blog.bielsko.pl arturpalyga.blog.bielsko.pl | Artur Pałyga arturpalyga.blog.bielsko.pl | Artur Pałyga http://www.blog.bielsko.pl/ pl-pl Thu, 05 Jul 2018 22:00:00 +0000 Thu, 05 Jul 2018 22:00:00 +0000 5 wszczepienia http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12348.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12348.html Thu, 05 Jul 2018 22:00:00 +0000 <p>Szczepienia przed wyjazdem na Syberię. Druga porcja. Mówią, że po tajdze będziemy łazić i trzeba przeciw kleszczom się zaszczepić. Wydawałoby się popularna, przecież nieegzotyczna szczepionka na kleszczowe zapalenie mózgu. A niestety, jestem skazany na Centrum Szczepień przy Dworkowej. Najgorzej. Ale sezon urlopowy. Wszędzie indziej robią, co mogą, żebym sobie poszedł gdzie indziej. Obdzwoniłem prywatne centra medyczne w Bielsku.</p><p>- Nie ma pielęgniarki. Proszę zadzwonić później. (później też jej nie ma)</p><p>- Pielęgniarka jest zajęta. (później też jest zajęta)</p><p>- Musiałby sobie pan sam sprowadzić tę szczepionkę. (dzięki!)</p><p>- Proszę zadzwonić jutro.</p><p>Etc.</p><p>Wcześniej, przed takimi wyjazdami szczepiłem się na Broniewskiego w Sanepidzie. Tym razem najpierw był remont i nie przyjmowali, odsyłając do prywatnego Centrum Szczepień przy Dworkowej. Potem nie było pań od szczepień, bo były w terenie, wreszcie, kiedy dołapałem panią, strasznie była niechętna. Bo to trzeba sprowadzać, bo drogo, bo coś tam. Mówię, że na Dworkowej koszmarnie drogo. - Najlepiej niech pan idzie do swojej przychodni rejonowej - mówi.</p><p>Pół dnia próbowałem się dodzwonić do mojej przychodni rejonowej bezskutecznie. Wreszcie tam pojechałem.</p><p>- No jest problem - mówi pani pielęgniarka. - Bo to trzeba zamówić, sprowadzić. A ja jutro idę na urlop.</p><p>- I nikogo nie będzie w przychodni?</p><p>- Będzie, ale one tego nie zrobią.</p><p>- Ale ja wyjeżdżam dopiero za trzy tygodnie.</p><p>- Ale musi pan nabyć odporności. To trzeba zrobić już.</p><p>No i wracam do Centrum Szczepień przy Dworkowej. Choć postanawiałem sobie, że już nigdy więcej. Bo kiedy tam byłem ostatnio, cena rosła z minuty na minutę. Przez telefon mówili, że 120 zł. Na miejscu okazało się, że podrożało do 140. Po czym pan doktor, który przed szczepieniem poinformował mnie o innych możłiwych szczepieniach (wszystko to łatwo ściągnąć z internetu, co też wcześniej zrobiłem) doliczył sobie za wizytę, ze to niby była wizyta moja u lekarza, oraz za książeczkę, w której wkleił nalepki. Tyle, że na wychodne mówi, że następnym razem już nic nie doliczy, bo to tylko za pierwszym.</p><p>Wychodzi człowiek i myśli sobie: - Jasne! Wszystko bez rachunku! Żadnego kwitka. Nic.</p><p>Ale macha człowiek ręką, bo szkoda nerwów. Cholera tam. Niech mu.</p><p>No więc znów ta nieszczęsna Dworkowa. Pan doktor najpierw narzeka, że przyjął dziś w zwykłej przychodni rejonowej trzydziestu ośmiu pacjentów. - Wyobraża pan sobie?</p><p>Widzę, że oczekuje współczucia, którego nie zamierzam mu dać, nawet grzecznościowo.</p><p>- No ale pomógł pan 38 ludziom. To był dobry dzień.</p><p>Krzywi się.</p><p>- Oni wszyscy tacy roszczeniowi... Żadnego szacunku dla zawodu. Etos lekarski leży w gruzach.</p><p> Szybka szczepionka, którą robi pielęgniarka. Pan doktor czeka.</p><p>- 150 zł - mówi.</p><p>- Jak to? Miało być 140.</p><p>Gdzieś w Polsce tę szczepionkę można zrobić za 80 zł. Tak stało w internecie.</p><p>- Mówiłem panu, ze 140? Wie pan to wszystko drożeje z dnia na dzień.</p><p>- Widzę, że pan sobie tak ustala na szybko tę cenę, patrząc na klienta. </p><p>- Nie, nie. No dooobra. Niech będzie.</p><p>I znów żadnego rachunku, żadnego kwitka, żadnego dowodu, ile i za co.</p><p>I znów strasznie mi się nie chce o to robić afery, gadać z nim o tym, upominać się. Wiem, pewnie źle robię. Trudno.</p><p>Ale pomyślałem, że zapiszę. Żeby zostało.</p><p>Tymczasem trwa załatwianie formalności wyjazdowych.</p><p>No a wcześniej teksty trzeba pokończyć.</p><p>Na Klimczoku pan mnie dziś przywitał uśmiechem, że rozpoznał. Nareszcie! Dziewiąty raz tu wlazłem w ciągu ostatnich trzech tygodni. </p><p>- Wchodzę po kolei wszystkimi drogami, od każdej strony - wyjaśniam.</p><p>- Tak, tak, jest tu sporo tych szlaków.</p><p>Dziewięć wejść, w tym dwa razy najtrudniejszym, z Mesznej. Dziś było z Brennej, przez Karkoszczonkę. Grzało mocno. Zostało mi ostatnie, dziesiąte, rekreacyjne, czyli deptakiem z Szyndzielni. </p><p>Po drodze book walking. </p> Sześciokroć http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12208.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12208.html Fri, 22 Jun 2018 22:00:00 +0000 <p>Klimczok sześciokroć zdobyty.</p><p>Najpierw zielonym z Bystrej, spod pętli. Potem czerwonym z Bystrej spod baru &quot;Pod źródłem&quot;. Potem niebieskim z tego samego miejsca, ale inaczej idącym. Potem żółtym z Wilkowic PKP przez Meszną i Chatę na Groniu. Potem z Beatą i Jasiem znów żółtym z Chaty na Groniu. Potem z Bystrej czarnym i następnie żółtym.</p><p>Chcę wejść wszystkimi. Zostały mi jeszcze cztery. </p><p>Truman Capote, młodzieńcze opowiadania. John Reed, '10 dni, które wstrząsnęły światem' oraz Józef Conrad 'Jądro ciemności'. W tych książkach pieczątki ze schroniska pod Klimczokiem.</p><p>Czerwona woda na Magurze. Musi jakieś żyjątka tam broczą czerwienią.</p><p>W deszcz, i w wiatr, i w skwar, i po błocie ślizgając się, i po kamieniach, i po drzewach powalonych.</p><p>Pomyślałem, że w schronisku wezmą mnie za wariata, że ciągle tu przyłazi. Ale wygląda, jakby nie zwracali uwagi.</p><p>Pomyślałem, że zamiast na siłownię, to wolę to. Dobrze się czuję potem.</p><p>Pomyślałem, że jak będę miał czas, to obejdę pieszo Ziemię dookoła z wyjątkiem oceanów, które przepłynę statkiem.</p><p>Tymczasem finał szkoły pisania sztuk i rekrutacja na następny rok.</p><p> </p><p>'Mistrz i Małgorzata' mroczne. Nie pamiętałem, że to taka jednak mroczna powieść. Nie pamiętałem, że pod koniec oboje zostają uśmierceni pośród wzniecanych pożarów i zniszczeń. Więc niech będzie mrok. Pokażmy go.</p><p> </p><p>Znów na festiwalu Malta w Poznaniu. Kolejny raz mam wrażenie, że robią go, znaczy organizują, same młode kobiety i stąd też jego specyfika, jego chłonność, otwartość, ciekawość. Tym razem ze Strefą Wolnosłową pokazujemy 'Uchodź! Kurs uciekania dla początkujących' plus dobre spotkanie z publicznością. Z Irańczykami na kebaba.</p><p>Włócząc się po centrum natrafiam na towarzystwo przed poznańskim Teatrem Polskim. Jedyne dwa żywe miejsca w centrum Poznania tego wieczoru to miejsca teatralne: Malta i Polski.</p><p>Dużo ludzi chodzi na &quot;Zagubionego chłopca&quot; w Opolu. Dużo, dużo biletów się sprzedaje. Na &quot;Himalaje&quot; w Śląskim też trudno dostać bilet, bo full za każdym razem, łącznie z drugim balkonem. Dobra końcówka sezonu.</p><p>Zrobiłem szczepienie do tajgi syberyjskiej. Jeszcze będzie jedno. Przypomniał mi się Janek z pierwszego odcinka &quot;Czterech pancernych&quot;. Ale nie film, tylko wyświetlany na takich w rolki zwijanych slajdach. Wiele razy ten odcinek na ścianie sobie wyświetlałem dzieckiem będąc. </p><p>Ale na razie jeszcze Klimczok. </p> zwierzęta http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12142.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12142.html Thu, 14 Jun 2018 22:00:00 +0000 <p>Na nieco ponad godzinnym marszu pomiędzy dwupasmówką a starą drogą na Żywiec, między dziewiątą a dziesiątą wieczorem spotkałem dzisiaj jedną sarnę, trzy dziki i jednego lisa. Nie wiem, dlaczego, ale człowiekowi się robi lepiej, kiedy widzi zwierzę. Budzą się myśli, że świat jest dobry.</p><p>Starsza pani z pieskiem na obrzeżach Wilkowic i Mesznej.</p><p>- Niech pani uważa, tam jest lis! Tuż przy drodze! - mówię.</p><p>Od razu się uśmiecha, bierze psa ciaśniej na smycz, powoli podchodzi.</p><p>- Jaki piękny! - mówi rozradowana.</p><p>Zwierzęta ostrożne, ale nie płochliwe. Dziki wybiegły na dróżkę, rozejrzały się, zobaczyły mnie i spokojnie wróciły w zarośla.</p><p>Ciągną mnie znów góry ostatnimi czasy. Dobrze jest tam być.</p><p> </p><p>W Toruniu po dyskusji czeka na mnie kobieta. W bluzce bez rękawów. Trochę sportowo ubrana. Miła.</p><p>- Chciałam pana zapytać o &quot;Nieskończoną historię&quot; Cieplaka. Jak pan nad nią pracował?</p><p>Mówi, że jeździ po teatrach w Polsce. Pojechała do Warszawy specjalnie zobaczyć moją &quot;Nieskończoną&quot;.</p><p>Jest prokuratorem w Toruniu. Sprawy karne. Morderstwa.</p><p>- Uważam, że w teatrze wolno wszystko - mówi.</p><p>Bardzo dobra rozmowa. Niezwykła.</p><p>Potem wsiada na rower i odjeżdża.</p><p> </p><p>Spotkanie w Stawisku to osobna historia. Kiedyś ją opiszę. </p><p> </p><p>Układa się następny sezon. Sześć rzeczy, sześć miejsc. Sprawa rozwojowa.</p><p>No i w lipcu, sierpniu - Syberia i syberyjscy szamani. Z tego też coś będzie. </p> w górę http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12099.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,12099.html Thu, 07 Jun 2018 22:00:00 +0000 <p>Bardzo efektowny ten czerwony szlak z Bystrej przez Magurę na Klimczok. Efektowny widokowo. Być może nawet najbardziej z wszystkich okolicznych. Męczące podejście, bo długo i bez wytchnienia dość ostro w górę, ale potem ładnie, ładnie. Na szczycie dużo dzieci.</p><p>Taką sobie wycieczkę samotną zrobiłem nazajutrz po premierze &quot;Himalajów&quot; w Śląskim. Po drodze John Reed, Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem. Czyli z cyklu: książki, które mam na półce, a których nigdy nie przeczytałem.</p><p>Bardzo to ciekawe.</p><p>Zupełnie inaczej się czyta, idąc przez góry. Podczytuje się w zasadzie i myśli, maszerując. Zupełnie inaczej wchodzi. Lepiej wnika, intensywniej.</p><p>Przyjemność herbaty z cytryną po wysiłku dwugodzinnego wchodzenia.</p><p>Wieczorem spotkanie filozoficzne. O rewolucji 1968. Dużo myśli. Znów mi się Jarocin przypomniał. Jak dobrze, że ja tam wtedy trafiałem. Jakie to było jednak ważne doświadczenie.</p><p>Więc dzień rewolucji oraz czterech godzin marszu w górę i w dól. Jak tylko się da, to powtórzę.</p><p>Rano pociągiem do Warszawy, stamtąd do Podkowy Leśnej, stamtąd do Stawiska, do domu Iwaszkiewiczów. Mam pośród pisarzy mówić o swoim pisaniu. Stamtąd od razu do Torunia, gdzie mam mówić o swoim pisaniu. Tak się zbiegło. </p> Nicość Hawkinga http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11816.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11816.html Mon, 30 Apr 2018 22:00:00 +0000 <p>Kiedy Stephen Hawking ogłosił, że informacja w czarnej dziurze znika, niespecjalnie przeniosło się to do szerszej opinii publicznej. Za trudne. Choć fundamentalne. Choć było to odkrycie, które porusza fundamenty świata. Ale Kopernikańskie usunięcie Ziemi z centrum stworzenia też się wówczas raczej niespecjalnie chyba przedarło do wiedzy powszechnej.</p><p>Hawking drążył, niuansował, wreszcie zmieniał swój przekaz na temat czarnych dziur, ale fundamenty zostały ruszone.</p><p>Potrzebowałem trochę czasu, żeby to ogarnąć.</p><p>Informacja, czyli wszystko. Informacją jest DNA, informacją jest gen, informacją jest budowa komórki, informacją jest liczba fotonów w strumieniu światła etc. etc.</p><p>Żyjemy w świecie, który opiera się na kilku pewnikach stanowiących jego fundament. Jednym z tych fundamentalnych pewników jest, że nic nie ginie. Powiedzmy ciało. Ciało rozkłada się, przenika do gleby, do powietrza, rozpada się na cząsteczki. A jednak każda z tych cząsteczek niesie w sobie informację o ciele, którego częścią była, nawet jeśli przez miliardy lat będzie parować, spadać w postaci deszczu, stawać się częścią innych ciał, to teoretycznie można by te cząsteczki kiedyś zebrać ponownie i poskładać z powrotem w to samo ciało. </p><p> </p><p>Kiedy Hawking ogłosil, że czarna dziura z czasem znika i znika kompletnie wszelka informacja, która do niej wpadła, próbowano z różnych stron wykazać mu, że to niemożliwe. Ale wychodził zwycięsko. Dowody, które przedstawial, były przekonujące jak obliczenia Kopernika. A więc wszystko może bezpowrotnie i całkowicie znikać. A więc istnieje nicość. Hawking odkrył realne istnienie nicości.</p><p>Kiedy mówił, że mózg ludzki po śmierci jest jak wyłączony już na amen komputer, o to tez mu chodziło. O nicść. Pomyślałem o różnych tekstach, o dziesiątkach informacji, które zostały po mnie gdzieś w starych komputerach, jeszcze w redakcji &quot;Trybuny Śląskiej&quot; na przykład. Wraz z wyrzuceniem tych starych komputerów, te informacje, których nie przekopiowałem, które tam zostały, po prostu zniknęły. Nie przeszły w inny byt, nie stały się niczym innym. Po prostu zniknęły. Nicość. Z odkrycia Hawkinga wynikałoby, że tak wcześniej czy później stanie się ze wszystkim.</p><p>Gdyby waga tego odkrycia dotarła do wszystkich ludzi na Ziemi i została przez nich przyswojona, byłby to niemożliwy wstrząs, gigantyczne tąpnięcie. Na szczęście tak się nie stanie. A przynajmniej nieprędko.</p><p>Jest opcja, ze nie znika, ale przenosi się w inny świat, o którym nie wiadomo nic i który jest całkiem odrębny. - Dostaję masę listów z wiadomością typu: Nie znam się na fizyce, ale mam rozwiązanie problemu Hawkinga. Istnieją inne światy - mówi fizyk współpracujący z Hawkingiem.</p><p>Ciekawe. Zafrapowało mnie to.</p><p> </p><p>Poza tym Mikołaj dzisiaj pod 20 minutach prób wczoraj i po 5 minutach prób dzisiaj nauczył się jeździć na rowerze, bez wspomagania dodatkowymi kółkami.</p><p>Piszę &quot;Mistrza&quot;. Wszystko na dworze u Piłata??</p><p>Na zakupach w &quot;Klimczoku&quot; - ważne spotkanie z S. </p> Uchodź. Kohelet. http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11718.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11718.html Sun, 22 Apr 2018 22:00:00 +0000 <p>Świetny set &quot;Uchodź&quot; w Warszawie, w Powszechnym. Współpraca ze Strefą Wolnosłową to jedna z najciekawszych rzeczy, jakie mi się zdarzyły w ostatnich latach. To wszystko jest bez ściemy. I dobrze mi w tym jest. I że nie w pełni zawodowe. Że jest smak undergrounderki trochę. I ludzko też wyśmienicie. Robić fajne, wartościowe rzeczy w fajnym towarzystwie to jest może najlepsze, co się może w życiu zdarzyć. Tak. Gdybym jakoś chciał zbierać moje aktualne doświadczenie życiowe na dziś to to byłby jeden z pierwszych, najważniejszych punktów:</p><p>Rób rzeczy, które dają ci radość, i których wartość czujesz, z ludźmi, wśród których jest ci dobrze.</p><p>Nie musi to być twoje główne zajęcie, ale kluczowe dla życia jest mieć coś takiego.</p><p>No i dosłużyliśmy się świetnej, bardzo erudycyjnej recenzji w miesięczniku &quot;Teatr&quot;. Czyta się nas przez pryzmat Agambena i Baumana. To taka recenzja, o których się mówi: &quot;Powieszę sobie na ścianie&quot; i nigdy się tego nie robi.</p><p>Mam wrażenie, że wszedłem w taki czas, kiedy próbuję ogarnąć, czym jest moje życie.</p><p>Wyraźnie czuję, że czas szalony, nieogarniony, z masą kłębiących się zdarzeń, powoli się uspokaja. Chociaż nie wiem, może to chwilowe. A może nie.</p><p>Dłubię &quot;Himalaje&quot;.</p><p>Pływam w &quot;Mistrzu i Małgorzacie&quot;.</p><p>W niedzielę - drugi bielski deptak górski, czyli asfaltowa droga spod zapory w Wapienicy do domku nad Zaporą i dalej, wyżej, żółtym na Szyndzielnię. Na deptaku dawno nie widziani znajomi z miłymi rozmowami typu: - Ale się roztyłeś!</p><p>Więc co wynika z tego ogarniania. Moją wodą, moim oceanem jest świat rozmów z ludźmi, w tym czytanie, bo to też rozmowy. Chyba coraz staranniej przesiewam te rozmowy, ale mniejsza z tym. Mój ruch to pisanie. To są moje płetwy, moje łuski i mój motor napędowy. Mój stały ląd to dom, rodzina, las dookoła i góry. I to pęknięte miasto.</p><p>Porządek dnia i nocy stabilizują się. Inny jest porządek domu, inny porządek wyjazdów.</p><p>Świat ogarnąłem w miarę metodą punktowego pobierania intensywnych próbek wrażeń i doświadczeń o wystarczająco szerokim rozrzucie.</p><p>Czytam Koheleta i jest mi bliski, choć z tą marnością to grubo przesadza. I zresztą jest niekonsekwentny, bo widać z tej księgi, jak go to wszystko nęci, bierze, jak mu świat smakuje. Jedzenie i picie mu smakuje i zachęca. Musżę powiedzieć, że to bardzo zaskakująca księga jak na Biblię.</p><p> </p><p> </p><p>Kohelet 4, 9-16, moja tranksrypcja</p><p>No fajniej jest być we dwójkę, pracować łatwiej, wszystko łatwiej. Czasem wydaje się, że trudniej, lecz w ostatecznym rozrachunku łatwiej.<br />Jeden upadnie, drugi go podniesie, a jak sam jesteś, to kto cię podniesie? Chciałbyś może, wołasz, a nie ma nikogo.<br />Jak z kimś jesteś, można się przytulić, cieplej. Nie musisz, ale możesz. A kiedy sam jesteś, nie możesz, choć musisz.<br />Jak coś złego uderzy, lepiej jak się ten impet rozłoży na dwóch, niż jak trzeba przyjąć go samemu.<br />Nie bądź głupi. Lepiej bądź biedny niż głupi.<br />Nie wątp, że lepszy biedny i niegłupi niż król idiota.<br />Lepszy młody niegłupi niż stary idiota, który nie słucha już nikogo oprócz siebie.<br />Pamiętaj, że każdy się rodzi bez niczego. Nikt się nie rodzi królem, nikt się nie rodzi bogaty. Każdy się rodzi goły i bez kasy.<br />Widziałem, tak, widziałem jak jeden młody stanął na czele tłumu, żeby zająć miejsce króla i tłum za nim poszedł, niezliczony tłum. I wiem, że nie ma co liczyć ten młody, że z nim będzie inaczej. Że go nie będą przeklinać. Bo wszystko marne i pogoń za wiatrem. </p><p> </p><p>Dante uważał, że starość zaczyna się po 45. To już. </p> Rewizor przyjechał http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11655.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11655.html Fri, 13 Apr 2018 22:00:00 +0000 <p>W Akademii Teatralnej w Warszawie na próbie generalnej mojego tekstu &quot;Rewizor. Będzie wojna&quot;. Ania Augustynowicz reżyseruje. Przedstawienie dyplomowe. Bardzo wyraźne, bardzo ostre, bardzo czytelne, bardzo ascetyczne, bardzo mocny teatr Augustynowicz. Dzień dobry, pani Anno Seniuk, przyszła pani na moją sztukę. Dzień dobry, dzień dobry.</p><p>Gadanie potem długie na podwórku Akademii, do nocy. A potem w &quot;Marcinku&quot;, gdzie jest Kasia Minkiewicz, która dopiero co w Akademii robiła czytanie mojej &quot;Villas&quot;.</p><p>Czuję się stary przy nich. Czuję się pisarzem współczesnym. Wszyscy są bardzo mili. Studenci kupują mi piwo. - Niech pan siedzi, panie Arturze!</p><p>Noc w Akademii, przy sali prób.</p><p>Potem powrót do Bielska, bo sprawy, do Katowic na próbę &quot;Himalajów&quot; i do Wrocławia. W kinie &quot;Nowe Horyzonty&quot; na szerokim ekranie wyświetlali telewizyjną wersję &quot;Żyda&quot; z Teatroteki. Plus, po seansie, spotkanie z autorem. Jestem w pakiecie z Maćkiem Kowalewskim i jego &quot;Miss Hiv&quot;. Dobre spotkanie, pierwsze po Jekaterynburgu.</p><p>Dwie młode dziewczyny to organizują.</p><p>- Przyjdzie ktoś na teatr telewizji do kina? - wyrażam wątpliwość. Śmieją się.</p><p>Widownia jest pełna. To niesamowite, ale jest pełna.</p><p>- I pomyśl, że oni kupili bilety po 20 zł - mówi Maciek. - Niezwykłe.</p><p>Ale na spotkaniu po, widownia milcząca. Tylko Marzena Sadocha zadaje pytania z widowni. Co się zmieniło? Co się zmieniło przez 10 lat grania &quot;Żyda&quot; w różnych teatrach. Hm.</p><p>Powrót do Bielska, bo z Mikołajem trzeba do dentysty. Nie jadę na premierę do Akademii. Nie mogę tak. Tym bardziej, ze w poniedziałek znów do Warszawy.</p><p>&quot;Sokratesa&quot; Legutki czytam. I Chantal Delsol &quot;Kamienie węgielne&quot;. Jakoś się to łączy.</p><p>Poza tym chodzę po mieście i rozpoznaję miejsca z monografii. Pierwszych trzynaście chat w Białej gdzie stało? Ha! Gdzie był Kamieniec?</p><p>Powolutku monografię jadę. Ale regularnie. Początek drugiego tomu dopiero. Regularność jest ważna.</p><p> </p><p>Dzięki, Aniu, za mądrego, ciekawego &quot;Rewizora&quot;! </p> Wznowienie http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11624.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11624.html Sun, 08 Apr 2018 22:00:00 +0000 <p>Czasem tak przychodzi, że nie ma weny do pisania bloga. I niestety znów przyszło. Ale trzeba wznowić. Idziemy naprzód.</p><p> Na rozgrzewkę po prostu dzisiejszy dzień. Po wyspaniu poszliśmy z Miko i Be na spacer bielskim deptakiem górskim, czyli czerwonym szlakiem z Dębowca na Szyndzielnię. Ludzi więcej niż na ul. 11 Listopada. Całe szczęście, że nie wszyscy oczekują, że się im powie, jako turystom górskim 'dzień dobry'. </p><p>Prześwity, bo drzewa padły. Przy zejściu czerwonego z zielonym dziwna rzecz. Wysokie drzewo. Tak jakby złamał się pień i cała górna, złamana część razem z koroną, ześlizgnęła się i stoi chwiejnie na zwężającej się ku dołowi drzazdze. Co wiatr dmuchnie, to skrzypi i chwieje się.</p><p>Miko biega z kijami, ściga się sam ze sobą. Na Dębowcu w drodze powrotnej barszczyk z krokietem. </p><p>Ach! Przekonałem się do krzesełek na Dębowiec! Niech tam! To dobry zabieg, że parking jest tam bezpłatny, a bilety tanie. No i wjechaliśmy. Przyjemnie, choć Miko szalał.</p><p>J. został w domu. Uczy się do egzaminów.</p><p>Potem elementarz z Miko. Ten sam, co zawsze, nasz, kultowy. Ja się z niego uczyłem czytać. Potem uczyłem Jasia, a teraz te same czytanki z Mikołajem robimy. Bardzo jest chętny. Dziś doszliśmy do kotka Agatki.</p><p>Jutro do Warszawy, do Akademii Teatralnej, na pierwszą generalną mojego sequelu &quot;Rewizora&quot;. Anna Augustynowicz robi. Kiedyś, kiedyś, jak wielu, wielu chciałem tam zdawać na aktorstwo. Teraz przyjeżdżam jako autor.</p><p>Książkę mi wydali. Jedyne wydawnictwo w Polsce, które wydaje regularnie nowe sztuki teatralne: krakowska Księgarnia Akademicka. Wybór dramatów moich pt. &quot;Powrót bogów&quot; właśnie trafił do księgarń. Ładnie, porządnie wydany. Zaczyna się od &quot;Nieskończonej historii&quot;, kończy na Skłodowskiej-Curie.</p><p>Poprawiam &quot;Himalaje&quot;. Nieoczekiwanie wskoczyłem w tę pracę w moim Teatrze Śląskim. Zobaczymy.</p><p>No i zacząłem adaptację &quot;Mistrza i Małgorzaty&quot; dla nowohuckiego Ludowego, z Pawłem Passinim. Pomyślałem, żeby ją zacząć od &quot;Imagine&quot; Johna Lennona.</p><p>W cyklu historyczno-kinowym doszedłem do &quot;Sokoła Maltańskiego&quot; i ze zdziwieniem stwierdziłem, że Humphrey Bogart w &quot;Sokole&quot;, którego miałem w głowie, jako archetyp bardzo dorosłego faceta, jest młodszy ode mnie.</p><p>Śpię krócej, bo skandalicznie opóźnia mi się czas zasypiania, a rano Miko wożę do przedszkola. Więc zdarza się 3,5 godziny snu, potem sie trzeba gdzieś kimnąć, na jakiejś podłodze pomiędzy próbami. Za to sobota i niedziela - odsypianie.</p> Stambuł. Ludzie http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11016.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,11016.html Wed, 21 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>Wrócę jeszcze na chwilę do Stambułu. Żeby nie zapomnieć. Ważne rozmowy:</p><p>1. Nila. W metrze, w kawiarni pod wieżą Galata, w drodze na most Galata, w Tunelu, w teatrze po premierze.</p><p>O jej studiach, o teatrze, o muzyce, o tureckim heavy metalu. Dostałem od niej cd w prezencie z tureckim metalem. Nieśmiała, grzeczna, ciekawa. Mówi, że na &quot;Tacie&quot; była dziewięć razy.</p><p>2. Cisel. Długa rozmowa w kawiarni pod wieżą ze sporem. Polityka. Bombardowanie Afrin. Kurdowie to terroryści - mówi. Stambuł jest jak hostel - mówi. Jest ostra, chętna do dyskutowania.</p><p>3. Yesim. O teatrze, o projektach, o &quot;Tacie&quot;. Przy śniadaniu dużym, obfitym, tureckim, po spektaklu i na bankiecie. Świetnie mówi po angielsku.</p><p>4. Ozge. W drodze do mallu teatralnego. Metro. O aktorstwie, o życiu aktorki w Turcji, o polityce, o cenzurze w teatrze, o policji. I potem na bankiecie Ozge i Yesim wróżą z fusów po kawie tureckiej.</p><p>5. Lekarz z klubu jazzowego, którego imienia nie zapamiętałem (czemu zapamiętuję tylko imiona kobiet??). Że wojna światowa zaczęła się 42 dni temu bombardowaniem Afrin.</p><p>6. Chińczyk, którego imienia nie pamiętam. Zrobił mi ze sto zdjęć i nagrał filmik, na którym, jak prosił, złożylem życzenia noworoczne Chińczykom. Słabo znał angielski, a ja słabo chiński, więc mało pogadaliśmy.</p><p>7. Justyna. Niesamowita tłumaczka. Feminizująca aeistka, która przyjechała studiować teologię islamską do Stambułu i została na stałe. Rozmowa m.in. o Koranie i o feminizmie w islamie.</p><p> </p><p>Osobną kategorią jest rozmowa z całą grupą warsztatową o tym, jakie w Turcji są tematy tabu. Czy bardziej związane z seksem, czy np. z wiarą. Wychodzi, że bardziej seks. </p><p>Osobną kategorią jest też Monika Bulanda, perkusistka ze Starego Sącza, od niedawna obywatelka Turcji. ( - Wiesz, że grałam na perkusji u Michała Wiśniewskiego w &quot;Ich Troje&quot;? ) Ale głównie perkusistka jazzowa. Poza tym biegle mówi po chińsku i po turecku oraz maluje własną, przez siebe wymyśloną techniką obrazy, które wiszą w stambulskich galeriach. Kiedy weszliśmy do klubu jazzowego w centrum Stambułu, przywitano ją ze sceny przez mikrofon i zaproszono na dwa kawałki do perkusji. Monika mnóstwo rzeczy opowiedziała mi o Stambule i o życiu w Turcji. Poza tym oprowadziła po słynnym bazarze i pomogła kupić naprawdę super łakocie tureckie. Zaprowadziła pod dom, w którym zmarł Adam Mickiewicz, wzięła na spacer po niezwykłej, kurdyskiej dzielnicy i błyskawicznie pokazała trzy wystawy w galeriach sztuki. Jeśli natrafisz na tę notkę, Monika, to jeszcze raz publicznie mówię, że spotkanie z Tobą było niezwykłe.</p><p>Jakoś tak wychodzi na to, że facetów nie spotykałem prawie.</p><p>No jest Ferdi, który czuwał nad moim pobytem i organizował. I aktorzy z &quot;Taty&quot;, z którymi uściskaliśmy się gorąco na koniec bankietu.</p><p>To bardzo dobry spektakl, ten turecki &quot;Tato&quot;.</p><p>- Zawsze, kiedy zechcesz, masz tu swój dom - powiedziała Yesim na pożegnanie.</p> Nindża ożyli http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10958.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10958.html Sun, 18 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>Przerywam opowieść turecką, ponieważ wróciłem na premierę pierwszej mojej sztuki dla dzieci. W Opolskim Teatrze Lalki i Aktora Paweł Passini wyreżyserował opowieść pt. &quot;Zagubiony chłopiec&quot;. Dla dzieci od 10 roku życia, ale pięcioletniemu Mikołajowi też się podobało. To Mikołaj wymyślił, żebym napisał bajkę z wojownikami nindża. No i jest.</p><p>Duże obawy, żeby nie było, jak to często mi wychodzi, za skomplikowane. Upraszczałem, upraszczałem, podbijałem fabułę, żeby szła wartko. Kolejna wersja zaskoczyła. Ekipa zaakceptowała. Bardzo to było trudne. </p><p>No i jest. I pierwszy raz miałem dzieci na widowni i patrzyłem na ich otwarte buzie w trakcie spektaklu. Bardzo to jest fajne uczucie.</p><p>Pięknie to Paweł wymyślił. Chciałem napisać taką baśń, jakie sam kochałem w dzieciństwie. Żeby była podróż, żeby było mroczne, żeby były różne dziwne światy i niesamowite postacie. I tak to właśnie wygląda. No i kochani nindża!</p><p>Mikołaj był na próbie generalnej. Oswoił się z lalkami, z aktorami,widział, jak się szykują. Nindża Szuko zabrał go na spacer nad sceną, pod sufitem, między reflektorami, gdzie dzieje się część spektaklu. Bawił się lalką Chłopca. Pięć razy ostrzegano go, że ze skrzyneczki, koło której siedzi, w trakcie spektaklu poleci gęsty dym. Bawił się tym dymem, brał go do rąk, cieszył się. Przepiękną mieliśmy wyprawę. A nazajutrz, na premierę z Beatą i z Jasiem.</p><p>A potem Miko wymyślał, o czym mam napisać następną bajkę, którą chce zobaczyć w teatrze. Nexo knights? </p> Dom przy Hodża Ali http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10900.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10900.html Wed, 14 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>Mieszkanie przy ul. Hodży Alego. Maleńki, maciupeńki meczet u początków ulicy z mini-cmentarzykiem. Taka meczet-kaplica Hodży Alego. Hodża Ali był malarzem. Żył w XIX wieku. Uliczka wąska idzie stromo w górę. Te bardzo strome, wąskie ulice są charakterystyczne dla starego Stambułu. Codziennie obserwuję, jakie wymijanki, cofanki robią tu kierowcy. Wyższa szkoła jazdy. I trzeba być cierpliwym. Można tu ugrzęznąć na długo. I warto mieć dobry ręczny hamulec. Ruch jest dwustronny pomimo wąskości, a nie ma opcji, żeby minęły się tu dwa samochody. Więc jedno auto musi się wycofać, co, jak wiadomo, nie jest proste, jeśli z tyłu stoją trzy następne. Nie ma tu zwyczaju jednokerunkowych ulic, ciekawe.</p><p>Mnóstwo kotów. Pierwszy raz widziałem tak duże stado kotów patrolujące ulicę. Jest też trochę psów. Bałkańsko-wschodnim zwyczajem bezdomne psy rejestruje się i oznacza (mają klipsy w uchu) i puszcza się je wolno. Duże te psy, niektóre jak małe konie, ale z mordy poczciwe i łagodne. Raczej omijają ludzi. Koło Hodża Ali jest rzeźnik, który co rano rzuca im odpadki.</p><p>Pomyślałem, że tu jest granica pomiędzy światem wolnych psów i wolnych kotów. W Rumunii, Bułgarii są psy. W Iranie - zero psów, psy zakazane, tylko i wyłącznie koty. A tu jedne i drugie, choć koty w przewadze.</p><p>Przez szyby wystawowe obserwuję pracę szewca. Masę butów. Szewc na zydelku przy szewskim stole.</p><p>Ta dzielnica nazywa się Beyoglu. W innej jej cześci znajdują się tradycyjnie, od zawsze, placówki dyplomatyczne, konsulaty i mieszkania żyjących w Stambule obcokrajowców. W tej części konsulatów nie ma, ale jest sporo obcokrajowców, przeważnie ze wschodu. Zachód przestał przyjeżżać do Stambułu po ostatnich zamachach terrorystycznych. Najpierw nastąpiła kompletna zapaść. Nic. Żadnych turystów. Potem lukę zapełnił wschód. Dziś do Stambułu nie przyjeżdżają już Francuzi, Niemcy, Anglicy, Amerykanie, ale Irańczycy, Chińczycy i oczywiście Rosjanie.</p><p>Przed drzwiami do mojego stambulskiego domu jest piękne graffitti z kotami. Dom jest stary.A ponieważ jest koło bizantyjskiej wieży Galata, zastanawiam się, kto tutaj mieszkał w czasach Konstantynopola. Na pewno coś tu stało i ktoś tu swoje myśli, echo swoich kroków zostawił i z tamtych czasów.</p><p>Z wąskiej ulicy wchodzę w wąziutką klatkę schodową. Minąć się na tych schodach z kimś schodzącym z góry byłoby niełatwe. Pierwsze piętro. Na stole czeka na mnie, pozostawiona tu w prezencie dla mnie przez gospodarzy, butelka tureckiego wina i butla wody mineralnej. Słychać odgłosy z ulicy i głosy z sąsiednich mieszkań. I miauczenie kotów. </p> Spod wieży Galata 2 http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10836.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10836.html Sun, 11 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>Pokłóciliśmy się o piwo.</p><p>- Ale oczywiście, że Tuborg jest duński! - mówię.</p><p>- Ależ skąd! To tureckie piwo!</p><p>- Głowę sobie dam uciąć tureckim toporem, że to duńskie piwo!</p><p>- No to straciłeś głowę.</p><p>I cholera, okazało się, że są dwa tuborgi. Jest stary duński browar o tej nazwie, ale jest i turecki, bo Tuborg to spotykana w Turcji nazwa geograficzna. Tureckie piwo Tuborg jest inne, bardziej słodowe. Głowę zachowałem, ale warunkowo.</p><p>Z Justyną, mieszkającą tu od lat Polką, która przyjechała tu studiować teologię islamską i została, gadamy o tym, co się o Turcji ukazuje w Polsce i że to jest smutne. Że przyjedża ktoś na trzy miesiące i pisze tak, jakby już wszystko wiedział i poznał, a jest to bardzo powierzchowne, stereotypowe i bałamutne. I że nie ma innych pozycji. Pomyślałem, że chyba niestety większość tych reporterskich książek ze świata, które są w naszych księgarniach na tym polega. I że trzy miesiące to i tak sporo, bo książkę reporterską można napisać i po tygodniu pobytu plus rozbudowane informacje z wikipedii. Poznęcaliśmy się trochę nad książką Szabłowskiego, że to w sumie żałość i nie ma o czym mówić. A to jedyna plolska &quot;poważna&quot; pozycja o współczesnej Turcji. Na drugim biegunie jest,wydany też w Polsce, &quot;Most&quot; Geerta Maka. To ten sam holenderski autor, który napisał świetną książkę o Stanach pt &quot;Śladami Steinbecka&quot;. Geert Mak nie kłamie, nie udaje znawcy, nie uniwersalizuje, nie uogólnia, nie brnie w stereotypy i wreszcie nie ma tego plugawego, tak często obecnego u polskich autorów, poczucia wyższości. Nie opisuje świata na zasadzie: co to za dziwaczny kraj i jakie to ciekawe, co to się tu nie dzieje. Mak ma po prostu coś, co u nas jest towarem deficytowym, a co można nazwać pokorą wobec tematu. Napisał książkę &quot;Most&quot; i jest to reportaż i rozmowy z jednego miejsca w Turcji, z mostu Galata. Justyna mówi, że z niej rzeczywiście można się czegoś prawdziwego dowiedzieć.</p><p>Tymczasem wczoraj w teatrze Galata Perform, w sercu starego Stambułu, przy wieży Galata, odbył się spektakl, który tutaj ma dwa tytuły: polski i turecki: &quot;Tato. Baba&quot;. W zestawieniu to brzmi dość śmiesznie. Masę rozmów, że to bardzo turecka sztuka, w sensie, że bardzo zrozumiała w Turcji. Potem wspaniały bankiet przy raki w pięknej restauracji na Beyoglu.</p><p>- Wiesz, że polski konsulat w ogóle nie był zainteresowany premierą polskiej sztuki w Stambule? - dziwią się tureccy znajomi. - W ogóle ich to nie obchodzi. Nawet nie odpisali.<br />Nie wiem, co im powiedzieć w sumie. </p> Spod Galata Tower http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10824.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10824.html Sat, 10 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>Dużo się dzieje, nie ma kiedy pisać, a chciałoby się zostawić ten ślad.</p><p>Na lotnisku czekała na mnie dziewczyna, studentka na kierunku zarządzanie kulturą, której imię tłumaczy się jako: Światło Księżyca na Rzece Nil. W trakcie jazdy metrem na starówkę obgadaliśmy najważniejsze kwestie związane z Polską i Turcją. Bardzo ciekawiły ją moje doświadczenia punkrockowe. Jej kuzyn ma kapelę heavymetalową.</p><p>Teatr Galata Perform mieści się w samym sercu Istambułu, pod wieżą Galata pamiętającą czasy Bizancjum. Dostałem mieszkanie teatralne 200 metrów dalej. </p><p>Pod wieżą Galata dokładnie tak samo jak w Pizie przez cały dzień jest kolejka ludzi, którzy chcą wejść na górę oraz masę ludzi robiących sobie selfie z wieżą. Ciekawa ta chęć ludzi, żeby odstać godziny w kolejce po to,żeby wejść na wieżę. I tak samo jak w Pizie obok stoi wóż pancerny i ubzrojeni w maszynowce policjanci.</p><p>Patrząc na tę kolejkę, siedzieliśmy przy kawiarnianym stoliku, jedząc tureckie pierogi i pijąc wino. Dyskusja zrobiła się poważna, kiedy zacząłem temat bombardowań Afrin. No to trafiłem, cholera.</p><p>- Przecież to terroryści! - mówi dziewczyna, która generalnie jest przeciw rządowi i brała udział w słynnych protestach w obronie parku Ghezi, w których wojsko strzelało do ludzi, zabijając i raniąc.</p><p>- Wszyscy Kurdowie to terroryści? - pytam.</p><p>- Ty tego nie znasz - mówi. - Wy, na Zachodzie, dopiero ledwo ledwiutko tego posmakowaliście i już wpadacie w histerię. My z tym żyjemy od lat. Od dziecka słyszę, nie idż tam, nie idż tam, bo tam wybuchła bomba, bo tam może wybuchnąć bomba itd. Z czasem człowiek się oswaja, ale nie do końca.</p><p>- Myślisz,że bombardowanie rozwiąże problem? - pytam.</p><p>- OK,to powiedz mi,co rozwiąże problem.</p><p>Śmieszne,bo w Stambule dużo jest antyizraelskiego graffiti. Że Izrael zabija dzieci, że ratujcie Gazę, że wolna Palestyna.</p><p>- A co wy robicie z Kurdami? Coś lepszego niż Izrael? -pytam.</p><p>Czuły punkt.</p><p>- Dobra - wycofuje się dziewczyna. - Czytam tylko tureckie gazety i oglądam turecką telewizję, jak większość Turków. Pewnie dlatego tak mówię.</p><p>Temat Afrin powraca jak lajtmotyw.</p><p>I temat zaostrzania represji przez rząd.</p><p>- Tu się robi, jak w Iranie - mówią. Opowiadają, jak tydzień temu 50 uzbrojonych policjantów wpadło do teatru, gdzie grano sztukę &quot;Dyktator&quot; nawiązującą do Erdogana. Opowiadają o ludziach siedących w więzieniach. Tradycyjnie ludzie teatru, pisarze,artyści,dziennikarze. Ale Kurdowie źli. Bombing Afrin ok.</p><p> - Dlaczego nie pozwolicie im na niepodległość? Dla Polaków to czuły temat - mówię i opowiadam o zaborach. - Trudno mi nie być sercem z Kurdami.</p><p>Rozmowa ciągnęła się dziś nadal.</p><p>- Oni nie mają elit.</p><p>- Bo je pozamykaliście w więzieniach i pozabijaliście.</p><p>- Tam jest nasza infrastruktura, nasza adminstracja, nasze wszystko. I co z ludźmi, którzy tam mieszkają, a którzy chcą zostać w Turcji.</p><p>- Referendum?</p><p>- A Hiszpania zgodziła się na refendum w sprawie Kataloni? Też użyli siły. Dlaczego mamy pozbywać się dużej części kraju?</p><p>- Gdyby powstał Kurdystan - tłumaczy mi kto inny - na jego terenie byłyby źródła Eufratu, co ma coraz większe znaczenie, bo rosną problemy z brakiem wody. Powstałoby państwo mające źródła ważnej rzeki oraz ropę naftową, niechętne Turcji.</p><p>No takie rozmowy.</p><p>Na warsztatach bardzo aktywni. Bardzo dużo pytają. Chętnie rozmawiają.</p><p>Wieczorem wizyta w teatrze. Niesamowite! Wielki mall kulturalno-handlowy. Galerie sztuki, kina, restauracje i sklepy. A w nim wielki teatr z widownią na 1300 miejsc!!!</p><p>Grają &quot;Tramwaj zwany pożądaniem&quot;. Widownia jest pełna! Grają gwiazdy znane z telewizji. Spektakl trwa 2,5 godziny. Jest bardzo tradycyjny, bardzo realistyczny, bez zmian scenografii, w sumie dość ubogi. Owacje na stojąco w wykonaniu 1300 ludzi robią wrażenie. Po spektaklu pytają mnie, czy postać Stanleya Kowalskiego mnie nie obraża.</p><p>Wracamy w szóstkę małym samochodem Yesim. Upchnięci jedni drugim na kolanach siedzący. Do centrum, pod wieżę Galata, w środku nocy, bez korków jedziemy półtorej godziny. Gigantyczne jest to miasto!!! Po drugiej stronie Bosforu azjatycka część, ponoć bardziej hipsterska, modna, jak kiedyś wschodni Berlin.</p><p>- A co jest waszym zdaniem najlepsze w tureckiej tradycji?</p><p>Pauza. Myślenie. Bo mówili, źe wszystko złe. Że melancholia, utracone imperium itp. No ale co jest dobre?</p><p>- Że z wszystkimi umiemy się dogadać.</p><p>- Acha. Z Kurdami też?</p><p>... </p> Z lotniska http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10819.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10819.html Thu, 08 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>I znów lotnisko. Okęcie i kawa po 20 zł. Własnych napojów wnosić nie wolno, a siedzę tu godzinę, więc trudno. Wieczorem mam być w Istambule zwanym też Stambułem. Sprawdziłem pobieżnie to podobieństwo nazwy do Istebnej. Piszą,że Istebna to od słowa -izba-, które wcześniej miało formę -istba-, a Istambuł z greckiego -stan poli- co znaczy -w mieście-. Pozornie co innego, a jednak obie nazwy mają w sobie miejsce. Ist jak istnienie. Obie nazwy gdzieś u swoich źródeł niosą znaczenie -to tu-.</p><p>Czytam Szabłowskiego reportaże o Turcji. Takie sobie. Ciąg rozbudowanych anegdotek. Nie lubię takiego pisania. Rzeczy, które zawsze ludzie opowiadają na całym świecie, podkręcają, ubarwiają, plotkują, podniesione są tu do jakiejś niby uniwersalnej prawdy o Turcji. I jeszcze ten narrator, ta znana mi narracja, lekko drwiąca, skrywająca w sobie jakieś poczucie wyższości, że niby -ja z normalnego świata przyjeżdżam do jakiegoś dziwacznego świata-. Znam ten styl, bo sam tak pisałem, jak miałem 20 lat. Poza tym &quot;Śnieg&quot; Pamuka do samolotu i podręcznik angielskiego dla zaawansowanych. A ponieważ spałem na Krakowskim Przedmieściu w akademikach Uniwersytetu Muzycznego tuż koło księgarni PWN, to jeszcze zabierają się do Turcji świeżo tam kupione Roczniki Królestwa Polskiego Jana Długosza, tom pierwszy. Śmiesznie.</p><p>Wieczorem spacer po Krakowskim Przedmieściu z Anią Augustynowicz i z Kamilą Paradowską. Znów obserwacja, że strasznie tu pusto i ciemno. Na starówce wszystko pozamykane. Dziwna ta Warszawa. Taki wygwizdów.</p><p>I żal tych młodych chłopaków przy Grobie Nieznanego Żołnierza, którzy stoją tam przy grobie dzień i noc na baczność w świetle znicza.</p><p>Ach, i wcześniej wizyta na Koziej, w redakcji miesięcznika Teatr! Pączek i papieros. I rozmowa z czytelniczką tego bloga.</p><p>No i próba w Akademii Teatralnej, w sali Kreczmara. Studenci coraz młodsi. Dzieci już prawie. W holu Akademii wielki siedzący Holoubek. I te tablice z nazwiskami absolwentów, przy bufecie na dole najstarsze, w górę idące.</p><p>Rozmowy o metafizyce z Anią i Kamilą, o szczurach, o wojnie. O tym, że ta wojna, która, miejmy nadzieję, że jednak nie nadchodzi, będzie inna niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. I o Fauście. I o Antygonie. I przez zimne, puste Krakowskie, z placu Zamkowego, spod kolumny, do pokoju koło księgarni.</p><p>A teraz już Istambuł. Zaczyna się boarding chyba. </p> Zjazd przed odlotem http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10803.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10803.html Wed, 07 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>Przepiękna śnieżyca dopadła mnie dzisiaj w Istebnej. Pojechałem spotkać się z Cecylią Kukuczką w związku z przygotowywaną sztuką w Teatrze Śląskim. I wpadłem moim małym miejskim autkiem w środek Istebniańskiej zimy. A opony wprawdzie zimowe, ale już troszeczku zjechane. Ahoj przygodo! Najpierw p. Cecylia z siostrą musiały mnie popchać, a potem w drodze powrotnej, w dół przeżyłem te niezapomniane chwile, kiedy hamulec jest wciśnięty tak, że aż się boję, że się złamie pedał, ręczny zaciągnięty maksymalnie, a auto powolutku się rozpędza. A przede mną dłuuuga, bieluteńka droga coraz bardziej stromo w dół, z zakrętami w las, tzn wiem, że tam powinien być las, ale nie widzę, bo droga znika w ciemności, śnieżycy i mgle. Pierwsza myśl: wyskoczyć! Druga myśl: zapalić papierosa. Wytrenowany przez doświadczenie pisarskie, pierwszą myśl odrzuciłem. Zapaliłem. Pomogło. Kiedy odpalałem, zjechałem w ześlizgu dwoma kołami w gęstszy śnieg. Wyhamowało! Wziąłem parę głębszych machów, otrząsnąłem się i powolutku centymetr po centymetrze zsuwałem się pół w gęstym śniegu, pół na śliskiej drodze. Wyprzedził mnie, pogwizdując, góral na rowerze. - Szybciej środkiem! - krzyczy. No.</p><p>W głowie - Kukuczka, góral z familoków. I cała ta piękna, dobra rozmowa w tym domu na górze, przy pysznym cieście i pączkach. Spytałem, co to za nieotwarta butelka szampana taka duża. - To jest szampan, który Jurek miał otworzyć po zdobyciu Lhotse. Przywieźli mi go</p><p>... </p><p>Dobra, jutro rano do Warszawy, na PWST. Ania Augustynowicz sama znalazła tekst mój w &quot;Dialogu&quot; - &quot;Rewizor. Będzie wojna&quot; i się jej spodobał, i robi go ze studentami PWST, i jutro pierwsza próba czytana. I rozmowa. I od razu z Warszawy samolotem do Istambułu.</p><p>Nie wiem dlaczego, nie umiem uchwycić, na czym to polega, ale jakoś bliższy mi jest ten wschodni kierunek. Ameryka jest bardzo ciekawa i w ogóle wiadomo, Ameryka to Ameryka, ale Wschód mnie jakoś inaczej woła, inaczej pociąga, jakoś bardziej do serca woła chyba. Kiedy pierwszy raz byłem w Istambule, poczułem oszołomienie i taki przebłysk, że to tu jest środek świata, skrzyżowanie Wschodu i Zachodu, Konstantynopol. I to widać, ze Konstantynopol na pierwszy rzut oka. Ten, od którego upadku, jak się uczymy, datuje się koniec średniowiecza i długi, trudny początek nowego. Z pierwszej wizyty w Istambule pamiętam tłum na ulicach dzień i noc. W tłumie kobiety w burkach i kobiety w krótkich spódniczkach. Wschód i Zachód na skrzyżowaniu, tak. Bardzo to kontrastowało z pustymi, wyludnionymi ulicami w centrum Berlina. Wtedy, po powrocie rzuciłem się na chwilę do nauki tureckiego (to znaczy kupiłem sobie podręcznik), przeczytałem trochę książek Pamuka, generalnie porwało mnie na jakiś czas. Zobaczymy, co teraz.</p><p> </p><p>Swoją drogą ciekawe to podobieństwo nazw: Istebna-Istanbul.</p> Sfałszowana pamięć http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10763.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10763.html Sun, 04 Feb 2018 23:00:00 +0000 <p>A propos pamięci historycznej w skali lokalnej, na końcowym przystanku &quot;Jedynki&quot; w Cygańskim Lesie jest tablica z wyrzezanym w drewnie napisem, w stylistyce takiej troszeczkę a la góralska karczma.</p><p>Brzmi następująco:</p><p>W Imieniu Pańskim</p><p>Wszystko, co na piśmie sporządzono, lepiej utrzyma się w pamięci ludzkiej. Dlatego niechaj będzie wiadomo wszystkim i każdemu z osobna, który ten niniejszy list zobaczą, że My Mieczysław z Bożey Łaski Książę na Cieszynie i Pan na Oświęcimiu zauważywszy niedostatek wiernych obywateli Naszego Bylska cierpiących z przyczyn braku drewna oddaliśmy im niewyrąbany las przy Mikuszowicach.</p><p>Anno Domini 3.VI.1312 </p><p> </p><p>Tekst zaczyna się od odwołania się do pamięci ludzkiej, co brzmi dość perfidnie, jako że pamięć tę właśnie fałszuje.</p><p>Brzmi jak cytat z dokumentu. Nie ma żadnej adnotacji, która wskazywałaby, że nie jest to oryginalny cytat. Co to za język? </p><p>Nie jest to współczesny język polski. Ale absolutnie nie jest to też XIV-wieczna staropolszczyzna! Jak ktoś chce sobie porównać, proszę w google wpisać: Kazania Świętokrzyskie. To ten sam czas. Nie było w tamtej polszczyźnie ani takich słów, ani takiej ortografii. Ani nawet takiego zapisywania dat, że dzień cyfrą arabską, potem kropeczka, potem miesiąc rzymską, kropeczka i arabską. Nie zapisywano w ten sposób dwuznaków sz i c ani ę, ani zmiękczeń -ci-. Nie istniały takie sformułowania jak -niniejszy list&quot;. No ale miałem się ne wdawać w szczegóły. To nie jest staropolszczyzna. To jest jakaś imitacja wykonana przez kogoś, kto ze staropolszczyzną się nie zetknął, a tylko ma o niej mgliste wyobrażenie. Dlaczego ten ktoś użył imienia Mieczysław, a nie Mieszko? Skąd ten Mieczysław? Dlaczego posłużył się formą Bylsko, co fałszywie sugeruje autentyczność?</p><p> </p><p>Ten dokument to pierwsza w historii wzmianka o Bielsku. I jest upubliczniony oficjalnie w zafałszowany sposób.</p><p>Ktoś, zapewne pełen dobrych chęci, do żródła dosypał zatrutej domieszki. Według monografii Bielska-Białej w dokumencie nie ma żadnych &quot;wiernych obywateli Naszego Bylska&quot; (obywateli!? w XIV wieku?!), a tylko &quot;Burger zu Bilitz&quot;, z czego wynikałoby, że sporządzono go w języku niemieckim, co miałoby sens, zważając, ze był przeznaczony dla niemieckojęzycznych mieszczan. Choć takie dokumenty sporządzano chyba raczej po łacinie. Więc łacina albo niemiecki. I na pewno nie był to tak pięknie i polsko brzmiący Mieczysław, ale raczej Mesko, który nie wiadomo, czy mówił po polsku, ale jeśli tak, to był to polski bardzo bliski czeskiemu.</p><p>Rozumiem, że nie zdecydowano się na wyrzezanie w drewnie oryginału, ale nie zaznaczenie w żaden sposób, że to przekład, jest świadomym przekłamaniem. Tym bardziej, że tekst poprzez swoją stylizację sugeruje, że jest oryginalny. Niewielu rozpozna przecież, że to nie żadna staropolszczyzna, tylko dziwaczna podróbka.</p> Grające kaktusy http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10682.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10682.html Sun, 28 Jan 2018 23:00:00 +0000 <p>Nadchodzą warsztaty w Turcji. Uświadomiłem sobie, że pierwszy raz nie będzie absolutnie znikąd pomocy, jeśli chodzi o tłumaczenie. Zawsze ktoś był, kto pomagał. Albo ktoś na miejscu, albo towarzysz podróży. Pierwszy raz będę w sytuacji, kiedy nie będzie nikogo, kto choćby czasami mógł wspomóc. Tylko angielski i turecki. I ja w charakterze prowadzącego duże zajęcia dla sporej grupy osób. Powiem szczerze, mam stracha. Postanowiłem codziennie do wyjazdu przeznaczać minimum 1,5 godziny na angielski, ale wiadomo, to kropla w morzu.</p><p>A nie! Przypomniało mi się właśnie! Nie pierwszy raz. W Barcelonie przecież na kursie Royal Court też nikogo nie było, kto znałby choć słowo po polsku. No ale tam to nie ja prowadziłem. Mogłem siedzieć i mało się odzywać. No dobra, nie ma co się nakręcać.</p><p> </p><p>Dziś świetny wieczór z Beatą i z Jasiem w katowickim NOSPR. Koncert Orkiestry Nowej Muzyki. Trzy ciekawe kawałki. Per Norgard, John Cage i Louis Andriessen. Norgard - wariacje na temat Bacha, Cage - strasznie fajny i ciekawy utwór na rośliny, w tym na kaktusy i kapustę. I fabryczny, potężnie monotonny Andriessen w utworze pt &quot;Związki zawodowe&quot;. Doświadczenie przeszło moje oczekiwania. Świetne miejsce, znakomite warunki do słuchania muzyki i sama muzyka niezwykła! I strasznie mnie cieszy, że Jaś zajawil się na Cage'a.</p><p>Jak pięknie można grać na kolcach kaktusa!</p><p>Zachwyt, że ktoś gra te utwory. I że tak dużo ludzi chce ich słuchać. Wszystkie bilety, co do jednego, były wyprzedane. </p><p>Taka muzyka, kiedy się na niej skupiasz, kiedy nie ma nic innego, rozpraszajacego, bo jesteś tu tylko po to, żeby jej słuchać i patrzeć, jak grają, bardzo otwiera coś w człowieku. </p><p>Przypomniało mi się, jak w piwnicy pod klubem Widok nagrywaliśmy eksperymentalne utwory muzyczne. Z Sufą, z Mleczkiem, z Ewą chyba, z Mateuszem? Mieliśmy mikrofon i magnetofon i to wyzwoliło energię nagrywania dźwięków. Robiliśmy całe długie etiudy z przeróżnymi dźwiękami. Pamiętam, jak nagrywamy skrzypiące, metalowe drzwi do naszej piwnicy Widokowej, kroki po schodach, ulicę, głosy dzieci pod blokiem, odgłosy z okien. Bardzo bliskie to było Cage'owi, choć o istnieniu Cage'a nie miałem wtedy pojęcia. I pamiętam, jak zorganizowaliśmy odtwarzanie tej muzyki, co zakończyło się katastrofą. Przygasiliśmy światła. Położyłem się, nie pamiętam już dlaczego, na zestawionych stołkach, na środku i udawałem trupa. Dookoła mnie płonęły świeczki. I puściliśmy tę naszą muzykę. I zaczęły się schodzić dzieci z osiedla, zaciekawione tym, że je nagrywaliśmy. A ja, głupi osiemnastolatek, nie wstawałem. Konsekwetnie grałem trupa, do końca naszego utworu. Potem się okazało, że dzieci wzięly to na serio, że pan umarł. Dziewczynka się popłakała. Opowiedziały rodzicom. Poszła wieść, że w piwnicy pod klubem osiedlowym odprawiamy czarne msze. I zabrali nam naszą ukochaną, odremontowaną, przepięknie przez nas wymalowaną piwnicę. I to była katastrofa.</p><p>Ciekawe, co się stało z tą muzyką. To było na kasetach, więc pewnie szlag trafił, rozmagnetyzowały się.</p><p> </p><p>O czym te warsztaty zrobic? To w związku z premierą mojego &quot;Taty&quot; w Istambule, więc pewnie o rodzinie, o dzieciństwie, o zbiorowych wspomnieniach i co można z nich ulepić.</p><p> </p><p>Zakochalem się w Grecie Garbo. </p> Zapisanie stycznia http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10647.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10647.html Fri, 26 Jan 2018 23:00:00 +0000 <p>Przydałoby się coś odnotować w styczniu, bo potem szukam, sprawdzam, co robiłem w danym miesiącu i jak nic nie ma, to trudno sobie przypomnieć.</p><p>Cały miesiąc piszę baśń. Już miałem napisaną i robię drugi przelot, czyli, bazując na pierwszej wersji piszę jeszcze raz po uwagach, po rozmowach na próbach, po przemyśleniach. Długo, długo, długo myślę, czekam aż się urodzi i długo piszę, rzeźbię. W sumie jak patrzę, ile tych sztuk napisałem, to się dziwię, że przecież ja tak długo piszę. Czasem jedną krótką scenę na dwa, trzy dni. Teraz jest szybko, bo lecą po dwie sceny dziennie. No ale baza już jest wymyślona, to druga wersja.</p><p>Baśń nazywa się &quot;Zagubiony chłopiec&quot; i będzie wystawiona w Teatrze Lalki i Aktora w Opolu w reżyserii Pawła Passiniego. Druga rzecz w życiu w teatrze lalek. Pojechałem sobie przypomnieć do wrocławskich lalek &quot;W środku słonca gromadzi się popiół&quot; Agaty Kucińskiej. Bardzo lubię ten jej spektakl. Bardzo. To był taki weekend, tydzień temu, kiedy grano teksty moje tego samego wieczoru we Wrocławiu, w Bydgoszczy i w Istambule.</p><p>A dzisiaj w Warszawie, w Powszechnym - &quot;Krótki kurs uciekania&quot; Strefa Wolnosłowa, full ludzi. Miejsca rezerwowe. Trudno się dostać.</p><p>No więc baśń. O wojnie. I jeżdżenie do Opola. Pierwsza rzecz dla dzieci. Z rozmów z Mikołajkiem.</p><p>- O czym chcesz bajkę?</p><p>- O wojownikach nindża.</p><p>Więc są wojownicy nindża, i król czaszek, i księżniczka wojowniczka, i klony, i czołgi, i pojazdy kosmiczne, i walki. Na zamówienie syna. I jak to z zamówieniami trochę poszedłem wbrew intencjom zamawiającego, trochę się od nich odbiłem. Bo się w tej zabawie, w tej grze komputerowej, do której wpada chłopiec, tam trwa wojna, nieustająca wojna zbudowana z elementów prawdziwej wojny.</p><p>I byliśmy z Beatą na Agaty Dudy-Gracz spektaklu w Opolu: &quot;Śmierć przyjeżdża w środę&quot;. Bardzo było o czym mówić. Bardzo warto oglądać teraz spektakle Agaty.</p><p>Kończę czytać pierwszy tom monografii bielskiej. Zastanawiam się, ile osób ją przeczytało. Ale pozytywnie zaskoczony jestem. Idzi Panic bardzo w porządku pisze. Dobrze się czyta. A to głównie Panic.</p><p>Robiłem spotkanie filozoficzne o Mieszku I, robiłem teatr tekstu. Zacząłem drugi tom &quot;Historii życia prywatnego&quot;. Kończę powieść &quot;Nie mówcie, ze nie mamy niczego&quot; Madaleine Thien. Bardzo dobra! Bardzo poruszająća opowieść z historii najnowszej Chin.</p><p>Czytam &quot;Sokratesa&quot; Legutki i z serii popularnonaukowej &quot;Spór o czarne dziury&quot;. Słucham Grażyny Bacewicz. Oglądam filmy z Jeanem Gabinem z 1938 roku. W Opolu dobre wieczory, rozmowy z Pawłem Passinim.</p><p>Chodzę spać coraz później. Coraz częściej tuż przed szóstą rano. W końcu pewnego dnia się to obróci i dojdę do normalnych godzin. Tylko muszę przejść cały dzień, a to będzie trudne.</p><p>Jednak pojadę do Istambułu. Teatr Galata Perform zdecydował się sprowadzić mnie na swój koszt. W pierwszej połowie lutego. Na 5 dni. Ale nie będzie tłumacza. I warsztaty mam poprowadzić po angielsku. Dwa dni. 25 osób. Znikąd pomocy. Tylko angielski i ewentualnie wspomaganie tureckim ze słownika. </p><p>Więc oprócz wszystkiego codziennie angielski. </p> Rok http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10357.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,10357.html Fri, 29 Dec 2017 23:00:00 +0000 Podsumowanie roku<p>Osiem premier. W tym po raz pierwszy reżyseria. Dziwiąta - do tekstów nastolatków, po warsztatach, które współprowadziłem. Miesiąc w Stanach, miesiąc w Toskanii i wypad za Ural, do Jekaterynburga. No i Fabula Mundi. I antologia z pięcioma sztukami. I piosenki, które będą wydane na płycie.</p><p>W styczniu głowa jeszcze pełna Teheranu, tego nowego, nieznanego świata, który się tak zaskakująco ciekawie otworzył przede mną, wciągnął, zamieszał. I intensywna sytuacja kończenia dwóch dużych tekstów naraz. I to tak się złożyło, że obie na inauguracje nowych dyrekcji. Wielka premiera sztuki &bdquo;Rewizor. Będzie wojna&quot; w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, w reż. Małgorzaty Bogajewskiej, która właśnie objęła dyrekcję Ludowego. I wielka premiera &bdquo;Klątw&quot; w Teatrze Osterwy w Lublinie w reż. Marcina Libera, na początek dyrekcji Doroty Ignatjew. W Krakowie pierwsze rozmowy o antologii.<br />Wspomnienie: nabita po brzegi widownia Ludowego podczas premiery, z ludźmi siedzącymi na schodach i stojącymi pod ścianami, i potem ścisk i tłum ogromny w trakcie bankietu.</p><p>Luty<br />Pisanie &bdquo;Dybbuka&quot; podczas prób. Niezwykła, piękna praca. Moja ukochana mała scena, gdzie próbowaliśmy zabrzmiała muzyką Pawła. Improwizacje. Gadanie z Pawłem Janystem i Pawłem Passinim w pokoju przy Kołłątaja. Rajd z Pawłem i Patrycją po nocnym Bielsku, Straconce przez Przegibek nad jezioro. Z Pawłem i Patrycją w podwórzu przy 11 Listopada 63. Śmiech Kazia Czapli. Wizyta w Gminie. Znalezione papiery. Rozmowy z Jackiem Proszykiem. Rozminięcie się. Melodia z bielskiego getta.</p><p>Marzec<br />Premiera &bdquo;Dybbuka&quot;. Tańce popremierowe. Iran w głowie. &bdquo;CzytającLolitę w Teheranie&quot; na klubie czytelniczym. Intensywne i pełne wejście od razu w &bdquo;Pannę Nikt&quot;. Trzy dni po premierze &bdquo;Dybbuka&quot; pierwsza próba w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Ciężko, ciężko, ciężko. Autorska adaptacja z dodatkami. Tryzna zgadza się na wszystko. Dokładam swojego bohatera, pana Nikt. Jeżdżenie do Wrocławia. Jurorowanie na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej równolegle z próbami. Pierwszy raz na gali PPA. Kiedyś to byłoby marzenie - być na gali PPA i to jako juror! Na jam session śpiewam i gram z ekipą, raz się udało! Uścisk dłoni z Leszkiem Możdżerem, kolegą z jam session.<br />Kończenie &bdquo;Muzułmanów&quot; dla mojego Teatru Śląskiego. Niesamowite, ale tuż przed resetuje mi się dysk i wszystko znika. Wszystko! A za chwilę pierwsza próba. Skrajnie nerwowa sytuacja. Na krawędzi świata. I jak to na krawędziach: próba, kto jest kim. Pęknięcie totalne między mną a PR. Jakimś adrenalinowym skokiem odtwarzam błyskawicznie całą sztukę.</p><p>Kwiecień<br />Próby do &bdquo;Muzułmanów&quot;. Próby do &bdquo;Dada&quot;. Wielka premiera &bdquo;Panny Nikt&quot; i zaskakujące, niesamowite, piękne przebudzenie spektaklu na drugiej generalnej. Nagle woda popłynęła w misternie budowanych rurach, krew w żyłach. Zadziałało! Kasia Pietruska - wulkan! Poczucie spełnienia. Po premierze rozmowy z Elą Manthey o &bdquo;Wilku&quot;. Jurorowanie na offie w Tychach.</p><p>Maj<br />Premiera &bdquo;Muzułmanów&quot;. Kameralna i z poczuciem, że można było dalej iść, gdyby nie pęknięcie. Ale że trzyma poziom.<br />Piszę piosenki na jubileusz Teatru Lalki i Aktora w Opolu. Koncert jubileuszowy z tych piosenek. Sambor Dudziński wykonuje. To mój dorosły debiut, jako tekściarza. Wcześniej, kiedyś, jako nastolatek.<br />Gdynia i festiwal Raport. Regeneracja.<br />Czerwiec<br />Rowerek dla Mikołaja, wyjazdy w góry rodzinne, chodzenie na basen, czas wspólny. Rozpoczęcie prywatnych, własnych studiów filozoficznych. Plus cykl historii kina. Dużo czytania. Przygotowania do amerykańskiej podróży.</p><p>Lipiec<br />Z Jasiem do Kaliforni. Los Angeles, ocean, wszystkie plaże LA, Beverly Hills, dzielnica filmowa, Hollywood, Joshua Tree, pustynia Mojavee, tam mieszkamy. Teatr Tekstu w Landers. Teatr Tekstu w Los Angeles, w galerii Vienna Woods. Palm Springs. Amerykańskie muzea. Wyjazd do Arizony. Wielki Kanion. Czerwone skały. Rzeka Colorado. Indianie. Rozmowy z Apaczami. Wystawa Fridy Kahlo w Phoenix. Lot nad oceanem.</p><p>Sierpień<br />Z Beatą i z dziećmi do Toskanii. Mieszanie w Pizie w średniowiecznej kamienicy, w samym centrum Starówki, nad rzeką Arno, dwa kroki od Krzywej Wieży. Sny o pokoleniach poprzednich mieszkańców. Florencja, Siena, San Gimignano, Lukka, objeżdżanie Toskanii, Alpy Apuańskie.</p><p>Wrzesień<br />Nie pamiętam, co robiłem we wrześniu. Na pewno miałem próby dada. Na pewno prowadziłem zajęcia Szkoły Pisania w Katowicach. Na pewno pisałem &bdquo;Uchodź&quot; dla Strefy i jeździłem do Warszawy.</p><p>Październik<br />Pogrzeb babci Władzi w Zamościu.<br />Jekaterynburg. W teatrze Nikołaja Kolady prapremierowe czytanie performatywne &bdquo;W promieniach&quot; - monodramu o Marii Skłodowskiej-Curie. Długa dyskusja po. Odkrywanie zauralskiej metropolii. Rozmowy, rozmowy. Piszę &quot;Tancerkę&quot;.</p><p>Listopad<br />Kończę 46. Piszę &bdquo;Uchodź&quot;. Robię pierwszy teatr tekstu w Katowicach. W Istambule trwają próby do &bdquo;Taty&quot;. Jurorowanie na Katowickiej Rundzie Teatralnej.<br />Początek projektu Fabula Mundi.<br />Kończy się redakcja antologii.</p><p>W Opolu premiera &quot;Tancerki&quot; inspirowanej opowiadaniem Olgi Tokarczuk, wyreżyserowany przez Mariolę Ordak-Świątkiewicz monodram w wykonaniu Basi Lach. </p><p> </p><p>Grudzień<br />Znów kumulacja. Szalona zupełnie. Premiera prasowa spektaklu Dada tego samego dnia, co premiera &bdquo;Taty&quot; w Istambule. Rezygnuję z zaproszenia do Turcji i z prowadzenia warsztatów w Istambule. Z żalem ogromnym, ale rezygnuję. Nie będę na tureckiej premierze. &bdquo;Dada&quot; to moja pierwsza reżyseria. Nie mogę ich zostawić. Zamiast popremierówki w Istambule, impreza u Emilii. Bardzo przyjemnie.<br />Na zlecenie Filharmonii Śląskiej zrobiłem, pisałem ją w listopadzie, adaptację &bdquo;Diabłów i aniołów&quot; Waldorffa. W trakcie pracy zorientowałem się, że to w zasadzie jednorazowa rzecz. Do jednorazowego performatywnego czytania. No ale zrobiłem. Mateusz Znaniecki wyreżyserował. Przyszło siedem osób. Niesamowite przeżycie, kiedy aktorzy dla tej siódemki dali z siebie wszystko. Najdziwniejsza praca, jaką wykonałem w życiu.<br />Pisanie i próby w Strefie Wolnosłowej zakończone premierą w Teatrze Powszechnym w Warszawie sztuki z aktorami polskimi i irańskimi pt. &bdquo;Uchodź! Krótki kurs uciekania dla początkujących&quot;. To też niezwykła rzecz. Kilkanaście taksówek z widzami mknących z Powszechnego do mieszkania na Pradze, gdzie to gramy - wspaniałe przeżycie. Że nie wspomnę o reszcie...<br />Parę opowiadań moich o Bielsku opublikował &bdquo;Kalendarz Beskidzki&quot;.</p><p>Zakończenie warsztatów na Marymoncie związanych z &quot;Wilkiem&quot; Hłaski. Na podstawie tekstów pisanych przez młodych pod moją i Sandry Szwarc opieką, powstaje sztuka &quot;Człowiek człowiekowi wilkiem a zombie zombie zombie&quot;, której premiera zagrana została w Instytucie Teatralnym.</p><p>Koniec roku upływa gorączkowo na pisaniu baśni. Pomysł na baśń wymyślił Mikołaj. Będzie grana w Teatrze Lalki i Aktora w Opolu. Pierwsza próba - 3 stycznia. Jeszcze nie mam finału. Sylwester z klubem czytelniczym. Madaleine Thien, &bdquo;Nie mówcie, że nie mamy niczego&quot;. Bardzo dobra książka.</p> 71217 http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9983.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9983.html Thu, 07 Dec 2017 23:00:00 +0000 <p>Pospałem. Porąbałem drewno na szczapki. Pojechałem na dworzec. W trakcie zorientowałem się, że będę wracał z Warszawy w piątek na próbę Dada do Katowic, która zacznie się o 22.00, więc skończy się po północy, więc nie ma czym wrócić, więc muszę autem do Katowic i tam je zostawić. OK. Jak rzadko, droga do Kato bez korków. Cud. Zdążyłem jeszcze być w Śląskim, załatwić sprawę nagrywania Dada, załatwić sprawy inne i zajść do ulubionej mojej katowickiej księgarenki PWN, i kupić &quot;Świt narodów europejskich&quot; Zientary.</p><p>W pociągu do Warszawy przy stoliku w Warsie razem z ludźmi wracającymi z jakiejś imprezy handlowej. Marketingowo-handlowe rozmowy. Strasznie utyskiwali na zaostrzenie przepisów o ochronie danych osobowych. Czytanie &quot;Świtu narodów&quot; w pociągu i pisanie baśni. Pieszo z Centralnego do Teatru Narodowego. Szybciej pieszo, bo zakorkowane. W kawiarni przy teatrze szybkie zajęcia z dwójką uzdolnionych młodych nastolatków. Potem premiera w Narodowym. Piotr Cieplak zaprosił. W jego reżyserii &quot;Elementarz&quot;. Wystawić udramatyzowany elementarz Falskiego to jest wyzwanie! Dziwne, odjechane przedstawienie z pięknymi fragmentami. Niebezpieczeństwo odliczania czasu w teatrze. Robienie kolejnych literek od A powoduje odliczanie czasu. Że już G, już K, już Ł i że mniej więcej jesteśmy w połowie. Niebezpieczne zabawy z percepcją widza, stąpanie na krawędzi. Bałbym się. Ale bezkompromisowość jest ok.</p><p>Pierwszy raz na bankiecie w Narodowym. Fajnie, bo w bufecie można palić, mają wydzielone. Towarzystwo bankietowe teatralno-narodowe. Aktorzy, których w dzieciństwie oglądałem w znanych filmach, aktorzy, których twarze są częścią mnie wrośniętą w dzieciństwie. A teraz bankietujemy sobie razem. To trochę jak bankiet w gronie postaci z własnej wyobraźni. Jan Englert mówi, że Narodowy jest wyspą, że dopóki można, dopóty Piotr Cieplak będzie na tej wyspie robił, co będzie chciał. Jak prawie wszędzie teraz, lekkie klimaty typu -Berlin trzydziestych lat-. Spotkanie z Piotem i z Andrzejem zawsze dobrze robi. Podziękowałem Dominice Kluźniak za jej rolę w &quot;Żydzie&quot;. Warto było, żeby zobaczyć ten uśmiech. No i już. Nie moja premiera, nie ma co balować, a jutro praca. Na Krakowskie Przedmieście. Koło obecnego domu państwa Dudów. I do Alicji i Łukasza pogadać trochę i spać. Od rana próba w &quot;Powszechnym&quot;.</p> 6.12.17 http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9961.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9961.html Wed, 06 Dec 2017 23:00:00 +0000 <p>Spać poszedłem przed szóstą rano. Pisałem scenę dla Strefy - Kurs uciekania dla początkujących. Oraz baśń dla Opola. Pisałem? W zasadzie samego fizycznego procesu pisania było malutko. Większość to myślenie, czytanie, bezmyślne patrzenie przed siebie, wiercenie się, łażenie itd. I tak do szóstej. Kiedy zasypiałem, słyszałem dzwonek budzika B.</p><p>O 10.45 zadzwonił Filip Frątczak, że przyjechał do Bielska spotkać się ze mną, że czeka w kawiarni na dworcu. No tak, byliśmy umówieni. No tak, prawie pięć godzin snu, spoko. Szybko się zebrać i jechać na dworzec. Filip pierwszy raz w Bielsku. Starówka. Mówi, że ładnie. Siedzimy do czternastej dwadzieścia w knajpie na starówce przy kolejnych kawach i obgadujemy projekt teatralny w Burkina Faso na 2019 rok. Jeśli to wypali, to będzie niezwykłe!</p><p>Odwożę Filipa na dworzec i wracam do domu, marząc o drzemce. Telefon od Ani Augustynowicz. Robi mój tekst &quot;Rewizor. Będzie wojna&quot; w warszawskiej Akademii Teatralnej.</p><p>Rozluźniająco gram w szachy w internecie. Ogrywam gościa z Azerbejdżanu dwukrotnie. Na chwilkę przysypiam. I już trzeba jechać po Mikołaja do przedszkola. Dziś ma imieniny. I Mikołaja ma. W przedszkolu rozdawał cukierki. Jedziemy do cukierni po ciastka, bo przyjdą goście. Przychodzą goście, przychodzi święty Mikołaj, zostawia otwarte okno. Mikołaj wypatruje go przez szybę w oknie, ale już go nie widać. Spieszył się.</p><p>Wyrywam się z imprezy i lecę do Książnicy. Obiecałem Janowi Pichecie, że będę na spotkaniu promocyjnym &quot;Kalendarza Beskidzkiego&quot;, w którym jest kilka opowiadanek moich bielskich. Wpadam na chwilę i gadam o wszystkim i o niczym przez parę minut. W gadaniu nie jestem dobry, niestety. Choć pracuję nad tym.</p><p>Bielskie klimaty. Klimaty bielskich spotkań. Dawno je czułem. Wróciły. Poznaję te twarze, od lat te same. Tak jakby grono bywalców takich spotkań nie zmieniało się. Jakby lata temu powstało takie grono i ono teraz zawsze przychodzi. Jak klub. Reprezentacja Bielska-Białej. I czuję, że jestem z zewnątrz. Że jestem z tych spotkań warszawskich, międzynarodowych, jakichś tam, skądś tam, z zewnątrz. Kiedyś z zewnątrz, bo z osiedla, ze szkoły, bo za młody. Teraz z zewnątrz, bo z zewnątrz, spoza towarzystwa.</p><p>Fenomen &quot;Kalendarza Beskidzkiego&quot;. Zaczytuję się w tekstach o detalach na bielskich kamienicach, o pszczółkach na Ratuszu. Dlaczego pszczółki? Bo to była Kasa Oszczędności.</p><p>Miododajnia. Miasto jako miododajnia. Kto to napisał? Ewa Janoszek. No tak. Ładne.</p><p>Wyrywam się z promocji Kalendarza i pędzę do domu.</p><p>- Masz baterie? - pyta Mikołaj. No tak, dostał zabawkę bez baterii. Powrót do sklepu. Są baterie. Powrót do domu. Spać się chce, ale trzeba pisać baśń. Odwlekam, odwlekam. Poleżeć. Jeszcze w szachy. Umyć Mikołaja, poczytać mu. W szachy. Kawałek filmu. Końcówka &quot;Towarzyszy broni&quot; z 1937. Jeszcze kawa. Czekam, aż dojrzeje, aż wystrzeli, aż pójdzie. Senność na szczęście powoli się rozmywa. Alicja pozwala mi nie przyjeżdżać jutro do Warszawy z samego rana na próbę. Tzn próba od 11.00, ale musiałbym wstać o szóstej, czyli nie wiem, czy bym spał w ogóle. Więc mogę w południe wyjechać, ok. W pociągu pisać, pisać, pisać... </p> Okno na Plac Defilad http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9912.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9912.html Sun, 03 Dec 2017 23:00:00 +0000 <p>Wpadłem do restauracji Inny Wymiar przy Świętokrzyskiej pod koniec uroczystej kolacji. Przyjechałem do Warszawy prosto z próby Dada mojej Dada Trupy, z Katowic. Nie bardzo wiedziałem na co jadę. Ania pisała do mnie, owszem, nieraz na ten temat, ale nie czytałem uważnie. Kiedy jest dużo pisania, mam problem z czytaniem maili. Zwykle te maile czegoś ode mnie chcą, więc odwlekam, odwlekam, odwlekam, przelatuję wzrokiem. Wykonałem to, co trzeba było wykonać. Wysłałem, co trzeba było wysłać, przyjechałem, kiedy trzeba było przyjechać. Ale nie wgłębiałem się w treść załączników.<br />W paru zdaniach wyjaśniła mi to Aldona na papierosie. Okazało się, że to czteroletni projekt, który właśnie się zaczął i w który zaangażowanych jest ileś krajów europejskich. Z każdego kraju jest grupka dramatopisarzy, których zaproszono do udziału. Generalnie chodzi o to, że mamy się wymieniać i rozpowszechniać poprzez przekłądy sztuk, realizacje, rezydencje, warsztaty etc. Okazało się, że po kolacji udaję się do Pałacu Kultury i Nauki, ponieważ tam mieszkam. Ponieważ tam mieści się Teatr Dramatyczny, który posiada pokoje gościnne. Z Przemkiem usiedliśmy jeszcze w Kulturalnej obgadać, w czym się właściwie znaleźliśmy. Przemek mówił miłe rzeczy, jak to zaczęła się dla niego przygoda tak zwana z teatrem od warsztatów, któreśmy z Gośką prowadzili w warszawskim Powszechnym.<br />W Pałacu Kultury na portierni pobrałem klucz i udałem się windą na trzecie piętro, do pokoju 425, gdzie spędziłem kolejne kilka nocy. Z oknem na Plac Defilad. Dziwny zapach. Jakby grzyba, czy co. Przez cały pobyt mój tam wracała opowieść o pokoju Stalina. Otóż szykowano w Pałacu pokój dla Stalina, tuż przy lożach Teatru Dramatycznego. Stalin nie zdążył w nim zamieszkać, bo umarł. I pokój wciąż czeka. Ale nikt nie wiedział, który to pokój. I że może właśnie ten mój znów się nie doczekał i dlatego wydaje taki dziwny zapach.<br />Nazajutrz mieliśmy prezentacje oraz kolację w knajpie na Woli, gdzie są malunki Darka Paczkowskiego. W następne nazajutrz z okna oglądąłem życie polityczne kraju w postaci manifestacji w miejscu samospalenia Piotra Szczęsnego. Przyjechały wozy policyjne, ale stały tylko. Poza tym dzień był trudny, bo po uprzednich prezentacjach naszych przed dyrektorami teatrów Europy, mieliśmy spotkania indywidualne. Wyglądało to tak, że siedziałem przy stoliku z napisem ARTUR PAŁYGA, i kolejno podchodzili do mnie dyrektorzy teatrów Europy. Każdy przez pół godziny rozmawiał ze mną po angielsku, zadawał pytania i notował, po czym przechodził do następnego stolika. Tak było od godziny dziesiątej do siedemnastej. Czułem się potem, jakbym miał wydrenowany mózg, ale też nie mogłem sobie znaleźć miejsca, dlatego poszedem jeszcze z Claudią i Wernerem na spacer. Chcieli, żeby ich zaprowadzić na starówkę.<br />- Ale wiecie, warszawska starówka jest w zasadzie poza miastem, w sensie że nikt normalny tam nie chodzi.<br />- To gdzie jest centrum Warszawy?<br />- Warszawa nie ma centrum.</p><p>No ale poszliśmy przez te empty spaces na tę pustą i zimną starówkę. Tłumaczyłem Wernerowi z Berlina, dlaczego w Warszawie nie ma prawdziwej starówki, bo nie wiedział. W jedynej czynnej knajpie, u Magdy Gessler, o dwudziestej trzeciej poproszono nas o wyjście, bo już zamykają, a jesteśmy jedynymi klientami. </p><p>Następnego dnia była konferencja prasowa. Siedziało nas za stołem może dziesięciu. Przyszedł jeden dziennikarz. Opowiedzieliśmy mu, każdy po trochę, o projekcie. Nazywa się to fabula mundi, jakby ktoś chciał sprawdzić.</p><p>Po czym kończyłem tekst polsko-irański dla Strefy Wolnosłowej. Wieczorem myślalem, że pójdę sobie do kina w Pałacu Kultury, które miałem przez ścianę, ale zasiedzieliśmy się z Alicją, omawiając tekst i próby, które zaczynały się dnia następnego. Przyszedł dzień następny, konkretnie piątek, 1 grudnia i w Teatrze Powszechnym, na dole, w Stole Powszechnym. mieliśmy pierwsze czytanie całego tekstu. Tytuł brzmi: &quot;Uchodź! Krótki kurs uciekania dla początkujących&quot;. To finał projektu, który trwał 2 lata i w ramach którego rok temu byłem w Iranie.</p><p>Wieczorem tego dnia spotkałem się z Olą w ramach projektu Wilk. Młodzi piszą adaptację &quot;Wilka&quot; Marka Hłaski,a ja im w tym pomagam.</p><p>W Istambule za chwilę premiera mojego &quot;Taty&quot;. W Jekaterynburgu mają się zacząć próby do &quot;W promieniach&quot;.</p><p>Przysłano mi do ostatniego wglądu antologię sztuk moich. Ma wyjść na dniach. </p><p>Nie pojadę do Turcji na swoją premierę, chociaż zapraszali, fundowali bilety lotnicze i trzydniowy pobyt. Nie pojadę, bo dokładnie tego samego dnia, 9 grudnia, w Katowicach mamy premierę prasową &quot;Dada z łasiczką&quot;. Nie mogę mojej trupy zostawić. No trudno.</p><p>Zaczynam pisać baśń dla dzieci dla opolskiego Teatru Lalki i Aktora. O wojnie. Właśnie baśń, a nie bajkę.</p><p>Jacek Proszyk, który, jak się okazało, jest redaktorem Wikipedii zadzwonił do mnie, że chce mnie w niej umieścić. I zrobił wspaniałą i imponującą wiki notę. Naprawdę jest znakomita! Z pięknym zdjęciem Anity Szymańskiej. Dziękuję!<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Pa%C5%82yga" target="_blank" title="Wikipedia"></a></p><p style="display: inline !important"> </p><p><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Pa%C5%82yga" target="_blank" title="Wikipedia">https://pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Pa%C5%82yga </a></p><p> </p><p>Niedziela w domu. Z dziećmi poszedłem na Zamek. Zatrzymaliśmy się na dłużej w salce-zbrojowni oraz w sali najwcześniejszej bielskiej historii. Jedna gablotka z rzeczami wykopanymi na grodzisku. Przejrzysta makieta. Taka prosta droga łączyła stare miasto z grodziskiem. Szlak solny. Z wiekiem się trochę poskręcała.</p><p>Potem Delicje. Potem BWA i Bielska Jesień. Mikołaj szalał między obrazami. Potem w domu obejrzeliśmy sobie na ścianie &quot;Planetę skarbów&quot;. Za oknem zima jak z bajki.</p><p>Jest 4.30 i trudno mi już zasnąć wcześniej.</p><p>Poniedziałek - dniem bez odbierania telefonów, smsów, maili, bez fejsbuka, bez wyjeżdżania. Tylko skupienie i pisanie. I dom. </p> Bielski packman http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9812.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9812.html Sun, 26 Nov 2017 23:00:00 +0000 <p>Z góry wyraźnie widać. W środku Bielska tkwi wielki packman. Pewnego dnia, gdy na Palenicy znów zapłonie ogień, i zabrzmi róg, packman obudzi się i zeżre wszystko.</p><p>Wczoraj z dziećmi włóczyliśmy się po grodzisku bielskim. Dziwne to miejsce. Dla wtajemniczonych. Dla niewtajemniczonych to zwykła łączka, gdzie ludzie psy wyprowadzają. Nawet na kościele ewangelickim, na którym jest tabliczka z informacją, że zabytek, nie odnotowano, że stoi na terenie średniowiecznego grodziska, jednego z najlepiej zachowanych w Polsce. Jeśli ktoś nie wie, że dookoła była fosa z podwójnym wałem ziemnym i palisadą, nie domyśliłby się. Ale jak się już wie, to wyraźnie widać.</p><p>Kiedy szukaliśmy jakichkolwiek znaków po dawnych chatach i po małej hucie żelaza, która tu była, dawny majdan obsiadły wrony w rzadko spotykanej w centrum miasta ilości. Wielkie stado wron siedziało tam, gdzie według planów było główne, publiczne miejsce, plac, i patrzyło na nas. Mikołaj powiedział, że to są ci ludzie, którzy tu mieszkali.</p><p>Wielu ich tu podobno nie mieszkało. Piszą, że najprawdopodobniej było to miejsce ucieczki. W przypadku zagrożenia, ludzie z okolicy zbierali się tutaj, za wałami. MIeli tu zapasy żywności i broń oraz możliwość wytopu żelaza na nową broń. Gadamy z J. o tym, jak to tu mogło wyglądać, jak się mogli bronić, że drzew nie było, gdzie musiała być brama wjazdowa itd. Drzewa na palisadę ścięto po 1251 roku. Podobna, jak tu, wkopana w ziemię chata z wejściem poniżej pozomu ziemi, odkryta przy obecnej ulicy Wzgórze, już wtedy stała. Więc najpierw przy Mikołaju, a potem tu. A może równolegle, tylko palisadę zrobili później.</p><p>Jak zmieniłaby miasto rekonstrukcja grodziska? Średniowieczny skansen w samym centum? Ożywiany, jak Biskupin przez tzw. żywą archeologię. Połączony z dawną strażnicą na Palenicy tak jak w czasach jego istnienia, jako jedna całość.</p><p>A może lepiej nie zadeptać tego miejsca, nie zmeniać w skansen? Może ciekawsze właśnie takie zostawione, taka łączka ze ścieżkami wydeptanymi przez okolicznych właścicieli psów i stadem wron. Takie wronisko.</p><p>- To jest packman - powiedział J., kiedy oglądaliśmy zdjęcia grodziska. - Bielski, średniowieczny packman. Pierwowzór.</p><p>Rzeczywiście. Packman jak żywy. Toma Hanksa by to zaciekawiło. </p><p> </p><p> </p><p>Dziś na premierze w Banialuce z Mikołajem. Świetne, energiczne, radosne, pełne wdzięku i piękne &quot;Smacznego, proszę wilka!&quot; Marty Guśniowskiej.</p><p>A potem do Katowic na próbę dada. Jutro czytanie &quot;Dyrygentów&quot; w Śląskim. Wieczorem do Warszawy na fabulamundi, spotkanie międzynarodowe dramatopisarzy, trzydniowe.</p> 46 http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9611.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9611.html Tue, 14 Nov 2017 23:00:00 +0000 <p>Skończyłem zatem 46 lat i nie ma co kryć, do młodzieżówki już mnie nie przyjmą.</p><p>Dzień spędziłem w domu, wychodząc tylko po Mikołaja do przedszkola, a potem razem z nim do sklepu z zabawkami, bo sobie uskładał na dawno wytęsknione lego.</p><p>Potem po chleb. M. wybrał ciasteczka. Tokaj do domu.</p><p>Na blacie cały dzień leżała kartka z życzeniami i narysowanym sercem od Beaty.</p><p>Jasiek dowiedział się, że się nie się do następnego etapu olimpiady z historii, ale jak na niedostanie się miał niezły wynik, więc chce za rok próbować znów. Rozmowy o jego przyszłości, o planach.</p><p>Kilka telefonów z życzeniami, smsy i, wiadomo, masę fejsbukowych przez cały dzień.</p><p>Skończyłem &quot;Burzę&quot;. Chyba po raz piąty w życiu. Za pierwszym razem, jako dwudziestoparolatek, nie wiedziałem z niej nic. Tzn. błaha intryga i to wszystko. I kompletnie nie rozumiałem, o co chodzi z tą jej wielkością, czemu taka sławna. Podobnie po trzydziestce, choć wtedy mnie już zaciekawił Prospero i Ariel. Potem, kiedy zobaczyłem Warlikowskiego &quot;Burzę&quot;. No to już było pełne wątpliwości, niejednoznaczności. Potem wspólne czytanie na teatrze tekstu, Darek je filmował. Męczące było, długie i w sumie takie sobie. No i pamiętam Kleczewskiej &quot;Burzę&quot; i niedawno Dudy-Gracz.</p><p>I teraz po lekturze Margaret Atwood powieści na motywach &quot;Burzy&quot; pt. &quot;Czarci pomiot&quot;. Przeczytałem sobie całą prawie na głos. Jest jak wino. Im starsza, tym lepsza, tym bogatsza, tym więcej w sobie mieści niuansów i treści.</p><p>Porównywałem różne tłumaczenia słynnej frazy Prospera, że nasze małe życie z tej samej materii, co sny jest zrobione, i sen je otacza.</p><p>Barańczak twórczo przetwarza, traci sensy i dodaje nowe. Dodaje, że to przerwa jawy między dwoma snami. Nic takiego nie ma u Szekspira, ale dobrze brzmi. Najwierniejszy jest, o dziwo, dziewiętnastowieczny przekład Paszkowskiego. On prawidłowo rozgranicza marzenia senne, które są z tej samej materii, co nasze małe życie oraz sen w sensie spania, które okala nas jak byśmy byli na wyspie.</p><p>No wglębiłem się w to trochę w środku urodzinowego dnia.</p><p>Poza tym mam w czytaniu monografię bielską, tom pierwszy. Trzeba bylo ją w końcu napocząć. Oraz &quot;Historię życia prywatnego&quot; - ponowne czytanie po latach - tom pierwszy, Karolingowie, dziś - śmierć i zaświaty. Tak wyszło. I &quot;Nowa perspektywa&quot; - popularnonaukowa fizyczna. Dziś o kwantowej świadomości. Czy fotony są nośnikami preświadomości. Bardzo ciekawe.</p><p>I film skończyłem. Z 1936 - &quot;San Francisco&quot; z Clarkiem Gable i Spencerem Tracy. Katastroficzny. Miasto idzie w gruzy, a ocaleni, bezdomni mieszkańcy z pieśnią na ustach, wesoło idą je odbudowywać. Nie wierzmy we wróżby. Nie wierzmy w zabobony. Nasze sny to zwierciadło naszych lęków, a nie nadprzyrodzony komunikat z przyszłości. Podobnie z rzeczami, które się zdarzają i coś się wydają znaczyć, wieszczyć, oznajmiać, ostrzegać.</p><p>W pisaniu - &quot;Uchodź!&quot; - tekst irański.</p><p>Trwają ostatnie próby w Teatrze Lalki i Aktora w Opolu do monodramu &quot;Tancerka&quot;. W sobotę premiera. </p><p>Trwają próby w Istambule, w teatrze Galata Perform. &quot;Tato&quot;. Po turecku &quot;Baba&quot;.</p><p>Mają lada moment zacząć się próby &quot;W promieniach&quot; o Marysi Skłodowskiej w Jekaterynburgu w Teatrze Kolady. </p><p>W sobotę robię pierwszy teatr tekstu w Katowicach. Dzisiaj mam mowić o tym w telewizji.</p><p>W czwartek jadę do Opola. W piątek do Warszawy. W sobotę do Katowic.</p><p>Na początku grudnia do Istambułu, gdzie po premierze prowadzę warsztaty.</p><p>Tak to wygląda na przełomie 46 i 47. </p><p>Bardzo ok po jurorowaniu na Katowickiej Rundzie Teatralnej. Satysfakcja, że z Weroniką Szczawinską i Agatą Dudą-Gracz w werdykcie zwróciliśmy uwagę na zło.</p><p>- Bo chodzi o to, żebyśmy jutro, jak się obudzimy, mogli bez wstydu spojrzeć w lustro - powiedziała Agata.</p><p>I niech to przyświeca! </p> razgawory http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9575.html http://www.arturpalyga.blog.bielsko.pl/blog_news,9575.html Sun, 12 Nov 2017 23:00:00 +0000 <p>Po jurorowaniu na Katowickiej Rundzie Teatralnej spacer z dziećmi i Beatą z Bystrej zielonym w stronę Klimczoka. Trochę grząsko. Doszliśmy do granicy śniegu i powrót w zapadającym powoli zmroku.</p><p>Tymczasem trzeba by coś jeszcze o Rosji.</p><p>Po premierze &quot;Miss HIV&quot; mieliśmy mały bankiet, Kolada skoczył po koniaki. Koniaków się dużo pije w Jekaterynburgu. Postanowiłem spokojnie i bez napinki przeprowadzić pierwsze rozmowy na trudne tematy. </p><p>A zatem:</p><p>1. Ludzie, jeżeli w ogóle się interesują mają świadomość, że stosunki polsko-rosyjskie są tak złe, jak dawno nie były. - To wina władz - mówią.</p><p>2. Nie mają poczucia, że ludzie teatru są represjonowani. Przypadki zamykania w więzieniach tłumaczą indywidualnie, że każdy siedzi za innego rodzaju malwersacje czy afery. I generalnie, że to sprawy nie związane z polityką. Są to, wedug tego, co mówią, nieliczne przypadki. Teatry poza tym działają normalnie i grają bez przeszkód krytyczne sztuki polityczne.</p><p>3. Wojna na Ukrainie jest według nich wojną domową. Być może rosyjskie władze w tej wojnie mieszają, ale Zachód też w niej miesza. Poza tym między Rosjanami i Ukraińcami wsjo w parjadkie. Mnóstwo Ukraińców przyjeżdża tu do pracy, również do Jekaterynburga. Osobiście spotkałem kilkoro (w tym jedną w teatrze Kolady) i z dwoma rozmawiałem. Oni również nie uważają, żeby to była wojna ukraińsko-rosyjska i w ogóle miałem wrażenie, że razi ich słowo -wojna- w odniesieniu do tej sytuacji. Natomiast komunikują, że pogarsza się sytuacja ekonomiczna. Mówią, że nie czują żadnych napięć z racji, że są Ukraińcami w Rosji.</p><p>Temat ukraińskiego konfliktu podobno teraz wśród ludzi tam prawie w ogóle nie istnieje.</p><p>- Nie bardziej niż dla Polaków tląca się wojna w Afganistanie - tłumaczy mi Denis.</p><p>- Ale Afganistan jest bardzo daleko od Polski - mówię.</p><p>- Dla większości Rosjan Ukraina też jest bardzo daleko - mówi jekaterynburżanin.</p><p>- Ale graniczy z Rosją?</p><p>- A kto nie graniczy z Rosją?</p><p>4. Sprawa Krymu. Tu chyba jest silny podział. Nierówny podział.</p><p> - Wielu ludzi protestowało przeciw aneksji Krymu - mówią. - Ale część dopiero przy tej okazji dowiedziała się, że Krym należał do Ukrainy, bo byli przekonani, że do Rosji.</p><p>Dla większości to tak naturalne, że Krym jest rosyjski, zawsze był rosyjski i tyle. Chruszczow coś namieszał, Putin naprawił.</p><p>W sklepie można kupić koniak &quot;Russkij Krym&quot;. Nie kupiłem.</p><p> </p><p>Krótko mówiąc, poruszanie trudnych tematów i zabieranie stanowiska nie stanowiło problemu, ale na wszystko jest odpowiedź.</p><p>To trzeba inaczej. Trzeba sztuką. </p>