2541.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2541.html Thu, 03 May 2012 22:00:00 +0000 <p>Jako intelektualny biegunkowicz w paroksyzmie nienawiści przytoczę w ramach podsumowania wpis goorala, aktywnego w dyskusjach Podbeskidzianina. Ciekawy jestem naprawdę, ilu z koła miłośników Podbeskidzia podpisałoby się pod tym wpisem, gdyby nie fakt, że kwalifikuje się on już do prokuratury</p><p><strong>gooral</strong>2012-05-03 21:33:29 ile razy można udawadniać, że nie jest się wielbłądem ? nie dociera ?, to w d... mam całą śląskość !! dla mnie obóż w Świętochłowicach to mało za krzywdy wyrządzone podczas II wś. Śląskość to wydmuszka i wyrzut sumienia, jeżeli ma być obrazem ideologii 'ślązakowskiej'. W takim wypadku 'śląskość' trzeba tępić i obnażać bo jest zagrożeniem, większym obecnie niz była za czasów naszych dziadków. W BB 'śląskość' zaoraliśmy głęboko i mam nadzieję, że na zawsze, a ze 'ślązakowcami' poradzimy sobie po swojemu.... </p> Deklaracja bielszczanina http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2538.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2538.html Tue, 01 May 2012 22:00:00 +0000 <p>Bielsko-Biała to więcej niż Podbeskidzie. Podbeskidzie to idea, która łączy pewną grupę mieszkańców tego miasta - grupę ani najliczniejszą, ani reprezentatywną, ani najmądrzejszą, ani najważniejszą. To koło miłośników byłoby miłą składową bielskiego patchworku, gdyby nie zżerająca je ksenofobiczna, krzywdząca niechęć do Śląska i Ślązaków usprawiedliwiana na tysiąc sposobów, która wydaje się obecnie najbardziej trwałym spoiwem tego towarzystwa.<br />Bielsko-Biała jest miastem śląsko-małopolskim i to jest ciekawsze, bogatsze, większe niż Podbeskidzie.</p><p>Wykluczeni przez Podbeskidzian Ślązacy i ich historie to też Bielsko-Biała.</p><p>Jeśli Podbeskidzianie mieszkają w Bielsku-Białej, to nie znaczy, że bielszczanie mieszkają na Podbeskidziu.</p><p>Jestem bielszczaninem, nie Podbeskidzianinem.</p><br />Mieszkam w Bielsku-Białej. Nie mieszkam na Podbeskidziu. Mój kolega jest Ślązakiem z Bielska http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2533.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2533.html Sat, 28 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p>Co nowego? Pod teatr regularnie przyjeżdża policja lub straż miejska i<br />pilnują w trakcie spektakli na wypadek ewentualnych ataków antysemitów...<br />przepraszam, antyślązaków. Jeszcze tak nie mieliśmy.</p><p>Zaskakująca rozmowa ze starym kumplem w nocy, w taksówce.<br />Rozmawiamy o awanturze wokół &bdquo;Miłości w Koenigshutte&quot; i nagle wyznanie:</p><p>- Ja pochodzę z Bielska i moja rodzina pochodzi z Bielska. Jesteśmy<br />Ślązakami. Ja jestem Ślązakiem, Artur.</p><p>- Znam cię od dwudziestu lat i nigdy tego nie mówiłeś.</p><p>- Bo by mnie wszyscy zakrzyczeli. Napadliby na mnie. Wolę<br />nie mówić. Ale ja jestem Ślązakiem.</p><p>Ci, którzy by zakrzyczeli, czyli grono wspólnych znajomych<br />to ludzie albo urodzeni w przeróżnych miejscach gdzieś w Polsce, albo urodzeni<br />tu, ale rodzice przyjechali gdzieś z Polski, albo z okolicznych wiosek, albo<br />mieszkali w Straconce, w Lipniku, w Mikuszowicach Krakowskich.</p><p>On nawet nie był na tej sztuce, ale sam fakt, że wie, że<br />taka jest i że się o niej dyskutuje, wywołał to wyznanie i to, że po dwudziestu<br />latach dowiedziałem się, że mój kolega jest Ślązakiem.</p><p>I co? To źle? Podbeskidzianie powiedzą - źle! Stłumić w<br />zarodku! Oto do czego prowadzą nieodpowiedzialni, pożal się Boże, artyści! Że<br />się hydra odradza! Wynocha! Ślązacy precz z Podbeskidzia!</p><p>Coraz gorzej toleruję tę wrogość, pogardę i niczym, ale to<br />niczym nie uzasadnione poczucie wyższości Podbeskidzian wobec Ślązaków.<br />Krzyczenie pod teatrem &bdquo;Precz ze Ślązakami&quot; nie różni się specjalnie od &bdquo;Precz<br />z Żydami&quot;. To idiotyczne i wkurwiające poczucie wyższości jest tym samym<br />poczuciem wyższości, co zawsze, u wszystkich rasistów, zdobywców,<br />kolonizatorów, i zawsze wynika z kompleksów, strachu, niezrozumienia. Te wszystkie głosy na forach, w których na przeróżne akrobatyczne sposoby próbuje się zatrzeć historię, i tak obrócić kota ogonem, że Beskid Śląski ma swoją nazwę od śląskich górali, a śląscy górale zostali tak nazwani przymusowo. Że Bielsko nigdy nie było<br />śląskie, bo silny krakowski ośrodek - Biała tak promieniował kulturalnie i<br />cywilizacyjnie. Że śląskie żółto-niebieskie barwy i śląski orzeł w herbie Bielska wcale nie śląskie, tylko wrocławskie, a Wrocław to, wiadomo, nawet jeśli, przyznajmy to z bólem, Śląsk, to jednak taki lepszy, nieśląski, bo tą wstrętną gwarą nie mówią. Że po utworzeniu Bielska-Białej powstała nowa jakość unieważniająca śląskość Bielska, ale nie unieważniająca małopolskości Białej. Itd itp.</p><p>Podbeskidzkość przecież ma w sobie coś fajnego, coś dobrego, co warto pielęgnować,<br />co powoduje, że ludzie identyfikują się z miejscem, w którym mieszkają i<br />poczuwają się do wspólnoty i nikt nie powie, że to nie jest ok. Ale kiedy<br />wyraźnie zaczyna się to wyradzać we własną karykaturę i przypominać antysemicką<br />propagandę i zamieniać się w pałkę do okładania się z pałkarzami ze strony<br />przeciwnej i przy okazji z wszystkimi, którzy staną na drodze, to dzięki, z<br />takiego Podbeskidzia się wypisuję. I z góry serdecznie dziękuję za wszystkie<br />życzenia w rodzaju: krzyż na drogę.</p> Trup w Ermitażu http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2525.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2525.html Mon, 23 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p><font size="2">Podobno studenci z całej Rosji wchodzą do Ermitażu bezpłatnie.</font></p><p><font size="2">Wszyscy ci, o których słyszeliście w związku z historią sztuki, są tutaj. Wiszą. W jakiejś niezmierzonej liczbie. W jakiejś niezliczonej ilości komnat. Obrazy, obrazy, obrazy. Ogrom obrazów. Carowie imponowali zbiorami swoimi. Anglojęzyczna przewodniczka oprowadza nas przez trzy godziny, a ledwie skrawek liznęliśmy i to szybko, szybko. Zostałem potem sam. Cały dzień. Do osiemnastej.</font></p><p><font size="2">W zeszycie chaotyczne notatki.</font></p><p><font size="2">Przy wejściu - głowa barbarzyńcy. Barbarzyńcy zawsze zostaną w wejściu. Nawet jeśli zwiedzą wszystko, przelecą. Imponująca głowa barbarzyńcy. Który nie wejdzie do środka. Nigdy. Nawet jeśli wejdzie. Tak przynajmniej w intencjach, jak sądzę, postawienia barbarzyńcy w wejściu.</font></p><p><font size="2">Tu, podobnie jak w Dreźnie, jak w poczdamskim Sans Souci - potęga państwa = dużo sztuki. U nas - Wawel, potężny Zygmunt Stary, złoty wiek - wtedy Kochanowski i inni, muzyka i teatr - i sztuka wawelska.</font></p><p><font size="2">Nagość, seks, krew, okrucieństwo i wszystko, w co człowiek wierzył, co miał za piękne, straszne, ważne - na tych obrazach tych Tycjanów, van Dycków, Rafaelów, Giottów, Rubensów, Rembrandtów etc. etc.</font></p><p><font size="2">Tłumek przed Leonardem. Jego dwie Madonny. Wszyscy robią zdjęcia. Jego Matka Boska to mała dziewczynka uśmiechnięta ładnie z nieproporcjonalnie wielkim, gigantycznym bobasem na rękach. Jakżeż nielogiczne, niezrozumiałe i dziwne. Maleńki Jezusek -bobas gigant. Leonardo tak jak Picasso, a raczej Picasso tak jak Leonardo kunszt posiadł niekłamany i niezaprzeczalny po to, aby deformować.</font></p><p><font size="2">Błądzę w komnatach. Przypadkiem trafiam do najniższych. A tam... Który wszystko widział, a przejrzał... Czasy Gilgamesza! Tablice przedziwne z dziwnymi znaczkami.</font></p><p><font size="2">Znudzona babcia pilnuje dwóch sal mezopotamskich. Kiedy zagląda do tabliczek z pismem klinowym, dotykam, gładzę palcami płaskorzeźby z czasów króla Aszurnasirpala. King and his god. Bóg stoi za nim. Wygląda tak samo jak on, na wzór i podobieństwo, tylko że ma skrzydła.</font></p><p><font size="2">Asyryjscy bogowie noszą damskie torebeczki.</font></p><p><font size="2">Kiedy pani do mnie, ja do drugiej sali, gdzie sumeryjskie, akadyjskie tabliczki. Ileż lat odszyfrowywano te znaczki! Ileż pracy, aby dowiedzieć się, że to kwity, paragony, rachunki z hipermarketu, wydruki z bankomatu, polecenia zapłaty. Tajemniczym szyfrem odczytywanym przez dwadzieścia pięć lat, zapisano, że tyle a tyle bydła dostarczono do świątyni, takich to a takich rodzajów za taką zapłatę. A ten drogocenny ułamek, glina wypalona sprzed tysięcy lat, to kwit transportowy.</font></p><p><font size="2">Myśl - pismo w założeniu było wyłącznie użytkowe. Literatura to efekt uboczny.</font></p><p><font size="2">Użytkowe są też wszak ryte w kamieniu modlitwy. Modlitwa do bogów nocy pismem klinowym wybita na wieczność na kamieniu.</font></p><p><font size="2">Jest zbiór wypracowań szkolnych z nieistniejącej już cywilizacji. Szkolne teksty - często jedyne nośniki dawnych opowieści.</font></p><p><font size="2">Święte drzewo. Zawsze było święte drzewo.</font></p><p><font size="2">Na witce kapłana z płaskorzeźby sprzed trzech tysięcy lat - została czerwień. Czerwień też w jego włosach. Wszystko to skrzyło się kiedyś kolorami. Kolory zjadł czas. Z czego była czerwień, że jej nie przełknął??</font></p><p><font size="2">Sala egipska. Darek zwracał mi kiedyś uwagę, że Egipcjanie symetrycznie malowali tylko niewolników. Ludzie wolni malowani byli z profilu. Słynny egipski profil z tułowiem widzianym z przodu. Tu, na wielkich sarkofagach wykradzionych z podziemi i z piramid widać, że symetrycznie, en face, malowali też zmarłych. To, co żywe, jest w ruchu. W ruchu jest głowa, nogi, ręce - dlatego z profilu, niesymetrycznie. Tułów nie. </font></p><p><font size="2">Przewodnik objaśnia grupie: - Egipski sarkofag to jak nasza rosyjska matrioszka.</font></p><font size="2">W szklanej gablocie - trup. Wyciągnięta z sarkofagu, odwinięta z bandaży zawartość - mumia. Piszą, że pan nazywał się Pa Di Ist. Leży sobie w przykurczu. Przypomina ludzi w śpiączce, tylko ten jest w śpiączce od tysięcy lat. Przykryli mu szmatą przyrodzenie. Gdyby mógł przewidzieć któryś z jego kapłanów-wróżbitów, że trup jego na jaw wyciągnięty, nagi z piasków Egiptu przywędruje na pokaz w carskim Petersburgu, a potem w radzieckim muzeum w Leningradzie, i znów w Petersburgu, może by się raczej spalił.</font> Włosy łonowe Marka Aureliusza http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2529.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2529.html Mon, 23 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p>Wyrzeźbili w kamieniu włosy łonowe cesarza. Cóż za zgorszenie! Cóż za obraza widzów oraz majestatu! I powiem więcej, ale po cichutku. Pod włosami łonowymi jest kamienny... fuj...., a poniżej moszna. Cesarzu, cesarzu, mądry Marku Aureliuszu, jak mogłeś na to pozwolić! U nas w Bielsku-Białej Neptun swojego ...fuj... musi skrycie ściskać w dłoni za plecami. Więc przyzwoicie. Nie to co ci poganie. A jeszcze postawili tego nagiego Marka Aureliusza w pięknej, przepysznie zdobionej sali Ermitażu. Tysiące ludzi codziennie chodzą, oglądają. Dzieci. Małe dziewczynki. Fuj nad fuje!</p><p>W ogóle mnóstwo w tym Ermitażu dowodów na zwichrowanie i degenerację artystów wszystkich czasów. Na przykład kto i po co śmiał wyrzeźbić takie dziwactwo, jak śpiąca hermafrodyta. Patrzysz, niby kobieta, już pal licho, że naga, to już wiemy, że ci zboczeńcy szacunku dla ciała ludzkiego nie mieli nigdy (swoją drogą wiecie, że przedstawienie nagiego Chrystusa na krzyżu, co nastąpiło po raz pierwszy około 1000 roku, też było zgorszeniem? wcześniej przedstawiano go jedynie na tronie, jako władcę w pięknych szatach, a znak krzyża był bez postaci ludzkiej), ale podchodzisz bliżej i widzisz, że ta kobieta ma między nogami... fuj.... i mosznę.</p><p>A Grecy jakie świnie! Zrobili sobie na przykład wazę zdobioną w hetery tańczące ze sztucznymi ... fuj... Nie żartuję! Jest w gablocie w Ermitażu, sala ze sztuką starogrecką - kur.. tańczące z fujami, 515 rok p.n.e. Świńskie źródła Unii Europejskiej, ot co!</p> Przyjechał Archangielsk http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2522.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2522.html Sun, 22 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p><font size="2">Jednego dnia w BB brałem udział w trzech dyskusjach - o duszy polskiej na Kongresie Kultury Szkolnej, o zarządzaniu kulturą w BB - w Książnicy Beskidzkiej i o Heglu na spotkaniu filozoficznym. Na jednej - po spektaklu &quot;Miłość w Koenigshutte&quot; w Teatrze Polskim byłem jako przysłuchujący się. Nazajutrz natomiast ośmiogodzinna podróż do Lublina i rozmowy z Ukraińcami o wspólnym spektaklu o rzezi wołyńskiej i ośmiogodzinny powrót do BB. A dziś - rajd rowerowy, przejechaliśmy z Jasiem 38 kilometrów plus 8 km z domu na miejsce startu i z powrotem. Nie jestem w stanie tego wszystkiego zrelacjonować, mając na głowie m.in.:</font></p><p><font size="2">1. Poprawianie tekstu o Krwawej Niedzieli.</font></p><p><font size="2">2. Pisanie scenicznych żywotów świętych wg Piotra Skargi.</font></p><p><font size="2">3. Pisanie tekstu o rzezi wołyńskiej.</font></p><p><font size="2">4. wymyślanie scen do &quot;Amadeusza&quot; w BB.</font></p><p><font size="2">5. pisanie tekścików do programu do &quot;Żyda&quot; w warszawskiej &quot;Rampie&quot;.</font></p><p><font size="2">Muszę więc wybrać. Wybieram kontynuowanie, póki jeszcze się da, póki na świeżo w pamięci, zapisu wizyty w Petersburgu.</font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2">Są! Przyjechali. Na schodach zaroiło się od polonistek z Archangielska. Zajmowanie pokoi. Jest i Dorota - ich nauczycielka, dziewczyna z Kóz, która wywędrowała na Uniwersytet Arktyczny w Archangielsku i tam mieszka. Jest i Łukasz - ich nauczyciel, facet z Lublina. Dziewczyny zajmują się swoimi sprawami, a nauczyciele i ja - do całodobowego supermarketu, który się mieści tuż obok domu pielgrzyma.</font></p><p><font size="2">Dużo ryb.</font></p><p><font size="2">- To jest dobre, jadłeś to? - Dorota bierze porcje suszonych kalmarów w paski krojonych - specjalnie do piwa piwny przysmak. Z dobrym piwem rosyjskim jest problem. Pytani klienci supermarketu mają skrajnie odmienne opinie. A nie chcemy nic ciężkiego, tylko tak, na pogawędkę przed snem. Przetanie papierosy. Jak to jest, że te same marki, co u nas, tu kosztują dwa razy mniej? A u nas zresztą dwa razy mniej niż na Zachodzie. Teoretycznie możnaby te ruskie marlboro sprzedawać w Niemczech z czterokrotnym przebiciem. Ciekawe, czy ktoś to robi. Może FSB finansuje w ten sposób swoje chaotyczne, acz tradycyjnie szeroko zakrojone działania w Polsce i na świecie. Ze sprzedaży fajek. No w każdym razie, kiedy już zabraknie w Rossiji gazu ziemnego, co nieuchronnie nastąpi, wystarczy, że będą przepakowywać papierosy do zachodnich paczek.</font></p><p><font size="2">No może nie będę pisał, o czym rozmawialiśmy tego pierwszego petersburskiego wieczoru w pokoju 403 (w moim) z Dorotą i Łukaszem, paląc to przyszłe źródło utrzymania Kolosa i pijąc ruskie piwo, bo to jednak nie konsularna, publiczna, ale prywatna rozmowa. Powiem tylko, że zaimponowali mi swoimi wyborami. To nie jest łatwe, rzucić wszystko i wyjechać pod biegun północny, uczyć rosyjskie dzieci z archangielskich bagien języka polskiego podczas polarnych, podbiegunowo zmrożonych nieskończonych nocy. Jest ich, tych polskich gierojów, nosicieli kultury naszej, rycerzy języka polskiego, kilkunastu może w Rosji. Niedużo. Wciąż mało. Brakuje. Niewielu się decyduje. Tym większy szacunek.<br /></font> </p><p><font size="2">W rozmowie zaczynam sobie też uświadamiać ogrom tego kraju. Oczywiście o tym się wie, wystarczy spojrzeć na globus. Ale dopiero takie konkrety uruchamiają wyobraźnię, jak że do najbliższego miasta jest ponad 600 kilometrów i że to, jak na Rosję, rzut beretem. Ponad 600 km - to mniej więcej tyle, co Polska od gór do morza. Proszę sobie wyobrazić, że najbliższym, sąsiednim miastem Bielska-Białej jest Ustka. I że po drodze nic nie ma. I że, biorąc pod uwagę cały kraj, to naprawdę malutko. <br /></font> </p><p><font size="2">W Archangielsku, jak się okazało, istnieje rozbudowane życie teatralne, głównie dzięki jednemu facetowi, który nazywa się Panow, i który ostatnio wystawił spektakl pt. &quot;Kursk&quot;. Pamiętacie łódź podwodną &quot;Kursk&quot;? Ci marynarze w większości pochodzili z Archangielska i wdowy po nich przyszły na ten, oskarżycielski ponoć wobec władz, spektakl. Teatr archangielski, podobnie jak bielski, wyręcza kulejącą demokrację w publicznej debacie.</font></p><font size="2">Późno w nocy decydujemy się iść spać. Jutro rano ma przyjechać po mnie i po Wilków corpus diplomaticus i zawieźć nas do Ermitażu. Kiedy myję się w chłodnej, nigdy nie nagrzewającej się tu wodzie, ledwo ogarniam, że ten dzień zaczął się przed czwartą rano w Bielsku-Białej.</font> Polska w Rosji zanika http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2520.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2520.html Wed, 18 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p>W Grand Cafe koło hotelu Senator na stołach stoją popielniczki, które nieoczekiwanie stają się tu, w Rosji manifestacją wolności. Tu nikt nie zabrania, podobnie jak nikt nie zabrania jeżdżenia zdezelowanymi autami bez reflektorów, z rysami na szybach itd. Normalna rzecz. Obiad w Grand Cafe kosztuje tyle samo, ile kosztowałby w Polsce w tego rodzaju lokalu. To jest niesamowite. Bo potem się okazuje, że tu wszystko, z wyjątkiem papierosów, kosztuje tyle, co w Polsce lub więcej, a ludzie zarabiają kilkakrotnie mniej. Więc, żeby sobie kupić nowy łach, muszą kilkakrotnie więcej przepracować niż my.</p><p>- Wyobraź sobie, że u nas, przy naszych cenach, zarabiałbyś 600 złotych - mówią mi potem.</p><p>- No to jak oni żyją?</p><p>- Bardzo dużo pracują. Każdy łapie po kilka prac. Dużo rzeczy tu jest czynnych całą dobę, siedem dni w tygodniu, także praca jest.</p><p>Po obiedzie - sen pod krzyżem w pokoju pielgrzyma. Szit! Kolacja w konsulacie! Zamknąłem tylko oczy na chwilę, a tu trzy godziny minęły. Kolacja już trwa. Dzwonią z konsulatu, piszą smsy. Panie Arturze, gdzie pan jest? Cholera, jak tam dojechać! Niech pan idzie na metro! A gdzie jest metro? Ojej, niech pan czeka, niech pan się nie nigdzie nie rusza, przyślemy po pana samochód.</p><p>I znów Corpusem Dyplomatycznym przez Petersburg. Tak, nie myliłem się. Ten statek wojenny za zakrętem to Aurora. Mieszkam koło Aurory. Stoi sobie. Jak nowa. Działa wycelowane w ulicę.</p><p>Jeden most, drugi, trzeci. Petersburg - miasto mostów. Ciekawe dlaczego w polszczyźnie dopuszcza się nazwę Petersburg, rezygnując z Sankt. Zasady polszczyzny pozwalają obedrzeć miasto Aurory ze świętości. Tu wszędzie - Sankt. Albo Leningrad - na pomnikach i budynkach. Miasto Daniela Charmsa. Umierał tu z głodu podczas oblężenia, w więzieniu NKWD, w podwójnym niejako oblężeniu. Próbuję sobie wyobrazić, jak to tu wyglądało wtedy. Ciemno, głodno, zimno, mosty zwodzone podniesione, bo łatwiej wtedy kontrolować miasto.</p><p>Jest! Zwisa nad ulicą polska flaga. Orzeł z jedną głową. Przyjątko już trwa dawno. Ale jeszcze nie wszystko zjedzone.</p><p>- Nie mam kreacji - usprawiedliwiam się.</p><p>- Panu wolno - uśmiecha się przeuprzejmie pani konsulowa.</p><p>- Wino czerwone czy białe?</p><p>- Kawior?</p><p>- Łosoś?</p><p>- Cukiereczki?</p><p>- Kawa?</p><p>Obok - Mariusz Wilk.</p><p>- Pamięta pan, panie Mariuszu, spotkaliśmy się kiedyś na Okęciu. Godzinę gadaliśmy. Zapraszał mnie pan do siebie, pod biegun, ale zgubiłem namiary.</p><p>- No to teraz już pan musi.</p><p>Jest Rita Gombrowicz - gwiazda tego konsularnego wieczoru. Jest Jurij Czajnikow, tłumacz &quot;Dzienników&quot; Gombrowicza na rosyjski, które właśnie teraz po raz pierwszy ujrzały światło dzienne. Jest pani Dominika z muzeum.</p><p>- Panie Arturze, jak napisać sztukę?</p><p>Szczęk kieliszków. Rozmowy o teatrze polskim. Że ciekawi go są Rosjanie. Że duże poruszenie rok temu w Moskwie na festiwalu zrobił. Że u nich takowo niet.</p><p>Wracam corpusem na nocleg z tłumaczem, Czajnikowem. Mówi czysto po polsku, bez akcentu.</p><p>- Polska była dla nas szalenie istotna. Wszystko. Od perfum &quot;Być może&quot; przez ubrania po film, muzykę i literaturę. Była alternatywą, była wolnością, pokazywała, że można inaczej - mówi Czajnikow, kiedy wracamy przez nocny Petersburg. - To było niezwykłe! Wszystko, co polskie było ciekawe, ważne, pociągające. A teraz? Polska w Rosji zanikła. Nie ma jej. Przestała być ciekawa. Dla Rosjan dziś ciekawsza i ważniejsza jest dziś Turcja.</p><p>Grupa z Archangielska wciąż w drodze.</p> Do Rosji przez Katowice http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2519.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2519.html Tue, 17 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p>O czwartej rano, po dwóch godzinach snu, zostawiając za sobą całą masę rozgrzebanych, niedokończonych spraw, objuczony plecakiem ruszyłem na pierwszy tego dnia autobus mzk. Na przystanku pusto. W autobusie ja tylko i kierowca. Ukradkiem podczytuję &quot;Beniowskiego&quot;, który będzie towarzyszył mi podczas tej podróży. Kiedy na kolejnych przystankach wsiadają inni, chowam go do kieszeni, bo to jednak głupio, o tej porze drażnić czytaniem niewyspanych ludzi jadących do pracy.</p><p>5.02, pociąg do Katowic. Czy do Barcelony, do Berlina, czy do Petersburga, zawsze jedzie się przez Katowice. W pociągu ciemno. I dobrze. Łaskawy konduktor nie budzi śpiących. Cały pociąg śpiących ściśniętych chrapiące ciało przy chrapiącym ciele. Nie ma gdzie usiąść, trzeba stać w zatłoczonym przejściu. Ktoś utyskuje, że mogliby jednak, kurrrwa, dać ten wagon więcej, że co im zależy. Muszą traktować ludzi jak bydło? Nikt nie reaguje, każdy chce jednak jeszcze trochę tego czasu na spanie wyrwać, na nieruszanie się, na niemyślenie. Koło mnie tylko, w przejściu dwóch nadaktywnych inżynierów prowadzi dyskusję o międzynarodowej polityce, czyli o tym, co było wczoraj w Panoramie plus to, co każdy <em>gdzieś słyszał</em>. Wyrażenie wytrych - <em>gdzieś słyszałem -. Gdzieś słyszeli, </em>że jednak to całe Euro się nie opłaca, że te stadiony, <em>gdzieś słyszeli</em>, potem mają być burzone, może nie wszystkie, ale część, bo kto to utrzyma. <em>Gdzieś słyszeli, </em>że benzyna będzie po 10 złotych w przyszłym roku. I takie tam poranne gawędy. Z każdą mijaną fabryką pociąg się opróżnia, ale sporo ludzi przysypia do samych Katowic, gdzie wita nas jasność, bo słoneczko nad Śląskiem tymczasem już wzeszło.</p><p>- Powrotny nie? - dopytuje się kierowca katowickiego autobusu mzk kursującego na lotnisko. 26 złotych za bilet! Dwa razy tyle, co z BB do Katowic.</p><p>- Nie. Powrotny nie.</p><p>Budzę się, kiedy wjeżdżamy na przylotniskowy parking.</p><p>Wydawało mi się, że lepiej do Petersburga lecieć z Pyrzowic, z przesiadką na Okęciu, ponieważ inaczej musiałbym być na tym Okęciu, zgodnie z regulaminem, na tyle wcześnie, że byłby problem z dojazdem. A tak odprawę przechodzę już w Pyrzowicach. No i taniej jest samolotem niż pociągiem, myślałem. Choć jak doliczyć podróż z Bielska do Katowic i na samo lotnisko, to nie wiem. W ogóle już nie wiem. Dziwnie jest lecieć samolotem z Katowic do Warszawy. A tu się okazuje, że sporo ludzi tak robi. Samolot pełny. Jakoś tak niżej chyba leci niż te międzynarodowe. Długi czas widać ruch samochodów. Jak się leci dalekobieżnym, to szybko wszystko tam na dole zastyga w totalnym bezruchu.</p><p>Na Okęciu bramka z odprawą paszportową. Piękna, wklejona wiza rosyjska z lśniącym dwugłowym orłem, po którą dwa razy musiałem jeździć do Krakowa. Duży samolot. Gazetki, balet stewardessy pokazującej prawie nigdy niepotrzebną drogę ewakuacji. <em>Maski tlenowe zakładamy najpierw sobie, a następnie dziecku. </em>Zapinanie w niczym nie pomocnych pasów. I siuuu! Ponad chmurami. To aż się nie chce wierzyć, jak się patrzy z góry, że nie da się po nich pochodzić.</p><p><em>Na zewnątrz temperatura plus sześćdziesiąt stopni </em>- informuje kapitan, gdyby ktoś jednak się wybierał. Lecimy nad chmurami chwilowo łotewskimi i nad chmurami czasowo estońskimi. Niby lot trwa dwie godziny, a trwa cztery. No kto się domyśli, dlaczego? Dwie, ale cztery. Zagadka. Dość prosta. Kawka, winko, kanapeczka. Przebijamy się przez chmury i już Petersburg, aeroport Pulkovo. Rossija. W hali sporo ludzi z Azji, którzy przyjechali na północno-zachodnie rubieże ojczyzny. W kolejce do odprawy paszportowej stoję z panem i paniami, którzy na jakieś targi przyjechali. Żartują, a jednak czuje się napięcie. Przed nami facet w czarnej skórze, o ciemnej karnacji krzyczy coś, rozpacza. Z nim żona i dzieci. Nie chcą go puścić. Przychodzi straż, odciągają ich.</p><p>Pani w okienku długo, bardzo długo studiuje mój paszport i przygląda mi się czujnie, bacznie. Wygląda, jakby się namyślała, czy warto. Wreszcie uff, bach, pieczątka. Można iść. Rosja wita. Mężczyzna z tabliczką &quot;Konsulat generalny RP&quot; czeka na mnie i na resztę grupy. Tym samym samolotem, jak się okazuje leciała pani z muzeum Gombrowicza, pisarz Mariusz Wilk z żoną i córką i Anna Łabędzka. Wyglancowanym autkiem z nalepką CD i z dyplomatyczną rejestracją zasuwamy przez cały Petersburg i zaprawdę wyróżniamy się pośród tej rzeszy niesamowicie brudnych samochodów. Nie przywiązują tu wagi do ich mycia, to nie jest istotne, szkoda na to energii i czasu. A kurzy się, bo jest wiosna. Na Newie kra. Dzień długi. Mijamy blokowiska, potem grzęźniemy w korku, który tu, jak się okazuje, trwa przez cały dzień. Po godzinie dojeżdżamy do szarej blachy, za którą kryje się wejście do salezjańskiego Domu Pielgrzyma, w którym mieszkam z Wilkami. Kierowca ma przyjechać za trzy godziny i zabrać nas na kolację do konsulatu. Ekipa studentek z Archangielska jeszcze jest w drodze. Jadą pociągiem ponad dobę. Ciąg dalszy nastąpi.</p> Przed lotem http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2512.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2512.html Tue, 10 Apr 2012 22:00:00 +0000 <p><font size="2">Nie piszę, nie piszę, bo sie nie wyrabiam. A jak mam trochę czasu to wolę z Jaśkiem na rower smyrgnąć niż znów siadać do pisania.</font></p><p><font size="2">Pojąć nie mogę, jak się mogła z tej &quot;Nieskończonej historii&quot; zrobić afera w tym Zabrzu. Chciałem księży zaprosić, żeby zobaczyli, powiedzieli, co myślą, ale dyrekcji się spieszyło, a w wielkim tygodniu księża nie bardzo mieli czas. Przedziwne to wszystko. Nigdzie dotąd nie spotkałem się z tak jawną próbą cenzorskiej ingerencji. A tak dobrze się w tym Zabrzu pracowało z tym zespołem, z tymi ludźmi. Naprawdę. Zresztą zespół chyba z nami. A jeden z pracowników, jak spytałem, jak się na to, co się dzieje teraz, zapatrują, powiedział, że się cieszy, że &quot;nareszcie coś u nas drgnęło&quot;.</font></p><p><font size="2">Tymczasem jutro (dziś w zasadzie), o czwartej rano przez Katowice do Petersburga. Przyjeżdżają studentki filologii polskiej z Archangielska plus grupy studentów petersburskich i będę z nimi warsztaty prowadził, gdyż polski teatr ich interesuje. Taka siurpryza. Dzień po 10 kwietnia lecieć do Rosji. Jak Bóg da, odezwę się stamtąd.</font> </p><p> </p><p> </p><p><font size="2"> </font></p> Dobro eksportowe :)))) http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2503.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2503.html Fri, 30 Mar 2012 22:00:00 +0000 <p>&laquo;O ile można dyskutować o gościnnej obecności teatrów z regionu na innych scenach w Polsce, to bez najmniejszych wątpliwości można rzec, że naszym sztandarowym regionalnym dobrem eksportowym jest współczesna dramaturgia. W ten weekend na dwóch scenach, które dzieli około 80 km, zobaczymy sztuki dwójki znanych autorów: Artura Pałygi i Ingmara Villqista.</p><p>Mieszkający w Bielsku-Białej Artur Pałyga zasiądzie na widowni zabrzańskiego Teatru Nowego, zaś w jego rodzinnym mieście chorzowianin Ingmar Villqist da premierę na Dużej Scenie. Na widzów czekają dwa zupełnie różne spektakle, łączy je jednak wyjątkowo osobisty charakter.</p><p>Choć teoretycznie &quot;Nieskończona historia&quot; Pałygi miała już prapremierę 10 marca w warszawskim Teatrze Powszechnym, to w stosunku do drukowanego oryginału Pałyga wraz z Piotrem Cieplakiem zmienili ponad 40 procent tekstu. Na zabrzańskiej scenie Ula Kijak (reżyserski debiut w 2004 roku) inscenizuje sztukę bez dramaturgicznych zmian. &quot;Nieskończona historia&quot; dzieje się w kamienicy, podobnej do tej, w której mieszkał sam autor. - Zwolniło się mieszkanie, bo umarła starsza pani. Niedługo potem umarła też moja sąsiadka. I właśnie w tym momencie zaczyna się sztuka. Mieszkając tam, miałem poczucie, że tam jest środek świata. Że nie ma nic ważniejszego niż to, co tutaj. To było dziwne, intensywne miejsce. Obok kościół, cmentarz, dom starców, szpital onkologiczny - wszystko, co jest w tym mikrokosmosie potrzebne - przyznał w jednym z wywiadów Pałyga. W sobotę 31 marca o 18 zaplanowano w Teatrze Nowym premierę studencką, dzień później oficjalny pierwszy pokaz. Przedstawienie na dużej scenie przygotowują kobiety. Z Ulą Kijak współpracują Dominika Skaza (scenografia), Maria Rumińska (muzyka) i Anka Jankowska (ruch sceniczny).</p><p>W sobotę 31 marca w Bielsku-Białej kolejna propozycja Ingmara Villqista dedykowana Teatrowi Polskiemu. Dramaturg pokaże autorską inscenizację (tekst, reżyseria i scenografia) przygotowaną na podstawie dotąd nierealizowanego osobistego scenariusza filmowego. W &quot;Miłości w Koenigshuette&quot; Villqist wraca do sytuacji swojego rodzinnego Chorzowa tuż po II wojnie światowej. Czy w czasach historycznego zamętu możliwa jest miłość? I o jakie dokładnie uczucia mu chodzi? W rolach głównych wystąpią Artur Święs i Anna Guzik. Prapremierę na Dużej Scenie zaplanowano na sobotę 31 marca na godzinę 19, kolejny spektakl w niedzielę 1 kwietnia o tej samej porze.&raquo;</p>&quot;Weekend dwóch dramaturgów: Pałyga w Zabrzu, a Villqist w Bielsku-Białej&quot;<br />Aleksandra Czapla-Oslislo<br />Gazeta Wyborcza - Katowice online&quot; Bielski dzień w Warszawie http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2480.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2480.html Fri, 09 Mar 2012 23:00:00 +0000 <p><font size="3">Dziś w Warszawie Bielsko-Biała! </font><font size="3">Tego samego dnia Podbeskidzie gra z Legią, a tuż obok w Teatrze Powszechnym spektakl, który w specjalnym stołecznym dodatku &quot;Wyborczej&quot; zapowiadany jest tak:</font></p><p><font size="3">&quot;Nieskończona historia&quot; opowiada o jednym dniu z życia kamienicy w Bielsku-Białej, gdzie obok jest kościół, cmentarz, dom starców, szpital onkologiczny, noclegownia dla bezdomnych, ulica, po której przejeżdżają ciężarówki z piwem, stadion, słowem mikrokosmos. Takie poczucie, że tam jest środek świata - mówi autor.</font></p><p><font size="3"> Ja gram na wyjeździe, Podbeskidzie u siebie. Mecz zapowiadają afisze w knajpach warszawskich, gdzie można go oglądać w telewizji. Obok afisze zapowiadające dzisiejszą premierę &quot;Nieskończonej historii&quot;. </font></p><p><font size="3"> W tej samej gazecie duży tekst o meczu z Podbeskidziem. - Czeka nas jedno z najtrudniejszych spotkań w tym sezonie - mówi przed dzisiejszym meczem w Bielsku-Białej trener Legii.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">W zasadzie mógłbym powiedzieć to samo. Czeka nas jedno z najtrudniejszych spotkań w tym sezonie, proszę państwa. </font></p><p><font size="3">Kto mi nie wróg, niech trzyma kciuki za nas wszystkich! </font></p> Zaproszenie http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2478.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2478.html Mon, 05 Mar 2012 23:00:00 +0000 <div align="center"><font size="3">Zapraszam wszystkich serdecznie, jeśli ktoś ma czas i ochotę, na trzecią próbę generalną &quot;Nieskończonej historii&quot; w Teatrze Powszechnym w Warszawie, w najbliższy piątek, 9 marca o godz. 19.00.</font></div><div align="center"> <font size="2"> Ponieważ liczba miejsc jest ograniczona i trzeba mieć zaproszenie, ewentualnych chętnych proszę o kontakt ze mną na maila: klemens@poczta.onet.pl albo od razu z panią Karoliną Musiał z Teatru Powszechnego, mail: k.musial@powszechny.art.pl</font></div> Jedzie pociąg z daleka http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2477.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2477.html Sun, 04 Mar 2012 23:00:00 +0000 <p><font size="3"> </font></p><font size="3"> Tego dnia, w tę sobotę, 3 marca, wracałem pociągiem intercity centralną magistralą z Warszawy. Rano spojrzałem na rozkład jazdy w internecie, jakby tu posztukować połączenia, których jest coraz mniej, gdzie przesiadki, którym pociągiem pomknąć magistralą na południe. Początkowo planowałem wyjechać intercity późnym popołudniem, tak żeby być w domu około dwudziestej drugiej. Zbieg okoliczności sprawił, że pojechałem wcześniej. Wieczorem, po dwudziestej pierwszej dzwoni telefon jeden, drugi, czy żyję.<br /></font> <p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Jeżdżę tą centralną magistralą kolejową ciągle. To jedyny szybki możliwy dojazd do Warszawy. Nie ma innego. Samochodem dwa razy tyle się jedzie.</font></p><p><font size="3">Zresztą o ileż lepiej pociągiem. Naprawdę trudno zrozumieć to idiotyczne parcie, żeby wszędzie jechać własnym samochodem i związane z tym schorzenie umysłowe pt. autostradyzm. Pomimo rosnących cen biletów kolejowych, przejazd ekspresem z Bielska-Białej do Warszawy jest tańszy niż samochodem. No i samochodem to wyprawa na cały dzień, a pociągiem wsiadasz sobie dajmy na to o tej 17.00, czytasz gazetę, książkę, śpisz, czy co tam lubisz i o 21.00 jesteś na miejscu. Naprawdę ok. Komunikacja w samej Warszawie też całkiem w porządku i nawet taksówki dużo tańsze niż w Bielsku.</font></p><p><font size="3">Bezpieczeństwo? W 2011 na drogach w Polsce było 39.5 tysiąca wypadków. Zginęło 4114 osób - to mniej więcej tyle, ilu mieszkańców ma nadmorska Łeba. W Polsce ludzie lubią jeździć szybko i z fantazją i wliczają w rachubę, że od czasu do czasu ktoś tam musi zginąć, nomalna rzecz. Proszę sobie wyobrazić, że co roku, przez wypadki drogowe, wyludnia się całkowicie w Polsce miejscowość wielkości Łeby. I proszę nie wierzyć w to, że autostrady po 80 złotych za przejazd jednym odcinkiem, poprawią te statystyki. Baju, baju.<br /></font> </p><p><font size="3">Jakbyśmy zamiast borykać się z tymi zasranymi autostradami, wydali tę pieniądze na dobrą, szybką, bezpieczną kolej...</font></p><p><font size="3">Teraz jeszcze więcej ludzi zdecyduje się jednak autem jechać niż ryzykować pociągiem. Więc zlikwidują jeszcze więcej połączeń. I jeszcze trudniej będzie dostać się gdziekolwiek. I jeszcze mniej będzie na tę kolej pieniędzy, i jeszcze więcej bałaganu będzie z różnymi prywatnymi spółkami kolejowymi.</font></p><p><font size="3">I pozwolę sobie zacytować felieton Macieja Nowaka:</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">&quot;Co się dzieje, skoro bez żadnych ekstremalnych zjawisk atmosferycznych nie można zapewnić na niej prostej koordynacji połączeń i sprawności urządzeń? Czy aby nie jest to wynik potwornego rozdrobnienia kolejowego gospodarstwa, podziału na dziesiątki spółek, z których każda odpowiada za inny wąski odcinek. Skoro utracono kontrolę nad spójnością prostej informacji kolejowej, bo inny prezes odpowiada za telefony, inny za internet, a trzeci za druk obwieszczeń, to można podejrzewać, że w dużo bardziej skomplikowanych kwestiach technologicznych nie jest lepiej.<br /><br /> Obie polskie katastrofy, jak i to, co znamy z innych obszarów działalności PKP, przypominają scenariusz, który stał się udziałem kolei brytyjskich. Tam również dzika komercjalizacja i podział na wiele spółek doprowadziły do wypadków, nieustannego odwoływania połączeń i kompletnej utraty zaufania do podróży na torach. Podobnie też, jak w Polsce, na przestrzeni dwóch lat na tej samej Great Western Main Line doszło do dwóch wielkich katastrof. Pierwsza miała miejsce w 1997 w Southhall, druga w 1999 w Ladbroke Grove. Tragiczny bilans z 1997 roku to 7 zabitych, 139 rannych, z 1999&thinsp;-&thinsp;31 zabitych i 520 rannych. Jak wykazało publiczne śledztwo prowadzone pod nadzorem Lorda Cullena, w obu przypadkach zawiniła kolejowa automatyka, która w wyniku prywatyzacji całego systemu, była niewłaściwie konserwowana i zarządzana. W konsekwencji oburzenie brytyjskiej opinii publicznej i mediów wymusiło na rządzie odstąpienie od polityki prywatyzacji kolei.&quot;</font></p><p><font size="3">Może i tak... Nie wiem. Brzmi przekonująco. </font></p> Orkiestra Nieskończona http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2472.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2472.html Tue, 28 Feb 2012 23:00:00 +0000 <p>29 lutego, o godz. 17.00, na Dużej Scenie Teatru Powszechnego w Warszawie<br />odbędzie się <br />koncert <em>Orkiestra nieskończona <br /></em>w wykonaniu zespołu &bdquo;Transemble&quot;, aktorów Teatru Powszechnego <br />oraz muzyków Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej <br />pod batutą Jakuba Chrenowicza. <br /><br />Zaprezentowane zostaną utwory muzyczne skomponowane przez Jana Duszyńskiego <br />do spektaklu<br /><em>Nieskończona historia. Oratorium na 30 Postaci, Chór, Orkiestrę i Sukę Azę</em>, <br />którego premiera odbędzie <br />10 marca br. w Teatrze Powszechnym w Warszawie.</p><p><strong>Zespół &bdquo;Transemble&quot; w składzie:</strong></p><p>Michał Szałach - skrzypce<br />Jan Aniołek - skrzypce<br />Jakub Kowalik - altówka<br />Jerzy Wołochowicz - wiolonczela<br />Tomasz Januchta - kontrabas</p><p><strong>Muzycy Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej:</strong></p><p>Zuzanna Maślanka - skrzypce<br />Dariusz Dęga - skrzypce<br />Grzegorz Groblewski - skrzypce<br />Mateusz Marczyk - skrzypce<br />Katarzyna Henrych - altówka<br />Michał Kotowski - kontrabas<br />Marcin Wiliński - kontrabas<br />Joanna Gatniejewska - flet<br />Krystyna Sakowska - klarnet<br />Feliks Gmitruk - waltornia<br />Beth Graham - waltornia<br />Arkadiusz Więdlak - tuba<br />Daniel Kamiński - perkusja<br />Paweł Pruszkowski - perkusja<br />Agata Fandri - harfa</p><p><strong>Aktorzy:</strong></p><p>Eliza Borowska<br />Aleksandra Bożek<br />Elżbieta Kępińska<br />Maria Robaszkiewicz<br />Olga Sawicka<br />Karina Seweryn<br />Katarzyna Maria Zielińska<br />Mariusz Benoit<br />Cezary Kosiński<br />Andrzej Mastalerz<br />Michał Napiątek<br />Krzysztof Plewako-Szczerbiński<br /><br /><br /><br />Serdecznie zapraszamy! <br /><strong>Wstęp wolny. Liczba miejsc ograniczona.</strong></p> Życiorys http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2471.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2471.html Sun, 26 Feb 2012 23:00:00 +0000 <font size="2"> </font><p><font size="2">Co jakiś czas człowiek zmuszony jest do napisania swojego życiorysu.</font></p><p><font size="2">Pierwszy, jaki pamiętam, był najdłuższy. Składałem go, jako kandydat na kulturoznawstwo we Wrocławiu. Wtedy to się nazywało po prostu - życiorys -. Nie miałem żadnych wzorców, nie wiedziałem jak. Chciałem się dostać na studia. Szczegółowo i barwnie rozpisywałem się więc na temat pierwszej książki napisanej w notesiku, w przedszkolu, przynależności do zuchów, a potem o szkółce literackiej w klubie Złote Łany, o zespole Alert, teatrze Klatka, teatrze Heliotrop, o opowiadaniu w &quot;Na przełaj&quot;, o pisaniu do &quot;Gazety Prowincjonalnej&quot;. Opisywałem, dlaczego to było ważne. Życiorys miał parę stronic. Po egzaminie z polskiego jeden z profesorów poprosił mnie na rozmowę. Skrzydeł dostałem, pewny siebie! A pan profesor mówi: - Przeczytałem uważnie pana życiorys. Pan pomylił studia. Kulturoznawstwo to nie są studia artystyczne.</font></p><p><font size="2">- Ależ wiem, proszę pana.</font></p><p><font size="2">- I nie o taką kulturę chodzi, jaką pan się zajmował, jak pan pisze.</font></p><p><font size="2">- Ależ wiem, proszę pana.</font></p><p><font size="2">- Zapewniam pana, że pan się pomylił.</font></p><p><font size="2">Nie przyjęli mnie.</font></p><p><font size="2">Potem pisałem już krótsze życiorysy. I starałem się skupić na nazwach i nagrodach. Laureat takich to a takich. A mało jeszcze ich wtedy było, więc się eksponowało wszystkie najdrobniejsze. Np. wyróżniony brązową koniczynką w konkursie poezji w Kostomłotach. Potem się to zaczęło nazywać CV. Pojawiły się wzorce. Nie zapomnę, jak stałem w kolejce do ksero ze swoim CV i dziewczyna jedna od drugiej jej CV dla siebie kserowała, żeby tylko dane osobiste zmienić. Potem, jak szukaliśmy przez internet niani dla dziecka, to przychodziły mi na maila dziesiątki takich skopiowanych CV z niewielkimi zmianami. &quot;Jestem ogromnie zainteresowana pracą w państwa firmie -opieka nad dzieckiem-. Posiadam znajomość języków obcych w stopniu komunikatywnym. Moje hobby to samorozwój, książki, słuchanie muzyki. Jestem osobą zdyscyplinowaną i pełną zaangażowania.&quot; Oraz w punktach przebieg dotychczasowej kariery zawodowej. Nazwy, daty, stanowiska - to i tylko to zaczęło się liczyć w siwi-życiorysach.</font></p><p><font size="2">Potem przeskoczyłem nagle na notki biograficzne. Oczywiście wszyscy te notki piszą sami o sobie w trzeciej osobie. To śmieszne dziwactwo. Dziwaczne pozorowanie, że niby ktoś to ułożył, kto śledzi nasze losy i wie, że -ukończył taką i taką szkołę, po czym z powodzeniem zajął się uprawianiem tego i tego, zdobywając takie i takie nagrody. Jego hobby to książki i dobra muzyka (znaczy czyta więcej niż słucha). Albo też muzyka i dobre książki (słucha raczej niż czyta). Posiadacz ukochanego psa Frytka i dwójki szczęśliwych dzieci, Magdzi i Pawełka. Żona Hania.- I że to niby ktoś, nie wiadomo kto o tym psie i żonie. Nie że sam o sobie, bo przecież jak. I siup, do wikipedii. - Krzysiu, nie ma cię jeszcze w wikipedii? No, patrz, a o mnie już napisali... I żona czy konkubina Krzysia, czy Wojtka od razu zwraca uwagę - patrz no, o Maćku jest, czemu o tobie nie ma nic jeszcze w wikipedii? I Krzyś, czy Wojtek wieczorem skrobie pieczołowicie: &quot;zna takie i takie języki, posiada ukochaną żonę, Hanię&quot;. No dobra, no. Taka konwencja. Nie ma się co czepiać.<br /> </font></p><p><font size="2">Raz mi się zdarzyło, że chcieli zrobić za mnie notkę biograficzną. - Niech pan napisze, jak najwięcej o sobie, a my wybierzemy sobie z tego coś.</font></p><p><font size="2">I znów pisałem na parę stron, ale już chaotycznie, co mi na myśl przyszło. I już nie tylko chwalebne rzeczy. Zredagowana notka potem była jednak jak zwykle, tak jakbym jak zwykle wszyscy pisał sam o sobie w trzeciej osobie.</font></p><p><font size="2">Potem wysyłałem tylko rok urodzenia, gdzie mieszka, tytuły i nagrody. Zaczęło to przypominać zestawienia statystyczne. Po co to w zasadzie komu? Ani to ciekawe, ani pożyteczne, ani prawdziwe tak naprawdę, bo o czym to opowiada? Ma to sens, kiedy się walczy o przetrwanie w obcym bądź nieprzyjaznym środowisku, jak się chce rangę swoją podnieść, pokazać - patrzcie, ile jestem wart, aha. Później zaczęły krążyć te notki, które kiedyś napisałem w jakimś celu, i one znalazły się w sieci. I przy innej zupełnie okazji wykorzystywane przez kogoś, okazywały swoją doraźność, nieprzystawalność, już pomijając nieaktualność. No bo że teraz czym innym bym się już chwalił.<br /> </font></p><p><font size="2">I znów zasiadłem do pisania notki w trzeciej osobie o sobie, do programu &quot;Nieskończonej historii&quot; w Powszechnym. Ciekawe, czy kiedyś będę wiedział, dlaczego teraz tak i takie właśnie powybierałem.</font></p><p><font size="2">W każdym razie obecna wersja życiorysu wygląda następująco:</font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2"> </font></p><font size="2"> </font><p><font size="2">Urodzony w 1971 r. w Hrubieszowie. Mieszka pod górami, w Bielsku-Białej, gdzie pracuje w Teatrze Polskim. W 1989 r. zamiast iść na studia, został dziennikarzem nowej, wolnej prasy. Dorabiał, jako pomocnik zbrojarza, sprzątacz wagonów oraz instruktor gry na gitarze. Założył zespół punkowy, w którym grał i krzyczał. Przez kilka lat był aktorem w grupie teatralnej Heliotrop. Pisał, redagował i rozrzucał w mieście zin kulturalny &bdquo;Lunapark&quot;. Zdobywając nagrody za reportaże, wyuczył się zawodu nauczyciela muzyki, a następnie skończył zaocznie polonistykę na UJ i nie skończył studiów doktoranckich, nie pisząc pracy o polskim reportażu literackim, ponieważ intensywnie zajął się pisaniem dla teatru. W 2005 r. napisał musical dla klubu osiedlowego pt. &bdquo;Guma balonowa&quot;. Następnie wygrał konkurs na sztukę o Bielsku-Białej, którą w 2006 r. zadebiutował na teatralnej scenie w bielskim Teatrze Polskim. Jego sztuki dwukrotnie zdobyły grand prix festiwalu Raport w Gdyni (&bdquo;Żyd&quot; w reż. Roberta Talarczyka w 2008, &bdquo;Wszystkie rodzaje śmierci&quot; w reż. Pawła Passiniego w 2009). &bdquo;Ostatni taki ojciec&quot; w reż. Łukasza Witt-Michałowskiego zwyciężył w Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej (2009 r.). Jego teksty reżyserowali też: Piotr Ratajczak, Joanna Lewicka, Paweł Łysak, Jan Klata.</font></p><font size="2"> </font><p><font size="2">W ostatnich latach regularnie prowadził zajęcia literackie dla osób niepełnosprawnych w stowarzyszeniu Teatr Grodzki. Pisuje felietony do pisma &bdquo;Przyjaciel Pies&quot;. Wydał książkę z reportażami z Białorusi pt. &bdquo;Kołchoz imienia Adama Mickiewicza&quot;, a reportaż o sex-czatach z &bdquo;Dużego Formatu&quot; Mariusz Szczygieł umieścił w antologii reportażu polskiego. W bielskim Teatrze Polskim prowadzi szkółkę dramatopisarską oraz Teatr Tekstu.</font></p><font size="2"> </font><p><font size="2">Jego sztuki tłumaczono na niemiecki, angielski, francuski, rumuński, ukraiński, węgierski, kataloński.</font></p><font size="2"> </font><p><font size="2"> </font></p> Obywatel spod obwodnicy http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2470.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2470.html Sat, 25 Feb 2012 23:00:00 +0000 <p>Przez śniegi, błoto, roztopy - do Węgierskiej Górki. W piątkowy wieczór, w Gimnazjum im. Baczyńskiego zrobiliśmy teatr tekstu. Przyszło około 30-40 osób w przeróżnym wieku. Wziąłem do czytania mojego &quot;Obywatela K.&quot;, którego wymyśliśmy razem z Piotrkiem Ratajczakiem i który miał być realizowany w krakowskim Teatrze Słowackiego, ale w końcu w Słowackim odbyło się tylko reżyserowane czytanie. A teraz drugie czytanie. Tu.</p><p>Bohaterem sztuki jest działacz opozycji z lat 80, który potem wycofał się całkowicie z życia politycznego. Nie przyjmował proponowanych mu przez kolegów funkcji i stanowisk i uprawiał swój ogródek, dopóki koledzy nie przyszli go eksmitować, a to z powodu autostrady, która ma biec dokładnie przez jego dom i ogród.</p><p>Czytanie świetne! Rewelacyjnie przeczytana rola księdza biskupa, byłej żony Kajetana. Agnieszka też jak ulał. Niosło się to. Potem dyskusja o tym, co się stało z solidarnością, tą zwykłą, przez małe -s-. W trakcie sobie uświadamiałem, że tam nic nie jest fikcją. Nie myślałem o tym wcześniej. To znaczy, oczywiście, wszystko jest wymyślone, ale ja potrafię opowiedzieć do każdej sceny prawdziwą historię, która była pierwowzorem, inspiracją.</p><p>A tego samego dnia, wcześniej byłem z Kubą na spacerze w Bielsku, przypadkowo zupełnie przy ul. Paproci, która dochodzi do Kolejowej, gdzie biegnie teraz obwodnica. Te domy, te sady, ci ludzie. Tuż koło domu, tuż przy ogrodzie postawili ludziom słupy, a na nich zjazd z obwodnicy. Tego domu, tego ogrodu nikt przecież już od tych ludzi nie kupi, chyba, że za bezcen. A życie dosłownie w cieniu obwodnicy już jednak nie takie samo. To niesamowite, jak wszyscy łatwo godzimy się na tę jawną, niesłychanie przecież brutalną przemoc miasta wobec jego mieszkańców. Jak łatwo sobie wytłumaczyć, że tak musi być, no trudno, muszą być ofiary. A przecież wiadomo też, że nikomu ważnemu by tak nie zrobiono. Że to tylko tym nieważnym każe się żyć pod słupami obwodnic.</p><p>&quot;EGZEKUTOR W imieniu zatem rządu Rzeczypospolitej oraz własnym muszę więc uprzedzić, że społeczeństwo żąda autostrad. Żąda, szybkiego przejazdu, z dozwoloną prędkością sto trzydzieści przez ukochany kraj. Żąda szybko, bo już nie chce czekać. I kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz, to się nie zdziw.&quot; - Obywatel K -</p> Durna strona Księżyca http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2465.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2465.html Thu, 16 Feb 2012 23:00:00 +0000 <p><font size="2">Znów w BB. Powrót wczoraj wieczorem i odśnieżanie do drugiej w nocy. Od razu po przyjeździe do BB problemy z oddychaniem. Wrażenie, że w Warszawie czystsze powietrze niż tu. Choć nie wiem, czy to możliwe. W każdym razie łatwiejsze do oddychania. W dzień sporo jeżdżenia. Samochód tańczy na zasypanych, nieodśnieżonych bielskich ulicach. Podobno jest przepis, że póki sypie, nie mogą odśnieżać, nie wiem,czy to prawda. Ale w takim razie dlaczego w Czechowicach, w Tychach, w Rudzie śląskiej (bo tak była droga przejazdu dzisiejszego samochodem - przez miasta, nie tylko &quot;jedynką&quot;, która się zakorkowała) nie było takich problemów, a w Bielsku były? </font></p><p><font size="2"> Wieczorem rozpalanie w piecach, żeby tyle tego rosyjskiego gazu nie zużywać. </font></p><p><font size="2">Jasiek maszeruje przez pokój nucąc marsz imperium z &quot;Gwiezdnych wojen&quot; i niesie przed sobą pudełko zapałek, żeby je wrzucić do pieca.</font></p><p><font size="2">- Czemu to robisz?</font></p><p><font size="2">- No co? Kościół pozwala palić ciała.</font> (!!!!!!!!!!!!!???????????) </p><p>... </p><p><font size="2">Za oknem dymi przyszpitalna spalarnia.</font></p><p> </p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2">W czytaniu - dzienniki i listy z lat 1964-69. Mrożek, &quot;ten stary pedał Iwaszkiewicz, jak go nazywał Kisiel, Miłosz, Giedroyc, Białoszewski. Ciekawie jest porównywać, co pisali w tym samym czasie, w tych samych dniach. Wszyscy na różne sposoby czytają Sartre'a. Giedroyc nie ma wątpliwości, że studenckie rewolty na amerykańskich uniwersytetach inspirowane są przez radzieckich agentów. Miłosz ma wątpliwości. Mrożek wyzwala się z Polski.</font></p><p><font size="2">Świetny wpis Mrożka o pierwszych zdjęciach z Księżyca! Sfotografowali - pisze - kupkę kamieni i jałowe skały, też mi coś. I na to poszło tyle wysiłku, tyle sprzętu, tyle pieniędzy. Kiedyś odkrywcy, jeśli ziemia była nieurodzajna i bogactw innych nie było, uznawali wyprawę za klęskę. To było uczciwsze - pisze Mrożek. - Uczciwsze było organizowanie wypraw, gdzie wiadomo było, że chodzi o bogactwa, albo o osiedlenie się w nowym miejscu niż takie siłowanie się, żeby dolecieć na Księżyc niby że dla dobra ludzkości. Ale cóż z tego ma ta ludzkość. A już to trąbienie o wielkim kroku, jaki czyni cywilizacja to śmiechu warte - pisze Mrożek. Zdobycie tego całego Księżyca to wielkie pierdnięcie. Całkowicie po nic. Ambicjonalna rozrywka i to nieciekawa, bo cóż tam ciekawego. Kiedy Kolumb odkrywał Amerykę, to on faktycznie odkrywał, on sam. I to miało jakiś sens! A ileż przejść musieli Magellanowie, Kolumbowie! I jak niepewny był ich los, jak nie wiadomo było, ilu z nich, i czy w ogóle powróci. A ci kosmos-boys? Jacyż z nich odkrywcy? Jacyż bohaterowie, kiedy wszystko zorganizowane tak, że wiadomo, że włos im z głowy nie spadnie, tylko guziki mają właściwe w odpowiednim momencie nacisnąć, ot robota, tyle że o stokroć nudniejsza niż przeciętna. I wreszcie jaki sens tego? </font></p><p><font size="2">&quot;Oczywiście, może potem odkryje się na Księżycu piękne i niezwykłe widoki, załóżmy takie, których w ogóle nie ma na Ziemi, co nie jest zresztą możliwe, bo takich całkiem nowych widoków człowiek nie może zobaczyć, choćby nawet one były.&quot; Nie zmienia to faktu - pisze Mrożek - że przyszło nam cieszyć się, że udało nam się wylądować w najbardziej niedorzecznym miejscu, paskudniejszym od wszystkiego, co można znaleźć na Ziemi. Skąd więc ten zachwyt? &quot;Może to dowodzi tylko tego, jak dalece wszelka rzeczywistość, pojęcie rzeczywistości w ogóle utożsamiło się wyłącznie z rzeczywistością produkowaną przez człowieka, a świat to już tylko świat sztuczny. [...] Rola natury, jako komponenta bardzo się zmniejszyła przy fabrykowaniu rzeczywistości przez człowieka, nikt się nie przejmuje specjalnie, czy ten Księżyc jest ładny, czy brzydki, czy uda się tam posadzić marchewkę, czy też nie. Dawniej to miało więcej znaczenia.&quot;</font></p> kłopoty blogowe http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2462.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2462.html Sun, 12 Feb 2012 23:00:00 +0000 <font size="2">Trochę mnie szlag trafia. Znów pisałem notkę pół godziny i kiedy dałem - zapisz - wszystko zniknęło. Kolejny raz mi się to tutaj dzieje. Tak jakby było coś w systemie, co powoduje, że nie zapisuje się, jeśli piszę dłużej niż, nie wiem, pięć minut? A jak się pisze w wordzie, to przekleja dziwnie jakoś sformatowane. Denerwujące to na tyle, że chętnie przeniósłbym się na inny portal blogowy. Polecacie Państwo jakiś?</font> W drodze na "Burzę" http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2450.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,2450.html Sun, 05 Feb 2012 23:00:00 +0000 <p><font size="2">W sobotę dziewięć godzin przez całą zamrożoną Polskę na &quot;Burzę&quot; wg Szekspira w reż. Mai Kleczewskiej. I w niedzielę dziewięć godzin z powrotem. Miłe zaskoczenie, bo w pociągach wprawdzie woda pozamarzała w toaletach, ale na cztery składy, którymi jechałem, tylko jeden był pięć minut opóźniony. Pozostałe trzy, aż dziw, punktualne co do minuty.</font></p><p><font size="2">Dziwne to naprawdę. Pamiętam, że kiedy jeździłem do Koszalina, do Bydgoszczy, Gdyni, Szczecina, Lublina pociągami tam i z powrotem ze trzy, cztery lata temu, to też były w większości punktualnie. Potem zaczęło się psuć. A ostatnie półtora roku to dramat. Na kilkadziesiąt razy, może raz udało się dojechać na czas. I nieważne, czy to osobowy, czy ekspres. Fatalne, bo trudno było zaplanować przesiadkę, nie wiedząc, o której naprawdę pociąg przyjedzie. Zdarzało się, że wysiadałem z opóźnionego o 40 minut pociągu i przesiadałem się nie na ten, co miał być, bo ten nie dojechał jeszcze i opóźnienie może ulec zmianie, ale na inny opóżniony, który właśnie przyjechał. No ale ten inny to inna spółka kolejowa, więc bilet, który mam, w tym pociągu nie obowiązuje i trzeba kupić nowy. Cyrk na kółkach i granda! </font></p><p><font size="2">A teraz? Mrozy? I co do minuty. Nie rozumiem, na czym to polega i dlaczego. Kompletnie nie.</font></p><p><font size="2">Plecak wypchałem książkami, no bo to osiemnaście godzin idealnych niemal warunków do czytania. Pastorałki i jezuickie dialogi de nativitate Christi. Wyspiańskiego &quot;Akropolis&quot;, amerykańskie listy Heleny Modrzejewskiej (ależ to była gwiazda teatralna w tej Ameryce!), Odyseję. I weekendową Rzepę. </font></p><p><font size="2">Nie pamiętałem, bo kiedyż to było, kiedy się tę Odyseję czytało, że ta pieśń XXII jest tak masakrycznie okrutna. - Wynagrodzimy ci straty, Odyseuszu - mówią zalotnicy, którzy starali się o rękę Penelopy i wyżerali zapasy na zamku Odyseusza i rozpustę czynili z dziewkami służebnymi, a to sam kwiat młodzieży na wyspie, z najlepszych domów. - Oddamy ci z procentem wszystko - mówią. - Tylko nie rób rozróby. Przecież skąd mogliśmy wiedzieć, że żyjesz. Dwadzieścia lat nie było cię w domu i znaku nie dawałeś życia.</font></p><p><font size="2">Ale nie. Nie ma litości. Ci, którzy przypadają Odysowi do kolan, błagając o życie i miłosierdzia wołając, padają u jego stóp ze ściętymi głowami. Poetę tylko ocalił. Homer opisuje miazgę zmasakrowanych ciał na lepiącej się od krwi podłodze. Następnie Telemach sprowadza dziewczyny ze służby, które uległy chuciom zalotników. - Niech posprzątają te trupy, umyją podłogę i meble z krwi, a potem je zabij - mówi do syna Odys. Dziewczyny z płaczem sprzątają po masakrze. Potem Telemach prowadzi je do szopy i wiesza wszystkie, patrząc, jak się duszą, aż: &quot;jedna przy drugiej i głowa przy głowie wisiały tam na linie jak owi ptaszkowie, każda z sznurkiem na szyi, zduszona cichutko, coś nogami zadgrawszy w powietrzu, lecz krótko&quot;. Prowadzą do szopy Melantiosa koziarza, który stanął po stronie przeciwników Odysa, a któremu wcześniej już połamano nogi i ręce i uwiązano pod sufitem, w nienaturalnej pozycji, aby cierpiał. A teraz go odcięli i tu go przywlekli, &quot;ostrą miedzią usz dwoje i nos mu odsiekli&quot;, następnie wyrwali mu genitalia i rzucili psom, po czym zaczęli wyżywać się na połamanych rękach i nogach konającego. Po skończonej robocie umyli sobie ręce i obryzgane nogi i wrócili do zamku szykować imprezę. Między Odysem a Penelopą - dziwny klimat nieufności. Telemach wyraźnie nie lubi matki. No i najlepsze, że po nocy uciech małżeńskich, których Penelopa nie zaznała od dwudziestu lat, Odys obwieszcza jej, że w zasadzie to zaraz znów wyrusza w drogę, najpierw odwiedzić ojca, a potem w daleki świat, szukać ludów, które morza nie znają.Trudno powiedzieć, czy Penelopa tę wiadomość przyjmuje z ulgą, czy obojętnie, czy z żalem. Joyce pisał, że Odyseusz jest pełnym człowiekiem. Pełnym. Ma w sobie wszystko - okrucieństwo i dobroć, siłę i wrażliwość, tchórzostwo i śmiałość itp. itd. Jest złodziejem, dezerterem, oszustem, awanturnikiem, ale i mścicielem, mężnym wojownikiem, ale i mędrcem itp. itd. I, choć wcale chyba nie chce (ale też z tym nie walczy) jest ciągle w drodze. Wysiadam z pociągu nieco oszołomiony, jak po podróży w czasie. </font><font size="2">Spotkanie z Myriam, która przyjechała na tę &quot;Burzę&quot; aż z Berna. Spotkania, spotkania. A z wszystkimi tak jakby się wczoraj widziało. - Jakbyś w ogóle stąd nie wychodził - mówi Anka. Chociaż nie widzieliśmy się pół roku. A ja mam to samo i nie pierwszy raz. A &quot;Burza&quot; Mai Kleczewskiej to osobny temat... </font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2"> </font></p><p><font size="2"> </font></p>